piątek, 31 października 2014

GEDZ - NNJL

Urban 2014

1. Mgła   feat. DJ KRUG
2. Akrofobia
3. C.G.W.D (Intro)
4. C.G.W.D
5. Molotov 
6. S&C 
7. Znaki Zapytania 
8. Red Bull
9. Chaos 
10. B.O.R 
11. Serwus [Prod. Julas]
12. Przepraszam    feat. FETO, PIÓRO 
13. Niebo Nie Jest Limitem    feat. ONEK87, PALUCH 

    Drugi album Gedziuli wyszedł właśnie w Urbanie - to trochę taka wytwórnia, która zrzesza niechcianych nigdzie indziej rapperów. A może mam nieco krzywdzącą opinię? Nie wiem, pewnie Gedza by gdzieś chcieli... Nie ważne, tu przecież chodzi raczej o to, co jest na płycie. Ja się długo nie mogłem przekonać do Gedzilli, poprzedni album wszedł mi jednak nieźle, a ostatni, NNJL zapowiadał się interesująco. Już samo wydanie płyty jest ciekawe: plastikowa, częściowo przezroczysta osłonka na oszczędny digipak - niezły pomysł. Ale co na nośniku?
    Trochę się obawiałem, że to może być dla mnie niestrawne. Większość płyty zrobił Grrracz i w sumie to on nadaje tempo i ogólny obraz płyty. Oczywiście, to mocno trapowy i syntetyczny klimat, choć Grrracz porafi czasem skręcić w stronę spokojniejszego i starszego hip hopu ('S&C'), choć nadal ma to wszystko sporo wspólnego ze sceną z Memphis. Trochę chopped & screwed, autotuny, mocne cykacze, pudełkowe perkusje i melodie z syntezatora. Pojedyncze traki pochodzą zaś od innych producentów. Robert Dziedowicz na otwarcie albumu dał mocno eksperymentalny trak, który ma mocny klimat rzeczywistej, tytułowej mgły. Fajnie, że jest w tym numerze Krug, dodaje tej elektronice nieco żywego czynnika. Deemz jest równie elektroniczny - może nawet bardziej - to on zrobił tu bodaj najlepszy kawałek, 'Molotov'. Numer wierci dziurę w głowie, a w połączeniu z Gedzem, kawałek niszczy. Sherlock wchodzi z typowymi dla siebie trapami, mocno syntetycznymi odlotami. Bit Julasa jest jednym z tych, za którymi nie przepadam - przerost formy nad treścią. Zwyczajnie nieciekawy. Henson ma tu zaś najmniej syntetyczny podkład - jest wręcz klasyczny i choć średnio pasuje do całości, jest bardzo przyjemny.
    Gedz na moje szczęście jest coraz lepszy. Ma lekko przygaszony wokal, ale płynie po tych trapach nieźle, a co ważniejsze, ma on te pieprzone teksty. Najlepszy tu jest zdecydowanie mocarny 'Molotov', zaraz za nim jest 'B.O.R.' ale w sumie na który kawałek popatrzysz, ma on coś wartego przytoczenia: 'Młode Wilki to nie był draft - sukces wpadł tylko po kilku z nas \ Puste portfele wypełnił hajs, a umysły i serca opuścił strach \ Więcej drzew im dalej w las, ścinam oponentów; #Tomasz Drwal' (TD - jeden z konkretniejszych zawodników MMA). Gedz ma całkiem odjechany tok myślenia, wchodząc czasem na pola abstrakcyjne: 'Pyta, czy jestem wolny, odpowiadam: "Kodeina"', czy 'Widzę to po ich minach, moja forma to dla nich lina \ To nie moja wina, sami wróżą sobie finał, formalina'. Gedz autentycznie wspina się tu na wyżyny, dając bardzo przemyślane i głębokie rymy. Do tego gościnne występy są również na poziomie i nie psują wrażenia. 
    Wreszcie mogę zrozumieć ludzi, którzy niemiłosiernie jarali się Gedzowatym. Tak, on jest zajebisty. I owszem, miewam truskulowy ból dupy, ale muzyka tutaj jest również bardzo dobra - zasługa to głównie Grrracza, ale i Deemza. Wyszła bardzo przyzwoita, nowoczesna płyta rapowa, której słucham już kolejny raz i odkrywam coraz to nowe smaczki. Jest fajnie.

OCENA: 4+\6 


czwartek, 30 października 2014

DJ EPROM & SENSI feat. DJ LEM - BOOM BAP BOOGIE

Asfalt 2014

1. Poza kontrolą
2. 97' dobrze pamiętam
3. Przyczajony tygrys, ukryty pies
4. Jest akcja!
5. Hardcore Beatz feat. RAS TABAKA
6. Mantra
7. O.A.B.   feat. TYTSON
8. Do innych MC's
9. Bez ściem   feat. SARIUS
10. Zmieniłem zdanie feat. CENTRUMSTRONA
11. Wstyd
12. Hip Hop Elements
13. Bonus: Surowy Skrecz

    Po skończeniu projektu Sztigara Bonko, Eprom, który znany jest z uwielbienia dla Złotej Ery, zgrał się znowu z Sensim i dokooptowawszy jeszcze DJ Lema, nagrali kolejny album, który brzmieć ma tak, jakby zrobiony był w 1993 roku w Stanach. I to przy użyciu tradycyjnych dla tamtych czasów sprzętów. Nawet okładka świetnie nawiązuje do klimatu.
    To, co z bitami robi tu Eprom, to chapeau bas normalnie. On rzeczywiście robi te podkłady tak, jakby urodził się w NY i siedział w studio z Pete Rock'iem, Marley Marl'em, czy DJ Muggs'em. Nie istotne dla niego, czy to klimat Funkdoobiest \ House Of Pain, czy klimat ragga, czy znowu Lords Of Underground lub coś w tej podobie. Żaden z wymienionych wykonawców nie powstydziłby się zapewne rymować na tych podkładach, bo one są jakby wyjęte z epoki. Mocne tempo, gniotący bas, sample z klasyków muzyki soul i funk - to kwintesencja rapu - plus naturalnie duża ilość skreczy, którą zapewnia Lem. I powiedzmy sobie od razu, że te bity robią album i wszystko inne schodzi na drugi plan. Eprom po prostu osiągnął mistrzostwo w swojej robocie i nikt tak nie wjechał w atmosferę Złotej Ery, jak on. Zastanawiam się tylko, jak odbierają to dzieciaki zajarane nowym Miuoshem, czy VNMem... Bo ja, który większość wydawnictw Złotej Ery znał na pamięć 'back in the days', takie brzmienie uwielbiam i zawsze biorę w ciemno. Bo to kwintesencja hip hopu.
    No cóż... Sensi jest rapperem, który wprawdzie również przywraca ten klimat Złotej Ery, ale... Jest poprawny. Tyle. Jego wersy, wspominające lata '90, sławiące kulturę hip hop, bragga - to wszystko jest ok, ale jest na tyle proste, czy czasem wręcz prymitywne, że nie masz ochoty wsłuchować się w to, co Sensi ma do powiedzenia. Dobrze, że rapper ma niezłe flow i potrafi dorzucić coś krzykliwego albo inaczej urozmaicić to, co mówi, bo inaczej mogłoby być fatalnie. Sensi po prostu pieprzy trzy po trzy, aby się rymowało i było wopbabpalooba. Widać to wyraźnie w zestawieniu z Sariusem, który odjeżdża od Sensiego, jakby ten stał w miejscu. Bez ściem. Niestety, w zestawieniu muzyki z rapem, to jak porównywać Skodę Favorit do Lexusa IS - wypada mocno blado, choć przecież favoritka to dość porządny wóz był.
    Nawet jeśli Sensi nie ma nic wielkiego do powiedzenia, to nadal mamy tu świetny materiał. Eprom nadrabia za rappera na każdym polu, a sam Sensi rymuje na tyle ok, że nie powoduje skurczów żołądka, a teksty też nie są chujowe - tyle, że bez żadnego polotu. Jednak, pomimo to katuję ten krążek od ładnych paru dni, kiedy przyszła do mnie paczka z nowościami. Świetny klimat, świetna produkcja. Eprom król.

OCENA: 5-\6


środa, 29 października 2014

RPS & WHR - KSIĄŻĘ AKA SLUMILIONER

Terrorym 2014

1. Know How
2. PRR (Prawdziwy Rap Rozpierdol)   feat. DJ DANEK
3. S.A. (Steven Adler)   feat. HELLFIELD
4. Defekt Mózgu
5. Back in the Days   feat. KROOLIK UNDERWOOD, DJ DANEK
6. Nadmiar
7. Big Picture   feat. ŚLIWA, DJ DANEK
8. No Future (Rock On)
9. Być i Mieć   feat. DONO, DJ ACE
10. Codzienne refleksje   feat. MAREK DYJAK
11. RPS klasyka
12. Full Time Job   feat. JACK THE RIPPER, RDW, DE2S, TOONY, AZYL, JERU THE DAMAJA, GANDZIOR, GRECKOE, ŚLIWA, DJ DANEK
13. Martwa muzyka    feat. BEZCZEL, GLACA
14. Nie oglądam się
15. Sukces
16. No Surrender   feat. AZ, DJ DECKS
17. Braggabałagan
18. Raplajf
19. Trudny dzieciak 2

