sobota, 31 października 2015

BĘKARTY FORMY - INGLORIUS

nielegal 2015

1. Bez zaplecza
2. Ponad stan
3. Passa \ branża    feat. SAMSIN
4. Ja versus
5. Route 66
6. Prostsza wersja
7. Skit
8. Własna misja
9. Minimalistycznie
10. Inglorious
11. Grawitacja - ELWOODJACK feat. ALPHA (BONUS TRACK)
12. Jeszcze przyjdą - FINK TREE feat. RESPO (BONUS TRACK)
 

    Bękarty Formy - trudno o nazwę, która będzie zarazem wymowna, jak również wprowadzała w nieco bareistyczny świat. Na Alphę zwróciłem uwagę już jakiś czas temu - bardzo wpadł mi w ucho jego album na bitach Jaxa, a tym razem mamy pierwszy materiał od grupy, którą stworzył Alpha właśnie, wraz z Respo i Aistem.
    To własnie Aist jest tu producentem. Jako miłośnik muzyki soul i hard elektro, robi muzykę, która próbuje być złotym środkiem pomiędzy klasycznymi samplami soulowymi, a gęstą, komputerową elektroniką. Te bity przelatują jak nóż przez masło i zabierają cię na trip - to nie jest twój pierwszy lepszy dópstep, czy inny cloud, który można odbierać tylko na purple pills. Ta elektronika ma głębię, drugie dno, wyłażące spod perkusji, które również wcale nie są oczywiste. Mój Boże, czemu chowasz Aista przed uszami narodu? Jeśli tę płytę usłyszy więcej osób, to muszą zajarać się tym gównem, bo to gówno prima sort. 
    Słabi rapperzy zdolni byliby zepsuć nawet genialne podkłady. Na szczęście Bękarty zostały wyrzutkami nie dlatego, że są słabi, tylko dlatego, że są za dobrzy. I Alpha, i Respo doskonale radzą sobie na tych podkładach, które wcale nie są takie oczywiste. Przejrzysta technika, która nie zamula, tylko pozwala płynąć wraz z bitami i śledzić temat, uwypukla teksty. A nie są one wcale słabe - to przegląd obserwacji na temat życia i muzyki, podany w nieco filozoficzny, ale wciąż zrozumiały sposób. Obaj emce mają łatwość wypowiedzi, lecą jak Dreamliner do Chicago. Każdy wers jest przemyślany, nie ma wpadek stylistycznych, nie ma potknięć - jest świetnie. Jedynym gościem jest pochodzący z zadupia Kaliforni białas Samsin, który dopasowany jest do klimatu. Odmienna jest zaś końcówka płyty, bo na bonusach mamy kawałki, gdzie członkowie zespołu udzielają się gościnnie u Elwoodjack, disco-rockowego zespołu, gdzie Respo gra na basie (say WAT?), czy u Fink Tree, grającego brytyjskie klimaty - nie grajm, tylko rocka naturalnie.
    Kurde, niesamowicie świeży materiał, który łączy doskonałą robotę na majku z wybitną muzą Aista. Nie jestem pewien, czy te dwa ostatnie traki pasują do całości, ale mimo, iż nagrane z rockowymi bandami, są całkiem spoko. Świetny album, na pewno warty sprawdzenia, polecam.

OCENA: 5\6


piątek, 30 października 2015

MOSAD & KOCUR - LUDZIE-ROBOTY-SYSTEMY

Marathon 2015


1. Czysty jak łza
2. Sekator
3. Street credit   feat. HADES, KRAJNIK
4. Apollo
5. Trzy szybkie
6. Ludzie Roboty Systemy    feat. RAKRACZEJ
7. Tak jak Ty    feat. PARZEL
8. Maroko
9. Al Jazeera
10. Miejsce zbrodni
11. Marathon   feat. DIOX
12. Krótka historia czasu
13. Ultrafiolet
14. Outro

    Jak się okazuje, Mosad wyskoczył przed szereg swoich kolegów, dzięki którym wyszedł na powierzchnię. Kawałk z dioxem, czy wręcz ze szwedzkimi legendami Loop Troop dały mu niejaki fejm. Tu mamy znowu klasyczny duet - rapper i producent, czyli część Marathon Brothers, która tym razem bez Dioxa, wydała swój album.
    Kocur to kocur. Naprawdę, chłopak potrafi zrobić wyśmienite, podziemne podkłady, które fantastycznie hulają w głośnikach. Bum bapowe perkusje, świeże sample i klimat rodem z NY '94 robi tu doskonałe wrażenie. Ale nie myśl sobie, że to zwyczajne sp1200 i bit maszynka. Sir Mich dodaje czasem basu, czasem leci z trąbką - że nie wspominając już o skreczach i katach, których jest tu MULTUM. Niemalże co numer, to inny woskodrap: DJ Kebs, DJ Grubaz, DJ Falcon1, DJ Tuniziano, DJ Wojak, DJ Flip, DJ Skrusz... . Siedzisz, kiwasz głową i płyniesz z tą muzyką. Kocur ma niewypowiedzianą łatwość w składaniu hardkorowych, ciężkich, ale lotnych podkładów, które niosą rappera. Nie wiem, jak Mosad brzmiałby na kimś innym, ale z Kocurem uzupełniają się wybornie. Mnie to bierze.  
    Jaki jest Mosad? Cóż, jak sam mówi, 'to jak wejście smoka przełożone na rap'. To rapper nietuzinkowy, który swoją charyzmą i stylem umie zatuszować niedostatki techniczne - wypadanie z bitu, przestawianie akcentów i tym podobne akcje. Ale ten emce zamknie ci gębę panczami i tysiącem wersów bragga, które przesiąknięte są 'betonem na waszych blokach'. Mosad wymyka się nieco z szufladki, nie stosuje oczywistych rozwiązań i najczęstszym sposobem na wyrażenie swoich myśli jest ego trip - czyli przeskakiwanie od tematu do tematu. Mosad, pomimo wad, brzmi świeżo i bardzo dobrze. W sumie, goście średnio są potrzebni i jakby giną - najlepiej pokazał się tu Hades, nieco mniej Parzel, reszta znikła.
    Wyznam w tajemnicy, że jestem lekko zaskoczony poziomem nagrania. Mnie, staremu pierdzielowi, ten typ muzy wybitnie odpowiada. Doskonałe sample, mnóstwo skreczy, niezły w gruncie rzeczy rapper i klimat z podziemia Nju Jorka - bezcenne. Świetny album, jestem oczarowany.

OCENA: 5\6


czwartek, 29 października 2015

CHONABIBĘ - PANORAMY

Urban 2015

1. Nowe rozdanie
2. Stań i doceń
3. Pan ma relaks
4. Panoramy
5. To co lubię
6. Na odległość
7. Ł
8. Lato to stan umysłu
9. Festiwalec
10. Kup, Kup
11. Jad
12. Nie tylko raz
13. Duże dzieci

    Już pierwszy album grupy dał mi dużo radochy swoim brzmieniem, eklektyzmem stylistycznym i zwyczajną radością z grania. Była to jedna z lepszych płyt 2014 roku, która nawet trafiła do mojego osobistego TOP 20. I kiedy wyszedł sequel tej biby, wiedziałem, że ten krążek musi być mój.
    No i dostałem to, co chciałem. Bujająca muzyka, połączenie wszystkiego, co w muzyce miejskiej może wystąpić, doskonale wchodzi w uszy i zostaje tam na stałe. Żywe instrumenty, sample, tworzą absolutnie uroczą mieszankę, czysto korzenną i prawdziwą, a przy tym pełną radości tworzenia. Tu hip hop spotyka ragga, soul, funk i Bóg wie, co jeszcze. Nowocześnie zaaranżowane traki tchną równocześnie szacunkiem do spuścizny szeroko pojętej muzyki. I nawet kiedy Jahdeck leci na samych smyczkach, a bit wbija w połowie kawałka, to nadal ma duszę. Jest niewymuszone i pięknie płynie.
    Jahdeck i Fat Matthew również doskonale czują ten wajb, wytworzony przez muzyków. Wokalnie dzieje się tu moc rzeczy, bo wykonawcy mają szeroką gamę niebanalnych umiejętności. Całkiem nieźle rymują, potrafią toastować do bujających riddimów, śpiewają niczym kapela funkowa, przechodząc czasem w bluesowe narzekanie. I to wszystko potrafi wystąpić w jednym kawałku! I pomimo, że zespół ma bibę w nazwie, nie jest to płyta tylko imprezowa, bo sporo tu emocji, społecznego zaangażowania, nie tylko zabawy, ale i życiowego bólu. Chociaż łatwo z tego wysnuć wniosek, że po każdym deszczu wychodzi słońce - wydźwięk jest pozytywny i bardzo ciepły.
    No i dostałem to, czego się spodziewałem. Fantastyczną zabawę dźwiękiem i słowem, pełną gamę brzmień, dobrych muzyków i wokalistów. To druga płyta i druga bardzo dobra - co nie zdarza się często. Chonabibe kontynuują podążanie kursem, obranym rok temu i bardzo dobrze. Niezwykle udany follow-up!

OCENA: 5\6    


środa, 28 października 2015

PODZIEMNY FRONT - TERYTORIUM WROGA

Yaneck 2015

1. Tylko My
2. Idź
3. Underground
4. Hiphoppers
5. Sieć
6. Chorągwie
7. Koryto
8. Maszeruj Albo Giń
9. Dorian
10. Wstydź Się
11. Warszawska Burza
12. Tylko My (RA Remix)   feat. RAP ADDIX
13. Hiphoppers (Remix)

    Ja jestem stara gwardia, w polskim hip hopie siedzę od samego początku. I zdaję sobie sprawę, że takie ksywki, jak Konstruktor z Układu Warszawskiego, czy Rico od Rap Propagandy mówią cokolwiek bardzo niewielu osobom. Ale te 15 lat temu każdy wiedział kim oni są. Nawet jeśli nie lubił, to znał. Dobrali sobie to kwartetu duet Lucjan & Symono (kto słuchał Rap Propagandy, to też powinien kojarzyć), który niedawno wydał swój materiał, który był jednak  bardzo słabiutki. Teraz, połączenie militarnego undergroundu z nieco pretensjonalnym rapikiem pod publiczkę ma siać postrach na terytorium wroga.
    Rico i Konstruktor, oprócz rymowania, zajmują się również produkcją, nic więc dziwnego, że niemal całość albumu zrobiona jest przez nich - czy to w tandemie, czy osobno. To zdecydowanie klasyczne bity, o mocnych perkusjach i dobrze dobranych samplach i, co ważne w tym wypadku, obficie okraszone skreczami DJ Micky Move. Całość jest niezwykle spójna, by nie rzecz - jednolita, przywodzi na myśl stare nagrania Układu Warszawskiego, tyle, że nieco nowocześniejsze. To taki trochę klimat Snowgoons, czy Jedi MindTricks i okolic - przynajmniej tak mi się to kojarzy. Tylko dwa ostatnie podkłady popełnione zostały przez kogo innego - choć to tylko remixy, jednak jeden zrobiony został przez SoulPete, drugi zaś przez Soddy. Pete rozjebał w pył swoim ciężkim podkładem, który gniecie do ziemi i w zasadzie zmienia zupełnie klimat. Soddy zaś to też nieco inne brzmienie, z gitarką niczym sampel z Manaam, czy innego Lady Pank. Generalnie, muzyka jest niezła i choć jest bardzo spójna, to miejscami aż za bardzo...    
    Kto jest tu najbardziej wartościowym emce? Ciężko powiedzieć jednoznacznie. Każdy tu ma spory bagaż doświadczeń na majku, każdy, o ile wierzyć temu, co mówią, siedzi w podziemiu z potrzeby serca, a nie dlatego, że są tak chujowi, że nikt ich nie chce. Zresztą, to nieprawda, bo nawet pomimo wpadek stylistycznych, czy słownych, weterani podziemia i tak wypadają lepiej od sporej części legalnych wydawnictw. Konstruktor, od czasów gry z Układem, ma teksty przesiąknięte militarnymi wątkami, walką pośród ognia bitwy - ta bitwa wciąż jest alegorią życia. Ale po tylu latach mógłby już nauczyć się wkładać w linijki tyle słów, aby wersy grały równo. Lucjan ze swoim lekko zdartym głosem wypada całkiem nieźle, choć z kolei jego wersy są dość blade. Rico z kolei ma umiejętność składania tekstów tak, że rymują się niemal same, jednak jest on tekstowo najmniej równy - potrafi wrzucić coś naprawdę dobrego, aby kawałek dalej wjechać z serią najbardziej na świecie oklepanych rymów, kończących się bezokolicznikowo. No i Symono - trochę nijaki, czasem uda mu się nieco błysnąć, częściej przepływa mimo uszu. Jaką tematykę poruszają panowie? Przede wszystkim hip hop i pozostawanie 'true to the game'. Ale nieobce są im również polityka, czy obserwacje społeczne i ich podejście jest na szczęście pojęte zupełnie inaczej, niż tysiąca innych rapperów. A że nie zawsze perfekcyjnie wykonane...
    Trochę wróciłem do lat, kiedy polski rap wychodził raczej na nielegalach - rocznie znalazłeś 100 w drugim obiegu, a 15 w sklepie. Teraz ponad sto jest na półkach, a na nielegalu rapuje nawet twoja sąsiadka nad patelnią z kotletami. Nie jest to płyta idealna - sporo tu błędów, nie tylko technicznych i słownych. Muzyka, choć ogólnie całkiem niezła, na dłuższą metę jest zwyczajnie nużąca i zlewa się w jedno. Nasi weterani zrobili bardzo porządną płyte podziemną - nadal jest to jednak rzecz na nielegal.

