wtorek, 30 grudnia 2014

CHADA - EFEKT POROZUMIENIA

Step 2014
   
1. Słuchasz na własne ryzyko   feat. HUKOS, MASKOT
2. Efekt Porozumienia   feat. KAEN, ZBUKU
3. Proceder   feat. MAFATIH, AK-47
4. O ciszy zapomnij   feat. SHELLER, MAFATIH
5. Mój własny porządek   feat. ZBUKU
6. Nie zatrzyma mnie nikt   feat. RYTMUS
7. Ulica ściany płaczu   feat. MAFATIH
8. Kiedy jak nie dziś
9. Innego życia nie znam
10. Nie będziemy płakać   feat. SOBOTA
11. Miało być inaczej   feat. ZDOLNE PRZEDMIEŚCIE
12. Manewry miłosne   feat. ZBUKU, BEZCZEL
13. Pierwsza linia frontu   feat. ZBUKU, DIOX
14. Fundament   feat. HEAVY MENTAL
15. Nie zabieraj mnie stąd   feat. KINGA KIELICH

    Chada to niewiarygodnie płodny rapper w ostatnim czasie: tylko w ciągu tego roku wydaje dwie płyty, udziela się na wielu featach, siedzi w więzieniu, jest na przepustce, pojawia się i znika, goni go policja, ścigają fani, kurwa, taki fejm. Dzięki temu jego życie jest 100% prawdziwie na ulicy. We wkładce płyty Chada z grubym kajdanem na karku, Chada umięśniony, Chada refleksyjny. Nie, nie drwię.
    Tytuł płyty można rozumieć różnie. Jeśli chodzi o muzykę, to tutaj efektem porozumienia jest współpraca z RX, któremu Chada oddał całkowicie stery. I świetnie się stało, że na bitach nie ma już tej całej plejady identycznie brzmiących bitoklepów. RX nie dość, że dał równo brzmiące i całkiem agresywne podkłady, które idą krok w krok z Chadą, to jeszcze są to silne, uliczne podkłady, ale nie oparte na wiecznych rzewnych skrzypkach i niskich dźwiękach pianina. RX stworzył, owszem, uliczna muzykę, ale taką, jakiej brakuje na większości tego typu produkcji. Dojrzałą i bardziej oryginalną, niż większość. Producent sam tworzy aranże, z rzadka sampluje, ale i tak wszystko układa raczej klasycznie, choć, jak to się mówi, 'up-to-date'. Fajnie patefony ogarniają DJ Flip, DJ HWR, ale i sam RX, który okazuje się być wszechstronnie uzdolniony. Można powiedzieć, że RX uratował ten album.
    Chadzie służy życie na krawędzi, bo w porównaniu z 'Synem Bogdana', który wyszedł przecież raptem pół roku wcześniej, to niebo a ziemia. Oczywiście, w sprawi antycznego wręcz flow nie zmienia się nic, ale przecież, tak sobie myślałem, że nie każdy musi być akrobatą i nie każdy musi się wyginać w paragraf na tych bitach. Grunt, to dobrać sobie takie podkłady, żeby technika co najmniej nie przeszkadzała. I na eriksowych podkładach zupełnie nie wadzi, co więcej, współgra. Może nam technika nie wadzić, ale słuchając rapu, ciężko nie zwracać uwagi na to, co mówi MC, nie ma siły. Tu już jest gorzej, teksty leżą na ulicy, wystarczy schylić się i podnieść... Zaraz, wróć: czy idąc po ulicy podnosisz wszystko jak leci? Właśnie... Owszem, wpadło mi w ucho kilka całkiem przyzwoitych wejść (np. te hasztagi o Lepperze, czy wikolu - no, no), to o ocenianiu postępowania Chady, że złodziej, a sami oceniający mają zaciągane mp3 na dysku - dość udane lawirowanie. Natomiast, nie oszukujmy się, nie ma tu nic skomplikowanego. Ale chyba nie musi, 'z wersów kipi agresja, nie spodziewaj się cudów'. Za to kolejną cegiełką do zrozumienia tytułu jest lista gości - czasem iście zaskakująca. Przy takiej ilości rymujących ludzi, jak zwykle można wyznaczyć ze trzy grupy. Pierwsza, to ci, którzy robią wrażenie i pokonują Chadę juz na starcie. To na pewno Hukos, ale również zaskoczył Kaen, bardzo przyjemnie płynie AK-47, naprawdę nieźle wszedł Szelka, ciekawym pomysłem było zaprosić Zdolne Przedmieście - niezły podziemny skład z Bielska. Do tego, na tle Zbuka i Chady, dobrze brzmi Diox, choć znowuż dał wers-taran, wywalający otwarte wrota. Oddzielnym rozdziałem jest tu występ słowackiego gwiazdora Rytmusa. Druga grupa, to rapperzy którzy idealnie dostosowali się do poziomu Chady: Maskot, Sobota, rozczarowujący Bezczel i nijacy Heavy Mental. Reszta nie daje rady zupełnie: Mafatih to jakaś pomyłka, a Zbuku, którego promuje się tu intensywnie, tylko wkurwia swoimi wersami, których jest o wiele za dużo.   
    I co? Po Synu Bogdana spisałem Chadę na straty, a ten porozumiał się z RXem i sporą ilością rapperów i razem wysmażyli może nie aż bardzo dobrą, ale przyzwoitą płytę, której wcale nie miałem ochoty wywalić z odtwarzacza. Może ocena lekko na wyrost, ale nie szkodzi.

OCENA 4-\6


środa, 24 grudnia 2014

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA

Ok, są święta. Mam zamiar odpocząć trochę od pisania, bo ileż można. Powrócę z kolejnymi recenzjami za około tygodnia - zostało jeszcze około 10 legali i parę nielegali, które mam zamiar opisać. Jak nie ogarnąłem jakiegoś nielegala, a uważacie, że warto, wrzućcie linka w komentarzach, zajmę się delikwentami :)
Tymczasem - wszystkiego naj na święta i Nowy Rok :)

wtorek, 23 grudnia 2014

NIZIOŁ - PRETEKST

Banita 2014

1. Zawsze coś   feat. DOBO ZDR, SIWERS, JUNIOR STRESS
2. LUX
3. Spokój   feat. NON KONEKSJA, MARA  MDM, DAWIDZIOR
4. Gniew emigranta    feat. ŻABOL $ZAJKA, PROFUS PPZ
5. W razie W    feat. PAROL SYNDYKAT, POLSKA WERSJA
6. Gehenna    feat. AK-47
7. Wspomnienia feat. MONICA MICHAEL
8. Od słowa do słowa
9. Stary wyga     feat. LUKASYNO, SOKÓŁ
10. KRK RAP     feat. $ZAJKA, FIRMA, WYSOKI LOT, TOBI, CHIŃCZYK, SONGO OMERTA
11. Z sz.i p.   feat. BONUS RPK, PAROL SYNDYKAT, ŻABOL $ZAJKA, DOBO ZDR
12. Jakby co to Ja nic   feat. $IUPACZ $ZAJKA, SABOT, TOBI
13. Świadomość
14. Szkoda, że Cię nie ma
15. Morale         feat. KĘKĘ, JOANNA 
16. Nie rozumiem
17. Nie miej Mi za złe   feat. POPEK, KACZY
18. Nowe Czasy feat. MIKU MDM, TPS ZDR
19. Bywa

    Label Banita to świeżutki twór na naszej (i w sumie nie tylko) scenie, powstały jako odprysk działalności sklepu w Leicester, Anglia. To tam wylądował Nizioł, emigrując ze swojej Nowej Huty. To właśnie jego album poszedł na pierwszy ogień - to album człowieka, który pojawia się od jakiegoś czasu bardzo intensywnie na wszelkiego rodzaju featuringach. Czy miałem duże oczekiwania? Nie. W zasadzie żadnych.
    Słyszałeś już kiedyś jakąś uliczną płytę? Znaczy z Ciemnej Strefy, czy z Diil? Tak? No to wiesz, jak brzmi ten krążek. NWS, Wowo, Czaha, Kriso, Tytuz, Dechu, Wrotas, Wola, Piero, Rayezo, Cheyenno, Morfix... Zastanawiam się, po chuj zatrudniać tylu producentów, skoro od każdego bierze się dokładnie to samo? Bity są bliźniaczo do siebie podobne: ciężki bas, groźno-melancholijne pianina, bądź skrzypce oraz perkusje bum-klap-bubum-klap. Wiecie ile kawałków wychodzi poza ten schemat? Zero. Owszem, jest kilka lepszych i tu mogę wyróżnić Piero z 'Jakby co to ja nic', Wrotasa (naprawdę ciekawe 'Wspomnienia - i to nie tylko zasługa wokalistki), czy całkiem nieźle poskładał bit Dechu w 'Starym wydze'. No i na szczęście jest tu Gondek, który wprowadza sporo hip hopu do tego rapu - że tak to ujmę. Propsy za jego robotę, naprawdę konkret. Ogólnie? Przeciętnie, nawet nie męcząco, ale boleśnie wtórnie, a wspomniane rodzynki są zbyt rzadkie. 
    Nizioł jest charakterystyczny dzięki swojemu warczeniu, bo oprócz tego jego archaiczny styl i rzemieślnicze teksty nie stanowią niczego świeżego. Sporo numerów ratowana jest przez nieźle wymyślone refreny, rzadziej przez dobrych gości, których tu absolutnie nie brakuje. Świetnie brzmi Jr Stress, dzięki niemu kawałek ma wajb i trafia. Podobnie z AK-47 - gdyby go nie było, byłby to smętny i beznamiętny trak, AK wszedł i z refrenem i ze zwrotką, które warto tu zauważyć. Ciekawostką jest występ finalistki brytyjskiego X Factor, dzięki której również ten kawałek zyskuje wiele. I wspomnieć mogę jeszcze o Wysokim Locie, który wypadł na tyle obiecująco, że zacznę chyba czekać na ich album - poprzedni był naprawdę porządny. Reszta albo jest niezauważalna, albo wręcz drętwa. Irytują zwłaszcza Dobo, Miku i TPS, ale reszta tej ulicznej paki jest mało wyjściowa. Jakie teksty tu znajdziemy? Ot, zwyczajowy rap na emigracji, czyli tęsknota za krajem, utyskiwanie na system, przez który tylu wyjechało, sentyment do KRK w posse traku 'KRK rap', który jeśli by odchudzić o połowę występujących, byłby naprawdę mocny. Oprócz tego trochę melanżu, trochę krzywych akcji ulicznych - standard.
    W roku, kiedy wyszło ponad sto albumów, z czego 1\4 to płyty naprawdę dobre, wyjście z kolejnym wtórnym materiałem, to samobójstwo. 'Pretekst' przepadnie, choć nie jest to płyta pozbawiona plusów. Te zalety to patenty na refreny, kilka gościnnych występów i parę traków, które warto zauważyć: 'Gehenna', 'Wspomnienia', 'Jakby co to ja nic' - i może dopisałbym tu jeszcze kilka, gdyby nie marni goście. Krążek na pewno znajdzie fanów, tym bardziej, że naprawdę nie jest jakiś bardzo zły - rzemieślniczy uliczny rap.

