czwartek, 24 marca 2016

KONIEC

Wszystko ma swój początek i koniec. Ta strona miała swój początek pod koniec 2011 roku, pięć i pół roku później następuje wreszcie finisz. Nie mam już ani weny, ani czasu. Przyznam, że pisanie tych krótkich, ale rzeczowych (na tyle, ile dałem radę) recenzji zajmowało mi codziennie co najmniej godzinę. Że nie wspomnę o odsłuchu materiałów. Przez te 5 lat zrecenzowałem pewnie około 1000 albumów, wylano na mnie wiadra pomyj i dano wiele prosów. Fajnie. Blog był w pewnym okresie tak popularny, że statsy naliczały po 80.000 wejść miesięcznie! Szok. I co z tego? Nic. Płyty kupuję sobie sam, nielegale ściągam sobie sam (na szczęście są dobre osoby i podrzucają linki - dzięki!), kosztuje mnie to wszystko zbyt wiele. Czasu, wysiłku, cierpliwości, no i pieniędzy. Sprawiało mi to frajdę, ale ostatnio mi przeszło i w zasadzie nie widzę na razie szans na reaktywację. No bo, aby się nie zamęczyć - może same legale? Albo w ramach promocji, same nielegale? Tego i tak jest za dużo. Ale przecież osobliwością i wyjątkowością tej strony było to, że można tu było znaleźć opisy KAŻDEGO legala w kraju i pewnie z 80% nielegali.
Za dużo tego, mam dość. Pozdrawiam wszystkich, którzy wpadali tu regularnie, aby poczytać te głupoty :)
Może kiedyś powrócę? Kto wie?
Pis joł. (ale pis taki peace, a nie PiS)   

niedziela, 21 lutego 2016

NNFOF - NO NAME FUCK THE FAME

nielegal 2015

1. Intro    feat. DJ ACE, DJ KACZY
2. Fuck the fame   feat. JUNES, PIH, DJ PERC
3. Sztorm    feat. OXON
4. Niesmak   feat. TOSTER, JNR, AD.M.A, DJ DANEK
5. Sin City   feat. SARIUS, DJ BULB
6. Papierowy samolot   feat. HUKOS, CIRA, DJ FALCON1, DJ VAZEE
7. Instrumental #1
8. Coś takiego     feat. RAKRACZEJ, DJ LEM
9. To miasto nienawidzi nas    feat. BONSON, GREEN, DJ PERC
10. Normalna sprawa     feat. LAIKIKE1, DJ TE
11. Replikant     feat. JEŻOZWIERZ
12. Mr. Perfect    feat. PEERZET, PYSKATY, DJ TE
13. ?!     feat. OTSOCHODZI, DJ DANEK
14. Instrumental #2    feat. BEJOTKA, DJ FLIP
15. Nierówno pod sufitem     feat. OXON, REVO, DJ ROKA
16. Ulic śpiew    feat. EMAS, STILLO, ERKING, FLOJD, DJ NORIZ
17. Drugie życie    feat. ERKING, EGOTRUE, DJ TE
18. Jedna myśl     feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK, DJ IKE
19. Eskapizm    feat. ROVER, JOPEL, DJ DANEK
20. Outro    feat. DJ ROKA

    Legalny album producenckiego duetu przeszedł, owszem, doceniony, ale tylko przez prawdziwych fanów hip hopu (jakkolwiek tego nie zrozumiesz). Wydaje mi się, że może powinien mieć więcej uwagi, ale może po prostu NNFOF nie są aż tak medialni, jak trzeba. Dlatego tym razem na płytę zaproszona została cała śmietanka naszej sceny - ale znowu, nie tej fejmowo-mainstreamowej, tylko tej z wyższej półki, ale niższego poziomu, nazwijmy to, sprzedania (choć od dawna wiadomo, że rap to doskonale sprzedający się produkt, pod warunkiem, że jest dobrze /czyt. chwytliwie/ zrobiony i jeszcze lepiej wypromowany).
    Siwski i Tykshta mają swój ustalony klimat - w większości to mocno klasyczne, samplowane traki, owinięte na dość typowych perkusjach. Ale, żeby nie było, że NNFOF są zacofani, mamy tu trochę prób wjechania w nowoczesny sznyt, zmieniając paterny perkusji, grając większość podkładu na syntezatorach, ciągnąc niskim basem po podłodze (np. 'Niesmak', czy instrumentale). Nie oszukujmy się, część z tej muzyki jest bardzo bezpieczna i czasem wręcz nudna - tylko kilka numerów rusza tak, jak powinno, choćby '?!' na ostrych gitarach, czy tajemniczy 'Replikant'. Dobrze wypadają dje, dodający tempa, ale muzycznie to płyta jest nieco zbyt długa i męcząca, choć nie pozbawiona dobrych traków.  
    Tyle ludzi na majkach! Na szczęście oszczędzono nam wypełniaczy, których kawałki trzeba skipować, bo nie da rady ich przełknąć. Dlatego mamy tu wejścia lepsze i zwyczajne. Z tych lepszych Oxon z siłą sztormu wbija się w uszy - energetyczny, świetny numer, tak samo, jak jego duet z Revo. Toster zwraca uwagę swoim flow, a wraz z JNR i Admą tworzą całkiem udane trio. Sarius jak zwykle trzyma poziom, nawet na tym syntetycznym podkładzie. Zaskoczył nieco Rak, który przyszedł na majka z bardzo porządnymi wersami. Laikike, Peerzet i Jeżozwierz trzymają zazwyczaj poziom, więc ich dobre kawałki nie dziwią. I Pyskaty też pewnie nie powinien, ale jego zwrotka wypada tu naprawdę świetnie. Otsochodzi już od jakiegoś czasu zwraca moją uwagę i tu wcale nie zawodzi - to bardzo porządny trak. Średnie wejścia zaliczają zaś Junes i Pih nawinęli dość porządnie o tym, że wprawdzie mają 'name', ale pieprzą 'fame' - jakkolwiek nie byłoby to fałszywe odnośnie Piha. Trochę zawiedli Huskos z Cirą - przelecieli bardzo nijako i naprawdę stanowią tu szarą masę - podobnie jak Bonson z Greenem i pozostali. Jako miłą odmianę, umieszczono tu jeden trak r&b z Justyną Kuśmierczyk - trak przyjemny dla ucha.
     Może i byłaby to niezła płyta, ale trochę tu za dużo zwyczajności. Nazywam to rzemieślniczym rapem - i tacy są nie tylko producenci, ale i większość rymujących zawodników. Osobiście zrobiłbym z tego świetną epkę z Oxonem, Jankiem Otso, Tosterem, JNR i Admą, Jeżem, Rakiem i Sariusem - wtedy bez wątpienia piątka. Ale tak...

OCENA: 4\6

MASZ TU ODSŁUCH I PIERDOL TEN FEJM

sobota, 20 lutego 2016

REST - WIARA NADZIEJA MIŁOŚĆ

Step 2015

1. Start 
2. REST 
3. Wiara feat. BEZCZEL, ERO
4. Póki co
5. Czarna Wizja
6. Odpowiedzialność feat. PIETRAS  
7. Daj Boże 
8. Nie powiem Ci jak żyć feat. POLSKA WERSJA, SAFUL   
9. Nadzieja    feat. EMAZET 
10. Najwyższa wartość feat. SOWA, KACPER, KALI, JONGMEN, MICHRUS, DAWIDZIOR 
11. Dokąd idę?
12. Sam Wiesz feat. DuUDEK P56 
13. Nie Pozwól feat. NIZIOŁ, ŻABA, KAFAR 
14. Miłość feat. MARLENA PATYNKO
15. REST (Wilkulon Remix)
16. Nie pozwól feat. NIZIOŁ, ŻABA, KAFAR (DNA Remix)
17. Najwyższa wartość feat. SOWA, KACPER, KALI, JONGMEN, MICHRUS, DAWIDZIOR (DNA Remix)
18. Daj Boże (Wersja archiwalna)

    Tak to już jest, że jak w grupie jest dużo rapperów, to po sukcesie wspólnych płyt ekipa zaczyna iść na swoje i każdy próbuje realizować własne wizje, na które w zespole nie byłoby szans. Dlatego pod koniec roku dostaliśmy kolejną solówkę z szeregów Dixona. Płyta Kafara niewiele różniła się od dokonań D37, więc nie miałem złudzeń, że tu będzie inaczej.    
    Rest zgromadził na swojej płycie całą paletę producentów. Kriso, Choina, Wits, Dies, Czaha, NWS, Goofer, Feru, Pawbeats, Dos, Kaszpir i DNA, który zrobił remiksy to dość długa lista, przyznacie. A przecież jest tu również DJ Gondek, DJ Cumz i DJ Hard Cut na wosku. Jaki jest tego efekt? Spory misz masz stylistyczny, bo przeskakujemy tu od klasycznych brzmień (Kriso, Choina, Feru, NWS), przez nowoczesny hip hop (Wits), aż po njuskulowe trapy (Dies, Pawbeats). Podkłady niestety w większości nie porywają, niektóre nudzą, inne irytują, jest parę lepszych, ale ta zbieranina bitów wygląda na zupełnie przypadkową, pozbieraną od znajomych na zasadzie 'o, to jest fajne, biere'. Brak tu spójności i konceptu.
    Rest jest rapperem, który w czasie 50 minut obcowania z płytą zalicza wszelkie opcje: tu płynie bardzo ładnie zgodnie z bitem, a tam z kolei się wysypuje z rytmu. Tu ma teksty pełne przemyśleń i konkretnych rozkminek, aby za moment wejść z wersem typu 'życie jest życiem, kurwa jest kurwą' i sam już nie wiesz, czy chwilę wcześniej dobrze słyszałeś i czy ten koleś tak na poważnie, czy nie. Rest zaprosił tu całkiem sporą rzeszę gości, która robi po prostu swoje, czasem wybijając się stylistyką, czasem jakimś wersem, ale generalnie poziom jest tu stały - czyli średni. Na albumie mieli pojawić się jeszcze Sokół i Borixon, ale... olali Resta, za co dostało im się parę gorzkich słów. Wersy są tu jak muzyka - nieuporządkowane, pozbierane z każdej strony, dość luźne, choć wcale nie najgorsze.
    Jeśli mam być szczery, to z dwóch solówek Dix37 lepsza jest jednak ta Kafara - Rest chyba nieco nie przemyślał albumu, bo brzmi to tak, jak przypadkowa składanka różnych kawałków. Nie jets to zła płyta, wbrew mojemu narzekaniu, ale nie jest to również dzieło wybitne, warte zapamiętania. Ot, kolejna płyta z życiowym przekazem.

OCENA: 3+/6  

SPRÓBUJ UWIERZYĆ, ŻE NADZIEJA DOPROWADZI CIĘ DO MIŁOŚCI

czwartek, 18 lutego 2016

ADHD - KOŚCI I KWIATY

Grasshopper 2015

1. Księga rymów
2. Bałałajka
3. Jakimś cudem
4. Za kurtyną powiek
5. Nie ma nieba
6. Na krańcu świata
7. Nerwus
8. Walka z cieniem feat. THE MOON
9. Pobite gary
10. Wino kobiety i śpiew
11. Pijany diabeł
12. Błędne koło
13. Karmazyn
14. Ty
15. Biała gorączka
16. Za tych co nie mogą
17. Dwanaście złotych

    ADHD, czyli Freon, Mustafa, Strach i Opiat siedzą na wrocławskiej scenie od ładnych paru lat. Nie jest to oryginalny skład, bo przecież trochę się pozmieniało przez lata, ale ostatnio dalo się zauważyć, że chłopcy pojawiają się coraz częściej u Winiego, czy na innych produktach Stopro. Transfer z Wrocka do Szczecina okazał się prawdą - legalny album ekipy znalazł się na sklepowych półkach.
    Nadwornym producentem grupy jest Opiat, który wyknał tu wszystkie bity z pomocą Panamy, grającego na różnych gitarach. Wyszła z tego muzyka mroczna, trochę w klimacie średniowiecznego lochu - doskonale pasuje do pretensjonalnej i teatralnej okładki. Pobrzmiewają tu echa klasycznego hip hopu, ale również bluesa, ragga, czy nawet nowojorskiego hardkoru. Nie zawsze efekt jest zadowalający, bo taki 'Na krańcu świata' kojarzy mi się raczej z nagrywkami Cathedral Hill (#gimbynieznajo), niż współczesnym rapem, ale kiedy na początku wchodzą te bałałajki, przyznam, że mnie wzięło. Nie na długo, bo bity nie są równe i akcja przelatuje od horroru, przez sensację do taniego melodramatu. Nie zawsze gitary Panamy pasują do całości, tworzą wrażenie, że to 'Muzyka łączy pokolenia' z Perfektem. Ogólnie nie jest źle, ale parę patentów jest nietrafiona.
    W składzie mamy trzech rapperów, każdy w zasadzie inny. Jeden z wyższym głosem, drugi warczy, trzeci zaś jest najbardziej melodyjny i modulujący głos - wybaczcie, nie wiem, który jest który. Nie istotne, bo mają dopracowany styl, więc słucha się ich nieźle. Z tekstami bywa dość różnie, często wersy są poetyckie i totalnie wpasowane w klimat okładki, czasem jednak wpadają w ton melancholijny albo wręcz przeciwnie, opowiadają dość brutalne historyjki. Mistycyzm, natchniona poezja - to jest skonfrontowane z nieco prostackimi opisami chlania oraz drastycznymi opowiastkami rodem z horroru. Wpadło tu kilka ciekawszych wersów i w zasadzie może warto sprawdzić ten krążek ale...
    Nie jest to konieczne. W zasadzie jest to płyta z założenia ambitna i oryginalna - i owszem, wyróżnia się na tle innych, ale chłopcy chyba trochę przesadzili w każdą stronę. Po pierwsze nie zdecydowali się, czy robią rap teatralny, horror core, czy zwyczajny reality rap. Po drugie, muzyka nie zawsze stoi na wysokości zadania. Po trzecie, za dużo patosu. Znośne, ale bez szału.

