wtorek, 30 września 2014

OKOLICZNY ELEMENT - TEATR ULICZNY

nielegal 2014

1. Pro-Log  
2. Otwieracz         
3. Ga-Da-Li      
4. Rapowy przekaz 
5. "Sport-Tofcy"
6. Ide se                   
7. Teatr Uliczny 
8. Romantyczny element 
9. No Właśnie   feat. KUBA KNAP    
10. Pa!Jacu  
11. Trzeba Robić feat. PROCEENTE 
12. Epi-Log

    Okoliczny Element gości w moich głośnikach już od czasów Dinala - to pełen humoru klasyczny rap, który do mnie trafia wyjątkowo. I o ile ostatnie albumy OE wyszły przecież na legalu, to nagle teraz 'Teatr Uliczny' wychodzi na nielegalu w liczbie sztuk 300. Powrót pod pierzynę andergrandu? Nikt nie chciał tego wydać? Cóż...
    Brzmienie albumu jest jednak dokładnie takie, jakie powinno być. Lista producencka znana jest z dawniejszych płyt: Mej, Biała Trawa, Spalchemik, Bimberland, czy Sandały i skarpety - czyli beka na traku, jesli mogę to tak ująć :) Pełno sampli, klasyczne brzmienie, kołyszące perkusje i nieco patyny z winyli - wszystko to upchnięte jest na bitach i podrapane przez DJ Urb, DJ Czarli i DJ BRK. Osobiście na wstępie zostałem rozwalony genialnym podkładem do 'Otwieracza', ale później tempo wcale nie zwalnia, nawet jeśli bpm wskazują mniejszą liczbę. Muzyka jest fajnie bujająca, taka miejska, parkowa, do czilautu w ciepły dzień. Słucha się tego bardzo dobrze i choć nie jest to szczyt marzeń - jest fajnie.
    Ninja i Mej mają tak specyficzny styl, że nie sposób ich pomylić. Ale chłopcy dorośleją i coraz mniej tutaj fantazji i dowcipu, a coraz więcej smętku i goryczy. Bo z jednej strony to nadal te same miejskie opowieści dwóch kolesi, którym ani w głowie się zestarzeć i spoważnieć, ale z drugiej słychać tu już pewne zmęczenie tematem wiecznej balangi. Jasne, że lecą browce i wiadra, ale podszyte to jest lekką goryczą, czy żalem. Elemenci wracają do swojej dawnej formy głównie w 'Otwieraczu', 'Pa!acu', 'Trzeba robić' i w 'No właśnie'. Co ciekawe, klimat bardziej wydają się czuć Kuba Knap i Procent, którzy są w naprawdę dobrej formie.
    No niby to wcale niezła płyta, ma porządne bity, typowy Okoliczny na majkach, jednak... Jakoś to skapcaniało. Brak chłopakom werwy i fantazji, nie ma tej świeżości, którą wnoszą, o dziwo, goście. Ogólnie to bardzo przyjemna płytka, ale brak tu jaja. Tylko jednego, ale zawsze.

OCENA: 4+\6


poniedziałek, 29 września 2014

NERVOSOUL - JEDNO ŻYCIE

Krakofonia 2014    

1. Intro 
2. Własną Ścieżką
3. Wykopalisko 
4. Gwiżdżę na to  
5. Ostatnie życzenie 
6. Moja planeta   feat. BEATRICE
7. Jestem z Tobą (MC) 
8. Na starych śmieciach  
9. Jedno życie   feat. ALOHA 
10. Mniejsze zło 
11. U1i   feat. KOŚCI W DŁONI 
12. Parkiet
13. Noc żywych trupów feat. MŁODY GOH 
14. Krawędź   
15. ThePRESJA    feat. BLETA 
16. Świat u stóp 
17. Poniżej zera 
18. Bądź sobą feat. BARTOLOMEO 
19. ANTYKwariat 

    Hakim i wieszczu to kawał historii małopolskiego rapu. Obaj działają już w podziemiu wiele lat i nagrali masę płyt - choć we wspólnym projekcie to dopiero ich drugi album. To kolesie, którzy żyją dla prawdziwego, klasycznego hip hopu i są niczym wyjęci ze Złotej Ery. Zawsze mam wiele sympatii dla Hakima, więc chętnie sięgam po rzeczy wychodzące spod jego rąk.
    Jak łatwo się domyśleć, to właśnie Hakim odpowiada za brzmienie płyty. Jednak przecież Wieszczu również produkuje - i ma tu on swoje kilkanaście minut, bo wyprodukował trzy numery, a współtworzył jeden. To powrót do czasów Złotej Ery, do gorących soulowych sampli: Diana Ross, Bobby McFerrin i cała masa innych. Podkłady bujają, są naprawdę przyjemne, choć spójrzmy prawdzie w oczy - zupełnie nieodkrywcze i czasem wręcz wtórne. Dobrze, że są tu skrecze od DJ 2Najz'a, jednak nadal nie powoduje to, że album jest świeży. Nawet nie o to chodzi, że jest źle, czy nudno - podkłady są zróżnicowane, są bardziej hardkorowe, czasem melodyjne, czasem wręcz horrorcore'owe. Słucha się tego całkiem nieźle, jednak brakuje tu jakiegoś pierwiastka świeżości. Nie powiem, jednak takie podkłady, jak np. 'Krawędź' są naprawdę niezłe. Jednak sfera muzyczna nie obezwładnia.
    Tak samo zresztą jak rymowanie obu weteranów. O ile Hakim daje sobie radę bez zarzutu, to Wieszczu nigdy nie był przodującym emce. Zbyt często wypada z bitu, czy nierówno kończy - przy czym słychać wyraźnie, że nie jest to czyn zamierzony. Co więcej, rapperzy nie mówią o niczym konkretnym, bo w większości kawałków to bragga i rymy bitewne, ze wspomnieniowymi wkrętami i próbkami horrorcore'u - tak jak w numerze z Gohem. Jemu się udało, Nervosoulowi średnio. Tak jak zresztą przez znaczną część płyty. Te rymy, tak jak muzyka, nie wnoszą tu zupełnie nic - po prostu są. Owszem, weszło tu kilka ciekawszych porównań, czy hasztagów, jak w 'ANTYKwariat', ale nie ma tu się nad czym rozwodzić. Tyle, że Hakim > Wieszczu. Goście? Na pewno Goh, który wyróżnia się oryginalnym stylem, który może się podobać lub nie, ale wrażenie robi. No i może Aloha, która ma całkiem przyjemny głos i flow.
    Niestety, choć lubię Hakima, muszę stwierdzić, że ten album przeszedł mi obok uszu totalnie. Jest bardzo płaski i nijaki i choć brzmienie jest całkiem fajne, a Hakim na majku daje radę, to obaj z Wieszczem stworzyli klasyczny i bezpłciowy materiał, który w dodatku jest za długi. Tu się nic nie dzieje. Nuda panie.

OCENA: 3\6


czwartek, 25 września 2014

ZAGINIONY - ZAGINIONY MIĘDZY NIEWIASTAMI EP

nielegal 2914

1. Sprawdź Jak Się Niszczę
2. Król Musi Zginąć
3. Dzięki Tobie Taki feat. BEZ STRUKTURY

    No to Zaginiony naprawdę ma zamiar zaginąć... To podobnież ostatnia płyta rappera, ponieważ czuje się on spełniony i nie ma nic w polskim rapie do roboty, bo nagrał zajebiste płyty, od cholery koncertów i w sumie cóż więcej mógłby zrobić? Dlatego ostatnia w życiu epka ma tylko trzy kawałki, podsumowujące bogata i pełną sukcesów karierę. 
    Całe trzy kawałki (obfitości, przybywaj!), jakie mamy na epce, zrobił JH, którego na scenie już dało się poznać z obecności na przeróżnych albumach. To właśnie on został wybrany, aby korona, którą Zaginiony ma włożyć ta darmową epką, lśniła jak diament. I wiesz co? Nawet świeci. JH zrobił wielopoziomowe, syntetyczne podkłady, które są jednak dość mocno zróżnicowane. 'Sprawdź jak się niszczę' łączący g-funk z nowoczesnymi elementami: gęsty bas, piszczały i delikatne pianina w tle. 'Król musi zginąć' za to jest niemal pozbawiony bitu, bo nie nazwę soczystą perkusją dźwięków klapsów w zad tłustej baby. Do tego jest w chuj romantycznie, bo ciągną się przez cały kawałek zwiewne linie syntezatora, zawodzące jak w najlepszych serialach obyczajowo-miłosnych. Na chwilę wchodzą tylko płaczliwe skrzypce, ale nie trwa to długo. Ostatni numer ma dla odmiany popekaną perkusję z pudełek po lekach, jednak przynajmniej melodie nie zawodzą jak nad grobem miasteczkowej kurwy. No cóż, pomimo, że pierwszy kawałek wszedł mi z dużą przyjemnością, drugi mnie zupełnie nie przekonał, a trzeci ma w sobie coś tylko dla refrenu... Ale ogólnie wychodzi nieco ponad zero.
    Zaginiony, żegnając się ze sceną postawił na dwa kawałki o najebce i jeden o swojej miłości - choć punkt widzenia rzeczonej może być różny. I pierwszy numer jest naprawdę w porządku i na całej płycie tez pewnie wyróżniłby się na plus - tutaj po prostu jest najlepszy. Ale tylko dlatego, że drugi trak powiela temat pierwszego, choć podejście jest inne - jednak podkład jest sporo nudniejszy. A trzeci, gdyby nie ciekawy wokal Bez Struktury w refrenie, przeleciałby mi przez uszy zupełnie.
    Trzy kawałki i 12 minut - czy to ma być godne pożegnanie? A może Zaginiony tak sobie z nami pogrywa? Taki chwyt marketingowy, jak Pikej ostatnio? Hę? Niezależnie od wszystkiego, nie jest to postać, za którą scena będzie roniła łzy, cokolwiek sam zainteresowany o sobie nie myśli. Jego płyty są całkiem w porządku i przyznam, że je nawet lubię, jednak kiedy słyszę, że ten koleś osiągną juz w rapie WSZYSTKO, co chciał, to musiał celować kurewsko nisko. Point blank. 

