sobota, 29 listopada 2014

PET PETTER - STREET CREDIT

nielegal 2014

1. Street Credit
2. Wihajster
3. Boeing 777   feat. 2NA, RETO
4. Władca Cieni 
5. Fatality   feat. MICHAŁ ER
6. Ballin'   feat. 2NA
7. Scarabaeus 
8. Be right back
9. Steve Jobs
10. Epistemologia
11. Lucky Luke 
12. Siedzę Sobie
13. Dźwięk

    To już drugi album rybnickiego rappera, choć przyznam, że wcześniej nic o nim nie słyszałem. Jednakże mikstejp zebrał bardzo dobre opinie w necie i choć mało jest kawałków autorskich, to szybko przekonałem się, że warto gracza sprawdzić. Zresztą i tak skończył mi się materiał do odsłuchu... :)
    Tylko cztery bity są wzięte od producentów, oryginalnie na ten album. Są to 'Władca cieni' od Lenzy'ego (nieco klasyczny, nieco syntetyczny, zmieniający co jakiś czas klimat i tempo podkład), 'Fatality' od Juicy (typowo trapowy numer, który doskonale bangla), 'Scarabaeus' od Ironic'a (absolutny, orientalny banger, idealnie dopasowany do całości) oraz 'Lucky Luke' od High Tower (szybki, mocno elektroniczny, ale dość nijaki). Reszta pościągana jest skądinąd, choć nie ma to większego znaczenia. Wszystko jest nowoczesne, trapowe, cyka milionami hajhetów, łamie rytm - ale na szczęście jest to ten syntetyczny rap, który raczej urywa łeb, zamiast zamulać i płakać nad złamanym życiem i użalać się nad losem biednego studenta, bo mu mama nie daje na papieroski. O nie, tutaj co numer, to banger, który utrzymuje się na czubkach palców, a nóżka dyga w rytm, jak na weselu przy skocznej muzie zaangażowanego bandu. Tempo, tempo. I nie zmienia się to nawet wtedy, kiedy wchodzi 'Siedzę sobie' na niemal klasycznym podkładzie. 
    Niektórzy zarzucają Petterowi niejakie podobieństwo do Quebonafide - może i coś w tym jest. Jednak da się tu zauważyć spore różnice pomiędzy obydwoma rapperami. Owszem, obaj mają wściekłe pancze i najlepiej czują się w battlerapsach. Jednak podchodzą to tematu z dwóch innych perspektyw. Bo przecież Pet nie ma tyle agresji i arogancji w rymach, którymi szafuje Quebo, ale za to wali w ryj często zaskakującymi porównaniami i wersami, jak np. 'niestety nie mam do tego nosa #Voldemort'. To tylko czubek góry lodowej, bo wokół mnóstwo podobnych linijek ('pora przełamać pierwsze lody jak Sub Zero'). W znakomitej mniejszości są kawałki o życiu, które wcale nie wypadają gorzej - sprawdź refleksyjne 'Siedzę sobie'. Goście, choć nieco słabsi od Peta, wcale nie są słabi, zwłaszcza 2Na - jednak zarzucić nic nie można ani Michałowi, ani Reto.
    Myślę, że każdy powinien dać się zaskoczyć albumowi i samemu Petowi. Większość pewnie o nim nie słyszała - szkoda, bo warto, nawet jeśli nie lubisz nowoczesnego rapu. Weź to sprawdź choćby dla samego rappera. Najlepsze? Dla mnie 'Ballin', 'Boeing 777' i 'Scarabeaus'. Jeden z ciekawszych projektów w tym roku (ile ja to już razy pisałem w 2014?).

ZACIĄG MASZ TU

OCENA: 5\6


czwartek, 27 listopada 2014

FLASZKI I SZLUGI - CHYBA NA PEWNO

nielegal 2014

1. Intro
2. Alergia   feat. ABEL, BEBSKY MOPS
3. Jestm Plakiem
4. Jebany
5. Vincent Vega
6. Mowa instant
7. Czapki z daszkiem
8. Idą roboty
9. Mia Wallace
10. W plecy

    Poprzedni album Flaszek i Szlugów, The Best Of FiS' zupełnie mnie rozwalił swoim podejściem i znalazł się w zeszłorocznym zestawieniu top 20 nielegali na wysokim, trzecim miejscu. Kiedy, z pewnym poślizgiem, przyznaję, dowiedziałem się, że FiS wydali swój kolejny  album, wiedziałem, że muszę go mieć. Chwilę mi to zajęło, ale oto jest. Z drżeniem serca wrzucam do odtwarzacza.
     Muzyka Dźwiękowego Koleżki przeszła pewną transformację - może na skutek współpracy tutaj z Bratem Jordah ze Smagalaz? To już nie jest bujający funk, tylko komputerowy, rzekłbym nawet robotowy hip hop z atari, pomieszany z samplami i stosem dziwacznych dźwięków. Więc sporo numerów brzmi, jak robiona na 8 bitach - wpływy chiptune są dość wyraźne. To mamy w 'Jebanym', czy 'Alergii', a także w cybertronicznym 'Idą roboty'. Ale przecież nie tylko, bo na te bity wchodzą również jakieś wschodnie, folkowe melodyjki w 'Jestm Plakiem', które tworzą ultranajebkową atmosferę 'Prawdziwych Polaków'. Funk powraca w 'Vincent Vega', 'Mia Wallace' i w paru innych numerach, jednak pomimo pewnych odchyłek stylistycznych, wszystko jest spójne i gra jak Penderecki na harmonijce ustnej.
    Król Świata może nie jest królem mikrofonu, ale to nie szkodzi. Ma olbrzymią dozę charyzmy i swobody w rymowaniu i nawet jeśli coś zgrzytnie, to człowiek nie zwraca na to zupełnie uwagi. Bo Król Świata zarządza klimatem niczym rasowy wodzirej na wsiowym weselu. To taki koleś, który skupia w sobie kwintesencję typowego Polaczka, pokazując taki stereotyp w krzywym zwierciadle. Takie podejście, plus kolosalny dowcip rappera, czynią słuchanie albumu wyjatkową rozrywką. Te stereotypy obnażane są w 'Jestm Plakiem', czy 'Jebany' o zwykłej sąsiedzkiej zawiści, ale można ją znaleźć w każdym innym numerze. Król bawi nawet opowiadając Pulp Fiction (w co najmniej dwóch kawałkach), gadając o czapeczkach i drogich gadżetach, czy marszu robotów. MC zaskakuje kątem spojrzenia na rzeczy oczywiste i sposobem podejmowania tematów, skojarzeniami. Z gości dostajemy tu tylko Smagalaz - i dobrze, i fajnie. Nikt nie psuje klimatu.    
    Znowu uwielbiam. Obaj bracia się wzajemnie uzupełniają, są nietuzinkowi, wyskakują poza szablon i zapieprzają w krzaczory i bezdroża. Wydaje się, że trzeba mieć nieco bardziej otwartą głowę dla ich muzyki, ale na pewno trzeba tego spróbować, bo to rzecz wyjątkowa.

ODSŁUCH MASZ TU!!!

OCENA: 5+\6


środa, 26 listopada 2014

L.U.C. - REFLEKSJE O MIŁOŚCI APDEJTOWANEJ SELFIE

Warner 2014

1. Prolog
2. Intro 10 Przebudzenie
3. Zong ala goliatowy bąk   
4. Baśń o rozstaniu   feat. BUKA
5. Małe wielkie rzeczy  feat. ADAM LEPKA
6. Z larwy w motyle   
7. Pożar w burdelu mego życia   feat. MC SILK, MAGIERA
8. W związku z tym   feat. K2, MESAJAH
9. Żyroskop   
10. Przyjaciele moi   
11. Empatii reflekcje   feat. RAHIM

    Ja wiem, że część ludzi nie uważa L.U.C. za rappera. Bo jest zbyt awangardowy, zbyt eklektyczny, zbyt udziwniony i trudny w odbiorze. Jednak przecież wówczas trzeba by było odrzucić cały dorobek Beastie Boys, Awol One, czy Buck 65 - szczególnie podobnego do Łukasza. Dziesiąta w zasadzie płyta Luc'a to płyta stanowiąca jedną całość konceptualną, czterdzieści kilka minut z ostatnich miesięcy życia rappera.
    Wiadomo nie od dziś, że Luc lubi eksperymenty. I niewątpliwie na takie rzeczy, nie do sklasyfikowania i ciężkie do przyjęcia na pierwszy rzut ucha do przyjęcia, trafimy na tym albumie. Ale wcale nie będzie to większość. Bo pomiędzy laboratoryjnymi eksperymentami mamy tu prawdziwie hip hopowe numery, które, choć podane z nowoczesnym zacięciem i ambitnymi brzmieniami elektronicznymi, tkwią ściśle w rapowej klasyce. Większość rzeczy opiera się o sample z Haliny Frąckowiak, Ireny Jarockiej, Krystyny Prońko, Magdy Umer i Andrzeja Nardelliego oraz Stanisława Sojki. Czasem są to wejścia delikatne, czasem te ekstremalne bity podbijają brzmienia naszych klasyków tak, że są to monumentalne dzieła - weź sprawdź, jak bangla Irena Jarocka w 'Baśni o rozstaniu'! Tego refrenu mogę słuchać w kółko! Zresztą sample wokalne z pani Jarockiej niszczą system i są tu łyżkami najprzednieszniego miodu. Ale klimat możemy znaleźć tu bardzo różne: od syntetyki, aż po ragga - nawet takiego z elementami muzyki celtyckiej, czy też irlandzkiej. Akurat muzyki tu się przyczepić nie można i bardzo dobrze mi się tego słucha.  
    L.U.C. rozprawia się na tej płycie nie tyle ze swoją byłą (podkreślamy byłą) żoną, ale raczej z rozwodem, który, jak mogę sądzić, przeżył głęboko. Nie wątpię, że rozwód to przykre i traumatyczne doznanie - nie wiem, nie rozwodziłem się nigdy (jeszcze, hłehłe), ale takie mam przeczucie. Ten ból i gorycz rapper wylewa tu non stop, czasem używając dość dziwacznych stwierdzeń, mówiąc, że 'wołasz ją w myślach jak wojsko polskie zagubionego drona'. Jednak generalnie LUCa ciężko rozpatrywać li tylko i wyłącznie przez pryzmat jego skillsów na majku - to człowiek orkiestra i tworzy niejako pełną całość z muzyką i konceptem, jakie tworzy. Dlatego w obliczu wszystkiego, nie dziwią pewne wersy, bo albo przyjmuje się rappera z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo się go nie słucha w ogóle. I tyle. A goście? Jest kilku. Buka ujdzie. MC Silk? Jest w chuj szybki, ale o czym on mówi? K2? Owszem bardzo porządne rymy ma gość. Mesajah? Spoko toasting, warczący wokal urozmaica akcję. Rahim? Może najlepszy występ na tym albumie. A może gorszy od K2? Kto wie?
    To w sumie, jak jest z tą nową płytą LUC? Jest dobrze. Te sample z klasyki naszej muzyki rozrywkowej są doprawdy wyborne i w sumie te numery, gdzie jest Irena Jarocka zapętlałem w nieskończoność. Może powinienem sobie kupić jej album? Hmmm... Ale nie o to chodzi. L.U.C. po raz kolejny udowadnia, że jest inny niż cała reszta, jest oryginalny i nowatorski. A że nie każdy będzie gotów, aby w to wejść, to inna sprawa. Ja wlazłem, z buciorami i rozwaliłem się na sofie. Słucham. Głównie muzyki, bo z wersami jest różnie.