OCENA: 4\6  


wtorek, 27 października 2015

EMIL G - ANFLEJMBL

nielegal 2015

1. PROMO     prod. R.A.U.
2. Sympatyczny poranek   feat. GŁOŚNY 
3. CzłowiekMałpa    
4. Domówka w 09'  
5. Domówka w 09' skit
6. Facet 
7. GRUBA PRZEWÓZKA 
8. e-miłość     
9. S.K.R.U.B.O.L. muz. Kret
10. Sprawy dorosłych Tomek Miszkin intro
11. Sprawy dorosłych    feat. CLINT EASTWÓÓD
12. Ja lider do baru idę    feat. DŻEJPA, DENDI, ZIOŁO   prod. R.A.U.
13. BRRRA prod. Wrotas

    Jak głosi zapowiedź, jest to 'materiał brudny, chamski i bujający'. Dobra reklama dla tego mazurskiego rappera, który pojawił się jakby nieco znikąd, po drugie ten album wyszedł trochę po cichu, bez większego szumu medialnego. Dlatego tym bardziej zainteresowałem się tą płytą.
    Chociaż większość podkładów, po znajomości, oddał Bonny Larnmes, nie tylko on wykreował brzmienie tego materiału. Są tu jeszcze RAU, Głośny, Zioło, Wrotas i Kret. Dzięki temu wędrujemy sobie nieco od wybrzeża do wybrzeża, bo Głośny zadbał o iście kalifornijski g-funk, który puszczony o poranku niewątpliwie uczyni go sympatycznym - podobnie jak Wrotas i Kret, którzy może nie dali klasycznego g-funku, ale słychać tam ten WestCoast. Bonny leci trochę w stylu podziemia LA, czy to zaskakując gitarami w 'Człowieku małpie', syntetykami w 'Facecie', czy łapie nas kiwających głową do bity z fajnymi samplami. Drugi biegun zajmuje Rau z tymi nowocześniejszymi klimatami, choć nie możecie spodziewać się tu trapów, tylko bardzo fajnie pojęty rap up-to-date. Jedynym wyjątkiem z całej muzyki jest larmesowy 'Sprawy dorosłych intro' - cały kawałek, nieco poetycki w wydźwięku, zamyka się na brzęczeniu basu i... tyle. Ciekawostka bardziej, niż normalny numer. Całość uatrakcyjniona jest całą masą skreczy od takich osób, jak DJ Spliff, DJ Willy Mąka, DJ Junskee, DJ Owat, DJ Greg Black Belt. Doskonale dobrana muza, buja i nie zamula - fantastyczna robota producentów.
    Emil ma wiele rzeczy. Ma luzik i bezpretensjonalność. Ma czasem średnio zrozumiałą wymowę. Ma kostropate flow. Ma również całą masę pewności siebie, typu 'wziąłem się znikąd i przed nikim się nie będę płaszczyć'. Ma pełen bukiet panczy i przechwałek. Z jednej strony jest pełen uroku, z drugiej potrafi być kawałem złamasa. Emil imprezuje, bajeruje lalki, 'pije wódkę ze słoniną, pali i gra w domino' i ma w sumie w dupie, co sobie pomyślisz. Jest zgryźliwy, ale szczery. Nie ma najprzyjemniejszej techniki, ale ujmuje szczerością i stylem bycia. Niesamowite to jest w sumie, bo koleś w pierwszym momencie wydaje się asłuchalny, ale im dłużej się go słucha, tym bardziej chce się powrócić i wyłapać jeszcze kilka jadowitych i brudnych wersów. Rymujący goście to tylko kilka zwrotek: bardzo pasujący do całości Knap, stylistycznie świetny Zioło, a reszta, owszem, daje się zauważyć, bez tragedii.
    To jedna z najbardziej luzackich płyt. To taki Kuba Knap, tylko nieco bardziej niegrzeczny. To taki Boguś, tylko bardziej ogarnięty i mniej prostacki. Rezultat jest taki, że to bardzo dobry album do słuchania wszędzie i świetnie wpisujący się w klimat wydawnictw Alkopoligamii - tylko czekać na legalną reedycję. Czego sobie mogę życzyć.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 26 października 2015

DIOX - NOWY TESTAMENT

Prosto 2015

1. Ogień         
2. Pytania        
3. Nowy Testament   
4. Supafresh    feat. CEBULCEBS   
5. Karma           
6. #david_beckham      
7. Haze   feat. GRIZZLEE   
8. Morfina       
9. Król dyskotek   feat. SZTOSS, CEBULCEBS     
10. Hot32        
11. Przeliteruj   feat. MOSAD      
12. Film        
13. Neony
   
    Hah, Diox wywołuje u części słuchaczy nerwowe wzruszenie ramion i grymas, choć przecież ktoś te płyty kupuje, tak? Odsądzany od czci i wiary za banał w tekstach, wydaje jednak już czwartą solówkę - nie licząc oczywiście nagrań w HiFi Bandzie, albumu z Tede, czy nadchodzącego Marathon Brothers - i znowu zbiera niezłe recenzje i... hejt w sieci. Ewenement.
    Płytę otwiera kawałek Kocura, który jest jednym z maratończyków - daje nam to przedsmak tego, co znajdzie się na materiale obu twórców i Mosada. To mocny, bangerowy trak, dość mocno osadzony w klasyce. Jednak nie dajmy się zwieść wejściu - za prawie całość odpowiadają Lanek i Sir Mich i to oni tworzą to nowoczesne, syntetyczne brzmienie. O ile Mich umie wyprodukować taki njuskulowy trak, który będzie bujał, to Lanek odpada czasem w stronę cloudów, które są śmiertelnie nudne - możecie mówić co chcecie, ale dla mnie ten typ muzy nadaje się do podcinania żył w wannie pełnej ciepłej wody. Dobrze, że takich traków jest tu najmniej, bo z kolei podkład do '#davidbeckham' rozwala łeb, 'Hot32' to ogromny bangier, a 'Haze' buja przyjemnie. Do wyrzucenia są tylko 'Pytania'. Młody Grzech dał tu tylko jeden cykający obficie podkład do 'Morfiny', wczuwając się w klimat prowadzony przez kolegów. Do całości dograli swoje skrecze DJ Flip i DJ Perc i choć jest to muzyka nowoczesna, to nie brzmi to źle - poza pojedynczymi rzeczami, jak np. 'Pytania', nad którymi nie będę się już pastwił.
    Nie wiem, jaką Diox przeszedł ewolucję, ale brzmi to nieco dziwacznie - mówię o tych wersach, które polegają na modulowaniu głosu, co brzmi czasem, jakby Diox miał mutację. Do tego te autotuny w refrenach... Nie wiem, czy o to do końca chodziło, bo z drugiej strony flow rapperowi nie szwankuje i w zasadzie dałby sobie radę bez udziwniania. Tym bardziej, że tutaj Diox rezygnuje z taniego moralizatorstwa i leci raczej w bragga i... football. Wpadło tu również kilka niezłych wersów, typu 'Gdzie się nie pojawię, patrzą na mnie \ Może dlatego, że pachnę Victorią (no to jest max!) \
Dziś zwycięstwo tak cudownie pachnie \ Jedyne czym pachnie ta Twoja to Hongkong \ Marzysz o sztukach gorących jak Paris \ Dla mnie Paris St. Germain \ Twoja kariera nie schodzi z ławki \ Moja to ławka w Parc des Princes'. Na płycie trafiło się kilku gości - przede wszystkim to osoby wykonujące refreny. O ile Grizzlee zadbał o bujający wajb, to Sztoss to nieporozumienie, naprawdę. CebulCebs niewiele lepiej, dacie spokój z takimi wokalami, które podokręcane są milionem efektów, co brzmi niczym zawodzenie eunuchów w chórach dynastii Ming. Ale patrząc na wersy Mosada zastanawiam się, jak będzie brzmiał The Marathon Brothers...
    Początek mnie nie zachwycił, ale... Wyznam, że zastanawiam się, czy to aby nie jest najlepszy krążek Dioxa. Bo mimo, że unowocześnił brzmienie, wyszło mu to na dobre. Mimo, że zmienił tematykę - porzucił te banały, którymi nas karmił. Może te wokalne wygibasy są niepotrzebne, ale jakieś minusy muszą się znaleźć, tak? Najlepsze momenty: 'Hot 32', 'Haze' i '#davidbeckham', na drugim biegunie 'Król dyskotek' z tragicznymi wokalami i nudny do wyrzygu 'Pytania' (wiem, miałem się nad tym już nie wywnętrzać...). Ale ogólnie to naprawdę niezła płyta.