    Książę? Księciunio? Słabo mierzy Rychu, bo Napoleon w jego wieku był już cesarzem... Ale co tam, nie będę sobie robił beki z tytułu, ważniejsza jest zawartość. Rychu Peja Slumilioner i White House Records zrobili płytę, która ma całe zastępy słabych uzurpatorów zmieść z powierzchni ziemi i umocnić Peję na tronie. Tylko czy Peja nadaje się na koronę władcy?
    White House, w osobach Laski i Magiery, oczywiście potrafią dźwignąć cały album mi nie raz, nie dwa to udowodnili. Dzięki temu, że podkłady robi raz jeden, a raz drugi, nie ma tu nudy, choć wszystko jest spójne. White House dają tu w większości klasyczne podkłady, oparte na samplach, typowe boombapy, które bujają w bardzo przyjemny sposób. Ale producenci nie stronią również od nowości - Peja również stara się nadążać - dlatego, może nieco nieśmiało, znajdują się tu także podkłady, które wychodzą spoza ramek trueschoolowych płyt: 'Defekt Mózgu', połowicznie pozbawiony perkusji 'Nadmiar' - który i tak brzmi całkiem nieźle, choć nie przepadam za takimi rzeczami. Generalnie są to bity, których słucha się dobrze, jednak wpadają tu perełki, które powodują ciary na plecach: 'RPS klasyka', którym Laska wraca do czasów starego, dobrego WH - taki mrożący krew w żyłach trak, no i 'Full time job' musiał być niezły, skoro ciągnie się prawie dziewięć minut, no i 'Braggabałagan' - klasyczny banger. Świetną robotę robią tu Ace i Danek, bo ich skrecze podnoszą traki o poziom. Traki White House wprawdzie nie chwytają za ryj, jak na pierwszych Kodexach, ale nadal są bardzo porządne i Peja na nich dobrze się czuje - słychać chemię pomiędzy producentami i rapperem.     
    Peja to weteran, bo w sumie poza Tede nie ma na scenie równie zajętego człowieka, który jest na scenie od dnia pierwszego. Dlatego wydaje mi się usprawiedliwione, że rapper występuje tu z pozycji Dziadka i oburza się na młodzież że 'mam ustąpić miejsca? Przecież jestem starszy!'. Peja jest już w tym wieku, że swojego stylu nie zmieni, więc liczą się tu przede wszystkim pomysły, jakie ma, aby przyciągnąć publiczność. Flow jest stałe i doskonale rozpoznawalne, teksty... również łatwe do przewidzenia: prawdziwy rap rozpierdol, jestem legendą, więc wypierdalaj, jak to pięknie kiedyś było, codzienne refleksje. Peja mówi też trochę o swoim stosunku do nowych trendów w rapie 'njuskool, truschool, trap, swag, defekt mózgu'. Czyli w sumie nic nowego, ale czy zmienia się formułę, która się sprawdza? Trochę zaskoczyło mnie, że Peja próbuje tu śpiewać i robi to relatywnie często - o dziwo, robi to czasem lepiej, niż rymuje. Kurde. Nowością jest tu sporo werbalnych odnośników do klasyki hip hopu - ale po angielsku, co u Pei się wcześniej nie zdarzało. Zapisał się na kurs angielskiego? Czy to wynik współpracy z amerykańskimi rapperami? Bo przecież znowu pojawia się tu Jeru, jest Jack The Ripper, ale również pojawił się tu AZ - Peja znowu udowadnia, że jest w stanie nagrać z każdym, kto może uchodzić za legendę (mówię naturalnie tylko o Jeru i AZ). Kto będzie na następnej płycie? Strach się pytać... Poza amerykańskimi tuzami rapu, mamy tu też silną reprezentację Europy: Francji (De2s) i Niemiec (Greckoe, Azyl i Toony). Z polskich rapperów usłyszymy tu Śliwę, który wreszcie zaczyna kreować swój własny styl i brzmi to wcale nieźle. Jest męczący Dono, Kroolik z angielskim refrenem - jak zwykle śpiew Kroolika na propsie, jest bardzo dobry, lecz znowu przygnębiający Bezczel oraz wielka brygada w międzynarodowym posse tracku 'Full time job', o którym nie da się nie powiedzieć paru słów. Peja wypadł tu niestety najsłabiej, bo nie potrafił napisać tekstu tak, aby nie brakło mu tchu pod koniec, Jack The Ripper jest jak zwykle przeciętny, RDW wszedł z tym flow w bit idealnie - zadziwiające, choć końcówka już mu się rozjechała, De2s jedzie bardzo dobrze, niemiecki Polak Toony daje wersy w języku ojczystym i robi to jako jeden z lepszych w składzie, Azyl z niemieckim przekazem i ciężkim głosem również wypada dobrze, Jeru to przecież klasa sama dla siebie, Gandzior wypada poprawnie, Greckoe jest dość prosty, ale płynie nieźle, zaś Śliwa po obiecującym wejściu, pogubił się w przyspieszeniach. Rychu nie byłby sobą, gdyby nie zapraszał również wokalistów spoza rapu: tradycyjnie jest tu Glaca ze Sweet Noise, jest Hellfield z hardkorowego Nekromera, a także Marek Dyjak ze swoim ciężko przepitym głosem, który daje życiowe sznyty (taki # do jego albumu, łap to!) kawałkowi. I wprawdzie Rychu mówi że ma 'ubogi zasób słownictwa, jednak dalej mi za to płacą', to przecież nie jet z nim już tak źle - życie to najlepszy nauczyciel.
    Kolaboracja Pei z White House to jest chyba strzał w dziesiątkę, bo i producenci - weterani i rapper - weteran doskonale się rozumieją. Przemycone nowoczesne akcenty w muzyce nie wpływają znacząco na klimat płyty, tylko ją słusznie ubarwiają. Na majkach, poza całą brygadą RPS, propsy dla Pei za udział Jeru i AZ w tym projekcie - ja wiem, że to wystarczy mieć odpowiednią ilość kasy na taki featuring, ale jednak to robi wrażenie. Płyta mogłaby być nieco krótsza, ale te osiemdziesiąt minut nie jest czasem straconym. Nie jest to płyta godna króla, zatem książę zupełnie wystarczy - nawet, jeśli jest podstarzały.

OCENA: 5-\6


wtorek, 28 października 2014

JOTESTE - ZAPOMNIAŁEM SIĘ PRZEDSTAWIĆ

Pierwszy Milion 2014

1. Excalibur
2. Prometeusz    feat. DJ MIXAIR
3. Owoce Twoich pól   feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK
4. Trochę wody feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK
5. Bluesman
6. Roje pszczół
7. Być jak Pierwszy Milion   feat. ROGINI
8. Pieśń zbłąkanych marynarzy   feat. SISANN
9. Zakładnik
10. Częstotliwość feat. HARY, DJ MIXAIR
11. Harrier    feat. SISANN
12. Dłonie i policzki
13. Kalejdoskop feat. TADEUSZ SEIBERT 

    Co za niedopatrzenie. Kiedy Joteste wydawał swój pierwszy legal zapomniał się przedstawić. W zasadzie to już jego czwarty album, ale nadal sią nie przedstawił? Faux Pas, dziwko. No, ale naprawić błędy zawsze warto, nawet po niewczasie. Funfel Zeusa z Pierwszego Miliona własnie powraca, aby nadrobić zaległości.
    Najkrócej mozna rzec, że muzykę robił tu właśnie Pierwszy Milion. Bo chłopcy podzielili się i Joteste wziął część podkładów swoich, część Zeusa, a resztę wspólnych. Tak po sprawiedliwości. Okazuje się, że jest to muza nieco inna niż znamy z płyt Zeusa. Dużo bardziej nowoczesna, choć bez przesady. Pierwszy Milion próbuja znaleźć złoty środek pomiędzy njuskulem i Złota Erą, co wychodzi nie zawsze super. Mamy tu więc dość nowoczesne bity, wszystkie energetyczne i konkretne, choć wyraźnie widać, że Joteste lubi lekko zwolnić. To zwolnienie nie musi oznaczać r&b, ani żadnej z takich rzeczy - po prostu jest nieco mniej enbergicznie. Fajnie, że producenci postatarli się zatrudnić DJ MixAir'a - to tylko wychodzi na dobre, szkoda, że tak rzadko. Zatem muzyka, choć dość przeciętna, daje radę.
    Daje radę również Joteste, choć sporo słuchaczy odżegnuje go od czci i wiary z powodu niejakiego podobieństwa do Zeusa. Nie, on wcale nie ma podobnego flow, ani tekstów. Nie oszukujmy się, Zeus jest sporo lepszy od kolegi. Ale nie znaczy to wcale, że Joteste jest słaby. Jest... ok. Trochę jedzie rzeczywiście w stylu Zeusa, ale może to nieuniknione po latach współpracy, poza tym słabsze zazwyczaj goni to lepsze, prawda? Nie jest to aż tak widoczne, jak przy okazji Pei i Śliwy. Joteste sobie jest, ma swoje rzeczy do powiedzenia i choć nie powiem, że to lipa, to rzadko zwracałem uwagę na jakieś wersy - on epo prostu są, bez żadnego większego wrażenia przechodzą przez uszy. Niby Joteste mówi o rzeczach ważnych, ale to nie zostaje jakoś specjalnie w głowie. Tylko wrażenie, że było ok. A goście, których zaprosił Joteste, to przede wszystkim wokaliści, poza Harym, który, jak mam wrażenie, pokazuje Joteste miejsce w szeregu - nawet jeśli sam jest tylko ok. 
    To taka płyta, o której mówi się, ze jest ok, ale w sumie po co ona komu, to już nie wiadomo. Joteste po raz kolejny udowadnia, że należy do ścisłej grupy, która okupuje drugą ligę i ma się tam dobrze. W sumie na scenie potrzeba albumów, które są po prostu ok. I to jest taka płyta.           

OCENA: 4-\6


poniedziałek, 27 października 2014

PEKA - SKROMNY CHŁOPAK

Fonografika 2014

1. Pokonuję słabości   feat. DUDEK ENKATE
2. Błędy  
3. Idę do celu   feat. GB SAVANT 
4. Będzie lepiej  
5. Chciwość   feat. DZIKI RAPGRA 
6. Skromny chłopak 
7. Jestem odpowiedzialny   feat. FABI 
8. Spokój  
9. Zazdrość   feat. JĘDRAS

    Kim jest Peka? Szczerze mówiąc nie miałem zielonego pojęcia, kiedy zobaczyłem jego album na półce. Podobno jest obecny na scenie od ponad dekady, ale jakoś nigdy na kolesia nie trafiłem. Owszem, przyznaję, że scena rapowa Piły jest mi zupełnie obca. Dlatego chętnie sięgnąłem po tę epkę - bo trwa ledwie 25 minut.
    Spoglądam na listę producentów: NWS, Dąbek, Grucha i Dechu. Poza tym ostatnim doskonale wiadomo, kto robił płytę i czego się spodziewać. Owszem, dostałem to, czego po tych imionach mogłem się spodziewać. Mocne perkusje (choć nie zawsze!) i numery oparte o pianino i smyczki. I przez wszystkie dziewięć kawałków nie ma odstępu od tej reguły - wszystko jest niemal dokładnie takie samo, że czasem zlewa się w jedno. Dobrze, że trwa krótko. 
    Miałem nadzieję, że Peka okaże się choć nieco lepszym 'poetą z bloków', niż jego ziomek z Piły, Szmeku, który wydał niedawno koszmarną płytę. Ufff... Na szczęście Peku wydaje się wiedzieć, co robi. I choć przekaz jest zupełnie oczywisty, bo pokonuję słabości i idę do przodu, działam dla rodziny i przyjaciół na zawsze szczerze, a inne kurwy patrza z zazdrością i chcą mnie zranić. Aha, i jeszcze coś o patriotyzmie. Nie oszukujmy się, takie treści są na każdej płycie z tak zwanego nurtu ulicznego. Peka wyróżnia się na szczęście nie najgorszym stylem i całkiem porządnym flow - choć do ideału brakuje tu i tak sporo. Pomijam błędy językowe, jak 'mamy prawo na błędy', bo to można jakoś tam wytłumaczyć. Powiedzmy. Ale Peka wyróżnia się pozytywnie z tłumu ulicznych rapperów, którzy nie potrafią sklecić sensownej linijki. Jest tu również paru gości, w większości nijakich. Dziki wyróżnia się bardzo głębokim głosem, GB Savant językiem angielskim - wszak to Amerykanin z LA, który obecnie chyba mieszka w Warszawie. Ale nie oszukujmy się, specjalnie dobry to nie jest. Tak samo, jak przeciętni są Dudek (nie mylić z tym z RPK!), Fabi i Jędras.
    I co tu mamy? Wtórną muzykę, prawie identyczną przez całe 25 minut. Dość przyzwoitego Pekę, który daje radę - choć, jak sądzę, gdyby album trwał 70 minut, mógłbym tego nie znieść. Najlepszy ze wszystkiego jest sam Peka, ale to i tak średnia krajowa. Nic specjalnego, na wtórnych bitach. Ale da się posłuchać.