OCENA: 3\6


poniedziałek, 22 grudnia 2014

MŁODY M - WIECZNIE MŁODY

Step 2014

1. Wiatr Zmian 
2. Jak Złoto 
3. Słowa Są Przy Tym Banałem 
4. Tyle Czasu Na Ból 
5. Taran 
6. Dudni Rap Tłusty 
7. Dumny Poeta feat. TOMEK WÓJCIK
8. Wiecznie Młodzi feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK 
9. Nie Gniewać Się Na Los 
10. Pustka 
11. Większa Bomba feat. TEMEK, INSERT 
12. Bez Kompleksów 
13. Wśród Tysięcy Prawd
14. Nie pytaj mnie    feat. KĘKĘ, CHADA, ŻARY 

    Rozwój oznacza zwykle zmiany, czasem bardzo radykalne. Młody pozbył się więc Radonisa - oczywiście nie całkowicie, ale nie produkuje on już całości. Poza tym, tytuł płyty jest przewrotny - czy Młody jest taki wiecznie, czy raczej wiecz-NIE? Zatem - odświeżenie wizerunku, czy wciąż ta sama droga? Nie jestem fanem Młodego, ale zawsze produkcje sprawdzam, bo są całkiem porządne.
    A więc kto zamiast Radonisa? Sporo. Jeśli chodzi o produkcję, to rzeczywiście powiał 'wiatr zmian', bo mamy tu pełną paletę producentów, a większość dała tylko po jednym traku. Album otwiera mocny banger od Donde - wpadający w ucho i zapowiadający ciekawe rzeczy. Zaraz za nim wjeżdża dziwaczny podkład Vixena z minimalną perkusją - bardzo trudny do zarymowania, acz wysoce intrygujący. Podobnie ogarnia swoje DillDrumz z konkretnym syntetykiem z oszczędną perkusją i linią melodyczną (że jaką?). Są tu jeszcze Bob Air, Manifest, Radonis (całkiem niezły 'Bez kompleksów' - może było mu jednak zostawić produkcję?), Eljot i Kaszpir (dobry konkretny podkład). Dwa bity podał Secret Rank: świetny, nieco orientalny trap 'Słowa Są Przy Tym Banałem' i straszny dicho-pop w 'Nie Gniewać Się Na Los', a jako jedyny RX dał aż trzy, szkoda, że są to najnudniejsze traki na tym albumie. Takie niby klasyczne, ale raczej nie samplowane, takie romantyczne, podobnie jak tytułowy numer od Pawbeatsa - popowo-dyskotekowe gówno, którego wydanie na singlu miało chyba na celu trafić pod strzechy wiejskich remiz. Generalnie płyta jest bardzo średnia i posiada bity z bardzo różnych bajek - do trapowych bangerów, przez niemal klasyczne podkłady, aż po ordynarny disko-pop. Ponad połowę płyty po prostu muszę przerzucać, bo nie daję rady tego słuchać.   
    Młody zazwyczaj potrafi nawinąć - im bardziej klasyczna perkusja, tym jest lepiej. Natomiast przekleństwem Młodego wydają się te połamane trapy, na których niekoniecznie wie, jak ma się odnaleźć. O ile w 'Taranie' brzmi to jeszcze jako tako, to przy vixenowym 'Jak złoto' rapper wypierdala się co moment w manowce. Ale to margines. Młody wie, jak zająć się mikrofonem, choć jako rapper jest dość dobry, choć z tej średniej półki. Nie ma tu wielkich wzruszeń, wpada kilka naprawdę mocnych traków ('Wiatr Zmian', 'Słowa Są Przy Tym Banałem', 'Nie pytaj mnie'), ale im dalej w głąb płyty, tym gorzej. Sprawę kładą kawałki z wokalistami w refrenach: nie dość, że podkłady brzmią jak ze składanek RMF FM, to dodatkowy popowy trend wplatają właśnie wspomniane refreny. Myślałem, że 'Dumny poeta' to szczyt tandety, ale zapomniałem o 'Wiecznie młodych' - nie daję im rady - skip, skip. 'Nie gniewać się na los? Kolejna masakra, skip. Zawartość liryczna jest bardzo osobista, więc i nie ma tu zbyt wielu gości. Dominują wokaliści, ale są i rapperzy. Uwagę zwróciłem tylko na Kękę, a jeśli Chada brzmi na tle reszty ciekawie, to nie miej więcej pytań.
    Szkoda potencjału. Zapowiadało się poważnie nieźle, ale Młody przekombinował. Raz, za dużo tu producentów. Dwa, za duży jest rozstrzał gatunkowy i zbyt wiele miernych prób crossoveru w najgorszym klimacie. Trzy  naprawdę dobre numery nie ratują płyty, bo na drugim biegunie są co najmniej trzy, przez które nie jestem w stanie przebrnąć. Bardzo średni album.

OCENA: 3-\6


niedziela, 21 grudnia 2014

SIGMA - NALEGAL (I) NANIELEGAL

Lustrzanka 2014

1. Toksycznie
2. Jeśli Umiesz
3. Mam Odwagę
4. Nie Jest Za Późno    feat. INA
5. Daję Styl
6. Pozornie    feat. SZYCHA
7. Moi Ludzie
8. Ostatnio
9. Przestałem
10. Dobre Słowo
11. Spacer Po Linie    feat. KUBISZEW
12. Nie Jestem    feat. PEPE, MAJKI, NIEDZIELA, KOCHAN, BACA, SMOLI WTN, ALA
13. Zdrowie
14. Wrzucam

Bonus CD
1. Jeśli umiesz
2. Daję styl
3. Pozory   feat. SZYCHA
4. Przestałem
5. Toksycznie
6. Nie jestem  feat. PEPE, MAJKI, NIEDZIELA, KOCHAN, BACA, SMOLI WTN, ALA
7. Wrzucam
8. Styl z podwórek   feat. KUBA LECIEJ

    Kiedy znalazłem płytę Sigmy, zastanawiałem się, kto to do cholery jest. Później znalazłem informację, że to jeden z rapperów z NGWM, a sam Sigma bierze udział często i gęsto w licznych podziemnych przedsięwzięciach. Tak, faktycznie, kojarzę gościa, choć nie powiem, że oczekiwałbym jego legala. Ale jest, wydany niemal własnym sumptem. I co?
    Choć płyta sygnowana jest imieniem Sigmy, pełnoprawnymi twórcami tegoż są również Killa Breakz i DJ WLB - producent i drapak. Obaj tworzą soundtrack do niezwykle przyjemnej przejażdżki w lata '90. To typowo złotoerowe brzmienia, bumbapowe perkusje i cała masa lawinowych skreczy. To taki nowojorski hip hop i w sumie nie zdziwiłbym się, gdybym takie bity znalazł na którymkolwiek z albumów pochodzących z tamtych czasów. To trochę płyta na przekór trendom: nie ma tu nic syntetycznego - żadnych trapów, a nawet jeśli popularne są powroty do tamtych lat jak u Sensi, czy HurraGun, to ni cholery nie przypomina to klimatu House Of Pain i Cypress Hill - raczej ATCQ, czy De La Soul. Sporo sampli, proste pętle, mocne basy - naprawdę spoko. Do albumu dołączona jest bonusowa płyta z remiksami, które w większości wykonał niejaki Toni, a dwa Kuba Leciej - są to również podkłady bardzo klasyczne, choć wykonane z nieco innym podejściem i może nieco ciekawsze. Ogólnie, oba krążki są muzycznie przyjemne, choć mało świeże.
    Sigma nie jest rapperem, który będzie przyciągał uwagę. Jest to uczciwy podziemny rzemieślnik, ale to wszystko, co ma do zaoferowania. Słucham go i wiem, że koleś jest szczery w tym, co robi i ma wypracowane flow - podobne ma 75% rapperów w kraju. Jego rymy nie bolą w uszy, bo są takie zwyczajne i od serca. Nie infantylne, wulgarne, czy głupie - są naprawdę w porządku, ale nie jestem w stanie zacytować nawet jednego ciekawego wersu z całości. Numery są spoko, większe wrażenie zrobił na mnie taki hymn dla chłopaków 'Moi ludzie' z bardzo fajnym podkładem i gromkim refrenem. Znajdziemy tu sporo bragga, miłości do hip hopu, a także nieco społecznych i politycznych obserwacji. Są tu nawet goście - poza Kubiszewem, żadni oficjalni - przedstawiciele takich składów, jak DwaAsy, S2P, czy rodzimego NGWM, ale, bądźmy szczerzy, to sami podziemni gracze, którzy zdecydowanie powinni zostać u siebie w undergroundzie, bo na legal nie będą się nadawali nawet na emeryturze. Zresztą, uczciwie mówiąc, Kubiszew dostosował się do poziomu i również jest sporo pod kreską.   
    Od tego podziemnego gracza dostajemy rzetelny, undergroundowy album, z którego wieje nieco nostalgią za czymś, co minęło 20 lat temu. Nieźle się tego słucha, bo te bity są kołyszące i czilowe oraz z decydowanie lepsze, niż sam rap. W całości to taki album, którego możesz czasem posłuchać, jeśli lubisz bumbap. Jeśli wolisz njuskóle, to nawet tego nie tykaj. Jak dla mnie, porządna, średnia podziemna - dajeradę, jednak nie na dłuższą metę.

OCENA: 3+\6 


sobota, 20 grudnia 2014

FLINT - ZŁA SŁAWA

Koka Beats 2014
          
1. Zła sława
2. Całe życie na supporcie 
3. Moja pierwsza groupie 
4. Wracam do domu 
5. Mój pies 
6. Śpiew syreny 
7. Tylko hajs
8. Chcę cię jeszcze więcej 
9. Zyrtec 
10. Deadline 
11. Jestem skończony
12. K.O. 
    
    Czwarta płyta Flinta to opis rappera będącego na dnie i okrytego złą sławą. Tak przynajmniej mówi sam Flint - do album antyflintowy. Można by się zastanawiać, co ten gość pierdoli? Chwyt marketingowy, czy co? Poprzednia płyta nie była wcale aż taka zła, żeby się tu kajać przed słuchaczami...
    Już na poprzednich płytach klimat płyt Flinta został jasno określony - elektronika i nowoczesność. Takie bity zapewnili Udar, DJ Flip, Luxon, Barthvader, Vinylstealer i Salvare. To nie są jednak żadne cloudy, rozmymłane bezbitowe wyjce - tu co numer to banger. Weźcie DJ Flipa, młody naprawdę nieźle ogarnia trap-dubstep biznes i te jego podkłady (np. 'Całe życie na supporcie') wrzynają się w głowę jak wiertarka. To ciężkie, klubowe syntetyki. Choć szczerze mówiąc najbardziej wchodzą mi tu podkłady Luxona (siekający w łeb 'Moja pierwsza groupie', lekko funkujący trap 'Mój pies', oszczędny 'Zyrtec'), bo on umiał najlepiej poskładać te bengiery w naprawdę ruszające głową podkłady. A może podobają mi się dlatego, że wyraźnie słychać tu spuściznę Złotej Ery, pomimo, że są to bity elektroniczne. I pomimo, że te nuskule nie są mi bliskie, to wyznam, iż ta muza do mnie trafia, jest bardzo konkretna i potrafi rozruszać kark do kiwania i nóżkę do podskakiwania. Porządny materiał. 
    'Chcę was wszystkich zarymować na śmierć'... I to sam. Bo tu nie ma żadnych gości, Flint uprawia autolincz i czuje się z tym nieźle. Co do tego, że to dobry rapper, nie trzeba się chyba kłócić, bo i flow wraz z techniką oraz patenty na urozmaicenie kawałka są tu naprawdę przednie. Czasami jednak Flint zawodzi, kiedy weźmiemy lupę i przyjrzymy się tekstom. Owszem, sporo tu autoironii (np. skarga do świata, że nie wyłazi poza bycie supportem dla wszystkich rapperów - ale może o czymś to świadczy...? Hę?), wiele tu pojedynków z damami różnorakiego autoramentu. Jest ciekawie, Flit, jako osoba, wypada tu blado i stawia się w przegranej sytuacji - przecież lubimy, jak ktoś ląduje mordą w błocie, c'nie? I właśnie chyba na to liczy autor, że dzięki swojej postawie umartwiającego się i biczującego (ej #Bitch!) chłopaczka, ludzie to kupią. Hejterzy będą mieli pożywkę. Ci bardziej dociekliwi odnajdą tu raczej sprytnie zakamuflowane peany ku chwale samego Flinta - taki #Julian_Tuwim jego mać. Ale znalazłem tu również parę wpadek: to, że 'pamięć' najlepiej rymuje się z 'pamięć' to jasne. Kilka niewpasowanych wersów też wpadło - ale to margines, tak jak jakieś nieudane porównanie. W sumie nie ma na co narzekać.  
    Jakikolwiek nie byłby cel wydania płyty w takiej formie, Flintowi się udało. Jak sam mówi, nie będzie to płyta roku, ale jest bardzo porządny materiał i myślę, że to Flintowi wyszło. Choć nawet 'stuknęło 25 lat i nadal nie dzieje się nic'. Coś tam się dzieje. Zadziała się całkiem fajna płyta. Nawet, jeśli Flint jest skończony, bo mu nie wyszło tak, jak chciał.