OCENA: 3+\6


środa, 24 września 2014

PAWBEATS - UTOPIA

Step 2014

1. Dzień Polarny  feat. JINX, MIUOSH, BONSON, ONAR
2. Widnokrąg   feat. ZEUS
3. Martwy Piksel   feat. HAJU, MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
4. Bracia   feat. FLOJD, ROVER
5. Euforia   feat. KASIA GRZESIEK, QUEBONAFIDE
6. Na Miarę   feat. PALUCH
7. Nie Szukaj Mnie   feat. MARCELINA, VNM
8. Weź Się Nie Obraź   feat. OXON
9. Pozory   feat. DANNY, DISET
10. Porozmawiaj z nią    feat. LILU, PEERZET
11. Moment    feat. KĘKĘ
12. To Tylko Muzyka    feat. TEDE
13. Maski    feat. VIXEN, CIRA, HUKOS
14. Schizofrenia    feat. RAHIM, PIH, BUKA
15. Utopia

       Pawbeats to producent, który zdobywa sobie coraz większą publiczność w kraju. Głównie dzięki temu, że bity od niego bierze coraz więcej rapperów. Może dlatego Step zgodził się wypuścić producencką płytę Marcina - zresztą ten zebrał na niej całą śmietankę sceny nie tylko legalnej, ale i podziemnej. Nie powiem, że Pawbeats jest jednym z moich ulubionych producentów - co więcej, mało mam do niego przekonania, ale na mikrofonach jest tyle dobrego, że sprawdzić należało.
    Pawbeats nie tylko siedzi przy konsoli, klepiąc te bity. To nie tylko producent, ale również muzyk, grający na klawiszach, gitarach, akordeonie, harmonijce, flecie, czy perkusji. Poza samym Pawbeatsem występuje tu również cała plejada instrumentalistów i producentów, między którymi znajdziemy i Sir Micha i Bob Air'a, a za talerzami usiedli DJ Ike oraz DJ Panda. Co więc otrzymujemy dzięki tak bogatej oprawie producenckiej? No cóż. To taki nieco crossover, bo mamy tu sporo elektroniki, ale z drugiej strony czasem czułem się jak na festiwalu w Kołobrzegu, słysząc całą orkiestrę na podkładzie. Muzyka jest rozlazła, plimkające melodyjki, cienkie perkusje, które gonią tempo czasem wręcz absurdalnie. Momentami bity skręcają zbyt zdecydowanie w kierunku popu i disko, jak w koszmarnym 'Nie szukaj mnie', 'Pozorach' czy w 'Euforii'. Jednak trafią się i tutaj ciekawsze numery, tak jak jazzujący 'Porozmawiaj z nią', czy lekko paranoiczny 'Schizofrenia'. Choć ogólnie płyta jest nudna jak zieff.    
    Tylu rapperów, tyle światłych nazwisk! I powiem Wam, że jak to zwykle bywa w takich wypadkach, mamy tu trzy kategorie występów: świetni, przeciętni i marni. Wbrew spodziewaniom, tych naprawdę dobrych wejść nie jest aż tak wiele. Zeus pokazuje innym miejsce w szeregu już na początku, ze swoim 'Mam oczy skośne a i tak mam poślizg #tokiodrift' i w ogóle sposobem składania wersów. Mam Na Imię Aleksander zrobił niezły refren - choć to wszystko, czym się zajął, to i tak wypadł lepiej niż Haju. Bardzo dobranym duetem okazał się Flojd i Rover, i choć i tak Flojd < Rover, to nadal storytelling w kawałku jest co najmniej przejmujący. Z Oxona rośnie (urósł już?) bardzo ciekawy emce, który coraz częściej udziela się na legalnych produkcjach - i dobrze. Lilu ma ciepły, soulowy wokal - choć tym razem nie rymuje, wypada i tak najlepiej ze wszystkich wokalistek, bijąc je na głowę. Największe skupisko świetnych zwrotek jest w kawałki 'Maski', gdzie Vixen, Cira i Hukos, nie przejmując się dość płaską muzyką, dali popis kunsztu. Na drugim końcu skali znaleźli się Onar ze swoją coraz bardziej wkurwiającą chrypą dziada spod sklepu, rozczarowujący Quebo oraz dysponująca fatalną manierą wokalną Marcelina. Reszta po prostu jest.
    I co? O ile po muzyce nie spodziewałem się wiele (i słusznie, jak się okazuje), to po nazwiskach mogłem więcej. Ale niestety dostałem przeciętną, wymiętą papkę, która pomimo kilkakrotnego słuchania, zupełnie nie mogła zagościć w mojej głowie. Nudne to, bezpłciowe i nijakie i nie ratują tego świetni wokaliści, ani tryliardy żywych instrumentów, które i tak brzmią, jak wygenerowane przez komputer.

OCENA: 3-\6


wtorek, 23 września 2014

EGON - SZYFRY ULIC

Pro-Rec 2014

1. Intro
2. Już nie ufam
3. Wrogowie życzą
4. Miasto przestępstw   feat. POPEK, ANIA DIAMOND
5. Między niebem a piekłem
6. Żyję po to   feat. LUKASYNO
7. Pod kluczem   feat. PAROL SYNDYKAT, KRIMESON GRZ
8. Szyfry ulic   feat. PRS UDR, FRONC SDW
9. Spójrz na mnie
10. Pieniądz robi pieniądz   feat. NIZIOŁ, DESZCZ A2DICT
11. Balety
12. Bene Meritus   feat. ZIOMEK A2DICT
13. U nich to normalne feat. KRISO
14. Z betonu saga
15. Zagubieni
16. Outro

    NON Koneksja idzie solo. Po kolejnej już płycie Lukasyna, tym razem to Egon wyszedł ze swoim materiałem. Szczerze mówiąc, nie miałem wielkich złudzeń co do tego, że ten materiał będzie bombą, ale z drugiej strony Lukasyno zalicza coraz to lepsze płyty, więc może i na Egona coś skapnie, eh?
    W zasadzie w kawałkach brakuje tylko Lukasyna, bo przecież całość wyprodukował Steel Banging - czyli Kriso z    NON Koneksji, skoneksjowany (że tak to ładnie ujmę) z Gacą. W sumie spodziewałem się dość ostrej elektroniki, ale... Śmieszna historia - są to dość typowe uliczne podkłady, jednak Steel Banging pomyśleli o dodaniu jakiś wyróżników. Dlatego znajdziemy tu sporo elektroniki, często przetykanej żywymi skrzypcami altowymi, czy gitarą. Nadal jednak to dość melancholijna, nieco czasem ciężka muzyka, która mogłaby znaleźć się na dowolnej ulicznej produkcji. I od delikatnego 'Żyję po to' gładko przechodzimy do mrocznego 'Pod kluczem'. Jest tu kilka fajniejszych wejść, jak np. 'Spójrz na mnie' - nieco etniczny, choć zrobiony z gustem kawałek, który zyskuje bardzo dużo dzięki muzykom. Za talerzami stoi DJ Gondek, choć niestety, wykorzystany jest tylko w jednym kawałku - to nieco mało jak na 50 minut albumu. Ogólnie muza jest niezgorsza, i choć mało odkrywcza, daje się w większości słuchać bez bólu.  
    Egon ma ten bardziej zdarty głos w NON Koneksji. I tym drapiącym głosem stara się Egon utrzymać flow w ryzach, ale nie zawsze mu to wychodzi - a to napisze za krótką zwrotkę, tu się nie mieści. Na szczęście takich wpadek nie ma aż tak wiele i technicznie ujdzie w tłoku. Poza dość ciekawym wokalem nie mamy tu nic więcej, co może pokazać jakąkolwiek oryginalność. 'Życiowe problemy', 'pamiętaj dzieciaczku, ty bądź zawsze w porządku', ciężkie życie w miejskiej dżungli, wszędzie czają się zdradzieckie kurwy, a Kasa Rządzi Ewentualne Absolutnie Mózgami. Podobne banały usłyszysz na każdej ulicznej produkcji, jak Polska długa i szeroka, a i poza granicami również. I ta wtórność liryczna jest największą wadą tego albumu, bo słuchając tych wersów masz wrażenie, że już gdzieś to słyszałeś. Paradoksalnie podoba mi się moment, kiedy Egon... śpiewa w 'Spójrz na mnie', bo refren tu wyszedł bardzo sympatycznie. Jak to zwykle bywa na płytach przepełnionych uliczną prawdą, większość gości o ksywkach zakończonych trzyliterowymi skrótowcami to piąta liga rapu, ulicznicy, którzy zamiast poćwiczyć siedzą na ławkach pod blokiem. Wpadło mi zdecydowanie w ucho jedynie wejście Popka, no i może Lukasyno stoi nieco wyżej od reszty, która pieprzy takie bzdury i używa tak infantylnych wersów, że nie wiadomo - płakać, czy paść ze śmiechu. Przez łzy.     
    Wydanie własnego solo na legalu można uznać za sukces - no to Egon zaliczył. Super. Płyta nawet nie jest zła - można powiedzieć, że to porządna uliczna produkcja z muzyką nieco lepszą, niż mikrofon, ale nic tu odkrywczego, nic, co przybiłoby mnie do głośnika i spowodowałoby, że zgrałbym sobie choć część albumu do plejera na heavy rotation. Kolejny produkt z podwórka - 'pierwsze solo, z betonu saga'. Dla fanów ulicznego brzmienia.

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 22 września 2014

WŁODI - WSZYSTKO Z DYMEM

Step 2014

1. T&T
2. 1996   feat. MOLESTA
3. Pod numerem trzecim
4. Chmur drapacze    feat. W.E.N.A., MIELZKY
5. W słońcu
6. Guzik   feat. MAŁPA
7. Zapałki
8. Proces spalania
9. W drodze po towar
10. Detektor dymu

    Po 9 latach Włodi powraca na solo z wyjątkowo oczekiwaną płytą. Parias został przyjęty różnie, choć to była naprawdę dobra płyta. Ale Włodi był jakby schowany za Eldo, który zebrał tu najwięcej - czy to hejtów, czy propsów. Jednak Włodi puścił wszystko z dymem i wyszedł niczym Fenix spomiędzy popiołów - i zaczął zbierać żniwo.
    Otwieram książeczkę z płytą. Odpalam dysk. Już wydanie albumu kładzie na kolana. Trzeba to dzieło wziąć w ręce i rozkminić dobrze każdą kartkę. Ale to nie istotne. Wchodzi pierwszy trak: patrzę na produkcję: Evidence. Uffff... Zaraz za nim wchodzą jeszcze The Returners, Stona i DJ B, który, tak się składa, popełnił większość produkcji. Ciężko jest wyobrazić sobie Włodiego na trapach, dlatego oczywiście nic z tych rzeczy nie znajdziemy na tej płycie. Jednak muzyka nie zamula, 'bumbum agresja, kręci się wszechświat'. To konkretne jebnięcie, bity oparte na ciężkich, hałaśliwych samplach ze skreczami Chwiała bądź B powodują, że z jednej strony słychać, że Włodi to weteran i siedzi głęboko w tych '90-tych, jednak nie zasypia gruszek w popiele i nie stoi w miejscu. Świadczą o tym podkłady od DJ B - mroczne, elektroniczne thrillery, które wkręcą ci paranoję Muzyka jest up-to-date, jak to ładnie określają Anglicy - mimo, że klasyczna, to jednak świeża. Nie powiem, żeby wszystko idealnie mi wchodziło (zwłaszcza te bardziej syntetyczne akcje B i Stony), ale co tam, jest moc.
    Nie czarujmy się, nikt z Molesty nigdy nie był wielkim rapperem. Włodi również nie należy do czołówki, ale przez te lata zdołał wyrobić technikę na tyle, że słucha się go bardzo dobrze. Doszlifował również teksty i takie storytellingi, jak w 'Pod numerem trzecim' wchodzą pod skórę i wychodzą przez gęsią skórką. Zresztą, nie muszą to być storytellingi, bo cokolwiek nie napisze Włodi, jest celne - czy opowiada o starych dobrych czasach z początków Molesty, czy zwyczajnie o życiu. Jest obcesowy, czasem wręcz brutalny, ale do bólu szczery i dokładny. Opisze ci sytuację z dokładnością komiksowej kreski - czasem nieco przerysowaną, czarno-białą, czasem aż zbyt rzeczywistą. I ci świetnie dobrani goście - każdy uderza z dobrą siłą, żaden nie zaliczył porażki. Jest moc.
    W połowie chciałem oznajmić, że to jest płyta roku. Pod koniec zacząłem się zastanawiać, choć i tak Włodi nie wyślizgnął się poza top3. Płyta jest dopracowana do perfekcji, wydanie rozwala system, Włodi powraca na tarczy, zamiast odcinać dinozaurze kupony. Tak czy owak, to świetny album. 

