poniedziałek, 31 sierpnia 2015

PERSZING - PRZEMIANA

nielegal 2015

1. Intro
2. Jestem Stąd   feat. MIKAEL, LOKER RAPMAJSTER
3. Uważaj Na Ruchy   feat. MARA, BARTEK BRT
4. Świat Się Zagubił   feat. ŁIDŻET, CHEYENO ELESBE
5. Ryzykowny Krok   feat. PROCEDER, OZI BDG
6. Niedzielne Postanowienia   feat. QGAR WND, MEJEK
7. Reprezentuje Podziemie
8. Outro 1 (Rozdział Zamknięty)
9. Bangeros   feat. BORUTA, AMC, PPG, MEJEK, KIECA
10. Moje Miasto    feat. OMERTA GANG
11. Jestem Stąd (Remix)   feat. LOKER RAPMAJSTER
12. Życie   feat. FONOTEMATYKA
13. Energia    feat. PPG, MŁODY ZDOLNY BYTOM
14. Zabrzańska Jamajka   feat. PPG, KYSZ KYSZ KRU

     Z tego co się orientuję, prace na tym albumem zajęły Perszingowi aż trzy lata. Przez taki szmat czasu wiele może się zmienić - zapewne stąd powstał tytuł płyty. Na tym materiale jest bardzo dużo gości, dużo producentów, ale czy dużo dobrej nuty? Zobaczmy.
    Wowo, DOS, Melon, Kieca, ANS, Sawic, Nupel, SWR, Emcet... Dużo? No niby dużo, tylko co z tego? I tak te bity są bardzo typowe dla rapu ulicznego: pianinko, mocny bas, tłukąca perkusja. Nic nowego, nic ciekawego. Wyróżnia się tu 'Bangeros' Kiecy - faktycznie bangeros, mocno nowoczesny, wybijający się spośród tego ulicznego utyskiwania i umartwiania. Reszta zaś przepada pośród miliarda podobnych nagranych już kawałków i nie pomagają wejścia DJ West'a na wosku. Bardzo przeciętnie i wtórnie.    
    I tak Perszing ginie pośród gości, ale jak już go odnajdziesz... nie ma on wiele do zaproponowania. Lekko starty wokal, pełen pasji, nierówne, wypadające z bitu flow i dość słabe wersy o ciężkim życiu ('dziękuję ci w podzięce' - świetny przykład typowych tekstów) - to wszystko nie stawia go na czele listy na tej płycie. Zresztą, w niemal każdym traku jest tu tyle gości, głównie bezimiennych lokalesów, że czasem ciężko ogarnąć, kto jest kim. Nie szkodzi, poza kilkoma wyróżniającymi się flow (Cheyeno, choć tekst jest słaby tragicznie), całość dostosowana jest całkowicie do muzyki: nic nowego, nic ciekawego. 'Psy kurwy stare opętane bez litości, na ręce krępacje oni chcą bym pościł' - tak to się tu toczy: reprezentuję, jebię policję, uważam na ruchy, tylko prawda się liczy. Co gorsza, większość rapperów jest ledwo dostateczna - jedynym wyjątkiem jest tu Loker i PPG ze swoim agresywnym, nieco raggowym stylem, może też Mejek.
    Słabo, znowu słabo. Kolejna identyczna płyta z całą rzeszą podobnych. O ile wtórność bitów da się przeżyć, to marność rapperów czasem mnie przerastała - jeśli Perszing jest mentorem dla rapujących dzieciaków z Młodego Zdolnego Bytomia i Kysz Kysz, to miej nas Panie w swojej opiece...