OCENA: 4+\6


czwartek, 18 grudnia 2014

TAU - REMEDIUM

Bozon 2014

1. Pierwsze tchnienie
2. Bóg rapu
3. Lato 2000
4. Made in serce   feat. ZEUS
5. Logo land
6. BHO    feat. BEZCZEL
7. Magiczne słowa
8. Maria Konopnicka     feat. BUKA
9. Godline   feat. LECRAE
10. List motywacyjny    feat. PALUCH
11. Ostatni raz
12. Łzy
13. Nawigator   feat. KALI
14. Remedium
15. Radio Kielce
16. Cudotwórca
17. Puk puk

    Medium... ops, sorry, znaczy Tau, przeszedł metamorfozę nie tylko imienną, ale także duchową. Trzeci album wydał już na swoim, sumptem własnej wytwórni, założył fundację i twierdzi, że ma remedium na nasze pytania, troski i bóle. Czy tym remedium, tym lekiem jest Bóg? Nie wiem, czy to jest takie proste...
    Tau robi sobie sam bity - w większości, bo jest tu parę wyjątków. Jednak sam sobie wyznacza kurs, to kierunek znany nieco z poprzednich albumów. Klasyczne, jazzujące brzmienie, na bumbapowych perkusjach, fajnie kiwa głową. Sample, które wyszukuje Tau nie zawsze są oczywiste, zresztą, to nie tylko sample, ale i żywe instrumenty, które pobrzmiewają tu i ówdzie. Żeby nie było nudno, dla lekkiej zmiany klimatu zatrudnieni zostali tu również inni producenci. Zdolny dał trzy bity, tętniące elektronicznym bitem, inspirowane nieco Pharellem Williamsem (Made in serce), ale również takie klasyki w stylu reszty od Taua. Dwóch pozostałych bitmejkerów to Gawvi z Miami - niekoniecznie zawsze hip hopowy, ale za to całkiem sprawny, a także Chris Carson, z nieco bardziej elektronicznym bitem. Rapper postawił na zróżnicowanie brzmień, ale na szczęście nie przekracza pewnych granic, które uczyniłyby z płyty soundtrack, czy przypadkową składankę. Wszystko jest spójne i nawet jeśli klimat nagrań może być naprawdę różny, składa się to na fajne brzmienie.  
    Tau zaczął brzmieć znacznie bardziej przejrzyście. Nie ma tych zawoalowanych metafor, pokrzyżowanych wątków, które się wzajemnie znoszą. Tau opowiada nam tu swoją drogę od birbanta i hulaki, aż po gorliwego chrześcijanina. Rapper to emce z prawdziwego zdarzenia, bo potrafi zarządzać ceremonią jak prawdziwy mistrz. Jego flow, choć lekko kanciaste, jest charakterystyczne i wchodzi w uszy. Do tego głos jest modulowany, Tau próbuje śpiewać, co na początku w 'Bogu rapu' nieco kłuło mnie w uszy, bo brzmi to... szczególnie. Ale daje radę, choć z przymrużeniem oka. Na szczęście Tau nie gada tylko o bogu, bo byłoby to absolutnie nieznośne. Znajdziemy tu numery, traktujące o swoich byłych i obecnych, o ojcu, o ukochanym mieście Kielce, czy piętnuje szczycenie się metkami na ciuchach. Do tego jego boskiego rymowania podłączonych jest kilku gości, szczerze mówiąc dobranych według nieco szczególnego klucza. Doktor Zeus rozpieprzył system i uczynił 'Made in serce' jednym z lepszych traków na tym albumie. Wybitne wejście, tak tekstowo, jak i technicznie. Bezczel i Buka wypadli dość przeciętnie, choć akurat Buka ma niezły tekst, natomiast zaczyna mnie irytować jego maniera wokalna, imitująca białoruskiego kombajnistę po trzech flaszkach. Za to Paluch ma bardzo pozytywne wejście i brzmi tu naprawdę na miejscu. Za to niemal nie zarejestrowałem Kalego. Na osobne słowa zasługuje Lacrae, amerykański przedstawiciel christian rap, który ubarwia doskonale kawałek. No i naturalnie wokalistki, z miłymi głosami, które lecą od delikatnie gospelujących wokaliz, po refreny w części kawałków.
    Nie spodziewałem się, że album o Bogu - do którego przyznam, jest mi bardzo daleko, to trafia do mnie ta płyta. Raz, że oparta jest o świetne, bujające podkłady, dwa, że Tau brzmi nieźle, a goście są co najmniej poprawni, trzy, że Medium wreszcie wie, o czym mówi i ma to jeden wspólny mianownik. Płyta pozytywna i nie tylko dla głęboko wierzących katolików. Super.

OCENA: 5\6  


środa, 17 grudnia 2014

BUCZER - EMOCJE

Detox 2014

1. Realistyczny Sen
2. Miejsca
3. Emocje   feat. ZELO
4. Co Za Dużo
5. Mrok   feat. ANGIE
6. Mogę
7. Niepewność   feat. KROOLIK UNDERWOOD
8. Love Song
9. Bekstejdż    feat. ZELO
10. Stare Zdjęcia
11. Jedna Szansa
12. Co Zostanie Po Mnie    feat. MEG
13. Próbują
14. Niedostosowani   feat. RAS LUTA
15. Zwykły Chłopak
16. Życie   feat. LUKA

    To ma być najbardziej szczery album w dyskografii Buczera. Przedstawiciel PTP mówi, że zwolnił tempo, osiadł nieco i wypuścił bardzo przemyślany krążek o emocjach, które targały jego życiem przez ostatnich parę lat. Faktycznie, okładka pełna jest emocji, każdy kawałek ma swoja własna grafikę. Tylko czy ten album trafi w ucho, czy wypadnie drugim...
    Buczer poszedł na współpracę z kilkoma producentami, którzy wykonują bardzo nowoczesne, trapowe bity. Po kilka podkładów oddali Lucesh i Melobeats i to oni wyznaczają kurs swoimi oszczędnymi, klapiącymi perkusjami, których głównym markerem są setki hajhetów. Na tych pudełkowych werblach pobrzękują komputerowe basy i melodyjki z syntezatorów. Po dwa numery pochodzą od Juicy'ego i Świerzby - te, które zrobił Juicy ('Co za dużo' i 'Życie') są chyba najlepsze na tym krążku - mają fajny wajb i nieźle kręcą - zwłaszcza 'Co za dużo' ze świetną pracą DJ Soiny. Cała reszta to Peter, Talar, Jędras, Sebastian Tomczyk i Johnny - jest tu dość różnie - mało jest bangerów ('Mogę' Petera, 'Bekstejdż' Melo, czy 'Próbuj' Świerzby), większość bitów ogólnie leci na emocjach tych bardziej sentymentalnych, niż mocnych. I tylko jeden jedyny numer wymyka się poza konwencję: to wybitnie klasyczny 'Niedostosowani' Tomczyka, który brzmi jak wyjęty z lat '90. Dla odmiany Jędras w 'Jednej szansie' poszedł wręcz w techno. Z tego wynika, że muza jest tu zupełnie nowoczesna (z jednym wyjątkiem), ale dość zróżnicowana. Jednak nie powiem, abym był specjalnie urzeczony klimatem, raczej jest nie najgorzej. 
     Zawsze lubiłem Buczera, bo ten koleś pasuje na te crunki i trapy, jakby jego matka słuchała tych rzeczy z nim w ciąży. Choć to oczywiście niemożliwe, to coś w tym jest, bo rapper ma świetne wyczucie połamanych bitów. Nieco zachrypnięty wokal w momentach pasji i tam, gdzie wchodzą pancze, lżejszy podczas rozkminek życiowych... Buczer mi się nie nudzi. Jednak jest w tym wszystkim coś, co nie pozwalało mi się w pełni cieszyć tym, co Buczer wyskrobał. Może nie chodzi tu o zbytni ekshibicjonizm, bo wszystkie teksty opowiadają o samym Buczerze - nawet jeśli daje on pancze w kierunku słabych i hejterów. Wszystko jest ok, ale trochę bez wyrazu. Może rapper zbyt przeładował emocjami ten album, a może to są na tyle jego prywatne emocje, że do mnie słabo docierały. Nie wiem, ale zupełnie nie odczuwałem tych stanów, jakie przedstawiał mi Buczer. Do tego goście, którzy odgrywają zupełnie marginalną rolę - z wyjątkiem Ras Luty, z którym obaj stworzyli fajny, bujający numer. Owszem, wpadło mi tu w ucho kilka niezłych kawałków, ale to nadal nie jest to, czego oczekiwałem po szumnych zapowiedziach i poprzednich albumach.
    Buczer spuścił z tonu, przestał szarżować, co sprawiło, że przeszedłem obok tego albumu trochę obok. Podobają mi się 'Co za dużo', 'Niepewność', 'Bekstejdż', czy 'Niedostosowani', ale to nawet nie jest nic takiego, co wrzuciłbym na powerplay do mojego odtwarzacza. Chciałoby się powiedzieć - 'Zwykły chłopak', zwykła płyta.