OCENA: 5+\6

niedziela, 21 września 2014

ŻYTO - WIRY

Prosto 2014

1. Ładna była
2. Droga do raju
3. Na układzie
4. Parmezan
5. Tarapaty
6. Nie psa wina
7. Moja muzo
8. Ceny feat. MAŁOLAT
9. To prawda
10. Zrobiłem ją
11. Mały balecik feat. KĘKĘ, KOTZI, BORO
12. Wiw
13. Wybacz mi feat. KAMILA B
14. Wiry feat. WOLA, OLEK HDS

    Jako stary wyga, który żyje rapem dużo dłużej, niż trwa polska scena i pamięta nawet takie rzeczy, jak Sex Packets i DJ Damm, nie wspominając o innych, naturalnie jestem w posiadaniu albumu zespołu 1000. Jednak 'Przyjeło Się...' wyszło jakieś 15 lat temu i Żyto, choć podawany jest w obecnym składzie 1000, nie przypominam sobie, aby partycypował w nagraniu - a nie chce mi się iść po płytę. Dopiero jego zeszłoroczny nielegal wzruszył mnie do łez i stał się jedną z ulubionych podziemnych produkcji w ogóle. 
    Muzyka na 'Wirach' faktycznie pasuje do tytułu. Te minimalistyczne, syntetyczne podkłady idealnie pasują do wokalu rappera. Zatrudniono tu całą rzeszę producentów, którzy są mniej lub bardziej osadzeni w klimacie njuskul-dupstep-grime-chujwicoabyelektroniczne: Uraz, Tytuz (no, ten może najmniej popchnięty w te syntetyki), Lower Entrance, Urban Future Currensy, Urban, PSR, Krasnal i Tomei. To taki przegląd nowoczesnej muzyki rapowej, od wykręconych, kwasowych bitów Lower Entrance - których przyznam, że w większości nie mogę słuchać, po numery PSRa, który potrafił oddać tu i podkład regałowy ('To prawda') i taki nieco śmierdzący lovers rap w stylu euro dance 'Wybacz mi'. Pomiędzy nawiasami znajdą się numery i lepsze i gorsze, choć ogólnie wychodzi to wszystko na plus. Najbardziej trafia do mnie Krasnal z 'Zrobiłem ją' (choć jest to dość sztampowy bit, ma jednak siłę), sprytny 'Wiw' Tomeia, czy 'Mały balecik' Uraza. Dużo bardziej nowoczesne, garażowe i oszczędne brzmienie niż było, dużo bardziej, niż się spodziewałem. Czy to dobrze? Może i nie, ale źle też nie. Jest ok. 
    Uliczno-knajacki styl Żyta jest unikatem, choć wcale to nie znaczy, że żyto jest dobrym rapperem. No ni chuja. Żyto na traku przypomina najebanego drwala z wielką siekierą, którym to narzędziem toruje sobie chłop drogę do twojego mózgu. Jest tak toporny i mało zwrotny, jak gdyby Shermanem rozwozić towar po sklepie Duka. No i te refreny, które są osobną epopeją siania lipy - bo to poradnik jak napisać refren składający się z 1-3 słów i trwający minutę. Albo po prostu jak NIE pisać refrenów. Jak to, spytasz, to gdzie te zajebiste rapsy? Zaraz, nie tak szybko, jakoś fatalnie to nie jest. Żyto ma kolosalny styl i charyzmę - nawet jeśli nie umie szczególnie rapować, a to rzadka umiejętność. Teksty, choć przetykane banałami i debilnymi czasem porównaniami, są szczere i prawdziwe, choć nie mają takiej siły, jak na poprzednim albumie. Może dlatego, że większość tekstów krąży wokół dup, zamiast tego syfiastego życia, które zdążyliśmy polubić. Owszem, te storytellingi trzymają w napięciu i wciągają, ale nie ma tu już takich numerów, które przetrzepią ci mózg i będziesz je katował co kilka minut. Świetną robotę za to robi część gości, przede wszystkim Małolat, Kękę, Kotzi, czy Wola. Ich zwrotki są tu bardziej niż na miejscu i rozdmuchują niejako monotonię głównego prowadzącego.
    Cóż, jak dla mnie spore rozczarowanie. Słuchałem tej płyty ładnych parę razy, zanim odważyłem się coś napisać - z jednej strony nie chciałem zbyt szybko skreślać Żyta, bo go zwyczajnie lubię. Z drugiej, szukałem pozytywów. One są, ale to zbyt mało, aby mnie poruszyło, bo... jak to leciało? 'Ejjo babcia, daj zarobić mi na rapie'...       

OCENA: 4-\6



sobota, 20 września 2014

HDS - MUZYKA BLOKÓW

Pro-Rec 2014

1. Intro
2. Muzyka bloków
3. Od zmierzchu do świtu   feat. BRAHU, BONUS RPK
4. Koszmar
5. Moja Ochota   feat. GLACA
6. Depresja
7. Idę przed siebie
8. Nie żałuję   feat. HINOL, MAŁACH
9. Smutna melodia
10. Hardcorowy przekaz   feat. KAFAR, PALUCH
11. Outro
12. Muzyka bloków RMX

    Po ostatnim albumie HDS, tym na legalu 'Odbicie Codzienności', myślałem, że koleś utonął. A tu niespodzianka. Rapper zmienił wytwórnię i wydał na początku września kolejny tomik poezji ulicznej. W związku z tym, że poprzednia płyta była jedną z najgorszych w 2012 roku (i pewnie w dekadzie), nie uważam, że warto tego posłuchać, ale naturalnie nie byłbym sobą, gdybym nie dał mu jeszcze jednej szansy. No i dałem.
    Radomski producent Tytuz zatacza coraz większe kręgi. Nie ma wprawdzie tego feelingu, co Lucky Loop, ale coraz chętniej korzystają z jego bitów reprezentanci legalnej sceny. Tytuz współpracuje z HDSem już od dawna, tyle, że tym razem zrobił dla niego prawie całą płytę - poza ostatnim remixem. Jego bity okraszone zostały obficie skreczami DJ Gondka. Jakie są te podkłady? Takie, jakie zwykle na tego typu płytach. Ciężkie, mroczne, wprowadzające w stan zagrożenia. Tu nieco elektroniki, tam ślady g-funku, ale to nadal przede wszystkim syntetyczne basy, łupiące perkusje, klawisze i smyczki na zmianę z syntezatorem. Tytuz jednak na szczęście potrafi robić ciekawsze podkłady i taki np. kawałek 'Muzyka bloków' wyróżnia się naprawdę fajnym klimatem. Jedyna wada jest taka, że numerów o choć trochę indywidualnym brzmieniu jest mało, bo mogę tu jeszcze dodać 'Nie żałuję' i... tyle. No, dość miły jest jeszcze remiks tytułowego traku, który wykonał Steel Banging, napisany zresztą (dwukrotnie!) na płycie z błędem.   
    HDS poprawił nieco flow i technikę. Ten jego drapiący głos zaczął wreszcie pasować do bitu i przez ostatnie dwa lata nauczył się pisać linijki tak, aby nie wyłazić poza werble jak słoma z butów. Nawet te jego teksty są jakby lepsze, co wcale nie musi oznaczać, że nie zaliczyłem paru fejspalmów, słysząc wersy takie jak 'dobra dalej wychodzę z puchy i lecę w balet, zamiast być podporą, jestem jak miejski szalet' i 'dymam stare baby, ciągnę hajs z saszety'. HDS jebie te pierdoły o krętych ścieżkach życia i ciężkim życiu narkomana. Do tego dowiadujemy się, że warszawska Ochota jest niezwykle niebezpiecznym miejscem, gdzie turyści tracą zawartość portfeli (Turyści? Na Ochocie? Co tam robią?). HDS próbuje również akcji horrorcore'owych, jednak próbując być straszny, jest co najwyżej zabawny. Jednak, wyznam, że znalazłem tu również wers, który mi się bardzo spodobał: to 'a psy bez tabasco też bywają wściekłe'. Wyjątkowy błysk geniuszu. Pośród gości też znajdą się naprawdę wartościowe wejścia, ale znowu, szkoda, że tak mało. Na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje Hinol, który swoją zwrotką na 'Nie żałuję' rozjebał wszystkich obecnych. I w sumie poza jednym wersem HDSa i zwrotką Hinola  nie ma tu nic ciekawego.
    Dałem HDSowi szansę - ta płyta jest faktycznie lepsza, niż poprzednia. Nie wiem, czy lepsza muzycznie - może równa. Na pewno lepsza stylistycznie i tekstowo, choć i tak jest tu jeszcze sporo do zrobienia - ale na pewno da się posłuchać. Być może zasługą tego jest również fakt, że płyta trwa nieco ponad 37 minut i nie zamula przez ponad 2 godziny...

OCENA: 3-\6


wtorek, 16 września 2014

ZEITGEIST - ZEITGEIST EP

nielegal 2014

1. Jackson Pollock (Intro)
2. Czarny wrzesień
3. Funus hodie
4. Konterfekt
5. Zeitgeist
6. Save me
7. Videogame
8. Poltergeist (Outro)

    Zeitgeist? Nie wiem. Rudy koleś: Nie-Raper Ej Matt. I tak nie wiem. Dostałem ten link do płyty jako podrzutka do okna życia i nawet wszechmocny dr Gógiel jest bezsilny. Ten koleś prawie nie istnieje. Nie ma tego. A jednak...
    Nie wiem, skąd Matełusz bierze muzę - wydaje mi się, że robi ją sam. Bo to sticte podziemne jazdy, wiesz, pętla jakiegoś kawałka melodyjki, pod nią dość tradycyjna perkusja... Niby niewiele, niby prosta opcja, a jednak to przemawia do ciebie. Te funkowe sample działają mocno na wyobraźnię. Wybiera klimatyczne próbki i robi z nich magię. Klasyczny, podziemny rap, świetne wyczucie klimatu i kiwaj głową. Życie jest dziwne, ale nie truj, weź posłuchaj se. Bit pobrany chuj wie skąd, ale co tam. Słuchaj tego kurwo.    
    Nieco zgaszony wokal, jakby lekko niepewny przyjęcia. Gorzkie teksty, z lekką ironią opowiadają o przypadkach Matełusza. Ten Matełusz. Kto to? Nie wie nikt. Ale koleżka ma siłę, aby jebnąć cię w łeb, choć wyszedł właśnie od lekarza. Ma problemy? Któż ich nie ma. Jest dziwny i inny niż reszta? Uratuj go. 'Wiesz kurwo, w to życie grają wszyscy', więc słuchaj i nie pierdol.
    Co za historia. Nie ogarniam kolesia. Nikt (prawie) nie zna, nikt nie słyszał. Za to koleś zjada 3\4 sceny swoim stylem i klimatem. Krótko napisałem? Bo co tu gadać? Weź to zaciągnij STĄD i nie pierdol.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 15 września 2014

ARECZEK PRG - SOLO 1 \ SOLO 2

RRX 2014

Solo 1
1. Widzę, myślę, wierzę
2. O tym jak
3. Syf
4. Wtedy kiedy tak
5. Wstań
6. Jakby to było wczoraj
7. A jak
8. Do góry nogami
9. Takie czasy    feat. IGOREK EKU
10. Nie wiesz co Cię czeka
11. Mordek
12. Pamiętaj, że warto
13. Od Ciebie zależy   feat. CWIETA PRG
14. Dzień
15. Mam na to oko
16. Rzeczywiste życie    feat. IGOREK EKU
17. Opowieść