OCENA: 4\6


wtorek, 25 listopada 2014

CYWIL - LĘK WYSOKOŚCI

Hemp 2014

1. Introdukcja stylu 
2. Lęk wysokości
3. Taki mamy klimat  feat. R.A.U, BILON BPP  
4. Do człowieka   feat. DANNY
5. Ekspresja   feat. NESTER, KURZY
6. Płynę    feat. KUBA KNAP, BRZ 
7. Socjopaci    feat. TMS
8. Sugarman 
9. Para(p)olimpiada 
10. Żyję rapem 
11. Jak nie my to kto   feat. PEJA, RYFA RI, WILKU WDZ
12. Po co mi skrzydła 
13. Outrodukcja lęku 

        Śledził ktoś akcję 'Żywy Rap'? No to na pewno kojarzy sobie młodego kolesia, który zrobił na organizatorach duże wrażenie. Cywil, bo oczywiście o nim mowa, właśnie wydał swoje pierwsze solo, które było oczekiwane z pewnym zaciekawieniem przez słuchaczy. Zatrudniono dobrych proiducentów, wpadli starzy wyjadacze, płyta ma fajną okładkę...
    Muzyka, dobrana na ten album nie jest na szczęście twoim pierwszym, byle jakim ulicznym grajkowaniem, opartym na smętnych zawodzeniach. Nie, nie. Tych producentów jest tu zaledwie kilku, a najczęściej objawia nam się tu Szwed SWD, pokazujący się z nietuzinkowej strony, bo jego podkłady są, choć nowoczesne, to z szacunkiem dla klasyki. Przy czym tytułowy trak naprawdę brzmi niezwykle porządnie, 'Socjopaci' zwraca uwagę szarpiącą uszy brudną gitarą elektryczną, natomiast 'Para(p)olimpiada' jest oszczędnym syntetykiem. Drugim najczęściej wykorzystanym bitmejkerem jest tu R.A.U., który umie walnąć grubą bombę i jego traki wprowadzają tu spore zamieszanie - weź 'Ekspresję', która dziśki linii basu zmiata słuchacza z podłogi i kładzie na łopatki. Zbylu jest bardziej klasyczny i nieco nijaki, na szczęście najczęściej jego przeciętne bity wzbogacają wokaliści - zwłaszcza Danny mocno ożywia nudnawy numer. No dobra, Sugarman' jest całkiem fajny, żeby być uczciwym - choć i tu damski wokal znacznie podbija jego jakość. Dwa pojedyncze utwory zrobili Ślimak i Bob Air. Ten pierwszy sprawił Cywilowy spokojny, bujający niczym na morzu 'Płynę', taki nieco funkowy i laidbackowy - niezwykle przyjemny. Bob Air zaś jest jak zwykle sentymentalno-nudziarski, co mnie zazwyczaj od niego odrzuca, bo smęci. Całości dopełaniają DJ Black Belt Greg i DJ Gram, choć nie wykorzystuje się ich za bardzo.  
    Cywil jest bardzo sprawnym emce, który potrafi zmieniać tempo rymowania. Jest niezwykle porządnym rapperem, daje sobie doskonale radę na każdym rodzaju podkładów. Nie ma tu może finezji w technice, ale jest skill i konkretna nawijka. Co lepsze, Cywil ma bardzo porządne teksty - czasem poważne, czasem mniej na serio, jak drinkujące 'Płynę' z równie pijanym Kubą Knapem i wiecznie najebanym BRZem albo sarkastyczne 'Taki mamy klimat' w doskonałym, szyderczym tonie. W tym samym kawałku R.A.U. pokazuje tu również, że nie tylko potrafi zrobić świetny podkład, ale dał świetne, bardzo dowcipne, wręcz prześmiewcze wersy na temat naszych polskich przywar. Wydaje się, że Cywil dobrał bardzo porządnie swoich gości, bo każdy dał tutaj bardzo przyzwoite rymy - trochę drętwo brzmi jednak numer z Peją, który średnio nadąża, ale dla równowagi jest tu Ryfa, która przez swoje występy gościnne sprawia, że zaczynam czekać na jej legal. Brak tu wpadek, brak infantylnych rymów i porównań, brak pieprzenia o ciężkich czasach. Jest za to fajny rap o życiu. Tak po prostu i aż tak.   
    Niczego się nie spodziewałem po tym albumie - i dobrze, bo przynajmniej zostałem przyjemnie zaskoczony porządnym rapem i w większości fajnymi, bujającymi  bitami. Moi faworyci to 'Taki mamy klimat', 'Ekspresja', 'Para(p)olimpiada', ale jest tu jeszcze parę naprawdę dobrych kawałków - zresztą nie ma słabych - są co najwyżej przeciętne, ale też tylko dwa. Niezwykle mocny produkt z Hemp Records - oby takich więcej. Ocena może nieco na wyrost, ale lubię i sie wkręciłem w tę płytę na dłużej.

OCENA: 5-\6


poniedziałek, 24 listopada 2014

ROZBÓJNIK ALIBABA - BAL MATURALNY

Step 2014

CD1:
1. Intro
2. Ty & Ja feat. RDW, AICHA
3. Zakazany Owoc feat. BEZCZEL
4. Przyjaciel   feat. WILKU WDZ, MARTA
5. Nie Ma Mnie   feat. BONSON
6. Nie Możemy Być    feat. BEERES, SULIN, AICHA, ASTEYA
7. Magnes   feat. BORIXON
8. To Nie Koniec Świata   feat. LADY PANK, PEJA
9. Dożylnie   feat. ONAR
10. Młodość   feat. PIH, PAWEŁ KUKIZ
11. Wszyscy Jesteśmy Chrystusami   feat. KOBRA
12. Zbyt Wiele    feat. KRZYSZTOF CUGOWSKI, VNM

CD2:
1. Sezamie Otwórz Się   feat. LUKASYNO
2. Amerykański Sen   feat. JURAS, KAEN
3. W Głowie Swej   feat. BAS TAJPAN
4. Uciec Stąd   feat. SOBOTA
5. Zosia   feat. CHADA, KROOLIK UNDERWOOD
6. Maski   feat. HZOP
7. Dzisiaj Mamy Siłę   feat. PALUCH
8. Proch i Pył   feat. DIOX
9. Byliśmi   feat. MIUOSH
10. W Sieci    feat. PONO, KAZAN, LAURA
11. Miłość & Nienawiść   feat. FU, AICHA
12. Złoty Strzał   feat. HUDY HZD
13. To Jest Już Koniec

    Czegoś takiego jeszcze nie było. Rozbójnik Alibaba, czyli Robert M, nawiązał współpracę z Janem Borysewiczem z Lady Pank, którzy... zaprosili na płytę rapperów. Cholernie karkołomne. A do tego dwupłytowe. Pomyślałem sobie, że to może być coś naprawdę konkretnego i oryginalnego, ale równie dobrze zbyt łatwo jetu tu coś spieprzyć. I tu obawiałbym się wyjątkowo nie o rapperów (choć niektóre ksywy mam zaszeregowane na marginesie akceptacji), co o muzykę i połączenie Roberta z Borysewiczem.
    Podstawę muzyczną tworzą tu podkłady Roberta M, będące mieszaniną różnych nowoczesnych stylów, ogólnie pojętych pod szyldem brzmień klubowych. To te wszelkie njuskule, trapy, srapy, ambienty, popy i chuj wi co jeszcze. Ciężko tu jednoznacznie określić typ muzyki, ale musimy mieć w pamięci, że Robert NIE jest producentem hip hopowym. Dlatego te syntetyczne dźwięki będą różniły się od tego, do czego przyzwyczajają nas Sherlock, Foux, czy Bob Air. Owszem, dominują syntezatory, perkusje są, bądź ich nie ma, czasem bardziej bumbapowe, czasem zupełnie popowe, czasem trapowe. Zaskakują trochę kawałki z mocnym akcentem new romantic ('Nie ma mnie' z Bonsonem, 'Maski', czy 'Amerykański sen'), który zamiast wybiegać w przyszłość, cofają nas do lat '80. Całość spaja jakby z innego świata Jan Borysewicz ze swoją elektryczną gitarą, która jednak objawia się głównie na początku\końcu numeru albo w refrenie. Choć zdarzają się takie funkowo-bluesowe numery, jak 'W głowie swej', gdzie te gitarki robią fantastyczny klimat albo nawet nieco orientalny 'Złoty strzał'. Jest nietuzinkowo, ciekawie, choć nie wszystkie podkłady mi weszły bezboleśnie. Czasami jest tu zbyt duża zamuła, ale nie będę narzekał, bo tych fajnych momentów jest sporo.     
    Mamy tu do czynienia z dwoma typami wokalistów. Ta liczniejsza to naturalnie rapperzy, ale oprócz nich są tu przecież wokalistki, a także nasze poprockowe gwiazdy. Ci pierwsi, zresztą zgodnie z oczekiwaniami, wypadli bardzo różnie. Z uwagi na mnogość gości rapujących, skupmy się na tych, o których warto gadać. A zatem zaskakująco porządnie wypada tu Wilku, świetnie jedzie Bonson na tym bicie jak z atari, zdziwił mnie Borixon ze swoimi dobrymi i przemyślanymi wersami, a także Kobra w jednym z lepszych kawałków. Jednak to duet Cugowskiego z VNM niszczy system i kończy pierwszy cedek wybornym akcentem. To swoiste preludium, bo druga płyta zaczyna się od tych mocniejszych akcentów: coraz lepszy Lukasyno, niczego sobie Kaen, Bas Tajpan, który bangla głównie dlatego, że bit jest super, ale niech ma. Dobrze ogarnia te gitary Sobota, a honor oddać muszę HZOPowi, którego zazwyczaj nie mogę słuchać, ale tutaj naprawdę się postarał. Poziom trzyma Paluch, Diox dał niezgorszy, ale dość typowy dla siebie klubowy storytelling, a Hudy wjeżdża ostro i ulicznie, ale na poziomie. Jeśli chodzi zaś o wokalistów, to naprawdę dobrze wypadają znane z X-Factor Aicha & Asteya, których głosy mają kolosalny wajb i brzmią wybornie. Lady Pank mnie rozczarowali, bo w duecie z Peją wyszli mocno nijako i płasko. To już lepiej brzmi refren Kukiza z Pihem. O Krzysztofie Cugowskim już wspomniałem - ten papier ścierny w głosie wywołuje dreszcze na tym podkładzie z wersami VNM.   
      W sumie to ciekawy album. Fajny pomysł, aby dla rapperów skompilować rocka z muzyką elektroniczną. Nie zawsze wychodzi to wybitnie, czasem zamula, ale znajdzie się na tych dwóch płytach materiału na bardzo dobrą JEDNĄ cd. Jak zwykle przedobrzyli, ale wcale nie tak bardzo, żeby narzekać. Coś innego, świeżego - każdy wybierze sobie to, co mu odpowiada. I dobrze. Czy oznacza to, że hip hop jest wreszcie na tyle szanowanym w Polsce gatunkiem, że nikt nie waha się, aby współpracować z wykonawcami? Czy o to nam chodziło? Tu każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jeśli odpowiedź jest tak na pierwsze i nie na drugie, nie zabieraj się za ten album.