OCENA: 3+\6  

RZUĆ KOŚĆMI I WEŹ TEN BUKIET, SZMATO

środa, 17 lutego 2016

PILS - 90

Cannybiz 2015

1. Intro
2. Rapland
3. Preludium
4. Na południowym wschodzie
5. Będzie nas coraz więcej
6. Konsekwentny
7. Czysty stuff
8. Ludzie się nie zmieniają
9. Czasem
10. Automotywacja
11. Konsekwentny 2
12. Dysproporcje    feat. KORBEL
13. Skit
14. Co tu się ziomuś dzieje    feat. KOKOT, PĘKU
15. 90

    Szczerze mówiąc, nigdy nie ogarnąłem gracza pod nazwą Pils. W zasadzie z Rzeszowa co jakiś czas wychodzi coś znanego tylko tam i okazuje się, że to bangier, więc sprawdzam. Zaintrygowało mnie już to, że w trakcie przygotowania płyty Pils odwiedził Francję, Luksemburg, Niemcy, Austrię, Słowację, Węgry, Czechy, Słowenię, Włochy, Szwajcarię i Monako, aby przygotować teledyski i promocję. Jak to mówił klasyk, mają rozmach, skurwysyny...
    Producentów weszło do studia kilku, ale płyta na szczęście zachowuje spójność. Złote Twarze, Wrb, Radonis, Fleczer, Oer i DNA stworzyli bardzo klasyczne, oparte o sympatyczne, bujające sample, owinięte wokół bumbapowych perkusji. Ciężko wyróżnić tu którykolwiek bit albo producenta, bo te podkłady brzmią, jakby wyszły spod ręki jednego człowieka. To nawet dobrze, bo wszystko gra bardzo jednolicie. Na tych bitach położyli jeszcze drapanie DJ Monk, DJ Paulo i DJ Dizos, dzięki czemu brzmi to jeszcze bardziej klasycznie. Nic wielkiego, ale zawsze sympatycznie posłuchać nieźle wyprodukowanej płyty, tkwiącej korzeniami w latach '90. Drugiej połowie, ale zawsze.  
    Pils nie jest już taki młody i to słychać, że jest to dość doświadczony zawodnik - w końcu nagrywa od już '99. Flow jest mocno klasyczne i poukładane, poprawne i bez szaleństw, ale doskonale to się komponuje z podkładem muzycznym. Do tego koleś pisze wersy proste, ale trafiające tak, jak powinny. Nie sili się na zbędną poezję, 'trzyma kierunek, śmiga z tematem', choć trafiają się wersy, które warto zauważyć, typu 'nie czekam na mannę, jak kiedyś na Bebiko'. Choć ogólnie to takie rzemieślnicze rymy o rzeczywistości. Trafia się więc coś o rapie, o używkach, o nakręceniu do dalszej pracy, a nawet modne ostatnio wydźwięki antyislamistyczne, gdzie główne skrzypce w tym temacie gra Kokot z Official Vandal, a wtóruje mu Pęku.
    '90' to swoisty powrót do lat '90 właśnie. I bity i tematyka, i stylistyka - wszystko przywraca klimat z dawnych lat. To taka porządna, podziemna płyta, która zapewne przeleci słabo zauważona, bo ludzie teraz słuchają albo trapów /cloudów albo uliczników. Ale jesli lubisz ten 'prawdziwy hh', to poświęć Pilsowi 50 minut żywota. A zwłaszcza, jeśli spodobał Ci się materiał od Pluta - był nieco lepszy, ale Pilsowi też dużo nie brakuje. Solidnie, bez wielkich wzruszeń.

OCENA: 4/6

SPRAWDŹ TEN CZYSTY STUFF OD PILSA

wtorek, 16 lutego 2016

MIEJSKIE FASCYNACJE - SURVIVAL

Ciemna Strefa 2015

1. Mówią Bloki
02. Miejskie Fatum
03. To We Mnie Utkwiło
04. Ambitnie Tworzę Rap
05. Zamęt
06. Brak Przerwy   feat. ŁAPA
07. Bezwonny
08. Czy To Ma Znaczenie   feat. CZERWIN
09. Dogonić Czas    feat. KOKOT
10. Skrzydła Ikara   feat. BANITA WM, ARTURO
11. Oszaleć Można   feat. CYHACZ, MONIKA B.
12. Czuję Niemoc
13. Miewam   feat. JACOL, SOWO
14. Czas Się Obudzić
15. Zmiany W Otoczeniu   feat. SLAM, RUSH

    Dwóch warszawskich rapperów, ATR i Opar, działa już jakiś czas na scenie, pod koniec zeszłego roku udało im się wydać swój pierwszy legal. Wydała go Ciemna Strefa, zatem można było spodziewać się typowego ulicznego brzmienia.
    Tym bardziej, że prawie całość wyprodukował Wowo, a uzupełniał go NWS, nadworni producenci ulicznego rapu w Polsce. Jeden podkład pochodzi od Maikendo. Muzyka tu jest agresywna, sprowadzona do hardkorowego, klasycznego brzmienia, choć oczywiście podciągniętego do naszych czasów. Smętne pianinka i rzewne skrzypce zamieniono na gitary elektryczne, brzęczące basy i energiczne melodie, jednak kłamałbym, gdybym stwierdził, że tych typowych pianin i skrzypiec nie ma. Owszem są, ale producenci użyli ich oszczędnie i z wyczuciem. Klimat nie zgniata, ale kiwa głową, choć jest pełen przemocy. To taka ścieżka dźwiękowa do jakiegoś filmu o ciężkim życiu na ulicy. Producentów wspomaga DJ Gondek i wcale nie brzmi to wszystko jak spod kliszy - mimo, iż pozostaje głęboko w gatunku.
    Rapperzy również w nim siedzą. Pozytywną rzeczą jest fakt, że potrafią rymować - o co wśród tej całej ulicznej hordy bywa ciężko. Mają właściwe flow, umieją napisać wersy tak, aby mieściły się w bicie. Generalnie brzmią ok. Teksty na szczęście również są po prostu poprawne i dają się słuchać. Nie ma aż takiego ciśnienia na prawilność - to raczej opowieści z życia dzielnicy - dość mocne, ale przecież taki był zamysł. Uliczny survival, trudna sztuka przetrwania w betonowej dżungli (czy jakoś tak). Goście zwyczajnie są, jedni lepsi, drudzy gorsi (np. Sowo) - nie wyróżniają się niczym z tłumu im podobnych. Nie zapamiętałem ani jednego rymu - w czym można dostrzec również plusy, bo mam przykrą cechę wyciągania najbardziej bzdetnych tekstów z płyt - tu tego nie ma.
    Płyta Miejskich Fascynacji jest jedną z wartościowszych spośród dziesiątek ulicznych produkcji. Po pierwsze dlatego, że producenci nie poszli w te melodramatyczne skrzypce z pianinem, tylko rozwinęli brzmienie. Po drugie rapperzy dają coś od siebie, nieco więcej niż smęty o ciężkim życiu na ławce i byciu prawilnym po wsze czasy. Dzięki czemu zaszalałem z oceną.

OCENA: 4-\6 

ZAFASCYNUJ SIĘ ICH MIEJSKOŚCIĄ, BEJBE

poniedziałek, 15 lutego 2016

GALIMATIAS - TŁUSTE PY & MONSTER GARAŻE

Galimatias 2015

1. Intro
2. Przekazodojne krowy
3. Hipokracja    feat. MAPET NTK
4. Finał     feat. SKORUP
5. Miasto prywatne    feat. KLIFORD NTK
6. Pocisk    feat. ENTERO
7. Bomba 
8. Dziki Kraj     feat. MATEK NTK
9. All I need is 1 like
10. Smart People
11. Faato     feat. ARES ADAMI
12. Chciwość    feat. MIĘDZY SŁOWAMI
13. Outro

    Galimatias Skład może nie być znany szerokiemu gronu odbiorców, ale kto jest blisko łódzkiej sceny rapu, będzie wiedział, że Zawyas, Klaziu i Danny są tu od ponad 10 lat i na pewno nie jest to ich pierwszy album - a co najmniej czwarty. No, z tym, że pierwszy na legalu. Warto?
    Chłopcy sami sobie tworzą podkłady - przede wszystkim robi je Zaywas, który popełnił ich najwięcej, ale pozostali członkowie składu tez potrafią klecić bity. Do dwóch zatrudnili również Przemka Grzelaka oraz na wosk weszli DJ Cider i DJ Flip. Co nam to daje? A otóż całkiem niezłą i bujającą pakę klasycznych podkładów, pełnych sampli, czasem żywych gitar oraz klimatów łączących Złotą Erę z funkiem i reggae - zwłaszcza jamajskie wajby są tu wyraźnie słyszalne, choć rapperzy nie próbują wygłupiać się z toastowaniem (dzięki im za to!). Słuchalne, porządne, buja głową.
W zasadzie takie było założenie, więc nie ma się czego czepiać, c'nie?  
    Obaj rapperzy brzmią, jakby żywcem wyjęci z lat '90. Czy to źle o nich świadczy? Ależ skąd, choć z drugiej strony nie brzmi to specjalnie świeżo. Obaj rymują poprawnie, nie zaliczają nieprzyjemnych wpadek i zwyczajnie płyną sobie po bitach. I w sumie to tyle. A tak to. Bo teksty po prostu są, takie typowe dla tamtych lat ego trippin, czyli przeskakiwanie z tematu na temat i nie trzymanie się ściśle zasadniczego wątku. A tematy, poruszane na albumie są bardzo różne: od rymowania i hip hopu, przez wiarę, politykę, po reprezentowanie swojego miasta. Czyli rozpiętość pełna, dla każdego po trochu. Nie są to słabe wersy (poza drobnymi wpadkami - ale to może tylko moje zdanie - sprawdź zwłaszcza ostatnią zwrotkę 'All I need is 1 like')), ale nie ma tu nic przykuwającego uwagę, MC robią po prostu swoje. Tak samo, jak goście, głównie łódzcy koledzy, choć trafił się tu również i Skorup (wyróżniający się tylko flow i głosem - dobre i to) oraz włoski rapper Ares Adami - to chyba pierwszy przypadek kolaboracji polsko-włoskiej? Czy ja coś pominąłem?
    Kolejna poprawna, wręcz rzemieślnicza płyta, która nie wystaje poza ramy ani trochę. Nie można nic tu zarzucić, ale i ciężko za coś pochwalić. To następny album, który wyląduje u kolekcjonerów gatunku na półce z napisem 'Przesłuchałem, może być. Wrócę za 5 lat'.