Solo 2
1. Warszawa
2. Zacięcie
3. Przyjaciele dla korzyści   feat. WSP DAMIAN, CWIETA PRG, BANIA PRG
4. Deszcz
5. Co jest do chuja
6. Chuj to Cię
7. Moja patologia
8. Nasza droga
9. Młynek
10. Życie
11. Obława
12. Moje miejsce
13. Jak zwykle   feat. EKRAN KLIMATU ULICZNEGO
14. Bezwzględny
15. 4 dychy    feat. MAKS
16. Zajaraj    feat. KOZER
17. Letni słoneczny dzień
18. Kilka wersów od nas    feat. MIEJSKI SORT

    Praski rapper, Areczek PRG, zdecydował się wydać legalnie swój debiut - to znaczy od razu dwa. Mam bardzo ambiwalentny stosunek do podwójnych płyt, zwłaszcza debiutów i kiedy czytam w zapowiedzi, że 'Wydawnictwo zawiera 178 minut buntu wobec otaczającego nas świata' to już mam spore obawy. Jako, że byłem męczony przez jednego z czytelników o recenzję Areczka, oto ona (i tak by była zresztą).
    Jak wspominałem parę dni temu przy okazji recenzji Faziego, Maupa urósł na nadwornego producenta KNT Krzyśka Kozaka i to w większości jemu powierzane są zadania muzyczne na wydawnictwach RRX, a nawet ostatnio para się on skreczingiem. Ale czy ponad 2 godziny z Maupą da radę zdzierżyć? Cóż, udowodnił on już parę razy, że umie stworzyć ciekawy materiał. Tylko do dwóch bitów zatrudniony został tu NWS, a jeden wykonał Chrzanos. Niestety, Areczek wybrał jedynie najbardziej sztampowe, mroczne podkłady, jakich wszędzie pełno. Te różnią się tylko bardzo mocno akcentowaną perkusją, co sprawia wrażenie, że siedzisz w pociągu i starasz się słuchać jakiś melodii, które zagłusza stukot kół. Nielicznymi wyjątkami z tej szarzyzny są 'Deszcz' - faktycznie, bit pada jak jesienią, 'Młynek' z bardzo fajnym samplem z akordeonu.  
    Dlaczego Areczek jest innym ulicznym rapperem od innych? No cóż, nie zawsze trafia w bit, gubiąc się przy dłuższych zwrotkach. Nie pisze równych linijek na tyle, żeby poukładać sylaby na bicie, więc raz przedłuża samogłoski w głupich miejscach, a raz nadgania, aby nie wykoleić się po raz kolejny. A teksty? Rymowane bez żadnej dykcji i z monotonnym flow zlewają się w jeden bełkot, z którego co jakiś czas ucho wydobywa coraz idiotyczniejsze wersy, prezentujące uliczne prawdy z Północnej Pragi. Potrzeba przykładu? Pierwsze lepsze wersy: 'Matka nieprzytomna ledwo na oczy patrzy, ojciec z inną lampucerą kurwa to nie teatrzyk. Przechodzi przez dym, omija leżące śmiecie, puszki, zbitą szklankę, jakaś krew na tapecie. Samotne praskie dziecię kto leży na jego miejscu, nie nazwę tego łóżkiem, przebita igła w sercu. Obrzygał koszule zakichany menel, zarzygany dywan i dwunastolatek z gniewem. Wiesz co teraz czuje? Nie masz o tym pojęcia, klimat którego nie znasz to siła pierdolnięcia.' I tak ponad dwie godziny. A, jeszcze Areczek próbuje śpiewać, matko jedyna. Niestety, jestem zbyt słabym herbatnikiem na taką dawkę hardkoru ulicznego, bo miałem dość już w trzeciej minucie pierwszego kawałka. Dlatego, wracając do pytania postawionego na samym początku akapitu, Areczek wyróżnia się spośród innych uliczników tylko chujowością. Tak, tak, wiem, to jedyny prawdziwy raport z osiedla, zapiski rzetelnego obserwatora praskiej rzeczywistości, pełen pozytywu śpiew getta. Szkoda, że na dłuższą metę tego się nie da słuchać. Do tego są jeszcze goście... Ale nie ma sensu wspominać. Chociaż... zaskoczył mnie Maks swoim stylem i umiejętnością łączenia nieskończonych węzełków rymów. Tylko ni chuja nic z tego nie rozumiem. 
    No cóż, stało się to, czego się spodziewałem. Prawie 150 minut ciężkiego, ulicznego rapu od miernego rappera i jego jeszcze gorszych gości, na stukających podkładach - to cholernie zbyt wiele. Wprawdzie na 'Solo 2' zaczynają się kawałki, które mają w sobie coś więcej, niż tylko ten kurewski martyrologiczny, płaczliwy i narzekający na wszystko ton rymowania. Tak, czy siak, nie da się tego specjalnie słuchać. Areczek jest słaby, więc pomysł, aby umartwiać się przez tyle czasu, jest pomysłem morderczym, niestety głównie dla słuchacza. Płyta na pewno znajdzie fanów, ale tylko tych, którzy uwielbiają takie brzmienie. Ja dosłuchałem do końca w męczarniach, co uważam za swój sukces. I proszę mi nie pierdolić, że powinienem tego posłuchać jeszcze 10 razy, żeby pojąć moim małym móżdżkiem ten przekaz. Raz to i tak sporo. Jedna z najsłabszych płyt tego roku.

OCENA: 2-\6


niedziela, 14 września 2014

DJ TRAKMAJSTER - GZYMS

Flash 2014

1. Alleluja
2. Trakmajster DJ
3. Gdzie jest Zbyszek?
4. Ssij Liż
5. Moc Energia
6. Osiemnastka (Ewy z Sochaczewa w 2005)
7. Kto nie podaje ten przyjmuje
8. Dziewczyno Ty!
9. Klękaj
10. Podejdź, zrób to!
11. Suka
12. Chcę
13. Byłeś jak
14. Byłem jak
15. Blau
16. MDMA

    Trakmajster jest jednym z najbardziej rozchwytywanych djów imprezowych, którzy grają szeroko pojętą czarna muzykę. Jak sam mówi, ten album to wypadkowa jego wypadków... Okładka zawiera długa listę jego kontuzji, opis gadżetów sprzed lat, które zbiera (bilety pkp, kasety, flajersy z imprez itp.), a wszystko, co znajduje się na krążku, to jedno wielkie jajo ze wszystkiego.
    Tylko 1\3 albumu to rzeczy, które popełnił sam Trakmajster. Poza nim na bitach siedzą Dynamid Disco, Raziek z Mentalcut, Wet Fingers, Slayback, Eargasm God i Sokos, dzięki czemu mamy tu absolutnie wybuchową mieszankę gatunków i stylów. Producenci zapewniają stały dopływ adrenaliny dzięki energetycznym podkładom - nie ma tu przestojów, nie ma zamułki. Przechodzimy tu gładko od funkowych klimatów po elektroniczne traki, aż po dubstepy, czy wręcz drum'n'bass. Biorąc pod uwagę fakt, że to ma być album imprezowy - muzyka doskonale spełnia swoją rolę. Fakt, że sporo z tych numerów nadaje się raczej do remizy (szczytem 'Dziewczyno ty'), ale na zwyczajnej imprezie też dało by się sporo z tego puścić bez wstydu. No, chyba, że będziemy się wsłuchiwać w samego Trakmajstera.  
    Płyta zaczyna się od... kazania, a w zasadzie od religijnego zaśpiewu, ale w zestawieniu z pozostałymi kawałkami, można Trakmajstera posądzić o swego rodzaju bluźnierstwo, bo tutaj alleluja, a tu ssij, liż i spermę masz we włosach. Trakmajster jest tu wokalnie cały czas obecny, oczywiście nie rapuje, jednak przez cały czas wykrzykuje proste (czasem prostackie) rymy, zagrzewające do boju - niekoniecznie do tańca, prędzej do dymania, rżnięcia i robienia laski. Takiej płyty w sumie chyba jeszcze nie było - Trakmajster idzie w ślady takich osób, jak DJ Kool, Kid Capri, czy Funkmaster Flex, chociaż jego wokal nie jest tak bardzo krzykliwy, czy nawet chrapliwy, lecz bardziej gładki. Wygląda to trochę tak, jakby zmieszać imprezowość DJ Koola z seksizmem Luke Skyywalkera z The 2 Live Crew. Może ja jestem za stary, może Luke ma więcej wdzięku, ale nie kupuję tego, co mówi TM. To głównie imprezy z ruchaniem - w sumie nie głównie, przede wszystkim. To ruchanie przedstawione nawet nie dowcipnie, tylko wręcz obleśnie. No dobra, przyzna, że parę razy się uśmiechnąłem, jednak linijki typu 'dziewczyno ej ty weź podmyj się, przyjedzie BMW', czy 'piękny widok twoje usta i mój fiut kiedy bierzesz go i ssiesz, pamiętaj o jądrach też, weź paputka zrób'. No ja pierdolę.   
    Największym minusem na płycie Trakmajstra jest on sam. O ile muzyka na tym krążku daje radę się obronić sama, to teksty DJa, używając jego własnej nomenklatury, ssą jak odkurzacz. O ile po lekturze wkładki nastawiony byłem pozytywnie, to te prostackie treści mnie złamały. Nie daję rady.

OCENA: 2\6


sobota, 13 września 2014

POKAHONTAZ - REVERSAL

MaxFlo 2014

1. Głód
2. Życie jest piękne
3. Passe   feat. BU
4. Desperado 2    feat. BUKA, KLESZCZ
5. Habitat
6. Gorące serce, chłodny umysł
7. Mówisz i masz     feat. BEZCZEL
8. Przeciwwaga
9. 3maj pion
10. Patrzę w przyszłość
11. Coś za coś 
12. Serum    feat. WUZET
13. W ruch
14. Przestań   feat. BOB ONE

