środa, 30 grudnia 2015

JWP & BC - SEQUEL

RHW 2015

1. Intro – Falcon1
2. Iceman
3. Matematyk
4. Szaman
5. Happy People
6. Atomy
7. Dawaj milion remix   feat. WARSZAFSKI DESZCZ
8. Wild style    feat. SEAN PRICE
9. Pół człowiek pół mikrofon    feat. JEŻOZWIERZ
10. Fatamorgana
11. Jesteśmy wszędzie
12. Stres skit
13. Zły     feat. KOKOT
14. Klimat
15. Hazard
16. WWA - Sao Paulo   feat. PJiuSAN
17. Spacer

    Dwa zespoły: kultowy wręcz na osiedlach JWP oraz Bez Cenzury wydali własnie wspólny album. Niezłe występy gościnne członków składów, ciekawa oprawa graficzna, nieźle wybrani goście - wszystko to składa się na fakt, że zapewne warto sprawdzić ten krążek. To sprawdziłem.
    Lista producentów już zapowiadała, że może być nieźle: Szczur, Siwers, White House, The Returners, TMK, czy Night Marks Electric Trio. To świadczyło o tym, że nie będzie tu cloudów, ni trapów, a normalny, konkretny hip hop. I słusznie, bo mamy tu prawdziwy, podziemny rap, z mnogością sampli, bujającym klimatem i skreczami od Falcon1 i DJ Def. Nie musi to oznaczać, że to kolejny powrót do Złotej Ery - wcale nie, bo choć muza tkwi korzeniami w latach '90, to 'Szaman' TMK jest zupełnie up-to-date, z intrygującymi odgłosami. Szczur ma typowe dla siebie nieco mroczne bity, często zaaranżowane gość zaskakująco - niby klasycznie, a jednak zupełnie współcześnie. Do tego lubi on wykorzystywać żywych instrumentalistów (znanych skądinąd Korzenia i Mr. Kirme) do gry na trąbce, czy klawiszach. To jednak Siwers rozjebał tu system trakiem z WFD, gdzie przy okazji skrecze DJ Tuniziano urywają łeb przy samej dupie, a numer z Sean Price jest również mocny, nieco w stylu Heltah Skeltah z drugiej płyty (te cuty 'still suckin' my kiełbasa'!!!). Mniej może wchodzi mi 'Fatamorgana' od NMET, choć obiektywnie, to całkiem niezły trak. Ogólnie, choć muzyka jest bumbapowa, to producenci zadbali, aby nie była nudna, ni wtórna. Świetna robota djów, fantastyczny klimat.  
    Cała czwórka, która stoi za majkami, ma swój mniej więcej równy wkład w brzmienie. Mniej więcej, bo wyznam, że nie każdy z rapperów podobał mi się na równi. Ero ze swoim zdartym głosiwem wprowadza nas w ten klimat podziemnego rapu - przyznam, że wyrobił się w ostatnich czasach naprawdę dobrze i ogarnia się tu chyba najlepiej. Kosi to to jakby przeciwieństwo Ero - leci czystym głosem dość energicznie. Siwers ma nieco archaiczne flow, ale to nie znaczy, że to źle - idealnie pasuje do tego wajbu. Łajzol zaś po prostu jest - to najzwyczajniejszy w świecie rapper i tyle. Nie, nie jest słaby - po prostu nie ma żadnego wyróżnika - ok, w 'Dawaj milion' pojechał bardzo porządnie. I okazuje się, że na różne tematy można znaleźć receptę i nagrać traki na znane tematy (ten rap, kasa, różne aspekty życia) w taki sposób, że chce się tego słuchać i wcale się to nie nudzi. A do tego wszystkiego wchodzą tu goście, którzy niszczą. Numer Raz zawsze spoko, Tede jak zwykle - bawi się słowami i kpi sobie po trochu, a Jeżozwierz dał nieco spokojniejsze wejście, płynąć powoli, a nie szarpiąc zrywami. Props za udział Sean Price, który kilka miesięcy po tej kolaboracji raczył zejść z tego padołu, zostawiając nieutulonych w żalu fanów prawdziwego hip hopu. Ciekawostką tu jest na pewno kolaboracja z brazylijskim rapperem, choć interesujące, jednak bez większego wrażenia.
    No, no, ależ panowie zamietli! Świetna muzyka, wyborne popisy na wosku i bardzo przyzwoita sfera werbalna powoduje, że 'Sequel' to bardzo ciekawa propozycja, która, choć wyszła pod koniec roku, wbija się w czołówkę. Taki prawdziwy rap w zalewie tej rozlazłem nędzy. Props.

OCENA: 5-\6

TU MASZ SINGLOWE WIDEŁO DO 'ICEMANA'

środa, 23 grudnia 2015

ŚWIĄTECZNA PRZERWA

Drogie dzieci w hip hopie,
Nie da się tak bez przerwy - a że święta są potrzebne na przebywanie z rodziną, na złapanie resetu i oczyszczenie umysłu - robię przerwę. Potrwa ona pewnie tydzień, może więcej, zależy kiedy będzie mi się chciało wrócić na łamy.
Końcówka tego roku jest napięta. Przez cały rok wyszło kilkadziesiąt płyt - w porównaniu z poprzednimi latami, dość mało. Przyszedł grudzień i nagle JEB! Wyszło ze 30 nowych tytułów. Jak ja to ogarnę i do kiedy, nie wiem, ale nie mam ciśnienia.
A może już nie będzie mi się chciało?
Się obaczy.
Na razie życzę wszystkim odpoczynku w święta, nie przeżryjcie się za bardzo, nie dajcie się wyprowadzić z równowagi ciotkom i babciom i spędźcie miło czas.
Czego i sobie życzę.
Pa!

wtorek, 22 grudnia 2015

MUMIN - WIĘCEJ NIŻ NIC

Szpadyzor 2015

1. Intro
2. Wypisane Długopisy
3. Ile w Nas?
4. Punkt Zwrotny    feat. RAFI
5. Magma
6. Dobra Wola
7. Mi się nie chcę tego słuchać
8. Więcej niż nic
9. Siłę w sobie znajdź
10. Czysta kartka    feat. MIŁY ATZ
11. Zew
12. Papierowy król    feat. GINGER
13. Ten kto mówi ...
14. Obce samoloty
15. Outro

    Dwa lata temu wyszedł debiutanci legal Mumina i po jego lekturze zastanawiałem się, czy jest to jednorazowy strzał, czy Mumin pojawi się jeszcze kiedyś. Bo, choć płyta była całkiem porządna, miałem wrażenie, że przeszła zupełnie bez echa. To znaczy nikt nie pisał, że dobra, nikt nie zjebał - czyli lipa, bo nie wywołuje emocji. Ale album był naprawdę porządny. A ten?
    Znowu za całość muzyki odpowiada tu Ceha. I w sumie dobrze, bo producent umie popełnić bujające bity, mocno osadzone w tradycji nowojorskiego rapu, w klimatach 97-99. Fajne sample, powyciągane z różnych czeluści muzycznych szufladek i spoza nich nadają tempa kawałkom, bumbapowe perkusje wybijają takt i wszystko bardzo przyjemnie kiwa głową. Weź na przykład fajnie włączone próbki ze Stinga w tytułowym traku. Cehę wspomaga DJ War na dekach i razem tworzą sympatyczny smaczek. Nie jest to co prawda nic odkrywczego, ale przynajmniej nieźle się tego słucha. Co więcej, bity są na równym poziomie, są spójne i dobrze siedzą w uszach.
    Mumin jakby się zmienił od ostatniego razu. Ma charakterystyczny, lekko zachrypnięty wokal, ale jakoś dziwnie upodobnił się on do stylu Gurala. A może mi się zdaje? Rapper ma niby niezgorsze teksty, ale nic szczególnego tu nie pada - takie tam wersiki w tematach ogólno życiowych. Proste, konkretne, ale bez szału. Stylistycznie, owszem czasem Mumin pokazuje skillsy ('Siłę w sobie znajdź'), ale nie czyni tego również zbyt często. A goście, których jest tu tylko trzech, też nie pokazują wielkich rzeczy. Rafi przelatuje obok numeru, Miły jest beznamiętny i mocno przeciętny, za to Ginger, choć głos ma cienki, to przynajmniej dobrze płynie.
    W zasadzie nic się nie zmieniło od ostatniego razu. To wciąż jest bardzo przyjemny, bujający rap w klasycznym klimacie, którego się bardzo dobrze słucha, a który... nic nie wnosi. Dobra płyta, taki wypełniacz półki, po którą sięgną fani brzmień okołozłotoerowych. Niby nic, a jednak lubię.

OCENA: 4\6 

MASZ TU TELEDYSK MUMINOWY

poniedziałek, 21 grudnia 2015

MIEJSKI SORT - GRY WSZYSTKICH MIAST

nielegal 2015

1. My Wy
2. Póki Kręci Się Ziemia   feat. INKG
3. Dobrze Wiesz Co O Tym Sądze
4. Co Widzę    feat. ENDRIU
5. Milczenie Owiec    feat. FIRMA
6. Amsterdam    feat. ARECZEK, EKRAN KLIMATU ULICZNEGO, VANDER, INKG
7. Często    feat. ARECZEK
8. Krew Człowieka Zalewa
9. Skit
10. List
11. Jestem Marze Żyje   feat. TPS  
12. To Ziemia     feat. ROBSON PRO, SOBOTA
13. Wszystko Się Zmienia
14. Z Betonowego Buszu
15. Nie Podchodź    feat. ROBSON PRO, EKRAN KLIMATU ULICZNEGO, ARECZEK
16. Gry Wszystkich Miast    feat. JACKSON, EGON, KOZA ZRK, VANDER, MARO ERCE, KIZO, FUSO, DMK
17. Jedno Życie Jedna Szansa    feat. PEJA, KACZY, BILON
18. Krew Człowieka Zalewa (Remix)

    Drugi album Dudka, Waruni i Kłyzy, już bez Narczyka, przyjąłem bez wzruszenia. Pierwsza płyta była nijaka, typowa uliczna nuta, bez żadnych błysków. Tym razem również nie spodziawałem się szału, ale oczywiście album musiałem sprawdzić.
    Czacha, Feru, Grucha, Pawson, Louis Villian i Mate NWS - oto lista producentów, choć tak naprawdę lista jest zbędna z jednego powodu: niemal każdy bit brzmi wręcz identycznie i tak na dobrą sprawę mógłby być wyprodukowany przez jedną osobę. To jednostajne perkusje - mocne i toczące się konkretnie, to głębokie basy, to melodyjki z pianina i skrzypiec. Naprawdę niewiele jest tu podkładów, które brzmią choćby troszkę inaczej. Tu można wymienić 'Amsterdam' Czahy na fajnym samplu, trapowy 'Często' Villaina. Fajnie, że ktoś pomyślał o zatrudnieniu woskodrapa na album - DJ Hard Cut jest tu na największym propsie. Podsumowując brzmienie - nudne, wtórne, ciągnie się jak te smyczki na 3/4 kawałków materiału. 
    Bez wątpienia, Dudek jest tu najlepszym rapperem i nie ma co do tego dwóch zdań, zbędne kłótnie. Kłyza i Warunia są - nie wiem, który jest gorszy - chyba Kłyza, który po prosrtu rymuje cokolwiek z czymkolwiek, aż to czasem jest żenujące. Pal licho technikę i stylistykę, ale te teksty - z jednej strony pełne przekazu, z drugiej wypełnione frazesami, które zwane są szumnie 'życiową prawdą zawartą w wersach'. Zbyt często teksty nie są już tylko proste, ale przechodzą w stronę prostactwa i czasem chamstwa. Nie chodzi o to, że mi przeszkadza przeklinanie na trakach, czy coś - dobrze użyte przekleństwo wzmacnia tekst i robi robotę. Ale tu wygląda na to, że rapperom brakuje po prostu konceptu i wpierdalają na siłę bluzgi, aby wypełnić linijki. I ciągle o tym samym: prawilność, jebać policję, na zawsze tu, tylko prawda i szczerość, trza mieć odwagę morda i iść do przodu. Ileż można o tym samym w taki sam sposób? Na domiar złego wchodzą tu goście, z których większość jest zupełnie do odstrzału (przy okazji Ekran Klimatu Ulicznego dostaje ode mnie specjalną nagrodę za ksywkę. Matko Bosko! Coś jak Miotła Brudu Ulicznego albo Taczka Chodnikowych Płyt. Litości). Owszem, MS zaprosili sobie kilku ludzi, którzy dają radę - choćby Sobota wywalił taką zwrotkę, że cała reszta się zupełnie nie liczy - bardzo dobre, płynące melodią flow. Ale reszta fejmowych emce, takich jak Peja, Bilon, czy Kaczy, wcale nie błyszczą.
    To kolejny album, który brzmi identycznie z całym zalewem płyt ulicznych. Aż to nie możliwe, żeby robić tyle identycznych materiałów. Owszem, wpadło kilka lepszych numerów, typu 'To ziemia', czy 'Amsterdam', ale to margines. Reszta ginie w tłumie, w zalewie identycznych brzmień i wersów. Słabo.