OCENA: 2+\6 


niedziela, 30 sierpnia 2015

JUREK KILER - NOWY JUREK

NNJL 2015

1. Siema Jurek
2. 23   feat. BRAINFREEZER
3. Wierzę W Nas
4. Feng Shui   feat. KRISSU
5. Bill Murray   feat. OLO
6. Kasa Nowa
7. #1
8. Arda Turan
9. #2
10. Penne
11. Bruce Banner   feat. WERA
12. #3
13. Ktoś Coś   feat. KLEMENS
14. Wiem Od Niemena

    Ponad dwa lata po wydaniu debiutanckiego 'Albumu', Jurki Kilery powracają z nowym materiałem, podbitym logo labelu Gedzilli. Rapper i producent wypuścili półgodzinny materiał, którym prezentują nowe oblicze Jurka.
    Mesut Mrozil ma świetne wyczucie do ciepłych, soulowych sampli, które transportują nas bezpośrednio do drugiej połowy lat '90, do Nowego Jorku, bądź Filadelfii, czy Detroit. Fajnie poskładane perkusje, nie monotonne, nie nudne - niby bumbap, ale jednak rytm nie jest aż tak oczywisty. Jest tu sporo sampli wokalnych, większość pościągana z klasyki gatunku i brzmi to naprawdę świetnie. Tak, Mesut niepostrzeżenie robi również wycieczki w lata bieżące, łamiąc perkusje i cykając hajhetami ('wierzę w nas'), nie rezygnując z loopa z jakiegoś ciepłego r&b. Czasem brzmi to nieco dziwacznie, kiedy w 'Bill Murray' połączony jest spokojny sampel wokalny z cutami z Three 6 Mafia i cykającą perkusją. Do tego czasem bity wzbogacone są skreczami od DJ Alcoholu 100%, czy Dany Losu. Poza paroma drobnymi momentami, jest ciekawie i przyjemnie. 
    Filip ogarnia tu mikrofon, ale nie jest to mistrz mikrofonu. Owszem, posiada swój wyrazisty styl, da się go rozpoznać, ale jego wokal i technika nie każdemu przypadną do gustu. Jego brzmienie jest dość szczególna, wcale niekoniecznie przyjemna dla ucha. Filip nieco nadrabia tekstami i w rezultacie nie jest tak źle, ale ja osobiście fanem nie jestem. Poza tym, znowu uderzają mnie tytuły, zawierające nazwisko jakiejś persony. Kurwa, co to za moda? Tytuł sobie, zwrotki sobie i weź się domyśl, o co w tym chodzi, przecież nie każdy jest fanem piłki i wie, kim jest Arda Turan, nawet jeśli kojarzy FC Barcelonę. Nie każdy oglądał Hulka i kim kurwa jest Penne? (zanim się zaperzysz - to żart, wyluzuj). Do tego nie wszyscy goście stają na wysokości zadania - chyba tylko Brainfreezer, bo Krissu i Olo są bardzo nijacy i w sumie zbędni tutaj, Klemens również zawiódł swoim tekstem.
    No cóż, czy ta płyta coś wnosi ciekawego? Muzycznie pewnie tak, bo Mesut Mrozil potrafi połączyć sprytnie stare z nowym i to bangla. Filip nie zawsze zaś potrafi przyciągnąć do głośnika i tu nie zawsze bywa interesująco. Jest to dobry materiał, wartym sprawdzenia, choć z zastrzeżeniem, że może nie wejść zbyt lekko.

OCENA: 4\6  


sobota, 29 sierpnia 2015

WUZET - DZIECI BASU LEVEL 2

Vivid Stem 2015

1. Intro
2. Finally
3. PL grime    feat. BREKU, GINGER
4. Dekompresja    feat. BREKU, CHAM PHOENIX       
5. Dzieci Basu Level 2    feat. BREKU, GINGER, KASIERR
6. Android   feat. GINGER, MIŁY ATZ
7. Levitate    feat. JEROME DA CHEF, METROWY, PORCHY
8. Znowu psujesz mi high   
9. Dron    feat. GINGER
10. Never look back    feat. BREKU, GINGER, PORCHY
11. PL grime (CLN3000 Remix)      feat. BREKU, GINGER
12. Dzieci Basu Level 2 (PZG Remix)  feat. BREKU, GINGER, KASIERR
13. Wesley Snipes    feat. BREKU, GINGER, HUDY HARY, KASIERR, MAŁOLAT, MIŁY ATZ
14. Outro