    Poprzednia płyta Rahima i Fokusa oczekiwany był z ogromnym napięciem, ale kiedy nadeszła, owo napięcie zjebało się na ryj jak Tupolew wiesz gdzie. Album zjebano za tanie dążenie do kasy na fali filmu 'Jestem Bogiem'. Mnie akurat ta płyta usiadła i kiedy dowiedziałem się, że 'Reversal' jest kontynuacją 'Rekontaktu', z jednej strony się ucieszyłem, z drugiej nieco zdziwiłem. No bo jeśli album się nie przyjął, to czemu kontynuować formułę? Na złość, aby udowodnić, że to wcale nie dla hajsu? Czy dlatego, że PKHZ mają to w dupie? Nabrałem ochoty, żeby się dowiedzieć.
    Rzeczywiście, muza jest jakby przedłużeniem 'Rekontaktu', tylko.... jakby lepsza, zagrana z większym życiem i pomysłem. Bity są na wskroś nowoczesne, jednak nie trapowe, czy dubstepowe - to po prostu jakby klasyczny hip hop, tyle, że totalnie syntetyczny. Co to oznacza dla słuchacza? Konkretne perkusje, ale zamiast sampli mamy melodyjki generowane z komputera, brzęczące, plastikowe basy, czasem autotuny. Ponad połowę podkładów oddał Dino i jego bity rzeczywiście są zrobione z jajami. Bardzo dobry 'Głód', świetny 'Desperado 2' i w sumie cała reszta jego produkcji jest wyśmienita. Ale na szcżęście Snobe Beatz, Adam L, Zetena, BRK i Dryskull dają sobie radę równie dobrze - no, mniej (BRK i ten jebany trap step Dryskulla w 'Serum' - nie daje rady tego słuchać) lub bardziej, ale w okolicach. Stali czytelnicy bloga doskonale wiedzą, że nie jestem fanem nowoczesnego, rozlazłego rapu, ale ten nie pedziuje i producenci dają konkretny wajb. Do tego pasma skreczy DJ Bambusa i masz naprawdę porządnie zrobiony rap XXI wieku. 
    Fokus i Rah mają markę od dawna ustaloną - może już od zbyt dawna, bo za często pojawiają się głosy, że Smok Fokus się skończył. Może to nie do końca prawda, bo jego wokal jest nie do podrobienia i jest już swego rodzaju symbolem. Nie można jednak nie zauważyć nie zawsze jest to 'wysoka jakość na żądanie, a nie tani chwyt', zwłaszcza, kiedy Fokus mówi takie bzdety, jak 'podpaska to namiastka kobiety' (co kurwa?). Niestety, zdarza się mu to co jakiś czas. Rahim w tym zestawieniu, jak mi się zdaje, prześcignął go już jakiś czas temu. Ma bardzo kompletne flow, potrafi modulować głosem i choć też wali banialuki od czasu do czasu, to nie biją one tak po uszach, jak u Fokusa. W ogóle siłą rapperów tu są ich flow, a także umiejętność tworzenia takich rymujących się zbitek słów, że to płynie wręcz zadziwiająco. Gorzej, kiedy dochodzi do doszukania się sensu w tym, co Rah i Fokus mówią - kiedy szukasz idealnie dopasowanych słów, często przestajesz zwracać uwagę na treść i wątek wymyka się jak szydełko babci z parkinsonem. No bo patrz - kiedy na majk wchodzi Bezczel, wydaje się, że na zajęcia praktyczne wbił profesor. Z innych gości Buka staje się coraz mniej ciekawy, Wuzet czuje się jak ryba w wodzie na tym popieprzonym traku od Dryskulla - reszta w sumie jest zbędna.
    No i mogła to być bardzo dobra płyta. Ale jest tylko niezła. Z kilku powodów: rapperzy jebią głupoty i choć czynią to pięknie, czasem zgrzyta za bardzo, jak piasek w zębach. Dwa, nie wszystkie podkłady do mnie trafiają, choć sfera muzyczna jest naprawdę porządna. Przez te kilka szczegółów mamy taką ocenę, jaką mamy... Choć wydaje mi się, że 'Reversal' jest lepszy od 'Rekontaktu'.      

OCENA: 4+\6


piątek, 12 września 2014

JODSEN - WIELKIE SNY

Urban 2014

1. Marzenia senne (Intro)
2. Wielkie sny  feat. GEDZ
3. Noc
4. Skrzydła   
5. Nas nie zmienisz
6. Wdech jodu
7. Legendarnie   feat. RDW, BRAHU
8. Santo subito
9. Koszmar senny (Skit)
10. Statuetki
11. Skrypt
12. Za plecami
13. Pierwsza liga    feat. 2STY, GEDZ
14. Forex
15. Zimne ognie   feat. BONSON, DANNY
16. Gem Alhena

    W zapowiedziach głoszono, że będzie to 'wycieczka po subgatunkach hip hopu'. No cóż, zauważony nieco wcześniej podziemny rapper, ciekawa okładka oraz cała plejada interesujących gości i producentów zapowiadały niezły materiał. Jednak wydaje mi się, że scena nieco przeszła obok tego wydawnictwa, choć nie brakowało głosów, że to dobra płyta.
    Rzeczywiście, wędrówka przez płytę to istna droga przez galaktyki - oby nie przez mękę, bo rozrzut klimatyczny jest całkiem spory. Bo dziwnie się słucha materiału, kiedy nagle pomiędzy nowoczesnymi kawałkami SoDrumatica (całkiem znośnymi wreszcie!) i świetnym syntetykiem Sherlocka ('Noc'), znajduje się nagle jazzujący 'Skrzydła' od Mikromusic i Gedza, z pięknie płynącym samplem i próbką rozkosznie brzmiącego wokalu. O ile coraz bardziej przekonuję się do SoDrumatica - może dlatego, że przestał ciągnąć te rozlazłe pseudo hiphopowe wymioty, a zajmuje się porządnym brzmieniem, to Sherlock wypada tu mocno nierówno. O ile wspomniana 'Noc' jest bardzo fajna, to 'Wdech jodu' nie bardzo do mnie trafia. I tak mamy tu jakby dwie strony barykady: tę nowoczesną i syntetyczną, po której stoją SoDrumatic, Grrracz, AQ, Sherlock i Bez Struktury oraz tę klasyczną z Mikromusic, Hensonem (wspaniały 'Skrypt') i Matek. Gdzieś poza nawiasem siedzi Forest, bo jego podkład do 'Koszmaru sennego' to ścieżka dźwiękowa do mongolskiego romansu. Tak, jest bardzo zróżnicowanie, nie tylko pod względem klimatów, ale również jakości, choć poniżej pewnego poziomu słuchalności według mnie schodzi tu jedynie Forest. 
    Jodsen jest jednym z tych emce, którzy bardzo dobrze wpadają w ucho, w sumie niezależnie od tego, co mówią. Po prostu ma taki wokal, który przyjemnie siada na uszach. Do tego jego wersy są na tyle porządne, że wchodzą równie dobrze, jak wokal. Dobrze, że to idzie w parze, c'nie? 'Lecę na bicie, te linie mój prywatny Jambo Jet \ Pomimo ciśnień jak setki atmosfer \ Chciałem wzbić się nad chmury, ledwo łapiąc ten Oxygen' to jeden z ciekawszych przykładów porównań i łączenia słów, ale można snuć takie przykłady dość długo. Jodsen ma fajne skojarzenia, które potrafi właściwie wykorzystać, aby wywrzeć odpowiednie wrażenie: 'Którą wybrać z drużyn, nie wszystko można kupić \ Dziś widzę to czarno na białym #Juventus Turyn'. Jodsen do pary zaprosił sobie kilku gości, którzy na szczęście są dobrani bardzo trafnie i nie obniżają poziomu. To odwieczny kumpel Jody, Gedz, który wreszcie pozbył się tej pedalskiej maniery w wokalu, choć i tak najlepiej sieknął wejście 2Sty.
    'Wielkie Sny' może nie są aż tak wielkie, bo jest tu nieco słabszych momentów, może mniej za sprawą samego Jodsena, a bardziej w sferze muzycznej - parę podkładów jest po prostu słabszych - Forest mnie zdecydowanie odrzuca, bo prezentuje styl, którego pasjami nie znoszę: pozbawione perkusji, rozlazłe dźwięki srających wielorybów w 'Gem Alhena' są nie do przejścia. Natomiast znajdzie się tu jeszcze kilka naprawdę dobrych podkładów i to nie tylko klasycznych. Moje ulubione numery to 'Skrzydła', Santo subito' i 'Skrypt', ale znajdzie się również parę innych dobrych. Jednak wcale nie dziwię się, że album przeszedł bez większego echa, bo wprawdzie jest niezły, ale... tylko tyle.

OCENA: 4+\6


czwartek, 11 września 2014

FAZI - CZOPER... PRUJOOO SIEEE...

RRX Desant 2014

1. Wonż na tropie
2. Gdzie jesteś Katarzyno
3. Prujooo sieee
4. Alko team     feat. ERIPE
5. Całą noc chcę trawę
6. Jestem artystą, jestem bossem
7. Tłumaczka
8. Aleja gwiazd    feat. RADAR
9. Salon samobójców
10. Wara od Spawacza    feat. KACZMI
11. Vasco Rossi
12. Turlaj zwei
13. Demonium
14. 4 króli na trzech króli    feat. UBECE, KOZER, BRAZY
15. Imperator Chaosu
16. Rasta Terror     feat. KOZER
17. Magia Świąt    feat. MAUPA
18. Stary rok, nowy rok
19. Opowieść wigilijna  

    Rzecz dzieje się w Empiku. Rozmawia dwóch kolesi z działu muzycznego, tematem jest dostawa nowych płyt rapowych na półki. Jeden z nich mówi: 'No i Fazi nowy przyszedł. Leży obok Areczka, przez ostatnie kilka dni poszły dwie, może trzy sztuki. Obu, i Areczka i Faziego'. Drugi: 'Co za gówno, hehehehe, po co oni tyle tego przyjęli?'. Wymowne? 
    Maupa staje się powoli głównym producentem RRX. Na pewno jest lepszym producentem, niż rapperem, więc kiedy robi te bity, wcale nie jest tak źle. Koleś daje tu z siebie dosłownie wszystko: nowoczesne trapowe jazdy, gangsterskie hity, mogące byc spokojnie soundtrackiem do horroru, ale także folkowe jazdy, jak w 'Alko team' - pastiszu ostatniego przeboju Piersi 'Bałkanica'. Klimat waha się tu zależnie od potrzeby - od przaśnej wiejskiej imprezy, przez przećpane syntetyczne imprezy, po demoniczne, krwiste imprezy. Maupa nie boi się nawet wyprodukować 'Imperatora chaosu', szalonej techniawki, która spokojnie mogła wejść na składaka Manieczek. Zresztą 'Rasta terror' również. Muzyka tutaj jest popieprzona równo, Fazi i Maupa lubią eksperymentować, zmieniając tempo, atmosferę i w sumie wszystko - ta płyta to totalny melanż dźwiękowy, głównie syntetyczny i komputerowy, czasem ocierający się o zupełny kicz, czasem będący niezłym bangerem. Muzę uzupełniają skrecze Maupy i DJ Olsena.
    Fazi to ogólnie jest temat-rzeka. Coraz bardziej wydaje mi się, że on się nabija ze wszystkiego i wszystkich - choć jeszcze kilka lat temu myślałem, że to zupełny zjeb, przećpany i bez sensu... Ale z każdą kolejną płytą wydaje mi się, że w tym szaleństwie jest metoda. Te pierdoły, pozornie bez ładu i składu, które rymuje Fazi: bo nie oszukujmy się, większość wersów to bezładna paplanina, często uzupełniana takimi wrzutami, jak 'ugabuga' lub 'bapbapalula kurwa', jednak jeśli w miarę dokłądnie prześledzi się ten bełkot, to okaże się, że to się kurwa jego mać, wszystko ze sobą wiąże. Fakt, że Fazi jedzie na wolnych skojarzeniach, ale one w gruncie rzeczy maja jakiś tam sens, tylko trzeba to ogarnąć. Tematycznie Fazi tkwi w dymie ze skręta z pigułą w zębach, ale nadal pozwala sobie na dissowanie hejterów, którzy sieee prujoooo i na horrorcoreowe wstawki. Zaskoczyła mnie tu nieco obecność takich gości, jak Eripe oraz Radar, ale chłopcy wpasowali się całkiem nieźle w ten klimat i dali sobie radę w trudnych warunkach. Bo reszta to pochodna N.A.S. i mało znani koleżkowie z RRXu, zatem poziomu nie podnoszą.    
    Zjebana płyta, ryje banię jak pług glebę. Ale w sumie czego innego można się było spodziewać po Fazim? Trzoda i to w doskonałym stylu. Prześmiewcza, tandetna i odmóżdżona - ale na ten materiał trzeba patrzeć przez palce. Wszak N.A.S. to od wielu lat rapowy kabaret. Chuj, że Fazi nie umie rapować i czasem nawet to się nie rymuje. Jest zjeb akcja? Jest. I o to chodzi. Dziękuję.