OCENA: 2+\6

MASZ TU PROMOMIX MORDECZKO

niedziela, 20 grudnia 2015

MAJERAN - CZY BYŁO WARTO

Cobra 2015

1. Intro
2. Czy było warto?
3. Gonię te marzenia   feat. SAWANT, KRZ
4. Specjal
5. Jestem tylko człowiekiem
6. Jutro może być za późno    feat. KMR, COBRA
7. Na szeroki front
8. Plecak wspomnień   feat. SAWANT
9. Skit
10. Tylko spróbuj   feat. KRZ
11. I znów   feat. SAWANT
12. Co ci nie pasuje
13. Ten stan
14. Outro

    Niedawno miałem okazję słuchać nielegala niejakiego BRD - kolesia z Lokalnej Siły Dźwięku i szczerze mówiąc nie nastroiło mnie to specjalnie pozytywnie do odsłuchu materiału od Majerana. Ale wrzuciłem na uszy, w nadziei, że będzie warto.
    Całość muzyki pochodzi od samej LSD i nie da się ukryć, że to spójna muzyka, która wyszła spod jednej ręki (no, dwóch). Jak mi się wydaje, LSD jest mocno zajarany brzmieniem sceny Memphis, bo to spokojnie mogłoby się znaleźć na jakimś podziemnym projekcie z Tennessee. Cykacze, ciężkie melodyjki, całość mocno inspirowana działalnością DJ Paul & Juicy J - czasem wręcz kopiowana, włącznie z okrzykami w tle. Nie jest to jakaś strasznie słaba muzyka, ot, xero amerykańskiego trapu, miejscami nawet porządne, ale bez żadnych innowacji i oryginalnych wariacji.  
    'Premiera rappera, co tak ryja wydziera' - tak rozpoczyna się ten album i to zarazem niezłe podsumowanie tego kolesia. Faktycznie, wydziera ryja, wyraźnie inspirując się typami w stylu Pastor Troy, czy Lil Jon. I może gdyby nie zwracać uwagi na teksty, byłoby dość ok, ale teksty są tak proste, rymy tak banalne, jak 'mury - chmury - bzdury', że opadają ręce. Hola hola, powie ktoś, tu najważniejszy jest przekaz, synek prze-kaz! Oczywiście, nie neguję, jest przekaz. Ale haczyk w tym, żeby ten przekaz podać tak, żeby chciało się tego słuchać, bo takie pierdoły gada co drugi osiedlowy rapper w tym kraju. Przy okazji na występy gościnne załapało się kilku koleżków i o ile KRZ jest w miarę ok, umie przyspieszać bez większej straty rytmu - daje sobie radę tu najlepiej, to reszta ma jeszcze sporo do zrobienia. KMR zafascynowany jest chyba klimatami Three 6 Mafia, konkretnie Gangsta Pat, bo leci niemal identycznie. Cobra jest bardzo przeciętny, a wyróżnia go jedynie wada wymowy. Sawant zaś rymuje niemrawo, niczym emeryt, do tego kwasy językowe niszczą mózg: 'znowu osiągłem ziomek to co chciałem'...
    Po płycie BRD myślałem, że nic słabszego nie znajdę, ale oto jest - płyta Majerana. To jest rzecz niestety bardzo słaba: kiepskie style, trywialne słowa i rymy, przeciętna muzyka - to wszystko sprawia, że nie mam ochoty słuchać całej ekipy LSD. Czy było Warto? O nie...

OCENA: 1+\6

MASZ TU ODSŁUCH, POPRÓBUJ AMBROZJI

sobota, 19 grudnia 2015

OBSERWATOR ŚWIATA FAKTÓW & PITER MCK - WIARA I RYZYKO

nielegal 2015

1. Intro 
2. Wiara i ryzyko rmx    feat. BOCZEK, DMK
3. Sienkiewicza     feat. KURI
4. Nie ma takiej opcji    feat. EJSIK RPZP, ADAŚ RPZP
5. Prosty przekaz
6. Widziałem to na własne oczy   feat. MAŁY DZB, JOJO BRW
7. Przewiń wstecz    feat. DZK
8. Spontan
9. Dzień jak każdy inny    feat. DEKO, PALKY, ELITE NO8
10. To mój napęd    feat. SCS EKIPA
11. Chuj z tym    feat. EPIS, GIZMO
12. Bez stresu    feat. MARTYNA
13. Ostatni kawałek
14. Outro

    Obserwator to osobnik coraz głośniej i mocniej dobijający się do drzwi naszej sceny ulicznej. Show Your Skills, Drużyna Mistrzów, a teraz album w duecie z producentem RS Bandy, do której obaj należą. OŚF, pochodzący z Ostrowca, mieszka obecnie w holandii i jeśli polskie grupy tam występują, mają za support często właśnie jego. A co znajdziemy na płycie?
    Chłopcy podzielili się robotą: Piter robi tu bity, a wspomaga go BDZ na wosku. Muza na płycie to zwyczajna uliczna nuta - mocne, klarowne perki, basy brzęczące od elektroniki, melodyjki z klawiszy, wzbogacone smyczkami. Kurde, nie ma tu nawet o czym się rozpisywać, bo bity są tak oczywiste, jak kurwy przy leśnych duktach. Ciężki klimat, atmosfera ciężkiego zagrożenia, twarde gówno. I tak najlepszą robotę robi tu BDZ - jego skrecze doskonale ubarwiają album.   
     Nie powiem, żeby Obserwator był specjalnie wyróżniającym się graczem na tej ulicznej scenie. Porządny głos i dykcja pomagają, ale styl jest bardzo archaiczny, wersy pocięte, do bólu przewidywalne. Teksty również nie oszałamiają, to zwyczajne tematy uliczne: moi ludzie, mój rewir na Sienkiewicza w Ostrowcu, moje ciężkie życie... Wiecie, norma. Jest tu również sporo gości: Boczek na przyspieszeniu radzi sobie naprawdę nieźle, choć tekst jest typowo uliczny, bez szału. Kuri, choć ma te zachrypnięte gardło, to ogarnia temat zupełnie zwyczajnie. Cała reszta jest bardzo przeciętna, to kolesie powyciągani z podwórek małych miasteczek, robiący swoje smutne, osiedlowe rapsy. Ciekawostką jest całkiem niezły posse trak z wielojęzycznymi gośćmi: bardzo dobry Palky ze Słowacji zdecydowanie zgarnia te show. 
    No i tyle kawałków, a w zasadzie nie ma o czym pisać. Zwyczajne, znane z tysiąca innych albumów bity - to samo z wersami i techniką. Nie ma tu specjalnie na czym ucha zawiesić, choć nie jest to jakaś straszna płyta. Ot, kolejna uliczna produkcja dla fanów. Ale bycie artystą polega na tworzeniu, a nie odtwarzaniu, tak?

OCENA: 3-\6 

MASZ TU TEN ODSŁUCH, ZBADAJ SOBIE USZY

piątek, 18 grudnia 2015

BURY & FIBRU - ASYMILACJA


nielegal 2015

1. Karabin
2. Player
3. Empiryzm
4. Krytyk
5. Piromancja
6. Nie pierwszy raz
7. #SWAG
8. Nawet Jeżeli (Fibru Solo)
9. W dal (Bury Solo)
10. Deja Vu
11. Love

    Dwaj rapperzy - jeden ze Słupska, drugi z Warszawy, psotanowili połączyć siły i pociągnąć ten tandem do studia. Jako, że obaj doskonale się dogadywali, album powstał dość szybko i mamy teraz oto wynik tego porozumienia - czy raczej powinno się powiedzieć: Asymilacji.
    To kolejna rzecz, która opiera się o darmowe podkłady. Nawet te, które mają nieusunięte tagi producenta, czego nie znoszę... Nawet te, które mają gotowe, anglojęzyczne, autotunowe refreny. Dominuje tu nowoczesność, przede wszystkim kawałki trapowe i mocno syntetyczne, choć zdarzają się nieco bardziej zwyczajne traki. Najlepiej wypadają tu te chemiczne bangery, na których rapperzy pozwalają sobie pojechać z mocnym bragga, więc zdecydowanie najmocniej jadą 'Karabin', czy '#SWAG', bo to ciężko siedzące trapy, okraszone niskim basem i dobrym tempem. Daje radę, choć nic nie wnosi, denerwuje zwłaszcza cloudowy 'Love' - nie do zniesienia.
    Fibru to ten z wysokim głosem i agresywnym flow, który sypie nawet niezłymi panczami jak z rękawa. Bury to ten gość z wolniejszym flow i spokojniejszym stylem. Obaj, słychać to dobrze, czują się wygodnie w swoim towarzystwie i potrafią rozwinąć skrzydła. Choć nie są to znani zawodnicy, to jednak okazuje się, że spokojnie radzą sobie przy majku. Może wirtuozami nie są, ale i nie kaleczą, a nawet potrafią błysnąć ciekawszym panczem, zwłaszcza Fibru. Zatem wpada tu nieco bragga (najciekawsze rzeczy), nieco życiowych dylematów i rozmydlone lovesongi. Nie ma gości - i w sumie dobrze, bo obaj mają różne style i głosy i dobrze się uzupełniają.
    Album pewnie mógłby być lepszy - raz, że pobrana muzyka z friszerów nie zawsze staje na wysokości zadania, poza tym, każdy wie, jak to brzmi. Dwa, że materiał jest nierówny i czasem wręcz irytuje - patrz 'Love'. Ale to rokujący duet i ja będę się przyglądał. 

OCENA: 3+\6

ODSŁUCH MASZ TUTAJ, POD LINECZKIEM, ZIOMUŚ

czwartek, 17 grudnia 2015

ŁOKER - TURYSTA W SWYM MIEŚCIE

nielegal 2015

1. Iskra
2. Taki już jestem
3. Jagiełły rap atak 2   feat. ZIBER
4. Nie obchodzi mnie
5. Opowiadam
6. Moc    feat. ZWNA, SZOŁA
7. Myślę
8. AŁUUU
9. Turysta w swym mieście
10. Co mnie gryzie!    feat. ZIBER, PROFUS, G1
11. Znów nie pamiętam nic
12. Historia 2
13. Nikt nie odpowiedział
14. Na reluna    feat. KWAS
15. Gdzie jesteś bejbe?    feat. KRYSTIAN CZAJA
16. Nie wywietrzysz
17. Łokskoustowo
18. Nostalgia    feat. KRYSTIAN CZAJA
19. Wychodzę z założenia
20. Pozdrówki

    Łokera kojarzyłem z jakiś featuringów podziemnych zespołów, pamiętałem, że ma bardzo wybuchowe flow. Nawet byłem dość ciekawy, cóż może robić turysta we własnym mieście, dlatego sprawdziłem projekt - bez żadnych przewidywań. Co będzie, to będzie.
    Angelo i AFU dali niby klasyczne, a jednak dość syntetyczny traki - taka wypadkowa pomiędzy dniem dzisiejszym, a latami '90. Dolun robi bujające klasyki, oparte o niezłe sample, Maxiu ma cięższe w klimacie bity, nieco czerpiące ze spuścizny Queensbridge, choć jego 'Łokskoustowo' leci nieco Dr. Dre dla odmiany. Kolas przyniósł nieco orientalny banger 'Ałuuu', są tu jeszcze Dąbek, Szyman i Mosi (najbardziej nowoczesny 'Wychodzę z założenia'), jednak wszystko osadzone jest mocno w klasycznym brzmieniu - mniej lub bardziej. Do tego truskulowego niemal brzmienia brakuje trochę drapania płyt. Ale muzyka brzmi naprawdę ok, nie ma tu co się szarpać - zero wzlotów, zero upaków - porządna stała.   
    Łoker ma bardzo ekspresyjne i silne flow, łączące hardkorowe rymowanie spod znaku Onyx ze szczyptą ragga. Zdecydowanie styl stoi tu ponad zawartością, ale i z tekstami nie jest tu wcale tak źle, tyle, że z tych wersów niewiele zostaje w głowie po przesłuchaniu - by nie rzec: nic. Łoker mówi o wszystkim wokół, przechodzi od bragga, przez zaangażowanie w muzykę, do zupełnie życiowych i przyziemnych tematów, ale i tych podniosłych, patriotyczno-społecznych. Sporo tu również gości, którzy są jednak dość zróżnicowani. Ziber może i płynie nieźle, ale w tekście ma tak ogromne banały, że w głowie mi się nie chciały zmieścić... ZWNA ma miły dla ucha, dziewczęcy głos i całkiem dobrze rymuje. Szoła zaś i Profus po prostu są - za to G1 i Kwasa mogłoby w ogóle nie być, bo to klasa w tył. Fajny klimat robią wokalistki, Ola i Andżelika, ich refreny są doprawdy przyjemne, tak samo jak Krystian Czaja.
    Cóż, płyta Łokera ma dwa dna. Pierwsze to niezły klimat, szalony styl, bujające bity. Jest nieźle. A jednak tkwi w tym miodzie chochla dziegciu. Łoker ma tendencję do męczenia słuchacza, płyta jest nieco za długa i nudzi, bo ten flow jest jednak monotonny, a urzekających panczy jak na lekarstwo. Mamy zatem dość porządną, podziemną płytę, którą można sprawdzić - na pewno kilka numerów wpadnie w ucho ('Gdzie jesteś bejbe?', 'AŁUU', 'Iskra'), ale na dłuższą metę album nieco męczy.