OCENA: 4-\6 

ŁAP PROMOMIX ALBUMU I POWIEDZ, CZY MAM RACJĘ

niedziela, 14 lutego 2016

AD.M.A - GDY SKRZYDŁA W POPIELE, BOGINIE SCHODZĄ NA ZIEMIĘ

3/4 UGS 2015

1. Syrena
2. Gdy Skrzydła W Popiele
3. Femme Fatale
4. Bum Bum
5. Mitologia
6. Nic Się Nie Zmienia
7. Młode Lisy
8. Anton Delbrück
9. Tramwaj Zwany Pożądaniem
10. Niebezpieczna Przestrzeń
11. Lity    feat. W.E.N.A.
12. Skandal
13. Ważniejsze Niż Lęk
14. Golden Ratio

    Ad.M.A. to od jakiegoś czasu jedna ze światlejszych gwiazdek polskiego rapu kobiecego. I nie da się tu wrzucać kobiet i mężczyzn do jednego worka - rapper i rapperka to dwa zupełnie różne twory, co by nie mówiły fanki równouprawnienia. Kobiety mają inną wrażliwość, głos i nawet jeśli trafi się konkretna i mocna babka (np. Rena, czy Ryfa), to po drugiej stronie też znajdą się nieco bardziej kobiece typy (Krasza). Tymczasem wiadomo, że tu mamy do czynienia z kobietą z krwi i kości: poetycka okładka i tytuł, wszystko bardzo kobiece. Ale czy facet zatem to przebrnie?
    Grejtu, Łukasz K, Jimmy Kiss, Marek Migryt, Teken, Markuszynsky, soSpecjal, Ayon, Scandal P, Secret Rank i Senor Fresh to pełna lista producentów, widać więc łatwo, że a) jest ich bardzo dużo i może być niespójnie, b) są to producenci nowocześni i dający często natchnione podkłady - czyli takie, jakich mogę nieścierpieć. Zanim zacząłem odsłuch byłem już nieco uprzedzony do zawartości. Hmmm... I faktycznie - to ten typ muzy: nostalgiczny, syntetyczny, ale przyznam, że pasuje idealnie do rapperki. Gdyby do tego nawinął jakiś facet, piznąłbym dyskiem psu do aportu. Jednak pomimo rozlazłych perkusji co trzecie stuknięcie, pozawijanych, komputerowych melodii i zawiesistych aranży, okazuje się, że tu właśnie taka muzyka ma rację bytu (bitu?). Nadal nie jestem fanem, ale przynajmniej wszystko tu współgra ze sobą i pomimo mnogości bitmejkerów wszystko razem bangla.
    A to, co wyprawia tu Adma, to zupełnie inny poziom percepcji. To już nie jest rapperka, to multiwokalistka, obdarzona słodkim głosem, którym potrafi jednak wbić głęboko szpilę. Adma śpiewa, aby za chwilę posłać kilkanaście mocnych rymów, kończąc na kuszącym szepcie. Z wersów wyłania się obraz silnej laski, która wie, o co jej chodzi i do czego w życiu dąży. Jest świadoma swoich zalet, ale również i wad, ale ma dupeńce, co o niej myślisz. Nawet, jeśli ujebała sobie skrzydełka w popiele albo co innego w czymś innym. Albo może rozdrapuje prywatne rany. Chyba najciekawiej wypadł tu dla mnie kawałek 'Lity' z Weną - a jakże, o butach (mniej lub bardziej). Ale jest tu również kilka innych wartych uwagi traków, dość powiedzieć, że płyta się nie nudzi i Adma jest tu zdecydowaną gospodynią - widać, kto tu rządzi.
    No cóż, na pewno nie jest to dzieło wybitne. Nie szkodzi, bo jest wystarczająco ciekawe, aby zagłębić się w ten klimat, który przypomina mi nieco atmosferą płytkę 'Puk.Puk' Kasi Nosowskiej. Nie lubię takiej muzyki, ale nie mogę się za bardzo tu do niej przyczepić, bo jest tu uzasadniona i wydaje się być na miejscu. A sama Adma? Poprzeczka została podniesiona wysoko dla innych dziewczyn na majku.

OCENA: 4+\6

POSŁUCHAJ, JAK AD.M.A Z WENĄ GADAJĄ O PANTOFELKACH

sobota, 13 lutego 2016

SKORUP & JAZ BROTHERS - LUDZIE CHMUR

MaxFlo 2015

1. Powrót króla
2. Tylko tyle
3. Chłodny front    feat. MELA KOTELUK
4. Unikatowy folklor
5. Ludzie chmur
6. Nie pytamy o drogę   feat. MADEMOISELLE CARMEL
7. El Prezidente   feat. POLO, JAROSŁAW SPAŁEK
8. Drzewo
9. Jak to się nazywa
10. Stary Funk
11. Zagubiona autostrada
12. Skrzypek na dachu
13. Daj długopis
14. Światło w tunelu

    Zawsze bardzo lubiłem Skorupa, bo to jest bardzo wyjątkowy i nietuzinkowy rapper. Każda płyta to podróż w krainę pełną fantazji, genialnych wersów i ciekawej muzyki. Może ostatnia płyta troszkę rozczarowała, ale i tak była lepsza, niż 3/4 produktów sceny. Szkoda, że Skorup jest tak niedoceniany.
    Jaz Brothers to goście, którzy powinni być rozszarpywani na scenie. W sensie, że rozchwytywani, nie na strzępy. Ten duet tworzy cudownie wyważone podkłady, które toczą się w trybie 'mellow', są pełne jazzowych wajbów, ciepłych sampli i żywych instrumentów. Całość toczy się z wolna, ale nie zamulając, a głowa sama kiwa się do tych bitów. Do tego całego klimatu wcinają się jescze DJ Eprom, DJ Hopbeat, DJ Roka, DJ HWR i DJ Bambus - czyli klasyka polskiego drapania. Razem, wespół w zespół ci ludzie stworzyli świetny obraz swoimi dźwiękami, słucha się tego wybornie i człowiek aż żałuje, że to tylko trzy kwadranse.  
    Zresztą, nie tylko podkłady tu hulają, Skorup na tej płycie postanowił wejść na wyższy poziom. Czy mu się to rzeczywiście udaje - myślę, że to kwestia gustu, bo jest to rapper bardzo charakterystyczny. Na pewno nie można mu odmówić skillsów lirycznych, bo gry skojarzeń (nie, nie hasztagi, to byłoby zbyt proste), storytellingi i zabawy słowem często wywołują banana na ryju. Skorup przyspiesza, zmienia flow, bawi się nie tylko słowami, ale i głosem. Znamienny tytuł ma pierwszy kawałek, nie pozostawia on wątpliwości, że chłop wyraźnie wie, czego chce. Z rymujących gości jest tu tylko przeciętny Polo, reszta to wokaliści - i to cholernie dobrzy. Skorup opowiada dykteryjki o kłopotach z kłopotami, o życiu, polityce, a nawet idzie nieco w bragga, rozdając pancze - może nie w konkretne ryje, ale i tak celne. Skorupa trzeba posłuchać i dać się ponieść jego gadkom: ironicznym, zabawnym, przewrotnym.
    O ile moim ulubionym albumem był od dawna 'Etos Kowboja', to 'Ludzie Chmur' bardzo się do tego topu zbliżyli. Skorup, po krótkiej obniżce lotów, znowu podniósł poprzeczkę. Ten album jest bardzo słuchalny, pełen kołyszących, prawdziwych bitów i rappera, który doskonale bawi się tm, co robi, przy okazji dając słuchaczowi sporo satysfakcji. Świetny materiał.

OCENA: 5-\6


POCZYŃ TEN KROK W CHMURACH

piątek, 12 lutego 2016

HUDY HZD aka HAZZIDY - 9000 DNI

Hemp 2015

1. Intro
2. Wydeptana ścieżka
3. Psychoaktywny
4. 9000 dni
5. Skit WuWuA 2003
6. Niewolnik marzeń    feat. WILKU WDZ
7. Ja to wiem
8. Granat na błękit    feat. BART JWP
9. Zapalniczka
10. Wracaj do mnie
11. Hazzidy    feat. KAROLINA BŁAŻEJCZYK
12. Wiadomości z wojny
13. Nadzieja
14. Pewne wymarłe miejsce

    9000 dni to niemal 25 lat - czyli mniej więcej tyle, ile ma Hudy. Już swoim pierwszym legalem zwrócił on na siebie uwagę, bo zapowiadało się na kolejnego nudnego ulicznika, a tu okazało się, że chłopak ma skillsy i wersy jak trzeba. Teraz wyszedł jego drugi legal i przyznam, że spodziewanie miałem spore.
    Za warstwę muzyczną odpowiedzialni tu są Szczur, Szwed, Siódmy, Jednras i Diabelsky Bass, a o skrecze zadbali DJ Steez i DJ Gram. I są to bity ciężkie, hardkorowe, ale bez typowego dla ulicy melodramatu. Owszem, głęboki bas dudni, perkusje toczą się niczym pociąg towarowy, ale dźwięki nie są odbite z kliszy. Klasyczne brzmienie rodem z podziemia NY robi tu świetną robotę. Może nie wszystkie podkłady są aż tak dobre, żeby się zachwycać, ale nie ma tu kawałka słabego. Weźmy taki 'Psychoaktywny' - zmiata z ziemi, podobnie, jak 'Hazzidy' (choć refren zbyt mocno inspirowany 2Pac'iem, jak dla mnie...) albo nieco orientalny 'Wiadomości z wojny'. Słucha się tego bardzo fajnie. 
    Hudy do poetów nie należy - ale to nie szkodzi. Ma flow pełne pasji i zaangażowania oraz silną osobowość. W ten sposób otrzymujemy płytę pełną spostrzeżeń życiowych, wspomnień, czy wręcz manifestów. Zresztą, jak mówi tytuł i zdjęcia we wkładce, całość jest retrospekcyjna, to pewne rozliczenie się ze swoim życiem. Nie ma tu wersów do cytowania, za to są teksty, których można posłuchać i się z nimi po prostu zgodzić. Większość albumu ogarnia on sam, ale weszło tu kilku gości - najbardziej niespodziewanym jest mały Bartek, rymujący wespół z HZD. Oprócz niego znalazł się tu również Wilku, choć nie zaczarował i wypadł dość blado na tle Hudego. No i Karolina, dzięki której numer 'Hazzidy' nabrał tajemniczości i zmysłowości.  
    To jeden z tych albumów, które włączysz i będą lecieć: porządny, dopracowany, bez wpadek. Trochę rzemieślniczy, ale to tym lepiej. Hudy jest niestety trochę niedoceniany, ale moim zdaniem warto dać mu szansę. Na pewno jest on szarą eminencją w Hempie. O ile 'Historie Z Dna' były dobre, to '9000 Dni' jest jeszcze lepsze.

OCENA: 4+\6

MOŻE NIE 9000 DNI, ALE ZA TO CZTERY MINUTY

czwartek, 11 lutego 2016

TE-TRIS - DEFINITYWNIE

Step 2015

1. Perfekt  
2. Zemsta Montetzumy
3. Azyl   
4. Bicz    
5. Skandalej       
6. Jurek Mordel   feat. RAS, ASTEK
7. Kopi Luwak 
8. Xoxo              
9. Moroder            
10. Stratosfera         
11. Pampeluna                   
12. Definitywnie                         
13. Thx                                   
14. Dzieci Naszych Starych   feat. KUBA KNAP
15. Zprdl   

    To już cztery lata od 'Lotu'. Potem wpadł jeszcze projekt z Pogzem, kilka gościnnych występów i... wszyscy czekali na kolejny album. Wiadomo, Tet ma dużą bazę fanów, zresztą zasłużenie. Tym razem zapowiedzi mówiły, że rapper ma powrócić do klimatu pierwszych nagrań, co mnie ucieszyło, bo im dalej Tet próbował nadgonić trendy, tym bardziej się rozmieniał na drobne.
    Można powiedzieć, że Tetris sam wyprodukował sobie cały album. Owszem, z pomocą przyszli mu Kacper Winiarek, Sir Mich i Nerwus, ale to właśnie on stoi wszędzie na pierwszym miejscu. I rzeczywiście, płyta brzmi jak powrót do korzeni, ale nie oznacza to wcale, że archaicznie. Klasyczne perkusje dostały fajne sample, parę instrumentalnych przygrywek (gitary, dęciaki, klawisze) oraz uaktualnienia dzięki kooproducentom. Czyli album jest w wydźwięku klasyczny, ale zupełnie up-to-date, nie nudzi, nie zamula - powiem więcej - nie znalazłem tu słabego numeru. Nawet jeśli wpadają udziwnienia typu 'Moroder'. Do tego wszystkiego pojawiają się tu jeszcze na wosku DJ Ike i DJ DBT i mucha nie siada. Ścieżka dźwiękowa brzmi super - tak powinien wyglądać hip hop tej dekady.
    Zdecydowanie taki styl muzyki najbardziej odpowiada Tetrisowi, chce tego, czy nie. Klasyczne bity najbardziej uwypuklają jego skillsy, które na 'Locie' ginęły gdzieś w tych nowoczesnych zawijasach. A tutaj? Tet śmiga po tych bitach jak nawiedzony, rzucając wokół tysiącem hasztagów, follow-upów, panczy, opowiastek, przenośni... Dobrze, że we wkładce są teksty, można śledzić je na bieżąco, bo w którymś momencie zaczynasz nie ogarniać natłoku pomysłów. Weź pierwsze lepsze wersy: 'nasz najlepszy czas nadchodzi wreszcie / Od teraz nacieram i będę the bestem / We wszystkich tabelach; pieprzony Excel' albo 'Dobrze robi człowiekowi skumać życia sedno / Czarne na białym dawać zamiast tylko rzygać tęczą'. Ale w sumie cytować tu można prawie każdą linijkę. Do tego Adam dobrał sobie jeszcze trzech gości, którzy jedynie podnoszą poprzeczkę: genialny Astek, świetny Ras i Kanp ze swoim luzikiem.
    Szczerze powiem, że po kilkunastu już odsłuchach, 'Definitywnie' jawi mi się jako definitywnie najlepsza płyta Tetrisa. Dojrzała, przemyślana, z doskonałym brzmieniem. Tet osiągnął cel - zrobił płytę, którą zamknął gębę marudzącym (w tym mnie). Tet? Nie zmieniaj receptury.