OCENA: 4-\6


środa, 10 września 2014

LVK & ZAMACH - RAPUTACJA

nielegal 2014

1. Intro
2. Raputacja
3. Kasa kasa
4. Haec avis protege
5. Charakterystyka
6. Proces
7. Prawda czy fałsz
8. Upaść wstać
9. Outro
10. Bonus track

    LVK od czasu do czasu spuszcza bomby na scenę - polubiłem go już w 2012 roku, kiedy usłyszałem 'Tchórza' - od razu wiedziałem, że coś z tego będzie. W tym roku wyszła już płyta LVK na bitach Zamacha, tyle, że z udziałem DJ Jedediah - która rozwaliła mnie zupełnie. Dlatego z dziką chęcią złapałem za nowy krążek ostrołęckich artystów.
    Ta muzyka to Zamach na twoje uszy. Jak najbardziej pozytywny oczywiście, bo Zamach siedzi w rapie po same uszy - i jest to rap klasyczny, ładujący po uszach głębokim basem i genialnymi samplami. Słychać w nich echa nie tylko absolutnych hitów z lat 70-80, ale również widać fascynację Złotą Erą, bo wiele z tych numerów wykorzystano już wiele razy wcześniej, w latach '90 po drugiej stronie oceanu. Ale nie szkodzi, bo nie są to wtórne podkłady, tylko odkurzone, świeże bity, na które Zamach rzucił może nie tyle nowe światło, co wydobył je z powrotem na wierzch - dawno ich nie słyszałem na nowych rzeczach. A są to naprawdę sztosy soulu i r&b sprzed lat. Takie próchno jak ja słucha tego z upodobaniem i zachwytem. Nawet, jeśli są to lekko trącane syntetykiem bity, jak w 'Procesie' - to i tak jest świetnie.
    LVK może akurat nie wprawia mnie w ekstazę swoimi ustnymi manewrami (błech, to brzmi podejrzanie!!!), ale ma on w sobie coś, że nie można go odrzucić i powiedzieć, że jest słaby. Ma głos i charyzmę, a ewentualne niedoskonałości stylu pokrywa tym, co i w jaki sposób mówi. Nie jest to nic skomplikowanego i wydumanego, ale są to naturalne rzeczy, opowiedziane ze swadą, dzięki czemu LVK jest jakby kolejnym instrumentem całości. Nawet jeśli treść czasem wypadnie drugim uchem, to pozostaje wrażenie, że słuchało się czegoś dobrego i warto do tego wrócić, żeby wyłapać to, co umknęło.
    LVK ma niecodzienną umiejętność opowiadania o zwyczajnych rzeczach w taki sposób, że choć wiesz, że to nic szczególnego, to jednak słuchasz, bo cię to wkręca. To jeden z najciekawszych rapperów. Myślę, że dzięki tej płycie raputacja Zamacha i LVK, nie tylko w mieście, ale i w kraju, wzrośnie. Przynajmniej powinna.

OCENA: 5-\6


wtorek, 9 września 2014

SZARD - CO JAK I KIEDY EP

25 Punktów 2014

1. Co, jak i kiedy
2. Mam...    feat. RUDI, RY23
3. Wszystko na opak
4. Teraz już wiem   feat. KLAUDIA WRÓBEL, LEISON
5. Mamy melanż 2    feat. KAKTUS
6. Ostatni raz

    Ostatnio podziemny label 25 Punktów zaczął wydawać na świat swoje produkcje z większym natężeniem. Po Rudim, Leisonie, czy SC, przyszła pora na Szarda.
    Sześć numerów, sześciu producentów, czyli każdy bit z innej parafii. Boozy, jak się okazuje, wie 'co jak i kiedy', bo dał konkretny, klasyczny bit na gorących samplach.  Następny Ceha 'ma...' wszelkie cechy (cehy??) nowoczesności - to taki hip hop XXI wieku, czyli bangerowaty, plimkający podkład, który naznaczony wręcz jest obecnością Ramony - zwłaszcza w refrenach. Kolejny numer od Snake'a, zamiast być 'na opak', to jest niemal bliźniaczo podobny do poprzedniego: nowoczesna, połamana perkusja z plimkającymi klawiszami z syntezatora. KDJ 'teraz już wie', że czas powrócić do korzeni i przynieść do stołu dość klasyczny podkład z fajnym refrenem, śpiewanym słodkim, słowiczym trelem Klaudii Wróbel. Za to Lecter znowu 'miał melanż' i zasunął inspirowany orientalnymi klimatami syntetyczny banger. Na 'ostatni raz' dał Jacai nieco melancholijny, acz trącający DJ Premierem podkład, przywracający klimat starego dobrego rapu. Jak na sześć numerów, rozrzut jest spory - i choć z jednej strony są niemal trapy, z drugiej zupełna klasyka, to obok siebie leżą podkłady niemal identyczne. Może lepiej było się na coś zdecydować albo poukładać to bardziej logicznie?    
    Zdarty wokal Szarda wyróżnia się na scenie - to takie swoiste połączenie GRZ z Szadem - nawet ksywka się jakoś tam przenika, czyż nieprawda? W zasadzie nie ma się co czepiać techniki Szarda, bo może irytować lub nie, ale koleś umie zdecydowanie popłynąć na bicie. Tak, Szard jest spoko, tym bardziej, że teksty ma na całkiem niezłym poziomie, czy to mówi o tym, jak to wszyscy dopytują się o jego album (ej, a czy Ty się dopytywałeś???), czy to opowiada o planach, czy to wreszcie melanżuje jak zły. Goście wypadają dość średnio - każdy z nich dał zwrotki, których nie musi się wstydzić, ale do worka 'the best of' też nie da się ich wcisnąć.  
    To całkiem niezły materiał. Muzyka, choć nieco bez sensu powkładana w ten system, jest całkiem dobra, a i Szard pokazuje, że ma skillsy i daje sobie radę bardzo dobrze. Porządny materiał i może lepiej, że krótki, bo ani się nie nudzi, ani nie ma dennych wypełniaczy. Można sprawdzić, pewnie części się spodoba.

OCENA: 4\6


poniedziałek, 8 września 2014

CIECH & MAŁY ESZ jako HIGH DEFINITION

Aloha 2014

1. Zmęczeni feat. EMAZET 
2. Smokefest feat. NUMER RAZ, AFROMENTAL 
3. Nic za darmo 
4. Imaginarium 
5. Na gaciach feat. KFIAT, STEMP LO
6. Gruby joint (hoou) feat. ŁYSONŻI DŻONSON 
7. Gwiazda getta   feat. PJUS, NATALIA MAJEWSKA
8. Ursynów Mokotów 
9. Bilans   feat. FLOW 
10. Reprezentuję feat. SZYBKI SZMAL 

    Szybki Szmal co jakiś czas powraca - choć nie są to powroty takie oczywiste, bo duch składu, ciągle przecież istniejącego, rozpływa się w pojedynczych dokonaniach. Tutaj znowu mamy tylko jedną szóstą składu, wystepującą jako High Definition - czyli wieczny mikstejpiarz Esz i funkowy człowiek tysiąca składów, Ciech. Album duetu wyszedł dzięki wsparciu kolejnego Szmalisty, Proceente.
    Powiem, że muzyka wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Mamy tu zbiór bardzo fajnie dobranych podkładów - nieco różnorodnych, ale trzymających raz, że poziom, dwa, że klimat. Najbardziej luzackie i funkowe są podkłady Etena (genialne 'Smokefest' i 'Na gaciach') i brzmią one jak wyciągnięte z albumów Daz Dillingera, czy Suave House. Drugim producentem, który pokazał się z jak najlepszej strony, to Święty z trzema fantasycznymi bitami rodem ze Złotej Ery rapu. Kazzushi dał dwa podkłady, takie niby klasyczne, ale grubo podbite syntetycznym, brzęczącym basem. 'Imaginarium' R.J. Majewskiego jest nieco mrocznym, smyczkowym podkładem, który wprowadza nieco niepokoju do chilloutu płyty. Szogun i jego 'Ursynów Mokotów' to jedyny moment, który wydaje się wyjęty z zupełnie innej bajki i nieco nie pasujący do całej reszty. Jedynym zawiniętym trakiem jest ostatni, wspólny dla SzSz kawałek, nagrany pod instrumental Snoop Dogga. 
    Esz Esz, jako że jest mały, ma również taki głosik - mały. Trochę wypada on blado, prawdę mówiąc, na sążnistym wokalu Ciecha, ale można uznać, że obaj się uzupełniają. Może coś na kształt Flip i Flap? Dobra, trochę biję bekę, bo to wcale nie brzmi źle, choć rzeczywiście Esz czasem wchodzi zbyt wysoko... W kazdym razie Ciech wchodzi mi dużo lepiej. To głównie album laidbackowy i imprezowy, bo 'luzowaliśmy kiedy reszta była drętwa', jednak da się tu odnaleźć kilka niezjaranych i nienajebkowych tematów: 'Mokotów Ursynów', który mógłby być lokalnym hymnem, gdyby nie podkład z dupy, 'Gwiazda getta' jest świetnym trakiem, nie tylko dzięki Natalii, ale w ogóle, natomiast najlepsze kawałki to świetny, g-funkowy 'Smokefest', wspomniana 'Gwiazda getta', a także szmalowy posse track ''Reprezentuję' z doskonałymi zwrotkami Wdowy i Stempla, który wjechał w ten kawałek po arcymistrzowsku i zmiażdżył wszystko wokół stylem.
    Siadła mi ta płyta jak rzadko. Spokojne klimaty, nie pozbawione jednak swoistego ognia, wszystko się buja, rapperzy dobrze się ze sobą czują na tych podkładach i mają wystarczające skillsy... To chyba najlepsza propozycja z Alohy w tym roku, naprawdę warto to sprawdzić, bo bardzo dobrze się tego słucha.

OCENA: 5\6 


niedziela, 7 września 2014

BARKAS SQUAD - KTO ULECZY GRĘ?

Kolektyw 2014

1. Kto Uleczy Grę
2. To Właśnie My
3. Gdy To Widzisz Tak Jak Ja
4. Kilometry
5. To Wszystko
6. Wyryte
7. Cały Czas
8. Dlaczego Ja
9. 79682
10. Widzą W Nas
11. Widzę Ciemność
12. Nie Z Przypadku
13. Fejm
14. Muszę
15. Dotykamy Nieba
16. Chupa-Chups [bonus]
17. Cycki, Cipki, Stringi feat. Dj Cider [prod. Fabster]

      Ozi i Demon tworzą właśnie Barkas Skład, który niedawno wypuścił na światło dzienne swój kolejny, bodaj już piąty mikstejp. Nie byli zbyt znani do tej pory, nawet na warszawskim podwórku - świadczą o tym choćby takie fakty, że nie udzielają się zbytnio gościnnie na płytach, zazwyczaj nie mają własnych bitów, a ich profil na fb lubi z 600 osób. A wiadomo, że jak nie ma na fejsbuku, nie ma w życiu, c'nie? :P
    Jak wspomniałem, BS nie posiadają producenta, dlatego prawie wszystkie podkłady pobrane są z friszerowych serwerów - wszystkie, poza ostatnim, 'Cycki' cipy, stringi', który wyprodukował Fabster. Muzyka więc nie jest niczym odkrywczym - zwyczajne, bangerowe i nowoczesne podkłady, które wprawdzie nie są takie złe, ale nie wprawiają człowieka w zachwyt. Choć przyznam, że kilka kiwa głową, co zdarza się przy okazji tego typu rzeczy niezmiernie rzadko. Co jakiś czas jednak irytują tagi producentów, pojawiające się bardzo często na takich darmowych podkładach. Różnice robi tu instrumental od Lanka ('Chupa Chups') oraz jeden oryginalny trak od Fabstera, bujający, nieco funkowy 'Cycki, cipki, stringi' i szkoda, że Barkasi nie poszli w tym kierunku, bo nie dość, że bit jest fajny, to jeszcze DJ Cider robi swoje i jest to bardzo przyjemny numer.  
    Demon ma całkiem fajny flow i głos i brzmi całkiem fajnie, dopóki nie zaczyna przyspieszać - na jego nieszczęście czyni to średnio 1-2 razy na kawałek. Ozi posiada mowę lekko bełkotliwą, nawet nie ma wady wymowy, ale jakoś tak ciężko go czasem zrozumieć (O ile nie pomieszałem graczy :P). Tekstowo bywa różnie, choć też ogólnie nie ma na co narzekać. Co jakiś czas wpadają co lepsze wersy, ale to też nie jest nic, co łamie szczęki - tyle, że teksty są porządne z tendencjami zwyżkowymi. Sporo miejsca poświęcone jest dziewczynom różnorodnego autoramentu, od kurwiszonów w '79682', po zupełnie różne gdziekolwiek indziej. Jeśli już panowie nie gadają o pannach, to bragga przewija się pomiędzy party trackami, a mniejszość stanowią takie kawałki, jak 'Dlaczego ja' - refleksyjne numery o ciężarze żywota. Ogień słychać wyraźnie w numerze 'Nie z przypadku' - tutaj naprawdę rapperzy udowadniają swoje skillsy, jednak w większości nie mają oni ciśnienia i po prostu bawią się robieniem traków - i w sumie o to w tym wszystkim chodzi.
    Dobra, Barkasi nie uleczą tej gry, nie ma chuja. Zwłaszcza na friszerowych bitach. Jednak słucha się tego dość dobrze, taki niezobowiązujący rap z paroma niezłymi wejściami. Można tego posłuchać, pewnie komuś to wejdzie głębiej, jednak generalnie jest to płyta z półki 'może być'.