OCENA: 4-\6 

TU MASZ ODSŁUCH, BEJBE

środa, 16 grudnia 2015

SYNOWIE RAPU - SPOWIEDŹ BLIŹNIAKÓW

nielegal 2015

1. Intro    
2. Światopogląd (Pirat solo)  
3. Nie Lubią Mnie Rapery    feat. MICHU  
4. Biało-czarny Rap    feat. ALFRED, MASSEY  
5. Kiedy Diabeł Szepcze    feat. WBU   
6. O Polsko! (Na Celowniku 2)   
7. Pani Di, Krysia, i Marysia (SPR solo)    
8. Dziatwa           
9. Siła     feat. SZTYKU    
10. Merci 

    Choć to już trzeci album Synów Rapu, lecz przyznam, że pierwszy, który wpadł mi w łapy. Choć nie daję się zwieść pozorom, miałem małe podśmiechujki z tytułu, bo kojarzył mi się z jakimś expoze braci Kaczyńskich.... Ufff. Nazwa też nie jest specjalnie zachęcająca - wszystko robi anty PR...
    Ale do rzeczy, bo to tylko etykietki. Sivy i Maryś to producenci wystarczająco wszechstronni, aby urozmaicić ten krótki, skądinąd, album. Mamy tu konkretne rzeczy w typie lat '00, ale i funkujące sample centralnie ze Złotej Ery. To taki typowy, klasyczny hip hop, cofający nas w czasie o około 20 lat. Wrażenia dodają skrecze DJ Micky Move, które doskonale wzbogacają bity, choć nie zawsze weszły z bit tak, jak powinny. Nie ma tu olśnienia, ale słucha się trego przyjemnie, kiwa się głowa, jest nieźle. Producenci fajnie dobierają sample, perkusje się toczą, sympatyczny klimat.
    Na majku pracuje tu dwóch rapperów - Pirat i SPR. Pirat odznacza się wysokim głosem i mocnym flow - można powiedzieć, że porządny, rzemieślniczy rap z podziemia. Choć wyznam, że nie zawsze wyrabia się na bitach w taki sposób, w jaki można by sobie życzyć. SPR zaś ma niższy głos i nieco dziwne flow, bo dość oryginalnie kończy wersy podniesieniem tonu. Obaj posługują się wersami całkiem sprawnie, co jakiś czas wpadnie ciekawszy wers, celny pancz, czy intrygujące porównanie. Sporo jest tutaj rapu na tematy społeczne i polityczne, jest próba oceny polskiej sceny rap... Może poziom rapperów niekoniecznie usprawiedliwia narzekanie na innych kolegów po fachu, ale co tam - w końcu nie są źli, ot, porządna krajowa. Gorzej z gośćmi, którzy się tu pojawiają - na pewno nie wszyscy musieli dać tu swoje rymy. Na plus Michu, może Sztyku, ale to tyle...
    Bardzo porządny, podziemny krążek. Nie zawsze to się zazębia i wszystko gra na 100%, ale jest to bez wątpienia rzecz, której zespół nie musi się wstydzić. Dobry, szczery rap - bez wzlotów, ale i bez upadków. Może nieco zbyt zwyczajny. Ale do sprawdzenia.

OCENA: 4/6

ODSŁUCH ZNAJDZIESZ TU

wtorek, 15 grudnia 2015

MONO.LOG - AZYMUT EP

Export Label 2015

1. Azymut
2. Wschód
3. Południe
4. Zachó
5. Północ

    Mono.log to niecodzienny twór - niby hiphopowy, ale wykonawcy niekoniecznie czują się osadzeni w tym nurcie. Blossom, mający dokonania na niwie międzynarodowej muzyki elektronicznej i Szymon, człowiek stojący za Ludźmi Bez Twarzy. A do tego wiele osób się tym projektem zainteresowało.
    Te pięć kawałków stworzył Blossom. Dwadzieścia minut intrygującej muzyki elektronicznej, która niesie cię wysoko ponad chodnikiem. Nie spodziewaj się żadnych trapów, cloudów i njuskuli. To nie bangiery klubowe, nie dubstep. W zasadzie ciężko określić te podkłady inaczej, niż muzyka elektroniczna. Najlepsze podkłady to ciężki 'Azymut' i futurystyczna 'Północ' - oczywiście według mnie. Jest klimatycznie, nieco zawiesiście i gęsto, jeśli wiecie, co mam na myśli. Blossom to gość, nie ma co ukrywać. 
    Może ciężko wpasować się w te podkłady - bo to przecież nie tylko sam rytm, ale również klimat, który ciężko podrobić i trzeba po prostu czuć. Szymon daje sobie tu radę bardzo dobrze, choć parę braków dałoby się znaleźć. Nie technicznych, bo tu rapper leci bardzo przyjemnie dla ucha i w symbiozie z muzyką. Nie tekstowo, bo kiedy w pierwszym numerze Szymon wyznacza azymut, tak ciągnie nas kolejno w każdą stronę świata. To, czego można się czepiać to czasami może nie do końca przemyślane rymy - najprostsze i bardzo banalne. Ale nie zmienia to faktu, że podróż w czterech kierunkach na raz jest bardzo ciekawa i wiele tu się dzieje - dzięki temu często nie zwracamy uwagi na drobne niedoskonałości. To krótki materiał, więc nie ma gości, tylko Szymon kręci się wraz z igłą magnetyczną tej busoli.
       To taka 'mentalna podróż do wnętrza głowy', oparta o naprawdę dobrą muzykę, która, trzeba przyznać, czasem wychodzi na pierwszy plan i dzięki pewnym chwytom producenta, łapałem się na tym, że słucham głównie bitu, zostawiając rap gdzieś na boku, jako kolejny instrument całości. Bardzo dobra rzecz, głęboka i zwyczajnie ładna - choć jeśli chodzi o rap, to kłopotliwe stwierdzenie - tu jednak pasuje.

OCENA: 5-\6


poniedziałek, 14 grudnia 2015

DZIELNY - ZERO KELVINA

nielegal 2015

1. Intro
2. Introwertyk    feat. MVZR
3. Standardy   feat. PIKERS
4. Moment
5. Ostatni
6. Reminiscencje   feat. DAGA, KATO
7. Małe miasta   feat. BRZOS
8. Egoista
9. -237,15 stopni C
10. sPOKÓJ

    Z opolskiej sceny w Polsce to znany jest Dinal i Okoliczny. I tak konia z rzędem temu, kto poprawnie wskaże ich miejsce rezydowania. Tymczasem województwo opolskie ma do zaoferowania więcej, niż te dwa, legendarne już niejako zespoły. Dzielny wydał miesiąc temu mikstejp, któy własnie zagościł w moich głośnikach.
    To mikstejp, więc nic dziwnego, że muzyka tu jest w pełni zawinięta z friszerów. Nie lubię takich opcji, ale na szczęście nie są to hity z TOP5 USA. To kolejna porcja nowoczesnego rapu spod znaku trapu i njuskulu. Połamane perkusje, głęboki, dudniący bas i syntetyczne melodyjki z samplami wokalnymi, ze zmienionym tempem. Nie wszystkie kawałki mnie przekonują, co więcej, niektóre wręcz mnie wkurwiały (np. 'Ostatni'), choć kolejny 'Reminiscencje', dość podobny w wydźwięku, posiada bardzo fajny wajb, lekko jazzujący - dobrze płynie. Ogólnie rzecz biorąc, może lepiej by było zaprosić na album producentów, bo te friszery są dość płytkie i często byle jakie. 
    Dzielny ma całkiem fajną stylówkę, dość oryginalną, by nie zginąć w tłumie i wystarczająco normalną, aby nie spieprzyć czegoś dzikimi eksperymentami. Dość, że jego wersy kończą się i zaczynają wyższym tonem, który opada w środku linijki, co może brzmieć czasem dziwcznie i irytująco. Nawet, jeśli komuś nie będzie odpowiadała technika Dzielnego, to radzi on sobie tekstami - życiowymi, szczerymi i trafiającymi w sedno, choć tak naprawdę nie ma tu co cytować. Taki fajny constans na dobrym poziomie. Najlepszy trak to moim zdaniem 'Małe miasta', ale również dużo zyskują 'Reminiscencje' dzięki wokalom Dagmary, no i '-237 stopni' ma jebnięcie. Z gości dobrze wypada tu Brzos, wprowadzając nieco wschodniego sznytu spod samej granicy. No i MVZR na refrenie dość miodzio.
    Mógł to być naprawdę niezły krążek, który na pewno lepiej działałby na bitach nierozwodnionych, konkretnych bangerach, dzięki którym Dzielny zostałby uwydatniony na majku. A tak, mamy ciekawą próbę wyjścia z cienia, gdzie wpadło parę wisienek, ale i jest tu i kilka kamyków w kawałku tego ciasta. Jednakże do sprawdzenia.

OCENA: 4-\6

OBADAJ TU SOBIE TEN DOBRY TRAK

niedziela, 13 grudnia 2015

2NA - VORTEX EP

nielegal 2015

1. Poranek (Intro) 
2. Zwykły ja 2
3. (P)oszukując siebie
4. Chmura (Skit)
5. OOBE
6. Synergia
7. Pogrzeb (Outro)
8. OOBE (Walchuck Remix)

    To już kolejna produkcja tego młodego rappera z Płocka. Pierwszą, którą usłyszałem (i mi się bardzo spodobała), było 'One, Oni, Zwykły Ja' sprzed roku. Nie był to hit, ale wystarczyło, abym się zainteresował bardziej i chętnie sięgał po kolejne rzeczy od Dwaena. Do tego mistyczne okładki i tytuł, który kojarzy mi się mocno z awangardowym Buck 65.
    Szkoda, że materiał oparty jest o friszerowe podkłady, bo to nadaje epce charakteru przejściowego, mikstejpowego. Wybrane na płytę bity to bardzo nowoczesna muzyka z obrzeży ambientu, trapu, cloudów i diabli wiedzą, czego jeszcze. Grunt, że wszystko jest syntetyczne. Nie jetsem fanem tego brzmienia i wyznam, że choć to pasuje doskonale do klimatu płyty i tekstów rappera, niekoniecznie przyciąga. To muzyka natchniona, napuszona i melancholijna. Czasem wręcz dołująca. Wiecie, klawisze syntezatora się ciągną, czasem plimknie pianino, perkusja uderza w tempie, w jakim szachista flegmatyk osiąga zadyszkę. Nie przekonuje mnie to tym razem. Trochę ożywienia wnosi tu remix Walchucka, ale to kropla w morzu umartwienia.
    Jak na 18-latka, Dwaena to niebywale dojrzały osobnik. Nie tylko jako rapper, ale po prostu jako człowiek. Teksty, które wypluwa tak emocjonalnie, są złożone i wielowarstwowe, żeby nie rzec, że wręcz filozoficzne. Zgodnie z tytułem, świat 2Na to wielki Wir (aka Vortex), który wsysa do wnętrza wszystko, co staje na jego drodze oraz miesza. Testy można zatytułować ogólnie 'Cierpienia młodego Vortexa', czy jakoś tak, po jakimś czasie, choć materiał ma niecałe pół godziny, nie dawałem rady skupić się na tekstach, bo dołują bardziej niż Tupolew nad brzozami. Niby flow jest ok, 2Na nawet podśpiewuje całkiem przyjemnie, niby wersy mają sens i to wszystko jest inteligentne i poskładane z sensem, nie słychać bzdur, jednak... wcale to do mnie nie trafia.
    Rozczarowałem się. Po poprzednim, naprawdę dobrym materiale, oczekiwałem, że 2Na pójdzie w jakiś konkret, tymczasem on wziął żyletkę i beznamiętnie począł się werbalnie ciąć. Nie lubię takiego umartwiania się, widać, że Wir pochłonął go zbyt mocno. Tak, to się może podobać, warto to sprawdzić, bo obiektywnie nie jest to zła rzecz. Tyle, że zupełnie nie dla mnie.