OCENA: 5\6

DEFINITYWNIE MUSISZ TO ZBADAĆ

środa, 10 lutego 2016

TAU - RESTAURATOR

Bozon 2015

1. Restaurator
2. Fair Play
3. Sternik
4. Pinokyo
5. Ostatni Taniec
6. Święty
7. Casanova
8. Goliat
9. Jestem
10. Język Miłości
11. Na Niby
12. Ból
13. Krzyż
14. Kołysanka
15. Miłosierdzie
16. Marzyciel
17. Przybysz
18. Kosmonauta (Bonus Track)

    Już okładka czwartej płyty Medium aka Tau zwraca na siebie uwagę niebalnalnym wykonaniem. Na samej okładce widnieje rapper stylizowany na mnicha, z krzyżem na piersi, widoczny za rusztowaniem - najwyraźniej wizerunek podlega restauracji. Spodziewałeś się kurczaka z frytkami? Nie, to raczej odnowa ducha. Biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia o tym, że na koncertach dochodzi do cudownych ozdrowień, sięgałem po album drżącą ręką.
    Założenie było takie, aby na płycie znalazło się wiele gatunków rapu. I płytę otwiera Gibbs w klimacie Detroit, inspirowany pracami J.Dilla. Za nim podąża Chris Carson z dwoma kawałkami: pierwszym nowocześniejszym, drugim nieco bardziej klasycznym. Gawvi dał agresywny, doskonały 'Pinokyo', pociągnięty na połamanych perkusjach. Zdolny podklepał bardzo syntetyczny 'Ostatni taniec' i nieco spokojniejszy 'Święty'. Sam Tau sprawił sobie również kilka traków. Ciekawe, że SoDrumatic, którego zazwyczaj nie trawię, dał tu świetny numer 'Goliat', ale nie wszystkie stanęły na wysokości zadania (straszny 'Przybysz'). Troche gorszy, nieco pop-rockowy 'Jestem' Tau wziął od ojca Jakuba Waszkowiaka, choć to akurat nie był najlepszy pomysł. Są tu jeszcze Pawbeats (taki radio friendly nowoczesny rap), Sherlock i Julas (świetny, syntetyczny bit do 'Kosmonauty'). Ogólnie muszę powiedzieć, że muzyka sprawdzałaby się bardziej bez tekstów, bo te klubowe kawałki o byciu świętym nieco zgrzytają.   
    Tau jest naprawdę dobrym rapperem. Poukładane flow, starannie dobrane wersy, wszystko tu bangla - może tylko poza przekazem. Bo wersy Taua naładowane są religijnymi: ratuj swą duszę, bo umrzesz, a Jezus jest zbawieniem. W zasadzie większość warstwy lirycznej kręci się wokół pochwały Jezusa i potępienia grzesznego życia. Przyznam, że po jakimś czasie przestałem zupełnie słuchać tekstów, bo denerwowało mnie to napuszenie religijne i wciskanie mi morałów rodem z Biblii. Najlepszym trakiem tu jest według mnie 'Pinokyo', niczego sobie jest 'Goliat', ale na przykład taki 'Ostatni taniec' jest wręcz żenujący z refrenem 'możesz tańczyć, tańcz / lecz pamiętaj, że wróci nasz Pan' i tekstem o upodleniu w klubie. WAT? Nie ma tu naturalnie żadnych gości, poza wokalistami (jest nawet Maleo!), którzy wypełniają refreny - bo patrząc na scenę, kto mógłby uczestniczyć w tej duchowej jeździe bez trzymanki?
    Ciężki album, przede wszystkim z uwagi na ładunek religijności na sekundę. Moralizatorstwo przekracza wszelkie normy przyswajalności. Gdyby nie podkłady, można by puszczać te kawałki na mszy niedzielnej, aby wierni sobie pobaunsowali do indoktrynacyjnych wersetów. To mogła być dobra płyta, ale Tau kładzie wszystkich na łopatki. Air play w Radio Maryja. 

OCENA: 4-\6

TAKI DUŻY, TAKI MAŁY, MOŻE ŚWIĘTYM BYĆ

wtorek, 9 lutego 2016

SOBOTA - SOBOTA

Stopro 2015

1. Mówią o mnie
2. Czekając na Sobotę    feat. RENA
3. Hej jak leci
4. Moje ziomki wciąż
5. Jedwab     feat. PIOTR KLATT
6. Łatwo powiedzieć feat. WINI, RENA, BONSON, MATHEO
7. Gwiazda rocka   feat. AUMAN 
8. Chciałbyś...
9. Przepraszam
10. Bandycki raj
11. Dirty dancing
12. Jestem stąd    feat. LUKASYNO
13. Ty już nie jesteś sam
14. W wielkim skrócie

    To już czwarta sobota w tej dekadzie. tym razem jest to po prostu 'Sobota', bez żadnych cudów. Okładka jest również bardzo prosta - bandamkowy wzorek, stylizowana sobota i dwie siódemki. Artysta tłumaczy, że prostota wynika z tego, że to ostatnia płyta, która w tytule ma sobotę - czemuż nie, to był akurat fajny pomysł!
    Gdybym zapytał, kto wyprodukował tu muzę, każdy strzeliłby bez namysłu, że Matheo. No i słusznie, bo nie zmienia się formuły, która przyniosła złotą płytę już trzy razy, prawda? Zatem dostajemy tu znowu 50 minut nowoczesnych, elektronicznych bitów, mocno czasem eklektycznych, łączących komputer i żywe granie. Matheo jest jednym z najbardziej utalentowanych producentów, robiących nowoczesny rap - on gra, nakręca, jest nietuzinkowy i nie zamula. Na płycie znajdziemy trochę gitar, tak jak w coverze Róż Europy, 'Jedwabiu', czy w 'Gwieździe rocka'. Matheo umie zapewnić odpowiednią dawkę adrenaliny tak, aby nikomu nie przyszło do głowy wyłączyć płyty w połowie. Nawet jeśli nie lubisz nowoczesnych brzmień i wolisz old school, to te bity nie kwestionują dorobku hip hopu, jak cloud, czy inne dziwactwa. Matheo po prostu wykorzystuje wszystko, co ma pod ręką, aby stworzyć coś unikalnego, pasującego fanom z każdej strony. 
    Sobota jest to bardzo sobą. Przedstawia on tu wszystko to, do czego przyzwyczaił nas na poprzednich albumach. Lekkość egzystencji, swoboda bytu, pogarda dla hejterów, których Sobota dorobił się zupełnie niechcący - to wszystko, z czego Sobota słynie. Znowu próbuje również śpiewać w 'Przepraszam' i okazuje się, że robi to całkiem przyjemnie, choć wraz z tekstem, refren robi nieco chodnikowe wrażenie... Zwrotki za to wybijają cię z błędu, o co chodzi. Wydaje mi się, że rapper postawił tym razem zupełnie na luźne i bezkompromisowe podejście do tematu, bez spinek i ciśnienia. Wyczuwalne jest to, że Sobota olał system i zrobił po prostu swoje. Zaprosił tu Piotra Klatta, który wzbogacił nową wersję 'Jedwabiu' swoim głosem. Zresztą, to nie jedyny wykonawca spoza macierzy - w 'Gwieździe rocka' śpiewa również frontman metalowego Frontside - Auman. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu Stopro-posse cut 'Łatwo powiedzieć', w którym każdy z uczestników dał bardzo dobre zwrotki. Ale w sumie ciężko znaleźć tu słaby trak - album jest równy jak niemiecka autostrada.
    To bardzo prosty album, ale nie znaczy wcale, że słaby. Sobota opowiada o sobie szczerze i bez woalki, ale również bez specjalnego włazidupstwa, żeby przypodobać się publice. Sobota, jaki jest, każdy widzi. I tyle. Bardzo przyjemna i nienapuszona płyta. Taka idealna na sobotę.

OCENA: 4\6   

PRZY SOBOCIE PO ROBOCIE

poniedziałek, 8 lutego 2016

BIAŁAS - REHAB

Step 2015

1. Intro-detoks-ja 
2. Złamane skrzydło
3. Rehab
4. Życie ćpuna
5. Aaliyah
6. 6am in wwa    feat. OLKA
7. Do grobu    feat. SOLAR, GEDZ
8. Kroki    feat. DANNY
9. Że cham
10. Czy
11. To jest hiphop     feat. PALUCH
12. Złote serca     feat. QUEBONAFIDE
13. Lepszego życia bilet

    SB Mafija ma wielu zwolenników, jak i przeciwników. Jedni twierdzą, że to najciekawsza ekipa na scenie, drudzy protestują, że to banda wacków, ściągających style z innych. Nie da się jednak ukryć, że 'Stagediving' duetu Solar & Białas wypadł dość dobrze i choć nie był pozbawiony wad, to przyjęto go z zadowoleniem. Teraz jednak nadszedł czas na solową próbę Białasa, który zdecydował się iść na tytułowy Rehab, czyli odwyk.
    Muzyka na tym albumie została w całości powierzona Deemz'owi. To bardzo ciężka wędrówka przez dźwięki, bo Deemz tworzy elektroniczne, zawiesite kolaże, często pozbawione perkusji, ciągnące się na cloudach (patrz choćby tytułowy 'Rehab'). Nie jestem fanem takiego brzmienia - co więcej, cholernie mnie ono irytuje, choć przyznam, że te podkłady pasują do klimatu albumu. Smętne, rozwlekłe melodyjki, minuta na dwóch klawiszach, autotuny, troszkę żywych instrumentów (chyba, bo ciężko stwierdzić na pewno) - klimat pokoju dla samobójców. O ile jest kilka traków w miarę niezłych, to taki np. 'Życie ćpuna' powoduje u mnie odruch wymiotny - tak ciągnącego się i nudnego kawałka dawno nie słyszałem. Pewnie znajdą się fani tej muzyki, ale dla mnie to jest po prostu straszne. 
    Szukasz Białasa, rzucającego panczami i wbijającego szpile w nadmuchany balonik sceny? To przeszłość. Białas daje 'żale wylewane rymem', rozlicza się ze swoją trudną przeszłością i smędzi o swoich problemach z używkami. Cały ten 'Rehab' to swoista terapia psychologiczna, tyle że to TY za nią płacisz, a nie sam zainteresowany. Oczywiście, nie można odmówić umiejętności Białasowi, bo składa on rymy w taki sposób, że jest to mimo wszystko niezłe, ale klimat dołuje i ręka sama wyciąga się w kierunku... nie, nie żyletki, ale skipu. Najciekawszym kawałkiem tu wydaje mi się 'Że cham', gdzie wreszcie Białas nie stęka w temacie narkotyków i alkoholu, ale takich momentów jest tu mało. Trochę ożywienia wnosi tu Solar, ale większość gości robi tu tylko refreny. Ok, ten refren udał się najbardziej Paluchowi, ale tytuł 'to jest hip hop' pasuje tu jak kwiatek do kożucha.  
    To kolejny rapper w tym roku, który płacze, że ma takie ciężkie życie i łoi tę wódę i koksiwo, a mama tego nie umie zrozumieć. Nie jest to zawartość, którą bym przyjął na klatę i się tym jarał, w dodatku muzyka Deemza jest równie dołująca i w takim typie, którego nie znoszę. Nie jest to bardzo zła płyta, patrząc obiektywnie, ale na pewno nie dla mnie.