    Pierwsza płyta Wuzeta została przyjęta bardzo dobrze, jako objawienie w polskim grajmie. Mnie się ten debiut spodobał dość średnio - było czego posłuchać, ale w całości wcale nie oszalałem. Teraz, po legalnej płycie, niedawno wyszedł mikstejp, na który Wuzet zaprosił wielu kolegów - wielu poczuło się rozczarowanych, że mało tu Wuzeta, za dużo łaków.
    Nikt chyba nie liczy na to, że Wuzet będzie rymował do klasyki, c'nie? Dubsknit, Kasierr, Mentalcut, PLN.Beatz, Walek, CLN3000, Fidster, Niko, PZG oraz Lenkemz & Killjoy stworzyli spójne, dudniące basem, połamane podkłady. Perkusje strzelają niczym ckm w okopach, bas gniecie jak magiel, syntetyczne dźwięki wprawiają ciało w drgawki. Tak, przyznam, że jeśli chodzi o grajm i temu podobne klimaty, to muzyka wybrana została idealnie - strzał w 10. Nie ma tu słabego, rozlazłego kawałka, wszystkie pompują szybciej krew i nie dają chwili odpoczynku. Moje faworyty to PL grime od Kasierr'a, Android od PLN, Never look back Fidsera, ale i tak nie ma co wybrzydzać. Muzycznie mucha nie siada.   
    Wuzet ma wczutę w te połamane podkłady. Jest tak samo agresywny, jak one. Warczy, szczeka, przyspiesza i zwalania - odchodząc na moment i wracając znienacka. Moduluje wokal - leci raczej po sinusoidzie, niż po linii prostej, nie można się z nim nudzić. Co do treści, nie ma tu konkretnego kontentu, Wuzet koncentruje się raczej na rymach bitewnych, czy panczach, które mają ustawić konkurencję w drugim szeregu. Jest fajnie. Ale niestety jest sporo racji w twierdzeniach, że za mało Wuzeta, za dużo koleżków. Ginger jest bodaj najsłabszy, nie porywa również Breku, choć ten ma chociaż momenty. Metrowy sepleni po angielsku, że niby taki garażowiec - nigga pliz. Sytuację ratują Brytyjczycy, zwłaszcza Cham Phoenix, ale i Porchy. Z Polaków na pewno Małolat.
    No i wyszło takie pół na pół. Muzycznie, 'Dzieci Basu' podobają mi się bardziej, niż legal. Lirycznie i technicznie - za mało cukru w cukrze, jak to ujął kiedyś klasyk. Mimo, że nie jestem fanem nowych brzmień, leży mi ten album - może dlatego, że przyswajam grajm. Czekam na kolejne solo zatem, na legalu. 