OCENA: 3+\6 

TU MASZ ODSŁUCH CAŁOŚCI

sobota, 12 grudnia 2015

ZEY - 50 TWARZY ZEYA

RBLS 2015

1. Superhit 
2. Esencja
3. Dumle    feat. FIŁOŃ
4. Bez Granic
5. Nieważkość
6. ROBINSONADA
7. Checkpoint
8. Sansara    feat. PUEBLOS, FIŁOŃ
9. Banshee     feat. RADZIAS
10. POWERBALL
11. Whiplash    feat. EJMATT, GABRIELA K
12. Impos     feat. GÓRZYNIAK 
13. Słodka gorycz 
14. Malibu

    Zey to jeden z tych gości od Rebeliantów, białostockiej brygady rapperów, którzy robią swoimi nagraniami nieco szumu w podziemiu. Zey chciał swoim mikstejpem pokazać, jak bardzo jest różnorodny, pokazać swoje pięćdziesiąt twarzy.
    Dźwięki, jakimi powitał mnie album, wywołały dreszczyk. Wojdvs bowiem odwołał się do czasów mojej młodości, opierając bit o numer Bandy i Wandy, 'Hi Fi Superstar', wzruszyłem się, zwłaszcza, że wyszedł z tego ostry, gitarowo-elektroniczny trak. JEden z nastepnych traków, 'Dumle' CatchUp'a z kolei znów poruszył ukryte struny w mej duszy, samplując 'Rhythm is a dancer' SNAP! - kolejny hicior sprzed ponad dwudziestu lat. Na bitach mamy tu jeszcze Seek'a ze spokojną 'Sansarą' i Efena i to w zasadzie tyle. Reszta to podkłady zawinięte z soundkloudów producenckich i friszerów, takich jak elektronik Whispa z Anglii, czy innych niezależnych / nonejmowych producentów. Tak, czy siak, to bangerowy njuskul, ciężko syntetyczny, ale nie szkodzi, bo to naprawdę dobrsze dobrana muza, ostro podkręcająca tempo. Jedyny klasyczny trak, to zamykający płytę czilautowy 'Malibu'.
    Zey byłby świetnym rapperem, bo flow ma niczego sobie, a i umie wkręcić trafiające mocno pancze typu 'i mów mi Noe kiedy płynę z tym bydłem' albo 'jakbym wypił tu za błędy z dyslektykiem' albo 'wjeżdżam Mercem, dlatego mam was na celowniku' . Ma on jednak jedną, sporą wadę - dykcję, a w zasadzie jej totalny brak. Nie wiem, czy to głos, czy Zey próbuje rymować zbyt szybko, jednak czasem ciężko rozróżnić poszczególne słowa, bo kiedy podkład wymusza na Zeyu wolniejsze flow, tak jak w 'Nieważkości' od razu robi się lepiej - swoją drogą to świetny numer. Oczywiście Zey korzysta również ze wszelkich dobrodziejstw techniki, wciskając autotuny i tym podobne efekty, ale to wszystko współgra z konceptem. Poza Zey'em są tu jeszcze goście i o ile Fiłoń nie przekonał mnie na zwrotce, to refren w 'Sansarze' trafia w punkt. Pueblos nawinął bardzo porządnie, Radzias rozwalił nie tylko wersami ('jestem kowalem swojego losu, dlatego chodzę skuty zbyt często'), ale i stylistyką, ejmatt zresztą też trzyma poziom. Dużo lepszym flow niż Zey zaszafował Górzyniak, ale lirycznie nie pokazał nic szczególnego.
    Cóż, to mógł być wybuch, ale: 1. większość bitów, choć nawet niezła, jest zajebana. Beng. 2. Czasem ciężko zrozumieć wersy, co strasznie męczy, bo to, co wpada co jakiś czas jest warte skupienia. Beng. 3. Niezły, choć nie wyróżniający się szczególnie njuskulowy mikstejp. Beng. Czyli co? Może następnym razem będzie hit, na razie jest po prostu nieźle.

OCENA: 4\6

SPRAWDŹ TE MASZAPY, BO WARTO POOGLĄDAĆ

piątek, 11 grudnia 2015

BRD - BILET W JEDNA STRONĘ

Cobra 2015

1. Intro
2. M.Z.P.    feat. RRA
3. Determinacja
4. Bilet w jedną stronę
5. Wolne myśli
6. Szalony życiorys
7. Pozdrowienia
8. Z dedykacją   feat. KRK.TPR
9. Zatruty świat   feat. HUCIEK

    LSD, czyli Lokalna Siła Dźwięku to sosnowiecke studio, którego jednym z członków jest BRD, chłopak, który wcześniej wydał już album w duecie, teraz powraca z kolejną produkcją, tym razem solową. Z tego, co się zorientowałem, to materiał nagrany już jakiś czas temu, udostępniony niedawno, aby nie leżał na półce.
    Muza nie jest oryginalna, tylko powinięta z darmowych serwisów - wiadomo więc, jak to brzmi. Pozbawione sampli rzeczy, grane na syntezatorach nowoczesne podkłady, mniej lub bardziej idące w trapy, czy klasykę. W sumie nie ma tu o czym za wiele pisać, bo wystarczy, że te bity tu są i nie zawsze pomagają rapperowi nawijać. Najzwyklejsze, najnudniejsze, najprostsze rzeczy, jakie dało się zmnaleźć za darmo. Nie ma o czym mówić. 
    Nie wiem, czy to wina marnego masteru, czy to sprawa maniery BRD. Można powiedzieć, że jako rapper nie jest bardzo zły - można powiedzieć, że radzi sobie na poziomie średniej podziemnej. Prawilniacki ton i swada, choć flow jest mało przekonujący - i tu właśnie nie wiem, czy materiał słabo zmasterowano, czy BRD tak ma. Teksty również leżą na średnich półkach podziemia: szczere teksty o ciężkim życiu, dobre rady 'aby nie wypaść z zakrętu'. Na bardziej skomplikowanych podkładach (że czym?), tak jak w 'Wolnych myślach', BRD nieco się gubi i nie leci zbyt równo. To jedna z tych płyt, jakich pełno na naszej scenie - uliczne historie z osiedla, opowiadane z, wprawdzie szczerze, ale nie zawsze wychodzi to przynajmniej w miarę, zwłaszcza, kiedy  wkradają się w tekst tzw. lapsusy językowe, typu 'niestety zbyt mocno do narkotyków ciągło'. Nie jestem purystą językowym, ale to brzmi po prostu słabo. No i ten niemal ośmiominutowy trak pozdrowień... Ledwo można to przebrnąć, tylko dla znajomych. No i goście - o ile RRA jeszcze wypada nawet lepiej niż sam gospodarz, to reszta... No jest. 
    Nie oszukujmy się, to materiał tylko dla koleżkowców, nikt obcy nie będzie chciał tego słuchać. Nie dość, że jest to słaba rzecz, to jeszcze zrozumiała tylko dla jednej dzielnicy Sosnowca. Prostota pociągnięta do granic akceptowalności, nagrane, bo nagrane, ale dla kogo?

OCENA: 2\6 

W LINKU ODSŁUCH CAŁOŚCI

czwartek, 10 grudnia 2015

KUBA KNAP - LUDZIE MÓWIĄ RÓŻNE RZECZY

Alkopoligamia 2015

1. Wahadło   feat. KOSI, ERO
2. Niepotrzebnie
3. Sprane Czapki
4. Zmiana Śpiewki    feat. MONDRY I GUPI
5. Nawet Jak Ktoś Krzyczy
6. Ludzie Mówią Różne Rzeczy
7. Gdzieś W Polsce     feat. ZETENWUPE
8. To Ci Powiem
9. Co Byś Zrobił
10. Skutki Jarania Bobka (Jorgi Killah's Groove I)
11. Znajdę
12. Daj Mi Buzi
13. Uwierz
14. Nie Przetłumaczysz
15. Każę Światu Się Bujać   feat. RYFA RI    

    Kuba jest objawieniem zeszłego roku. Nie było słuchacza rapu i nierapu, który by się nie jarał. Teraz druga płyta zwraca uwagę od razu, choćby ciekawie rozwiązaną okładką, ale i niezłymi singlami. Zresztą, każdy, kto zna nazwisko Kuby, złapie się chętnie za tę płytę. A i tak logo Alkopoligamii ostatnio zapewnia najwyższe doznania.
    'Funk Wróci Zawsze' - takie hasło przyświeca płycie i Jorguś Kiler trzyma się tego kurczowo. Płyta jest tak bujająca, że co wrażliwsi mogą dostać choroby morskiej. Ciężki, brzęczący bas ciśnie do ziemi, aranże na klawisze, piszczały, czy wręcz żywy saksofon - wszystko to sprawia, że to muzyka unikalna i bardzo przyjemna. Lawirujemy pomiędzy g-funkiem, a letniakami, czy południowym graniem - nie zmienia to jednak klimatu. Funk dominuje, osadzony w spuściźnie po Parliaments, czy samym Clintonie. Solówki na basie, klawiszach i dęciakach to wynik tego, że producent kombinuje z brzmieniem, nie zamyka się w pętli, ale również nie próbuje li tylko najprostszych patentów. Pieprzu dodają tu skrecze DJ Barszczu, DJ Black Belt Greg i DJ Hubson. Pysznie.
    Knap wciąż leci. Ciężko nie polubić jego stylu, tej wyluzowanej gadki i ironicznego dowcipu. I bez żadnego wysiłku rapper sobie płynie, nieco nad ziemią i nawet jeśli czasem sprawia wrażenie, że ma wszystko w dupie, to kiedy wsłuchasz się w teksty, to okaże się jednak, że Knap to wrażliwy gość, a te wszystkie 'nie gryź mnie, tylko daj mi buzi' - frywolne, pijackie, nieco łobuzerskie opowiastki to parawan, za którym kryje się ten typ (ale nie Mes, wiesz). Nie ma tu sensu cytować poszczególnych kawałków - cała przyjemność w tym, aby dać się porwać Kubie na przechadzkę po jego okolicach, zajarać z nim spliffa, wypić browka i bujać się do tego funku z dziewczętami. Bardzo fajnie dobrani są tu goście: Ero i Kosi dali świetne wejście, takie z pazurem, które otwiera płytę - a czyni to z buta i z hukiem. Tak samo ogarnia temat moja ostatnia faworytka, Ryfa.
    Ludzie mówią i będą mówić różne rzeczy o tym albumie, ale nie mogą nie docenić atrakcyjności i świeżości materiału. Ten funk, ten wokal... Szkoda, że to nie wyszło wcześniej, bo to idealna płyta na ciepłe popołudnia, ale może ogrzeje nas też zimą? Fajna rzecz, do słuchania wszędzie.