OCENA: 3\6

W LINKU SINGIEL Z ALBUMU. NIE POTNIJ SIĘ TYLKO.

niedziela, 7 lutego 2016

THE PLUS - DROGA PO SUKCES

nielegal 2015

1. Intro
2. Droga po sukces
3. To właśnie rap
4. Na szlaku
5. Jestem stąd   feat. BANYŚ
6. My robimy
7. Zajawka
8. Południowa strona rapu
9. Byli i będą
10. Rap armia   feat. BANYŚ, JAN KANGUR
11. Armagedon

    Kim jest The Plus? Nie wiem za bardzo, ale to nie przeszkadzało mi sprawdzić porcji tego góralskiego rapu. Mało mamy albumów z głębokiego południa Polski, dlatego z zainteresowaniem sięgnąłem po ten debiut od 'fana dobrej zabawy', czekając, co z tego wyniknie.
    Muza... No cóż, to kolejny album oparty o zawinięte skądinąd bity. Tych friszerowych serwisów jest trochę, więc w sumie jest w czym wybierać. Tu dostajemy bezpieczne, w miarę klasyczne podkłady, na typowych perkusjach 'bum klap bubum klap' i oczywiście bez sampli - wszystko grane przez anonimowych producentów. Czasem na bit wkradają się jednak ich tagi, ale nie zmienia to nic - i tak ich nikt nie zna. A zatem podkłady spokojne, nieco bumbapowe i zupełnie nic nie wnoszące. Muzycznie to album płaski - znośny, ale bez większych uniesień.
    The Plus jest, jak na debiut, całkiem porządnym rapperem. Brak mu nieco ogrania i doświadczenia, ale radzi sobie z mikrofonem całkiem nieźle. To wersy bragga, czasem sławiące podhalańskie strony, rzadziej wjeżdżające w życiowe zakręty. Choć generalnie wszelkie tematy się przenikają i tworzą jedną, dość spójną całość. Plusowi nie można nic zarzucić - może tyle, że nie jest jeszcze zbyt oryginalny - słyszało się to już gdzie indziej, brak jakiś zaskakujących wersów i panczy. W zalewie produkcji trzeba tu mieć coś absolutnie wyjątkowego albo zginie się w tłumie. Na płycie mamy dwóch gości: równie zwyczajnego Banysia i podziemnego Jana Kangura
    No i mamy kolejny, dość porządny, ale całkiem bezbarwny album. Można to sprawdzić, nie powiecie, że to słabe, ale ciężko będzie również znaleźć tu traki, które cię rozwalą. Może być, ale nie wzrusza do głębi.

OCENA: 4-\6

A SPRAWDŹ SOBIE, NAPRAWDĘ DA SIĘ SŁUCHAĆ

sobota, 6 lutego 2016

SARIUS & VOSKOVY & W.E.N.A. - ZŁE TOWARZYSTWO EP

nielegal 2015

1. Myślę tylko o tym czego nie wiesz
2. Pilot
3. Shinobi   feat. GEDZ
4. Nowy stary ja
5. Żadnych

    Chemia działa. Kiedy Voskovi zaprosili Wenę i Sariusa do nagrania kawałka, okazało się, że dogadują sie oni na tyle, że w ciągu czterech dni powstał szybciutko krótki, acz treściwy album. Pięć traków, dwóch rapperów, dwóch producentów, cztery dni. Ładna statystyka, c'nie?
    Voskovi producenci zadbali o to, aby album miał siłę, a także był na tyle nowoczesny, aby wpisać się w dzisiejsze kanony hip hopu. O ile Wena zawsze dawał sobie radę na podobnych podkładach, to Sarius jest przecież klasycznym kotem - jednak bez obaw. Bitmejkerzy nie odcinają się od tego 'szczerego i prawdziwego' rapu. W tych podkładach słychać wszystko: syntetyczne melodyjki, połamane perkusje, elektryczne gitary, sample, bumbapowe werble... Przelatujemy przez ten kwadrans obcowania z epką przez kilka gatunków hip hopu, ale jest to dość przyjemna podróż. Voskovy zrobili, co trzeba, może nie ma tu zabójczych bangerów, ale muza jest naprawdę porządna.
    Wena i Sarius doskonale do siebie pasują. Obaj potrafią nawinąć zwrotki właściwie o wszystkim ze szczególnym dla nich stylem. Nienaganne flow, przemyślane wersy - ciężko zgadnąć, że zrobienie tego materiału zabrało im tylko cztery dni. Dla mnie wygrywa tu o nos Sarius, bo ma większy luz i potrafi dostosować się do każdego podkładu, ale Wena wcale nie odstaje - może biegnie tylko o kroczek dalej. Obaj starają się kłaść na werble rymy o życiu i jego aspektach. Każda linijka jest o czymś, nie ma tu wolnych przebiegów i wypełniaczy, rapperzy potrafią naprawdę przykuć słuchacza do głośnika. Gedz wprowadza tu nieco urozmaicenia swoimi śpiewnymi wersami, co tylko wzbogaca 'Shinobi'.
    Cóż, tu nie ma wiele do pisania, trzeba sobie ten materiał po prostu włączyć i przyswoić. Warto, bo i producenci dali sobie radę, i rapperzy udźwignęli, a także potwierdzili swój status na scenie. I dobrze, fajna rzecz, naprawdę.

OCENA: 5-\6

SPRAWDŹ TEN ODSŁUCH, TO BĘDZIESZ WIEDZIAŁ

sobota, 30 stycznia 2016

DRIM TIM - DRIM TIM MIKSTEJP

nielegal 2015

1. Drim Tim sqrwysyny
2. Drim Tim powrócił
3. Podziemne przymierze    feat. REBEL, NTK
4. Stare czase    feat. REBEL 
5. Raz dla rękawic
6. Nie widzę nikogo
7. Maszynowe karabiny
8. Mak
9. Dla mojego potomka
10. S.O.S.
12. Gwiazdy to mój limit
12. Scarface
13. Zagłuszamy!

    Jeśli myślisz, że to Ostry jest pionierem łódzkiej sceny, to jesteś w ogromnym błędzie. Wcześniej na kasetach wychodziły już nagrania Y.A.S. (aka Familia HP), Thinkadelic, P'Am oraz właśnie Duży Tata i EMF. Dziś, dla uczczenia dwudziestolecia zespołu, panowie (bo już nie chłopcy) wydają okolicznościową taśmę.
    O ile się orientuję (może źle), ścieżka dźwiękowa do mikstejpu jest wzięta z friszerowych serwisów, czego się łatwo domyśleć, bo nawet jeśli poszczególne traki na YT są podpisane imionami producentów, to są to imiona nikomu nieznane, no, chyba, że ktoś buja po szadołwilach i tym podobnych miejscach. Ale to mikstejp, więc nie o to chodzi kto, tylko jak. A jest nowocześnie, nieco trapowo - zwłaszcza, jeśli chodzi o perkusje i syntetyczne melodyjki. Drimtimowcy wybrali sobie mocno podziemne podkłady, przetykane nieco spokojniejszymi i bardziej klasycznymi podkładami, których jednak jest nieco mniej. W sumie nie ma się tu do czego przyczepić, bo jeśli jest to mikstejp na cudzesach, to brzmi nawet nieźle. Przynajmniej to ewoluowało przez te dwadzieścia lat. No i nie sposób nie wymienić tu DJ Goodstuffsona, który rzeza woskiem wszystko wokół - niesamowite rzeczy robi chłopak z tymi dyskami.
    O ile muzyka jest dość up-to-date, nie da się tego powiedzieć o rapperach. Tkwią w tych swoich latach '90 cały czas, nie tylko pod względem flow, ale i tekstów, które w bardzo wielu wypadkach opierają się o najprostsze rymy i skojarzenia. Bardzo znamienny jest wers 'wyszukuję rymy tak jak świnie trufle', ale to akurat szczyt finezji tutaj. Nie mam zamiaru wypisywać tu cytatów, bo szkoda miejsca na te komunały, ale... Mając w pamięci, że to faktyczne 'dziadki' na naszej scenie, słuchanie ich przychodzi jakoś łatwiej. Co nie znaczy, że nie znudziłem się śmiertelnie w połowie krążka. Trochę świeżego powiewu wniósł tu Rebel, który stoi nieco wyżej, niż jego koledzy z Drim Timu.
    No cóż, powroty bywają ciężkie, a czasem nawet bolesne. Doświadczył tego HST, doświadczyli Veto i kilku innych - to samo jest z Drim Tim. Recepta, która sprawdzała się 10-20 lat temu, dawno wygasła i reanimowanie jej nowoczesnymi bitami nie pomoże. Rzecz zdecydowanie dla zagorzałych fanów Timu. Goodstuffson podwyższa nieco ocenę.

OCENA: 3\6

SOBIE POSŁUCHAJ TEGO POWROTU PO LATACH

piątek, 29 stycznia 2016

ZABURZENIA - IGŁY

nielegal 2015

1. Uwarunkowania    feat. MAGDA WAC
2. Strach
3. Szczątki   feat. MAGDA WAC
4. Stary Nowy Jork
5. Krótka historia o miłości do...
6. Śnieg
7. Igły    feat. MAGDA WAC
8. Śmietnik
9. Sezon w piekle
10. Waiting for Autumn

    Przyznam, że nie znałem tego projektu, choć to nie pierwsza jego produkcja. A to przecież sam Szatt, wraz z Tuszem zdecydowali się zaburzyć twój spokój tym projektem. Przyjrzyj się okładce: bajkowo? Kwasowo? Mistycznie-magicznie? Świetna okładka zachęca do sprawdzenia materiału - ja od razu zechciałem jej przesłuchać.
    Szatt to bardzo wrażliwy producent, nie bojący się przekraczać pewnych granic. Dlatego wbija on nam tu aż dziesięć igieł #akupunktura, które mają utkwić pod skórą. To spokojne bity, bardzo elektroniczne, choć daleko im do trapów, czy cloudów. Muzyka jest spójna, bardzo jesienno-zimowa i nastrojowa. Producent zlewa się z rapperem w jedność, nierozerwalną i wręcz bliźniaczą. Zadziwiające jest to, że choć to płyta raczej melancholijna, nie ma tu zamuły, bo wszystko toczy się w całkiem przyjemnym tempie. Bogate przestrzenie, szerokie spektrum instrumentów - to taka muzyczna poezja.
    'Lubię mówić o słabościach, w ten sposób oczyszczam z nich serce' - te słowa wydają się mottem Kuby. Może i jest on nieco monotonny, ale jego historie, wyjęte z pamiętnika narkołyka. Bo igła jest tu tematem przewodnim nie bez przyczyny. Nie jest to bynajmniej gloryfikacja ćpania czegokolwiek - raczej opisuje na chłodno próby okiełznania tego... może nie problemu, ale po prostu przyzwyczajenia, bez którego 'boimy się, że pękniemy na pół i się nie poskładamy'. Trochę taka terapia odwykowa rappera. Nie licz tu na gości, bo Kuba sam musi się uporać z życiem. Czasem towarzyszy mu tu tylko damski głos, ale może to ułuda? Czy coś tu jest prawdziwe? Historie Tusza są ciężkie, mocno realistyczne, ale ze sporą dozą autoironii.
    Wydaje mi się, że to trochę trudna płyta. Trudna nie tylko w odbiorze, bo przecież pamiętniki narkomana nie muszą do każdego trafiać. Trudna również z powodu wisielczego klimatu i wszechobecnych igieł, które Tusz wbija: sobie w żyły, tobie w mózg i uszy. Natomiast jest to materiał, nad którym warto się pochylić.

OCENA: 4+\6

DZIAB SOBIE W ŻYŁĘ TEN STUFF

czwartek, 28 stycznia 2016

APP - EP

Asfalt 2015

1. Będą mówili
2. Na dalszym planie
3. Więcej
4. Nigdy nie lubiłem się bić
5. Znam takich jak ty
6. Skala
7. W powietrzu

    Rapper i producent - to dość oczywiste połączenie, jesli popatrzymy na hip hop przez pryzmat lat. Ileż takich duetów znamy i cenimy? Guru & DJ Premier, Kool G Rap & DJ Polo, Pete Rock & CL Smooth... Długo by wymieniać, a t o tylko absolutna klasyka, bo przecież w Polsce też mamy przykłady takich składów. Sensi, który obstawia najbardziej back-to-the-basics projekty oraz DJ Kebs, który za konsoletą potrafi zrobić wiele.
    A co potrafi? No cóż, wyraźnie pokazuje on tu swoje skillsy: intrygującą umiejętność połączenia klasycznej stylistyki hip hopowej, wyciągniętej z czeluści krejtsów ze sposobem poskładania owych podkładów w sposób niebanalny i jak najbardziej nowoczesny - w tym dobrym znaczeniu oczywiście. Przeskakujemy tu klimatycznie między Detroit, a Nowym Jorkiem, odbijając się od Złotej Ery i wręcz ambientowych, czasem acid jazzowych pętli. To nie jest Twój pierwszy lepszy rapik. To ambitnie wyprodukowany album (krótki, bo krótki), który z dumą możesz postawić na półce.
    Ok, Sensi, 'człowiek pod napięciem', może nie zawsze sprawdza się tekstowo, może ma troszkę toporne flow, ale za to paradoksalnie pasuje do tych połamanych i niecodziennych bitów. Jednak to już nie to samo rymowanie o dupie Maryny, bragga na ciepłych sampelkach. Sensi nabrał sensu, jego wersy opowiadają o emocjach, o życiu miejskim, widzianym jakby przez brudną szybę. Wiesz, tak, jakbyś patrzył przez te ujebane okna klatki schodowej na podwórko, a tam kręci się życie, jakiego nie masz ochotę oglądać. Bez narzekania, bez tragizmu - czyste fakty, filozofia podwórka. Trochę Sensi tu zaskakuje, ale również nie ma co oczekiwać wywodów na miarę Kanta czy Nitschego. Wszystko pokazane z poziomu ulicy, ale bez tego typowo ulicznego zacięcia.
    To bardzo odświeżająca płyta. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale nie da się odmówić chłopakom kreatywności i pomysłu. Fajna rzecz, każdy powinien spróbować.