OCENA 4\6 


piątek, 28 sierpnia 2015

ZETAESU & TONY BEATZZ - NIC ŚMIESZNEGO

nielegal 2015

1. Miałem broń
2. Puszczam wodę
3. Wolność
4. Człowiek z lustra
5. Sam nie wiem

    To dość ciekawe połączenie: łódzki, mniej znany rapper wraz z ukraińskim producentem, mieszkającym obecnie w Warszawie. Taki konglomerat. Zasu niedawno wydał jedną epkę, która, przyznam, była całkiem niezła, dlatego chętnie sięgnąłem po kolejny materiał, zarymowany na ukraińskich bitach.
    Tony ciśnie: jego bity sprawiają wrażenie, że przyjechał ze swojego Czerwonogrodu czołgiem i wlecze się przez twoje uszy gąsienicami. Już otwierający numer, 'Miałem broń' sprowadza słuchacza na parter i kopie werblami po żebrach. Następne podkłady bywają lżejsze, ale i tak są one pełne brudu, ciętych sampli i gniotącego basu. Tony wspaniale wprowadza loopy z muzyki etnicznej, co jest pewnie wyrazem jego ukraińskiej fantazji. Te harmoszki i tym podobne instrumenty dodają istotnego smaczku. Muzyka to świetny hardkor hip hop prosto z podziemia. Zaiste, wyborna produkcja. 
    Przez kilka miesięcy od poprzedniego materiału niewiele się zmieniło u Zasa. To znaczy, pod względem techniki, bo o ile jeszcze niedawno był pełny ironii i sarkazmu, tym razem nie ma tu 'nic śmiesznego'. Zasu dopasował się do klimatu bitów i stworzył równie ciężkie wersy, które mówią o rzeczach poważnych - widać ironia Zasa odnosi się tylko do niego samego. Jest głęboko, jest ciężko, jest boleśnie. Ale z charakterem i nietuzinkowo. Zasu odpalił rakietę i pociski trafiają w łeb.
    O kurde, ale ten materiał trafia! Krótki, ale soczysty i zostawiający bruzdy w mózgu. Tu nie ma momentu na odpoczynek, Zasu tym razem zrobił na mnie kolosalne wrażenie, dlatego może, że nie pobrał znanych bitów, ale zaprosił świetnego, podziemnego producenta, który wie, co to szum winyli i brud chodnika. To brzmi niczym noc w Donbasie - strzał snajpera, przejazd czołgu, eksplozja granatu. Świetne. A 'Miałem broń' leciało już z milion razy. 'Wolność' kilkaset tysięcy. Sprawdź. Bardzo sprawdź.

OCENA: 5+\6  


czwartek, 27 sierpnia 2015

LEH - PODWÓRKA PYTAJĄ KIEDY PŁYTA

Alkopoligamia 2015

1. P.P.K.P
2. Dorosłość
3. Boisko
4. Obie dłonie zajęte
5. Wojciech Mann
6. Loty
7. Have you seen Johnny in the liquor store (Skit)
8. Warto kupować szlugi
9. Kolorowe bloki
10. Pierwszy raz   feat. RYBAS, TEM TYP MES
11. Bruce Banner
12. Mamo, nie słuchaj tego
13. Kurtka
14. Noc zamieniam w dzień
15. Outro

    Czy naprawdę o to pytają podwórka? Cóż, choć Leh pojawia się to na produkcji, to na majku na różnych albumach, to nie wiem, czy ja czekałem. To, że mam ją zaraz po premierze, to przypadek. W sieci przeczytać można masę zachwytów i ochów nad Lehem, porównań do Sweatshirta i tym podobnych, ale czy to prawda?
    Wprawdzie Leh umie popełnić bit sam dla siebie, ale tu są tylko dwa podkłady jego produkcji (trochę g-funkowy i słodki 'Warto kupować szlugi) i dwa zrobione w duecie: z Nerwusem (srogo osiadający na mózgu 'Obie dłonie zajęte' - mocno zjarany kawałek!) i ze Skubim (durna 'Kurtka'). Jest tu jednak sporo muzy od takich osób jak Lanek (jazzowy 'Pierwszy raz', ale przyznam, że 'Wojciech Mann' absolutnie łamiący kości), Nerwus, Bonny Larmes (fantastyczne, wyluzowane, feelingowe i funkowe 'Boisko'), Wrotas (fruwające 'Loty'), Secret Rank (energetyczny banger 'Bruce Banner') i Kieras. W zasadzie mogę śmiało powiedzieć, że nie ma tu słabych podkładów, choć nie wszystkie są świetne. Jednak wraz z wokalem Leha wychodzą z tego bardzo dobre traki i muzyka, choć balansuje pomiędzy klasyką a njuskulem. Cały czas jednak wszystko tu gra i bangla - muza jest spójna i na wysokim poziomie.
    Wyraźnie słychać, skąd wywodzi się Leh - jest tu tyle zwrotów i smaków typowych dla Alkopoligamii, że nie da się go osadzić w innym flejworze. Alke to dobrze, i przy okazji powiem, że zgodzę się z opinią wielu osób, że 'Leh' zjada całą mesową brydgadkę dupą. Tak, zjada, bo ma świetnie wyważone flow, które zmienia się w zależności od potrzeby, a technika jest wprawdzie mocno alkopoligamiczna, ale wciąż da się tu wyczuć oryginalne jazdy Leha. Cóż, jest to kolejna płyta o chlaniu, jaraniu, nagrywaniu i włóczeniu się po mieście. Słychać to wespół z Mesem i Rybasem - podobieństwo, zwłaszcza do Mesa, jest całkiem wyraźne. Ale nic to, bo Leh, mimo wszystko, ogarnia kawałki na tyle osobiście, że ciężko posądzić go o bycie tzw. 'copy cat'. Najlepsze kawałki wg mnie to 'Bruce Banner', 'Wojciech Mann', czy 'Kolorowe bloki', najmniej mi weszły 'Loty' i głupawa 'Kurtka', ale i tak jest to bardzo fajny album o byciu kolesiem lekko zagubionym w rzeczywistości, trapionym nałogami, które w gruncie rzeczy lubi. To taki wyluzowany, nieco zadymiony obraz miasta i rzeczy, dziejących się tuż obok. Płyta nagrana w dobrym stylu przez niezłego emce i niezłych producentów. Naprawdę dobra rzecz.