OCENA: 5-\6

PRZESTANĘ UŻYWAĆ BLOGGEROWEJ WYSZUKIWARKI, BO WYSZUKUJE WSZYSTKO, TYLKO NIE TO, CO TRZEBA. WIĘC VIDEO MASZ W TYM LINKU

środa, 9 grudnia 2015

MIUOSH - ULICE BOGÓW

Fandango 2015

1. Intro (Przerwa)
2. Sinusoida
3. Ulice Bogów
4. Chicago
5. Za Mną
6. Brud I Tusz   feat. KASIA GOŁOMSKA
7. Ambicje
8. Byliśmy / 1.5
9. Małpy
10. Po Drugiej Stronie    feat. THE VOICES
11. Wizje    feat. BUDKA SUFLERA
12. Outro (Bez Przerwy)

    Miuosh. Kiedyś szanowany i propsowany, dziś raczej smętny. 'Pan z Katowic', choć osiągnął złoto, był jedną z najgorszych płyt 2014 - przynajmniej według mnie. Ulic Bogów prawie bym nie zauważył bo jakoś cicho i albumie i nikt się nie jara, ale wpadło mi do ręki dziwnie wydane pudełko i okazało się, że to nowy Miuosh. Wewnątrz jakieś kartki, rozkładówka, Budka Suflera... Już się źle nastroiłem.
    Tym razem Miuosh zaufał tylko jednemu Fleczerowi, dzięki czemu płyta zachowuje spójność. Może dlatego, że jak zrozumiałem z tekstu, to właśnie producent odpowiedzialny jest za to, że album, który miał nie wyjść w tym roku, nagle znalazł się na półkach. To nowoczesny materiał, w wielu miejscach pozbawiony sampli (jest trochę wokalnych, czy znanych skądinąd wrzutów), grany główne na klawiszach. Trafiają się tu jednak bardziej korzenne, klasyczne kawałki, które przypominają rzeczy ze sceny Detroit ('Chicago'). Wszystko się jednak przewija i miesza, składając się na miły dla ucha klimat. Po 'Panu z Katowic' Miuosh zrezygnował z cloudów i wściekłej syntetyki, wziął tylko to, co dobre i niejako powrócił do punktu wyjścia, zmieniając tylko nieco kierunek. Fleczer doskonale dobrał brzmienie i przyznam, że słucha się tego dobrze.
    Rapper stracił gdzieś po drodze zęby. Jego flow i technika są nadal dość charakterystyczne, nie o to chodzi. Na płytę trafiło sporo osobistych wersów, które dobrze brzmią i składają się bardzo poprawnie, ale zupełnie nic nie wnoszą. Emocje dostrzegalne sa tylko u samego Miuosha, bo ja pozostałem na to, co mówi zupełnie obojętny. W zasadzie nawet lekko się nudziłem. Frazesy, frazesy - niby głęboko przemyślane teksty, wydobywające się gdzieś z głębi jestestwa, a tak naprawdę zmuszałem się do wgłębiania w wersy i nic. Nie znaczy to, że to co mówi Miuosh jest słabe - nie, tylko mnie kompletnie nie porwało. Weszło kilka lepszych kawałków, jak 'Chicago', czy 'Małpy', podoba mi się wykorzystanie The Voices, a co do Budki Suflera - wydaje mi się, czy tylko włożono wokal Cugowskiego z 'Nocy komety'? Bo nie brzmi to, jakby było nagrywane w jednym studio...
    No i dostałem płytę. Ani dobrą, ani słabą. Na pewno dużo lepszą, niż poprzednia, ale prawdę mówiąc, niewiele ciekawego się tu dzieje. To taki album, który wysłuchasz, powiesz: 'no jest ok' i wrócisz do niego... za rok, w czasie sprzątania półki z cd. Tak, niezłe. Brakuje mi tu jednak ognia, czegoś, co by mnie przyciągnęło. Mam wrażenie, że Miuosh, pomimo swoich wysiłków, nieco przeszedł obok tej płyty.  

OCENA: 4\6

ZNOWU TO GÓWNO MI NIC NIE ZNALAZŁO, VIDEO W LINKU

wtorek, 8 grudnia 2015

BOKOTY - NIE TRZEBA MNIE NAMAWIAĆ

Mamy Charakter 2015

1. Nie trzeba mnie namawiać   feat. ŻYTO
2. Tam gdzie ty
3. Rotacja    feat. BIAŁAS, NEILE
4. Pełen lajt
5. Instrumental skit 1
6. Weź im powiedz feat. SZUWAR, SANCZEZ
7. Chłód
8. Ponad tym     feat. PARZEL, OLEK HDS, WOLA
9. Co możesz poświecić    feat. MIODU
10. Instrumental skit 2
11. Za wolną Polskę   feat. SOBIEPAN
12. To co mam w głowie   feat. MURZYN
13. Reprezentuję     feat. BANDA UNIKAT
14. Było Minęło   feat. KĘKĘ
15. Telefon
16. W drodze po wszystko   feat. PAJAC
17. Nierozpoznany układ

    Od już ładnych kilku lat scena radomska stanowi jedną z największych sił na naszym rynku. Już nie tylko Kęki, ale cała rzesza podziemnych graczy zauważana jest przez fanów. Boro, Kotzi i Tytuz, czyli Bo-Ko-Ty wydali swoją drugą płytę - pierwszą legalną. Jakoś omijała mnie ta płyta - najpierw były inne, potem czasowo zniknęła ze sklepów, aż wreszcie znowu jest. No to słucham.
    W składzie jest Tytuz, więc grupa nie potrzebuje innych producentów, bo Tytuz ogarnie wszystko i zapewni poziom. W sumie nie słyszałem, żeby ktoś tak robił hip hop w Polsce, jak Tytuz. Łączy on njuskul z klasycznym podejściem do rapu - brzmi to jakby osoba wyrosła ze Złotej Ery przenosiła swoje korzenie 30-40 lat w przyszłość. I skaczemy od klubowego, wręcz dyskotekowego 'Pełnego lajtu', po cięższe, refleksyjne klimaty. Nie sposób tu się nudzić, bo akcja zmienia się z każdym trakiem. Co więcej, bity uzupełnione są aranżami żywych instrumentów (kurde, skrzypce, puzon, klawisze, trąbki, gitary, a także skreczami DJ VaZee, DJ Majki i DJ Mono. Może nie wszystkie kawałki są bardzo dobre, ale każdy jest ciekawy. Tytuz pokazał tu pełnię możliwości i  nie ulega wątpliwości, że ostro dobija do czołówki.     
    Przyznam, że mnie osobiście bardziej odpowiada stylistyka Kotziego, ten jego lekko przygaszony głos, specyficzny sposób opowiadania, czy raczej projekcji filmowej na temat rzeczywistości, jaką przywołuje przed oczy słuchacza rapper. To dość karkołomne zdanie, ja wiem, ale łapiecie ocb: jego storytelling jest tak plastyczny, tak wyrazisty, że przed oczami pojawiają się bardzo jaskrawe obrazy. Kotzi zdecydowanie przoduje, choć przecież i Borowi nic nie brakuje - może tylko jakiegoś pierwiaskta oryginalności, wyróżnika. Rapperzy opowiadają o wszystkim, co ich spotyka codziennie. Ale nie są to pseudointeligenckie pierdoły, tylko szczere opowieści z życia wzięte. O tym, że to płyta wcale mocna, niech świadczą występy wielu gości ze sfery tzw. rapu ulicznego. Niewielu z tych gości zasługuje jednak na wyróżnienie: Neile, Szuwar i Kękę... Reszta albo daje sobie radę albo jest zwyczajnie słaba - zwłaszcza ci lokalni kolesie typu Banda Unikat, czy Olek HDS.
    Trochę ta płyta jest zaskakująca. Nie dlatego, ze jest jakaś specjalnie dobra, czy zła. Można się było spodziewać po Radomiakach, że nagrają dobry materiał. Bardzo ciekawa muzyka, świetny Kotzi i dobry Boro, parę niezłych wejść gości... Może album jest nieco za długi, ale z drugiej strony nie jest to nudny materiał. Na pewno do sprawdzenia.

OCENA: 4+\6 


poniedziałek, 7 grudnia 2015

DONGURALESKO - MAGNUM IGNOTUM: PRELUDIUM


Szpadyzor 2015

1. MAYA 
2. Brudny Agorytm 
3. Umarli i Poeci 
4. Na Plaży w Pourville 
5. Mandala 
6. Gra Szklanych Paciorków 
7. Żyli wśród róż 
8. Apartament
9. Raskolnikov 
10. 451'C Fahrenheita 
11. Za Legalizacjom 
12. Ikar   feat. MAŁPA 
13. Reflektory 
14. Na Hali

    Ostatnia płyta Gurala? No cóż, podchodzę do tego sceptycznie, no jak ma być coś ostatnim, jak w podtytule ma 'Preludium' i nazywa się 'Wielka Niewiadoma'? Gural stwierdził, że ze sceny chce zejść niepokonany, dlatego serwuje album zupełnie solowy. No cóż, może i coś w tym jest? Ale czy to jest płyta na odejście? Kłódka zamykająca drzwi kurze znoszącej złote jaja?
    Gural postawił na różnorodność, jeśli chodzi o muzykę. Zatrudnił wielu producentów, ale prym wiodą tu The Returners, od których pochodzi aż pięć traków. Ale płytę rozpoczyna mistyczny, oszczędny trak Tasty Beatz - smakowity, tajemniczy i pomimo swojego minimalizmu, bardzo udany. Dwa kawałki pochodzą od Cehy, który z kolei ogarnia rzecz bardzo syntetycznie i trapowo, choć równie minimalistycznie, co Tasty. Podobnie syntetyczne bity mają 2DK, Świerzba. Z tymi trpaowymi kawałkami korespondują te klasyki od Returners, Amatowsky'ego ('Apartament') i Młodego z Heavy Mental ('Żyli wśród róż') i w sumie robi to niezłe wrażenie, bo nawet jeśli bity są nowoczesne, to nie są słabe i nakręcają temperaturę, którą podgrzewają jeszcze na wosku DJ Kostek i Returnersi. Przyznam, że Lanek, choć nie jestem fanem jego twórczości, zrobił fenomenalny trak do '451 stopni Farhrenheita' - podobnie sprawa wygląda z SoDrumatic'iem, którego zazwyczaj nie trawię, a tu ragga-dubowy 'Za legalizacjom' to killer. Naprawdę to dobry kawał muzyki.   
    Gural zwolnił trochę. Ale nie na tyle, żeby zamulać. Wręcz przeciwnie, na tych oszczędnych podkładach technicznie dzieje się całe mnóstwo rzeczy, a flow zmienia się jak w kalejdoskopie. To spadają nam na głowę kaskady podziesiętnych rymów, to Gural sieka linijki niczym krasnolud toporem rąbał tolkienowskie orki. Porównanie nie jest tu na wyrost, bo rapperowi nie obce są wątki fantastyczne, ale także kulturalne i kulturowe, czy nawet geograficzne i matematyczno-fizyczne. Teksty to zupełny ego trip, MC przeskakuje od tematu od tematu i w zasadzie tysiąc myśli umie zmieścić w jednym kawałku. I tak na zimno myśląc, chłodno kalkulując, to bzdety bez sensu, rymy dla rymów. Jednak ciężko odmówić tu Guralowi charyzmy i pomyślunku - wszak aby poskładać te wersy tak, aby płynnie przechodziły z wątku w wątek też się trzeba natrudzić. A i łatwo wyłapać tu konkretne porównania i pancze - choć tych jest już sporo mniej na tym albumie. Za to całe mnóstwo jest odwołań do dorobku szeroko pojętej sztuki: malarstwa, prozy, czy muzyki, a także do etnograficznych zainteresowań rappera. Przelatujemy przez szczyty górskiej, wychodzimy z lasu równikowego, aby usiąść w zaciszu, przeczytać książkę i obejrzeć wystawę malarstwa. To album o wszystkim. Wszystkim na raz, ale nie o niczym. Raczej o Nitschem - tanie porównanie, ale chuj. Jedynym gościem jest tu Małpa - co tu mówić - bardzo dobry powrót.    
    To nieco inny album, niż te, do jakich przyzwyczaił nas Gural. Muzycznie jest spokojniej, oszczędniej, ale bardzo dobrze, bo to podkłady, które mają świeżość i pierdolnięcie. Dobrze. Sam Gural pokazuje ile ma skillsów - i choć wspominałem o tekstach, które można odebrać jako bełkot, to jednak stylistyka i sposób składania słów wymusza respekt. Nikt tak nie potrafi składać wielokrotnych i tyle. Ciekawe jest wydanie płyty - czyżby Gural miał zamiar zostać malarzem\marszandem, jak Swizz Beatz? Damn. Tak, czy owak, to świetna płyta, choć... mogła być odrobinę lepsza. Cóż... czyżby najlepszy album Gurala?