OCENA: 3+\6


wtorek, 16 grudnia 2014

HADES & EMADE - CZASOPRZESTRZEŃ

Prosto 2014

1. Doskonałe Proporcje
2. Muzyka z Brodą
3. Robo Ty
4. Pełny Słoik
5. Dziewięćdziesiątki
6. Proste Słowa
7. Sumo Rap
8. Nigdy w Życiu
9. Dziwki i Dilerzy
10. Nie Przestaniemy
11. Bieg po Linie
12. Już po Mnie
13. Za Daleko od Słońca     

    Drugi album Hadesa to ma być kolejny krok. Czy w przód, czy w tył, to się okaże. Galus tym razem nie pojawia się na materiale - całość została powierzona Emade, co jest o tyle dziwne, że przecież ciężko uświadczyć jego bity na jakiejkolwiek rapowej produkcji, w której nie bierze udziału Fisz.
    Emade, zgodnie z oczekiwaniami, dał muzykę, która zakrzywia tę czasoprzestrzeń. Bierze swój początek w latach '90, ale tę pięciolinię producent wygina i przekręca, przebiegając przez rozmaite punkty. A to nieco jazzu, z tej strony wchodzi ambient, już to brzdąkają elektroniczne wstawki, a z kolei tu grają żywe klawisze przeróżnej proweniencji. Jakby tego było mało, w 'Dziewięćdziesiątkach' mamy czysty oldschool, niczym z pierwszej płyty LL Cool J, czy Kool Moe Dee - nieco uzupełniony brzęczącym basem z nowej ery. Muza płynie z wolna poprzez werble, bez pośpiechu, choć klimat różni się pomiędzy trakami. Jedyny pośpiech wprowadzają tu cięcia Kebsa, który dokłada swoje pięć groszy do całości. Razem, Emade i Kebs, stworzyli udaną całość.
    Hades jasno określa swój genesis: 'Byłem przedtem nie było nikogo \ No, trochę czasu minęło wiadomo \ Jestem z ery commodore na kasety \ Zakurzone Vhs-y, niemieckie porno i disco polo \ Złote lata 90'. I tkwi tu on jak korek w wiekowej butelce wina, której nie otworzysz, bo jest warta fortunę, a istnieje obawa, że owo drogie wino skisło. Dlatego ten korek siedzi na swoim miejscu. I Hades też w tym siedzi. On ma te 'proste słowa', które maja tę zaletę, że trafiają w samo sedno. Rapper na świetny i charakterystyczny głos, taki właśnie z czasów '90. Gruby styl, gruby flow. 'Wszystko ma być dobrze doprawione i niezdrowe i nie powiesz, że pierdolę się z cholesterolem \ Wylewam olej słonecznikowy pod nogi wrogom i nie potrzebny pistolet - wystarczy beef strogonov \ Trzeba dużo jeść żeby potem grubo na mikrofon wejść, mogę go zgnieść, nabieram kilogramów \Na bank nie wytrzyma tego ciężaru, brzuch pełny kebabów - Sumo tak odbiera wpływ islamu' - niech mi ktoś powie, że te wersy są słabe... Had ma tę umiejętność, że choć nie opowiada nic odkrywczego, sposób, w jaki to robi, jest wyborny. I te pięćdziesiąt minut jest zagospodarowane właściwie, bez gości, bez wypełniaczy. Had jest w formie.    
    Kolejna świetna produkcja Hadesa. Solowa, dodajmy, choć ani Haos ani Kontakty nie były przecież złe. Świetne wersy Hada uzupełniają ciepłe i przemyślane bity Emade oraz skrecze Kebsa. Razem, we trójkę, tworzą zespół silny. Nie jest to może płyta roku, bo brakuje mi tu czasem jakiegoś większego jebnięcia, które postawi na nogi, ale to, co robią tu panowie, to dzieło.

OCENA: 5-\6


poniedziałek, 15 grudnia 2014

POPEK - MONSTER 2

Wag Wan 2014

1. Wake Up    feat. ZIOMALE NA BANICJI, EMILEE BOYCE 
2. I’m Calm   feat. RONSTER BGR
3. Don’t Come To My Ghetto    feat. GOLDIE 1
4. Big Crimes   feat. BIG H
5. Don’t Trust Bitches   feat. LIL NASTY
6. Sinner   feat. MASŁO
7. New Generation   feat. MERKY ACE, KOZZIE
8. Unstoppable   feat. OLSEN, YOUNGBEZ, PORCHY, NIZIOŁ, ZUZ ROCK, J GRANDE, FU
9. Street Code   feat. RECIEVER, NIZIOŁ
10. Sweet Tulip   feat. LAUREN QUARTERLY, PAT, IZZY
11. Monster   feat. KAEN, PORCHY
12. I am    feat. PANIKA
13. London Don’t Believe In Fear   feat. JAHNA SEBASTIAN, MERKY ACE, NON KONEKSJA, TKO
14. Massacre    feat. DOUBLE S
15. One More Kiss   feat. BIG NARSTIE, RAE MAC
16. Paperchase    feat. ENGLISH FRANK, RAE MAC 
17. Lets Get It   feat. JOE GRIND
18. Rydah 4 Life   feat. CHRONIK
19. Anger    feat. MONICA MICHAEL
20. Scars and Stitches    feat. STITCHES
21. Connect    feat. THE GAME
22. Outro    feat. FRISCO
    
    Tja. Możesz sobie gadać, że Popek jest jebnięty. Wytatuował sobie gałkę oczną, pociął twarz, wisiał na hakach, robi coś z zębami na złoto - i co z tego? Człowiek, który nie ma chyba żadnego wykształcenia (no dobra, zna języki), wygląda jak Hulk po przeszczepach, siedzi na emigracji w Anglii, robi istny rozpierdol (bo tego się inaczej nie da określić) swoimi nagraniami. Przedpremierowy kawałek 'Dirty Diana', choć nie znalazł się na albumie, przyjął się doskonale i propsowali go niemal wszyscy. Śmiano się z planów nagrania z Game'em - i co? Chujów sto, jak mawiał klasyk.
    Anamate, Monsterstarz, Wagwan, Wisper, Thomas Mellor, Auer, Deeco, Basic, Muki, DJ Limelight, Delerious, Basilisk... I tak nikt nie kojarzy tych ksywek. Brytyjsko-emigracyjna mieszanka producentów dała iście wybuchowy materiał. Do cna nowoczesna płyta, czerpiąca juz nie tylko garściami, ale całą koparką ze spuścizny grime, garażu, trapu, dubstepu i całej pozostałej nowoczesnej reszty, której ja nie rozróżniam i doprawdy nie wiem, czym różni się jeden od drugiego. Dość, że jest plastikowo jak w fabryce lalek dmuchanych, a basy bardzo często wiercą ci dziurę we łbie. Jednak nie zrozumcie mnie źle, to wcale nie jest zła muzyka. O ile kawałek na wejście jest strasznie słaby pod każdym względem, to już następne, zwłaszcza 'Don't come to my ghetto' z Wagwan Prod., czy 'Sinner' od Auer Prod. niszczą. Deeco w 'New generation' brzmi, jakby jego samego podłączono do prądu. 'Street code' od Muki'ego rzęzi ciężkimi gitarami. Bez kitu, choć nie jestem fanem tych elektroników, przyznam, że jeśli mam tego słuchać, to niech to będzie to brytyjskie gówno, które wysmażono dla Popka. To kurestwo urywa łeb przy samej dupie i nie daje momentu na oddech - jedyna wadą jest wspomniany kawałek na wejście - niemal skutecznie mnie odstraszył od dalszych eksploracji albumu. Ale na szczęście zostałem przy głośnikach i nie żałuję.  
    'To jest Monster 2 a nie Maryla Rodowicz' - diablo celna pointa. Sam Popek może i nie jest wirtuozem, tfu, dobrym rapperem, ale jest szczery, pewny siebie i ma siłę. Te wersy są proste jak budowa cepa, flow toporne, tematy od uliczno-klubowych, po horrorcore. Ale Popek występuje tu raczej z pozycji bossa, który rozdaje karty, wcale nie musi być świetny - choć przy gościach, przynajmniej tych z Polski, naprawdę świeci. Bo Ziomale Na Banicji, którzy otwierają płytę to pomyłka, naprawdę. Na plus zdecydowanie wchodzi Masło, reszta naszych gwiazd nie sprawdza się za bardzo: ani Kaen, ani Non Koneksja, ani Olsen, warczący Nizioł, ani broń Boże Fu. Polski wokal damski w 'Sweet tulip' to istny dramat, za to Panika naprawdę daje radę. Znacznie lepiej wypada tu brytyjska scena garażowa, zwłaszcza Goldie 1 jest klasą samą dla siebie. Trochę rozczarował mnie Big H, kreowany na jedną z gwiazd brytyjskiego grajmu - wypadł cienko i mało przekonująco. Za to The Game, zgodnie z oczekiwaniem, rozwalił kawałek i jest chyba najlepszy z rymujących na tym albumie.
    I co z tym Popkiem? Ma was w dupie i wasze narzekanie. Zaprosił sobie znanych Brytyjczyków, spłacił The Game i ma album, którego nie musi się wstydzić. A że brzmienie jest brytyjskie? A jakie ma być, skoro nagrał to w Londynie? Poważnie, choć sfera liryczna często kuleje, to jednak ten album to bomba. Może nie Popek krul, ale może chociaż ksionsze.

OCENA: 4\6   


niedziela, 14 grudnia 2014

DIOX - 7 MINUT PO ŚMIERCI

Prosto 2014

1. W toku
2. Polskie nagrania
3. Żywioły    feat. MOSAD
4. Oni tego chcą
5. Wiemy
6. Kto jak nie my
7. VaBanque    feat. MOSAD
8. Chcemy sięgać gwiazd   feat. PELSON, ELDO
9. Jestem wolny
10. Kosmos    feat. FRENCHMAN
11. Nocą błądzą    feat. PARZEL, MAŁACH
12. Polski (t)rap
13. Nim odejdę stąd     feat. CHADA
14. Nie wiem co to    feat. MOSAD
15. Jesteś uśmiechnięta
16. 4am Warsaw