OCENA: 4-\6


sobota, 22 listopada 2014

FABSTER - KONTRASTY

100Jedenaście 2014

1. CV   feat. ROVER, BZYKER, TRUCK NORTH, VIENIO, WTM, DJ TECHNIK
2. Póki co nie jest źle   feat. JUCHAS, PLATOON B, DJ JANMARIAN
3. Long Island Ice Tea    feat. CHWEDO, ERO, SYLWIA DYNEK
4. Kiedy byłem dużym chłopcem    feat. SKOR, BUKA, DJ BILI, PAWBEATS
5. Przebudzenie (The Awakening)   feat. MECCA STARR, MI-LA, SETA, SYLWIA DYNEK
6. Pin-Up Girls   feat. PWRD, CIRA, HUKOS
7. Miejskie sporty   feat. EMAZET, ŁYSONŻI, JANO, DJ FLIP
8. Po drugiej stronie strachu   feat. OBYWATEL MC, CBR, EMILO, DJ SOINA
9. Powietrze   feat. FRANEK, MAGDALENA JASKÓŁKA
10. Moje Crew   feat. PRO EBT
11. Lato w mieście   feat. NUMER RAZ, PROCEENTE, SPALTO, DJ TUNIZIANO
12. Co to był za dzień REMIX   feat. V.E.T.O., DIOX
13. Normalna kolej rzeczy    feat. BUCZER, BROŻAS, ŻYTO
14. Przecież lepiej wiesz    feat. SIÓDMY, WTM, TOMIKO
15. Młodzi ludzie łakną zło   feat. BOSSKI ROMAN, CZARNY FURIAT
16. Mam świadomość    feat. WTM
17. Rare    feat. A$AP LOTTO, DJ FLIP
18. Kontrasty    feat. LASIO COMPANIJA

    Fabster, choć nie jest jedną z pierwszoplanowych postaci na rynku bitów, to przecież wielokrotnie dał się juz zauważyć na albumach Chady, Dudka, Pęka, VETO, czy u Wojtasa. Że nie wspomnę o rodzimym WTM. Jako swój solowy debiut, Fabster zdecydował się wypuścić długo opracowywany album producencki, gdzie zgromadził on zaskakujące czasami występy.
    Mamy tu prawdziwy przegląd bitów, wokali i stylistyk, które ciężko czasem ogarnąć, bo wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie i czasem naprawdę zaskakuje. Przez to, że praktycznie w każdym traku jest sporo ludzi, to mamy tu spory rozrzut i różnorodność. Przelećmy się powoli po trakach.
* 'CV' - na fajnym złotoerowym podkładzie leci cała masa ludzi. Rover i Vienio na wysokim poziomie wyznaczają kurs, zaraz za nimi leci Bzyker i Mączak z WTM - całkiem przyzwoici. Najgorzej wypadł tu ze swoim 'cefał' TZI, a związany z The Roots Truck North, choć porządny i na propsie, niezbyt byłysnął.
* 'Póki co nie jest źle' to przewrotny tytuł, bo choć podkład jest fajny i bujający, to ani Juchas, ani tym bardziej wygrzebany z czeluści Platoon z Trials X nie dają sobie rady i  brzmi to zwyczajnie słabo.
* 'Long Island Ice Tea' - bardzo przyjemny funkowy podkład - taki klasyczny letniak, zwłaszcza, kiedy wchodzi Sylwia ze swoim miłym wokalem. Ero > Chwedo.
* 'Kiedy byłem dużym chłopcem' gra na tej bluesowej gitarce, tworząc przyjemny klimat, szczególnie wraz z dęciakami w refrenie. To kolejny luźny letniak z przeciętnym Skorem i niewiele lepszym Buką.    
* 'Przebudzenie (The Awakening)' - bardzo przyjemny, klasyczny podkład, na którym obie panie czują się doskonale. Promowana przez Bahamadię Mecca Starr i świetna jak zwykle Mi-La razem tworzą fantastyczny trak, zwłaszcza z Sylwią na refrenie i tzw. 'bridge'. Jeden z lepszych kawałków tutaj.
* 'Pin-Up Girls' - kolejny czilautowy bit w kawałku o pieknych dziewczynkach z plakatów z białostocką szkołą rapu, gdzie na czoło wychodzi naturalnie Cira, ale także Ostry z PWRD ze swoimi wspomnieniowymi, bardzo fajnymi wersami - oni obaj zostawiają w tyle nie tylko nie nadążającego za bitem Hukosa, ale i resztę PWRD.
* 'Miejskie sporty' - piękny, toczący się ciężko, ale niosący wysoko bit. Za to na majku odświeżeni weterani Emazet i Janowak'ka z OMP wraz z też-nie-takim-nowym Łysonżim. I co? Jano nie stracił ikry, a i Łysonżi mu dorównuje.
* 'Po drugiej stronie strachu' - tu choć podkład jest mocny i energetyczny, to rapperzy są niestety bezpłciowi i powodują, że numer jest nieco z boku. Jedyny Soina drapie na poziomie.
* 'Powietrze' kontynuuje opad sinusoidy - nostalgiczny bit, pseudoromantyczny Franek i popowy refren - tu z kolei jeden ze słabszych momentów.
* 'Moje Crew' - na oszczędnym podkładzie z warczącym basem i wzmożoną aktywnością hajhetów jedzie ekipa, której w zasadzie mogłoby tu nie być, bo zamulają ciężko, nawet nie ma kogo za bardzo wyróżnić - może tylko Rafulsa za flow. Ale jest tu trudna atmosfera. 
* 'Lato w mieście', jak sama nazwa wskazuje to typowy letniak na czilaut ze znanym, miłym uchu samplem. Takie pitu pitu Numera i Procenta z ragga refrenem Spalto.  
* 'Co to był za dzień REMIX' - nowa, mocno g-funkowa wersja jest dość konkretna, choć rapperzy przeciętni, zwłaszcza Veto, którzy nie powinni powracać z niebytu.
* 'Normalna kolej rzeczy' - wchodzi nam na uszy z crunkiem, gdzie Buczer i Brożas czują się doskonale oraz Żyto, który zazwyczaj nie rymuje na takich wajbach, ale brzmi jak stary dobry Żyto :)
* 'Przecież lepiej wiesz' - dziwny, mroczny i oszczędny podkład, na którym wreszcie możemy usłyszeć również samego Fabstera, który jednak lepiej wypada za konsolą, niż na majku - tak jak koledzy z kawałka.
* 'Młodzi ludzie łakną zło' - kolejny trap z socjologicznie zaangażowanym tekstem Romana i CBR - szczerze mówiąc przeciętne.
* 'Mam świadomość' to kolejny nowoczesny podkład, gdzie prezentuje się rodzima ekipa Fabstera. I znowu Mączak przoduje, Fabster zaś z TZI nie robią wstydu, ale tez nie szaleją.
* 'Rare' - świetnie wczuty w klimat A$APów numer z Lotto, który wygląda, jakby wyciągnięty z któregoś albumu amerykańskiej ekipy.
* 'Kontrasty' - dla kontrastu Lasio nawija w swoim nieco karykaturalnym stylu, ale nie jest to złe i ma swój urok.
    Tytuł jest bardzo dobrze dobrany do albumu. Owszem, mamy tu wiele kontrastów. W muzyce, przechodzimy, dość płynnie przyznam, od Złotej Ery, po trapy. Muzyka tu jest naprawdę fajna i Fabster nam się jawi jako całkiem sprawny producent. Kontrasty objawiają się nam również na majku. Na jednym biegunie mamy świetne wejścia takich rapperów, jak Mi-La, Cira, Mączak, Rover, Vienio, Jano, Buczer, Łysonżi i Żyto. Na drugim biegunie, który powinien przepaść w odmętach nicości siedzą Juchas, Emazet, Paltoon, Melon, Joker, Kokot, Bondar i pewnie jeszcze ktoś się znajdzie. Ogólnie album wychodzi na plus, jest naprawdę porządnie wyprodukowany, ma kilka akcentów naprawdę wysokich i słucha się tego z przyjemnością.

OCENA: 4\6


czwartek, 20 listopada 2014

2STY - STEJ FLAJ

 
Prosto 2014

1. Tafla Wody   feat. IZA SOKOŁOWSKA
2. We Dwoje
3. O Niebo Lepiej   feat. MNIA, ZEUS
4. Lubię
5. Rookie Of The Year
6. Normalny Gość
7. Kuchnie Świata feat. JODSEN, KAZ BAŁAGANE
8. Zbieraj i Wydawaj
9. Kula u Nogi       feat. KUBAN, VNM
10. Wyjście z Bloków    feat. TEDE
11. Nieprzespane Noce i Owoce
12. Spokój       feat. MONIKA LEWCZUK
13. Prowadzę
14. Ryba Fugu
15. Excelsior    feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK
16. Nie Zobaczysz

    Drugi album Tłuściocha powstawał, sądząc z doniesień, w lekkich bólach twórczych. Ale jeden z bardziej oczekiwanych (tak ogólnie) rapperów nie dał w sumie długo czekać po swoim legalnym debiucie. 2Sty przeniósł manatki z Urban do Prosto - co, przynajmniej finansowo, zapewne przyniesie mu większe korzyści - choć tytuł powiał VNM-em i jego manierą spolszczania angielskich tytułów, kierwa. A muzycznie?
    2Sty obrał ten kierunek już na 'Puzzlach' - teraz tylko wlazł w buciorach głębiej. 'Stej Flaj' to na wskroś nowoczesny album, mieszający trapy, crunki i nuskule. To plątanina syntetycznych melodyjek, brzęczących, elektronicznych basów i połamanych perkusji. Producentów jest cała obfitość, ale nie każdy daje radę. Do tych mocniejszych punktów należy na pewno Bejotka ('Wyjście z bloków' to muzycznie ostry banger), Sherlock z 'O niebo lepiej', czy 'Kuchnie świata' do Fouxa, który jest naprawdę coraz lepszy. Reszta bitów pochodzi od takich ludzi, jak AQ Beats, DJ Flip, Geezy Beatz, Świerzba, Nerwus (mętny 'Spokój') i Bez Struktury. Hulają tu świetne bangery, które są w stanie urwać łeb, ale i mamy powolniejsze numery, czasem refleksyjne, czasem czilujące, czasem po prostu nudne. Dużo tu autotune na wokalach, sporo choppingu, trochę screwed - trap pełną gębą. Jest dobrze? Na pewno lepiej, niż w kwestii lirycznej.
    Nie, 2Sty mnie zupełnie nie wzrusza. Jego teksty nie działają, a flow jest dobry, ale niekoniecznie bardzo wyjątkowy. W zasadzie to, co mówi nie wnosi zupełnie nic - nie tylko na scenę, ale i w ogóle na płytę. Większość materiału zajmuje pierdolenie kocopałów, puste gadanie o niczym. No tak, powie ktoś, przecież 2Sty porusza tematy życiowe, kulinarne, sporo bragga, tyle, że głębia tych tekstów powala - niekoniecznie w sposób, jaki można sobie życzyć. 'W kiblu nie opuszczona deska, lubię walić się na pieska, jestem normalnym gościem' albo lepiej 'to kuchnie świata, wpierdalam aż mi morda lata' to szczyt finezji, nawet jeśli jest to dla żartu. Jednak ten dowcip jest zbyt blisko żenady i gównażerii, żeby pozostać przy defekacyjno-genitalnym temacie, który poruszany jest tutaj zaskakująco często. To się wszystko ładnie rymuje, ładnie wchodzi, śmiga po tych bangierach, tyle, że jest puste jak weki po babci. Słychać to doskonale, kiedy wchodzi zwłaszcza Zeus, ze swoim 'by wziąć na cel moją pannę przeleciałem cały zodiak na melanżu...', by przytoczyć tylko niewielki fragment. Tak samo po profesorsku wpadł na chwilę VNM, rozstawiając i 2Stego i Kubana po kątach swoją zwrotką. Muszę jeszcze wspomnieć o Tede, który również wystaje ponad poprzeczkę. Cała reszta jest niby w porządku, ale jakby zbędna. Zastanawia mnie jedna rzecz, że Mam Na Imię Aleksander, owszem, zapraszany jest na występy gościnne - jednak coraz częściej nie jako rapper, a jako wokalista - tutaj obrabia wszak tylko refren...
    Rozczarowałem się, nawet jeśli nie spodziewałem się wiele. Nawet nie przeszkadza mi plastikowość muzy - najgorsze jest prostactwo samego rappera. Skomplikowane wersy? Ta, te najbardziej traktują o ruchaniu, sraniu i tym podobnych rzeczach. Owszem, zgadza się, 'Ryba fugu' jest całkiem niezłym i sprytnie poprowadzonym storytellingiem i lirycznie jest to chyba najlepszy moment. Ale jakoś nie kiwałem głową z uznaniem w ciągu godziny odsłuchu - raczej krzywiłem nieznacznie na te wszystkie mało smaczne wejścia. Taka trochę gówniarska płyta.