OCENA: 4+\6


niedziela, 25 października 2015

DRUŻYNA MISTRZÓW 3

Fonografika 2015

CD1
1. Lepsza Wersja - BOSSKI, KAEN, MŁODY BOSSKI 
2. Wstań i Walcz - JAHBESTIN, PUDELSI 
3. Biorę Się Za Siebie - KUBA KNAP 
4. Do Końca - BONSON, MAGDA BOROWIECKA
5. Górska Moc - PAR EXCELLENCE, BOSSKI
6. ADHD - PIH, BOSSKI
7. Odnajdź W Sobie Pasję - CEHA JOINT, MXN, DJ DANEK
8. DROGA - DIOX, MOSAD -
9. Reminem - MIUOSH
10. Do Przodu - WTM 
11. Palili Mosty - NOWATOR 
12. Bez Hamulców - BOSSKI, PIH 
13. I`m A Fighter - żUSTO, ANAKONDA
14. Muay Thai - BOSSKI 
15. KS Ronin - KIKORAF, CZARNY, BOSSKI
16. EKG - MANY PRO
17. Idę W Ciemno - BANAN, BEDI RWP, DOMBER, RYBA RWP 
18. Droga Na Szczyt - FRYTT, ZBYLU
19. Powstań - JERLI 
20. Mentalnie - BARRAD SQUAD
21. Samodyscyplina Fabster RMX - BOSSKI, SOBOTA

CD2
1. Samodyscyplina - BOSSKI, SOBOTA 
2. Wystarczy Krok - DMK, BRW 
3. Gra Zespołowa - ELIZJUM, LUIZA TATARA, DMK 
4. Wszystko dla ludzi - HDS, KAFAR, BRAHU
5. Coś Na Miarę - KAMIL PRJ 
6. Na Jeden Wokal - MIEJSKI SORT, BOSSKI
7. Walka - WAŻKA G21, DARO SS 
8. Trening Czyni Mistrza - ABORDAŻ
9. Życie Nas Nie Rozpieszcza - MACIEJ MXL
10. Możliwość Osiągnięcia Celu - HZOP, WSCHODNIA STRONA, NIETOPERZ
11. Bez Lęku - DMK, ODIE, TEN MICHAŁ  
12. MMA - POPEK, BOSSKI, PAPAJ 
13. Mistrzowskie serce - KASZUB, MŁODY BOSSKI
14. Walcz - GASPER
15. StreetWorkOut - FUSO, BOSSKI
16. Rapuj - SCHEMAT
17. Motywator - DAROS 
18. Wiara i Ryzyko - OBSERWATOR ŚWIATA FAKTÓW, BOCZEK CAS, DMK
19. Zawsze masz wybór - MAJKI 
20. Brnę przez życie - CHAOS, FURIAT NH
21. Wykorzystam Każdy Dzień - HAME, IGOR
22. Nie daj się - ATERRA, BOSSKI

    Tak, wiem, to już wyszło dawno temu. Ale patrząc na kilka faktów, nie mogłem się jakoś zebrać do odsłuchu. Raz, że poprzednie części ciężko mi wchodziły. Dwa, że nie przepadam za podwójnymi albumami, bo za dużo syfu wtedy wpada - w Polsce nie znalazłem ani jednego dobrego podwójnego, w Stanach na palcach jednej ręki. Trzy, że z części pierwszej i drugiej dałoby radę zrobić jeden niezgorszy album, trwający około 50 minut. Z 240. Ale Bosski idzie dalej, zaprasza coraz to ciekawszych wykonawców i cały czas mam nadzieję, że coś z tego wyniknie. To co, ile traków tym razem się znajdzie, z których można zrobić niezłą płytę? Obstawiałem 10 przed odsłuchem.
    Bngrski, Webster, Püdelsi, Juicy, Zich, Piero, Boom-Bell, Prezo, Teka, Ive, Rbsn, Deemz, LazyRida, Fabster, Stuky Trzasky, Bandyta, Swiru Beats, Sakier, Choina, Wowo, Or13nt 12, Żusto, Emeska, Fuso, Małach, Kobuz, Piter MCK, Adam L... Pełna lista producentów wręcz przeraża. Nie nazwiskami, bo przecież są tu ludzie, którzy umieją robić te bity. Ale czytając całość wiemy, że będzie dużo, będzie różnorodnie. I faktycznie, nie da się tu odmówić wszechstronności. Poczynając od Zicha, który na dość nowoczesnym, syntetycznym podkładzie osadził "górską moc", czyli sample z regionalnej muzyki Podhala, przez klasyczny podkład rodem z połowy lat '90 od Piero, do nowoczesnego rapu Boom-Bell, czy trapów od Prezo. Zaskakuje ostatni trak z trashowym składem Aterra - to prawdziwe mocne jebnięcie na sam koniec. Ciężko omawiać tu każdy kolejny bit, każdego kolejnego producenta, bo to nie ma sensu. Część bitów jest klasyczna, część zupełnie njuskulowa i trapowa, część tkwi gdzieś pośrodku. Wystarczy powiedzieć, że te podkłady są naprawdę całkiem w porządku i, owszem, średnie kawałki się trafiają, ale nie ma prawie słabych - to prawdziwy margines przy tych 43 numerach.
    To ponad 150 minut rapu - wiadomo, że nie da rady utrzymać formy przez cały czas. Oczywiście, tematyka zamyka się w znakomitej większości w ramach hasła 'sport, muzyka, pasja', a wyjątkowo popularne są tu sporty walki - ba, niektóre kluby doczekały się nawet swoich hymnów! To coś jak Definicja Kibol, tylko dla judoków i tym podobnych wojowników. Ja wiem, że te wersy mają nakręcać do działania i motywować. Jednak większość zwrotek to zwykły bełkot, oklepany i byle jaki. Ale nadal nie znaczy to, że nie ma tu czego słuchać. Ci, co ogarnęli swoje wersy najlepiej, to Kuba Knap (jeden z lepszych!), Bonson, Pih, Diox & Mosad (naprawdę niezłe wejście), Miuosh (może dzięki konkretnemu podkładowi Fleczera), Bosski - choć tylko co jakiś czas, bo wciąż jest bardzo nierówny - choć i tak progres widać, oj widać, WTM (może nie zachwycają, jednak to są bardzo porządni rapperzy i ogarniają kawałek niby bez fajerwerków, ale nadal bardzo przyjemnie), Jerli na genialnym podkładzie Lazy Rida brzmi bardzo dobrze - choć zdaję sobie sprawę, że to głównie zasługa producenta. Ale naturalnie nie ma tak dobrze, żeby nie było źle. Z szarej masy wyłania się również grupa, którą trzeba wyróżnić za bycie za bardzo pod kreską. Barrad Squad, DMK (kto pozwala temu kolesiowi rapować i do tego w tylu kawałkach? Ja rozumiem, że to bardzo pozytywna jednostka na lubelskiej scenie, ale on jest wyjątkowo kiepski na majku, dajcie spokój!), BRW (który wraz z DMK tworzy najgorszy duet ever), Elizjum, Miejski Sort (po prostu słabiutki skład - co by mi o nim nie opowiadano, nie przekonam się), Abordaż (jak nisko można upaść?), Papaj (poskładanie paru rymujących się wersów to rzeczywiście taki kłopot?), prostacki Gasper (najprostsze i najbanalniejsze rymy sezonu), a HAME i Igor dali tak marne linijki, że gdyby nie ładny podkład Adama L, można by się pociąć...
    Trzecia, końcowa część jest niewątpliwie najlepszą częścią trylogii. Jednak Roman powiela wciąż te same błędy: trwa to za długo, jest za dużo słabych rapperów, zbyt wiele wtórnych rymów. Obstawiałem 10 kawałków, jakie zostawiłbym na płycie - po paru przesłuchaniach stwierdzam, że może nawet kilka więcej, ale nadal więcej wywaliłbym, niż zatrzymał. W sumie ciekawe, jak wyglądać będą kolejne edycje Drużyny Mistrzów - bo że Romek zmienia system, to już wiemy. Oby szło ku lepszemu - mniej kolesiostwa, więcej skillsów poproszę.

OCENA: 3+\6


sobota, 24 października 2015

SŁOŃ - BRAIN DEAD FAMILIA

Brain Dead Familia 2015

1. Mitsukurina   feat. GROOV 
2. Ogień & Lód
3. HeadBanger
4. DD
5. Keep It Sick   feat. BLAZE YA DEAD HOMIE
6. #negatywnyrap
7. Martwy
8. Iluminaty Jak Skurwesyn
9. Sirocco   feat. DEJAN, PENX, HZD, GUZIOR
10. Fashion Week
11. Kłamca
12. Dwugłowy Kruk   feat. OXON
13. Czysta Miłość
14. THX
15. PSS
    Kolejny przerażający album? Rodzina obdarzona martwicą mózgu wypuszcza nowy materiał, pełen słoniowych jazd rodem z horrorcore. Dobrze zrobiona okładka, sprytnie poskładana i ilustrowana powoduje na pewno wzrost zainteresowania. Wiadomo, czego można spodziewać się po Słoniu, hajs się zgodzi, ale czy płyta jest dobra? Hę?
    Muzyka tu jest teoretycznie dość zróżnicowana, ale w trakcie odsłuchu okazuje się, że i ci nowocześni producenci i ci bardziej klasyczni spotykają się mniej więcej po środku. Więc muzyka nie jest ani złotoerowa, ani njuskulowa - raczej to taki unowocześniony hardkor hip hop z przełomu XX i XXI wieku - że tak to ujmę nieco trywialnie. Dominują tu syntetyczne bity Chrisa Carsona (świetne 'Martwy') i mocne podkłady The Returners, którzy pokazują swoją drugą twarz: ostre gitary, czy ciężar płyty nagrobnej w doskonałym skądinąd '#negatywnyrap' pokazuje że wrócili (nomen omen) w bardzo dobrej formie. Kilka bitów podał DJ Creon - jak zwykle są to konkretne perkusje i ciężkie sample, powyciągane z gardeł zakurzonych winyli. Po jednym zaś traku dali jeszcze TMK Beatz, White House (trochę jakby rodem ze studia Dr. Dre), Mikser (trochę nijaki 'Fashion week'), Dyniak, SSZ (brzęczący, skradający się bit w 'Dwugłowym kruku') i Matheo. Całość mogłaby spokojnie ilustrować jakiś thriller jako ścieżka dźwiękowa - przyznam, że bitom za dużo zarzucić nie można. Są klimatyczne i sporo wnoszą do brzmienia całości.  
    Od dawna wiadomo, że Słoń jest naprawdę niezły na majku. Wściekły wokal, obrazoburcze wersy, obleśne porównania - czasem prostackie, czasem trafiające jak gwóźdź oczodół, jak choćby 'Wywołam czyste szaleństwo, dziki wrzask i terror \ To mój czas, zredefiniowałem martwy sezon \ Rzucam kartki w niebo i choć pióro mam lekkie ponoć \ To teksty jak meteoryt wbijają się w glebę płonąc'. Nie spodziewaj się tu niczego nowego i odkrywczego - to wciąż ten sam Słoń, próbujący przerazić słuchacza i wciąż przemycający flejwor, dość ordynarnie zawinięty od Necro. Flejwor i często teksty, ale i tak nadal niewiele osób zna twórczość tego białasa, więc może sobie pozwalać. Do tego wszystkiego znalazło się tu paru gości, próbujących się tu odnaleźć w tej krwawej kąpieli. Blaze, amerykański koleś Insane Clown Posse, wzbogacił swoją osobą 'Keep it sick', choć pamiętajmy, że to nadal drugoligowy horrorcore jugalo. Z Polaków najlepiej chyba weszli w rolę Penx i Hazzidy. Reszta ujdzie.     
    Nie powiem, że znalazłem to coś nowego, ale nie powiem również, że to kiepska rzecz. Jeśli lubisz Słonia, będziesz zadowolony, bo korzysta on nadal z tego sprawdzonego schematu - tyle, że nieźle go podszlifował. To jest album, który wszedł mi najlepiej z produkcji Słonia. Porządna rzecz, a jeśli spuścimy kurtynę milczenia na pewne wpadki słowne, to nawet naprawdę dobra. Ale nie przesadzajmy z euforią, bo większość robi tu muzyka. Słoniu, podziękuj Returnersom i Carsonowi.

OCENA: 4+\6


piątek, 23 października 2015

TO JUŻ CZWARTY ROK!

Wciąż mnie to zadziwia. Cztery lata temu założyłem sobie tego bloga, aby popisać sobie coś o polskim rapie. Wydobyć projekty z podziemia. Opisać legale. Pobawić się w zestawienia i statystyki. Takie tam. W najśmielszych oczekiwaniach nie sądziłem, że nie dość, że będzie to trwało tak długo, to jeszcze odniesie niemały sukces. Dlaczego ośmielam się twierdzić, że to sukces? Jest kilka powodów.

1. Wykonawcy bardzo często wrzucają recenzje na swoje profile fb - nawet ci legalnie wydający płyty. Chwalą się, bądź płaczą o niesprawiedliwości. Ale nawet ci, których płyta została tu zjechana, powinni być zadowoleni, że tu trafili. Czemu? Pacz niżej.
2. Zgadłbyś, ile unikalnych wejść podaje statystyka strony? Ja nie. I zależy od miesiąca, bo nawet w ciągu jednego roku okaże się, że w lipcu tego roku zanotowałem najniższą ilość wejść (12.171), to przecież jeszcze trzy miesiące wcześniej stronę odwiedziło 81.221 osób! Ogólnie rzadko kiedy miesiąc schodzi poniżej 30.000. To chyba dużo, jak na parszywego bloga o polskim rapie.
3. Co gorsza, znajduję w sieci cytaty z recenzji, jako wiarygodne wypowiedzi, do których piszący odnoszą się z szacunkiem. Ba, niektórzy nawet memi słowy reklamują wykonawców i produkty!