OCENA: 3\6

WIDEO

czwartek, 23 października 2014

TAKA MAŁA ROCZNICA

        Dziś bez recenzji, tak zwyczajnie. Jak to mówią w Stanach, 'maintainin'. Trzy lata temu opublikowałem pierwszą recenzję płyty - to była Wice Wersa - i tak się to potoczyło. Na stronie są opisy całych roczników płyt legalnych 2012, 2013 i oczywiście będzie 2014 - oraz kilka starszych albumów na początku. Przyznam, że popularność strony mocno mnie zadziwia, bo osiąga już naprawdę sporą skalę, o jakiej nawet te trzy lata temu nie myślałem. O ile do tego roku ilość unikalnych odsłon w miesiącu wahała się nieco ponad 10.000, to od pół roku nie schodzi poniżej 35.000 miesięcznie. Rekordowy był czerwiec '14: 45.754, ale w październiku został tydzień i jest tylko kilkanaście odsłon mniej. Odsłon dodają linki do recenzji na fanpejdżach rapperów - zwłaszcza tych zadowolonych :) Ale naturalnie te mało przychylne recenzje też znajdowały się na fb, dzięki czemu fani np. Kaczmiego grozili mi srogim wpierdolem. Do tego stroną zainteresował się poczytny dziennikarz Flint, który umieszcza co lepsze kąski z moich wypocin w swoim Rap Watch'u na cmg.pl - ciekaw jestem tylko tego, czy uważa mnie on za totalnego grafomana, czy może jednak domyśla się, że te zdania, które zazwyczaj cytuje, są wycezylowane i dopieszczone, aby sprawiały uciechę czytającemu. Uwielbiam zabawę słowami :)
          Ciekaw jestem, ile czasu uda mi się to jeszcze ciągnąć - czasem nie mam kiedy pisać (bo słuchać mam zawsze, jak nie w samochodzie albo w pracy, albo w podróży), czasem nie chce mi się, czasem łapię się za głowę, że znów wydałem na płyty kilka tysięcy w miesiącu... Bo przecież kupuję nie tylko krajowe produkty. W sumie, mógłby mi ktoś za to płacić :D
           No dobra, to czego mi życzycie na trzecie urodzinki? Macie jakieś żale? Chcecie mnie zjebać? Obsypać kwieciem? (teraz to chyba liśćmi...). Czujcie się swobodni w komentarzach, przecież się nie obrażę - co najwyżej zwinę interes :)  

środa, 22 października 2014

JUNES & JEZOZWIERZ & KIDD & DJ ACE - TRUESZCZURS

Vibe2Ness 2014

1. Czynnik ludzki
2. Po drugiej stronie
3. Nierówności
4. Wszystko na temat
5. Naprawdę?
6. Hood Shit (Rap Addix remix)
7. Huragan Jeżosław
8. Nasze Osiedle Swoboda
9. Kaszpirowski   feat. WITEK
10. Destruction Derby
11. 9 maja
12. Gniazdo
13. Trueszczur
14. Nie zatrzymasz nas
15. Nagle
16. Podstawowe Instrukcje
17. Nocna zmiana   feat. KOT KULER

    Junes, Kidd, Jeżozwierz - taki skład elektryzuje polską scenę od jakiegoś czasu. W sumie nie istotne, czy to Trueszczurs, czy Rap Addix, czy inny wynalazek - ważne, że materiał ma klepać po mózgownicy. To tylko mikstejp z bodaj jednym oryginalnie nowym trakiem, ale to nie przeszkadzało w niczym. Słuchacze znów się zachwycili.
    Nie ma tu SoulPete, są zawinięte bity - poza 'Trueszczurs' od Wezyra. Prostym przeniesieniem trueschool jest truesczur, dlatego wiadomo, co znajdziemy na tym mikstejpie. Rapperzy powracają do ukochanych lat '90, aby wygrzebać z krejtsów złotoerowe podkłady, które brzmią niezwykle świeżo nawet dwadzieścia lat później. Podkłady pozbierane są z płyt takich grup, jak Outkast, Company Flow, O.G.C., Talib Kweli, Heltah Skeltah, czy Hyenas In The Desert - by wymienić tylko parę grup. Wezyr, który dał ten jedyny nowy kawałek również rozwalił swoim podkładem, który rzeźbi rowki w nieeksplorowanych częściach mózgownicy. I jeszcze skrecze Ace'a... To podróż muzyczna w stronę klasyki, która wyciska mi łzę wzruszenia, bez kitu.    
    Nieważna muzyka, choć dla mnie, który zęby zjadł na płytach, z których je wzięto i katowałem je te dwadzieścia lat temu na kasetach, ta muzyka to podróż sentymentalna. Może i dlatego równiez lepiej słucha mi się rapperów? Ale może i nie, bo ich wejścia na mikrofony są zaiste mocne jak jebnięcie z bazuki. Ciężko wyróżnić tu któregoś z emce... Kidd jest tu dobry jak nigdzie indziej, można by zacytować jego samego: 'Wojtek so-cool nie So-kół'. Wow. Trochę mogą irytować liczne wrzutki anglojęzyczne, bo nie zawsze człowiek dojdzie, o co biega, ale ogólnie muszę stwierdzić, że Kidd mnie wreszcie do siebie przekonał zupełnie. Jeżozwierz jest tu klasą samą dla siebie i to być może właśnie jemu przyznałbym palmę (weź ten follow #Grube Ryby, Boże, muszę zacząć pisać teksty raposkie!!) pierwszeństwa, bo i jego flow i teksty są najrówniejsze, że tak zacytuję: 'wpadnę tu na slipmaty żeby wam połamać karki', 'jestem Hegemonem pośród kiepskich jak Ferdek'. Kurde. Najmniej wchodzi mi tutaj Junes, który tym swoim nieuczesanym stylem nieco mnie odpychał. Ale nie znaczy to, że jest słaby, bo tu nie ma słabych osób. Cała trójka na tych majkach rozpieprza system, wali bragga panczami, linczuje Polaków-Cebulaków, łazi po swojej Ochocie \ Sokołowie Podlaskim, czy innych częściach Warszawy (o ile Sokołów jest częścią stolicy naturalnie).
    Nie przepadam za mikstejpami na kradzionych bitach, ale... tu muszę zatrzymać marudzenie, bo raz, że podkłady są dobrane genialnie, dwa, uwielbiam akurat większość z nich, trzy, rapperzy są absolutnie bezbłędni. Jeden z najlepszych nielegali w tym roku. Killer.

OCENA: 5+\6


wtorek, 21 października 2014

KŁYŻU & METODY - PRODUKT 74


nielegal 2014

1. Wch 74
2. Deadline
3. Tak trzymaj
4. Potrzebuję tego
5. Jeden dzień, jedna noc
6. Witam Cię, Polsko
7. Szukasz tego co my
8. Brudny styl
9. Jeden moment
10. Daj mi to
11. Kolce i róże
12. Wchodzimy do gry
13. Bożycie jest jak sen    
14. Sztuka latania             

    Większośc z Was pewnie nie słyszała o BK Fonem, ani o rapperze Kłyżu, ani o producencie Metodym. Ja pewnie też bym nie słyszał, gdybym od jakiegoś czasu nie śledził uważniej wałbrzyskiej sceny rap. BK Fonem wydaje od jakiegoś czasu albumy w różnych zestawach osobowych, a współpraca Kłyża z Metodym jest właśnie jedną z takich wewnętrznych kolaboracji. Album wyszedł pod egidą MaxFlo LAB.
    Metody pojawił się w BK Fonem jakiś czas temu i w zasadzie przejął obowiązki producenta dyżurnego. Na solówce Kłyża (no, pardą, to duet wszak) wykonał prawie każdy podkład - poza dwoma ostatnimi. Jakie bity czyni Metody? Brudne południe, to określenie, którego używa sam Kłyżu i ciężko nie przyjąć tej analogii. Skoro Wałbrzych jest na południu, to chłopaki robią dość typowe, brudne, południowe brzmienie. To syntetyczne podkłady, na często połamanych perkusjach, jakże w stylu podziemnego Memphis, czy okolicznych miasteczek Atlanty. Co jakiś czas, rzadko, trafia się jakiś sampel, co na tych pudełkowych perkusjach brzmi nieco nie na miejscu, ale przecież wystarczy zerknąć na kawałki Three 6 Mafia sprzed 10 lat, żeby zobaczyć, o co tu chodzi. Metody wrzuca tu nieco orientalnych przypraw, nieco cięższych klimatów - jest naprawdę przyjemnie i takie nowoczesne granie to ja mogę przyjąć bez bólu dupy. Przedostatni bit wyszedł spod ręki Mara - to bardzo fajny, na wpół orientalny, na wpół elektroniczny podkład, który znakomicie ożywia padające na pysk tempo albumu. Na koniec zostawiono nam 'Sztukę latania' Zeteny i Adama L  
    Kłyżu doskonale czuje się na tych połamanych perkusjach, potrafi świetnie płynąć bez niemal żadnych potknięć: 'trzymamy poziom swój wysoko nad poprzeczką i lepiej uwierz, że przychodzi nam to lekko'. Dobra, to nie sa teksty, które będziesz pamiętał i z niedowierzaniem powtarzał, kiwając głową. Ale wersy Kłyża są równie porządne, jak muzyka i potrafi on ułożyć słowa w taki sposób, że pasują one idealnie do podkładów - co nie każdy rapper potrafi. A teksty? Opowiadają o wszystkim, co Kłyża otacza, od muzyki, przez bragga, przez tematy życiowe, relacje damsko-męskie, aż po socjologiczno-społeczne obserwacje na temat naszego kraju. Jednak najciekawsze kawałki są na samym końcu - może po to by zostawić po sobie jak najlepsze wrażenie? Kłyżu nie zaprosił tu nikogo, poza wokalistką, która i tak odgrywa tu dość marginalną rolę, stwarzając głównie klimat.
    Wyznam, że pod koniec już byłem lekko zmęczony, a materiał trwa jedynie 44 minuty. Dobrze, że na koniec zostawiono dwa kawałki od innych producentów, bo Metodemu jakby zabrakło w końcówce pary, żeby pociągnąć tempo. Ogólnie album to bardzo porządny kawał nowoczesnego podziemia, z naprawdę dobrym rapperem i nieco gorszym producentem. Warto sprawdzić, a nuż się komuś spodoba. Mnie weszło.

OCENA: 4-\6   


poniedziałek, 20 października 2014

DONDI - HOMETOWN FELLAS #1

HTF 2014

1. Intro
2. Jeśli Tylko
3. Bring Back 2   feat. ZAWIK PTP
4. Braci Się Nie Traci   feat. GROSIK, ZELO PTP, BUCZER PTP
5. Nie Patrzę Wstecz 
6. Ostatnia Nadzieja
7. Wiara    feat. GROSIK 
8. Żaden Z Was 
9. Przeklinam    feat. ZAWIK PTP 
10. HTF4LIFE
11. Outro
12. Młoda Krew (Melobeats RMX)  feat. BONSON, FLINT

    Jakoś ominął mnie ten mikstejp Dondiego - w sumie czekałem na 'Braci Się Nie Traci', ale rodzi się w bólach, zatem powróciłem w czasie do 'Hometown Fellas', żeby sprawdzić ten toruński crunk, czy jak oni tam to nazywają.
    Zgodnie z przewidywaniami, muzyka na tej taśmie, czy to pobrana z różnych źródeł, czy to wyprodukowana przez Pingu bądź Melobeats, jest bardzo nowoczesna, crunkowo-trapowa. To syntetyczne, czasem wręcz minimalistyczne podkłady, które często opierają się jedynie na poszczególnych dźwiękach z syntezatora, zapętlonych na pojedynczych stukach maszyny perkusyjnej. Crunkowe są tu bity głównie od Melobeats, bo one zasypują nas milionami hajhetów, reszta jest bardziej powolna i trapowa - bardziej uboga. Fascynację sceną Memphis słychać tu szczególnie u Melobeats, który nawet sample wokalne wycina z kawałków Three 6 Mafia. Mamy tu zatem pół godziny czegoś dla fanów muzyki spod znaku DJ Paul & Juicy J, tyle, że po polsku.    
    Najbardziej wkurwiające flow w grze? Czy ja wiem? Dondi wcale mnie nie wkurwia, choć może chodzi o to, że jego wersy, wypuszczane nieco z przydechem nie muszą się wszystkim podobać. Ale nie ma tu za bardzo na co narzekać, Dondi ogarnia te często połamane podkłady i przez tyle lat nauczył się lecieć płynnie po tych bitach rodem z Memphis. Teksty również należą do tych z gatunku 'OK', czyli są, co więcej, są dośc porządne, ale nie zwracają za bardzo na siebie uwagi. Takie życiowe przemyślenia, jakich w zasadzie pełno na każdej płycie. Zaproszeni goście raczej robią tu tło, bo reprezentanci PTP nie pokazują tu nic szczególnego - poza Buczerem, który wychodzi na to, że jest o klasę lepszy od kolegów. Z innej nieco bajki wchodzą z młodą krwią Bonson i Flint, którzy prezentują poziom w zasadzie nieosiągalny dla całej reszty tu obecnych - i nie wiem, który napisał lepszą zwrotkę... Chyba Bonson.
    Co ta płyta miała na celu? Przygotować nas na pełnoprawny album? Jako zajawka zachęci fanów, pozostałych nie przekona. A może miała być wielkim hitem? Wątpię, bo nie jest zdecydowanie. Kolejna płyta z toruńskiego nurtu, która nic nie wnosi, ale jest na tyle porządna na swoim poletku, że niech sobie będzie.