    Trzecia solówka członka Hi Fi Bandy, jak to się ostatnio w jego wypadku przyjęło, powitana została dość chłodno. Internetowi hejterzy wieszają na Dioxie psy, wyzywają od najgorszych, ten jednak nie daje się wciągać, tylko zaprasza na kolejny album. Już sama okładka przyciąga wzrok, jest niebanalna, tylko te luźne kartki w środku - po jednej na kawałek, jakby skądś już znane. Czy tak będą wyglądały wszystkie płyty od Prosto?
    Diox zrezygnował z całkowitych usług The Returners - zamiast tego poszedł na różnorodność i eksperymenty. Oczywiście, Returnersi pojawiają się tutaj, ale tylko w jednym, klasycznym kawałku, który otwiera album. Zresztą, wszyscy producenci występują tu pojedynczo - poza Sir Michem, który zostawił na płycie prawie połowę muzyki. Jego bity to nowoczesna muza, z mnogością syntezatorów i połamanych plastikowych perkusji. Producent daje tu trapy i cloudy, czy jak się tam te nowe podgatunki nazywają. Niektóre, owszem, są mocne i trafiają w punkt, jednak nie wszystko, co dał Sir Mich mnie osobiście poruszyło. 'Oni tego chcą' jest w typie tej muzy, jakiej nie znoszę, przeromantyzowanej, w dodatku z słabiutkimi wersami.  Poza Michem, występują tu również Młody GRO z dość oczywistymi 'Żywiołami' w stylu nowojorskiego rapu  początku XXI wieku, Ślimak, którego osobiście lubię, jednak w 'Wiemy' średnio pokazał pazury - ot, zwykły truskul. Śmieszny, karaibski party-track 'Kto jak nie my' dał IGM. Fabster z kolei to taki sympatyczny podkład do 'Va Banque' - energiczny, choć nie agresywny, taki, to którego machasz głową. Podobnie jest u Boneza z fajnym, bujającym klasycznym trakiem. Niezły bit wyszedł od Szczura, bo 'Noce błądzą' pulsują funkowym basem i właśnie takim 'nocnym i zadymionym' klimatem. Poszwixxx wjechał z dość nietypowym dla siebie numerem mocno inspirowanym oldschoolem - całkiem niezły. Zetena to bezpłciowy 'Nim odejdę stąd'. Płytę kończy Cast Away z instrumentalem dobrze oddającym tytuł - czwarta nad ranem. Na plus należy zaliczyć sporą ilość skreczy, swoje umiejętności prezentują tu DJ Flip, DJ Kebs i DJ Chwiał.
    Nie możesz powiedzieć, że Diox nie ma skillsów. Rapper płynie, ma umiejętność trafiania z rytmem w te zróżnicowane podkłady - ale nie zawsze brzmi to dobrze, zwłaszcza, kiedy przestawia akcenty, aby być poprawnym na bicie. Najlepiej słychać to w 'Oni tego chcą', gdzie z fatalną wymową niszczy angielskie nazwy i zwroty, akcentując słowa jak emigrant z Salwadoru. Błagam, Diox, nie używaj więcej angielskiego... Weź 'Każdy idzie na swój Mount Blanc \ Watch your back, watch Cartier \ Za oknami chcą panoram \ Light Las Vegas, Skyliner \ Hi, I’m high \ Hi, I’m nice \ Hi, I’m cool \ Jak brzmi to fajnie' - nie fajnie, choć hasztag z tym Cartierem jest akurat niezły. I niestety, sporo z tego, co mówią o Dioxie to prawda. Nikt tak nie potrafi pierdolić banałów, jak właśnie Diox. Owszem, jest tu trochę lepszych wejść, ale generalnie z każdą płytą wydaje mi się, że rapper coraz bardziej się rozmywa i rozwadnia. Tu w zasadzie nie ma na czym zawiesić ucha, bo Diox przelatuje 'jak Air Force 1' przez uszy. Jedyne zwrotki, które zostały mi na dłużej, to te Pelsona i Eldo, bo reszta gości też średnio daje radę. Mosad jest zwyczajnie średniutki, Parzel i Małach ('enedue fake dupa' - co to kurwa za wers?) raczej przeciętni, bo Chada, jak Chada - 'ciągle wersy z pudła'. Miałkość.
    Kurde, kolejna płyta, która nic nie wnosi. Ok, da się tego słuchać. Ok, choć muza jest różna, czasem zupełnie nijaka, jest parę lepszych podkładów - ogólnie przeciętnie. Diox? Czasem lepszy, częściej byle jaki. To bodaj najsłabszy krążek Dioxa. Podsumowując, przeciętna płyta. Po całości.

OCENA: 3+\6 


sobota, 13 grudnia 2014

B.O.K. - LABIRYNT BABEL

Aptaun 2014

0. Narrenturm
1. Legion głosów
2. Mindfuck
3. Babel
4. Flaki
5. Podróż
6. Widziałem
7. Jurodiwy
8. Opowiedz mi o swoich planach
9. Nic przez c z kreską
10. Prometeusz
11. Deus ex machina
12. Miecz czy bicz
13. Pielgrzym
14. Brzytwa Ockhama     

     Bydgoscy muzycy (bo myślę, że B.O.K. to coś więcej, niż tylko 'ten rapowy skład') powracają z kolejnym syfem do wepchnięcia w twoje uszy. Album już zbiera poklask, choć nie brak głosów o tym, że hip hop to nie kurwa wieczorek poetycki i nikt nie rozumie, o czym Bisz pierdoli. Prawda jak zwykle zapewne leży po środku, ale ja to muszę obadać na własne uszy. 'W Stronę Zmiany' pozostawił po sobie dość pozytywne wrażenie, choć nie wracam często do tego krążka - znacznie częściej do solowego Bisza. I z tymi mieszanymi uczuciami wlazłem w ten 'Labirynt Babel'.
    Muzyka, którą sprawił Oer nie jest czymś, do czego znajdziesz porównanie i odnośnik na całej naszej scenie. To złożona muzyka, grana na żywo przy użyciu instrumentów: perkusji, basu, gitar, skrzypiec, czy klawiszy. Wcale nie oznacza to, że dostajemy jazzowy flejwor spod znaku The Roots. O nie! Te bity są poskładane jak puzzle z 10.000 części. Ubarwione samplami, skreczami DJ Paulo, zmianami tempa, wokalami Kay'a. Nie jest to muzyka najłatwiejsza w odbiorze, często nieco może drażnić swoim brudnorockowym feelingiem, zbyt ambientowym wajbem, czy sznytem rodem z festiwalu w Kołobrzegu. Osobiście nie mogę strawić 'Widziałem', ale z drugiej strony jest bit od 'Opowiedz mi o swoich planach', który przeniósł mnie wręcz do ery cyberpunka. Równie nieprzyzwoicie brzmi osadzenie 'Podaruj mi trochę słońca' na tym pulsującym, syntetycznym basie, na bazie elektrycznych gitar i organów Hammonda. Jest tu bardzo równo, intrygująco, choć nie zawsze w pełni satysfakcjonująco.   
    Bisz rośnie na geniusza sceny, bez kitu. Nie dość, że jego nienaganna technika idealnie płynie po bitach, to jeszcze jego teksty są przemyślane i tak zgłębione, że ciężko to ogarnąć za pierwszym razem. Ile razy bym płyty nie słuchał, za każdym razem wpada mi w ucho coś nowego, kolejny hasztag, kolejny przytyk do szeroko pojętej kultury światowej. 'Wśród przeciętnych głów mam magiczną dynię #Kopciuszek \ Moja gwiazda nie prowadzi, lecz odsyła dalej #asterysk \ Chcesz chłodnych kalkulacji? - Odradzam Ci się jak Feniks \ Życie zamęczyło mnie, więc zamęczę je ja \ Przejdę do historii z klasą nim przejdę do Playa \ Jeśli ktoś Ci wciśnie bubel, jedno pewne: nie ja \ Nawet jeśli wbijam w Ciebie Babel, weź nie peniaj'. Przy tych tekstach warto mieć przed nosem tekst, żeby przyswajać to, co mówi Bisz. Rzeczywiście, jest to mocno intelektualne, ale nie powiem, żebym nie rozumiał, o co chodzi. Wręcz przeciwnie, przekaz wydaje się dość jasny, a hasztagi, choć często zaskakują, są przejrzyste. Jasne, jak ktoś nie skończył podstawówki to odniesienie do 'Idioty' Dostojewskiego nic mu nie powie - a może właśnie powinno... I doskonale, że nie ma tu gości, bo któż ma Biszowi dorównać kroku w tym labiryncie?
    To płyta pełna, by nie rzec spełniona. Podoba mi się dużo bardziej, niż 'Pchamy ten syf', Bisz wzlatuje naprawdę wysoko. Kawałki, które wywarły na mnie największe wrażenie, to 'Mindfuck' i 'Opowiedz mi o swoich planach', ale dobrych jest tu sporo. To płyta, którą należy obadać, bo jest tego warta - zwłaszcza Bisz. Ale na pewno nie jest to płyta roku.

OCENA: 5-\6    


piątek, 12 grudnia 2014

BLAZE - ZWALNIAM

Aloha 2014

1. Trip Intro
2. Kim jestem 
3. Zwalniam feat. HZ
4. Nieraz
5. Second Home
6. Motywacja
7. Przyjdzie czas
8. Powroty nocą feat. HZ, MAX KOLO
9. Nie daj się nabrać
10. About you
11. My way (Outro)
12. Jestem biznesmenem 
13. Hipokryci   feat. HZ

    Blaze plącze się po okolicach podziemia już od ładnych paru lat. Zebrane na mikstejpie kawałki powstawały przez trzy lata, to miał być taki autobiograficzny lot poprzez ostatni czas w życiu białostoczanina. A że przy okazji znalazł się Procent, żeby to pchnąć szerzej...
    Blaze gustuje zdecydowanie z trapach i tego typu rzeczach. Dlatego nie istotne, czy to on sam produkował te podkłady, czy pobrał z friszerów - mają one podobny klimat: są syntetyczne jak fabryka dmuchanych lalek. Sam Blaze zrobił dwa podkłady: 'Kim jestem' i 'Jestem biznesmenem' - nomen omen. To bodaj najbardziej plastikowe rzeczy na tym albumie. Reszta została pobrana skądinąd - niekoniecznie ogarniam kto jest producentem większości kawałków, ale w sumie to nie ma znaczenia. Jest to nowoczesna rzecz, która spodoba się tym osobom, które lubią bity z połamanymi perkusjami, syntetycznymi melodyjkami i komputerowymi dźwiękami. Takie techniczne hip hopy, trapy klimaty. Niektóre są lepsze, niektóre gorsze, ale ogólnie to taka średnia płyta. Mało bangerów, mało traków, które rozwalą Ci umysł. To po prostu płynie z głośnika, cokolwiek by rapper nie mówił, one się tylko toczą, a nie porywają. Muza ujdzie.
    Blaze, choć nie jest wcale wyróżniającym się rapperem, którego poznasz zawsze i wszędzie, ma skillsy, które pozwalają mu zainteresować słuchacza. To rapper sprawnie poruszający się po tych podkładach, które często wymagają finezji: umie przyspieszyć, zanucić, nie wypada z rytmu. Zaś osobiste teksty mają to do siebie, że słuchasz z ciekawością, bo Blaze może nie odkrywa całkowicie kart prywatności, ale bez ogródek opowiada o swoich przemyśleniach, a nawet pisze swoiste listy miłosne ('About you'). Tu nie ma panczy, ani bitewnych rymów, nie o to chodzi. Blaze opowiada o swojej rzeczywistości 'w Polsce B', że mieszka w Białym, ale imprezuje w Wawie, chciałby mieć 'hajsu full', a także nie wstydzi się mówić o emocjach i uczuciach. Jako goście występują tylko HZ i Max, jednak przyznam, że niewiele z tego wynika - choć obaj są na poziomie (nieco słabszym niż Blaze), to nie wnoszą nic oryginalnego na taśmę. Są, bo są.
    Taki ten album trochę jest bez życia. Najlepszym ogniwem tu jest sam Blaze, bo muzyka jest przeciętna i nie za bardzo wywołuje gęsią skórkę - raczej ziewnięcia. Znalazłem tu dwa numery, które zrobiły na mnie wrażenie na tyle, że je powtarzam: 'Kim jestem' i 'Hipokryci' - ale to mało. Średni mikstejp, choć rokuje na przyszłość.