OCENA: 5\6


środa, 26 sierpnia 2015

TEGIEEM - SUPERIOR

nielegal 2015

1. Inferior
2. Hancock   feat. ERIX
3. Start
4. Francis Underwood
5. Savonarola
6. Prime Time
7. Superior

    Tegieem, znany również jako The Gruby MC, działa juz od jakiegoś czasu na scenie, jest znany w łódzkiem i współpracuje z różnymi tamtejszymi rapperami. Ostatni materiał wydał, o ile się nie mylę, nieco ponad dwa lata temu i teraz powrócił, aby Radomsko znowu represent, represent.
    Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za muzykę na tym albumie - prawdopodobnie to wolne instrumentale, ściągnięte skąd się dało, bo nie ma nigdzie nazwisk producentów, a jedynie powiedziane, kto robił mix. W sumie nie istotne. Tegieem obiecywał, że nagrania będą dużo bardziej dopracowane i świeże - owszem, to bardzo nowoczesny rap, oparty o te syntetyczne melodyjki i cykające bity, przyspieszające i zwalniające, bijące po uszach milionem hajhetów. Ale rapper dobrał sobie akurat bardzo porządne rzeczy, brzmiące rzeczywiście świeżo i nie zamulające. To hip hop bardzo up-to-date, ale całkiem niezły.
    'Wiem zapowiadam się marnie, tyle razy już nie omieszkali mnie kąsać \
czekam aż ość ci stanie w gardle, a potem, potem to już kurwa droga wolna [...] w rap grę wierzę bardziej niż w poznanie Boga, Pokahontaz'. Tegieem idzie ścieżką wydeptaną przez tych nowoczesnych rapperów: tytuły wzięte z filmów, czy nazwisk, sporo hasztagów do przeróżnych postaci (czasem nieco od czapy, ale pewnie był w tym jakiś zamysł) - choć technikę Tegieem ma naprawdę niezłą, czasami gubi się w swoich zawikłanych wersach. To nie jest jednak wielka wpadką, bo te teksty są w większości dość ciekawe, a także świadczą o oczytaniu rappera, bo ileż osób kojarzy Girolamo Savonarolę, tak samo, jak nie każdy oglądał filmy 'Hancock', czy 'House o Cards'. Skomplikowane, ale... chwyta.
    Nie wiem, czy Tegieem nie przekombinował, ale przyznam, że im dalej słuchałem, tym bardziej mnie ta epka wkręcała. Naprawdę, otwierający płytę trak 'Inferior' nie jest tu najlepszy na start, choć Gruby pokazuje tam część umiejętności, to pełnię skillsów widać później. To naprawdę spoko płytka, nieco zagmatwana tekstowo, ale ładnie się przyjmuje.