OCENA: 3\6

 

środa, 19 listopada 2014

KOŚCI W DŁONI - TRZECIE KOŚCIE

nielegal 2014

CD1
1. Trzecie Intro
2. Na Kurwie
3. Chaos Na Bloki   feat. SNAJPER
4. Ka Wu De
5. Krzywa Wieża   feat. WIESZCZU
6. Wspomnień Czar
7. Z Lotu Ptaka
8. Miecze i Tarcze
9. Wtyczka w Mózgu   feat. FORTYSEVEN
10. Problemy

CD2
11. Jak Się Robi Traki
12. Dach Świata
13. Deszcz
14. Z Ręki Do Ręki
15. Zmielone Berety   feat. LUKSFERA, GROCHU
16. Nieśmiertelni   feat. EPITET, GUCIA
17. TelePhony
18. Nie Dajemy Dziadostwa   feat. BLETA, MC ROBAK
19. Triumwirat
20. Powiem Ci...

       Jak ja nie lubię dwupłytowych wydawnictw... A jeszcze na nielegalu... Zazwyczaj takie próby kończą się fiaskiem i mimo, że lubię bity Hakima, bardzo obawiałem się, że mnie to pokona. Trzeci album Kości W Dłoni wyszedł niedawno i pomimo mojej sympatii dla Hakima i oboczności, byłem w strachu.
    Jak zwykle w takich okazjach, całością produkcji zajął się Hakim, a na patefonach wspomógł go DJ Noriz i DJ 2Najz. Nie ma tu w sumie o czym wiele gadać. Hakim siedzi głeboko w stylistyce hiphopowej lat '90 i przenosi nas znowu do pięknych czasów Złotej Ery. Taki podziemny truskul, trzeszczący winylem, z pełną obfitością sampli i bumbapowymi perkusjami. Jedyne, na co sobie pozwala producent, to lekkie depnięcie w kierunku nowojorskiego początku XXI wieku, ale nie ma tego za wiele. Zero elektroniki, zero dubspetów, zero njuskóli. Wszystko klasyczne, wszystko z szacunkiem dla korzeni - zmienia się tylko klimat sampli - Hakim lubi pogrzebać nie tylko w amerykańskich standardach, nie tylko w polskiej muzyce rozrywkowej, ale zdarzają mu się również i dalsze wycieczki - fajnie, bo najczęściej nie wiesz, co jest na warsztacie. No i te skrecze...
    Ciężko orzec, kto jest lepszym rapperem: Trol, Hakim, czy Kony. Są to ludzie, którzy okupują krakowskie podziemia od tylu lat, mże chyba już sami nie pamiętają dokładnie. To ogranie na scenie wyraźnie słychać. Ale sama stylistyka często nie wystarczy, bo poza stosem zalet, ci rapperzy mają tez spory bagaż wad. To, że czasem którys nie zdąży, czy nie przemyślał oddechów to małe piwo, bo tego jest niewiele. Gorzej, że podczas zabaw słowami i akcentami chłopcy czasem się gubią. Jadą na skojarzeniach i homonimach, często łącząc końcówkę jednego z początkiem drugiego wyrazu. Bywa to całkiem zabawne i przysparza rozrywki, jednak co jakiś czas rapperzy zapędzają się w kozi róg i wychodzi jakiś infantylny bzdet. Podobnie bywa z niektórymi porównaniami, bo co to ma znaczyć, że 'jestem nieśmiertelny jak flow Erica Rakima'?  Pomijam już liczne wycieczki do gówna w dowolnej postaci oraz odnośników do genitaliów, które brzmią iście przedszkolnie. Ja rozumiem bragga i pancze, ale to chyba nie ten poziom... Z gości - wszyscy brzmią identycznie, jak KwD, choć muszę tu wyróżnić Gusię oraz MC Robaka, po którym nie spodziewałem się tak dobrego wejścia.
    No i co? Płyta całkiem, całkiem. Ma wady jednak, które nie pozwalają być jej zajebistą. Po pierwsze wspomniane wpadki liryczne. Po drugie, jest zdecydowanie za długa. Po trzecie, kiedy posłuchałeś czterech pierwszych numerów, możesz nie słuchać reszty - wszystko tu osiąga równy poziom i klimat i jeśli nie wejdzie ci to po pierwszych dziesięciu minutach, na pewno nie wejdzie w ogóle. Mnie wchodzi, choć już bez szału.

OCENA: 4-\6 

wtorek, 18 listopada 2014

KARTKY - PRESEASON HIGHLIGHTS

3\4 Underground 2014

1. 89'
2. Leverage
3. Shadowplay
4. Robb Stark (Foux Remix)
5. Chciałbym   feat. RAZZIMOWSKI, TROOM
6. To Nie My
7. Nigdy Jak Ty
8. Bez Winy
9. Noce I Dnie
10. Temperatura Łez
11. Revelation
12. Pan Śmierć
13. Sumienie
14. Czołgam Się Z Dna
15. Robb Stark
16. Uparcie I...

    Podobno Kartky miał długą przerwę, ale ja jej nie stwierdziłem - po prostu nie znałem go wcześniej. Pierwszy raz usłyszałem go niedawno na legalu Kafara - jego zwrotka była jedną z lepszych na tym albumie. Dlatego słysząc o niedawno wydanym albumie, postarałem się go szybko znaleźć. I oto jest.
     INDEB, Foux, Ironic, Senior Fresh - oto producenci odpowiedzialni za brzmienie tej płyty. I, sądząc z nazwisk, możesz domyślić się, ze to będzie muza bardzo nowoczesna. Owszem, taka jest. Nie jest to żaden pierwotny dubstep ani rozmymłane bity pseudoromantycznego cloudu, choć nie powiem, że każdy bit mi siada na uszach. Nie jest to muzyka, jaką znajdziesz na pierwszej lepszej płycie tego typu, bo jest dużo bardziej zróżnicowana i wyniesiona na nieco wyższy poziom. Połamane perkusje, które posklejane są różnymi patentami, czasem tak zaskakującymi, jak refren w 'Chciałbym' z 'Błagania' zespołu Fatum. Sporo tu mrocznych klimatów, zmian tempa, zawrotnych i syntetycznych melodii. Czasem jest wolniej, czasem basy wprawiają wątpia w drgawki, ale to jest nowoczesny rap, który jest zrobiony z niezwykłym wyczuciem. Ja, jako fan raczej klasycznego hip hopu, bardzo doceniam to, co się tu dzieje i muszę powiedzieć, że mi się to podoba.  
    Najciekawszą postacią tutaj jednak jest Kartky. Rapper doskonale sobie radzi na tych bitach, potrafi stworzyć niesamowity klimat, kiedy tak płynie po tych syntetykach. Jego teksty są po prostu o życiu, o obserwacjach i przemyśleniach na jego temat, stanowią idealną i nierozerwalną całość. Kartky ma niebywałą umiejętność opowiadania i 'żonglowania prawdą'. Wprawdzie wiadomo, że to jest jego prawda, ale równocześnie wiesz, że to co mówi, jest szczere - ta szczerość od niego bije i coś sprawia, że mu wierzysz. Jego słowa są pełne goryczy i brudu życia. Powiem, że nie ma zbyt wielu rapperów, którzy trafiliby do mnie z taką siłą. Gości również mało - ale i Troom i Razzimowski weszli w ten klimat jak nóż w masło i rozwalili. Ich zwrotki pasują i ubarwiają.    
    Rzadko się zdarza, aby płyta była tak spójna na wszystkich frontach. Muzyka jest nowoczesna w taki sposób, w jaki oczekiwałem. Teksty są konkretne i prawdziwe - bardzo dobre. Flow płynie i techniki Kartky'ego nie sposób się czepić. Goście? Mało i doskonali. Jest tu może parę podkładów, które mnie nie urzekły, ok. Ale to nadal bardzo dobra płyta.

POSŁUCHAJ TEGO SOBIE KONIECZNIE

OCENA: 5-\6    


poniedziałek, 17 listopada 2014

MAMEN ARKANOID - 1500 KM OD DOMU

nielegal 2014
  
1. Intro 
2. Próba mikrofonu 
3. Czekam    feat. KLIF, BK FONEM 
4. Skit
5. Świniopas 
6. Gdzie kucharek sześć    feat. PORK
7. Skąd w nas…?    feat. MARTIN 
8. Warsztat    feat. KAES 
9. Skit
10. Kiedy puszcza mróz    feat. ANITA 
11. Kilka wersów    feat. SZACHU
12. Zaćmienie 
13. skit
14. Vis a Vis     feat. NULLO
15. Outro (prod. Kris)
16. … po dwudziestej trzeciej… 
17. Zaćmienie Szur RMX
18. Skąd w nas…? Amat RMX
19. Kilka wersów B2M RMX