OCENA: 5-\6

NAWET GURALA NIE WYSZUKUJE? CO TO ZA UPDATE? TU KLIKAJ PO KAWAŁEK

niedziela, 6 grudnia 2015

RYTUAŁ - RYTUAŁ

Ciemna Strefa 2015

1. To moje miejsce
2. Sztos
3. M.P.W.
4. Możesz kochać, możesz nienawidzić   feat. BONUS RPK
5. Czas
6. Syf
7. Wyjebane
8. Każdy dzieciak
9. One shot
10. Brutality
11. Nie chcę   feat. WACO
12. Psy
13. Zrozum   feat. WACO

    Choć Rytuał nagrywa nie od dziś, to jest to dopiero jego debiut. Co gorsza, to zbiór kawałków, które chłopcy z Wołomina, Mokotowa i Bródna nagrali na przestrzeni lat. Nie lubię takich składanek z odgrzewanych kotletów, bo a) takie numery nie są zazwyczaj świeże i trącają myszką, b) nie odzwierciedlają obecnej formy wykonawcy.
    Czwartym członkiem zespołu (bądź pierwszym, zależy od której strony patrzeć( jest bródnowski producent Jarus. To on właśnie odpowiedzialny jest w całości za podkłady, czasem robiąc je samemu, czasem we współpracy z Wowo. Na dekach drapie również Jarus - i to jest najświetlejszy punkt strony muzycznej. Nie powiem, że jest to jakaś wyjątkowa i szczególna muzyka - ciężkie perkusje, ciężki bas, ciężki klimat. W instrumentarium dominują niskie tony klawiszy i nieco elektronicznych dźwięków. Nie jest to nawet złe, bo Jarus i Wowo umieli to wszystko poskładać w miarę przyjemnie. To dość zwyczajne kawałki, typowo uliczne, okraszone na pocieszenie naprawdę dobrymi skreczami Deszcza.  
    Rytuał to trzech rapperów. Cinek z Wołomina to dość typowy ulicznik z ciekawym, głębokim głosem, mający kilka niezręcznych wejść typu 'świat się zakręcił jak na jajach włosy'. Baks z Mokotowa ma wyższy głos, często nieznacznie gubi się na bitach, a jego wersy są dość brutalne i z małym wyczuciem. Arecki zaś nawija dość szybko zachrypniętym głosem i wydaje się tu być najciekawszym zawodnikiem. Jednak, tak jak muzyka, tak i wersy są również najzupełniej zwyczajne, czyli typowa ulica: prawilne życie, dążymy do spełnienia marzeń, życie takie trudne, ale my wiemy, co jest ważne. W 'Brutality' chłopcy spróbowali, nawet dość udanie, wjechać w klimat horrorcore. No i dobrze, no i fajnie, przeszkadzają tu jednak te krzywe wejścia, a także mocno niezręczne rymy, czasem powodujące grymas niesmaku. To samo robi Bonus, świeżo poza kratami, wchodzący z wersami 'kasa kasa kasa, za tę kasę obciągną ci nawet kutasa'. Na mikrofon wpada tu również dawno niesłyszany Waco, śpiewający w dwóch refrenach.
    To taka zwyczajna, rzemieślnicza płyta uliczna, która na pewno znajdzie swoich fanów. Uliczny styl warszawski, wiesz, pełno tego. Nie jest to wcale bardzo słaba płyta, jest kilka traków nawet niezłych, tak jak 'Wyjebane' z próbami autotune w refrenie, trochę w klimacie Houston. A, no i podoba mi się wydanie albumu, w tonacjach czerni i szarości, oszczędnie i klasycznie, ale z pomysłem i fajnymi zdjęciami.

OCENA: 3\6

NAWET DO LEGALI NIE MOGĘ ZNALEŹĆ LINKÓW W WYSZUKIWARCE BLOGGERA, WIĘC WŁAŹ PO TEJ LINCE NA PROMOMIX

sobota, 5 grudnia 2015

GENY - PROSTO Z SERCA

nielegal 2015

1. Styl
2. Chcesz Znać Przyszłość
3. Modus Vivendi   feat. PATRYCJA RUTKOWSKA, PĘKU
4. Definicja Zdarzeń    feat. KAMIL JABŁOŃSKI, NONAME, PĘKU
5. Jestem Wolny   feat. HARRY K.
6. Te Chwile
7. Świat Się Zmienia   feat. PATRYCJA RUTKOWSKA
8. Sam Do Końca   feat. ANNA SOSZYŃSKA
9. Nie Taki Zły
10. Znasz Mnie
11. Prawdziwe Życie Vol.1
12. Etos
13. To Co W Trawie   feat. QUERK
14. Nie Każdy Pozytywny
15. Prawda W Oczy Kole   feat. RADOSKÓR
16. Prawdziwe Życie Vol.2   feat. PAWLAK
17. Nie Wiesz O Co Chodzi?
18. Twoje Zdrowie  feat. RADOSKÓR, BORIXON  

    W tym roku wyszła płyta kieleckiego Abordażu - przyznam, że nie była powalająca na kolana, tym bardziej, że wyszła na legalu i można było się spodziewać po tym, że to oficjalne wydawnictwo, lepszych nagrań. Kilka miesięcy później, jeden  z członków składu, Geny, wypuścił swój solowy materiał.
    Produkcję na tym materiale można podzielić na dwie części: Sakier, Querk, Haaru, Breathtaking Beats i freeshare. Ogólnie podkłady dają się zamknąć w szufladzie 'klasyka', choć ciężko powiedzieć, że mają one coś wspólnego ze Złotą Erą, czy bumbapem. Te friszery to dość beznamiętne traki, wyjałowione z sampli (wiadomo, sprawy copywritingu), oparte o prostą perkusję i parę dźwięków z kibordu. Zazwyczaj spokojne i melancholijne, choć bit Haarego do 'Modus Vivendi' spokojnie mógłby znaleźć się na płycie Verby i nikt by się nie zdziwił. Na szczęście sytuację ratuje tu choć trochę Sakier, który umie poskładać bit z sampli - i to taki, do którego kiwa się głowa. Weź 'Te chwile' - to naprawdę dobry numer. Ale takich jest zdecydowanie za mało. Muzyka jest nudna i bezpłciowa. Nie pomagają skrecze od DJ Soina, czy DJ Łapy.
    Ok, Geny jest szczery i autentyczny - to jego atut. Z drugiej jednak strony to rapper bardzo nierówny, który umie zrobić poprawne numery ('Styl', 'Te chwile'), ale potrafi położyć całość tym, że gubi się na bicie, czy usiłuje popełnić łzawe wersy (tragiczne 'Modus vivendi), co wychodzi żałośnie. Geny często robi takie kawałki, od których dziewczętom robią się miękko w kolanach: miłość, uczucia, te klimaty. Nie jestem pewien, czy o to dokładnie mu chodziło, ale taka mieszanka romantyzmu i twardszych, życiowych traków, czy numerów o rapie, nie jest do końca strawna. Bo dla kogo to tak naprawdę jest? Wiem, że nie dla mnie... Są tu również goście, głównie kieleccy kumple. Pęku skończył się na swoim debiucie legalnym - powrót po latach był niepotrzebny. Querk wybija się fajnym wokalem i umiejętnością rymowania, NoNaMe zaś wręcz przeciwnie. Radoskór zaś to już prawdziwa tragedia, symbolem jego upadku jest zwrotka w 'Prawda w oczy kole' - nie dość, że rymy są absolutnie prostackie i zwyczajnie beznadziejne, to jeszcze flow jest zupełnie z dupy. Może dopiero Pawlak pozwala sobie na dobre wejście, chociaż to 'wyłanczając, mówiąc pa' działa mi strasznie na nerwy. No i Borys daje radę, zwłaszcza na tle kolegów... 
    Największym problemem albumu jest to, że jest on śmiertelnie nudny i wtórny. Tu się po prostu nic nie dzieje. Zbyt mało jest momentów, do których można wrócić - wszystko jest płytkie i beznamiętne. Nie polecam, choć jak widziałem na kanale YT, trochę ludzi propsuje. Ale to rzecz nie dla mnie.

OCENA: 2+\5    

SPRAWDŹ SOBIE TO CO TU

piątek, 4 grudnia 2015

WIELKI FORMAT - ZASIĘG WIRUSOWY EP

nielegal 2015

1. Zasięg wirusowy
2. To
3. Nie wszystkim można pomóc
4. Świadomość
5. To (Remix)

    Drugi album czteroosobowego składu
    Marik, TMK Beats i Wredny - to są osoby, którym powierzono produkcję tego krótkiego materiału. I słusznie, i fajnie. Dali nam oni kilka podkładów, które choć nowocześnie zaaranżowane, tkwią dość głęboko w klasycznych korzeniach hip hopu. Gdyby zrobić wykres, na biegunie klasycznym znalazłby się Wredny z 'Nie wszystkim można pomóc', a na przeciwległym końcu stanąłby TMK, nieco bardziej syntetyczny i bangerowy - i, powiedzmy sobie szczerze, najciekawszy tutaj. Przynajmniej, jeśli chodzi o numer tytułowy, bo 'Świadomość' leci za bardzo cloudami, czego nie znoszę. W składzie WF jest też DJ Francuz, co znakomicie podnosi walory muzyki - szkoda, że tak rzadko chłopcy go wykorzystują.    
    Votec jest sprawnym rapperem, dobrze lecącym po bitach. Żupan ma wyższy głos i leci nieco szybciej. Frytek zaś wyraźnie dzieli linijki, jest nieco toporny, ale nie znaczy, że słaby. Cała trójka radzi sobie nieźle, składają wersy w konkretne teksty, tylko o czym jest ta płyta? Cóż, w zasadzie o wszystkim i o niczym. Trochę bitewnych wersów, coś o żywocie zwykłego człowieka... To tylko cztery numery, więc multum treści też nie możemy oczekiwać. Nie ma tu nic do cytowania, ani zapamiętania, ale to są zwyczajne, porządnie poskładane rymy.
    Kolejny album Wielkiego Formatu i następna porządna, naprawdę niezła płyta, która zupełnie nic nie wnosi. Jednak, tak jak pierwszy materiał, warto to sprawdzić, na pewno wielu osobom spodoba się to brzmienie, jako i mi się spodobało.

OCENA: 4\6

WKURWIA MNIE WYSZUKIWARKA YOUTUBE NA BLOGGERZE, BO NIE WYŁAPUJE NCZEGO, CO JEST POTRZEBNE, DLATEGO WSTAWIAM TE DEBILNE LINKI

czwartek, 3 grudnia 2015

MIRO - MIP (MOST IMPROVED PLAYER)

nielegal 2015

1. Intro (Jestem w formie)
2. Ćpaj to    feat. GĄBKA
3. Emocje   feat. MELNY
4. MIP
5. Tandeta   feat. ŁAPA
6. Uniwersalny MC    feat. MAJO GLC
7. Błędy

    Miro to jeden z tych lokalnych typów, których nikt nie ogarnia poza powiatem. Nigdy o nim wcześniej nie słyszałem, co wprawdzie o niczym nie świadczy, ale z drugiej strony Miro nie pojawiał się na zbyt wielu produkcjach - The Prominentz, jaki tworzy z Beemem, też nie jest bardzo znany.
    Za to produkcję powierzono personom dość znanym - przede wszystkim dominuje tu Donde. Ma on z jednej strony klasyczne, z drugiej nieco unowocześnione podkłady. Szybkie, energetyczne i konkretne, choć niekoniecznie odkrywczo. Wydaje mi się czasem, że choć Donde robi całkiem porządne bity, to brak mu od dawna świeżości - przyznam jednak, że podkład do tytułowego traku jest naprawdę niezły, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę skrecze DJ Cumz'a. Drugą znaną parą jest krakowski producent Whtt we współpracy z Klimkiem i od nich mamy tu parę klasycznych, sympatycznych kawałków, opartych na samplach. Poza nimi, jeden bit dał Empe - to ciężki wejściowy trak, coś w stylu pierwszej płyty PMD.
    Choć wcześniej nie znałem Miro, nie mogę żałować, że go poznałem. To wprawdzie dość typowy rapper z podziemia, ale z tej wyższej półki. Nawija przyjemnie dla ucha, flow jest równy, nie potyka się na werblach - wszystko jest naprawdę w porządku. Tym bardziej, że teksty też ogarnięte są naprawdę porządnie - Miro to taki twój rapper z bloku obok, który gada o dobrze znanych tematach, które są uniwersalne dla każdego, obojętne skąd pochodzi. Coś o ulubionej muzyce i procesie twórczym, coś o życiu - tak ogólnie. I może nie ma tu za bardzo co cytować i się zachwycać, jednak Miro daje spokojnie radę. Gorzej z gośćmi, z których chyba tylko Melny dźwignął temat, bo reszta jest mocno przeciętna.
    Zaskakująco fajna płyta, oparta o klasyczne i bujające podkłady, z porządnym rapperem na tych bitach. Na pewno warta rzecz sprawdzenia - nie jest to żaden szał, ale może się to podobać. Ja polubiłem - krótka, acz konkretna płytka.