Nie mam zacięcia dziennikarskiego, nie chcę uchodzić za wyrocznię - prezentuję tu tylko swoje osobiste przemyślenia, które ktoś chce poczytać - to miłe. Śmiać mi się najczęściej chce z niespełnionych rapperów, płaczących nad marną oceną, bądź oburzonych kumpli, że 3 to mało i powinno być 10 na 6.

Tak, czasem mam dość pisania - przecież mam pracę, która mnie absorbuje, mam rodzinę, którą muszę się zająć, zwłaszcza, że żona marudzi, że chodzę ze słuchawkami po chałupie i znowu siedzę gdzie indziej, niż reszta. No i syn jakby robi się duży, koniec podstawówki to poważna rzecz, zaraz będę miał w domu gimbazę. Więc nie zdziwcie się, że czasem przez jakiś czas nie ma nowych wpisów - heloł, gdzieś tam jest życie! I nie zdziwcie się, jak któregoś pięknego dnia przestanie mi się chcieć.

Tymczasem... Otwieram piąty rok działania tego szaleństwa. Prezenty zostawcie na wycieraczce.

Tommy Boy.

czwartek, 22 października 2015

WENA & QUIZ - MONOCHROMY

nielegal 2015

1. Magnolia                                 
2. Lato W Mieście                            
3. Od Wiernej                    
4. Otis                   
5. Spróbuj     feat. KUBAN, TEDE               
6. Taniec Ryzyka            
7. Tylko Jeden  

    Wudoe, po paru albumach na legalu, zdecydował się na powrót do korzeni. Zbratał się z Quizem i obaj popełnili nieco ponad dwudziestominutową epkę, która, jak się okazało, zdążyła podbić serca fanów rapu. Osobiście zabrałem się za nią nieco później, ale lepiej późno, niż wcale, c'nie?
    Cały materiał wykonał Quiz i... dobrze. Zrobił on bardzo ciepłe i bujające głową podkłady, które choć siedzą głęboko w korzeniach, wystają również ponad ziemię idąc w kierunku nowocześniejszych rozwiązań. Dzięki temu na klasycznych perkusjach hulają świetnie dobrane sample z różnych gatunków muzycznych, ale czasem podbija nagle jakiś niepokojący dźwięk, jakby pochodzący z innej planety, ale dziwnie komponujący się z resztą. A jak jeszcze wejdzie DJ Ike z drapaniem... Najs.
    W.E.N.A. nie jest rapperem, którego styl cię zmiażdży - nie o to tu chodzi. Ten marymoncki emce wyciągnie z siebie wspomnienia i wyznania, złoży wersy w konkretne linijki i nie będziesz miał się tu do czego przyczepić. Jednak, mimo tego, że to porządny materiał, nie mogę sobie przypomnieć żadnego z ciekawych wersów - a słuchałem przecież ładnych parę razy. Wszystko jest fajnie, ale nic z tego nie wynika - tak jest z każdą płytą Weny. Jest spoko. Oczywiście, takie płyty, które sa po prostu dobre i nie angażują cię jakoś specjalnie w czasie odsłuchu też są wartościowe - po prostu dobrze bangla. Znalazło się tu jedynie dwóch gości - Tede, którego nie poznałem zupełnie - nie tylko dlatego, że jego wejście nie było typową dla niego zwrotką, ale również dlatego, że jakoś głos mu się zmienił - może to wina masteringu, może miał chrypę, a może się zestarzał? Lol, nie wiem. Kuban dał radę, ale szału nie wywołał, szczerze mówiąc.
    No i co? Nic w zasadzie. Mamy dobrą płytę - naprawdę niezłą, z której generalnie nic nie wynika. Quiz zrobił tu doskonałą robotę - bity są pierwsza klasa, dzięki nim Wena brzmi lepiej i mocniej. Dobre do posłuchania, ale bez większej wczuty. Niemniej jednak - fajne.

OCENA: 5-\6


środa, 21 października 2015

CYPIS & PANDA - CAŁA PRAWDA!

nielegal 2015

1. GW (Skit)
2. Pierwszy numer
3. Napisałbym
4. Rozumiesz (Skit)
5. Jak to jest
6. Na full
7. Rejon (Skit)
8. Miasto nocą
9. Amok (Skit)
10. Uzależnienie
11. Dewiant
12. Opowieści z ławki
13. Wydyganiec
14. Ile jeszcze   feat. RZEŹNIK
15. Czas nastał
16. Robię co chce 4   feat. PEUNY
17. Tutaj 2    feat. PEUNY, KRISSU
18. Wszystko mnie wkurwia    feat. MŁODY GOH, MAŁPA
19. Outro

    To kolejny materiał z cyklu 'kto to do cholery jest?'. Już sama okładka mnie zaintrygowała, ale pełnię zdziwienia przeżyłem, kiedy odwiedziłem profil Cypisa na YT i fb. Filmy mają nawet po kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń, a lud śle propsy.    
    Nie wiem, skąd pochodzą te bity, bo nic tu nie jest opisane. Mogą być zajebane, równie dobrze, co poskładane przez kogokolwiek, dlatego nie będę się skupiał na problemie producentów. A bity? No są, niektóre mocniejsze, niektóre spokojniejsze, zorientowane przede wszystkim na aktualna klasykę - czyli proste i ciężkie perkusje, oraz w większości mroczne melodie, grane głównie na pianinie, na niskich tonach. Częściowo oscyluje to w kierunku czegoś pomiędzy ulicznym rapem, a hardkorem / horror corem, zahaczając czasem o g-funk. Nie ma tu miejsca na wesołe melodyjki, większość ma klimat rodem z kryminału, część bitów zaś jest zwyczajnie nijaka. 
    Na płycie liderami jest dwóch rapperów. Cypis ma styl bardzo podobny do Faziego - nawet barwa głosu przypomina frontmana N.A.S. - z jednej strony to nie powinno dziwić, bo Cypis, jak się okazuje spędził jakiś czas ze Spawaczami, z drugiej jest chyba niebezpiecznie blisko Faziego. Pocięte flow, nieco bełkotliwy ton, wulgarne wersy, pełne prochów, seksu i przemocy. Panda jest nieco lepszym rapperem, ma płynniejszą technikę, choć jego teksty nie są tak obrazoburcze i mniej ordynarne. Sprawia to wrażenie prostackiego rapu spod sklepu, ale... odnoszę wrażenie, że to czysta poza, przyjęty image chama z wiejskiej dyskoteki. Na pozór rapperzy gadają tylko o dragach, chlaniu, cpaniu i ruchaniu, ale uważniej słuchając, można znaleźć tu moc komentarzy na temat zwykłego życia zwykłych ludzi - choć jest to przedstawione w bardzo krzywym zwierciadle i w stylu, który może nie być przyswajalny dla wielu osób. Przeszkadza kwadratowe rymowanie Cypisa, mogą drażnić kurwy lecące z głośników w ilościach hurtowych. Również goście nie spisują się rewelacyjnie, najlepiej wypadli bodaj Krissu, może i Goh.
    Cypis i Panda to duet, który jest wyjątkowy. Brzmi to jak połączenie N.A.S. z rapem ulicznym. Może i coś w tym jest, ale może niepotrzebnie szukam drugiego dna - ale lubię myśleć pozytywnie. W sumie, jeśli zachowa się lekki dystans, to album nawet nie jest taki zły - ale bardziej wrażliwe uszy mogą boleć. Lubisz Spawaczy? Lubisz ciężką podziemną jazdę uliczną? Ten album jest dla Ciebie. Jeśli propsujesz Taco Bell... ups, Hemingway, Planet ANM, czy Miuosha, to nawet nie sil się na próby słuchania. Hardkor przez wielkie HARD.

OCENA: 3\6 


wtorek, 20 października 2015

SBR - UZNANI ZA SOJUSZ

nielegal 2015

1. Intro - RIVERS
2. Z dwóch platform - RAGEZ, DR. X
3. Jedna głupia chwila - DR. X, HARRY, WOLWI, RAGEZ
4. Wakacyjnie - DR. X, WOLWI
5. Uznani za sojusz - HARRY, DR. X, RAGEZ, WOLWI
6. Lustro - WOLWI
7. Do kogo ta gadka - DR. X, HARRY, RAGEZ
8. Skutki - DR. X, HARRY feat. KDTM 
9. Porwanie - DR. X
10. Analogia powinności - DR. X, HARRY
11. Taki jestem - DR. X, HARRY, WOLWI
12. Ciąg myśli - RAGEZ, WOLWI feat. EFEZ 
13. 30 wersów - DR. X
14. Mistrzowie jednego słowa - DR. X, HARRY feat. NAKI
15. Wygodny status wolny - DR. X feat. VANDALS
16. Odkąd Cię poznałem - WOJSU
17. Wieczni projektanci - DR. X, HARRY
18. Outro - RIVERS

    Sojusz Brudnych Rąk to kolejna z płyt, którą wygrzebałem przez przypadek z głębin internetów. Zastanowiło mnie już to, że całość ma ledwie nieco ponad 300 odsłon, ale może po prostu nikt na to nie wpadł. Dr.X aka Rivers, Harry, Ragez i WolWi to nowy podziemny skład z Kielc, który próbuje wyjść na swoje.
    Niemal godzinna ścieżka dźwiękowa do tego albumu wyszła spod rąk niejakiego Riversa, który nazywa się tak na potrzeby produkcji, aby przyoblec się w Dr. X, kiedy trzyma mikrofon w dłoni. Rivers zbiera sporo fajnych sampli - na przykład Krystynę Prońko, czy Wendy Rene (znana próbka z 'Tearz' Wu Tang) i robi z nich dość typowe klasyczne podkłady. Poza drobnymi wyjątkami (np. 'Wakacyjnie', ale to przez Prońko) muzyka jest dość płaska i wtórna, zwyczajna i nieciekawa. Nawet jeśli Rivers próbuje zakręcić jakimś alternatywnym wejściem ('Do kogo ta gadka'), nie podgrzewa to temperatury. A nawet wręcz przeciwnie, bo im dalej w płytę, tym marniej, aż ręka sama się wyciąga w kierunku przewijania. Kilka ciepłych sampli również nie pomaga.  
    Dr. X ma flow dość monotonny, pozujący nieco na coś pomiędzy Fokusem (bardziej) i Rahimem - nawet barwą głosu przypomina Smoka, choć ma nieco wyższy głos. Podobnie, choć niżej i głębiej brzmi Ragez. Wolwi to z kolei charczący wokal, pełen swady - prawdziwie hardkorowy ton. Harry zaś... No cóż, Harry zaś zdecydowanie nie powinien zabierać się za rymowanie, bo wychodzi mu to tragicznie. Nie to, żeby reszta była jakaś szczególnie uzdolniona, ale są przynajmniej w miarę poprawni. W miarę. Szczerze mówiąc, nie bardzo byłem w stanie skupić się na tekstach, bo są tak nudne i nijakie, że nie da się wyłapać nic, na czym można by skupić uwagę.
    To kolejny przykład na to, że nie powinienem grzebać po internetach w poszukiwaniu nielegali... Nawet jak na początek, to bardzo słaba rzecz, niewarta całej godziny życia. Na plus jest parę fajnych sampli, powyciąganych przez Riversa, na minus... reszta. A do tego Harry, który jest absolutnym antytalenciem. Nie, nie, nie!