OCENA: 3\6


niedziela, 19 października 2014

WU - PROJEKT MARAS


Stopro 2014

1. Ciul Dup Jeb
2. Corny Luft
3. To ino Jo    feat. DZIDU
4. W chuju to mom    feat. DZIDU, MIKU
5. Halo Ziemia
6. Co Ci byda godoł   feat. HK RUFIJOK
7. Telefon
8. Projekt Maras   feat. MIKU, BENT, DZISU, BŁASZCZU, LPGK, ŻETON, MARA, SWATU, KALINA, DOHTOR MIÓD
9. Szychta
10. Moc
11. Chyba to lubia
12. ChropSylwester
13. Podupiony Koncek     feat. WINI
    
    To chyba pierwsza tego typu produkcja, że rapper leci cały czas w swoim regionalnym języku. Owszem, u Rufijoka jest sporo ślunszczyzny, ale przecież rapper sporo daje również po polsku, aby być bardziej zrozumiałym. Mnie brakuje szczerze mówiąc takiego kolorytu na polskiej scenie, bo nie ma płyt stricte śląskich, kaszubskich, czy choćby góralskich. Jeśli już pojawiają się jakieś 'regionalizny' na płytach, to są wyrazem raczej półanalfabetyzmu, niż tożsamości etnicznej.
    Płyta po równo podzielili się Juicy i Chmurok, z drobnymi tylko wyjątkami. Zgodnie z przewidywaniem, podkłady są nowoczesne i syntetyczne, ale nie brakuje tu akcentów etnicznych, przygrywających harmoszek i skocznych melodyjek - nawet orientalnych. Jednak nie dajcie się zwieść, to taki klimat cyfrowej kopalni węgla: jakby wetknąć ajfona w hałdę koksu. Ale te bity bujają, kręcą się jak koło zamachowe na szczycie szybu i klimat jest naprawdę doskonały i idealnie pasuje do tego ślunskiego gadania. Dwa ostatnie numery należą do Morfina Menthor i Matheo - ten ostatni wstrzelił się zresztą idealnie z samplami z akordeonu i fletów.
    Bo Wu nie miał zamiaru robić tego, co wszyscy. Śląsk rapem stoi od dawna, wychodzi tu mnóstwo rzeczy, ale każda jest poprawna i po polsku. A gdzie tradycja, się pytam? Gdzie śląski klimat? Nie ważne, że 'co drugi naszej godki nie zna', przecież to nie jest aż tak odległy język - a może to dlatego, że znam sporo Ślązaków i osłuchany jestem? Nie wiem, nie przeszkadza mi ślunsko gadka na bicie, wręcz przeciwnie, Wu ma niezgorszą technikę i przyjemnie słucha się tych brudnych wersów: rapper daje nam nieco bragga, trochę opowieści z familoków, imprez po szychcie i tym podobnych akcentów. Wraz z Wu mamy całą brygadę śląskich rapperów, którzy nie są wcale gorsi i dają wersy z równą parą. Jedyny Wini się wymyka ze śląskich ramek - ale przecież po Szczecinianinie nikt nie spodziewał się wersów w języku, bądź, co bądź obcym.
    Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób bariera językowa może być istotna, ale przecież śląski nie jest aż tak odmiennym językiem, żeby tego nie ogarnąć. Wciungej ten corny luft z bonga, co ja ci byda godoł... Mnie to się bardzo podoba i tyle.

OCENA: 5\6 


sobota, 18 października 2014

DJ YONAS - NOWY JA VOL. 1


nielegal 2014

1. W oku błysk   feat. SZEJK BIFORJUZ, BĘSIU, SZTOSS
2. Zimny świat   feat. BĘSIU, T-RAN GILBERT
3. Młodzi   feat. EMI, YURO
4. Jeśli dzisiaj 
5. Dobre Życie   feat. PICASSO
6. Nadzieja w beznadziei 
7. Nie chcę   feat. ALLEN, POISON
8. Droga 
9. Lustro   feat. ARCI
10. Spójrz w górę
11. Już za późno   feat. M.A.R.O. EN
12. Zwykli ludzie   feat. SNESZ
13. Dwie twarze   feat. MAGDA.LENA FRĄCZEK, ARKADIO
14. Posłuchaj   feat. YOUNG MARQUIS T 
15. Śmierć Śmierci w Śmierci   feat. PICASSO
16. Zbawie.Nie   feat. ZETAIGREKA

    DJ Yonas to postać mocno nietuzinkowa i oryginalna. Mieszkający w Londynie polski rapper i producent, znany w kręgach rapu chrześcijańskiego zarówno w Anglii, jak i w USA - tylko nie w Polsce. Z Bęsiem, jako Rymcerze wydali trzy albumy oraz jeden dla amerykańskiej sceny - składaka gospel-christian rap. Trochę szok, co? A ty nigdy o nim nie słyszałeś...
    Yonas celuje w muzyce bardzo nowoczesnej: to przede wszystkim trapy i crunk. Syntetyczne wajby, płynące po miliardach hajhetów, wygrywają kolejne njuskulowe melodie. Przyznam jednak, że choć podchodzę do takich rzeczy jak pies do jeża, ogólnie nie jest to takie złe. Yonas składa dźwięki w całość w taki sposób, że są to bity mniej może klubowe (co w zasadzie nie pasowałoby do kontekstu tekstów), za to wystarczająco ciekawe i dobrze nakręcone. Nie agresywne, ale i nie rozlazłe, zawodzące jak na pogrzebie. Yonas potrafił znaleźć złoty środek dla tego typu klimatu i wyrównał balans pomiędzy wściekłym trapem i rzężącym njuskulem. Jest przyjemnie - choć w kierunku końcówki płyty klimat zaczyna nieco nużyć.   
    Mam bardzo mieszane uczucia zaś jeśli chodzi o sferę liryczną. Yonas nie jest wcale zachwycającym rapperem, bo nie zawsze umie wejść dobrze w te trapy, które sam sobie robi. Jego wersy przepełnione są wiarą w Boga - sam jestem niewierzący, ale nie przeszkadza mi to zupełnie, dopóki te teksty nie stają się infantylne do bólu ('moja babcia już zmarła, życia szlaki na ziemi przetarła'). Yonas opowiada o swojej duchowej przemianie, którą wywołało jakieś traumatyczne przeżycie w młodości - i to jest ok, i ja to szanuję. Jednak osobiście wolałbym, żeby te teksty nie wchodziły tak często na ścieżkę patosu i banału. Gościnne występy są równie bliskie truizmom gospodarza - niewiele ciekawych wersów można tu znaleźć. Najlepsze wrażenie czynią wokaliści, których tu sporo. Rapperzy są mocno przeciętni - patrz, jak wykrzacza się Zetaigreka, czy jak kaleczy Yuro.
    Wprawdzie album wyprodukowany jest dość porządnie, przekaz jest żelazny, ale... wykonanie, zwłaszcza jak na kolesia, który rymuje od ponad dekady, jest na dość niskim poziomie. Z całym szacunkiem dla odwagi i świadomości rappera, to nie jest bardzo udany materiał. Do tego pamiętajmy, że rap chrześcijański jest lekko niszowy, zwłaszcza w tak katolickim kraju, jak Polska. Mocno przeciętna płyta.

OCENA: 3-\6


czwartek, 16 października 2014

HAUAS - WOLNA RĘKA

Labirynt 2014
   
1. Offline feat. DUCHU, DJ DANEK
2. Talia    feat. FUGOL, SZO, DJ SIMPLE
3. Przed i po  feat. KEYTO
4. Rap dla kumpli    feat. ŚMIECH
5. Wolna Ręka    feat. NIE ZATRZYMASZ FLOW
6. Wszechobecna Patologia    feat. J.I.M.B.
7. Ten Trip    feat. ANTONE, NANO, DJ KUART
8. Bez Spiny   feat. BAŁAGANY NA BANI
9. Underground    feat. SZACHU
10. Rękopis znaleziony w Głogowie   feat. TMK aka PIEKIELNY
11. Pyrrusowe Zwycięstwa    feat. WICHER x DIAMENT
12. Nie Patrz Na Innych    feat. KLIF, DJ QMAK
13. Ruchomy Cel   feat. ZGIEŁKU PUENTA, DJ PROX
14. Abstynent...     feat. KAROL KAR
15. ...na Domówce    feat. RYBI

    Pod skrzydłami Labirynt Records, wytwórni znanej z płyt Trzeciego Wymiaru, wyszedł ostatnio pewien nielegal, który przeszedł jednak bez większego echa wśród słuchaczy. Gorzowski producent Hauas został wciągnięty w korytarze Labiryntu i sam chyba nie jest pewien, czy dobrze na tym (z tego?) wyszedł - sądząc po jego wpisać na profilu fb.
    Autor zrobił cały album producencki. I fajnie, tym bardziej, że koleś ma wyczucie i robi całkiem niezłe podkłady. To takie klasycznie zorientowane bity, choć zrobione z nowoczesnymi akcentami, bo znajdziemy tu nieco elektronicznych wstawek i tym podobnych unowocześnień. Dość, że podkłady są bujające, energiczne i wchodzą w uszy bardzo przyjemnie. Do tego fajnie wypada praca DJów i muzycznie ten album jest naprawdę dobry.  
    Zaproszonych jest tu tylu gości, często nołnejmowych, że można się w którymś momencie zwyczajnie zgubić. Większość rapperów wychodzi ok, bez większego szału, jednak na plus muszę zapropsować Wichra i Diamenta, Szo i TMK - dali chyba najciekawsze wejścia. Z resztą bywa równie: Zgiełku Puenta ma niezłe wersy i byliby naprawdę dobrzy, gdyby ich flow nie skręcało na manowce zbyt często. Do tego Klif leci, jak zwykle, mocno Trzecim Wymiarem - na usprawiedliwienie ma fakt, że to bliski koleś 3W, mimo wszystko jednak... Reszta rapperów jest raczej kiepska i nie spełnia swojego zadania, nawet jeśli wersy są szczere i słychać zajawkę - brakuje zwyczajnie ogrania i umiejętności.
    Muzycznie 5 (tak, nie lubię trapów i miewam 'truskulowe bóle dupska', bo wychowałem się na Złotej Erze), wersowo 4+, technicznie 4... Załóżmy, że średnia wypada nam na 4, no, plus -  ale z perspektywami, bo Hauas to materiał rozwojowy i będę śledził z zainteresowaniem. Polecam sprawdzić materiał. 