OCENA: 4+\6


wtorek, 25 sierpnia 2015

NRW & BARTO'CUT 12 - PERCEPCJA

nielegal 2015

1. Intro 
2. Samoświadomość
3. Lincz 
4. Larwy Konformizmu    feat. BUA
5. Dualizm   feat. MŁODY GOH
6. Błędne koło 
7. Percepcja
8. Krew z krwi 
9. Niezdobyty świat
10. Outro

    O ile NRW jest znanym rapperem w krakowskim podziemiu, to Barto'Cut 12 ze Śląska nie jest zbyt znaną osobą. "Jest to album w klimacie enigmatyczno-oldschoolowym, poruszający pozornie oczywiste sprawy" - opisuje pokrótce płytę duet. Okładka może sugerować wpływy horrorcore, znając NRW, również wpływy klasycznego rapu. Co wyszło z Percepcji?
    Bart wykonał na potrzeby tego projektu serię bitów dość mrocznych, gniotących ciężkim basem, owiniętym na klasycznych perkusjach. Sporo tu sampli z przeróżnych, trudnych do rozszyfrowania kawałków, jest tu również nieco wstawek pobranych z audiobuków, czy filmów. Niestety, coś tu poległo, bo choć muza jest dość przyjemna, to master powoduje, że wszystko wydobywa się niczym z piwnicy. Jest mrocznie i sentymentalnie - bity toczą się z wolna, nieco za spokojnie, ale przecież mają robić klimat - i robią. I o ile na wspomniany master można by przymknąć oko, to toporne skrecze od Bua (który zresztą odpowiedzialny jest za ten master) walą po łbie niczym maczugą: wchodzą niespodziewanie i za głośno, są siermiężne, niczym płodzone na Bambi. Zupełnie inaczej brzmi tu brudny, ale agresywny 'Dualizm', który pasuje idealnie do kawałka, a wygląda, niczym wyjęty z albumu którejś z nowojorskich grup z roku 1993. Myślę, że warstwa muzyczna płyty zyskałaby bardzo dużo, gdyby była nagrana porządnie.
    Chociaż NRW siedzi w grze od wielu lat, to nadal nie jest mistrzem mikrofonu. Owszem, jest poprawny, lecz zdarzają się wpadki. Jasne, pisze nawet niezłe rymy, nie sadzi baboli, ale z drugiej strony nie ma tu na czym ucha zawiesić. To taki typ rappera, który przelatuje przez uszy i nic z tego nie zostaje w szarej materii. Różnicę widać świetnie, kiedy rymuje on z Goh'em w duecie: Goh jest pełen pasji, obierasz jego wersy natychmiast, po prostu jego styl przykuwa. NRW sobie leci leciutko, cichutko, trochę bezpłciowo.   
    Mógł to być niezły materiał. Niestety, po pierwsze zepsuł go Bua, nie tylko masterem, ale swoimi nieudolnymi skreczami, które po prostu powodowały, że moja dłoń biegła w kierunku przycisku 'skip'. Po drugie, brak tu jakiejś akcji, brak życia, bo NRW brzmi zbyt często jak pensjonariusz domu seniora szachisty. To mógłby być dobry materiał...

OCENA: 3\6


sobota, 22 sierpnia 2015

RONI & SOUNDCUT - JESIEŃ / ZIMA

nielegal 2015

1. 20.11.2014
2. W drodze do...
3. Karp z Lidla
4. Słuchaj siebie
5. Zapamiętaj mnie
6. Oko Judasza
7. Światła miasta   feat. ŻANETA ŁABUDZKA
8. Dy-dy-dy-gocące dłonie  