OCENA: 1\6


poniedziałek, 19 października 2015

O.S.T.R., JEŻOZWIERZ, SOULPETE - GROWBOX


Asfalt 2015

1. Chamskie Bragga
2. Kolczasty skit
3. Mięso z grilla
4. Agresja
5. Bóg Honor Utarg
6. Mówią mi
7. Ostry skit
8. Przepływ danych
9. O tym samym
10. Kiedy słyszę bit

    Jak to mówią, takich trzech, jak tych dwóch, to nie ma ani jednego. Głupie, ale pasuje jak ulał. Ostry, Jeżozwierz i Duszny Piotruś spotkali się w plenerze, zrobili tzw. 'Tydzień na działce' i... nagrali album. Proste? Proste. Pili, palili, gadali, nagrywali. Że tylko przypomnę, że growbox to takie pudełko, pomagające rosnąć roślinkom...
    SoulPete, autor jednych z najwyżej ocenianych materiałów w kraju, miał za zadanie przynieść do stołu zrobione na poczekaniu i na czilaucie bity, do których powrzucają Ostry i Jeż. To w zasadzie nie są te ciężkie podkłady, które znamy z poprzednich albumów - przynajmniej nie wszystkie. SoulPete dodał tu nieco elektronicznych wajbów, do tego znane u niego ciężkie, hałaśliwe sample i walące po uszach bębny. To trochę tak, jakby przerzucić Bomb Squad do Detroit - czy inaczej to ujmując, jakby Public Enemy nagrywało płytę z J.Dillą. Brzmi intrygująco? Owszem, tak właśnie się tu dzieje. Pete zachował brud swoich nagrań i przepuścił go przez mixer. Nie waha się używać sampli z disco lat '80, czy innych rzeczy, które rzadziej słychać w kawałkach hip hopowych. Świetne, ale to nie powinno nikogo dziwić, c'nie?
    Dwie osobowości. Kolczasty, ciężki głos podziemia, 'ostry duszny', który miesza w swoich tekstach wrzuty militarne, kulinarne, fantasy, czy tak proste, a zarazem przewrotne wersy jak 'co ma wspólnego Czarny z pępkiem? Oba zbierają bawełnę' - no kurwa, beng. Ostry ze swoim znanym wszystkim stylem leci, choć sinusoida jego wersów jest nieco bardziej powichrowana - ostatnio wpadło mu kilka, powiedzmy: niezręcznych porównań. I mimo, iż materiał powstawał w dość luźnej, grillowej atmosferze, wpadło tu trochę poważnych wątków - nie tylko zwykłe, chamskie bragga, ale również są tu numery o nieco głębszym przesłaniu, niż jesteśmy zajebiści wpierdalając steka z gryla.
    Tu się wszystko pięknie zazębia. Świetna, jak zwykle, praca producenta, doskonale współgra z rapsami dwóch weteranów: podziemnego hardkoru i (nie bójmy się tego przyznać) legendy europejskiego rapu. To działa, to kolejna rzecz, którą  można opiewać jako doskonałe połączenie kilku silnych osobowości. Dla mnie super.

OCENA: 5\6


niedziela, 18 października 2015

WACHU - PROSTE SPRAWY

nielegal 2015

1. Nie tak jak każdy
2. Kiedy bas tak tłucze
3. Kiedy kłamiesz    feat. GOMEZ
4. Instynkt
5. Problem
6. Sukces  
7. Nie zobaczysz  
8. Wyjazd   feat. GOMEZ

    Wachu to kolejny z naszej dość licznej brygady emigrantów, robiącej polski rap na wygnaniu. I to już któryś album z kolei, Wachu próbuje sięgać coraz dalej i wyżej, korzystając jednak z podobnych schematów. Dwa zeszłoroczne materiały były poprawne, ale nie stały się hitami. A 'Proste sprawy'?
    Wyznam, że Wachu pozbierał bardzo fajne podkłady. Nie tylko dlatego, że wyprodukowali mu je Pham, RAU, Foux, Skaju, Krook, Emes, Wierny i Afubeats. To po prostu dobrze pojęty nowoczesny rap. Dwa wejściowe traki od Phama i RAUa wprawiają w niezły klimat i zachęcają do zgłębienia. Mamy tu nieco zaskakujący podkład od Foux'a, który wykonał 'Instynkt' ze skocznym samplem harmonijki ustnej - takie rapowane country wyszło. Zresztą, niby ksywki zapowiadają njuskule, ale to wcale nieprawda - bity, choć zaaranżowane nowocześnie, tkwią mocno w klasyce i wyprodukowane są z szacunkiem dla korzeni - pojawia się nawet DJ Olsen na wosku. Dzięki temu, że to traki zrobione nieco tradycyjnie, ale świeżo, słucha się tego materiału bardzo dobrze. i pomimo, że niemal każdy numer pochodzi od kogoś innego, to jest spójnie i logicznie. Spośród płyt nagranych przez Wacha, muzycznie ta jest najlepsza.   
    Wachu jako rapper ma tyle samo cech pozytywnych, co in minus. Te dobre, to sprawna technika, bez wpadek i potknięć, a także głos obdarzony niezłą, lekko chropowatą barwą. Ale na drugim biegunie są wersy, które zbyt często są nieco infantylne i oklepane. Do tego, choć technika nie kuleje, to flow jest miejscami mocno archaiczne. Rapper opowiada o rozmaitych rzeczach, głównie takich dotykających każdego z nas i na pewno bliskich każdemu, ale czasami te wersy poskładane są zbyt trywialnie. Niemniej jednak Wachu osiąga progres i słucha się tego ok.
    To chyba najlepsza płyta Wacha, zrobiona najbardziej profesjonalnie. Nie jest pozbawiona wad - o tym już mówiłem, ale te wady nie są aż tak straszne, żeby dyskwalifikować ten malteriał. Myślę, że spokojnie można go sprawdzić, części osób z pewnością wejdzie.

OCENA: 4\6


sobota, 17 października 2015

TMK aka PIEKIELNY - ABAZJA

nielegal 2015

1. Intro
2. Abazja   feat. FONOPE
3. Orzeł pośród wron   feat. SKOR
4. Lisa Cuddy
5. Chester's Mill   feat. DOMINIKA SROCZYŃSKA
6. Pisz do mnie
7. Myślę wierszem    feat. AS.M.A, IGREKZET
8. Trójca Nienajświętsza
9. Jeszcze jedno życie
10. Znasz ich?    feat. ROVER, HYZIU
11. Potrafię żyć z tym
12. Nie wiem sam, gdzie mój dom
13. Komu przynosisz kwiaty?
14. Tylko człowiek
15. Powiedz im, że umarłem

    Który to juz solowy materiał głogowskiego weterana? Nie dam głowy, ale chyba już co najmniej dziewiąty. Coś jednak w tym jest, że choć Piekielny Tomasz zbiera respekt w podziemiu, nikt nie kwapi się zaprosić go na pełen legal - może sam nie chce? Najnowsza rzecz, przynajmniej z okładki średnio kojarzy się z rapem. Zdjęcie, samo w sobie, jest świetne, ale sylwetka kojarzy mi się nieodparcie ze zgoła innym gatunkiem muzyki. Ale, jak to powtarzam setki razy, nie ocenia się książki po okładce, c'nie?
    Widząc obfitą listę kredytów producenckich, zawsze mam obawy, że materiał się rozjedzie w szwach i nie będzie spójny. Bo kogóż my tu mamy? Jest Cyga, jest Eljot, Mihtal, Fawola, Cubson, Oer, Uneasy, Santos i Markuszynsky - wsparci pracą DJ Bulb. Sporo, tylko co nam z tego wynika? Na pewno jest to klimat tego nowoczesnego rapu, który nie zawsze do mnie przemawia. Zwłaszcza, kiedy podkłady niebezpiecznie oscylują w rejonach radiowego popu, jak u Eljota - tytułowy kawałek, ze swoimi melodyjkami, śpiewanym refrenem spokojnie mógłby zostać wykorzystany również przez Gosię Andrzejewicz, czy Margaret. Z jednej strony to duży plus dla producenta, z drugiej wyraźnie widać, że Tomek mięknie i spływa ku mejnstrimowym akcjom. Ale, ale, przecież tuż obok są bity Fawoli: konkretne, opatrzone głębokim basem i silną perką, które przywodzą na myśl stare, dobre czasy. Wprawdzie Piekielny stara się je złagodzić śpiewanymi refrenami, ale nadal mają tu chyba największą moc. 'Myślę wierszem' i 'Lisa Cuddy' to najlepsze numery tutaj. I choć Cubson również zrobił podkłady stojące jedną nogą w klasyce, to one nie są już tak dobre. 'Trójca najświętsza' Oera ma również spory power dzięki samplom i energii, tak jak bity Uneasy'ego. Dzieje się tu, co przepowiadałem: njuskulowe podkłady nijak nie pasują do reszty. Fawola i Oer ciągną w jedną stronę, Eljot, Markuszynsky i Mihtal w drugą - a to Eljota jest tu najwięcej.   
    TMK się zmienia. Pamiętam, kilka lat temu był to stricte podziemny gracz z całkiem inteligentnymi tekstami i niezłym flow. Ok, technika idzie do przodu i jej zupełnie nie ma się co czepiać, bo Tomek daje sobie radę na bitach. Do tego potrafi śpiewać i choć te refreny nie zawsze brzmią udanie, to dobrze, że T jest wszechstronny. Jednak ten rozwój nie koniecznie idzie we właściwym kierunku, bo wszystko brzmi świetnie, kiedy TMK rymuje (a nawet kiedy śpiewa) na podkładach Oera i Fawoli. Ma to wówczas siłę i rapowego ducha i wcale nie szkodzą te śpiewane refreny, wręcz przeciwnie. Jednak na tych nowoczesnych podkładach, wraz ze śpiewami i autotunem tu i tam zaczyna to brzmieć jak tandetne disco inferno od Verby. Tym bardziej, że rapper często porusza tematy, jakby to ująć, medialne: uczucia, problem in vitro, zagubienie w świecie i tym podobne. Tu jest zbyt niebezpiecznie, ocierając się o kicz. Dobrze, że nie zawodzą goście - zwłaszcza Adma, która wyrasta naprawdę na żeńską gwiazdę majka.
    Nie bardzo wiem, jak traktować tę płytę. No bo niby wcale nie jest słaba, jest pełna pomysłów i dobrych wersów. Płyta zaczyna się i kończy tymi nowoczesnymi podkładami, które nie bardzo pasują do reszty - szczytem jest tytułowa 'Abazja', która jest po prostu tandetna - na szczęście jest tu kilka numerów, które to rekompensują. Podsumowując, płyte warto sprawdzić, bo są niezłe momenty.

OCENA: 4\6


piątek, 16 października 2015

KATO & MVZR - UŚMIECH SYZYFA

3\4 UDGS 2015

1. Miło, że jesteś
2. Tommy Cooper
3. Butelki o bruk
4. Twoje...
5. Nie szli za mną
6. Z krwi i kości
7. Boję się być zwykłym

    Kolejny duet z tych, co to jeden rymuje, a drugi produkuje. Kato do każdego materiału wydaje się dobierać innego producenta, bo tu MVZR, tu Crime, a tam Skailer... Tym jednak razem to tylko olkuski bitmejker MVZR i rymy Kato - wszystko na dwudziestotrzyminutowej epce.
    Wyznam w tajemnicy, że niekoniecznie jestem fanem tego typu muzyki. MVZR zrobił generalnie dość oszczędną muzę, nowoczesną, choć bez trapów i cloudów. Bogate aranżacje ustępują minimalistycznym partiom kawałków, ciężki bas wybija rytm, czasem zastępując perkusję. Zresztą, zamiast bębnów bywa, że występuje np. pianino. Zdarza się, że kawałek leci na jednym dźwięku klawisza syntezatora, ewentualnie podbity pojedynczym hajhetem. Jest spokojnie, wręcz powolnie i beznamiętnie - może to ma swój urok, ale na mnie raczej nie działa. Jest ok, ale nieco nudnawo, sory.   
    Kato jest typem młodym, ale z mentalnością człowieka w wieku średnim po przejściach. Jego flow nie można nic zarzucić, bo rapper płynie po bitach bardzo sprawnie. Problem dla części słuchaczy może leżeć w fakcie, że wersy Kato są smętne i pełne goryczy. Nawet kiedy koleś mówi o miłości, to nie brzmi to romantycznie, tylko nostalgicznie. Tak, pośród tych wersów wbija się kilka wartościowych i wpadających w ucho, ale mimo krótkiego trwania epki, w którymś momencie byłem zwyczajnie zmęczony tym dołem, w jaki wprowadza Kato. Alkohol, śmierć, niespełniona miłość, ból, wręcz sala samobójców.
    Ciężko było mi przebrnąć przez całość, choć jak mówię, nie jest to długi materiał. Kato 'katuje' swoją goryczą, melancholijne bity dokładają ciężaru. Może i nie jest to zła rzecz, ale na pewno dołująca.