OCENA: 4+\6     


wtorek, 14 października 2014

KISZŁO - MILCZENIE JEST ZŁOTEM


Ciemna Strefa 2014   

1. Lata Lecą
2. Mam Cel    feat. BARTEK BRT, LOKER RAPMAJSTER, MEJEK
3. Przyjdzie Czas    feat. BARTEK BRT, BONUS RPK, DAWIDZIOR, MARA
4. Tak Wiele    feat. KIZO
5. Wieczne Kombinacje
6. Bohaterowie Długich Nocy    feat. MIKU, ROGAL
7. Wczoraj Było Wczoraj
8. Życie Na Szali
9. Ślepy
10. Przekraczaj Granice
11. Cwele
12. Judasz    feat. ARTURO
13. Skit

    Boruta to dość znany na Śląsku uliczny skład, który prężnie działa nie tylko w rapie, ale i społecznie.Jeden z członków duetu (tercetu?), Kiszło, wydał niedawno swoją debiutancką solówkę. Przyznaję bez bicia, że te uliczne materiały zazwyczaj mnie męczą wtórnością, ale zawsze staram się dać im szansę. Tak jest i tym razem, Kiszło, jedziesz.
    Album zrobili wcale znani producenci, bo mamy tu Małacha, Wowo, NWS, a poza nimi jest jeszcze Karaś, Kieca, Esagie i El Bajto. Wprawdzie to dość typowa produkcja uliczna, ale przynajmniej mniej sztampowa od setek jej podobnych. Głównie tak się stało dzięki bitom Małacha, ale okazuje się, że NWS potrafi również zrobić bit, który wyjdzie poza wąskie ramki ulicznego rapu. Wygląda na to, że to po prostu kwestia wykonawców, jakie podkłady sobie wybierają i to, że wszystkie są takie same, to wcale nie musi oznaczać, że producent jest do dupy... Sfera muzyczna, jakkolwiek Ciemna, to daje się spokojnie słuchać. Propsy dla Kiszły, że nie poszedł w te upiorne smętne smyki i pogrzebowe pianinka. Oczywiście, trafiają się i takie rzeczy, ale nie dominują. 
    Kiszło ma lepsze flow, niż barwę głosu, choć nie bójmy się powiedzieć, że jest rapperem przeciętnym. Jednak pośród tej rapującej, ulicznej miernoty, można o nim powiedzieć, że stoi nieco wyżej poprzeczki. Potrafi dostosować się do klimatu kawałka, przy numerach ostrzejszych umie pojechać nieco w stylu DMX ('Wczoraj było wczoraj') zdrapanym głosem, czasem rymuje łagodniej. Inna sprawa to teksty, choć nie ma tu żadnej tragedii, to nie jest to poezja wysokich lotów. Kiszło mówi o wszystkim: życiu, imprezach, zdrajcach - wiecie, o tym wszystkim, co uliczni rapperzy lubią nawijać. No, jeszcze bardzo mocno zaakcentowana jest nienawiść i obrzydzenie w kierunku gejosfery i gender. Mocno pojechał, Darek Michalczewski by się obraził, jak za Ciechana... Z gości, poza lokalnymi nołnejmami, mamy porządnego Lokera i Dawidziora, którzy prezentują jakiś tam poziom, reszta różnie, ale również bez tragedii.
    Ok, powiedzmy że znalazłem jeden z takich ulicznych albumów, których da się słuchać. Jasne, parę razy ze zniecierpliwieniem reagowałem na niektóre wersy, ale ogólnie to jeden z ciekawszych albumów ulicznych (ile razy to sformułowanie już tu padło?) w tym roku. Na nielegalu. Znaczy się, ujdzie.

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 13 października 2014

MEZO - KRAJOBRAZ PO BITWIE


My Music 2014

1. Intro
2. Krajobraz Po Bitwie   feat. JOHN JAMES
3. Dziewczyna Z Tatuażem   feat. DORIS
4. Na Nowo    feat. HANIA STACH
5. Jedyna   feat. JOHN JAMES
6. Muzyka, Sport, Motywacja
7. Wchodzę Na Kort    feat. KASIA K8 ROŚCIŃSKA
8. Eyo   feat. JOHN JAMES
9. Giełda Uczuć   feat. EWA JACH
10. Święty Spokój
11. 10 Rejs   feat. VITO Ws
12. Pijemy-Żyjemy   feat. DONIU
13. Co Poszło Dobrze feat. MONIKA PALMOWSKA, PATRYCJA MICHALAK
14. Ogień I Woda   feat. KASIA K8 ROŚCIŃSKA
15. Młody Bóg   feat. RAFAŁ SEKULAK
16. Życie Jest Piękne (Remix)   feat. KASIA K8 ROŚCIŃSKA
17. Ostatnia Przystań feat. EWA JACH  

    Czy w tym kraju obchodzi jeszcze kogoś nowa płyta Mezo? Przemknęła na tyle szybko, że zauważyłem ja dopiero w empiku na... wyprzedaży. Pamiętam bodaj w 2001, kiedy Lajner wydawał swoje nielegale, jarano się umiejętnościami Meza, magazyn Playa bardzo go propsował, po czym z płyty na płytę narastały kontrowersje i zarzuty o komercję i grę hiphopolo. Czarę goryczy przelał chyba występ w Bitwie na Głosy. Dziś nowy album Meza na nikim nie robi wrażenia, w maju doczłapał się on miejsca 22 na OLiSie i... tyle.
    Mezo wydaje się nie zwracać jednak uwagi na krytykę polskiego rap podwórka i idzie konsekwentnie wyznaczoną ścieżką. Wiecie kogo zatrudnił na producentów? Oczywiście, że są tu Tabb, Doniu i Teka - wszak to nie dość, że kumple, to jeszcze reprezentanci tego pop-rapowego grania. Do tego znalazło się tu parę innych, zagadkowych nazwisk: Paweł Parker, Jacek Winkiel, Grzegorz Springer, Chris Toffson... Kojarzysz ich? No cóż... Chris Toffson to nikt inny jak TFK z Jeden 8L, Springer to producent z kręgów Ascetoholix, Jacek Winkiel to profesjonalny muzyk rozrywkowy, a nie mam bladego pojęcia kim jest Parker Paweł... Nie istotne w sumie. Znając skład bitmejkerów, bardzo szybko dojdziemy do wniosku, jaka muzyka jest na płycie. Tak, masz rację, bardzo radiowa, lekko popowa, skręcająca w stronę soulu, przypomina mi nieco takie unowocześnione New Jack Swing albo płyty LL Cool J'a od 'Phenomenon' wzwyż. I wcale nie jest to muzyka nieprzyjemna, bo słucha się tego naprawdę nieźle - pytanie tylko, czego się spodziewasz. Zdaję sobie sprawę, że kobiety chętniej sięgną po ten album, ale to taka rzecz na zwolnienie tempa, lekki temat na tło. Jest jazzowo, soulowo, popowo, czasem wręcz njuskulowo. Ale generalnie taki Will Smith po polsku.
    Płytę otwierają słowa 'chłopak po przejściach w poszukiwaniu szczęścia' - i to wyjątkowo celna pointa. Wydaje się, że Mezo przestał starać się zadowolić wszystkich, bo to nie ma sensu. Nie chce juz udowadniać, że z jednej strony jest bitewnym rapperem, z drugiej wrażliwym poetą. Zrobił płytę taką, jaką czuje. Jacek nie jest przecież słabym rapperem, daje sobie spokojnie radę na tych bujających, ciepłych podkładach, bo sam taki jest. Będzie ci tu nawijał o miłości, o sporcie, grze w tenisa i imprezach i prawdę mówiąc, jego teksty nie błyszczą jakoś specjalnie, bo zbyt często są aż nazbyt przewidywalne, ale... ujdą w tłoku. Pasują do melodii. Goście tylko potęgują wrażenie soulowości: poza dwoma wyjątkami, to wyłącznie wokaliści. Tylko stary dobry Vito pojawia się w 'X rejsie' w bitewnym bragga, a także Doniu prezentuje lekko pijane flow w imprezowym 'Pijemy-żyjemy'.
    Wspomniałem o Will Smith? O LL Cool J? No to mamy tu takie połączenie. Bardzo radiowy hip hop, delikatny, ale z wyczuciem. Posłuchałem. I wiesz co? Nadal niektórzy mogliby się od Meza uczyć. Płyta nie jest zła, choć nie oszukujmy się, nie jest to przebój, który ujmie fanów hip hopu czymkolwiek. Przyjemne granie na granicy soulu.

OCENA: 3+\6


sobota, 11 października 2014

ŃEMY - Ń

Prosto 2014

1. Evening Intro   feat. DJ O2LD
2. Żyć Wietrznie
3. Pain
4. Guzik   feat. BISKUP
5. Ń (Styl)
6. Tatuuję Bity
7. Sick Pro
8. Byłaś Tą
9. Na "P"
10. Duchy
11. Polish Dictionary
12. Słońce
13. S.i.e.r.p.c. (Bonus Track)
14. Kilka Bomb (Bonus Track)   

    Młodego Wilka Popkillera zgarnęło Prosto i wypuściło na legal. Ńemy ma również przeciez na koncie zwycięstwo w konkursie organizowanym przez RZA na remix, jednak jego wybór do Młodych Wilków przyjmowany był raczej ze wzruszeniem ramion, niż ze wzruszeniem. Pewnie dlatego, że Ńemego ciężko zaszufladkować.
    Bo to artysta kompletny. Wyprodukował praktycznie cały swój album - towarzyszą mu jedynie muzycy, grający na gitarach i różnorakich klawiszach. I muzyka to pierwsza z dziedzin, gdzie Ńemy wymyka się z szufladki. Bo z jednej strony muzyka, jaką tworzy jest stricte hip hopowa, ale przecież do takiej muzyki często mogliby nagrywać również wokaliści rockowi. Weź taki 'Pain', który poza rytmem nie ma zbyt wiele wspólnego z rapem - ale zaraz za nim wjeżdżają 'Guzik' i 'Ń', które są już krystalicznie czystym hip hopem. Jest tu niezwykle niespójnie, eklektycznie i wręcz wariacko - ma to swój urok, który jednak czasem może drażnić, jak na przykład 'Byłaś tą' i 'Żyć wietrznie'. Ogólnie jest tu więc wszystko: klasyczny hip hop, nowoczesne, niemal trapowe podkłady z mnóstwem elektroniki, a na deser rockowe pogrywania. I do tego sporo skreczy od DJ Qumaka i DJ O2ld.  
    Ńemy jest specyficznym rapperem, obdarzonym szczególnym, lekko nosowym wokalem, który przechodzi w groźny, chrapliwy szczek. I oto mamy właśnie drugą rzecz, którą nie da się upchnąć w komodzie. Na początku, wyznam, rapper mnie niebywale drażnił, jednak kiedy oswoiłem już wokal i manierę, zaczęło do mnie docierać to, co mówi. Nieco czasu zajęło mi rozkminienie wersów, ale te zbitki rymów naprawdę mogą zaskoczyć: 'Rymy daję niewąskie tu dla tych \ Kumatych, co lubią te polskie klimaty \ A jeśli kifcisz przy tym końskie bataty \ O jeny – tak jak te japońskie dukaty \ Pozwól, że zostawię Ci na zawsze coś już \ Chodź! Pokażę co mam w czaszce gościu \ Fantastyczny splot, cruch-test bodźców'. Nie można odmówić Ńememu poczucia humoru i fantazji i choć czasem te zwrotki bywają karkołomne, to w większości to naprawdę niezły materiał. Zupełnie nie wchodzą mi kawałki, w których autor postawił stopę zbyt dlatego od rapu - nie dlatego, że nie przyjmuję innych gatunków, ale dlatego, że raz, że nie pasują do całości, dwa, że są irytująco pop-rockowe w stylu, którego nie trawię. Na szczęście jest ich mało. Całości dopełniają dwa i pół kawałka, zarymowane nienagannym angielskim - świetny jest zwłaszcza 'Polish dictionary'. Niemal nie ma tu gości, wchodzi jedynie Biskup w bardzo porządnym stylu i... tyle. Ńemy ogarnął całość.
    To album ciężki do zdefiniowania, który albo może się podobać, albo nie - ciężko znaleźć pośrednią ocenę. Mnie się raczej podoba, bo Ńemy jest wszechstronny i uzdolniony. Czasem przegina w którąś stronę i idzie nieco dalej, niż by wypadało, ale za chwilę wraca z jeszcze większą bombą. Fajna płyta, ale na pewno nie będzie zrozumiana tak, jakby chciał Ńemy.