OCENA: 3+\6


czwartek, 11 grudnia 2014

MROKU - W DRODZE DO DOMU

Mroczne Nagrania 2014

1. Podróż dusz    feat. ASIA ALPOP
2. Baw się i tańcz
3. Pancerni
4. Martwi przyjaciele   feat. ASIA ALPOP
5. Duchy dawnych dni
6. Cicho, bezimiennie    feat.  B.A.D, EM
7. Stare prześcieradła
8. W drodze do domu   feat.  ASIA ALPOP
9. Letni hit
10. Na pół  feat.  BLA-BLA
11. Ostatnia niedziela
12. Zderzenie    feat.  ASIA ALPOP
13. Niedokończone życie
14. Martwy język    feat.  WONZ
15. Kolorowe pisma
16. Trans cybernetyków
17. Imiona     feat.  EM
18. Jesienią nad rzeką
19. Noc na Ziemi     feat.  ASIA ALPOP, RADEK CZERWIŃSKI
20. Ostatnie pożegnanie

         Po płycie Bla-Bla i legalu, Mroku wraca do podziemia - do domu. Własnym sumptem wydał właśnie swoją kolejna solówkę, która z wolna zaczyna pojawiać się w mediach zainteresowanych rapem na nielegalu. Mroku ma ustalona markę - choć nie należy do czołówki (oczywiście to pojęcie względne), jednak na pewno jest wart uwagi.
    Co ciekawe, choć to nielegal, Mroku zainwestował w sferę muzyczną. O klimat zadbał głównie Mahyn, ale podkłady dali też BobAir, Złote Twarze, Puzzel, Urban, Bryza, Zielichowski, Siwy Siwek i Sound Cut. Wspomagają ich za gramofonami DJ Zaju i DJ WeeDJet. W ten sposób dostajemy dość specyficzny bilet w podróż po bitach, które nie zawsze są spójne i wytłumaczalne, ale na pewno mają jeden mianownik - nadają się do posłuchania w zimowy wieczór przy przygaszonym świetle, bujając się w babcinym fotelu. Każdy podkład jest spokojny i zrównoważony, nawet jeśli perkusja nie jest zbyt oczywista, a motyw przewodni może zaskakiwać, tak jak np. w 'Cicho, bezimiennie' z zawodzeniem chińskiej pieśniarki, czy sample z Czterech Pancernych. Na pewno trzeba zauważyć, że te traki są oryginalne, choć nieco męczą w ogólnym rozrachunku - w końcu to aż ponad 70 minut delikatnej refleksji. Drobne wyjątki ('Na pół', 'Martwy język' czy 'Ostatnia niedziela') potwierdzają regułę, bo są na tyle delikatne, że nie wychodzą poza ramy założenia. To płyta z muzyką jedwabną, lekko muskającą uszy, wręcz relaksacyjna.  
    Mroku jest jeden w swoim rodzaju. To rapper-poeta, który dość monotonnym flow opowiada przemyślenia ze swojego życia. Jego refleksje, tak samo jak podkłady w końcu mogą męczyć, ale warto jest posłuchać, o czym emce opowiada, bo w gruncie rzeczy są to ciekawe sprawy. To bardzo osobista płyta (jak chyba każda Mroka), przewija się przez nią bardzo często śmierć i samotność. Goście, którzy towarzyszą Mrokowi w tej wędrówce przez życie to głównie koledzy z Bla-Bla: wonz i Em. Jest tu równiez przeciętny B.A.D., którego ksywka (i może styl) przypomina mi jako żywo B.A.D. Master C - kto nie zna, niech koniecznie sprawdzi... Ale jest tu jeszcze osoba, która oświetla okolice blaskiem, kiedy wchodzi na mikrofon: to Asia Alpop, która ma tak wyborna barwę głosu, że... słuchałbym. Cały czas. Zwłaszcza sprawdźcie 'Noc na ziemi' - mega mocny numer!
    Mam ciągle dwojakie wrażenia na temat nowego Mroka. Z jednej strony to naprawdę wartościowy album, z niezłą muzyką i ciekawą warstwą wokalną - słucha się tego nieźle. Ale z drugiej co jakiś czas odczuwam znużenie - przez te siedemdziesiąt parę minut co najmniej parę razy. Na pewno to pozycja warta sprawdzenia - coś innego, niż większość wypocin na scenie. Może nieco za długa, może nieco za ciężka, ale na pewno ciekawa.

OCENA: 4\6


środa, 10 grudnia 2014

RY23 & RUDI - WESTERN 4 W SAMO POŁUDNIE

nielegal 2014

1. Intro
2. W samo południe   
3. Wielka moc
4. Dziki 061
5. Gringo    feat. KOWALL, SC 
6. Marry i Molly
7. Materializm    feat. KACZOR
8. Te bloki nucą
9. Najebany to do chaty    feat. GALON
10. Saloon    feat. RAFI
11. Na wypasie
12. Dobry, zły, brzydki...   feat. MASKOT, HAŁAS, BANDURA, CHRZANOS, MAŁPA NAS
13. Kierunek zachód   feat. MUZYK, NOVI
14. Zbyt wiele
15. Outro

    Łapy w górę, kto pamięta serię taśm pod wspólnym tytułem Western? Do czwartej części dopuszczony został Rudi, choć oczywiście Ramona gra tu pierwsze skrzypce. Płytę należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, ale to poważny kawał rapu.
    Big Jeffrey, Chrzanos, PTK oraz Banan - od tych producentów pobrał muzę Ry. Oczywiście, to jest nowoczesny western, więc sampli z muzyki country tu nie uświadczysz (może i lepiej). Za to mamy trapowe numery, które przetykane są klimatem west coast underground. Uściślić? No cóż, wyraźnie słychać fascynację różnymi zespołami w poszczególnych kawałkach. 'Dziki 601' wieje mocno Three 6 Mafia, 'Gringo' to wypadkowa z płyt Xzibita i 213 z refrenem wyraźnie trącającym Nate Dogg'iem - podobnie rzecz ma się z 'Najebany to do chaty', którego bit spokojnie mógłby trafić na płytę Defari, Tash'a, czy Xzibita właśnie. Oczywiście nie wszystkie kawałki są mocno inspirowane, ale czuć tu wyraźnie ducha WestCoast. Totalny rozpiernicz to 'Te bloki nucą', z oszałamiającym samplem wokalnym - mocny trapowy wkręt. ale ogólnie rzecz biorąc, jest ok, podkłady nie gorszą i raczej nie wprawiają w ekstazę. Wchodzą całkiem bez mydła - ale i mydlany mają czasem posmak.  
    Zarówno Rudi, jak i Ry mają już od jakiegoś czasu ustaloną pozycję i każdy, kto orientuje się w polskim rapie doskonale wie, jak oni brzmią. Rudi jest tu lepszym rapperem, bo potrafi przyspieszyć, zmienić flow, czy głos. Do tego jego wersy, choć nie uniknął wpadek, mają nieco więcej głębi, niż Ramona (szczególnie spodobał mi się wers 'mój flow jest dobrym szefem, bo rzadko zwalnia', ale jest tu kilka niezłych - tak rzuconych mimochodem). Rrrrrry to charakterystyczna maniera wokalna z tym swoim 'rrrr' i teksty w stylu 'czy to lato, czy to jesień, ja rymuję swoje ecie-pecie'. Owszem, słucha się go całkiem nieźle, ale to jest wynik tego, że jest to słuchanie zupełnie niezobowiązujące do niczego. Obaj dają bragga, przesiąknięte miejskim życiem na blokach, imprezami i latami przy mikrofonie. Goście mają się podobnie - po prostu są. Może Rafi pojechał w nieco lepszym stylu, niż ostatnio, może zaczyna wychodzić z kryzysu, który napadł go na ostatniej płycie? No i zadziwiająco dobrze poleciał Małpa, który jest z kawałka na kawałek lepszy. Reszta, bądź ginie w tłumie, bądź jest mocno nieznośna, jak Muzyk i Novi.
    Taki ten album jest... po prostu ok. Słucha się tego naprawdę dobrze, ale nic z tego nie wynika. To taka płyta, która może sobie grać w tle, a ty robisz cokolwiek. Można ją wrzucić w samochodzie, dobrze się wówczas jedzie. I co? Nic, tyle. Nic na poważnie. Ot, westernowe bragga.

OCENA: 4-\6  


wtorek, 9 grudnia 2014

RAPSZLAK - MAPA TO BIT, KOMPAS MASZ W WERSACH

nielegal 2014

1. Start
2. Nic za to nie chcę   feat. DAMIAN WSP
3. RapSzlak
4. Nie na wodę pic   feat. PROFUS PPZ
5. Wrócić
6. Ta lala
7. W drodze na szczyt   feat. K23
8. Ej!
9. Ostatnia szansa
10. Raczej nie romantyk
11. Propaguję rap    feat. UBN, ADLER, SOWO
12. Przekaz
13. Z propolską postawą   feat. MAYON, DYNIEK, SOWO, PAPIS, PROFUS, GRZECHU, JACOL, MARCINEK 3Z, ŻMUDZIN EGOISTA, EMACE, WHSP
14. Propaguję rap (Skrent mix)

    Yogi i Arturo, znani na podwórku uliczno-narodowościowym, niedawno wypuścili w eter swój pierwszy album. Już po okładce wyraźnie widać, czym stoi zespół. Historia kraju - husaria. Bity - jack. Cyrkiel i kompas wyznaczają kierunek, a długopis pisze wersy. Wiesz o co chodzi? 
    Całość produkcji (a nawet okładkę) powierzono Fspólnemu i to on odpowiada za to, co muzycznie dzieje się na albumie. Jaki kurs wyznaczył nam producent? Dość standardowy. To klasyczne perkusje z najczęściej bumbapowymi werblami (choć znajdują się oczywiście tu bardziej nowoczesne wejścia z dużą ilością hajhetów), a na nich osnute są sample i melodyjki, głównie z syntezatorów. To, co wyróżnia podkłady Fspólnego, to często i gęsto używana gitara elektryczna, której riffy wrzynają się w bębenki. Zwłaszcza w 'Drodze na szczyt', kiedy klimat numeru jest raczej techniczno numetalowy. Za to 'Ej!' to imprezowy, wręcz klubowy kawałek, którego raczej bym się tu nie spodziewał. Podobnie zaskoczył mnie prawdziwy g-funk w 'Raczej nie romantyk' - to trak wyjęty wręcz z dowolnej płyty chicano rapu. Mamy tu więc dość ostry melanż klimatyczny, bo od ostrych hardkorowych kawałków, przechodzimy przez gitarowe, a kończymy na klubowych bangerach - ze wszystkim innym pomiędzy: wspomnianym g-funkiem, czy wręcz ragga. Mało to spójne, ale za to wprowadza swoisty niepokój i jest dość ciekawie. Co jakiś czas wchodzi DJ Gondek ze skreczami, co jest zdecydowanym plusem.          
    'Cały czas wysoki standard, biało-czerwony sztandar' - to niejako motto Yogiego i Artura. Obaj mają porządna technikę, nie kaleczą rzemiosła i płyną w stylu całkiem oczywistym dla ulicznego rapu, ale nie drażniącym. Rapperzy wyrobili sobie flow i jest ok.To co mówią zaś, to nie jest twoja pierwsza lepsza uliczna papka, rapperzy nie biadolą o ciężkim życiu. Owszem, sporo miejsca poświęca się tutaj Polsce i Warszawie, drodze do szczytu, ale również jest nieco szorstkiego bragga. Nie powiem, żeby to jakość szczególnie było urokliwe, ale z drugiej strony to nie ma głaskać, tylko przyjebać - o ile dobrze rozumiem twórców. Wraz z nimi jest tu cała plejada warszawskiego podziemia narodowościowego. Jest Pewna Pozycja, jest Pokolenie Pewnej Zguby, jest Warszawski Desant, Rytm Ulicy, czy Rapokalipsa. Większość składów jest i tak tylko znana lokalnie, poza nielicznymi wyjątkami, jak Damian z WSP, czy Jacol i Marcinek 3Z. W sumie nie ważne, kto jest gościnnie - jakość wersów i ich wykonania oscyluje między mocno przeciętnie, a w całkiem ok. Do tych ciekawszych zaliczyłbym Adlera z Rytmu Ulic, Sowo z Rapokalipsy, czy WHSP. Łatwo sobie wybrać faworytów podczas dziesięciominutowego posse traku 'Z propolską postawą' - mamy tu piękna galerię rapu nacjonalistycznego. 
    RapSzlak to całkiem porządny rap - album może bez wystrzałów, ale rzemieślniczy i nagrany z pasją. Nie można tego szufladkować jako uliczny rap - to zupełnie inna jazda. U nas w kraju silnym nurtem staje się po woli rap nacjonalistyczny - dość ciekawy, choć nie zawsze taki, który przyjmę bezkrytycznie. Ale warto sprawdzić, na pewno komuś wejdzie z przyjemnością. 