OCENA: 5-\6

WEŹ TEN ODSŁUCH I ŁADUJ W UCHO

wtorek, 26 stycznia 2016

TRES LOBOS - 10NADZIESIĘĆ

nielegal 2015

1. Ewokacja 
2. Tr3s Lobos 
3. Zakłamańcu 
4. Lykaon 
5. Klątwa 
6. Wojna 
7. Bez skali 
8. Obecność 
9. Miało być inaczej 
10. Lot 

    O tym, że radomski rap ma się świetnie, wszyscy już w kraju wiedzą i się jarają. Bodaj we wrześniu wyszła kolejna radomska produkcja od tria Hase, Krys i Janusz, która spotkała się ze sporym zainteresowaniem słuchaczy. Czemu?
    Janusz należy do zespołu, nie dziwi więc, że zrobił on tu niemal połowę bitów. W zasadzie może to jednak dziwić, po zastanowieniu. Czemuż nie wszystkie? Cóż, może dlatego, że pozostali producenci spisali się naprawdę nieźle. Pawa otwiera album dość ciężką i mistyczną 'Ewokacją', Chentek dał świetny podkład do 'Tr3s Lobos', a Trez rozwalił system w 'Wojnie'. Dość ciekawe rzeczy robi TRK, którego 'Zakłamańcu' jest dość zwyczajne, ale za to 'Bez skali' jest dość trudne do rymowania, ale za to wspaniale płynie jazzowym wajbem. Całość jest wyprodukowana klasycznie, ale z drapieżnym pazurem: ciężkie perkusje wzbogacone są o dość mocne sample, dające klimat z pogranicza hardkoru i horrorcoru. Porządne pierdolnięcie ma ta muza, zaiste zacne, milordzie. Kolejna radomska produkcja o wybornych bitach.
    Ale i sami rapperzy nie pozwalają odetchnąć. Oprócz tego, że prezentują wysoki poziom stylistyczny - w zasadzie nie jestem pewien, ale tu chyba można mówić o radomskiej szkole rymowania, bo gdybym nie wiedział, skąd oni są, zgadłbym bez pudła. Mnóstwo tu obrazoburczych wersów, kreślących śmierdzące zgnilizną historie i panczy, rąbiących na oślep zardzewiałym śrubokrętem. Te trzy wilki to wataha - ale to nie te basiory, które zgubiły się w Las Vegas, tylko te czyhające na okazję i skryte w ciemnościach, niczym u Adama Greena we 'Frozen'. Rapperzy wplatają w teksty liczne komentarze na temat rzeczywistości i wszystko to sprawia, że album jest bardzo atrakcyjny.
    Kaen mówisz? Słoń? Hmmm, to weź sprawdź Trzech Wilców. To trochę inna jazda, może mniej obrzydliwa i wyszukana, ale raczej bardziej obliczona nie na obrzydzenie słuchacza, tylko wytworzenie klimatu. Co udaje się wyśmienicie. I może nie aż 10/10, ale...

OCENA: 5-\6  

SŁUCHAJ TYCH ODSŁUCHÓW

poniedziałek, 25 stycznia 2016

HAKIM, RYVIN, TATER, POLAR - TONY SPONTANA

 
 nielegal 2015

1. Intro
2. Mało kto
3. Getto BumBap    feat. HMJELÓ
4. Banany    feat. TROL
5. Szmule     feat. TROL, HJMELÓ, KONY
6. Ponad skalę
7. Kombinacje
8. Za 5 dwunasta

    Jak sama nazwa wskazuje, jest to bardzo spontaniczny projekt, mający w założeniu cofnąć nas o kilkanaście lat, do czasów Złotej Ery. Znając ekipę, można się domyślać, że cel został osiągnięty i mamy tu na albumie półgodzinną podróż w tę i z powrotem.
    Miały to być klasyczne, złotoerowe kawałki - i są, bo przecież Hakim nie robi innych podkładów, jak tylko takie, prawda? Sążniste perkusje bumbapowe, basy i trzeszczące winylem, brudne, acz przyjemne sample. I w zasadzie nie ma się tu nad czym rozwodzić, bo mamy tu czyste, klasyczne brzmienie, w dodatku okraszone skreczami od DJ 2Najz i DJ Chester. Całość przyjemnie buja głową, jest żywcem przeniesiona z NY roku '94. Może brakuje tu krzty oryginalności, ale za to jest po prostu dobrze. Oczywiście, jeśli napawają cię sentymentem lata '90 - mnie owszem. Może dlatego patrzę przychylnym okiem na wszystkie rzeczy, które wypuszcza Hakim?
    Cała czwórka rapperów jest mniej więcej na równym poziomie, więc nie trzeba tu rozpatrywać, który jest lepszy, który nie. Każdy wie, jak się pracuje za majkiem, każdy utrzymuje flow i technicznie są tu doprawdy nieliczne wpadki. Lirycznie również jest równo, choć bez uniesień. Wszystko zarymowane jest z rzemieślniczą poprawnością i jeśli coś zgrzytnie, to tylko niefortunne sformułowania - wpadek brak. Z drugiej strony owocuje to również niemal zerową ilością wersów godnych zapamiętania (well, 'wchodzę na pętlę jak Janosik' - ale pamiętajmy, że Janosik skończył na haku... Czy mnie pamięć myli?), więc album trochę przelatuje przez uszy.
     Zatem mamy tu kolejny album porządny, ale mało odkrywczy. To muzyka bez wzlotów i upadków, grzeczna, nawet jeśli rapperzy przeklną albo opowiedzą mało uczesane rzeczy. Płyta dobra na tyle, żeby bez żalu sprawdzić, ale hitem nie zostanie.

OCENA: 4\6  

środa, 13 stycznia 2016

BIAŁAS & QUEBONAFIDE - DEMÓWKA EP


nielegal 2015

1. Mój kawałek w czasie przeszłym
2. Muszę lecieć   feat. SARCAST
3. Czeszę umysł
4. Pusty materac
5. Idą pomimo
6. Za długo już  feat. MIELZKY, NATALIA SUMPOR

    Taki duet? No cóż, czemu nie? SB Maffija i Que Quality na jednej epce, powracający do korzeni - fajny pomysł. EPka jest dodawana w limitowanej edycji płyty Białasa 'Rehab' - o niej nieco później. Teraz weźmy się za 'Demówkę'.
    Pomysłem na płytkę był powrót do truskulu i tym podobnych klimatów, więc do połowy traków zatrudniono... Bob Air'a. Ale, jak się okazuje, potrafi on sprawić bit, który będzie zawierał ten klasyczny pierwiastek. Oczywiście, słychać tu wyraźnie, że Bober woli podkłady nowoczesne, z bogatymi aranżami i rozwiniętą melodyką. Obok niego wpadli tu na jeden traczek White House, The Returners i Wezyr. No i założenie się udaje - to mniej lub bardziej klasyczne traki, jednak wyraźnie nowoczesne, z takim zacięciem w kierunku sceny Detroit. Jest nieźle. 
    Niby obaj rapperzy mają nieco inną jazdę, ale tak się składa, że klimat im się zbiegł gdzieś pośrodku i naprawdę nieźle się dogadują. Nie ma sensu wskazywać tu, który z nich jest lepszy, bo obaj mają swoje mocne wejścia. Styl Queba jest 'w kurwę dziarski', Białas ma sporo celnych panczy i świetnie dobranych porównań - lirycznie chłopcy lecą po złoto. Może nie platynę, ale złoto niech będzie. Tematycznie mamy tu braggę, przewijaną w pościel - czyli raz sceny bitewne, a raz... również, tylko nie na majku, a w łóżku. Rapperzy sprawili sobie na gościnne występy Sarcast, który propsowany jest ostro przez większość 'dojrzałych' słuchaczy, a także Mielzkiego, będącego w całkiem niezłej formie. 
    Taka epka, ledwie 20 minut, a całkiem sporo przyjemności. Fajny, bujający materiał, choć może nie zawsze potencjał został wykorzystany we właściwy sposób. Niezłe połączenie rapperów i producentów, niezły album.

OCENA: 4+/6

MASZ TU TEN KAWAŁ ZE STARCASTEM

wtorek, 12 stycznia 2016

FILIPEK - ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

nielegal 2015

1. Nienawidzę Urodzin     lema
2. Nikt Jak Ja    peete
3. Polish Beauty   essex
4. Skłamię Tylko Raz      teken
5. Too Late        barre
6. Byłem Nikim     peete
7. Baby, Don't Cry    walchuck
8. Hajs, Sex, Sny, Blask     peete
9. Każdy Grzesznik Po Mnie   foux
10. Praca Rapera (Outro)    wojdys

    Fifi staje się jednym z najbardziej płodnych rapperów na podziemnej scenie. Wszak to już drugi album Filipka w tym roku. I o ile zeszłoroczny debiut mi się całkiem podobał, to już 'Beletrystyka' nie siadła. Było nudno i nijako. Pomimo, że Fifi jest niezłym rapperem, również mnie wtedy rozczarował. Czy ten rozdział coś zmieni?
    Znowu pełno tu różnych producentów: ośmiu na 10 podkładów to sporo. No i jest tu klimat dość zróżnicowany, od syntetycznych trapsów, aż po gitarowe, ostre traki. Najczęściej pojawia się tu PeeTe, bo aż w trzech kawałkach. Przyznam, że podkład do 'Nikt jak ja', oparty o sample z kawałka Myslovitz, wyszedł naprawdę intrygująco, tak samo jak pozostałe - rockowo-bluesowe, czerpiące garściami z polskiego rocka.  Lema, Teken, Foux, Walchuck i Barre dali dość przeciętne, njuskulowe podkłady, Essex za to wszedł w te plastiki w 'Polish beauty' jak nóż w masło - ciężki, syntetyczny bas, melodia zbudowana z wokalnych ścinków - całkiem niezła rzecz. Ale takich 'naprawdę niezłych rzeczy' nie ma tu zbyt wiele, Filipek powtórzył błąd z 'Beletrystyki' - za dużo producentów, za mało siły, bo większość tych bitów jest zwyczajnie nijaka i mnie denerowała, co w zestawieniu z monotonną retoryką Filipka zaczynało być nie do zniesienia. 
     Filipek jest zbyt nierówny. Jego monotonne flow może męczyć i denerwować, ale przecież technikę ma całkiem niezłą. Z tej plątaniny rymów - gorzkich i bez happy endu, można wyłowić trochę błyskotliwych wejść: 'a może jak ojciec pójdę do państwówki i kurwa do końca oleję te rapsy \ będę czekał na 13-stkę jak Roman Polański' albo równie dobre 'nie daję ci róż, bo nie lubię kwiatów, częściej niż bukiet puszczałem wiązankę'. I znowu - nie ma gości, Fifi jest sam - czy to dobrze, czy źle - kwestia uznania. Moim zdaniem przydałby się ktoś, kto ubarwiłby swoim wejściem ten album.
    Kolejna próba, która przejdzie bez większego echa. Filipek jest niezły, ale męczący. Do tego wybiera sobie podkłady które zamiast podkręcać tempo, raczej je gaszą i wychodzi ciężkostrawna papka, z której wylatują co jakiś czas niezwykle błyskotliwe wersy. Lepiej niż ostatnio, ale i tak mało, jak na Fifiego.