    Po ostatniej, świetnej zresztą, płycie Arkanoida, którą nagrał do spółki z Klifem, dostaliśmy niedawno nowy, tym razem solowy produkt od tego wałbrzyskiego rappera na wygnaniu - czyli 1500 km od domu. Choć koleś bardzo przypomina Szada z 3W, to miałem spore oczekiwania po tym materiale.
    Płytę zrobiło czterech producentów i w zasadzie możemy powiedzieć, że całość podzielona jest właśnie na trzy części (czwarty jest marginalny), za którą odpowiada kolejny bitmejker. Początek należy do B2M, który ma bardzo fajne podkłady, bujające funkiem, wzbogaconym to klimatami elektro, to nawet ostrymi riffami gitar elektrycznych w 'Gdzie kucharek sześć...'. Wydaje mi się, że jego partia wypada najlepiej, bo to sa podkłady, które trafiają idealnie, jak snajperskie kule. Poza tym, jego bity są najbardziej oryginalne. Środek wypełnił przede wszystkim Szur, który ma głównie truskulowe, klasyczne, może nieco hałaśliwe podkłady: to gitarowe, to dęte. Trzecia część należy do Zamota, z którym Arkanoid współpracuje od dawna. Dał on tu parę bitów, jednak nie są one jakoś specjalnie szczególne - zwyczajne, bumbapowe podkłady. Ta marginalna część należy do Krisa: zrobił on tylko jeden podkład do 'Skąd w nas...?', a także 'Outro' - dość typowe, klasyczne podkłady. Podsumowując, mamy tu bardzo przyjemną muzę z klimatem lat '90, ale mało odkrywczą - poza podkładami od B2M, który potrafi zrobić coś świeżego w tym stylu.   
    U Arkanoida bez wątpienia słychać wałbrzyską szkołę jazdy. Owszem, odróżnisz go bez problemu od Nullo, Szada i Porka, ale z drugiej strony bez pudła wskażesz skąd on się wziął. Wielokrotne rymy, poskładane w karkołomny sposób, dominują na tej płycie. Ponadto teksty również są tworzone wielopoziomowo i na kilku różnych płaszczyznach tematycznych. Dlatego na te wersy należy patrzeć z lekkiego oddalenia, aby wyłapać ogólny sens, bo kiedy będziemy wkręcać się w poszczególne słowa, nie dotrze do nas o czym nawija rapper. Słowa tu są kolejnym instrumentem, czymś, co dobrze brzmi na bicie, a sens jest uniwersalny, bo Arkanoid nie daje głównie bragga, ale zajmuje się również sprawami życiowymi. Wspomniałem, że Arkanoid brzmi bardzo podobnie do 3W, ale różnicę można ogarnąć podczas kawałków z Nullo i z Porkiem. Co prawda nie ma numeru z Szadem... Teoria spiskowa podpowiada, że nie ma, bo brzmieliby zbyt podobnie :P Reszta gości nadaje się na ten materiał, nie osłabia, ale i nie podbija poprzeczki - wszystko zostaje na równym, dość wysokim poziomie.  
    No i doczekałem się naprawdę fajnej płyty. Nie jest to materiał, który mnie zrzucił z krzesła, ale z przyjemnością wróciłem do materiału. Arkanoid wyrasta na godnego towarzysza 3W - czy jego podobieństwo jest znośne, czy też nie do przyjęcia, to już kwestia osobistego gustu. Jak dla mnie, to bardzo porządny podziemny album.

OCENA: 4+\6 


niedziela, 16 listopada 2014

PALUCH & CHRIS CARSON - MADE IN HEAVEN

B.O.R. 2014

1. DJ Taek Intro
2. Kastet 
3. Daleko Stąd
4. RIP (Rap I Pieniądze)
5. Ostatni Telefon   feat. BIAŁAS, TOMB
6. Amstaff
7. Made In Heaven
8. M5   feat. QUEBONAFIDE
9. Magma
10. Możesz Być Kim Chcesz   feat. TAU
11. Mam Skrzydła    feat. KALI
12. NGO (New Game Order)
13. Mój Sen
14. Od Dziecka    feat. KĘKĘ

    Szósty album Palucha idzie za pewnym trendem, jaki ostatnimi czasy nawiedza naszą scenę. Ta płyta to znowu duet - bez konkretnej nazwy zespołu, po prostu rapper i producent. CZy po dwóch złotkach i ostatniej, platynowej płycie Paluch osiągnie kolejny sukces? Póki co wszystko jest na dobrej drodze, krążek jest wysoko na OLiSie i zbiera dość dobre recenzje.
    Chris Carson, Polak mieszkający na stałe w  Belgii coraz częściej pojawia się na naszych płytach: był już u Jędkera, był u Kajmana, teraz pora na Palucha. Przyznam, choć o nowoczesnym rapie mam zdanie bardzo różne i najczęściej słabe, to muza Carsona jest zrobiona naprawdę porządnie. Trapy kląskają hajhetami jak hiszpański kastanietor w ataku padaczki, syntetyczne melodie grają na bitach, a basy brzęczą tuż przy samej ziemi, gniotąc słuchacza. Do tego co jakiś czas wtrąca się z woskiem DJ Taek. Na szczęście nie ma tu żadnych rozlazłych bzdetów, prawie wyłącznie sam konkret, ładujący w słuchacza energię. No, 'Magma' zwalnia i jest nieco zbyt przemymłana, ale to wyjątek. Carson umie balansować między granicami klasyki i dobrego smaku w elektronice - niektóre podkłady skłaniają się wręcz do Złotej Ery, już myślisz sobie, że oj!, jak to? A tu nagle ładuje się milion cykaczy z syntezatorem i jesteś jak 'No tak!'. Muzyka jest to nieco lepsza niż sam Paluch i mozna przyjąć, że Carson wygrał w tym tandemie.     
    Paluch może być lubiany, bądź nie, ale jego styl i głos i styl jest znany bardzo dobrze. Nie jest to żaden cymes, ale też nie powinno się wieszać na nim psów, bo przecież Łukasz jest w porządku. 'Wiesz dobrze jaki jestem, nie gryzę się w język' - i to najkrótsze podsumowanie wersów Palucha. Większość tekstów ma zniszczyć tę przypudrowaną bandę lalusiów na scenie, bo tu nie ma miejsca na pedałowanie. Rapper wyraźnie 'czuje kurwa niechęć do tych scenicznych błaznów' i kosi wszystkich przy samej ziemi. Nie powiem, aby pancze były wyjątkowo przemyślane i takie, po których opada szczęka, ale Paluch stara nam się usilnie udowodnić, że to on jest tu najprawdziwszy i najbardziej hardkorowy z hardkorowszych. Nieco się to kłóci z ilością sprzedanych płyt, ale zapewne chodzi mu o to, że jako jeden z niewielu pozostał 'true to the game'. Gości nie ma tu wielu, ale są i zaznaczają swoją obecność mocnymi akcentami. Białas z Tombem podają tonację w kawałku z nimi i przejmują stery. Tau aka Medium wjechał również świetnie, jego tekst (co nie zawsze się mu zdarza) jest spójny i konkretny, zarymowany w świetnym stylu - jego religijne odnośniki mogą lekko dziwić w zestawieniu z kurwami i dziwkami, ale co tam - ten koleś zawsze był nieco na bakier, nie? Quebo jak zwykle dał porządne wersy, podobnie jak Kękę - tylko Kali przepadł i jakoś go prawie nie zauważyłem. Na szczęście goście dodają tu kolorytu i robią tylko dobrą robotę.
    Pewnie ten album też zbierze co najmniej złoto. Słucha się tego naprawdę dobrze, nie ma tu słabych kawałków - są albo ok, albo naprawdę niezłe. Ja sam osobiście lubię Palucha, choć wolałem go na tych starszych płytach, kiedy zarzekał się, że ten plastik to nie dla niego... Cóż, tylko gówno płynie z prądem i jedynie krowa na pastwisku nie zmienia zdania... Abstrahując, to całkiem niezły album.

OCENA: 4\6


sobota, 15 listopada 2014

ŁYSONŻI DŻONSON - BROWKA SZPINAK

Aloha 2014

1. Intro Numer Raz
2. Jestem dziś 
3. Ziemia obiecana   feat. WDOWA, MASIA 
4. Pogadajmy     
5. Zanim    feat. REST, ESTE, GRUBY MIELZKY
6. Każdy    feat. LILU, MŁODY M   
7. Rodzina na swoim   feat. FLINT, PROCEENTE, KAMEL, HUKOS   
8. Mistrz imprezy   feat. KUBA KNAP, SKORUP
9. Money    feat. ONAR
10. Myślę to mówię   feat. GREEN, W.E.N.A  
11. Space Jam    
12. Mery Dżejn, Mery Krismes    feat. VNM  
13. Urywa ryja     feat. TOMB 
14. Nie ma czasu na głupoty    feat. MAŁY ESZ, EMAZET, GRUBY JÓZEK 
15. To tylko ja   produkcja Spinache

     Jeżeli w życiu nie wypaliłeś Dżonsona i nie lubisz się napić, to ten album nie jest dla ciebie - tak zachęca \ zniechęca słuchacza do nabycia płyty Łysy. Jego drugi album wyszedł tym razem w wytwórni jego partner-in-party, Procenta. Fajna okładka, fotki ze Stanów, imprezowy klimat - to może być coś, na co słuchacze czekali - nawet jeśli o tym nie wiedzieli. 
        Muzyka na albumie jest dość zróżnicowana, zależnie nieco od klimatu. Producentów jest wielu, więc i różne typy brzmienia tu mamy, choć i tak w większości są to bity nowoczesne. Najwięcej podkładów dał tu Salvare, który potrafi wyczarować naprawdę świetne podkłady, które są i nowoczesne, ale tym samym bardzo hip hopowe. Za co się tu chłopak nie weźmie, tam podkład buja i jest ciekawy. Weź przecież 'Każdy' - akcja zmienia się jak w kalejdoskopie, każda zwrotka, każde wejście ma inną muzę, opartą o ten sam rytm. Świetna akcja. U innych nie jest już tak złoto. Po dwa traki sprawili Kazzushi (dość mocne akcje idące w kierunku techno i house - nawet nieco typu Euro Dance, o ile ktoś to pamięta) i Szczur (dość przeciętne dla niego numery). Reszta to pojedyncze kawałki od Wizzo, Kaszpira, Ostrego (obdarzony głębokim basem, dość oszczędny podkład, ale za to wiercący dziury w uszach), Lanka (mocarny banger, który 'Urywa ryja'!), Szoguna i Spinacha (klasyczny, nowojorski, truskulowy bit). Niestety jest tu różnie. Nie ma tak, że album płynie, bo czasami zwalnia - ale nie na czilaut, tylko zwyczajnie poziomem. Ale ogólnie jest nieźle. Dobrze, że Łysonżi dał szansę pracy płytoskrobom: jest DJ Gondek, DJ Anusz, DJ Grubaz i DJ Flip - bardzo to pozytywne.
    Łysonżi ma specyficzny styl, trochę ciężki do zdefiniowania. Chłopak ma czysty głos i potrafi fajnie nawinąć. Ma ogień w gębie i te wersy może nie tyle, że parzą, ale są cieplutkie jak bułki z Lidla. Największy kłopot jest taki, że po kilku przesłuchaniach nadal nie pamiętam żadnego niezłego wersu. W ogóle nie pamiętam żadnego. Rapper niby jest, niby dobrze się go słucha, ale nie przynosi wzruszeń. Dżonson zaprosił więc na album całą plejadę rapowych (k)rezusów (Czaj tę słów grę!), ale szczerze mówiąc, bywa tu bardzo różnie. Większość niestety przelatuje przez ucho z prędkością ponaddźwiękową. Na pewno jednak zostają na dłużej wszystkie panie: śpiewająca pięknie refren Masia, jak zwykle w najwyższej formie Lilu, czy to śpiewa, czy rymuje (tu akurat spiewa) oraz Wdowa - paniom należą się tu ukłony. A panowie? Wyróżniłbym Procenta, którego stylistyka (nieco koślawa, to prawda) wyróżnia go zawsze i wszędzie, a z tego samego numeru wykosił jeszcze Hukos. Skorup, po lekkiej obniżce formy, powraca ze świetnymi wersami. Green i Wena postarali się sprawić, że ich wspólny trak na bicie Ostrego będzie hulał - i 'wchodzą jak taran', to jeden z lepszych tu kawałków. Jeszcze tylko VNM i reszta jest w zasadzie zbędna. 
    Fajna płyta. Ogólnie. Bo kiedy zaczniesz się doszukiwać pozytywów, zaczniesz myśleć, co tu jest szczegółowo dobre, to... ciężko pokazać. Tak, jest kilka smacznych bitów. Tak, jest parę udanych featów. A reszta? Właśnie... Dobre wrażenie robi to wszystko razem do kupy, nie nudzi się, ładnie wchodzi. Na pewno to nie jest to, co 5 lat temu... ale nadal warto sprawdzić. 