OCENA: 3+\6 


czwartek, 15 października 2015

AUDIOFANATIX - KARETA

PROkru 2015

1. ♥
2. Wiking
3. ♠
4. Pielgrzym
5. ♦
6. Szlachcic   feat. HAKIM
7. ♣
8. Śmiertelnik

    Kareta nie ma, co widać po okładce, zawieźć cię w krainę hip hopu. Ta kareta raczej ma być mocną kartą przetargową na polskiej scenie. Ryvin i Hmjeló działają tu tym razem jako duet producencki, ale dają również głos na mikrofonach. Do tego sympatyczne wydanie z kartami z talii karety i wychodzi z tego całkiem sympatyczna z założenia płyta z konceptem.
    Po tym duecie nie należy spodziewać się trapów, bo to raczej kolesie dość głęboko osadzeni w klimacie Złotej Ery i podziemnego grania. Jednak oczekiwanie na truskulowe podkłady jest równie błędne, co spodziewanie się cloudów. Cztery kawałki i cztery przerywniki są złożone z sampli, pociągniętych z rozmaitych okolic 'normalnej' muzyki, czyli przyswajalnej przez większość ludzi. Brzęczą tu więc folkowe kobzy, wyją skandynawscy pieśniarze tradycjonalni, ale również rzężą gitarowe riffy pobrane z metalowych płyt. To swego rodzaju mistyczna muzyka, pełna tajemniczych dźwięków i niepokojących klimatów. 
    Obaj rapperzy mają na tyle różne style, że łatwo ich rozpoznać. Hmjeló ma ciężki wokal z bardzo bajkowo-fantastycznymi tekstami. Do tego potrafi nawijać po... łacinie. Ryvin ma zaś lżejszy głos, którym płynie nieco mniej agresywnie przez bity. Chłopcy złożyli karetę z konceptu, polegającego na tym, że wcielają się w cztery postaci, które borykają się z rozmaitymi problemami. I oto taki Wiking, jakże silny i waleczny, próbuje dać sobie radę z krasawicami z NFZ. Pielgrzym przemierza pustynię w poszukiwaniu sensu życia. Szlachcic uwielbia jeść, skupia się na chyżych dziewojach, odziewa tyłek w aksamity. Śmiertelnik zaś dąży, aby wypełnić swój los, który trzyma we własnych rękach.  
    Całkiem ciekawy pomysł, aby dość zwyczajne rzeczy przyoblec w zamierzchłe postaci i słowa, które już często wyszły z użycia. To jakby rapową płytę nagrali trubadurzy i waganci z królewskiego dworu. Idea zabawna i niecodzienna, choć zdaję sobie sprawę, że nie musi się to wszystkim podobać. Ale stylistyka rapperów oraz ich wejście w klimat są godne gratulacji. Niezłe :)

OCENA: 4+\6 


środa, 14 października 2015

ŻABSON - NIE KUMAM

nielegal 2015

1. Do ziomów
2. Nowy gatunek
3. Wieża Bubble
4. Pokora
5. Lan
6. Invisible Man
7. Dreamworker
8. Piroman
9. R.U.N. feat. WAC TOJA, SLIM SZCZEGI
10. Chłopak zNikąd

    Żabson pojawił się w Młodych wilkach Popkillera - oczywiście nie był to 'Chłopak zNikąd'... ale na pewno powołanie go do reprezentacji Popkillera znacznie ułatwiło mu dalsze działanie. Niedawno wyszedł jego świeży materiał, który został przyjęty niezwykle ciepło, nie tylko przez podziemie, ale i mainstreamowe media. Nawet się zaciekawiłem...
    Do produkcji albumu zatrudnionych zostało kilku producentów: GeezyBeatz, PLN.Beatz, Secret Rank, Senn, Essex, MNY i jwrda~. Nie jest to jakiś fejmowy skład - poza Secret Rank, czy PLN, ale przecież nie nazwiska grają, tylko bity, tak? Po ksywkach już wiadomo było, że płyta będzie miała silnie syntetyczne brzmienie. No i ma. Najgorętsze bity wywalił PLN, którego 'Nowy gatunek' brzmi rzeczywiście niczym soundtrack do jakiegoś filmu sci-fi i wywołuje ciary na plecach. 'Pokora' Secret Ranka również jeździ niczym nóż po szybie, podnosząc ciśnienie i włosy na głowie - to mocny bit, doskonale wchodzi. Reszta, owszem, jest mocno njuskulowa i naprawdę nawet niezła, choć już nie robi takiego wrażenia jak wspomniane podkłady.  
    Rapper rzeczywiście brzmi jak żaba - to wrażenie potęguje częsty autotune, który zmienia mu barwę głosu i nadaje mu tego skrzekliwego tonu. Zdarzają mu się niezłe wejścia i momenty, kiedy lekko płynie po bicie, ale są również takie, kiedy niekoniecznie Żabsonowi wychodzi to skakanie po cykaczach. To jeszcze jednak nie jest największą wadą płyty - najgorzej jest wtedy, kiedy Żabson daje się ponieść i zaczyna wrzucać teksty mizerne i byle jakie - wleciało ich tu nieco (choćby niajki zupełnie tekst w 'Lan'). 'Mówią, że Żaby styl jest zbyt chory - chcą nauczyc mnie pokory' - to nie jest chory styl, tylko jest to typ rappera, którego albo polubisz, albo będzie cię wkurwiał bez litości. Jeśli chodzi o mnie, to niebezpiecznie blisko jestem drugiej opcji: drażni mnie ten zrzędliwy autotune, byle jakie rymy wywołują zniecierpliwione wzruszenie ramionami. Jasne, jest tu kilka niezłych porównań, parę trafnych hasztagów ('Z chęcią im to gwizdnę #Pierluigi Colina'), ale za rzadko. Znaleźli się tu również dwaj goście i o ile Wac Toja nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, Slim Szczegi po raz kolejny daje radę całkiem nieźle. 
    Obiektywnie, nie jest to taka zła płyta, choć, jak mówię, może irytować. Jest to materiał mocno nierówny zwłaszcza lirycznie, bo Żabson, choć dobrał niezłe podkłady, to sam nie zawsze próbuje dostosować się do wysokiego poziomu muzyki. Za dużo u niego przypadkowości i, jak mi się wydaje, pośpiechu przy pisaniu wersów, byle szybciej nabazgrać te teksty i nagrać. Myślę, że Żabsonowi brak nieco doświadczenia przy nagrywaniu - zobaczymy kolejne projekty.

OCENA: 4-\6 


wtorek, 13 października 2015

KOŚCIEY - T.W.B. ERA

nielegal 2015

1. T.W.B. ERA 
2. SpajderWalker   feat. ZIOŁO  
3. Ania
4. Henryk 
5. Jagody 
6. Złote Koło   feat. MUSTAFA 
7. Dziewczyny, wianki… 
8. Niedźwiedź polarny 
9. Sto milionów 
10. Orzeł Biały 
11. Mistral 
12. Na biesiadzie

    W wakacje Kościey wydał swój kolejny album - od razu przyciąga on wzrok okładką wziętą wręcz z okładek BRAVO z lat '90. Poprzednia płyta była całkiem udana, choć nie rzuciła mnie na łopatki. Tym razem wszystko zapowiadało ciekawy album, który będzie konkretnym bengierem. 
    To nadal jest nowoczesny album, do tego produkowany przez podobne osoby, co poprzedni materiał. Oto są przede wszystkim Udar i Romański, z pomocą PMX oraz jednym podkładem od Johnny Beats. To świeże, syntetyczne podkłady, które wiercą dziury we łbie brzęczącymi basami, napierdalając po garach ciężkimi werblami, bądź rypiąc lawiną pudełkowatych uderzeń perkusji. Brzmi to wszystko bardzo przyjemnie, bo te bity mają rzeczywiście moc, nie rozwlekają, każde uderzenie jest w tempo i nie pozwala się nudzić. Faktycznie, Udar, Romański i koledzy wykonali prawdziwe bangiery, nie są to byle pedalskie (bez urazy!) zawodzenia, tylko potężna dawka adrenaliny. Tak powinien brzmieć nowoczesny hip hop - według mnie naturalnie.
    Kościey z każdą płytą jest lepszy. Do tego rozwija się lirycznie, bo oprócz świetnego płynięcia po bitach, prezentuje również niebanalne wersy na bardzo różne tematy. I choć zaczyna się doś typowym dla Kościeya bragga z setką gorących panczy, to już później mamy pełen wachlarz tematów: fascynacja Star Wars, wspominki o ludziach ze szkoły, pieniądze, seks, patriotyzm (bardzo fajnie podjęty temat w 'Orle Białym'), odosobnienie w swoim zainteresowaniu rapem 'back in the days'... Rapper nabrał dużej wprawy w żonglowaniu skojarzeniami i panczami, potrafi wypowiedzieć się ironicznie o wszystkim - również o sobie. Goście - tylko dwóch - wypadają dość nijako i w zasadzie mogłoby ich wcale nie być. Kościey panuje na albumie niepodzielnie i nie pozwolił sobie skraść show, nawet, jeśli obok stał równie ciekawy Zioło.
    Bardzo fajny album, który z każdej strony okazuje się być przemyślany i dokończony. Bardzo dobre bity, bez żadnych wpadek i tandety, a także Kościey, który jest obecnie w doskonałej formie - wszystko razem dało nam niezwykle korzystny materiał. Słucham tego, radzę również Tobie to samo.

OCENA: 5\6   


piątek, 9 października 2015

ZIOŁO - COKOLWIEK

nielegal 2015

1. Bzdury
2. Hajs Hajs Kwit
3. Pierwsze Szlugi
4. Między słowami
5. Szefostwo  feat. KUBA KNAP, EMIL G
6. GTA   feat. LEH, MADA 
7. Praca
8. Akceptacja
9. Styl Życia   feat. SZPILEK, DUDI, PSZEM
10. Metamfetafory
11. Wróg
12. Szczyt
13. Eckhart
14. WWW   feat. GUGAS, DŻEJPA   

    Ten album zawiera materiał, nagrany przez ostatnie trzy lata. To wszystko, co Zioło dał radę nagrać i brzmi w miarę porządnie, aby to zaprezentować. Ma to być swoisty przegląd rozwoju artysty na majku i za konsoletą. I trochę jest, a to co wpadło na ten album, to... cokolwiek.
    Zioło robi sobie całkiem fajne bity, naprawdę. To muza, w jakiej rapper czuje się doskonale i która pasuje do jego flow i wersów. Niby całość jest klasyczna, ale nie jest to bynajmniej brzmienie Złotej Ery, bo Zioło stara się wplatać w produkcje elektroniczne melodyjki i wtręty, które, przy zachowaniu szacunku dla klasyki, sprawiają, że muzyka brzmi świeżo i przyjemnie buja. Tylko dwa podkłady pochodzą spod innych rąk. Pierwszy to 'GTA' od Hauasa - ciężki, zawiesisty, pełen dymu numer, który buja doskonale. Drugi to kończący płytę 'WWW' Wrotasa, absolutny banger, pozostawiający cię w lekkim niedosycie, po nieco rozwodnionych ostatnich kawałkach. ale nie ma tu na co narzekać, wręcz przeciwnie.
    Rapper ma wybitną łatwość płynięcia po bitach - zwłaszcza swoich. Chłop leci po złoto i choć nie przejmuje się specjalnie konwenansami, to i tak wypada w punkt. I technicznie, i tekstowo, kiedy gada w sumie o sobie i o swoim życiu z pewnym przekąsem i dozą humoru. Zioło zabiera nas na spacer (lot?) na swojej chmurze, gada o tym piciu, paleniu i pannach, ale również o życiu jako takim, upadkach i wzlotach. Z tym, że wszystko podane jest z takim dystansem do siebie i rzeczy, że nie odnosisz wrażenia, że Zioło się umartwia, jak ci uliczni rapperzy, albo jest lekkoduchem. Konkret. A do tego ci goście, zwłaszcza Leh, Mada i Knap, który, jak mi się wydawało, ostatnio się wyeksploatował, ale tu akurat wyszedł porządnie.
    Zioło jest w formie i w sumie ciekaw jestem CO będzie na zapowiadanym albumie 'Co'. Bo tu mamy całkiem fajne bity, naprawdę dobre rymowanie, udanych gości i ciekawy wajb. Czego chcieć więcej? Może tego, żeby temperatura nagrań trzymała stałą wartość, bo końcówka była już lekko chłodna - z nagłym wzrostem na samym końcu. Dobry album.