    Na początku roku Roni wydał już album pod tytułem 'Zimny Błękit' i o ile sam Roni bronił się stylem i tekstami, to muzyka była zwyczajnie słaba i nudna. Ten materiał, o którym właśnie piszę, wyjdzie dopiero za kilka miesięcy, ale jest już gotowy: z miłą chęcią sprawdzę zatem, czy Roni dobrał tym razem dobre bity do swoich nawijek.
    Roni zrezygnował z kolosalnych ilości bitmejkerów i zaufał tylko jednej osobie, producentowi ze Świecia, siedzącego w Anglii, o pseudonimie SoundCut. Jak się sprawuje ten raczej mało znany producent? Jest... spokojny. Buduje swoje podkłady wielopoziomowo, to jest muzyka refleksyjna, melodyjna - z jednej strony nowoczesna, z drugiej wywodząca się niewątpliwie z klasycznych brzmień, ze złotoerowymi perkusjami, z trzeciej jednak całość jest, jak to się ładnie ujmuje, radio friendly. Czy jest to wadą, czy zaletą, to już zależy od słuchacza. Mnie to nie zawsze odpowiadało, ale trafiło się parę fajnych podkładów, całość zaś nie jest zła, ale trochę bez wyrazu. Szkoda, że DJ Simple gra na wosku tylko w jednym numerze. W porównaniu z poprzednim materiałem, jest poprawa o kilka kroków.
    Roni rymuje w sposób taki, że zaczynasz myśleć, że ma misję. Jego flow jest szarpane (zwłaszcza słychać to w 'Karpiu z Lidla', brzmi czasami, jakby przeciągał wersy, bo skończyły mu się pomysły albo pisał do kompletnie innego podkładu i nie umiał tego z powrotem wpasować), czasem emocjami, a czasem, wydaje mi się, że lekką bezsilnością. Wychodzi to też czasem w tekstach, gdzie rymy sklejone są nieco na siłę i na wyrost, po linii najmniejszego oporu. Ale nie jest to rapper, który nic nie umie, wręcz przeciwnie, słychać, że coś w nim tkwi: posłuchajcie 'Zapamiętaj mnie', gdzie obok pieczołowicie poskładanych wielokrotnych, wzorowo zarymowanych, z przyspieszeniami i w ogóle, wchodzi końcówka tekstu, gdzie wszystko się rozjeżdża, rymy się gubią, a misterne flow się urywa. To, co jest tu stałe, to problemy, poruszane przez Roniego: polskie cebulactwo, wiara w siebie, praca nad sobą, dążenie i refleksje o życiu. Na koniec muszę wspomnieć o jedynym gościu: Żaneta - ten wokal miażdży!
    Bardzo nierówny ten materiał, zarówno muzycznie, jak i lirycznie i technicznie. Przez 25 minut lecimy po sinusoidzie, a to kiwając z uznaniem głową, a to klepiąc fejspalmy. Roni miejscami udowadnia, że ma skillsy, ale za chwilę rujnuje dobre wrażenie jakąś wpadką. Nie mniej jednak, może warto sprawdzić?

OCENA: 4-\6

niestety, żaden numer nie został jeszcze opublikowany, może by tak choć jeden?

piątek, 21 sierpnia 2015

BLINS & FURMAN - KOŁO FORTUNY

AxunArts 2015

1. Koło fortuny
2. Opisując prawdę
3. Zmiany 
4. Nie zazdrość mi 
5. Dżihad 
6. Nie muszę...    feat. COK 
7. Zgrzyt 
8. Inwest 
9. Wolność 
10. Gambit
11. Endomondo 
12. Inna opcja na wczoraj    feat. STYK 