OCENA: 4\6 


piątek, 14 listopada 2014

DAWIDZIOR - NOWE ŻYCIE

HTA Brand 2014

1. Intro   nws
2. Puść To Głośniej    feat. BEZCZEL, POSZWIXXX
3. Co Z Tym Światem?   feat. BOB ONE     
4. Gdzie Ta Radość   feat. WHOSHAQ
5. Nie Obiecam Ci              
6. Biorę To   feat. BONUS RPK, SENDEK, HIPIS       
7. Własną Autostradą   feat. RUFUZ      
8. Południowe Serce              
9. Feta          
10. To Ty, Powiedz Mi   feat. MACIEJ MALEŃCZUK, NIZIOŁ    psr
11. Przejście Skit          
12. Dla Dzielnicy 2   feat. NS ZAŁOGA 
13. Nigdy Więcej   feat. JANO TZWM, SADAM   
14. Fankillfatal   feat. OLKA     
15. Widze Cię   feat. KROOLIK UNDERWOOD, KACPER     
16. To Szkoda To Boli   feat. NIZIOŁ, MIKU   
17. Popatrz W Głąb Siebie   feat. KALI      
18. Ku Pamięci (Dla Sp. Kicaja)        
19. Outro      psr

    Hipotonia jest nieco jasniejszym składem na tej ulicznej scenie rap. Choć zawsze bardziej ceniłem Kacpra, to Dawidzior stał gdzies tam z boku i przyznam, że w zasadzie mało na niego zwracałem uwagi. A tu nagle bęc! Solówka. Pozazdrościł Kacprowi, czy to naturalna chęć rozwoju?
    Dawidzior od dawna tkwi w tych nowoczesnych, trapowych wajbach, więc nie ma co się tu spodziewać czegokolwiek innego. Na szczęście dla spójności albumu, producentów jest tu niewielu. Największą ilością bitów podzielili się Poszwixxx i NWS. Producent Fabuły wstawił tu bity o niejakiej rozpiętości: od bardzo syntetycznych (Puść to głośniej) do wręcz typowo  ulicznych (Co z tym światem?) - jednak czego by nie zrobił, dominuje u niego elektronika. Nawet, jeśli w 'Południowym sercu' pojawiają się te folkowe, białostockie zaśpiewy - choć przecież to nie Lukasyno... Zaskoczył mnie za to NWS, który, wydawało mi się, nie umie zrobić nic poza płaczliwymi smyczkowo-pianinkowymi ulicznymi bitami, a tu proszę - bardzo przyjemne, jazzujące 'Gdzie ta radość' i 'To szkoda to boli'. Co prawda, w pozostałych podkładach schemat powrócił, ale te bity akurat są naprawdę fajne. Reszta? DNA rozczarował dwoma przeciętnymi podkładami. Welenka jedzie 'Własną autostradą', ale nie prowadzi ona zbyt daleko - nudnawy, ciągnący się patetyczny podkład. W podobnych tonach uderza Tasty Beatz z 'Fetą' - to też taki monumentalny syntetyczny bit. Świetnie za to wbił się w klimat PSR z 'To ty, powiedz mi', gdzie klimat przedwojennego szemranego tanga idealnie pasuje do Maleńczuka i charczących gardeł Dawida i Nizioła. Pozytywnie wybija się tu również bit 'Dla dzielnicy 2' od Milion Beats, bo to taki bangier - dzielnicowy hymn z nakręcającym energetycznym klimatem. Zresztą Tytuz też dał niezły bit. Dodatkowo mamy tu trzech woskodrapaczy: DJ Gondek, DJ Hard Cut i DJ Danek. Całość oscyluje od niepotrzebnie napompowanych, patetycznych bitów, do naprawdę fajowych traków - których niestety jest mało.
    Zdarty, nieco drapiący i jakby przytłumiony wokal Dawidziora toczy się powoli przez ten album. I co? No i w zasadzie tyle. Rapper nie ma ani specjalnej stylówki, ani gładkich tekstów - jest przeciętny i nijaki. Wyróżnia się tylko tym zdartym głosem, który jednak wcale nie sprawia, że chce ci się go słuchać. Nie, nie ma tu żadnych baboli, nie ma wpadek lirycznych, potknięć o werbel. Dla równowagi nie ma również błyskotliwych wersów, które zapamiętasz, nie ma olśniewających składnią wersów, nie ma flow lecącego jumbo jetem, nie ma refrenów, które będziesz powtarzać. Jest, bo jest. Co gorsza, goście również dostosowali się do poziomu gospodarza i płyną w większości co najwyżej poprawnie. Ponad poprzeczkę wyskakuje niewielu. Bezczel zabrał chłopakom 'Puść to głośniej' i w zasadzie ten numer można zamknąć tylko i wyłącznie na jego zwrotce. Whoshaq, mimo, że mało znany, ma tu swoje kilkadziesiąt sekund i warto go dostrzec. Pozytywnie (może to dzięki fajnemu podkładowi) jawią się kolesie z nowosądeckiej załogi (NS Załoga) - nie wszyscy, bo np. Szysza drażni seplenieniem, a Peciak jest zwyczajnie słabszy). Ciekawostką jest tu występ Maleńczuka, który na tym bicie PSRa wchodzi idealnie w kontekst i atmosferę.
    Coś w tym albumie jest, ale za każdym kolejnym przesłuchaniem omijałem coraz więcej, zostając przy 'Gdzie ta radość', 'To ty powiedz mi', 'Nigdy więcej' i 'To szkoda to boli'. Cztery numery? Mało trochę. Sztampa przez większość czasu.

OCENA: 3+\6      


czwartek, 13 listopada 2014

WUJEK SAMO ZŁO & FILIP SAMO SIEJKA - WSZYSTKO GRA

PRO Rec 2014

1. Intro rap to...
2. Podróże do nikąd   feat. SKORUP
3. Lubię rapować
4. Ochotnik
5. W twojej głowie
6. Western   feat. JOKA
7. Prawda jest w gwiazdach   feat. ANDZIA
8. Kolejny wątek
9. Kiedy się zacznie
10. Kto ile wart   feat. ROMAN
11. Śmiech i myślenie
12. Cecylia

    Dawno niesłyszany WSZ powrócił. Maszyna do fristajlu znowu nadaje. Czy mamy się z tego cieszyć? No cóż, znam co najmniej kilkudziesięciu lepszych fristajlerów od Wujka. Jego płyta studyjna z CNE to było jedno z najgorszych doświadczeń w polskim rapie - przynajmniej dla mnie: gdybym robił listę gniotów wszech czasów, WSZ & CNE mieliby tam poczesne miejsce. No i te powroty 'legend' po latach często wypadają bardzo blado i spychają owe pomniki z cokołów.
    Już na samym początku zapaliła mi się czerwona lampka, kiedy ujrzałem odpychającą okładkę. Mała lampka pierdolnęła po oczach niczym latarnia morska, kiedy doczytałem się na froncie nazwiska Filip Siejka. Osobiście nie mam nic do niego, jako do producenta muzycznego - dopóki zostaje przy muzyce dla Papa Dance, Feel, Michała Bajora, Ich Troje, czy Blog 27. Współpraca z Jeden 8L nie poprawia wizerunku. Zatem, czy osoba robiąca popową, chwytliwą muzykę, da radę dźwignąć album rapowy? W całości? No dobra, dał radę. Wyznam z lekkim wstydem, że omal nie skreśliłem albumu ze względu na producenta - ale jak to się często okazuje, nie można sądzić po pozorach. To na żywo zagrane utwory, oparte na dość typowych i mało wymagających perkusjach - to jednak nie przeszkadza. Za to świetnie brzmią te żywe basy, a reszta instrumentów, głównie strunowych, choć nie tylko, budują fajne, bujające traki, które może nie mają zacięcia od hip hopowych arcydzieł, ale są całkiem przyjemne i dobrze się ich słucha. Może leciutko ocierają się o ten pop, ale może to ja jestem uprzedzony. Nie, no, jest ok.
    WSZ nigdy nie wywoływał wzruszenia jako rapper. Spójrzmy prawdzie w oczy - jest zupełnie marny i do przyjęcia jest tylko dlatego, że, jak sam mówi: 'lubię rapować z przymrużeniem oka' - i tak go trzeba traktować. Ale i tak jest to raczej słabe. Totalnie archaiczne flow, wersy deklamowane sylabami - WSZ tkwi dalej w początkach rapu. I choć te teksty nie są wolnostylowe, to spokojnie mogłyby takie być, bo są mocno proste i zwyczajne, kończące się zazwyczaj najbardziej oczywistymi rymami. I do tego te dziecinne wstawki, typu rymowanki 'deus deus kosmakeus i morele baks' albo 'bitwa na łyse włosy' - WTF? No nie ma tu finezji - ale z drugiej strony niczego takiego nie oczekiwałem. I choć w 'Śmiech i myślenie' WSZ przekonuje nas, że trzeba się cieszyć i śmiać, bo to wszystko to żarty, w sumie zabawnie jest tylko w 'Cecylii'. Z gości, rozczarował Skorup - w sumie już miałem się zdecydować, że to bardzo dobry numer, kiedy weszło 'wspomnienia mkną jak wózki na fałreli' - ja jebię, nawet on musiał użyć tego wersu... To już chyba piąty raz zostało to powiedziane na jakimś albumie - i to tylko w tym roku! Aaaaaa!!!! Za to Joka zdecydowanie jest w dobrej formie i aż ciekawi mnie, czy Joka powróci z albumem.
    WSZ i Siejka? Hip hop lekki, łatwy i przyjemny. Gdybym chciał przekonać 60-letnią sąsiadkę, że rap jest fajny, to bym jej to puścił. Ale w roku, kiedy wyszło tyle dobrych albumów, ten jest po prostu czasem niesmacznie infantylny. Owszem, idzie go posłuchać, brzmi sympatycznie i wesoło, Siejka dał sobie radę i muzyka jest dużo lepsza od wokali. WSZ, choć jego drugi album jest o galaktyki lepszy od debiutu z CNE, jak mi się wydaje, nie powinien wydawać płyt.