OCENA: 4\6
    
TU SPRAWDŹ

środa, 2 grudnia 2015

COMSON - COMSONSONGO EP

nielegal 2015

1. Hałas
2. Smocze kule
3. Idę na spota 2    feat. DZIABSON
4. Nie znam
5. Reguły
6. Propan-butan
7. Wlekę się
8. Podskakuj
9. Cały on   feat. METROWY, DZIABSON, HK RUFIJOK
10. Tak jak my
11. Schemat

    Podkarpacka scena nie jets w Polsce bardzo popularna, choć może i Therapia Banda ma tu swoje mieksce. Najbardziej ze składu znany jest chyba Dziabson, który wraz z Edkiem wydał w tym roku całkiem przyzwoitą płytę. Do Therapii należy również Comson, bohater tej recenzji.
    Muzykę tu można podzielić na trzy części: MIYO, EDK i Bóg wi co, czyli zapewne friszer. Nie ma w sumie znaczenia, kto robił i które, bo wszystko popełnione jest w podobnym klimacie. Całość to bardzo ładnie toczące się, klasyczne podkłady. Sporo tu pociętych sampli, nisko leżącego basu i bumbapowych perkusji. To taki niezobowiązujący hip hop, nie mający ambicji na pseudo artystyczne wariacje muzyczne. Bez zadęcia, zgodnie z klasycznymi zasadami, producenci zrobili to, co mieli wykonać. Fajne, kiwające głową podkłady pozawalają rapperowi na bezpieczny lot niczym sam Songo po swoje smocze kule (czy coś tam takiego). Ok, w 'Poskakuj' ciężko dopatrzyć się klasyki, ale nie jest to żaden trap, raczej pewien miks południowego grania z Dr. Octagonem.
    Może i Comson nie jest graczem I ligi, ale chłopak daje sobie radę na majku. W zasadzie, niewiele mu brakuje, zwłaszcza, że na legalu zdarza się sporo słabszych typów. Ma on swój własny, mocno elektryzujący styl, pełen werwy i emocji, dzięki czemu nakręca on tempo płyty i tak niezłe dzięki podkładom. Z jego wersów przebija chęć dobrej zabawy, rapper nie ma zamiaru się spinać i filozofować albo robić z siebie gangstera, nawet, jeśli opisuje pewne życiowe sytuacje. Sporo tu imprezowych akcji, trochę bragga / rymów bitewnych / ego tripu, płyta zdominowana jest przez luźne akcje, zdarzające się każdemu, kto obraca się w towarzystwie. Goście to typki, które wybornie rozumieją ton Comsona - wszak Dziabson to jego koleś, a i Metrowemu i Rufijokowi nie trzeba tłumaczyć, jak nawijać ze swadą kawałki balangowe. 'Ciężko jest żyć lekko tak jak my' - to słowa będące mottem przewodnim albumu.
    To bardzo fajny album, nagrany wyraźnie dla przyjemności - i z taką właśnie przyjemnością się tego słucha. Bez ciężkich tematów, bez gimnazjalnych filozofii: prosto, z sercem. Warto tę pozycje sprawdzić - pół godzinki fajnego hip hopu.

OCENA: 4+\6

DAJ SOBIE POSŁUCHAĆ

wtorek, 1 grudnia 2015

KNESU - RAPSY, KWASY, ADIDASY

Frose Nagrania 2015

1. Intro 
2. Po Reinkarnacji 
3. Brudny styl
4. Sranie w banie muzułmanie
5. Do góry 
6. Wypas
7. Dzięki
8. A MY (Najebiemy znów się)   feat. PICIA, HOLLOW
9. Popiół 
10. Powiedz mi
11. Fortuna 
12. Samoloty 
13. Nie Banglasz (remix)
14. I love patologia 
15. BONUS Niebo (remix)

    Rzadko trafia się coś ze sceny ozorkowskiej - a przecież taka istnieje, nawet jeśli nie masz o niej pojęcia. Knesu nagrywał ten materiał przez ostatnie dwa lata i wreszcie w tym roku wypchnął najlepsze rzeczy na mikstejp, mający zwrócić uwagę na rappera.
    To mikstejp, a więc nie oczekuj oryginalnych bitów - to po prostu w miarę dostepne i brzmiące w miarę popularnie. Knesu pociągnął podkłady, które są nowoczesne, ale bezpieczne, nie odważył się na jazdę bez trzymanki. Muza prezentowana na tym materiale jest dość oczywista, choć bujająca, bez słodzenia i bez zamuły. Zdarzają się jednak wyjątki, takie jak 'Wypas' - w założeniu chyba żart, ale wyszło tragikomiczne disco polo, którego nie byłem w stanie przełknąć. Dotrwałem do 1:10 po uprzednim skipnięciu wejścia. Z drugiej strony ciekawie wyszedł 'I love patologia' na muzyce do 'I love rock'n'roll' Joan Jett & The Blackhearts - pomijam tu tekst. No i trzeci odjazd to trapowy 'Niebo'. Większość jednak podkładów jest nieco w stylu Aftermath Records, czasem wpada to w nowojorski rap ostatniej dekady... Nowocześnie i zwyczajnie, choć całkiem ok. 
    Knesu jest całkiem przyzwoitym rapperem - ma wykształcony styl, potrafi odnaleźć się na bicie i nie brzmi jak cała banda rymujących wacków. Technicznie więc jest ok, nie można się czepiać. To, co mi u Knesa najbardziej przeszkadza, to jego typ dowcipu, rodzaj gimnazjalnego sarkazmu i ironii. Wpadną czasem ciekawsze wersy, ale linijki typu 'bo ty jesteś gównem, a my najebiemy znów się', czy tytułowe 'sranie w banie muzułmanie' są bardziej żenujące, niż zabawne. Nieco lepiej robi się, kiedy ta pseudo ironia zamienia się w nieco poważniejsze tematy, jak w 'Popiół', czy 'Powiedz mi'. Udają się również kawałki bragga 'ja tu wjeżdżam, martwa przestrzeń, zjadam miejsce, #magda gessler', choć i te poważne i bragga nijak nie wpisują się w ten plebejski i kabaretowy klimat pierwszej części albumu.
    Mocno nierówny materiał. Początek mnie odstraszył, 'Wypas' wręcz prawie spowodował porzucenie odsłuchu - to nie mój gatunek żartów. Ale kiedy w drugiej części robi się poważniej i bitewniej, brzmi to wszystko sporo lepiej. Zresztą, sam Knesu jest porządnym rapperem, którego słucha się nieźle, jednak spokoju nie dają te tragikomiczne wersy.

OCENA: 3\6

SPRÓBUJ SOBIE

poniedziałek, 30 listopada 2015

PECH PROJEKT - 79

Palmy 2015

1. Siekiera 
2. PORuta 
3. Na pohybel
4. Manifest 
5. Wypierdalać 
6. Insomnia 
7. Jestem kim jestem, inny nie będę 
8. Jak nigdy przedtem 
9. Sól w oku 
10. Człowiek jest rzeczownikiem, którym rządzą przypadki 
11. Bruksizm
12. Trzaski 
13. Lobotomia 
14. Oczy szeroko zamknięte 
15. Tego chcesz? 
16. Głośny szept

    To kolejna z tych płyt, co to nie wiadomo o co chodzi. Ale kiedy obejrzałem okładkę, okazało się, że PECH Projekt to dwóch byłych reprezentantów Układu Warszawskiego, tworzących zespół DRiB te 20 lat temu: Cha i Pesx79. Miałem niegdyś nagrane audycje Druha Sławka, kiedy prowadził w Radiostacji swój program i na nich trafiły się jakieś nagrania DRiB - ciężko było tego słuchać, naprawdę. Aż pamiętam do tej pory, choć sam Układ trafiał do mnie w 1998 roku.
    Pech Projekt to duet rapper - producent. Tu muzyką zajął się Cha i, choć nie jest to łatwo przyswajalna muzyka, coś w niej jest. To ciężkie, podziemne granie, swoista mikstura szuflad wytwórni Rhymesayers, Company Flow, Abstract Tribe Unique, Subtitle i tym podobnych rzeczy. Bity mają mocne pierdolnięcie, przetykane są całym mnóstwem cytatów filmowych, a sample tworzą pajęczą sieć, oplatającą lepkimi mackami uszy. Bity gniotą, zaskakują niecodziennymi przeskokami, są ciężkie i choć początkowo mogą odpychać, to jednak coś w tym jest. Syntetyczne dźwięki mieszają się ze smykami, czy samplami pociągniętymi z różnych kawałków o coraz to innym pochodzeniu. Sodoma i Gomora. 
    Pesx79 nigdy nie należał do czołówki Układu, nie mówiąc już o scenie w ogóle. Lekko olewcze flow, ignorujące rytm, może drażnić i czasem nie pozwala się skupić na tekstach. A teksty, jak to w Palmach, są obrazoburcze, antysystemowe, pełne brudu i jebania słabych jednostek. 'Jestem niepokorny nie dlatego że tak wypada' - i słusznie, choć niewątpliwie nie każdy to zrozumie, nie mówiąc już o propsowaniu. Może gdyby Pesx miał niezły styl i technikę, może gdyby całość nie była tak złożona i przewrotnie intelektualne, zdobyłoby to więcej fanów. Może gdyby znalazły się tu jakieś chwytliwe refreny. Może... Byłaby to wówczas inna płyta. Ale nie jest i nie będzie, bo postukładowe klimaty nie są dla każdego, rapperzy mają tyle samo fanów, co zaciekłych wrogów, odmawiających im miejsca na scenie.
    Czy to album, który warto sprawdzić? Cóż, i tak i nie. Tak, jeśli lubisz hardkor i rzeczywiste podziemne granie. Jeśli stawiasz na przekaz, a nie formę, na bezkompromisowość zamiast na przebojowość. Nie, jeżeli nie jesteś w stanie słuchać kolesia o nieco radykalnych przekonaniach, nie przejmującego się ani swoją techniką, ani tym, czy będziesz skłonny tego posłuchać - ma cię w dupie. To niewątpliwie oryginalna rzecz, na pewno najlepsza Pesxa, ale nadal zbyt trudna dla większości słuchaczy.

OCENA: 3\6

SPRAWDŹ, BO CZEMU NIE

niedziela, 29 listopada 2015

LAJT & TAFEL - FUNKY BLUNTY

Asfalt 2015

1. Funky Blunt
2. Brudna piwnica
3. Inna planeta
4. Otchłań
5. Szkoła
6. Pacman
7. Pan w garniturze
8. Zima bez śniegu
9. Jaskiniowcy
10. OCB
11. Wracam, wyjeżdżam
12. PKP

    Jestem fanem Lajta już od 2011 roku, kiedy w moje ręce wpadł 'Dzień Świra'. Album z Innotikiem tylko ugruntował tę pozycję. Tafel pojawiał mi się tylko w jakiś gościnnych numerach, ale przyznam, że nie zwracałem na niego większej uwagi, ale jeśli mam słuchać Lajta na bitach Innotikia, to zawsze i wszędzie.
    Innotic zrobił tu cały album, a że chłop tkwi głęboko w Złotej Erze, to materiał jest aż gęsty od sampli i brzmień z pierwszej połowy lat '90. Gęste perkusje bum klap bubumbum klap, niski bas i sample, które przenoszą nas do czasów, kiedy na kasetach słuchało się House Of Pain, Artifacts, Lords Of The Underground, czy PMD. Taki nowojorski rap, wiecie, Bronx in da house in '93. Do tego Eprom, który odpowiada tu nie tylko za skrecze, ale i za miks i master - któż inny pasowałby bardziej? To wyborna podróż do NY lat '90, tyle, że z początku przyznam, że wcale nie chciałem wracać, bo urzekły mnie te piszczące dęciaki i ciężkie basy, a także funkowe i soulowe sample, które często można odnaleźć na płytach złotoerowych. Buja, do tego buja mocno. Świetna rzecz i wcale nie tylko dlatego, że mam sentyment do tych klimatów. 
    O ile Lajta znam i lubię jego spokojne flow oraz uszczypliwe i sarkastyczne teksty, to Tafel, choć niewątpliwie go słyszałem, zrobił na mnie równie dobre wrażenie. Chrypiące, energetyczne flow świetnie urozmaica spokój Lajta i wzbogaca album. Spokojnie Tafel odnalazłby się również na albumie Hurragun. Trochę warstwa tekstowa się rozmywa, ale rozumiem, że konwencja albumu tego wymaga: Lajt nie błyszczy tu błyskotliwymi wersami, dostosowuje się do stylu Tafela. Dominuje tu bragga i ego trippin, choć troszkę opowieści z życia też się tu trafia. Przeważa jednak zabawa słowem i stylem, co ma swoje dobre i złe strony.
    Jakby nie było, to świetny album. Może trochę się rozczarowałem płycizną liryczną, bo spodziewałem się więcej po Lajcie, ale to przecież nie jego solówka, c'nie? Klimat niesamowity, doskonała wczuta, poczułem się dwadzieścia lat młodszy.