OCENA: 4\6 


piątek, 10 października 2014

KACZOR - MOST NA RZECE ODKUPIENIA

MVP 2014

1. M.N.R.O   
2. Czas Na Powrót   
3. Nawijam    
4. Z Prawdą Na Bakier   feat. ERO  
5. Gdy Słowa Nie Przychodzą   feat. INA
6. Odkupienie    
7. 3210  
8. A Na Imię Mam…    feat. KAJMAN     
9. Wszechstylowy Blitzkrieg    feat. TRZECI WYMIAR  
10. Wiem Kim Jestem    feat. INA  
11. Historia Jakich Wiele   
12. Dość    
13. MIiędzy Jawą A Snem 
14. Mordercze Wersy    feat. SŁOŃ, SHELLERINI, RY23, KONI, RAFI    
15. Mniej Niż Zero    feat. PAUL WALL   
16. Drzwi    

    Kolejne solo tej mniej popularnej części Killaz Group nadeszło cichaczem. Z tytułem godnym killazowego patosu. Kaczor powraca po kilku latach z nowym materiałem, który już od dawna sporo różni się od wspólnych z Guralem dokonań z KG. Co nam dziś pokazuje Kaczor?
    Otóż Kaczor daje nam hardkor, przynajmniej się stara. Zatrudnienie plejady bitmejkerów, takich jak The Returners, RX, White House, Młody GRO, uRbna, DJ Creon i Steel Bangin, to było dobre posunięcie. Każdy z producentów dał sobie radę, aby spełnić założenie albumu: zrobić rap bez zbędnego pierdolenia, bez rozmieniania się na drobne, bez progresywnego grania dla klubów. I choć są tu kawałki mocne i takie wolniejsze, każdy z nich jest odpowiednio osadzony w klimacie. RX potrafił raz przywalić 'Czasem na powrót', by natychmiast uspokoić tętno w 'Nawijam'. White House stoją jak zwykle wysoko, choć niektóre z bitów mogą się wydawać nieco zbyt pretensjonalnymi ('Z prawdą na bakier', choć niezłe, mocno trąca 'ulicą'). Młody GRO zaś zrobił nieco wolniejsze i sentymentalne piosenki... Zresztą, co ciekawe, bardzo dużo tu skrzypiec i w ogóle bardzo tradycyjnych dla ulicy instrumentów - ale muza nie brzmi banalnie. To czysty hip hop - zagrany współcześnie, ale z szacunkiem dla klasyki. Całości dopełniają skrecze DJ Kostka, DJ Soina, DJ Taek i Chwiała. Fajna, kiwająca głową muzyka. 
    Kaczor nigdy nie miał ambicji tworzyć podwójnych, podziesiętnych, czy pochujwieilokrotnych rymów. On miał nieco inny target: owszem, grunwaldzka saga nadal trwa, ale to przede wszystkim życie dyktuje tematy i słowa. Tak, zgadza się, Kaczor popełnia sporo błędów na majku i nie jest rapperem nawet dobrym. Zbyt często gubi rytm, ostatnia zwrotka w 'Gdy słowa nie przychodzą' kończy się jak nożem uciął: zupełnie niespodzianie i bez usprawiedliwienia. Na szczęście nie samą techniką człowiek żyje, a rap to nie jazda figurowa na lodzie (choć nie jeden wyjebał się tu na pysk...) - to co mówi emce często nadrabia niedostatki flow. Zresztą Kaczka próbuje kombinować, popłynąć inaczej i liczy mu się to wszystko na plus. I choć sposobem rymowania 'powraca do źródeł', czyli do czasów Killaz Group, to jednak słychać, że jest to znacznie bardziej dojrzały rapper. 'Saper myli się raz, rapper ma więcej szczęścia' - nic dodać, nic ująć. Pytanie tylko, ile błędów wybaczy publiczność? Jednak trzeba zauważyć, że Kaczor świetnie czuje się doskonale w trakach bragga: 'A na imię mam....' czy 'Wszechstylowy blitzkrieg' to bodaj najlepsze numery z dużą petardą. Goście... to w sumie osobny rozdział. Sami goście robią tu bardzo dużo, bo już swoją zwrotką jako pierwszy robi porządek Ero - jego flow doskonale tu się wpasowuje i płynie. Kajman niestety jest zupełnie zbędny, za to Trzeci Wymiar swoją stylistyką ustawia poprzeczkę niezwykle wysoko. W poznańskim possetracku przodują Ramona i Słoń - na przeciwnym biegunie siedzi Rafi. Największym zaskoczeniem zaś jest tu amerykańska gwiazda białego blingu: platynowozęby Paul Wall - choć nie wypadł lepiej od niektórych z naszych 'gwiazd'.
    Może to dziwne, ale to niezła płyta. Taka, jakich potrzeba nam na rynku: dobrych, porządnie zrobionych - takich do słuchania. Prawdopodobnie niewiele osób będzie się tu wszystkim jarać, ale są tu numery naprawdę niezłe i warte posłuchania. Mnie to siada, ja lubię.

OCENA: 4+\6


czwartek, 9 października 2014

PELSON - 186 DNI

District Area 2014

1. Wagary
2. Jak nigdy wcześniej
3. Raper powiedział
4. Ostatnio    feat. WŁODI, VIENIO
5. Czuję do dziś    feat. ELDO, DIOX
6. Lubię tam wracać
7. Porwane myśli
8. Outro

    Pelson wraca. Drobnymi kroczkami przedreptał od molestowego chuligana z ławki do inteligentnego, dojrzałego człowieka. Kolejna płyta Pelego, chłopaczyny z Północnej Pragi, to tylko epka, ale z zapowiedzi wydawała się konkretnym kąskiem rapu. Pelson pojechał tu nieco The Roots, bo kawałki mają, tak jak u nich, numery nie od 1-8, tylko kolejne, zaczynające się w miejscu skończenia poprzedniego albumu. 
    Do produkcji usiadł tym razem sam DJ Tort, już bez Rollin'a. Szczerze powiedziawszy, ten tort jest lekko mdły, ma za to dużo dekoracji. Bo z jednej strony podkłady są raczej klasyczne, z porządną perkusją i basem, z samplami, ale Tort kombinuje tu z różnymi ozdobnikami - czy to syntezatorami, czy gitarą elektryczną, czy czymś jeszcze innym. I niby podkłady są konkretne, ale takie jakieś rozmyte i byle jakie. Tak się powoli toczą, nie wywołując większego wrażenia. Dwadzieścia parę minut zjadliwego pitu pitu.
    Najgorsze, że Pele też jest taki, jak muza. Niby wszystko dobrze, niby całkiem pokładane są te wersy, ale są one znowu jakby uproszczone i rozmyte po tych bitach. Za każdym przesłuchaniem łapałem się na tym, że gdzieś pod koniec albumu wszystko stawało się jednym plepleple... zzzzzzzzz. Naprawdę, jedyne co zapamiętałem, to rymy, które dało się usłyszeć już gdzieś w okolicach pierwszej Molesty: 'Miejsce inne, pora dnia typu zachód \ Z kumplami po fachu palimy jointy na dachu \ Czekając wciąż na czasy sztachów w bez strachu \ Łyk Finlandii za spory, które poszły do piachu' i tak w kółko. No dobra, jest kilka wejść konkretnych: 'Wracam do siebie, to był dobry dzień, #kostka lodu' - jednak mimo, iż te teksty naprawde nie są złe, to są zwyczajnie nijakie. Choć Pelson ma swój styl, nieco archaiczny, ale rozpoznawalny, to jednak jest tu na tyle beznamiętny, że nie zrobił na mnie żadnego wrażenia - tak samo jak goście.
    Szkoda potencjału, bo to mogła być niezła pozycja, a wyszło nijako. Niby niezłe, niby siada, ale w zasadze rozłazi się po kościach i niewiele zostaje po lekturze. Trochę nuda.

OCENA: 3+\6


środa, 8 października 2014

TZWM - ARCHIWUM

Pro-Rec 2014

CD1 (2007-2011, 2014)
1. Robimy to stale 2014    feat. KAFAR
2. Jest takie miejsce 2012 
3. Liryka buntownika 2011
4. 3 mikrofony 2010 
5. Brutalna rzeczywistość 2010    feat. KAFAR
6. Adrenalina 2010   feat. PATO POOH, STOR
7. Kiedy to było 2010
8. Przypadłości 2008   feat. PROFUS
9. Szczęśliwy traf 2008    feat. WIGOR
10. Nic za darmo 2007 
11. Od weekendu do weekendu 2007   feat. WIGOR
12. Mamy to we krwi 2007 
13. Osiedlowa kooperacja 2007 
14. Znaleźć miejsce 2007
15. Liryka Buntownika remix
16. Przypadłości remix    feat. PROFUS

CD2 (2003-2007)1. Zwycięstwo 2007 
2. Odczuwam potrzebę 2006
3. Świat za parę lat 2006
4. Nie przestaniemy grać 2006 
5. To nie bez znaczenia 2006 
6. Od początku do końca 2005    feat. KAFAR, WIGOR  
7. Rzuć okiem na rap 2005    feat. KAFAR
8. Pozytyw 2005 
9. Co się dzieje wokół 2005   feat. WIGOR, MIODU
10. Bez znieczulenia 2004  

    Ciężko policzyć lata, ile Siuwax, Arturo i Jano siedzą już na scenie. 12 lat po 'Powoli Do Przodu', które, o ile pamiętam, okazało się całkiem porządną płytą, jak na rok wydania, teraz reprezentanci Ursynowa wydają reminiscencyjny album z nagraniami z lat 2003-2014. Od razu dwupłytowy, czego osobiście nie znoszę...  
    Pierwsza płyta zawiera nagrania do roku 2007. Dominują tu nieco lżejsze podkłady, raczej klasyczne, wyprodukowane przez Witsa, Domino, Fspólnego, Kapsla, Wigora, DNA, Klimsona i Zbyńka. Druga płyta... Nie, nie da rady w ten sposób. Chciałem opisać oddzielnie obie płyty, ale one się w ogóle nie różnią... Nadal mamy tu na bitach DNA (tyle, że duzo więcej), Witsa i Wigora, doszli tylko Jarus, WDK, Młody GRO i Ybeat. Może te starsze nagrania miały nieco bardziej klasyczny i bumbapowy wymiar, ale też bez przesady i nie jest to aż tak bardzo zauważalne. Muzycznie może jedynie DNA zaliczył jakiś progres, choć on i tak był i jest świetnym bitmejkerem - ma tu zresztą najlepsze bity (Adrenalina, Kiedy to było, Mamy to we krwi). Klimat jest typowy dla ulicznego rapu, z rzadka przetykany czymś ciekawszym. To co naprawdę różni nową płytę od starej to skrecze DJ Gondka. Reszta jest, dość wtórna i nijaka.
    Jano ma sporo lepszy flow i głos niż Siuwax i nieżyjący już od jakiegoś czasu Iwan i w sumie to on gra tu pierwsze skrzypce, zaraz obok Kafara, który występuje tu dość często. Ale tak czy siak nie ma szału, bo w każdym kawałku da się usłyszeć niczym nieusprawiedliwione przyspieszenia, aby dogonić bit albo przeciągania samogłosek, aby nie skończyć za wcześnie. Do tego wersy są na tyle sztampowe, że nie wyniosłem z lektury albumu żadnego ciekawszego wersu. Żadnego. Ożywczy powiew wnosi dwóch szwedzkich rapperów: Pato Pooh o chilijskim pochodzeniu oraz Stor, którzy wypadli całkiem przyzwoicie, na zresztą fajnym podkładzie. Ale tak naprawdę przez całe półtorej godziny to nie ma za bardzo na czym zawiesić ucha i zastanawiam się, jaki jest sens wskrzeszania takich projektów, wygrzebywania z czeluści szuflady numerów, aby zapełnić album. Dwupłytowy jego mać.
    Po co? Jano ma swoją jazdę z Polską Wersją, Iwan nie żyje, Siuwax... solo nie ma racji bytu, choć oczywiście może pomyśleć o samodzielnym debiucie, tylko po co? Zasadniczo, 'Archiwum' nadaje się dokładnie tam, skąd przyszedł - czyli do archiwum. Owszem, wpadło tu parę lepszych traków niż tylko przeciętne, ale to mało. Wynudziłem się.