OCENA: 3+\6  


środa, 12 listopada 2014

LJ KARWEL - NIEPOTRZEBNE SKREŚLIĆ


Alkopoligamia 2014

1. Jeden
2. Gdzie Są Moje Maupy
3. Nienawidzę Ludzi
4. Poczuć Wolność   feat. KUBA KNAP, GRUBY JÓZEK
5. Nie Ważne   feat. FLOW
6. Tony   feat. TEN TYP MES
7. Twój Hero’   feat. RYFA RI
8. Zdolna Półka
9. Od Początku
10. Sąsiedzi   feat. FIFER
11. Kontroluj Gadkę
12. Rafał
13. Każdy Z Nas
14. Małpie Miasto

    Kolejny Żbik, po Knapie, wyrusza na łowy. Podkreśla się często, że Karwel ma o czym opowiadać, ponieważ jego życie jest niezwykle barwne i nie zawsze wesołe. Do tego produkcja z Alkopoligamii, gdzie na pewno dba się o poziom nagrań - to może być strzał w dziesiątkę. I choć Krzysztof na wcześniejszych nagraniach bardzo mnie nie ujął, to spodziewałem się płyty co najmniej dobrej.
    Muzyka, jaka tu wchodzi, będzie rzucać tobą o podłogę - mnie rozłożyła na łopatki. Początek rozwala Stendahl Syndrome z 'Jedynką', ale każdy kolejny jego kawałek zabija i miażdży. Pozostali producenci, RAU, Szogun, Grubz, Dar-O i Kuba Knap, zrobili również wyborna robotę. Niezależnie od producenta, to podkłady złożone. Jak to rozumieć? Są z założenia oparte na klasycznej bazie, trzeszczą sample, perkusje stukają do taktu, do którego będziesz kiwać łbem, a wszystko spowija brud prosto z chodnika. Ten specyficzny brudek robi tu całość, bo nie są to wymuskane na komputerze, plasticzane bity, rozlazłe i depresyjne, tylko ciepłe, lekko jazzowe, czasem funkowe kąski rapciasta. Ciężko tu wyróżnić jakiegoś producenta (dobra, poza Stendhal Syndrome), bo każdy z nich spisał się na szóstkę. Po prostu nie ma tu słabego podkładu, dlatego wyznacznikiem, czy coś jest genialne, czy tylko dobre, są sami rapperzy.  
    A Karwel jest na fali. Nie boi się eksperymentować z flow, nie boi się wyginać wokalu w różne strony. Czasem ciężko bierze oddech pomiędzy wersami, ale to dodaje tylko patyny. W dodatku rapper ma umiejętność układania refrenów, które są... oryginalne. Karwel jest gorzki i sarkastyczny, często nie przebiera w słowach i nie rażą go sformułowania o tym, że laski go olewają sokiem z cipki. I do tych brudnych bitów, doskonale pasuje ta brudna gadka. To nie tylko damsko-męskie sprawki, ale również wszystko inne dookoła. Ci jebani ludzie, których tak łatwo nienawidzić. Te ziomy, co się cały czas wydurniają - swoją drogą 'Gdzie są moje maupy' wygląda mi na żywcem wyjęty trak z trzeciej, bądź czwartej płyty Redmana. Te najebki, na których alko leje się bez umiaru i czynią się wówczas dziwne rzeczy. W ogóle. Karwel jest autentyczny i ma siłę przekazu. A goście? Kurwa, nigdy nie byłem fanem Mesa, ale z każdą kolejną jego produkcją zaczynam bić pokłony. Zwrotka, z jaką tu wszedł wymiotła wszystko 'Mam tryb typu Scarface, tryb typu \ Że w dyptyku jest dwóch żbików i na styku walki o tytuł: Karwel \ Moja wytwórnia otaczana szacunkiem bardziej, niż twoja  Otaczana szerokimi łukami w McDonaldzie' i końcu jeszcze bardziej spektakularnym 'Ssij mi glob, słońce i teleskop \ I posyp drogę mleczną dla mnie jest tylko kreską'. Doskonale wypada tu jeszcze Ryfa, ale przecież Kuba Knap, Józek, czy Fifer nie wypadli sroce spod ogona. Najlepsze kawałki? Gdzie są moje maupy, Tony, Hero, Zdolna półka... prawie każdy.
    Nie wierzyłem, zanim nie wrzuciłem płyty do odtwarzacza. Ale wyszła... jedna z najlepszych płyt tego roku. Kurde, kolejna. I żeby nie było mało, kolejna z Alkopoligamii. Mes w tym roku osiąga apogeum, a wraz z nim jego Żbiki. LJ Karwel, a reszta... niepotrzebne mamy skreślić. 

OCENA: 5+\6 


wtorek, 11 listopada 2014

FISZ EMADE TWORZYWO - MAMUT

ART2 2014

1. Pył    feat. JUSTYNA ŚWIĘS
2. Bieg   feat. DJ EPROM
3. Zwiedzam świat
4. Wojna   feat. KASIA NOSOWSKA
5. Ślady   feat. JUSTYNA ŚWIĘS
6. Karate
7. Zemsta
8. Dzień dobry   feat. DJ EPROM
9. Wróć   feat. JUSTYNA ŚWIĘS
10. Mamut
11. Piwnica

    Ludność już się tak nie jara faktem, że Fisz wydaje nowy album. Zwłaszcza młodzież, bo ci raczej są jak 'a kto to kurwa jest?'. Starzy słuchacze z rozrzewnieniem wspominają pierwsze dwa albumy solowe i może pare poszczególnych produkcji. Dziś Fisz wraz z bratem wywołuje głównie ciary u fanów muzyki jazzowej, ambientowej i Bóg jeden wie jak bardzo niszowej jeszcze.
    Emade to już nie tylko producent, to twórca muzyki. Jest nieodrodnym synem swojego ojca i wbrew niektórym opiniom, wcale nie jedzie na plecach rodziciela. M.A.D. jest eklektyczny tak bardzo, że dla niego trzeba by stworzyć oddzielną szufladkę, bo z każdej, skubaniec, wystaje. Czasem nawet dość sporo. Ale, co najśmieszniejsze, to wciąż ma bardzo dużo wspólnego z hip hopem, nawet jeśli zwiedzamy przy okazji bardzo odległe szufladki. I nadal słychać, że obaj bracia tkwią głęboko w hip hopie i świetnie się tu czują - wystaczy sprawdzić 'Bieg' i 'Dzień dobry' - oba z udziałem DJ Eproma. Ale to nie jest zwyczajna płyta rapowa - to nawet nie jest płyta rapowa, choć bez wątpienia jej korzenie się tu właśnie kłębią. Emade, wraz z pomocą licznych muzyków, wykreował mocno elektroniczne brzmienie, jak w 'Pył', czy 'Zwiedzam świat', gdzie muzyka wchodzi niebezpiecznie w kręgi elektro popu, ale za to 'Wojna' jest naprawdę ciężkim kawałkiem, naładowanym nie tylko elektroniką, ale również zawodzącymi skrzypcami, które wprowadzają bardzo dużo niepokoju. I kiedy godzimy się już na tę elektronikę, nagle wchodzą 'Ślady' bluesa i jazzu. I tak w sumie w kółko: elektro pop, hip hop, blues.    
    Fisz też nie jest li tylko i wyłącznie rapperem. W ogóle inaczej - on jest wokalistą, tylko tyle, że potrafi rymować - moim zdaniem lepiej, niż śpiewać, ale mogę się przecież mylić. Zależnie od potrzeby, Fisz albo sprawnie składa wersy w naprawdę niezłe teksty, ale czasem zajmuje się melodeklamacją, by na przykład w duecie z Kasią Nosowską śpiewać te wojenne pieśni. Fisz idzie dalej - w 'Śladach' przypomina mi bardzo Everlasta z jego bluesowych solówek - może nie tyle głosem, ale feelingiem i klimatem. W ogóle chłopcy próbują tu niecodziennych rozwiązań, przeróżnych atmosfer i gatunków. I nawet do takiego hip hopowego numeru, jak 'Zemsta', Fisz śpiewa. Totalny misz masz, który nie do końca mnie przekonuje, pomimo często naprawdę fajnych tekstów.    
    Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, jak się do tego materiału odnieść. Nie chodzi o to, że tego hip hopu tu jest ok. 50% - i do tego mocno alternatywnego. Tego po Tworzywie trzeba się spodziewać. Ale ten album jest nieco przekombinowany i to dążenie braci Waglewskich do bycia 'off', przysuwa ich niebezpiecznie do bycia 'on' - wygląda to tak, jakby odsuwali się od tego rynku na siłę, nie zauważając faktu, że Ziemia jest okrągła i cofając się rakiem, zbliżają się z drugiej strony do tego, od czego uciekają. Tylko jakoś to się rozchodzi w szwach. Nie jest to złe, ale jakoś nie mogę się przekonać do końca...

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 10 listopada 2014

KAFAR - PANACEUM

Step 2014

1. Intro (prod. Goofer, skrecze DJ Gondek)
2. Panaceum 
3. Cena marzeń    feat. SHELLERINI, ERO 
4. Nie pójdę z Tobą na dno    feat. KACZOR 
5. Strzał życia   feat. BONUS RPK 
6. Korpo kurwy    feat. BEZCZEL 
7. Czasem to po prostu nie wystarcza
8. Idzie życie    feat. DIXON37
9. Musisz sam wiedzieć 
10. Świat nie znosi pustki    feat. HZOP, SOWA
11. Najstarsza choroba ludzkości 
12. Lilium inter spinas 
13. Rana, która się nie goi    feat. O.S.T.R. 
14. Z braku laku    feat. KĘKĘ  
15. Niewdzięczne serca    feat. KARTKY 
16. Był sobie Hip-Hop 
17. Outro 

    Grupa Dixon37 przeszła w zasadzie do klasyki ulicznego rapu, jednak po powrocie w zeszłym roku z drugim alnumem 'O.Z.N.Z' publiczność nie była zachwycona. Okazało się, że zespół stoi w miejscu, te bity nie bujają, a owa prawda szczera, płynąca z wersów, jest tak oklepana, że może stanowić taran do wyważenia otwartej bramy. Może dlatego właśnie Kafar postanowił pokazać, że on tu ostatniego słowa nie powiedział.
    Kafar, zbierając podkłady na płytę, chwycił się patentu, na którym łatwo się poślizgnąć: przyjął bity od wielu różnych producentów, tak, że poza drobnymi wyjątkami, co numer, to inny bitmejker. Po dwa podkłady dali jedynie coraz częściej dostrzegany, radomski producent Tytuz, RX oraz Ostry - nie liczmy Goofera od intra i outra. Podkłady można podzielić na niejako trzy części. Mamy tu zatem producentów celujących w nowoczesności, takich jak Fspólny (swoją drogą świetny tytułowy numer) i uRban (brzęczący, acz ciekawy 'Strzał życia'). Druga, najliczniejsza grupa, to coś pomiędzy, czyli rap z przełomu wieków: nieco sampli, nieco elektroniki. W tej szufladzie siedzi Wits, Poszwixxx, Tytuz, RX (mętny i rozlazły numer z Ostrym), Wowo, Famebeats i Larkin. Trzecia część to klasyczny hip hop, powstały na bumbapowych perkusjach, samplach i niskim basie. Tutaj siedzą Lovenprajs (bardzo przyjemny 'Cena marzeń'), tradycyjny Ostry ze świetnym 'Niewdzięczne serca' i nudnawy Chlebson w 'Lilium inter spinas'. Doskonałą robotę robi tu DJ Gondek, wykorzystywany ostro, ale skutecznie. Muzyka więc to sinusoida, bo atmosfera a to się wznosi, a to siada, przygnieciona zamulającym podkładem.   
    Jako rapper przeciętny, choć obdarzony niezłym, dość charakterystycznym głosem, Kafar musi się czymś wyróżniać spomiędzy setek rapperów ulicznych. Dla wielu litery DIX są magiczne, ale nie nagrają za Kafara albumu. Żeby znaczyć coś więcej na scenie, trzeba mieć jakiś hak na słuchacza, przyciągnąć go, jeśli nie wyjątkowym flow, to tekstami o potężnej mocy. Jak już wspomniałem, Kafar ma flow bardzo proste i zwyczajne, zostały więc teksty. Mocne? Nie koniecznie. Skomplikowane i zadziwiające? No raczej nie. Porządne jak technika, ale nie rzucają na podłogę. Na szczęście nie są kolejnym identycznym stekiem bzdur, jak na innych albumach ulicznych. Nawet wahałbym się, czy jest to rap uliczny, bo 'to jest rap i robię go po prostu'. A że jest tu sporo rzeczywistości i życia, czyni to album normalniejszym i mniej napuszonym. Oczywiście, nieobce Kafarowi są tematy ciężkiego życia i dążenia do celu, nie poddawania się, ale oprócz tego mamy tu również ciepłe słowa o powrocie do Złotej Ery i początków rapu w Polsce, no i mniej sympatyczne tematy o lądowaniu na dnie. Nieźle wychodzą tu może nie tyle storytellingi, ale opowieści z miasta, które prowadzą nas przez te ciemniejsze zaułki życia. Żeby nie było nudno, na albumie znalazło się sporo gości, co nie zawsze wyszło na dobre. O ile nie spodziewałem się wiele po Bonusie ani HZOPie - i słusznie, to zawiódł Kaczor i Bezczel. Cały Dixon wszedł z ciężkim tematem na ciężkim bicie Wowo - taki penitencjarny numer wyszedł. Za to na drugim biegunie weszli Szelka i mniej Ero - ci wyróżniają się tym, że zaproponowali coś innego swoimi wersami. Ostry, choć bez rewelacji, i tak swoim wejściem zamiótł większość gości pod dywan, zresztą tak samo, jak KęKę. Zaskoczył niezłą zwrotką nieznany mi wcześniej Kartky. Bilans gości wypada więc mniej więcej na zero.
    Kurka, wyszła z tego nawet niezła płyta. Trochę czasem kuleje muzyka, czasem kuleją goście, ale na równym, porządnym poziomie leci Kafar, kilku 'featurowców' miło uprzyjemnia materiał i jest tu parę kawałków naprawdę wartych uwagi:' Panaceum', 'Cena marzeń', 'Był sobie hip hop', czy 'Niewdzięczne serca'. Nie jest to twoja pierwsza lepsza płyta uliczna - jak już wspomniałem, ona nie jest uliczna. To rap o rzeczywistości, bez napuszonego prawilniactwa i truizmów, które słyszeliśmy już tyle razy, ze robi się niedobrze. Można zrobić niezłą płytę w tym klimacie? Można. Kafar solo > Dixon37 w 2014. 