OCENA: 5-\6  


SPRAWDŹ

sobota, 28 listopada 2015

KLIF - LABIRYNT SNÓW

nielegal 2015

1. Awers – Dziwnie wcześnie  
2. Dwie pasje 
3. Oskarowe role   feat. MROKU 
4. Nie patrz na innych  
5. Lokalny patrioja   
6. Demony przeszłości 
7. Laboratorium 
8. Cena wartości    feat. OXON 
9. Coś więcej niż rap    feat. HARY   
10. Labirynt snów 
11. Skillstynkt   feat. MAMEN ARKANOID, SZACHU, KAES 
12. Rewers – Niebezpiecznie późno
13. W dobrej wierze 
14. Toksyny 

    Klif zagościł w moich głośnikach na dobre ze dwa lata temu, kiedy wraz z Arkanoidem wydali wspólnie płytę. Pomimo nieco death metalowej okładki nie można się zrażać, bo od wielu lat wałbrzyskie podziemie dba o jakość swoich nagrań. Zawsze więc chętnie sięgam po ich materiały.
    Wcześniejsze rzeczy produkował głównie Zamot - tym razem próżno go szukać na trakliście. Mamy za to cały zespół znanych bardziej lub mniej bitmejkerów, wspieranych przez DJ Qmak'a i DJ Mixair na wosku. To klasyka brzmienia z tradycyjnymi perkusjami, na których hulają sample, przycięte przez producentów tak, aby bujały głową. A sample są różne, począwszy od funków, przez rockowe gitary, skończywszy na polskiej muzyce rozrywkowej. Enigma, Babek, Hauas, b2M, YBeat, Szur, Stereotyp, Dżeremi Szikago, Lema i Ironic stworzyli dość typowe podkłady dla wałbrzyskiej szkoły jazdy: nieco hałaśliwy, szybki i pełen sampli. Jest tu parę naprawdę trafiających bitów, choć i reszcie niewiele brakuje. Jedyny minus jest taki, że to mogłaby być płyta 3W.    
    Nie da się ukryć, że Klif związany jest z wałbrzyską sceną, tą, która orbituje wokół Trzeciego Wymiaru. Kaskadowo poskładane rymy, energetyczne flow i słowa wyrzucane z pasją, często z prędkością karabinu maszynowego. Z rapem jest tu jak z bitami, jest typowo dla miejscówki. Wszystko rymuje się ze wszystkim, rym goni rym, wers goni wers. Nie ważne, czy Klif gada o życiu i ludziach, czy (rzadziej) bragga, brzmi to niestety nieco podobnie - nie tylko do każdego poprzedniego wersu, ale i w ogóle do klimatu 3W. Nie znaczy to, że Klif jest słaby - wręcz przeciwnie, jest naprawdę dobry, choć jakby wsadzić go na album 3W, mógłby robić za pełnoprawnego członka zespołu. Z gości doskonale wypadają Oxon i Hary, choć i posse trak 'Skillinstynkt' wypda doskonale, kiedy Mamen i Szachu lecą w doskonałym stylu.
    To naprawdę niezła płyta. Ma jednak spory minus - kiedy chcę posłuchać 3W, włączam płytę 3W i nie potrzebuję podróbek. Rozumiem, że to ten sam obóz, kolesie itd, ale warto chyba mieć swój własny, unikalny styl... Trochę przypomina mi to sytuację składanek Mo Thugs: główne skrzypce grają Bone Thugs, a reszta, o wręcz bliźniaczych stylach, próbuje dorównać. Klif nawet dorównuje, ale nie ma w tym nawet krzty oryginalności. Dla fanów 3W. Przyznam, że nieco się rozczarowałem.

OCENA: 4\6

POSŁUCHAJ SE ZIĄ

czwartek, 26 listopada 2015

JRX & SZYMSZON - O DWÓCH TAKICH CO UKRADLI KRAKÓW

Gremium 2015

1. Siema
2. Energia bez zbędnej filozofii   feat. BB_HUNTER
3. Lodołamacz
4. Postman Pat
5. Nieobowiązki
6. Self-Made Man   feat. WODZU, FREAK
7. Big apple    feat. ERDOY
8. Nara
9. Wakacje z duchami

    Dwóch kolesi z Krakowa, JRX i Szymszon, postanowili zadziałać wspólnie i wypuścić krótki, acz treściwy materiał. Obu znam z poprzednich swoich albumów i przyznam, że zapisali się oni dobrze w mojej pamięci. 'Monumenty' JRX były bardzo porządnym podziemną płytą, a propozycje Szymszona, czy to solowe, czy z Michalakiem na bitach, były równie udane.
    Każdy numer tu ma swojego producenta i każdy z nich jest kumplem rapperów z poprzednich projektów i z krakowskiego podwórka. MC, Innotic, Eigus, JRX, Kozim, Nitro, Kosaa, Karaś i Whtt to pełen skład bitmejkerów. Robią oni dość różne rzeczy, jednak wciąż bardziej w stylu klasycznym. Tu przoduje Innotic, robiący doskonale wyczute, samplowane traki, które naprawdę bujają karkiem. Choć i JRX'owi nie można odmówić wyczucia sampli. Tylko Eigus nieco wymknął się z szufladki, bo jego podkład jest zdecydowanie bardziej unowocześniony - choć nadal w klimacie. Producentom wtóruje DJ Simple i w całości to całkiem porządna robota - podziemne brzmienie o ciepłych barwach i nieco jazzującym, nowojorskim klimacie Złotej Ery. W zasadzie każdy z producentów dał tu równy kawałek i każdy z nich jest naprawdę w porządku.
    Podobnie rapperzy - obaj rymują ze swadą, mają niezły styl, a ich flow płynie. Co więcej, ich poziom jest mniej więcej równy, więc gorzej słuchaczowi robi się tylko wtedy, kiedy wchodzą.... goście. Ups. W sumie lirycznie nie dzieją się tu cuda, bo to takie normalne, undergroundowe rymy o życiu, zabawie i muzyce. Nic odkrywczego, ale przyjemnie się słucha rapperów, którzy nie kaleczą stylu i ładnie płyną po werblach. Jak wspomniałem, zawodzą goście - może poza Hunterem, bo reszta jest bardzo przeciętna.
    I znowu JRX i Szymszon dali sobie radę. To bardzo porządna podziemna produkcja, którą warto sobie sprawdzić. Nie będzie to hit, Krakowa nie ukradli, wbrew tytułowi, ale za to słucha się tego całkiem sympatycznie. Klasycznie, korzennie, podziemnie. W dobrym tych słów znaczeniu.

OCENA: 4\6 

posłuch

środa, 25 listopada 2015

RYFA RI & PEKRO - MIEJSKIE STERY

Hemp 2015

1. Miejskie
2. R!
3. IZM
4. Trip
5. Plan A
6. Juels
7. Moda
8. VO
9. Yo?!
10. Oddychaj
11. Lot
12. 11/12
13. Stery

    Przyznam, że czekałem na album Ryfy, bo jest to bardzo obiecująca rapperka, która, jako jeden z bardzo nielicznych żeńskich głosów, była w stanie mnie do siebie przekonać. I oto jest, i choć wydaje ją Hemp, to nie spodziewałem się zbyt ulicznej jazdy, przecież Ryfa nie jest gangsterką, ta?
    Pekro zajął się produkcją całego albumu, wspomagają go tylko na dekach DJ Gram, DJ Kebs, Kosa i Mr. Ed. I bardzo dobrze. Dzięki temu dostajemy całkiem klasyczny zestaw podkładów, dopracowanych i dosmaczonych na ostro skreczami. Trochę to brzmi jak połączenie klimatów Detroit i NY, z dyskretnym, acz zauważalnym zawiesistym stylem, typowym dla polskiego rapu ulicznego. Jednak Pekro umie bardzo przyjemnie wyważyć balans pomiędzy stylami i muza nie dość, że pasuje idealnie do rapperki, to jeszcze sama w sobie robi dobrą robotę. Muzycznie zatem to bardzo równy album, nie da się wyróżnić specjalnie jakoś jednego bitu - wszystkie są naprawdę dobre. Propsy dla Pekro
    Przyznam, że nie rozczarowałem się. Aksamitny głos Ryfy i jej doskonałe wyczucie flow i umiejętność śpiewania to jej niezaprzeczalne atuty. Jest to jedna z niewielu dziewcząt, potrafiących rymować i mających wersy na dość wysokim poziomie. Choć i tak sytuacja na naszej scenie się poprawia pod tym względem, to i tak Ryfa trafia na pudło bez pudła. Inteligentne, życiowe wersy, poskładane w linijki, których nie trzeba gonić, ani rozwlekać, by trafić w werbel. Ryfa jest gorzka, refleksyjna, ale nie zamula. I choć niespecjalnie da się zacytować jakiś elektryzujący wers, to te teksty mają coś w sobie, słucha się ich z uwagą. A że Ryfa jest tu sama - tym lepiej, jednak chętnie usłyszałbym tu Jeżozwierza, a może Hudego. Ale jak ich nie ma, to nic nie szkodzi.
    Bardzo przyjemny album. Jako sternik tej miejskiej łodzi podwodnej (podziemnej?) Ryfa sprawuje się wybornie. To jest w zasadzie to, czego się spodziewałem - miło kiedy ktoś spełnia twoje oczekiwania. To naprawdę fajny materiał.

OCENA: 5-\6

SPRAWDŹ SOBIE

piątek, 20 listopada 2015

OBER & ZIELICHOWSKI - ZIMA CO ZMIENIA NAS W LATO

MPRO 2015

1. Zima co zmienia nas w lato
2. Eternity
3. Śpij źle + zimne jutra (skit)
4. Zimne jutra
5. Święty     feat. JIMSON
6. Mierzymy wysoko
7. John Wayne
8. NWJCTW    feat. ZET
9. Piaski
10. Płomień
11. Niebo

    Zielichowski co jakiś czas wiąże się z kolejnym raperem i wydaje krótką, ale treściwą płytę. Tym razem, wespół z ziomkiem z miasta, w niecałe 12 miesięcy popełnili album, który zimę zmieni w lato. Bardzo lubię materiały od Zielichowskiego, więc chętnie sięgnąłem po te płytę.
    Bity, które tworzy Zielichowski, są pełne smaczków, siekających perkusji - wszystko zaś osadzone jest w klasycznym klimacie. Producent używa wygrzebanych skądinąd sampli, ubarwia je różnorodnymi brzmieniami osobiście wygenerowanymi. Daje nam to muzykę, która emanuje szacunkiem dla korzeni, ale nie siedzi zamrożona w kostnicy, tylko wychodzi naprzód czasom. Kwintesencją brzmienia jest chyba 'Śpij źle', gdzie sample zawinięte są na dość progresywnej perkusji - takich numerów jest tu zresztą więcej i wcale to nie przeszkadza. A powiem, że wręcz przeciwnie. To pomieszanie starego z nowym brzmi świeżo i bardzo przyjemnie.
    Fajnie jest posłuchać Obera - ma on dość prosty styl i proste wersy, ale z gatunku trafiających w sedno. Nie jest to typ rappera, który powali cię na ziemię, ale umie przytrzymać twoje uszy przy głośnikach. Opowiada on w zasadzie o wszystkim, co dzieje się wokoło i ciężko tu mówić o tematyce przewodniej - to taki ego trip po świecie. Niestety, czasem jego wersy poskładane są zbyt banalnie, nadrabia on jednak różnorodnością. Z gości, wchodzi tu tylko dwóch rapperów: dawno niesłyszany Jimson, który i tak pozamiatał, choć może nieco nieobyty, oraz Zet, któremu może bliżej Oberowi na mikrofonie, niż Zielichowskiemu.
   To tylko pół godziny, ale za to spędzone w całkiem dobrym towarzystwie. Głos Obera i bity Zielichowskiego wystarczyłby w zupełności, ale jest tu również trochę zbędnych rzeczy. Nie zmienia to faktu, że słucham albumu ze sporą satysfakcją - całkiem niezła rzecz, do sprawdzenia.

OCENA: 4+\6