OCENA: 4-\6 


sobota, 6 września 2014

FLINT - TALENT NIE ISTNIEJE

Koka Beatz 2014

1. Stworzyłeś Potwora
2. CV   feat. KLASIIK, HAJU, NEILE
3. Demo
4. Michelin
5. Charytatywka   feat. SOLAR
6. Kołysanka
7. Chcę Cię Jeszcze Więcej
8. Kuba Skit
9. Muszę Dostać Skrzydeł
10. Desiderata   feat. PEZET (Err Bits x Maro Music Remix)
11. Lojalność Remix
12. Bez Przypału x Bangarang (Blend)
13. Głód
14. Najsilniejsi Przetrwają

    Flint, niczym rasowy rapper, wydaje więcej mikstejpów, niż oficjalnych albumów. No i dobrze, bo misktejpy świadczą raczej o miłości do muzyki - chyba, że puszczasz je w sklepach za grube hajsy, dziffko. Flint chciał tu poeksperymentować, żeby przygotować publikę na kolejne solo, które ma wyjść niebawem.
    Wprawdzie to misktejp, ale są tu oryginalne, premierowe kawałki pomiędzy blendami, remiksami i tym podobnymi wynalazkami. Po pierwsze, rzuca się w uszy zmiana klimatu - Flint rzeczywiście eksperymentuje z elektroniką i syntetykami, połamanymi bitami i trapami. Po pierwsze, świadczą o tym podkłady pożyczone od amerykańskiego nujazzowego i downtempowego producenta, Pretty Lights. Pozostałe jednak bity pochodzą od polskich producentów, którzy w znakomitej większości znani są raczej z nowoczesnego pojmowania rapu. To Salvare, Million Decybeli, Folku, EsDwa, Err Bits, Szogun, Tasty Beatz, DJ Flip i Luxon. Oczywiście Folku nie celuje w eksperymentach, więc jego podkład jest sympatycznym, klasycznym bitem, jednak reszta waha się pomiędzy 'trochę elektroniki' a 'mamo, kupiłem Atari i nakurwiam artyzm' (choćby 'Desiderata', zwłaszcza jej końcówka). Bardzo mi tu odpowiadają bity Salvare - nowoczesne, ale z klimatem, a 'Charytatywka' jest naprawdę przednia. Nad całością czuwał DJ Flip, który nie tylko dał bit, ale zmiksował całość i ozdobił skreczami.  
    Flint ciągle jest w formie, nawet jeśli to tylko mikstape. O jego technice i flow nie ma po co dyskutować, bo to konstans na całkiem niezłym poziomie i to się akurat nie zmienia (no bo to konstans, łapiesz?). Jednak tekstowo Flint wydaje się dostać jakiegoś ognia, bo jest tu parę wrzutów, które mogą rozdziawić gębę. Weź 'Michelin', doskonałą satyrę na samotne, wyzwolone dziewoje, grube, w rozmymłanych swetrach, wpierdalających lody czipsami, mówiących, że są samotne z wyboru: 'przecież jesteś feministką, więc wpierdalasz wszystko'. Ironia kapie i wypala dziury w dywanie. Poza tym rapper narzeka na ten biznes - od wytwórni, przez organizatorów koncertów - i choć to wcale nie nowy temat, to numer 'Charytatywka' z Solarem wypadł bardzo fajnie. W dodatku Flint wytacza dość spore działa i gani marnych rapperów, siekając ich panczami na odlew. 'Golden Era, co ty masz złotego, golden retriwera?' - może właśnie to jest ten moment, kiedy Flint idzie w nowoczesność? No, zobaczy się na albumie... Całość hostuje Green, dodający czasem kilka słów na początku lub w końcówce kawałków. Zatem mamy tu premiery, alternatywne wersje, remiks, a także dwie zwrotki, których nie ma nigdzie: 'Lojalność' i 'Najsilniejsi przetrwają' - do pierwszego traku będzie dodana, ta z drugiego została wywalona.
    Kolejny mikstejp Flinta, kolejna zajawka czegoś dobrego - oby tylko album nie okazał się gorszy od przystawki, bo będzie kiszka, że tak to ujmę gastronomicznie. Na dzień dzisiejszy, te 40 minut z Flintem należy do przyjemności, nawet jeśli jest tu sporo elektroniki, której nie zawsze trawię. Ale to naprawdę mi wchodzi.

OCENA: 5-\6 


piątek, 5 września 2014

BOGUŚ MAHBOOB - I LIVE FOR THE FUNK

Vibe2Ness 2014

1. Intro (Carabąszcze)
2. 55 Kilo Funku
3. M.V.P. (Bleeeee) 
4. Ni Ma Wody Na Pustyni
5. YOLO (You Only Listen to Oldschool) (cuty DJ Qmak)
6. Świński Styl
7. #EMDOADOHA
8. E.V.O.L. (Wersja dla ziomków)
9. E.V.O.L. (Wersja dla dupeczeg)

    Boguś to wyluzowany typ, który żyje dla funku. Ambasador Funku, jak sam się zwie. Dzięki współpracy z Vibe2Ness ukazała się epka Bogumiła, przepełniona blantami, luzem i latami '90tymi. Hmmm... Coś dla mnie? No może.
    Podkłady są zwinięte najzupełniej bezwstydnie z klasyków Złotej Ery. Nie ważne, czy to Blackstreet, czy Funkdoobiest - to po prostu ma być funk i chuj. I w sumie o czym tu mówić, kiedy każdy prawdziwy fan hip hopu będzie doskonale wiedział, skąd wziął się dany podkład. Jedyną nowością są skrecze od DJ Qmak'a - resztę znam na pamięć.
     Boguś ma lekką wadę wymowy, ale to akurat tylko dodaje mu uroku. Wprawdzie ujmuje mu go kaleczenie angielszczyzny, którą uparcie wtrąca w wersy, ale co tam. Ważne, że Boguś ma faktycznie wyluzowany styl, którym operuje tak swobodnie, że słucha się go z przyjemnością. To taki rapper z wadami, za które się go lubi, bo sprawiają, że jest autentyczny i świeży. Nie mówi on o konkretnych rzeczach - to raczej swobodne rymy o rapie i pannach - do tego niby nic odkrywczego, ale Mahboob ma w sobie coś, czego nie mają inni. I chociaż nie mówi nic konkretnego, fajnie się go słucha.
    To jedynie 26 minut i to na kradzionych bitach - dlatego recenzja też jest dość krótka, bo cóż można tu pisać? Tego trzeba sobie posłuchać. Boguś przywraca wspomnienia o najpiękniejszych latach rapu. Słucham z sentymentem!

OCENA: 4\6 


czwartek, 4 września 2014

SC - 7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH

25 Punktów 2014

1. Pycha   feat. SZARD
2. Chciwość   feat. MISSG
3. Nieczystość   feat. LEISON
4. Zazdrość
5. Nieumiarkowanie   feat. RYBI
6. Gniew   feat. RUDI
7. Lenistwo  

    SC, czyli Soul Catcher nie jest jednym ze znanych graczy na naszej scenie. Nie jestem pewny, czy znają go szerzej nawet na poznańskiej ziemi, gdzie rezyduje. SC reprezentuje znaną z kolei brygadę 25 Punktów i przy pomocy Rudiego stworzył epkę o wszystko mówiącym tytule: '7 Grzechów Głównych'.
    Całość materiału zrobił Snake - można więc odgadnąć, że są to podkłady syntetyczne i nowoczesne. W ramach tego jednak są zróżnicowane na tyle, aby nie zlewały się w jedną trapową papkę. Czasem perkusje cykają szaleńczo, czasem są połamane jak stara baba z lumbago, czasem pukają w dość oczywistych sekwencjach. Nie jest nudno, bo podkłady są agresywne i ostre, ale nie powiem również, że mnie urzekły czymkolwiek. Po prostu nakręcają atmosferę, są poprawne, czasem nawet porządne, ale nie są to bity, za które chciałbym się dać pochlastać. Mamy tu spójne i równe, nowoczesne brzmienia przez całe pół godziny, jednak obyło się bez wzruszeń. 
    Soul Catcher jest rapperem dość specyficznym - jednym z tych, którego część polubi, a część stwierdzi, że to wack. Ma nieco nierówne flow, wykrzykuje wersy chrowpowatym, nieco wymuszonym głosem i wydaje mi się, że może to czasem irytować - mnie akurat nie do końca przekonuje. Owszem, teksty nie są złe, ale nieco giną w tym warkocie i agresywnym stylu. Jak łatwo się domyśleć, każdy kawałek tego koncept albumu odnosi się do kolejnego grzechu głównego i opowiada o sytuacji nawiązującej w jakiś sposób do tytułu. Wychodzi to bardzo różnie - czasem nawet fajnie - zwłaszcza 'Gniew' z Rudim, który deklasuje SC, podobnie jak Rybi w 'Nieumiarkowaniu', czasem jest płasko, jak w... reszcie; szczególnie wkurwiające jest 'Lenistwo', gdzie na rozlazłym bicie SC nie wyrabia się ni chuja. Goście, poza już wspomnianymi nie pokazują w zasadzie nic, zwłaszcza Leison mnie nieco zawiódł.
    Cóż, SC mówi o grzechach, ale sam nie grzeszy wcale. Nie grzeszy zajebistością. To kolejna płyta w podziemiu, która przejdzie bez echa, bo jest nieco nijaka. Przeciętny emce, średnie bity, niezły koncept i 1-2 traki, które są dość dobre, aby weszły do plejera na rotację - to nieco mało, aby podbić scenę. Można sprawdzić, a nuż komuś wejdzie - ale szału spodziewać się nie należy.