OCENA: 5-\6


czwartek, 8 października 2015

ŚMIECH - ŚMIECH NA SALI

nielegal 2015

1. Dzień inwazji    feat. FOLKU
2. Będzie grubo
3. Słuchawka w play     feat. FOLKU, JUHACINO  
4. Chwila przerwy 
5. Mam tego dosyć   feat.  FOLKU, JUHACINO 
6. Zawsze byłem gorszy

    Śmiech już działa od jakiegoś czasu na scenie krakowskiej, udzielając się w różnych projektach. Aktualnie bierze udział w akcji Under Draft, promującej zdolnych rapperów z podziemia. Na tejże fali Śmiech wydał swój solowy materiał, bodaj pierwszy solowy.
    Poprzednia płyta Śmiecha bowiem była wydana wraz z Folkiem - i po kumpelsku, Folku pojawia się tu nie tylko jako kolega rapper, ale również jako producent. Odpowiedzialny jest on za połowę kawałków - w tym energiczny wejściowy trak, jak i kończące płytę, równie pełne werwy numery. Drugim z bitmejkerów jest stawiający na klasyczne patenty Hauas, robiący bardzo przyjemne, bujające podkłady, siedzące w klimacie Złotej Ery. Ostatni, z tylko jednym podkładem jest Jimmy Kiss - wysmażył on bardzo przyjemny kawałek 'Chwila przerwy' - nie wiem, czy nie najlepszy tutaj. Muzyka, choć mocno osadzona w korzennym, samplowanym brzmieniu, brzmi wystarczająco świeżo, żeby kiwała głową. Podoba mi się.
    Śmiech zmienił swoje oblicze. Ze zwyczajnego rappera z flow jak tysiąc innych zmienił się w typa lecącego po werblach niczym Tech N9ne. Nauczył się zwalniać i przyspieszać i choć nie jest to 100% podróbki, to inspirację słychać wyraźnie. A do tego jego teksty tez przeszły pewien uplift. Śmiech potrafi szydzić sam z siebie, pokazuje swój świat w nieco krzywym zwierciadle, z taką pewną zjadliwością. To taki niepozorny koleś, którego nikt nie zauważa, ale kiedy wchodzi do studia, wychodzi z niego zwierz :) Na majku towarzyszą Śmiechowi Folku i Juhacino, którzy, choć poprawni, zostali już nieco z tyłu za Śmiechem.
    Spory progres, nowy styl, który choć trąci zbyt mocno 'inspiracją', brzmi nieźle, bo Śmiech daje radę z tymi zmianami tempa i upychaniem słów w linijki bez potknięć. Do tego muzyka wyszła naprawdę fajna i w sumie zaczynam czekać na kolejny wspólny materiał Śmiecha i Folka. Bardzo fajna płytka, choć krótka.

OCENA: 5-\6


środa, 7 października 2015

HARY & FOUX - HARY & FOUX

nielegal 2015

1. Jim Morrison   feat. AD.M.A.
2. Żyjemy do dna
3. Jeśli boisz się żyć
4. Więcej   feat. PENX
5. Wrzuć to na skórę   feat. JODSEN
6. Mieliśmy być
7. Na miarę cięte
8. Liczę na Was   feat. DEYS, ROVER
9. W górę
10. Trololo
11. W nieswoich skórach
12. Oddech
13. Czysty umysł   feat. PAULINA
14. Jeden drink (Foux Blend)
15. Powodzenia (Foux Blend)
16. Wrzuć to na skórę (Buczer Remix)

    Nie spodziewałem się szału po tej płycie, podszedłem do niej na zupełnym luzie - co będzie, to będzie. Głównie dlatego, że przecież znam nagrania obu panów i żaden z nich nie wywołuje u mnie gęsiej skórki ani drżenia ud. To, co zwróciło moją uwagę, to kilku interesujących gości, no i byłem ciekaw, czy będę w stanie wysłuchać całej płyty na bitach Fouxa.
    Bo przyznam, że Foux nie należy do moich ulubieńców za konsoletą. Jakiś czas temu, kiedy dopiero pracował na swoją markę, wydawał mi się bardzo ciekawym producentem, ale potem zbyt skomplikował i rozwodnił brzmienie - tego właśnie się obawiałem i tutaj. Ale nie, raczej nie. Wbrew pozorom, album wyszedł spójnie, ale jest na tyle zróżnicowany, że jest tu nawet interesująco. Oczywiście, Foux zachowuje nowoczesne brzmienie, ale prezentuje nam tu pełną gamę różnych brzmień. Jest 'Żyjemy do dna' zupełnie w stylu jiggie, jest trapowy 'Jim Morrison', okraszony gitarą akustyczną 'Jeśli boisz się żyć', konkretne 'Więcej' i 'W górę', czy absolutny banger 'Trololo'... Jest tu naprawdę sporo porządnych bitów, które porządnie współbrzmią z Harym - a nawet bez niego są też na tyle fajne, że bujają. Okazało się, że obawiałem się niepotrzebnie, Foux stanął na wysokości zadania i wysmażył towar wysokiej jakości. 
    Hary zrobił spory postęp od '7 Grzechów' - każde wydawnictwo jest o krok lepsze. Już 'Petardy' miały siłę, ale na tym materiale rapper wbija się taranem w uszy. Nienaganne flow, płynące refreny i te wersy, tnące przy samej ziemi. Jednak jest istotna różnica pomiędzy wcześniejszymi nagraniami, a tym albumem. Nie ma tu już tyle bragga, trochę jakby Hary nie chciał się już kopać z koniem i olał. Przy czym nie owija w bawełnę i mówi prosto z mostu, na czym chce stać: 'nie będę pierdolił, że robię rap dla siebie, dla siebie to se kanapki zrobię'. Mamy tu zatem coś o życiu - tym szybkim, kiedy umiera się wcześnie. Pijemy i wpierdalamy specyfiki, 'mamy swoje życie, swoje dupy, wspólny rap, swoją butlę, swoje szlugi'. A jako wisienka, coś o dziarach. Czyli imprezy, hajs, dupy i rap. Akcja pojęta czysto w sposób hamerykański. A goście, o których wspomniałem, że są? Na pewno świetnie wypadł Penx - spokojnie wygrał tu kawałek dla siebie. Adma również wysoko na poziomie, nie można narzekać na zwrotkę Rovera, czy Buczera. Poniżej spodziewań wypadł tu jakiś bezpłciowy Deys i nijaki Jodsen.
    W sumie powinna to być petarda, ale trochę  brakuje. Przez godzinę jazdy z duetem zdarza się, że ciśnienie spadnie - zarówno, jeśli chodzi o bity, jak i wersy. Niemniej jednak to bardzo fajna pozycja z szufladki te nowoczesne brzmienia i ostry rapper. Warto sprawdzić, jedno z ciekawszych wejść w tym temacie.

OCENA: 5-\6


wtorek, 6 października 2015

BRADDU - ZEPSUTY DZIECIAK

nielegal 2015

1. Kiedy Wiozę Się (72 Dziewice)
2. Halleluyah
3. Słowo W Eter
4. Nasty 2    feat. PEKAY
5. 99 Problemów
6. Kilka Słów
7. Życie Życie
8. Sprawdź Mój Vibe
9. Bóg Dał, Bóg Zabrał
10. Ka$$$y (Dziwki)
11. Arribabiba
12. Nie Zmienisz Mnie
13. Nie Pozwolę Ci Odejść
14. Untitled
15. Ten Ogień
16. KTM
17. KTJ

    Braddu jest jednym z tych rapperów, którzy nie pierdolą się w tańcu. Jest bezkompromisowy, do bólu szczery i nie przejmuje się twoimi dąsami. Jego kolejny materiał ma tytuł adekwatny do jego postawy i jedną z najgorszych okładek w polskim hip hopie.
    To znowu mikstejp, zatem część bitów okazuje się być zupełnie skradziona z rzeczy hamerykańskich. Ale początek albumu to totalny bangier od Lanka - niszczy system i rozpieprza mózg wibrującymi, syntetycznymi melodyjkami - sztos, jeśli chodzi o nowoczesność. Zresztą, inne traki Lanka również koszą (może poza nudnawym 'Kilka słów'), tak jak Manifest i KB. Polscy producenci naprawdę ogarnęli temat nowoczesnego brzmienia po mistrzowsku. Wszystko ładnie zamyka się w ramach trapu i elektroniki i mocno trzęsie bebechami. Druga połowa albumu to pozostałe podkłady, które pochodzą z zagłębi internetu i płyt takich wykonawców, jak Rick Ross, Lefty Capone, a nawet Lil Kim z połowy lat '90 - okazuje się, że Braddu może też jechać na klasycznych bitach. Zdziwiony? Cóż, nie pierwszy i ostatni raz tutaj.
    Tak, Braddu ma w dupie, co sobie myślisz, robi swoje. Będzie się chwalił, chlał i ciągnął koks, ruchał dziwki i co tam jeszcze chcesz. Ale nie uważaj sobie, że to degenerat - opowie ci też o życiu i polityce - może w nieco obcesowy sposób, ale za to szczerze. Brzmi to wszystko świeżo i z oryginalną swadą - od razu wiesz, że ten pojeb to Braddu. Ważne jest, że rapper ma swój styl, który naprawdę dobrze wchodzi - jedyne, czego mógłbym sie przyczepić to fakt, że Braddu nieco za bardzo zawija język i nie wszystko da się zrozumieć - ale to może taki trik, żebyś słuchał uważniej... Nie ma tu żadnych skomplikowanych filozofii, Braddu 'nie żyje dla idei, bo jak Ideę przejął Orange, to i jego idee gdzieś zniknęły'. Pozwala sobie nawet na momenty romantyczne ('Nie pozwolę ci odejść'), czy rozkminkowe ('Bóg dał, bóg zabrał'). Kolejną szpilką w twoje dupsko jest gościnny występ... Pikeja. Tak kurwo, Pi to da Kej, Kukulski junior. I wiesz co? On dał sobie radę. Pisałem już, że ten album jest pełen zadziwiających rzeczy?
     Braddu ma w sobie coś, przez co słuchanie jego płyt pobudza krew w żyłach do krążenia. Rapper zaskakuje, czasem niesmaczy, czasem odpycha brutalnymi opisami - ale nawet jeśli się coś tu nie podoba, to i tak słuchasz z takim masochistycznym zacięciem. Bo to jest dobre i tyle. A gdyby cała płyta na bitach Lanka? Zniszczenie by było.