OCENA: 4-\6

JEDEN Z CIEKAWSZYCH UTWORÓW Z TEGO ALBUMU

poniedziałek, 11 stycznia 2016

BITFON - NIE WSTAJĘ

RapTu 2015

1. Intro   
2. Idealny widok   
3. Nawetnie pytaj    feat. KOBYŁA
4. Jeszcze nie   feat. KRYCHA   
5. Wita mnie świt
6. Lustro
7. Schody
8. Złota jesień
9. Świat który mnie wychował
10. Outro

    Bitfon to jeden z tych młodych kolesi, o których nikt nie słyszał, którzy zagrali parę koncertów przes znanymi kolegami, a niektórzy mówią, że zapowiadają się dobrze i nieźle rokują na przyszłość. I że warto zwrócić uwagę. No to zwracam - debiutancki krążek wyszedł we wrześniu i może szumu nie narobił wielkiego, ale kilka osób zwróciło na niego uwagę.  
    Znakomita większość płyty to darmowe bity z netu - bardzo nowoczesne i syntetyczne - takie typowe njuskule. Ogólnie rzecz biorąc, są całkiem nijakie, jak to zwykle w przypadku takich rzeczy się dzieje. Ciekawiej się robi, kiedy wchodzą podkłady od namacalnych producentów, choć jest ich tylko trzech. To No Time, Donde i Smyku i to właśnie ci dwaj ostatni zrobili najlepsze rzeczy. Donde przyniósł najlepszy kawałek na płycie - 'Schody', a Smyk 'Złotą jesień' - może dlatego, że są to ciepłe podkłady, korzenne, bez udziwnionej syntetyki. Skrecze do bitów dograł DJ Laik i w sumie ok. Muzyka wypada dość blado, poza drobnymi wyjątkami.
    Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o jakość rapu od Bitfona. To taki młody gniewny, pełen wiary w siebie i pogardy dla frajerów. Nieco taka gimnazjalna jazda, ale może się mylę... Nie trafia do mnie ten przekaz o kwitach rozjebanych na bani, grubych imprezkach itp., chociaż, z drugiej strony... Bitfon ma niezłe flow (choć takie w typie B.R.O.) i poza takimi - powiedzmy sobie szczerze, gówniarskimi rymami, wpada tu również parę ciepłych wersów, jak 'fajniutkie sztuki tam widzę, właśnie przrez takie mi rośnie libido, znam je lepiej niż ich  rodzice, mieszczą więcej niż Mercedes Vito', czy bragga w całkiem dobrych 'Schodach'. Jest tu też dwóch gości - Kobyła i Krycha, obaj wypadają ok, mieszczą się w klimacie.
    No, nie wiem. Bitfon wydaje mi się jeszcze nieco nieopierzonym szczawikiem, który ma jakieś tam skillsy i nieźle radzi sobie na majku. Ale za dużo w tym pozy, za dużo napuszenia - średnio to do mnie przemawia. Myślę, że warto poobserwować chłopaka, ale na razie...

OCENA: 3+\6

A SPRAWDŹCIE TYPKA TU

czwartek, 7 stycznia 2016

WAŁEK - ODWET

nielegal 2015

1. Intro 
2. Odwet 
3. Zdrowy dystans  feat. MAŁACH
4. Syf miasta
5. Jedna z twarzy Greya
6. Śpiesz sie kochać
7. Kolejne starcie    feat. RADEON
8. Słowa wyjasnienia    feat. WNUK, BOLO
9. Bramy piekła   feat. GRZE GRZE, ŚRUBA, JACKSON
10. Nie zawiodę    feat. DANIOŁ
11. To co mnie stworzyło   feat. AJR, CZARNY UF
12. Ostatnia szansa
13. Koniec żartów   feat. R-PRO
14. Nie jestem
15. Outro

    Przyznam, że nie mam zbyt wielu informacji na temat Wałka - tyle, że to jeden z tych ulicznych rapperów z kręgów Małacha. Płyta wyszła w sierpniu i do tej pory szerszym echem się nie odbiła - biorę się za nią z polecenia czytelników. Nic nie wiem, więc chętnie sprawdzę.
    Za całość odpowiada tu jedynie Małach - sądzić więc można było, że będą to bity na niezłym poziomie. No i owszem, podkłady są całkiem, całkiem. Klasyczne perkusje wybijają równy, uliczny rytm, na nich głęboki bas, a sample poukładane są porządnie i pobrane naprawdę z różnych różnistych rzeczy. No i ok, no i fajnie, słucha się tego nieźle, to takie dość klasyczne bangery rodem z końca lat '90. Nie jest to nic wielkiego wprawdzie, podkłady są dokładnie w tym samym klimacie i jest spójnie aż do znudzenia, ale przynajmniej jest to coś innego, niż setki ulicznych bzdetów. Niewiele bitów tu się wyróżnia: na pewno 'Jedna z twarzy Greya' jest dużo bardziej syntetyczna i połamana niż reszta - ale to wszystko.
    Wałek jest jednym z tych rapperów, którzy są na naszej scenie. Kropka. Nie będziesz się do niego o nic przypieprzał, bo nie ma o co. Flow ma całkiem składny i poukładany, umie polecieć również na tych bardziej trapowych i połamanych rzeczach, nie gubi rytmu, oddechu, nie przestawia akcentów. To i tak bardzo dużo - koleś umie rapować. Jeśli chodzi o teksty - typowo życiowe wynurzenia, rzemieślnicze wersy, z których - przyznam szczerze, nie zapamiętałem ani słowa. Wałek ślizga się na granicy przyswajalności - nie dlatego, że jego teksty są słabe - są ok. Po prostu są banalne, przekazujące po raz tysięczny to samo, co inni. Brakuje tu czegoś, co przykuje uwagę słuchacza, a ja tymczasem nie umiem zacytować NIC po trzech przesłuchaniach - im bardziej słucham, tym mniej słyszę. Z gości, niezły poziom trzyma tu Małach, czego można się było domyślać, reszta prezentuje poziom nieco niższy od Wałka, bądź zbliżony.
    Cóż, kolejny album z serii 'słyszałem już to wszystko'. Gdyby nie to, że rzecz jest dość wtórna, byłby to w miarę dobry album, ale... Małach zrobił swoje, Wałek również - myślę, że wśród fanów brzmienia album znajdzie uznanie. A tak ogólnie to...

OCENA: 3+\6  

ŁAP TU SINGIEL Z WIDEŁEM

środa, 6 stycznia 2016

MATI & SKOR - NOWY PORZĄDEK

3Art 2015

1. Szukaj znaków  
2. Disconnected    feat. BŁAJO, ESTEO, T.R.Z, MONA  
3. Show
4. Biohazard    feat. K2 
5. Brainwash 
6. A miało być tak pięknie... feat. OXON 
7. Taka gra 
8. To my jesteśmy hip hop
9. SKM   feat. DUDAS 
10. Błękit 
11. Obecność feat. BUKA 
12. Nowy porządek 
       
    SumaStyli tak się jakoś rozsypała: Buka nagrywa sam, bądź ostatnio z Rahimem, więc czemu Mati ze Skorem nie mogą czegoś nagrać? To nagrali, album wyszedł dość niedawno, a chyba tylko do końca roku można było zamawiać fizyki. Szalony styl w sumie powrócił.
    Na bitach mamy tu przede wszystkim Krisa, trzeciego SumoStylowca, który odpierdala tu taki wirolot, że wciąga cię razem z powietrzem i lasuje zwoje mózgowe. Chłop otwiera tę płytę trzema bangerami, które brzmią tak, jakbyś władował sobie syntetyki pod powiekę. Jeb. Ale to na szczęście nie koniec, bo i Subbassa, Bizzmo, Pawko i Mihtal wczuwają się idealnie w ten klimat. A co tu się dzieje w tych bitach... Dzika mieszanka grajmu, trapu, house i Bóg jeden wie, czego jeszcze. Sprawia to tyle, że zaczyna ci się mieszać we łbie. Świetne, futurystyczne brzmienie niczym ścieżka dźwiękowa do filmów spod znaku cyberpunka - co ciekawe jednak, w połowie akcja ma drastyczny zwrot: wchodzą Pawko i Mihtal. Od tego momentu, czyli 'Taka gra', zaczyna się płyta klasyczna, czasem niemal truskulowa. I wcale to nie oznacza, że jest gorzej - tyle, że inaczej, niż na początku. Niemniej jednak tempo nieco siada, co czasem... wychodzi na lepsze - weź 'Obecność' Mihtala - ciepły, nostalgiczny podkład oparty na trąbce - świetna robota. Podkłady wsparte drapaniem Krisa, DJ Klasyk, DJ Bambus oraz DJ Element, ale ich drapanie jest sprowadzone na margines. Niemniej jednak muzyka na tym albumie to majstersztyk: i po tej syntetycznej stronie i po tej klasycznej.    
    Stylistykę Sumy można lubić lub nie, ale skillsów nie da się im odmówić. Skillsów może mniej, ale na pewno oryginalność jest ich wyznacznikiem. O ile Mati leci całkiem równo i trzyma cały czas poziom, to Skorowi zdarzają się pewne wpadki we flow - jednak dwie zwrotki później nadrabia je z nawiązką magicznym przyspieszeniem, czy świetną wiązanką panczy. Tematy, poruszane na płycie, poza morderczym czasem bragga, to muzyka, wizja przyszłości, czy socjologia. Fajny pomysł mieli na numer 'SKM', gdzie rapperzy jadą pociągiem podmiejskim , rozkminiając rzeczywistość. Jest tu trochę gości, ale tak naprawdę kiedy wchodzi Buka i mamy tu starą dobrą Sumę, jest pozamiatane. Ale dobrze wyszedł i Oxon i Błajo... Może nawet Mona. Poza niewielkimi wpadkami jest tu naprawdę dobrze.
    Jeśli taki ma być powrót SumyStyli po latach... ja to biorę bez wahania. Bez pudła. Totalnie świeża płyta, która daje sporo emocji, podnosi tętno, by pod koniec się uspokoić i wyciszyć. Przemyślana, dojrzała płyta: świetna rzecz. Polecam!!

OCENA: 5\6

WEŹ TO SPRAWDŹ!! KILLER!

wtorek, 5 stycznia 2016

BOBAN - WOJNA I POKÓJ

nielegal 2015

1. Wejście (John F. Lennedy)
2. Bezimienni   feat. BARTAS BDB
3. Rozpylacz
4. Każdy z nas   feat. MALIK
5. Auschwitz lovers
6. ROTA   feat. QBA, SZACHU
7. Warszawski kamikadze
8. Serca bicie   feat. ENIGMA
9. Wyjście (Czesław Miłosz)

    Boban jest reprezentantem Wałbrzycha, składu Zapomniana Aleja. Nie jest to typowy przedstawiciel wałbrzyskiego rapu, bo taki kojarzy się zazwyczaj przede wszystkim z 3W i ich pochodnymi. Zapomniana Aleja to nieco inna jazda, a Boban idzie już zdecydowanie w stronę modnego ostatnio rapu patriotycznego.
    Całość produkcji wykonał tu Enigma z bodaj jednym wyjątkiem, który popełnił sam Boban. Te bity to konkret, toczący się przez uszy ciężkimi werblami i posępnymi dźwiękami klawiszy i smyczków. Nie jest to nic odkrywczego, ani nic szczególnie wybitnego - po prostu Enigma dał bity mocne, dobrze pasujące do przesłania. W muzykę często wplecione są przemówienia, jak np. Kennedy'ego o Polsce, pieśń Rota, czy inne patriotyczne fragmenty. Podziemny hip hop, konkretne walnięcie. Boban zaskoczył tu za to bardzo romantycznym bitem do 'Auschwitz lovers'. Najważniejsze, że wszystko do siebie pasuje: klimat, bity i przekaz.
    Boban wprawdzie zaczyna jakby niepewnie, ale rozgrzewa się z każdą chwilą, by osiągnąć punkt kulminacyjny w samym środku płyty. Dominują tu teksty patriotyczne, rapper przekazuje sporo historii niepodległościowych i oddaje hołd tym, którzy zginęli walcząc za Polskę. Dlatego znajdziemy tu powstańcze historie o Antku Rozpylaczu, który zdejmował snajperów hitlerowskich swoim przeklętym stenem, czy o Janie Kryst, który który wiedząc, że jest śmiertelnie chory, zdecydował się na samobójczą akcję zamachową. Najbardziej jednak porusza 'Auschwitz lovers' - sprawnie opowiedziane love story z obozu zagłady robi naprawdę mocne wrażenie. Boban naprawdę wspiął się tu na szczyty swoich możliwości w tym storytellingu. Gorzej, kiedy wchodzą goście - Bartas jest zdecydowanie niepotrzebny i zwyczajnie słaby, ze swoimi rymami, które potrafiłby przewidzieć przedszkolak... Z resztą rapperów jest różnie, nikt jednak nie oszałamia.
    To jedna z ciekawszych płyt narodowościowych - może dlatego, że podkłady nie powodują cięcia żył, a rapper ma do powiedzenia coś więcej, niż tylko 'jebać gejów i uchodźców' plus antyrządowe bluzgi. Boban umie polecieć z udanym storytellingiem, daje sobie radę na bitach, które są całkiem w porządku. Niezłe, nie tylko dla fanów rapu patriotycznego.