OCENA: 3+\6 


środa, 3 września 2014

PUEBLOS - VETO


3\4 UDGS 2014

1. (De)generacja Y
2. Gdybym
3. Szewska pasja feat. WICHER
4. Piewca stylu
5. Drugim uchem
6. (...) i (...)
7. Veto   kpsn
8. Do cna  
9. Pokłosie    
10. Rozkładam skrzydła
11. Bukiet smaków   

    Pueblos to kolejny ostatnio koleś po Czeskim, który z wolnostylowych bitew przesiadł się na mikrofon w studio. To młody koleś, który postanowił uderzyć w scenę swoją solówką - zebrała ona bardzo dobre recenzje. Dlatego nie trzeba mnie było namiawiać do odsłuchu.
    KPSN, Kes-a, Morte, NoTime, ZamoT, Efen, Denis i Kazet - to lista producentów, których podkłady zamykają się w pół godzinie. Dużo ich? No, trochę sporo, zwłaszcza, że są tu tak odmienni producenci, jak Efen, uznający u siebie elektronikę i nowoczesne wkręty i np. Morte, produkujący klasyczne podkłady, pełne energii i siły. A także trafił tu bit od NoTime, oparty mna brudnych gitarach (trochę męczący). Tytułowy trak od KPSN zaś ma zsamplowane gitary z Lady Pank albo czegoś w tym stylu. Tak więc przekrój przez bity jest pełen - nowojorska klasyka, trochę elektroniki, gitarowe brzmienia... Wszystko to miesza się w tej półgodzince, ale wbrew pozorom nie przeszkadza za bardzo - a nawet przeciwnie, wprowadza miłe urozmaicenie, tym bardziej, że żaden podkład nie wychodzi poza ramy dobrego gustu. I fajnie, że znalazło się miejsce na pracę DJ Nambeara i DJ Mihalika. Najlepiej wchodzą mi rzeczy Morte, ale nie szkodzi, większość jest naprawdę niezła. 
    Pueblos ma taki styl, że 'nie ważne czy Kazaar, czy widzisz Pumy blask, bo ja nawet w japonkach zrobię z kicka wjazd'. Proste, koleś płynie po bicie, ma bardzo przyjemny flow, choć i tak najlepsze wrażenie robi to, co mówi. To niby takie normalne wersy, ale niezwykle celne, Pueblos bawi się słowami 'to trafi w kąt, po-nie-kąd' albo 'słowo ze mną zamień i traf w KONTekst, słowo ze mną zamień i poznaj ich KRĄG też, gdy serca zimne jak kamień # stoneHENGE'. Słychać, że rapper jest inteligentny i ma spory dystans nie tylko do świata, ale i do siebie, co niezwykle dobrze wpływa na odbiór materiału. Co ciekawe, wbrew modom jest tu tylko jeden gość, który w zasadzie przelatuje tylko jak Wicher - nieco niezauważenie. Pueblos wystarczy sam, ma tyle do powiedzenia, że nie ma sensu zapraszać na siłę gości. Zresztą, materiał jest na tyle krótki, że wypełnia go tylko treść - bez zbędnych wypełniaczy.
    Może Pueblos nie porusza żadnych ważkich tematów, nie zgłębia istoty wszechświata, ale to nic. Będzie zajmował cię swoimi tekstrami, bo są po prostu fajne. Mnie wprawdzie najbardziej podoba się 'Drugim uchem', ale większość płyty wcale nie odstaje. Bardzo przyzwoity debiut!

OCENA: 5-\6


wtorek, 2 września 2014

DEJAN - DEMOTEJP

Weed & Brews 2014

1. Intro
2. Aż Tak Bardzo Nie Chcę
3. Klucze
4. Nie Mogę Już
5. Sam
6. PRZCDJ   feat. ŻABSON, CHAOS
7. Nie Zawieść Raz
8. Świętokrzyski Wiatr
9. Nie Jest Tak Źle
10. Demotejp
11. Outro   feat. KAJMAN

    Dejan to kolejny zawodnik, który wprawdzie gdzieś tam obił mi się o słuch, ale nie zahaczył o zwoje specjalnie. Co tam wilki Popkilera, nie wpadł mi w ucho i już. I oto wypłynęła jego demówka, którą zaczęto mocno proposować na forach. Dejan powrócił do kraju i wypuścił podobno mocny, swój drugi materiał. Zawsze się takich określeń boję, bo może to oznaczać wszystko i nic.
    Jak przystało na demotejp, całość zrobiona jest na zawiniętych bitach. No i ok, to są bangery, które rozstrzelone są pomiędzy elektroniką od Hudson Mohawke, po klasyczne, hip hopowe podkłady. Przyznam, choć nie lubię płyt na cudzych bitach, że muzyka dobrana jest idealnie i robi niezły rozpiernicz na tym materiale. Nie wszystkie wchodzą mi zupełnie bezboleśnie, ale są konkretne i kiwają łbem. Nie lubię rozwodzić się nad zawiniętymi podkładami, więc wystarczy tyle, że w większości wzięte są te niezłe. 
    Muzyka jest dobrana dobrze, niekoniecznie jednak rapper jest dobrany do nich zawsze i wszędzie. Bo choć Dejan jest naprawdę niezły, to nie za każdym razem wbija w bit jak wydaje się, że powinien. Tu trochę przyspiesza, tu płynie ładnie, a tu nagle przestawia akcenty i brzmi głupio. A tu nie trafia w werbel... (najjaskrawiej w 'Demotejp' i 'PRZCDJ') Ale to nie przeszkadza tak bardzo, kiedy zaczyna docierać do ciebie, o czym chłopak nawija. Dejan ma bardzo pożądaną u rapperów (a często u nich nieistniejącą) cechę, która umożliwia mu pisanie niezłych tekstów. 'Innych stać na hashtagi, linijki tak zawiłe \ że mój organizm analizując je traci siłę \ Zauważyłem sobie że nie składam już tak klawo liter \ I że jestem jednym z wielu a nie faworytem' - w przećpanym PRZCDJ jedzie jedną z lepszych zwrotek na płycie, a za nim podążają krok w krok Chaos z żabim, skrzeczącym głosem i Żabson, rymujący zupełnie po ludzku - bez kitu, myślałem, że ksywy są odwrotnie :) Dejan komentuje życie, odnosi się (nie bez kąśliwych uwag) do sceny, sporo jest wrzutów na temat życia na emigracji. Na deser mamy jeszcze Kajmana, który wypada bardzo fajnie i płynie po nie najłatwiejszym podkładzie naprawdę wzorowo. Najlepsze traki? 'PRZDJ' i 'Nie mogę już'. Najgorszy? Tytułowy...
    Dejan pokazał na co go stać. Te pół godziny z Kielczaninem to nie jest czas stracony. Rapper udowadnia, że Młode Wilki to w sumie pomyłka i trochę to olał. Tutaj to tylko demówka, ale ja czekam zatem na pełnoprawny album, na własnych bitach i z większą siłą przebicia.

OCENA: 4+\6  


poniedziałek, 1 września 2014

KRVAVY - W CZERŃOTCHŁAŃ

nielegal 2014

1. Lód I
2. Lód II
3. Zwłokami Jego Byłaby Rosa 
4. Sroczycowe Oko
5. Wiatyk
6. I Tylko Śmierć Zbawi Nas Od Życia
7. Faust (Strumień Świadomości)
8. Arh+ (vWF)
9. Niechciany Miot
10. Za Widnokręgiem Rozpaczy Ziemskiej   feat. OZZY
11. Łkająca Wierszba   feat. OZZY, MAGDA PRZYCHODZKA
12. Co Czułaś Kochana III (Piołunowe) 
13. Kończysty Wierch

    Rap rytualny? Czarnoromantyczna muzyka? Ufff, to musi być ciężkie. Przyznam, że postać Krvavego do tej pory mnie omijała, a to już bodaj jego czwarte wydawnictwo. W ogóle to tajemnicza postać, która woli nie ujawniać zbyt wielu szczegółów dotyczących własnej osoby - na okładkach wszak nie ma jego fotek. Czyli co, zły demon-filozof, mieszkający w opuszczonym szybie kopalnianym? Uuuu, dreszczyk!
    Krvavy jest sam sobie sterem i żeglarzem - czyli nie tylko rymuje, ale o ile się dobrze zorientowałem, to również on odpowiada za te szatańskie brzmienia. I nie ma w tym krzty przesady, bo cała muzyka mało ma wspólnego z takim 'normalnym' hip hopem. To jego obrzeża, a raczej głębokie podziemia, bo te bity bulgoczą niczym zawartość diabelskich kotłów. Niepokojące dźwięki mieszają się na kulawych perkusjach, elektryczne gitary rzężą swoje skargi post mortem, masz wrażenie, że obserwujesz tajne obrzędy jakiejś przerażającej sekty. I nawet bardzo hip hopowy podkład do 'Sroczycowego oka' przesiąkniety jest tym upiornym klimatem. Takich podkładów bliżej hiphopowych jest tu oczywiście więcej, ale 'Sroczycowe oko' jest akurat takim najlepszym numerem, do którego można odnosić resztę. Jest to muzyka bardzo klimatyczna, ciężka i osiadająca na mózgu jak lepka mgła.  
    Nie, Krvavy nie jest rapperem. Równie dobrze mógłby być liderem kapeli death core'owej albo jakiegoś pojebanego zespołu typu 'evil minimal', czy diabli wiedzą co jeszcze. Krvavy nie rymuje, on warczy, deklamuje swoje piekielne wiersze, harcząc tak, że czasem ciężko go zrozumieć. Może dlatego na pierwszy rzut ucha miałem wrażenie, że teksty zawierają w sobie treść typu 'farmerze, zamorduję twoje świnie i wymażę się ich krwią i kałem \ a potem będę ocierał się o twoje gumiaki swem zbrukanem ciałem' - czy coś w tym stylu. Ale kiedy przyzwyczaiłem się do tej szczególnej maniery artykulacji dźwięków, zaczęło do mnie docierać, o czym mówi ten człowiek. I są to doprawdy wiersze, przepełnione treściami ze świętych ksiąg, apokaliptycznymi wizjami i trudnymi słowami, które niejedna osoba zapewne będzie musiała szukać w słowniku - sorry. Ale obadajcie te wersety:
Gdy się widzi jak czeka alabastrowa pustka
Kładzie twe oczy spokojnie do łóżka
To matczyne dłonie, z ust sączą się słowa...
Gdybyśmy na lądzie... Zwłokami jej
Byłaby rosa...

Albo to:
Jestem bezbronny rycerz konny, łazęga
Pół wieku w mękach jako szczątki
Pół wieku jako chodnik przyszłych pokoleń
Pół wieku potem jako wcielony diabeł
Siewca herezji, który włożył diadem
Nie życiu a śmierci na nagą czaszkę
Zmarłem po porażce z samym sobą
W bitwie nad wzburzoną wodą świadomości

Czy to jest poezja, czy już grafomania, tego nie będę oceniał. Każdy musi sprawdzić to samemu. Nieco normalności wprowadza tu Ozzy, który jest emce o wiele bardziej tradycyjnym, niż Krvavy - co nie znaczy, że nie pasuje.
    Słuchając tych trzech kwadransów muzyki, czułem się nieco jak na marach. To wyjątkowa płyta na naszej scenie - swoiste pomieszanie death \ gothic metalu z czymś w rodzaju rapu. Krvavego wyobrażam sobie, że jest podobny do wokalistów Dimmu Borgir, czy Ragnarok, tylko może w obszerniejszych ciuchach, niż obcisłe, skórzane galoty... Nie jestem w stanie powiedzieć, czy mi się to podoba, czy nie, a im bardziej słucham, tym mniej wiem... Dość, że jest tu kilka świetnych numerów: 'Łkająca wierszba' i 'Sroczycowe oko'. Na wszelki wypadek...

OCENA: 4\6

OBADAJ, JEŚLI SIĘ NIE BOISZ