OCENA: 3\6


wtorek, 7 października 2014

MIUOSH - PAN Z KATOWIC

Fandango 2014

I. Jerycho   
II. Absynt     
III. Bawełna  
IV. Pan z Katowic    
V. Krawędź   feat. MAM NA IMIE ALEKSANDER  
VI. Za Tobą   feat. KATARZYNA GRONIEC   
VII. Bon Jovi     
VIII. KATO    
IX. Drive Tru         
X. Rio           
XI. Corona       
XII. Zemsta    feat. EMES      
XIII. Kaznodzieja

     Płyty Miuosha już nie wywołują takiego napięcia jak kiedyś. Owszem, kiedy wejdziesz do Empiku, leżą one najczęściej wśród najlepiej sprzedawanych, ale to już na pewno nie jest ten sam Miuosh co kiedyś. Owszem, nie zmienia się tylko krowa na miedzy, ale zależy również, czy odpowiada nam kierunek, w którym artysta ewoluuje.
    No i tu ja osobiście mam gwóźdź programu. Tylko zobaczyłem listę producentów, byłem pewien, że to nie jest album dla mnie. Miuosh niestety idzie w kierunku tego nowoczesnego, rozlazłego hip hopu spod znaku Drejka i Łejznizi. Te pozbawione normalnej perkusji podkłady wloką się przez ścieżki, zawodząc pseudo ambitnymi zawijasami syntezatorów, kurwa, tylko sie pociąć tłuczkiem do mięsa. Ja nie wiem, gdzie w tym rap, kiedy w połowie podkładu albo nie ma perkusji, albo napierdalają tylko hajhety milion na minutę, a zamiast prowadzącego motywu producent leci na dwóch-trzech klawiszach, ciskając w dowolne w różnych odstępach. W tego typu zawodzeniach celują Foux, Lenzy, Fleczer, który w sumie odpowiada za całość brzmienia albumu, oraz coraz bardziej nowoczesny Sherlock. Płyta nabiera siły tylko momentami: w kawałku 'Bawełna' Dubasa mamy starego, dobrego Miuosha, 'Za tobą' Eljota, choć również nowoczesne, zrobione jest przynajmniej z jajem i wokalny refren zamiata. No i w miarę normalny bit od Stony w 'KATO'. Jednak to, co zrobił Foux z Bon Jovi i Lenzy z Philem Collinsem to morderstwo. I tylko trochę pomaga praca DJ Kebs, DJ Ike, DJ Ben i DJ Falcom na adapterach - te skrecze giną wśród elektroniki.
    Ciekaw jestem, jak brzmiałby Miuosh, gdyby rymował na podkładach bardziej przyjaznych, niż te elektroniczne stękania. Bo teksty są tu przemyślane jak nigdy wcześniej, sięgają głębiej, mają sporo goryczy - te njuskulowe podkłady chyba wymagają takich umartwiających się wersów. Nic dziwnego w sumie, ja mam ochotę wyskoczyć czasem na łeb z okna, słysząc te wypociny. A nie, zaraz, mam 30 centymetrów do trawnika... Nic to nie da... No ale nie o to chodzi. Miuosh, choć dostosował się klimatem do dołującej muzy, to jednak kiedy weźmiemy sobie te teksty, to jest w nich sporo racji, trochę bólu i brudu. Natomiast lirycznie tez nie jest tu równo i kiedy Miuosh próbuje bragga i daje rymy typu 'Mam jebany staż - dwanaście lat \ Ty jeszcze wtedy myliłeś chuja z głową', to ja przepraszam. Te całe jego pretensje po albumie z Onarem, że ludzie narzekali, że poziom opada to nie kwestia hejtrów, to pieprzona prawda. Pan z Katowic? Jak w tym starym ruskim dowcipie: Pankracy? Kakij on pan, piszy jemu Kracy...       
    To najgorsza płyta Miuosha. Prawdę mówiąc, w ogóle nie jestem w stanie tego słuchać, bo wkurwiają mnie te zawodzenia. Gdzie w tym jest rap? Rap to po angielsku 'stukać', więc do chuja, niech to stuka, a nie rzęzi! Na pewno będą tacy, którzy będą zachwyceni, ale dla mnie to źle odcedzone pomyje. 'Gram rap nie glam rap'?
- Miuosh!!! Miuosh!!!
- Co?
- Wyjdź.

OCENA: 2+\6 


poniedziałek, 6 października 2014

JARECKI & BRK - PUNKT WIDZENIA

MaxFlo 2014

1. Atak
2. Trabaho   feat. CHEEBA
3. To Ty   feat. UDOO
4. S.O.S
5. Obudź Się
6. Remiza Funk   feat. STRAŻAK SAM
7. Powstań
8. Ból W Cenie
9. Otwórz Szeroko Oczy  feat. UDOO
10. Rejs   feat. GRUBSON
11. Klasyk   feat. GRUBSON
12. Daj To Głośniej
13. Cheap Wine   feat. GRUBSON
14. Ring Ting Ton    feat. SKORUP
15. Koniec
16. Zaufaj Mi (U Rodziny Mixtape Bonus Track)

    Jarecki wraz z BRK uderzaja ponownie. Obaj to taki duet ludzi którzy nie mają większego fejmu, jednak robią swoje, bo to czują. Są chyba nieco niedocenieni, bo potrafią sporo, jednak nie grają żadnych trapów, nie wciskają setek hasztagów do wersów, i ani nie szukają ani beefu ani nie wciskają się na plakat na siłę. Są sobą, lekko z boku, ale idą do przodu. Dlatego lubię sprawdzać ich produkcje, bo są wysoce pozytywne.
    Oczywiście, jak można przypuszczać, to BRK odpowiada za to, co słyszymy na tym albumie. Stery oddał tylko na chwilę DJ Epromowi na 'Intro', DiNO'wi w 'Obudź się' i TrzyBitowi w 'Cheap wine', jednak sam potrafi być na tyle zróżnicowany, że może wystarczyć nawet do zrobienia składanki. Mamy tu spojrzenie na hip hop w różnych punktów widzenia i taki tygiel brzmieniowy, że czasem ciężko w to uwierzyć. Ja rozumiem, że gościnni producenci wkręcają własne jazdy: DiNO coś w stylu funkującego Dr. Dre, a TrzyBit ostry syntetyk - ale po to przecież oni tu są. Natomiast sam BRK potrafi przeskoczyć od klasycznego rapu ze Złotej Ery do wibrującego funku rodem z płyt George'a Clintona, aż po elektroniczne wkręty w klubowym stylu. Zero nudy, zero zamulania. Te funkowe refreny wyjęte są żywcem z klasyki funku. Te toasty wyjęte są żywcem z jamajskich riddimów. Te hip hopowe traki są fajnie klasyczne, te skrecze BRK i Grubsona tną przy ziemi.   
    I Jarecki i BRK mają na tyle konkretne style rymowania, że nie dość, że są charakterystyczni, to przecież pojawiają się gościnnie na bardzo dużej ilości płyt - skoro ich zapraszają często i gęsto, znaczy słabi nie są. No nie są. Ze swoim głosem potrafią robić różne rzeczy, toastują i śpiewają, słucha sie tego doskonale, bo nie ma nudy i wykonane jest wszystko naprawdę porządnie. Do tego obaj mają sporo poczucia humoru, co wyraźnie słychać w tekstach - doskonale się bawią nagrywając te rzeczy, co sprawia, że materiał jest lekki, w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie ma tu nic wymuszonego, nie ma udawania: BRK i Jarecki czują się na tych podkładach jak ryba w wodzie i to rzuca się w uszy. Teksty nie są skomplikowane, ale nie są również prostackie - zwyczajnie fajnie płytą po bitach, co jakiś czas wywołując uśmiech na ustach.
    Zdaję sobie sprawę, że i tak album przemknie bez echa i pozostanie niedoceniony. Szkoda, bo to świetny materiał. Eklektyczny w granicach hip hopu, pełen zajawki i uśmiechu, pełen luzu i spontanu, pełen naprawdę fajnej muzy i dowcipu. Możecie tego nie rozumieć, ale to świetny album i z czystym sercem polecam wszystkim tym, co lubią muzykę - tak po prostu. Wszystkim tym, co nie są spięci. Ja słucham tego jak głupi i nie mogę się nacieszyć wajbem. 

OCENA: 5+\6 


niedziela, 5 października 2014

PROCEENTE - ZUPYNALEFKISPLIFY

Aloha 2014

1. Intro
2. Oświecenie
3. Epikurejski Splendor
4. Kiedy Dobrzy Ludzie Robią Złe Rzeczy   feat. EMAZET, KUBA KNAP
5. Potop
6. Czarnobyl   feat. DANNY
7. Palnik   feat. MUFLON, ŁYSONŻI
8. Strzelba
9. Dom
10. Stara Ziemia
11. Dla Chłopaków I Dziewczyn   feat. QUIZ, GREEN
12. Nadzieja   feat. GRUBY MIELZKY, ZIOŁO ZIOŁO
13. Lodówka
14. Drapieżniki Szołbiznesu
15. Ostatniej Szansy Mecz
16. Odpowiedzialność   feat. O.S.T.R., HADES
17. AE   feat. LILU
18. Babcia