POSŁUCHAJ SOBIE

OCENA: 3+\6


sobota, 6 grudnia 2014

ASCETOHOLIX - AB INITIO

ASX Label 2014

1. Zanim
2. Adrenalina
3. Love Online
4. Taki Mamy Hiphop
5. Sztywny Kark
6. Backflip
7. Zakładam Dres
8. Mała Wojna
9. System
10. Świat Kradnie Chwile
11. Iść Z Nią?
12. Góra Dół
13. Karton   feat. HANS SOLO
14. Twoje Westerplatte
15. Cały Twój
16. Świata Schyłek

    Ascetoholix. Tja. Widzisz to? Hiphopolo, Suczki, power play w każdym radio... Tandeta i ściema. Ale dziś ASX chcą zrobić wszystko 'ab initio', czyli od początku. Już bez Libera, który piękną grzywką i ciepłym głosem emabluje pop muzyczkę dla mokrych cipek. Pozostał tylko Doniu i Pastor Kris, którzy chcą powrócić ze swoim prawdziwym hip hopem.
    Doniu i Yankes to dwaj producenci, którzy zrobili całość muzyki na ten album. Jaka jest to muzyka? Cóż, jak rymował Jeru 'you can take the cat outta jungle, but u can't take the jungle outta cat'. Te popowe brzmienia przez cały czas odbijają się echem w części podkładów. Chociaż muszę oddać sprawiedliwość, że jest tu parę wejść, które brzmią naprawdę ciekawie. Wchodzący 'Zanim' z lawiną skreczy w refrenie, 'Love online', całkiem brawurowo oparte na przehicie Toto 'Hold The Line, Love Isn't Always On Time', czy nieco hardkorowe (wat?) 'Taki mamy hip hop'. Reszta jest to całkiem nowocześnie pojęty radiowy rap. Nie brzmi to wcale źle - nie mogę powiedzieć, że te podkłady mnie drażniły, nawet często miło bujały, choć są do siebie dość podobne, czy może lepiej powiedzieć spójne. 
    Kris i Doniu to rapperzy, którzy w tej grze zęby zjedli dawno temu. I choć mają równe flow, to brzmią czasem zbyt beznamiętnie i płytko. Do tego teksty są życiowe i takie trochę przesycone żalem, że tak mało osób docenia wkład zespołu w kulturę hip hop w Polsce - choć nie pada tu żaden pancz, czy hejt, to daje się wyczuć pewien zawód. Co do panczy, to wpada ich tu kilka w typie: 'to my, rozpierdalamy system, chcesz, dzwoń na policję', ale nie trafiły mnie w szczękę, oj nie - ani nie trafi tych, w których stronę zostały wymierzone. Zresztą te rymy nie są zbyt wysublimowane, czasem są wręcz żenująco infantylne. Do pary z nimi występuje tylko Hans Solo, który wprawdzie nie pokazał pełni umiejętności, ale był przynajmniej poprawny.
    Jeśli spojrzymy na te płytę przez pryzmat doświadczenia zespołu - jest nawet nieźle. Jeśli odetniemy całkowicie historię - będzie przeciętnie. Oba punkty widzenia spotykają się w punkcie zwanym 'nijakość'. Da się tego posłuchać, nie cieszy ten album jednak zupełnie. Warto sprawdzić początek - tak do czwartego kawałka, potem wszystko zmienia się w papkę. Nie jest złe, ale nie jest dobre. Byle jakie.

OCENA: 3\6


piątek, 5 grudnia 2014

MAŁY ESZ - PO POŁUDNIU

Aloha 2014

1. Łatwopalny materiał   feat. PROCEENTE
2. Mówią mi...
3. Bill Murray
4. Dumny
5. Nocna zmiana bluesa   feat. KUBA KNAP
6. Miejski szyk
7. Na dobre i na złe    feat. DJ ANUSZ
8. Urodzeni w latach 80-tych   feat. STEMP-LO
9. Nieważne
10. Wakacje Bez Endu 2    feat. ŁYSONŻI DŻONSON, PROCEENTE, STASIAK
11. Nocna zmiana bluesa   feat. KUBA KNAP (Szogun remix)
12. Dumny (Kuba Knap Remix)

    Wprawdzie High Definition, które już mi się osłuchało i które zdążyłem dawno ocenić, wyszło po tym mikstejpie, ale jakoś tak się zdarzyło, że płytka owa dopiero teraz zagościła w moich uszach. Esz, jako jeden ze Szmalowców, zawsze chętnie przyjmowany jest przez publikę, która ma spory sentyment do Szybkiego Szmalu.
    Jak to na mikstejpie, Esz leci tutaj na instrumentalach zawiniętych z amerykańskich produkcji typu south i trap. No bo kogo my tu mamy? Muzyka to przegląd albumów takich artystów, jak Big K.R.I.T., Wale, Cam'Ron, Wiz Khalifa, T-Pain, Nipsey Hustle, czy John Legend. Już wiesz? No wiesz. Ci, co lubia klasyczne brzmienia, wykrzywią się niemiłosiernie, ci, do których trafia ten nowoczesny hip hop, będą zachwyceni, słysząc Esza z muzą znaną im na pamięć z własnych ipodów. No dobra, przecież 'Dumny' oparty jest o kawałek Wiz Khalifa 'Nameless', który jest raczej klasyczny, ale  Płytę zamykają dwa remiksy - jeden od Szoguna, drugi od Kuby Knapa. Pierwszy jest połączeniem trapu i g-funku - nieco karkołomne, ale intrygujące. Knapowy bit zaś jest mocno elektroniczny. 
    Nie wiem, ale jakoś cienki głos Esza mi nie pasuje do tych podkładów. Mam wrażenie, że to chyba mastering zawinił albo co innego, ale nie brzmi to w większości przypadków dobrze. Jakby poziom wokali nie był ustalony z bitami, a może Esz trzymał mikrofon w ręku w swojej kuchni... Nie wiem. Nie mogę się za to czepiać wersów, bo są bardzo przyjemne, obojętne o czym traktują. Bo mamy tu wszystko, od bragga, przez ciuchy i wygląd, aż po wspominanie pięknych lat 80-dziesiątych. Eszowi wtórują kolesie głównie z Alohy - no bo kto inny? Naturalnie, w swoje wersy zaopatruje nas sam boss Procent, jest Stemp-Lo, Stasiak, a także Łysonżi Dżonson. Do kupy jest tu również Kuba Knap, nie tylko na bicie, ale i z wyczilowanymi wersami o nocnym chlaniu. Klimat jest wyluzowany, spokojny. Album nagrano na lajcie, bez żadnego spinania się, 'czuć wieczorny chłód, wiesz co wtedy rusza' albo 'czterdzieści stopni w cieniu, lokalny browar, lokalne menu'.
    Wynik całości jest taki, że to taka płytka do posłuchania gdzieś w tle, aby nic nie przeszkadzało w innych czynnościach. Co jakiś czas można przysiąść i pokiwać się do rytmu. Jest lekko, miło, na znanych bitach. I tyle. 

OCENA: 4-\6  


czwartek, 4 grudnia 2014

BRAKUJĄCY ELEMENT - ELEMENTY EP NO.1

nielegal 2014

1. Intro 
2. Konsekwentnie feat. DJ SOINA
3. Lepszy Świat 
4. Układ zamknięty 
5. Pytania   feat. TONY
6. Pokaż    feat. AGNIESZKA WOJCIECHOWSKA
7. Zatopieni w ogniu
8. Konsekwentnie Remix 
9. Układ Zamknięty Remix 
10. Lepszy Świat Remix 
11. Outro 

    Pewnie niewiele osób kojarzy Brakujący Element, ale przecież to już ich czwarta płyta. Golan, Junior i Jendras sporo koncertują, być może ktoś ich pamięta z Żywego Rapu, czy z Giżycka. Nie jest to więc skład bardzo popularny, choć chłopcy spędzili już sporo czasu w podziemiu. Czy nowym materiałem mają szansę wyjść z cienia? Poprzedni album był według mnie nieciekawy, więc z pewnym wahaniem sięgam po ten kolejny...
    To Jendras tym razem jest tu odpowiedzialny za całość brzmienia - zrobił wszystkie bity na tę epkę. Wydaje się, że zafascynowany on jest klimatem Queensbridge: Mobb Deep, Tragedy, Big Noyd, czy bardziej podziemnie rzecz ujmując ACD. Chłopak robi podkłady z założenia klasyczne, takie najczęściej z pierdolnięciem, dobrze się czuje w zbieraniu nieco hałaśliwych sampli, takich nieco spod znaku The Diplomats z kolei. Całość osadzona jest w stylistyce Nowego Jorku sprzed dekady. Niby klasycznie, niby nowoczesne, niby uliczne, ale w rezultacie wypośrodkowane. Nie mogę powiedzieć, że to bardzo buja i te podkłady mnie rozwaliły - raczej wszystko jest zwyczajne, nie najgorsze, ale i bez ikry. Mało pomysłowe, stanowiące banalne tło dla rapperów. Końcówkę albumu stanowią trzy remiksy: 'Konsekwentnie' jest całkiem ciekawy, 'Lepszy świat' identyczny z oryginałem pod względem klimatu, a 'Układ zamknięty' jest wybitnie nudny.  
    Jendras nie tylko produkuje - jest przy okazji chyba najlepszy z tej trójki na majku. Golan nie zawsze wyrabia się idealnie, choć głos ma całkiem fajny. Juniora słyszałeś na dziesiątkach płyt w całej Polsce. Zresztą, wszyscy są bardzo przeciętni i choć brzmią poprawnie, to ta poprawność bywa czasem męcząca, bo nie wnosi nic ożywczego, ani cennego. Przekaz i wersy są naprawdę godne uwagi, bo rapperzy poruszają ważne i konkretne tematy z życia wzięte, jednak sposób, w jaki to robią jest do bólu nijaki. Ożywienie wnosi wokalistka i Tony, ze swoim lekki toastowaniem, ale to zbyt rzadkie akcenty. Nuda.
    Sprawa ma się dokładnie tak samo, jak z poprzednim albumem - po w miarę interesującym początku napięcie zaczynało opadać i pod koniec zaczynałem być już mocno zniecierpliwiony. Owszem, 'Elementy' są lepsze od poprzedniej płyty - może dlatego, że są krótsze i nie zdążyłem się wkurwić do końca. Ale wiem doskonale, dlaczego BE nie osiągają sukcesu na szerszych wodach: są zwyczajnie nudni.