OCENA: 5-\6


niedziela, 4 października 2015

HASHASHINS - TA'WIL

nielegal 2015

1. Intro
2. Święty szaleniec
3. Taka faza
4. Kendama
5. Szyfry
6. R.F.I.D
7. Od zera
8. Dla nikogo
9. AWAKE!
10. Sils Maria
11. Modele zagrań
12. Powidoki

    Deys i ZeroCool wydali niedawno mikstejp, nawiązujący mocno do stylistyki arabskiej - przynajmniej z okładki i tytułu. Do całości dorobili nieco pokrętną i patetyczną ideologię, która nic nie wyjaśnia, a raczej wywołuje uśmiech politowania - ciekawe, czy tylko ja tak mam, czy ktoś również jako bełkot odebrał słowa : TA'WIL to rodzaj "duchowej hermeneutyki" – interpretacji, która rozbija martwe, skostniałe formy; to "odniesienie do źródła lub głębszego znaczenia"; to podróż mająca na celu odkrywanie nowych horyzontów, sensów i znaczeń.'
    Jako, że jest to mikstejp, część bitów jest zawinięta, choć na wszystkim, tak czy siak, trzymał łapy Foux. Oryginalne bity, jakie się tu znalazły, pochodzą od takich osób, jak Skrywa, Skyler, SSZ, NoTime, Ironic, AprilJoke i Secret Rank. W sumie nie ma tu co robić rankingów, czy zestawień - całość jest bardzo spójna i równa. Wszystko jest na wskroś nowoczesne, ale w tym dobrym znaczeniu. Ciężki, zawiesisty trap, który zamiast zamulać, żyje i nakręca. Hajhety cykają jak u zegarmistrza w zakładzie, syntetyczne melodyjki wygrywają tajemnicze melodie. Najbardziej pasuje tu jednak 'AWAKE!' Ironica, który na te cykacze wplótł melodyjkę niczym zagraną przez tureckiego kobzistę - idealnie trafia w ideologię materiału - szkoda, że takich momentów nie ma więcej. Muzyka jest naprawdę w porządku - nawet jeśli nie przepadam za tymi trapami.
    Tam, gdzie biegnie dwóch, ktoś musi nadawać tempo, a ktoś się wozi z tyłu. Nietrudno zgadnąć, że to Deys jest tu motorem napędowym, a Zero trzyma się lekko z tyłu. Nie to, żeby odstawał, bo uszy przez niego nie bolą, ale jednak Deys ma dużo większą swobodę na majku, o wiele płynniejsze flow. Co do tekstów zaś - owszem, wszystko się zgadza z opisem. To znaczy każdy wers się składa i pozostaje w zgodności z poprzednim i następnym. No i niby jest ok, ale zabij mnie, nie mam pojęcia, o czym jest ta płyta. Odniosłem wrażenie, że to faktycznie duchowa hermeneutyka, choć to brzmi jak wulgaryzm. I im bardziej się wsłuchiwałem i próbowałem rozumieć, tym bardziej mi się sens rozwiewał.
    Trochę ta płyta niejasna, zahaszowana, przysypana piaskiem pustyni. Muzyka jest naprawdę konkretna, rapperzy dają sobie spokojnie radę - zwłaszcza Deys, ale trochę przeszkadza mi to, że z jednej strony wygląda to wszystko na przemyślany koncept, z drugiej nie ma to żadnego sensu. Niemniej jednak słucha się tego bardzo dobrze.

OCENA: 4+\6 


sobota, 3 października 2015

PIKERS - SPIESZ SIĘ MNIE KOCHAĆ

nielegal 2015

1. Anakin
2. Dni
3. Dylematy
4. Hejt
5. Na Streecie
6. Net
7. Nic
8. Nie Mam Ego
9. Nie Przejdzie
10. Ona
11. Po Co
12. Pokazę Jej
13. Przegrana
14. Stres
15. Śpiesz Się Mnie Kochać
16. Tu
17. Za Wysoko
18. Zimny

    Pikers to kolejny polski rapper żyjący za granicą. Niedawno dotarł na scenę jego mikstejp. Nie wiem, co i jak, ale na takim Ślizgu na przykład lud dostał bez mała spazmów, siejąc propsy niczym chłop na polu kukurydzy.
    Pikers to, jak ma napisane na profilu fb, rapper \ producent. I może rzeczywiście stworzył przynajmniej część tych podkładów, choć nie mam pojęcia - na  pewno trochę z nich jest zawinięte. Zasadniczo, nie ma to większego wpływu na odbiór muzyki - to bardzo spójny materiał. Podkłady są mocno nowoczesne, to głównie trapy rodem z Tennessee, o tysiącach hajhetów i syntetycznych melodiach. Nie ma tu przestojów i zwolnień, brak cloudów, więc tempo nie siada, nawet, jeśli perkusja wypada na dłuższy moment. To bardzo sprawnie dobrany/zrobiony rap up-to-date, który świetnie bangla z głośników. 
    Mówią, że Pikers ma fantastyczny styl. Well, cóż... Myślę, że można tu powiedzieć bardzo wiele i mocno polemizować. Akurat pod względem liryczno-technicznym ten album jest bardzo różny. Raz Pikers leci bez potknięć po tych trapach, jakby urodził się w Memphis. Wszystko się ładnie składa, zacnie się rymuje i rapper płynie z mocną, wręcz amerykańską swadą. Gdyby nie język, można by się pomylić, tym bardziej, że głos ma bardzo przyjemny do tego typu muzyki. Ale co jakiś czas wpadają kawałki, takie jak 'Dylematy' i 'Nie przejdzie', słabiutko zarymowane, a tekstowo aż boleśnie prymitywne. Jeśli już jesteśmy przy tekstach, to jest to najuboższa część albumu. Tematyka zamyka się w większości na jaraniu - a nawet jeśli temat ma być inny (jak np. w całkiem dobrym 'Nic'), to i tak co kilka wersów następuje odjazd w kierunku jarania, czy przyjmowania specyfików #chemiazniemiec. Wiecie, 'boli cię głowa, zapal to może ci przejdzie' - tak w kółko. Ma to swój urok, owszem, ale z drugiej strony może męczyć.
    Pikers jest rozwojowy, ma swój styl i ma pomysły. Posiada również niezły głos, a płyta jest spójna - to wszystko na plus. Z drugiej strony ta monotematyczność i siermiężne wpadki nieco męczą. Będę typa na pewno obserwował, bo to nie jest złe, choć może i wymaga nieco szlifu.

OCENA: 4-\6


piątek, 2 października 2015

BUKA & SKOR - IMAGO

3-Art 2015

1. Alabaster
2. Heban
3. Antracyt
4. Szafran
5. Karmazyn
6. Lazur

    Koncept album dwóch trójmiejskich rapperów wywołał dość skrajne komentarze - od zachwytów, aż po siarczyste zjebki. Jednak już na pierwszy rzut oka, płyta zachwyca - swoim wydaniem i pomysłem. Po drugie, osobiście lubię Bukę, więc może coś z tego będzie. Jednak okazuje się, że to tylko niecały kwadrans.
    Wydawać by się mogło, że aby wysłuchać płyty weszliśmy do filharmonii. Podkłady atakują nas kakofonią dźwięków, złożonych z ciężkich smyków i pianin, podbitych mocnym bitem. oczywiście, ciężko posądzać twórców o wybór podkładów ulicznych - to zupełnie inna droga. Kris postarał się stworzyć muzykę w pełni dostosowaną do potrzeb Buki i Skora: bajkową, czasem szaloną, czasem rozmarzoną - taką, która będzie tworzyć idealne tło dla wersów. I tworzy, wszystko splata się bardzo dobrze i ciężko znaleźć tu jakieś błędy. Całość została dobrze przemyślana. 
    Taki jest to klimat i założenie, że każdy kolejny numer ma swój własny kolor/materiał. I w zasadzie na tym opiera się pomysł. W teorii kawałki opowiadają jakąś historię, ale jest to wszystko opowiedziane w taki sposób, że możesz sobie dośpiewać dowolny jej przebieg. Po prostu autorzy zostawili słuchaczowi możliwość interpretacji tego, o czym mówią. Całość spinają tylko te kolory/materiały, którymi rapperzy starają się namalować obrazy/stworzyć mozaiki na tyle realistyczne, żeby móc sobie zobrazować opowieść, ale równie abstrakcyjne, żebyś miał sporą dowolność w tworzeniu własnego obrazu. Obaj rapperzy nieźle razem współbrzmią: Skor jest spokojniejszy i bardziej poukładany, Buka potrafi polecieć nie tylko wokalnie, ale i tekstowo: jego wersy są nieco bardziej złożone i jakby bajkowe. Owszem, można zarzucać obu pretensjonalność, monumentalność, pseudo poetyzm, ale to kwestia gustu, jak sądzę. 
    Tak, to monumentalny i podniosły kwadrans, może nawet patetyczny. Ale to całkiem niezły kawałek muzyki, pozostawiający słuchacza w niejakim zawieszeniu, bo nagle kończy się, choć zacząłeś się dopiero rozgrzewać i przyzwyczajać do klimatu. Warto sprawdzić, aby wyrobić sobie własne zdanie. 

OCENA: 4+\6 


czwartek, 1 października 2015

GRIZZLEE & DRYSKULL - STADIUM REGENESIS

Step 2015

1. Apocalypsis
2. Horyzonty
3. Karma
4. Fire On The Water
5. Manifest
6. Kiedy Będą Wmawiać Ci
7. Ikar
8. Niedaleko
9. Deadline
10. Neony    feat. B.R.O.
11. Na spojrzenia dnie
12. Stadium regenesis   feat. VNM

    Ragga i elektronika - w założeniu całkiem niezłe połączenie. Grizzlee jest w sumie człowiekiem symbolem na scenie muzyki jamajskiej, zaś Dryskull to zdolny producent, znany z płyt nie tylko VNM, ale i Afromental, czy Mroza. Szykował się zatem interesujący projekt, który będzie nieco bardziej złożony i eklektyczny.
    Elektroniczne brzmienie, generowane przez Dryskulla, jest dość złożone i wielowarstwowe. Podkłady mają sporo przestrzeni, często zmieniają się sekwencje, przejścia serwowane są na bogato. Jest to muzyka niewątpliwie dość ciekawa, ale raczej dla fanów popu, niż hip hopu, o co dba nie tylko producent, ale również Grizzlee, próbujący wszelakich sposobów na okiełznanie muzyki. No i ok, panowie fajnie się dogadują, tyle, że płyta zaczyna oscylować niebezpiecznie w kierunku muzyki radiowej: lekkiej i przyjemnej. Czy to źle? Zależy jak na to spojrzymy, bo obiektywnie rzecz biorąc, muza się broni, wpada w ucho i wszystko gra. Jeśli jednak chcemy hip hopu, czy choćby ragga, jest to styl w odwodzie i panowie, nie wątpię, że celowo, stawiali tu przede wszystkim na przystępność, niż na trzymanie się kanonów.   
    Grizzlee występuje tu nieco z pozycji bardziej wszechstronnego wokalisty, niż rappera, czy toastera. To nie jest to samo, co na East West Rockers, nie to samo, co na Mixturze. Ale tu, choć Grizzlee chciał pokazać samego siebie, to jednak znacznie mu bliżej na albumie do Mixtury, niż EWR, czy tego, co znamy z gościnnych występów. Czyli to akurat nie jest to, co mnie urzeka. Tym bardziej, że tematyka też jest raczej popowa: neony nas przyciągają blaskiem, o miłości moja, blabla. W sumie płyta nabiera żywości, kiedy wchodzą BRO i VNM, od razu bity zaczynają żyć - zwłaszcza V. Całość jest zwyczajnie miałka, przeznaczona raczej dla młodych dziewcząt, niż podstarzałych dinozaurów rapu.
    Szczerze mówiąc, ta płyta to takie nieco nijakie, papkowate pitu pitu. Rozwodnione, z małą ilością porządnych wejść. Większość albumu to miałkie, śpiewane zwrotki, refreny, mające zapewnić słuchalność oraz popularna muzyka - zbyt radiowa, ale i za mało przebojowa. W zasadzie materiał przelatuje i niewiele zostaje. Powtarzać? Od biedy.

OCENA: 3\6