OCENA: 4\6         


niedziela, 9 listopada 2014

ŚWINIA & FAWOLA - DEMO EP

3\4 Underground 2014

1. Wprowadzenie
2. Mic checkin    feat. PRIMARY SKILL
3. Spotkamy się w snach    feat. ZUZANNA SZCZYPUŁA
4. Pół na pół
5. Spojrzenia
6. Incognityzm

    Na pierwszy rzut oka sam skład pod tytułem Świnia i Fawola odrzuca. Wprawdzie ten, kto jarał się ostatnia płytą Eldo, powinien Fawolę kojarzyć, ale to nie on jest tu świnią. Sam Świnia plącze się gdzies po podziemiu, nagrywając to tu, to tam.   
    Fawola umie dużo. Potrafi skręcić klasyczny bit tak, żeby brzmiał nowocześnie, nie tracąc nic ze świeżości i pozostając w klimacie nowoczesności. Jednak nie daj się zwieść, że to muzyka z czasów Złotej Ery - to tylko echa klasycznych brzmień, przepuszczone przez syntetyczną machinerię w głowie i komputerze producenta. Owszem, są tu również takie jazdy, jak 'Pół na pół', gdzie z każdej strony wyłazi bumbapowy klimat, ale zaraz po nim, niby dość oczywisty 'Spojrzenia', który zaskakuje mało oczywistym instrumentarium. Wszystko jest tu na pograniczu nowoczesności i klasyki. A  może raczej lepiej byłoby powiedzieć: nowocześnie, ale z pełnym szacunkiem dla klasyki. Bo nie tylko są tu pełne bity i sample, ale także drapią płyty DJ Gugatch i DJ Simple. Brzmi to fajnie i naprawdę porządnie.  
    'Świnia, co za ksywa, łajzo, nie kojarz z chlewem, tytuł wieprza w polskim rapie już dawno zajął Tede'. Tja. Świnia, poza kontrowersyjną, bądź co bądź, ksywą, ma również ostry flow, pełen emocji i szorstkości, spod której wyziera całkiem wrażliwy człowiek. I o ile Świnia potrafi zdeptać buciorami, jak w 'Mic checkin' i 'Pół na pół', ale i dać wersy pełne cierpienia i społecznych obserwacji. Świnia na szczęście nie jest twoim pierwszym lepszym rapperem, wyróżnia się nie tylko imiemien, ale również stylem, w jakim niszczy mikrofon. 'Podpisano: Świnia, i chuj, taka faza'. Co tu dodać?
    Mocna rzecz. Świnia zostaje w głowie na dłużej, niż kilkanaście minut po odsłuchu. Sprawia, że bierzesz materiał jeszcze raz i wkręcasz się w ten chlew.Bardzo obiecujący debiut. Tym razem rap przewyższa muzykę, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest to naprawdę dobra muzyka, otrzymujemy świetny album.


 ZACIĄGNIJ I SAM OCEŃ

OCENA: 5-\6


sobota, 8 listopada 2014

PYSKATY - PITSTOP


Aptaun 2014

1. PitStop
2. Szyby w dół 
3. Rzuć już to 
4. Mateusz 
5. DID
6. Clark Kent 
7. Akrofobia 
8. God daaamn! 
9. Status quo (prod. Świerzba)  

    Wprawdzie Pyski planuje od jakiegoś czasu swój pełnoprawny album, ale mimo to zdecydował się wydać na nielegalu materiał w formie epki, który stanowił odrębną całość: żadnych remiksów, żadnych odrzutów, czysty i świeży materiał.
    Nie trzeba być Sherlockiem, aby patrząc na traklistę, wydedukować, że te Beatz so drumaticznie nowoczesne. Owszem. Są. Do tego są nieco zróżnicowane, bo nie każdy bit jest fajny i nie każdy buja. Na wejście i tytułowy kawałek Pyskaty wybrał podkład EnZu, który jest akurat jednym z gorszych i nudniejszych. Na szczęście, zanim wyłączyłem album, wszedł 'Szyby w dół' na bardzo fajnym, trapowym bicie Ariela, który przywodzi na myśl scenę Memphis sprzed dobrej dekady. W ogóle, pozostałe kawałki również osadzone są w tym całkiem świeżym, a jednak trącącym przyjemnie myszką klimacie. I TMK i Eigus zrobili te fajniejsze podkłady, jednak w stronę tych mniej fajnych, które bardziej mnie nudziły, niż kiwały głową. Do takich należą 'DID od Lenzy'ego i od jakiegoś czasu nie mogę słuchać Sherlocka, bo te rozlazłe i przeromantyzowane techniawki nadają się raczej dla kwasobiorców, niż na hip hopową płytę. Sherlock zajmuje na mojej liście miejsce SoDrumatica, którego kiedy widziałem na liście producentów, krzyczałem 'god daaamn!, ale chujnia będzie'. A tutaj jest naprawdę 'God Daaam! Zajebiste', bo Drumatic odbija się od tych wymemłanych instrumentali z powrotem w stronę hip hopu - nowoczesnego, ale brzmiącego bardzo dobrze.   
    Zeke aka Pyskaty miał czas ułożyć sobie i flow i technikę, a także nabrał doświadczenia przy mikrofonie - co doskonale procentuje i wyraźnie słychać to na tym materiale. Rapper chwyta nas za pysk i nie daje za bardzo oddychać, bo choć ogólnie tekstowo jest po prostu fajnie, to co parę wersów wpadają linijki typu 'olewam chichot i przyspieszam jak Zinedine \ a typom twardym jak G Shock będzie wstyd kiedy minę ich'. Tak, Pyskaty 'wraca tu, dla tej sceny jest jak tlen', aby udowodnić, że choć jest jednym z najstarszych typów w grze, to nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa i jest daleki od zawieszenia majka na haku. On tylko był na pit stopie, wymieniał opony, przetarł szyby. To tylko oddech. Zaraz bolid wyjedzie na trasę i zmiażdży wszystko jak tir.
    Owszem, będę czekał na pełny album Pyskatego. Nie wątpię, że ta epka jest bardziej osobista, niż będzie album - świadczy o tym choćby fakt, że nie ma tu żadnych gości, a teksty wychodzą prosto z serca. Niezła wprawka przed legalem.

OCENA: 4+\6


piątek, 7 listopada 2014

LAJT & INNOTIC - DEMO EP

nielegal 2014

1. Kontrakt
2. No name, no skill
3. Rzecz, której szukam
4. Truman Show
5. Groupie    feat. TAFEL JTS
6. Szowinista
7. Nigdy nie byłem z ulicy

    Lajt już jakiś czas temu zwrócił na siebie moją uwagę, wydając świetnego nielegala 'Dzień Świra', którego uznałem za jedną z najlepszych płyt w 2012 roku - album znalazł się u mnie w zestawieniu na szóstej pozycji. A i tak nikt o nim nie słyszał... Teraz jednak, kiedy ponownie połączył swe siły z Innotic'iem i wydał kolejny materiał - też  niewiele osób to dostrzegły. Szum medialny jest na tyle mały, że gdyby nie jeden uparty czytelnik bloga, też bym album pominął.
    Sam Innotic zdecydowanie opowiada się za Złotą Erą, więc nie spodziewaj się syntetycznego słegu, dziwko. O nie. Przez kilka lat robienia podkładów, jarania się winylami i samplingiem, Innotic robi coś, co można przełożyć na kulinarne 'slow food'. Te perkusje: głębokie, ciężkie, poukładane według klasycznych wzorów. Basy: dudnią, są czasem tak niskie, że wibrują ci bebechy. Sample: jazzowe i soulowe, takie korzenne, trzeszczące i szumiące brudem winyla. Jedyne, czego tu trochę brakuje, to skrecze, ale poza tym, Innotic przenosi nas do cudownych lat '90 w mistrzowski sposób. Jeśli Mżawski to House Of Pain i Funkdoobiest, to Innotic to Pete Rock i The Ummah, jednak myślę, że podkład do 'Groupie' spokojnie mógłby się znaleźć na albumie Hurragun i zespół jeszcze by ładnie podziękował. Wspaniała uczta.
    Gdyby okazało się, przebóg, nie, że tak piękną muzykę zjebie jakiś rapperzyna, byłbym wściekły. Na szczęście wiedziałem, że za majkiem stoi Lajt, który prezentuje zwykle bardzo wysoki poziom. I tak jest tutaj. Lajt nie prezentuje tu Bóg wie jakiej ekwilibrystyki słownej i stylowej, ale jego flow płynie i jest bardzo porządny, a teksty pełne są niezwykle celnych point, czasem dowcipnych, czasem gorzkich, czasem sarkastycznych. Przytoczę tu tylko parę przykładów, ale to w sumie nie ma znaczenia, bo takie wersy latają tu co chwila: 'chciałem mieć sam-o-chód, to mam, wszędzie sam chodzę' albo 'nie przeżyłem ani jednej wiosny, 22 zimy za mną i pieprzę wnioski'... Lajt stosuje tu przewrotne antybragga ('No name, no skill'), gada o marzeniach i o swoim życiu - ale nie robi tego w sposób, jaki znajdziemy na pierwszej lepszej płycie. To inteligentny rap, kwaskowy i pełen ironii (z autoironią włącznie).
    I znów, Lajt wychodzi i od razu włazi mi na sam szczyt. To jest koleś, którego słucha się z przyjemnością, a jeśli jeszcze lata na bitach Innotica, to juz sam cymes i magia. Jeszcze raz gorąco polecam Lajta i jego albumy, bo to warty uwagi zawodnik!

OCENA: 5+\6

ODSŁUCHAJ NA SOUNDCLOUD