    No siema siema Procent, gdzie ta Twoja płyta? No jest. Szef Aloha cały czas siedzi w grze, w zasadzie można powiedzieć, że od niepamiętnych czasów. To rapper charakterystyczny i taki typ, którego nie da się nie lubić. Ten album powstawał tyle czasu, że w sumie juz zapomniałem, że był zapowiadany. Ale jest. Na fb artysty wpadało coraz więcej zajawek płyty i zapowiadało się nieźle. Już samo wydanie albumu jest inne niz wszystko, bo zawiera przepisy na... zupy i nalefki. A o splifach jest parę słów. 
    Materiał muzyczny, jaki trafił na tę płytę jest chyba największym tu plusem. Już Erio, który wchodzi z 'Oświeceniem', wprowadza nas w klimat zupno-nalefkowo-splifowy. Za nim podąża Stona z bardzo konkretnymi, acz klasycznymi wejściami. Co ciekawe, choć króluje tu właśnie klimat Złotej Ery, nie brak tu jednak wtrętów nowoczesnych: elektronicznych wstawek, autotunów i tym podobnych wariacji. Jednak wszystko jest zagrane bez ciśnienia, co wcale nie musi oznaczać nudy. Kawałki są wyluzowane, czasem przyspieszają, ale to nadal muzyka dobra na ciepły, słoneczny dzień aby posiedzieć przy niej nad jeziorkiem i czilautować. Z tym, że to nieco inny czilaut niż np. taki od 2Cztery7 - mniej tu wibrującego funku, ale taki swojski. Poza Stoną na produkcji udzielili się tu jeszcze Wojak, SB, Expe, Quiz i Patr00, ale wszyscy trzymają się tego luźnego stylu. To taki wehikuł czasu, który co chwila przenosi cię w lata '90, stojąc jednak cały czas w 2014. Do tego wszystkiego mamy obfitość djów: DJ Gondek, DJ Paulo, DJ Grubaz, DJ Anusz, DJ Panda i DJ Te - Procent daje nam czystą, hiphopową zajawkę. 
    Proceente to taki rapper, którego rozpoznasz wszędzie. Nie tylko z powodu wady wymowy (którą bezlitośnie wypomina Wujek Samo Zło we intrze), ale i z powodu barwy głosu oraz tych codziennych-niecodziennych wersów. Nikt jak on nie potrafi opowiadać o pstrykaniu fotek na Szczelińcu, warzeniu nalewek, zawartości lodówki czy wizycie na obiad u babci. I pomimo barwnych opisów zwykłego bądź co bądź życia, swojego upodobania do picia i jedzenia, potrafi zaskoczyć czasem poważną rozkminką o odpowiedzialności, umierających bliskich, czy zejściu na złą drogę. Większość traków opowiada jednak luźne i nieskomplikowane historyjki o rapie, Czerniakowie, konsumpcji dobrych rzeczy i innych tego typu 'nudach'. Cały czas przebija poczucie humoru i dystans, szczytem jest zbitka z pana Szpakowskiego w 'Ostatniej szansy meczu', gdzie kompilacja wpadek słownych komentatora sprytnie wpleciona jest w tekst. Do tego wszystkiego Michał tak dobrał sobie gości, że wszyscy czują doskonale klimat, ale nie świecą tu na tyle, by przyćmić szefa. Może tylko Ostry średnio mi tu pasował - nie dlatego, że dał słabe wersy, ale jego entourage nie bardzo schodzi się z tym procentowym.
    Nie wiem jak to się dzieje, ale może to dlatego, że Procent mówi tu o rzeczach, które sam przeżyłem, lubiłem, odnosi się również do rzeczywistości, której sam doświadczyłem, choć młodszy jest ode mnie o prawie dekadę. Jednak ten album trafia do mnie wyjątkowo i bardzo mi się podoba - jego atutem jest szczerość i pozorna zwyczajność, ale iluż rapperów będzie miało odwagę przyznać się w wersach do tych wszystkich rzeczy? I to do tego z wdziękiem? Zgadzam się z Procentem - to jego najlepsza płyta!

OCENA: 5-\6             


sobota, 4 października 2014

PROJEKT SEMPER INVICTA

Pro 2014

1. Semper Invicta2   feat. EMACE
2. Wyklęta wiara   feat. LUKASYNO
3. Teatr Twarzy   feat. PAPIS, PIĘTAS
4. Pozorne szczęście   feat. EMACE, EWELINA
5. Matrix   feat. RADAR WSP/PS, WHSP, GILAK WD, ARTURO
6. Rejs    feat. SKRENT
7. Prosta miłość   feat. EMACE
8. Świat nie zauważy   feat. EMACE, GRH
9. Na pierwszy rzut oka   feat. KOWAL PP/PS
10. Twierdza   feat. DYNIEK WD
11. Piętno przeszłości   feat. JACOL PP/PS, PROFUS, ŻMUDA
12. Wojna światów   feat. KARAT
13. Utopia   feat. EMACE, NADIA
14. Trzymaj się z dala   feat. MIEJSKI SORT, DAMIAN WSM, KRYPTONIM, TWM, RAPSZLAK, RYTM ULICY, DZIKI BMP, PIĘTAS, MIKRON, JACOL PP/PS, RAPOKALIPSA, SKRENT, GRH, WARSZAWSKI DESANT

    Rzadko dzieją się takie rzeczy, jak ta. Album został nagrany w całości charytatywnie, dochód ze sprzedaży idzie w całości dla potrzebujących. To naprawdę szczytna idea, pokazująca, że podziemie może nagrać wartościową w jakiś sposób płytę z samej miłości do muzyki i chęci pomocy. Czyli, że są dobrzy ludzie na tym łez padole. Z drugiej jednak strony praktycznie całą listę rapperów znam - i nie powiem, że jestem fanem. Dlatego do albumu podszedłem z mieszanymi uczuciami.
    Mayon jest nie tylko jednym z inicjatorów projektu, ale również producentem całości. Na potrzeby płyty wyprodukował on mocne i mroczne podkłady, które w zasadzie ciągnął się w jednym tonie przez całe 75 minut. Zespół instrumentów jest dość ograniczony: skrzypce, pianino i syntezator - inne rzeczy są w ilościach śladowych. Od dawna wiadomo, że największą dramaturgię da się osiągnąć dzięki rzewnym skrzypcom oraz ciężkim plimkaniom klawiszy. I niby daje nam to wyjątkowo spójny album, bo klimat jest identycznie ten sam przez cały czas. Jednak po jakimś czasie wszystko zlewa się w jedno i czasem kawałki rozróżniałem głównie po tym, że nagle w refrenie pojawiła się wokalistka albo płyty zaczął drapać DJ Danek lub Skrent. Wyjątków od tej reguły jest bardzo niewiele ('Matrix')
    Rap patriotyczny zaczyna być interesującym zjawiskiem socjologicznym i ostatnio nagrywa coraz więcej grup nie tylko patriotycznych właśnie, ale wręcz nacjonalistycznych. Akurat warszawka plejada przedstawicieli tego nurtu nie jest aż tak bardzo radykalna, ale jest tu mnóstwo polskiej dumy, historycznych nazw i nazwisk, a także społeczno-politycznych odnośników. Prym wiodą tu Marcinek 3Z, Sowo, Mayon, Miras i Wuem, a jednak przecież w każdym kawałku są jacyś goście. Najczęściej są to ludzie z zaprzyjaźnionych składów: Pewna Pozycja, Warszawski Desant i parę innych. Dla większości tu obecnych, choć nagrywają już sporo czasu, to debiut, znaleźli się jednak rapperzy, którzy mają na koncie co  najmniej jeden legal: Lukasyno, Radar, Miejski Sort, Damian, czy Kryptonim. Może większość emce jest raczej przeciętna i niewiele osób wyróżnia się tu na plus, ale ich słowa mają swoistą moc - naprawdę silne wrażenie zrobił na mnie kawałek 'Prosta miłość' - który faktycznie, w prostych, lecz dobitnych słowach mówi o zwyczajnej miłości. W ogóle większość wersów jest przemyślana, opiewająca najważniejsze cnoty w życiu człowieka.
    Płyta nie ma mocnych stron - nie ma również słabych. To rzecz z przekazem na mocno przeciętnych podkładach, które w którymś momencie już nużą, bo ileż tych skrzypiec z pianinem da się słuchać. Do tego ciężko rozróżnić każdego z występujących, bo mało tu charakterystycznych wokali. Jednak ten album ma coś w sobie: to wartość słów - choć dość prostych, to jednak konkretnych, a także pamiętajmy, że dochód nie idzie do kieszeni wykonawców. Choć kupowanie albumu dla samej idei nie ma za dużego sensu. Zatem brzmienie przeciętne, przekaz silny.

OCENA: 3+\6 


piątek, 3 października 2014

LUKS MAMILION - FUNDAMENT

Hemp 2014

1. Jeśli Jesteś   feat. RYFA RI
2. Bomby   feat. PAWULON
3. Nigdy    feat. BOB ONE
4. Srebro    feat. WILKU WDZ
5. Starość
6. Konsekwencje   feat. DEADLY HUNTA
7. Szerokiej Drogi
8. Skit    feat. DEO
9. Nie Chcę Więcej Nic   feat. KAMEL, DANT, ŚWITAŁ
10. Zoombi   feat. ŻARY JLB
11. Fundament
12. Miasta
13. Na Wyciągnięcie Ręki    feat. BAS TAJPAN
14. Rap Na Zakąskę
15. Uciec Stąd    feat. KASIA MALENDA
16. Outro

    Luks nie jest debiutantem w tej grze, choć to jego pierwsze solo. Już dużo wcześniej nagrywał z Południkiem (kto pamięta ten skład? Dinozaury chyba), potem wyszedł legal składu DwaDwanaście - szczerze mówiąc dość słaby, a ostatnio grał pierwsze skrzypce w Żywym Rapie. Co zatem może pokazać weteran rapgry na swoim solo debiucie?
    Rzadko ostatnio się zdarza, aby cały album należał do jednego producenta. A tu mamy ponad 50 minut prosto spod ręki Pawulona. To całkiem przyjemne podkłady, zróżnicowane wystarczająco, aby nie było nudno. Mamy nieco elektroniki - ale tylko dla smaczku. Mamy instrumenty typu gitara akustyczna - ale bez przesady. Klasyczne perkusje bum-klap-bubum-klap wybijają jednostajny rytm i w sumie jest miło. I to jest najlepsze określenie tej muzy - miło. To takie niewymagające niczego bity, które toczą się fajnie w tle, choć nie mają w sobie nic szczególnego. Dawno nie słyszałem tak wyjałowionej z kreatywności muzyki, bo to, że miło się tego słucha jest komplementem tylko do pewnego momentu. W którymś momencie zaczyna zwyczajnie wkurwiać. Nieco ożywienia wnosi 'Skit', który oparty jest o bitboks - to bodaj najciekawszy moment na tym albumie.
       Kurde, Luks siedzi tyle czasu w rapie, nagrał tyle rzeczy i jeszcze nie wie. To jest trochę jak z Magdą Gessler i jej rewolucjami. Te pierogi to mrożone? Wynocha mi z tym. A ryba mrożona? Do kosza. Te lody też mrożone? Wypierdalać mnie z tym. I tak samo ma się rzecz z Mamilionem. Chłopak brzmi, jakby zamrożono go za czasów Południka, odsmażono i chlapnięto na talerz w znośnym sosie muzycznym. Rzadko na legalu pojawia się ktoś, kto potrafi ciągnąć rymy na aż tak oklepanych końcówkach typu 'rym-dym', czy coś w tym stylu. Wersy bardzo często są tak banalne i oklepane, że aż byłem głupio zaskoczony. Do tego, choć głos i flow Luksa są całkiem spoko, to nie zawsze daje on radę zarymować równo - zwłaszcza, kiedy perkusja robi się nieco bardziej wymagająca, jak w tytułowym 'Fundamencie'. Różnice można zobaczyć przy wejściach choćby Ryfy, która urasta na jedną z najlepszych rapperek w naszym kraju. Najlepsze traki według mnie to 'Nigdy' dzięki Bob One oraz 'Konsekwencje' z Deadly Hunta, reszta... jest. No, przyznam, że tekst do 'Uciec stąd' jest naprawdę głębszy i choć zarymowany-odklepany, to ma w sobie jakąś moc. Za ten numer spory plus.
    Śmieszny ten materiał, bo wcale nie jest taki zły. Z drugiej strony jednak ciężko o bardziej oklepany materiał. I mamy paradoks: album, którego da się słuchać bez większego bólu, ale jest on tak wyzuty z inwencji, że może to być szkolnym przykładem na sympatyczną płytę, której nie chce się włączyć ponownie, bo cały czas masz wrażenie, że to już gdzieś było. W lekko zmienionej wersji, ale za to w wielu miejscach. Luks Mamilion dokonał rzeczy trudnej: nagrał płytę tak średnią, że bardzo łatwo ją przeoczyć.

OCENA: 3\6