OCENA: 4\6

OGARNIJCIE SOBIE TO WIDEO O MIŁOŚCI Z OBOZU

niedziela, 3 stycznia 2016

PONO - BUNT

District Area 2015

1. Każde
2. Przebudzenie   feat. ZUOZONE
3. To syndrom   feat. ZUOZONE
4. Zmiany światopoglądu
5. W zniewolonym świecie   feat. ZUOZONE
6. Gdzie
7. Ludzie karmieni nadzieją są
8. Po to byś zrozumiał, że    feat. ZUOZONE
9. W poszukiwaniu stanu świadomości    feat. ERO
10. Wiedząc co się liczy    feat. ERO, ANIA ERMAN KANDEGER
11. I co ma tak naprawdę znaczenie
12. Żyje się dla uśmiechu   feat. ZIPERA
13. Czekając na
14. Krytyczny Moment   feat. KAZAN
15. Co powoduje w człowieku   feat. HUDY HZD
16. Bunt
17. To wszystko

    Powroty starych wyjadaczy są często bolesne. Nie tylko dla fanów, ale również dla samych rapperów, którzy, jak się nagle okazuje, w zderzeniu z nową rzeczywistością, przepadają w tłumie, a ludność ma czelność marudzić, że lipa. Poprzednia płyta, 'Wizjoner', wcale nie była taka słaba, choć marketingowo wypadła najgorzej. Czwarty album Pono ma przywrócić mu fanów i szacunek na scenie.
    To, że trzy kwadranse albumy wypełniają bity jedynego Szczura, oznacza, że będzie ciężko i dosadnie. Owszem, klimat jest 'miejski, ciężki', ale to są całkiem fajne bity. Z jednej strony klasyczne, z bumbapową perkusją, do której będziesz kiwał głową. Z drugiej Szczur wzbogaca swoje podkłady o szczyptę elektroniki, dzięki czemu brzmi to wszystko aktualnie i nie archaicznie. Świetnie trafia np. 'Po to byś zrozumiał...' z mocnym klimatem, ale tu nie brakuje bardzo dobrych bitów - w sumie nie umiem wskazać choćby jednego kiepskiego. Do tego nieco skreczy DJ Def i klimat jest naprawdę sążnisty. Szczur poważnie pcha album do przodu - gdyby nie on, mogłoby być tu bardzo słabo. 
    Pono ma to do siebie, że technicznie leży. Nawet jeśli rymuje w miarę powoli, to wciąż jest jakby lekko poza bitem. Ale kto zna Pono, przyzwyczaił się pewnie do tej maniery i mu to nie przeszkadza. Gorzej, kiedy rapper chce być nowoczesny i zaczyna przyspiesza, rymuje ze swadą typową dla Atlanty i południa USA. A parę razy tak się zdarza i nie brzmi to dobrze, o nie. Pono się gubi w tym szybkim flow, traci rytm, traci oddech - zupełnie bez sensu posunięcie. Tym bardziej, że w takim nawale niewyraźnych rymów zupełnie giną teksty. A te wcale nie są słabe - zresztą jak zawsze, bo Pono ma dla ciebie garść antysystemowych i rewolucyjnych wersów, które mają wyzwolić w tobie bunt, abyś się obudził i przestał być bezwolnym baranem idącym na rzeź. Ciężko się jednak skupić na przekazie, kiedy Ponowi rozjeżdżają się nogi po kilka razy w każdym kawałku. Potok słów często przerywany jest przez wokalistki (ZuoZone, Anię Kandeger), ale również kilkoma wejściami rapperów. Bardzo często pojawia się ostatnio w występach gościnnych Ero - to zapewne wynik jego coraz to lepszej formy. Powrót Zipery ma siłę, ale może nie aż taką, jaka towarzyszyła płycie 'O.N.F.R.'. Mamy tu również Hazzidiego i Kazana, którzy nic ciekawego nie wnieśli do całości.
    Oj, Pono, Pono... To mogła być naprawdę bardzo dobra płyta. Szczur się postarał i wysmażył świetne podkłady, z klimatem, takie, które są atrakcyjne dla słuchacza. Ale Pono pokusił się o to, by całość zjebać. Nawet miał dobry pomysł, ale wykonanie kładzie album. Bełkot rappera, nieudolne próby kombinowania z flow... Szkoda.

OCENA: 3+\6  

PRÓBKA BITU SZCZURA I ANTYFLOW PONO

sobota, 2 stycznia 2016

LUKASYNO - ANTYBANGER

Persona Non Grata 2015

1. Wolny jak
2. Nie cofniesz
3. Maszeruj albo giń
4. Powiedz mi bracie
5. Odrzucam
6. Błądząc
7. Nim odetną mi tlen
8. Antybanger
9. Perseida
10. Temido
11. W rap grze
12. Jesteś już mężczyzną
13. Persona non grata
14. Bagaż
15. Kto sieje wiatr

    Kolejny solowy album lidera (chyba tak go trzeba nazwać) NON Koneksji ma byc z założenia rzeczą przeciwną wszystkiemu, czym rządzi się scena. Poprzedni 'Bard' okazał się sporym sukcesem - niewiele zabrakło do statusu złotej płyty. Tym razem Luka odstawił gości, odstawił mainstream i zajął się tym, co sam uważa za słuszne, bez oglądania się na innych.
    Nie byłoby płyty Lukasyno, gdyby nie pomoc brata. Oczywiście mamy tu więc bity od Krisa, ale przecież nie tylko, są tu Ayon, BQ, MilionBeats, L-MNT, Radek O i Marek Kubik. Nie powiem, żeby muzyka rzeczywiście była takim antybangerem i że idzie pod prąd nurtom - wręcz przeciwnie. To nowoczesne bity, o setkach hajhetów, bądź o powolnych, trapowych, czy niemal cloudowych sekcjach rytmicznych. To, co wyróżnia tu produkcję, to sporo żywych instrumentów, które wnoszą sporo świeżości do muzyki. Weź smutny 'Maszeruj albo giń', gdzie BQ i Marek Kubik włożyli na podkład skrzypce, gitarę akustyczną i klawisze. Czasem wchodzą tu jeszcze takie instrumenty, jak wibrafon, czy nawet cymbały huculskie i dudy - przyznacie, że to dość niecodzienne dźwięki jak na hip hopową płytę. I przyznam, że czekałem na taki wschodni, etniczny kawałek, jak 'Kto sieje wiatr' - Lukasyno już mnie do tego przyzwyczaił, a do tego zazwyczaj jest to numer świetnie zagrany. Tym razem cudów nie ma, ale i tak jest fajnie w tym temacie. Reszta bowiem muzyki jest mocno zwyczajna i po prostu ciężka.   
    Lirycznie ta płyta jednak jest antybangerem - Lukasyno zrezygnował zupełnie z gościnnych występów, zamiast tego postanowił pokazać jak najwięcej ze swojej duszy w tych kawałkach. To trochę taka spowiedź, miejscami rapper wyrzuca z siebie gorzkie żale - nie jest to płyta wesoła, czy pozytywna. To przemyślenia, czasem na trudne tematy do podjęcia w rozmowie - wszystko, co gryzie autora. Lukasyno to przyzwoity rapper - taki dość typowy rzemieślnik, który nie popisuje się wprawdzie finezją wykonania wersów, ale z drugiej strony jego styl nie zostawia wiele miejsca na błędy - zdarzają się one wtedy, kiedy bit robi się nieco bardziej wymagający. Nieco więcej pomysłu Łukasz pokazuje w 'Nim odetną mi tlen', gdzie ładnie wkomponował melodyjny refren w twardsze zwrotki. Ale ogólnie rapper siedzi w swojej niszy i klepie w bezpieczny sposób bezpieczne rymy. Nie powiem, żeby teksty mnie wzruszały, nie powiem, żeby technika szalała. Typowy, rzemieślniczy rap od człowieka, który swoje widział.
    Antybanger? Raczej bardzo bezpieczny album. Dość nowoczesny, żeby ktoś to kupił. Dość szczery, żeby ludzie mogli się utożsamiać z tekstami. Dość asekuracyjny, aby nie było wpadek. Nie najgorszy, ale również bez przesady. Przeciętna płyta.

OCENA: 4-\6

NAJCIEKAWSZY NUMER Z PŁYTY

piątek, 1 stycznia 2016

WYSOKI LOT - TYLKO SWOI LUDZIE

Ganja Mafia 2015

1. Intro
2. Tylko Swoi Ludzie
3. Bomba
4. Mama Da Tata Da
5. Mimo Wszystko   feat. FLINT
6. Miłego Dna
7. Cargo     feat. JOANNA KULIG
8. Choreografia    feat. ROŻEK, BARTOSZ PRZYTUŁA
9. Palmy
10. Pętliczek
11. Anatomia   feat. ANKHTEN BROWN
12. Sami Swoi feat. NIZIOŁ, PAPAJ, NORMANO, JANIS IDEAL, KYLLO
13. Oderwij Się   feat. BARTOSZ PRZYTUŁA
14. Helikopter
15. Od Kopa    feat. WUZET
16. Napad
17. Mało Odpowiedzi feat. OXON
18. Tempa
19. Za to    

    Nigdy nie byłem fanem Grubera i Sabota, ale przyznam, że z albumu na album zmieniam swoje zdanie - 'Odliczanie' było już naprawdę fajną rzeczą. Patrząc na traklistę, jest nieco zaskakująca - zwłaszcza lista gości. Nowością jest również jeden producent, któremu oddano w ręce całą muzykę.
    Tym producentem jest Fidser, który gustuje zdecydowanie z muzyce nowoczesnej, trapowej i njuskulowej. Jest to muza o tyle syntetyczna, że generowana w większości na bazie energicznych perkusji i żwawych melodyjek. Muza, przyznam, ma pierdolnięcie, choć w szczegółach mogę się nie zgadzać z doborem bitów - wywaliłbym 'Choreografię', nawet jeśli na niej Bartek Przytuła czuje się doskonale. Szkoda, że Sabot i Rożek się słabo wyrabiają. Bity siekają słuchacza po bebenkach płaskimi, ostrymi uderzeniami perkusji, gniotą ciężkim, plastikowym basem, ale całość jest naprawdę niezła, czerpiąca z brytyjskich garaży, pionierów trapu z Memphis, muzyki jungle, czy wręcz klasyków elektroniki, jak Kraftwerk. Poważnie, choć nie przepadam za nowoczesnym rapem, Fidser zrobił naprawdę doskonałą robotę, która ciągnie ten album.      
    Gruber wyróżnia się szybkim flow i wadą wymowy, choć nie dość, że pisze lepsze wersy, to jeszcze ma lepszą technikę - pomijając brak 'r', co wcale go nie dyskwalifikuje. Sabot jedzie z wolna swoim niskim, lekko chrypiącym wokalem. Jest on tu jednak tym słabszym ogniwem, czasem popełnia tragiczne potknięcia - kwintesencją jest to, co odpierdolił w 'Bombie': ja rozumiem, że bit nie jest łatwy do rymowania, ale przecież nikt nie kazał mu do niego rymować. Ratunku. Teksty oscylują wokół wszystkiego i niczego - takie ogólne o życiu. Nieco romantycznych opowieści, nieco historii z życia wziętych - w zasadzie nic szczególnego i zaskakującego - ot, rzemieślnicze rymy przeciętnych rapperów. Dystans, dzielący zwłaszcza Sabota (bo Gruber daje sobie spokojnie radę) od najlepszych widać wyraźnie, kiedy wbiega na majka Flint i rozpierdala akcję - nawet się specjalnie nie wysilał. Cóż, nie jest jednak źle, bo Sabota ratuje głos i klimat, jaki wprowadza, a Grubera flow i teksty. Jeśli jednak jesteśmy już przy gościach, zaskakują przede wszystkim dwa wystapienia: aktorka Joanna Kulig (choć ta już przecież śpiewała z Ostrym i Waldkiem Kastą na Nowym Pokoleniu) i zwycięzca Rawa Blues, Bartosz Przytuła. Bardzo fajnie, że WL wprowadza takie różne wokale i klimaty, bo to bardzo wzbogaciło brzmienie. Wuzet leci na tych elektronikach, jakby urodził się przy dźwiękach elektro, a Oxon zmiata stylistyką kolegów w kawałku. Ciekawostką są tu wystąpienia takich osób, jak Filipińczyka Ankhten Brown, osiadłego w Nowym Jorku, czy freestylerów: słowackiego Janis Ideal i czeskiego Kyllo. Swoją drogą, ten posse trak jest bardzo przyzwoitą rzeczą, 'Sami swoi' to jeden z lepszych kawałków. Niestety jest tu również Rożek, którego można by zdecydowanie pominąć milczeniem.
    Heh, mam niejaki kłopot z tym albumem. W zasadzie, to całkiem fajna, nowoczesna płyta. Fidser ułożył doskonałe podkłady, które cisną tempo i flejwor. Świetna robota. Goście (w znacznej większości) dają co najmniej dobre wejścia i wręcz poprawiają odbiór. Najgorzej wychodzi w rezultacie sam Wysoki Lot, choć i tak wcale nie jest źle. Całkiem porządna rzecz.

OCENA: 4\6