OCENA: 3\6   


środa, 3 grudnia 2014

SYN TEJ ZIEMI & WBU - PROSTO I KONKRETNIE

nielegal 2014

1. Prosto i konkretnie
2. Wtyczka    feat. BELA
3. Wbijam do studia
4. Reaktor
5. To ja    feat. MATA, DJ JAXON
6. Choć
7. Zawracam
8. Daj mi
9. Serce bije raz
10. Ludzie niosą światło
11. Gdzie jesteś
12. Ronin
13. Wkurwiony
14. Ścieżka zdrowia
15. Od siebie (Dwójka)   feat. MŁODEASZ, FUGOL, YANKEEDOODOO
16. Udar
17. Teraz ja powiem Tobie    feat. KEYBEE
18. Dedykowane M.
19. Bloki miast

    Syn Tej Ziemi i WBU to już weterani poznańskiej ulicy. Po czterech solówkach WBU, jednej solówce STZ i kilku innych projektach, przyszedł czas na trzeci album duetu. Płyta wyszła już chyba w maju, zebrała całkiem pozytywne opinie, ale dopiero teraz wpadła w moje ręce.  
    Generalnie, za całość brzmienia i jego jakości odpowiada Fugol, który zrobił parę podkładów, ale również wszystko zmasterował i zmiksował. Najwięcej jednak narobił tu Feru, którego bity zajmują bodaj połowę materiału. Dopełnieniem całości są Sadzik, Premier Arena i Maxiubeats. Można by się obawiać, że muzyka nie będzie spójna, ale nie, którykolwiek producent jest za konsolą, mamy bardzo podobny klimat. Nie ma tu niestety nic nowatorskiego, bo są to w znakomitej większości dość typowe uliczne podkłady. Ciężkie perkusje, zawiesista atmosfera pianin i skrzypiec, gniotący bas, nowoczesne i syntetyczne melodyjki co jakiś czas. Czasem wejdzie elektryczna gitara, czasem zmieni się perkusja na szybszą i cykającą, ale wcale mnie ta muza nie urzeka. 
    Wyraźnie słychać, że chłopaki są z poznańskiej ulicy - nie da się uniknąć tu skojarzenia z wczesnym Peją. I styl, czasem głos, pewne sformułowania - wszystko to osadza STZ i WBU na swoim miejscu. Przyznam, że narzekać na technikę chłopaków byłoby nadużyciem, bo ich wersy płyną bardzo w porządku. Jednak inaczej jest już, kiedy weźmiemy się za to, co w tych wersach jest zawarte. Kiedy wszedł tytułowy trak, pomyślałem, że to będzie jednak coś innego i ciekawego - zarówno wersy, jak i bit okazały się naprawdę obiecujące, ale każdy kolejny kawałek przesuwał płytę w stronę sztampy, jaka zalewa ulice w każdym mieście. Zaczynają się infantylne pancze, prawilne teksty, wszystko robi się podobne do innych tego typu rzeczy. Pomimo prostych refrenów, które da się pokrzyczeć z rapperami, pomimo konkretnego przekazu, w którym poruszane są ważne rzeczy, całość jest bez żadnej iskry i kreatywności. I co gorsza, goście również nic nie wnoszą. 
    Ileż można w tym kraju wydawać identycznych płyt? I po co? Ciekawe, kiedy rynek się nasyci na tyle, żeby uliczne składy musiały zacząć coś kombinować. No dobra, i Syn Tej Ziemi i W Bloku Ukryty zdradzają pewne symptomy inwencji i są tu przebłyski oryginalności, dlatego pomiędzy tymi ulicznymi produkcjami 'Prosto i Konkretnie' wydaje się być ok i jest płytą słuchalną. Ale to wszystko nic nie wnosi do gry. Ot, kolejny materiał, podobny do innych.

PS: Do kurwy nędzy, analfabetyzm na majku drażni mnie wyjątkowo. Zwłaszcza, kiedy ktoś pisze tytuł kawałka z błędem. Ja rozumiem, że word nie wyłapał, bo CHOĆ i CHODŹ to dwa słowa, które znaczą zupełnie co innego. I zamiana jednego na drugi zmienia zupełnie znaczenie, więc może zainwestować w słownik?

OCENA: 3\6


wtorek, 2 grudnia 2014

BRADDU - HOTTAPE

nielegal 2014

1. Nasty   feat. RED
2. Pop that   feat. TEDE
3. Nie zatrzymasz mnie    feat. CEGŁA MCC
4. To nas różni  feat. KASZALOT
5. Calivibe   feat. BEZCZEL
6. Nie jestem ci obojętny   feat. BUCZER
7. Blackmagic
8. Brrr
9. Prywatka
10. Sipp' on that lean   feat. LIROY
11. Weedsong
12. Punchline time
13. Loveshit
14. Idź na całość (Fukk you all the same)
15. Dlaczego ty
16. One of those nights TNRGMIX
17. Mówiłaś mi
18. Droga po sukces
19. Pieniądz rządzi mną

    Braddu to ten skurwiel, który wydyma ci siostrę, matkę i babkę, a do tego ojebie hajs z kiermany i skarpety w szufladzie. Może jeszcze sprzedać ci liścia. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Miał wydać płytę dla jednego z labeli, miał być album z Redem, ale za to wyszedł mikstejp, który z założenia miał rozpieprzyć scenę.
    To darmowa taśma, dlatego nie oczekuj oryginalnych podkładów - wszystko, co znajduje się na mikstejpie, już gdzieś było, zwłaszcza za oceanem. Zwłaszcza fani trapów będą zapewne znali część muzy na pamięć, bo są to te nowoczesne bity, pociągnięte z płyt znanych i 'lubianych', czy może też często 'chętnie kupowanych' amerykańskich artystów trapowych i njuskulowych. Ale przyznam, że dobór traków musiał być bardzo staranny i selekcja pozostawiła niezwykle spójny i bujający i nawet jeśli wchodzi jakiś bit, który zbliża się klimatem do truskulu, nie szkodzi, bo nie sprawia to wrażenia przypadkowej składanki. Dzięki muzyce, choć nie lubię takiej zapożyczonej, słucha się tego doskonale.   
    Nieco zdarty głos, 'szybki-wolny flow', fajne płynięcie po bitach - to Braddu. Ale jego technika to nie wszystko, bo dobrych techników do na scenie mamy sporo. Ale na szczęście Braddu ma również teksty, które choć walą w ryj, to nie są prostackie, ani gówniarskie (najczęściej). Ok, wszystko kręci się wokół seksu, używek i kasy, ale nie szkodzi, bo wiadomo przecież, że to tzw. 'wizerunek artystyczny' - wszak ciężko się spodziewać, że do Braddu dzwoni 'Obama, by spytać czy Ziemia bezpieczna jest'. Tu nie ma się po co spinać, tylko wziąć to z dystansem. A goście? Jest ich tu sporo. Jest kilku, którzy rozbijają bank i zamiatają resztę pod dywan. Tede doskonale pointuje swoją zwrokę słowami 'braggadaccio, ty możesz tylko brawa dać nam, ziom' - i tak właśnie jest. Świetne wejścia mają jeszcze Buczer, Bezczel i Cegła i oni pasują tu idealnie.
        Braddu, a także goście, wypadają na tych bitach przednio. Może nie powinienem sie przyznawać, ale to mi się podoba. Braddu do mnie trafia, ale zapewne nie wszystkim to wejdzie, bo to zawodnik specyficzny, a teksty też nie należą do łatwych w odbiorze - nie z uwagi na skomplikowany przekaz, ale raczej treści. Tak, czy siak, to album, którego nie wyrzuciłem z plejera. I jeszcze trochę posiedzi.

POBAUNSUJ SOBIE DZIWKO DO TEGO

OCENA: 5-\6


poniedziałek, 1 grudnia 2014

TO WŁAŚNIE MY - OSIEDLOWY DIALEKT

Ciemna Strona 2014

1. Intro 
2. Dla Ciebie   feat. ALICJA WOJTCZAK
3. Brakuje Mi Tego   feat. SOSEN
4. Nie Kojarz Mnie Z Tym   feat. MŁODZIAN, HALNY ZSM
5. Wszystko Się Ułoży   feat. HZOP, MARCINEK 3Z
6. Pełno Takich   feat. NIETOPERZ SGP, INKG KRYPTONIM, BILET MS
7. Ile Razy   feat. BONUS RPK, PUMBA KRYPTONIM
8. Życie Nauczyło   feat. LEGIONOWSKI STYL, JACOL PP
9. Odpręż Się
10. Co Powiesz   feat. KARAT NM
11. Napad
12. Od Urodzenia   feat. ENER
13. Nie Zapomnij Pamiętać
14. Tu I Teraz 
15. Podziemne Zebranie 2   feat. PATRYK BWS, POETA, MARCINEK 3Z, DAMIAN WSM, CZERWOS, TABOR, ARTURO
16. Jedna Z Wielu 
17. To Coś Więcej
18. Człowiekiem Dla Człowieka 
19. Co Przyniesie Nowy Dzień   feat. BEŁDOL
20. Outro  

     TWM działa na warszawskiej scenie już chyba z dekadę. Picek, Łapa i Czerwin, po wielu latach siedzenia w undergroundzie, wydali wreszcie swoją debiutancką płytę w ramach ciemnej Strony. Jak domyślac się można, jest to rap uliczny, w którym ja osobiście szukam zazwyczaj czegoś nowego, jakiegoś świeżego spojrzenia. Czy dostałem? 
     Jakie podkłady robi Picek, który jest odpowiedzialny za brzmienie albumu? Na pewno są to nowoczesne bity, oparte na mocnych bębnach, czasem z olbrzymią ilością hajhetów, czasem zupełnie klasycznych. Na całe szczęście, nie jest to w większości typowa, uliczna masówka z rzewnymi skrzypcami i pianinkami. Picek umie wyprodukować miły dla ucha klasyczny podkład, czasem wejdzie z czymś ocierającym się o njuskul, czy trapy, ale bez przekraczania pewnych granic. Często zatrudniany jest tu DJ Danek, co świetnie robi nagraniom. Mamy tu więc spokojny klasyczny hip hop w nowojorskim stylu (może nieco w stronę QB), bez żadnych udziwnień i szaleństw. Taki tradycyjny rap, raz uliczny, raz nie. Szału nie ma, ale jest ok. Podobają mi się bity do 'Życie nauczyło', może do 'Co powiesz' - ale pamiętajmy, że mówię tylko o muzyce.
    Co do rapperów, opis muzyki idealnie pasuje również do nich. TWM są do bólu poprawni i zwyczajni. Słychać to również w porównaniu z licznymi gośćmi, których ciężko odróżnić, bo wszyscy są dokładnie tacy sami i zlewają się w jedną uliczną paplaninę. Chcesz nowego spojrzenia na rap uliczny? To weź inną płytę, bo znajdziemy tu dokładnie to samo, co na każdej innej płycie z tego nurtu. Prawilność, ciężkie życie, szacun kurwa, imprezki. I sprawa jest dość trudna, bo nie można jakoś rapperów zjebać, bo są tacy, jak wszyscy. I to jest właśnie największy problem tego albumu - nijakość i brak oryginalności.
    Tu nawet nie bardzo jest o czym pisać, pomimo, że mamy 20 kawałków i około 30 rapperów. I co z tego, skoro każdy brzmi dokładnie identycznie i mówi dokładnie to samo i o tym samym? Rozumiem, że płyta będzie miała swoich odbiorców, ale nie pojmuję po co nagrywać kolejną identyczną płytę? Ok, 'Osiedlowego dialektu' da się słuchać, co już jest plusem. Tylko dla fanów ciężkiej ulicy. Aczkolwiek, propsy dla Danka.

OCENA: 3\6