    To już drugi album tego duetu. Pierwsza płyta, nagrana dwa lata temu, spotkała się z przychylnym przyjęciem, choć głównie lokalnie - Blins i Furman nie zdobyli specjalnej sławy. Z drugim materiałem, wyprodukowanym przez rzeszę znanych bitmejkerów, planują zaskoczyć każdego w kraju.
    Znani producenci? Znaczy kto? Fleczer? Poszwixxx, LuckyLoop? No są, razem z Pawko, TDK i Cokiem. Zatem łatwo wywnioskować, że płyta idzie w nowoczesność. Może nie zaawansowane trapy i cloudy, ale wciąż jest to mocno syntetyczna muza. Nawet jeśli słychać pianino, czy inny instrument, to zaraz za nim wbija coś elektronicznego. Ale ta nowoczesność ma dość szerokie spektrum, bo u Pawko na przykład słychać będzie akordeon (świetny skądinąd 'Zmiany') i sample (tak sądzę), a nadal brzmi to up-to-date. Zresztą Pawko wygrywa tu puchar na najlepszego produsa, bo chłopak sprawił cztery podkłady, z których nie ma tu nawet średniego - wszystko górna półka. Mamy tu swoiste spektrum: od wybitnie syntetycznych bitów Poszwixxxa i Fleczera, do niemal klasycznych traków Pawko, Cok i LuckyLoop.    
    Obaj rapperzy nieźle się uzupełniają. Obaj mają różne style, które sprawiają, że łatwo ich rozróżnić. Ich porządne flow i technika pozwalają bez przeszkód chłonąć teksty. A jest co chłonąć, bo choć początkowo rapperzy nie wydają się być poetami ulicy, to okazuje się, że potrafią sobie oni radzić doskonale z pisaniem wersów oraz z podejmowaniem różnych tematów. Mają szerokie spojrzenie na rzeczywistość, nieco kąśliwe i zgryźliwe, często gorzkie i refleksyjne. Rymy są przemyślane i choć czasem coś tam się wymknie technicznie spod kontroli, to jednak słucha się chłopaków z przyjemnością. Moi faworyci to 'Gambit', 'Dżihad', czy zmiany (każdy od Pawko, wow), ale w sumie nie ma tu słabego kawałka. Goście nie przeszkadzają - jest ich i tak tylko dwóch, więc w zasadzie mogłoby ich nie być w ogóle.
    Niechcący otrzymałem naprawdę dobry album podziemny. Jest trochę braków, ale klimat, jaki tworzą rapperzy jest niepowtarzalny i stanowi o sile materiału - tak samo, jak bity Pawka, który tu pokazał, co umie. Niewiele zaryzykuję, jeśli powiem, że to jeden z ciekawszych nielegali w tym roku.

OCENA: 5-\6


czwartek, 20 sierpnia 2015

ZETENWUPE - BEJBO

Alkopoligamia 2015

1. Dobry wieczór
2. Nie nienawidzę was   feat. MONIKA BORZYM
3. Bejbo
4. Patent 
5. Pusty Kurs  feat. MASIA, STASIAK
6. Który raz   feat. GŁOŚNY
7. Wstyd    feat. ANIA SKOWROŃSKA
8. Whiplash
9. Kawka
10. Jadę jadę    
11. Awantura   feat. BRZ, TEN TYP MES
12. Serwus Hello   feat. MONDRY I GUPI
13. Wisełka    feat. KUBA KNAP
14. Nagi instynkt
15. David Lynch 
16. Nie miała
17. Prawy pas   feat. GŁOŚNY
18. Ciach bajera

    Alkopoligamia atakuje znowu, tym razem uderza podziemnym materiałem dwóch kolesi: M.A.D.A. i Kaietanovicha. Już na forach i stronach zaczęły się ochy i achy, bo Mes po raz kolejny trafia. Zrobił się hajp, czego nie lubię, bo kiedy wszyscy się zachwycają, to mi się najczęściej średnio podoba: vide Rasmentalism, czy, pozostając w sferze Alkopoligamii, 'Kandydaci na Szaleńców'. Cóż, zobaczmy.
    R.A.U., Bonny Larmes, Bez Struktury, Wrotas, Leh, Funk Monster, Zioło, MEJ Strim, Rowfl The Dawg, Karniej... Sporo tych producentów, jednak brzmienie albumu jest dość spójne, balansujące między klasyką, a nowoczesnością, rzadko kiedy zdecydowanie przekraczając granicę. To dość eklektyczna muzyka, bo nawet kiedy wchodzą podkłady trącające złotą erą (Leh, czy  Bonny Larmes), to podszyte są one jakimś czynnikiem up-to-date: lekko złamana perkusja, jakiś syntetyczny brzdąkacz, czy coś w tym stylu. Ale przecież nie tylko: Funk Monster zaskakuje talkboxem w silnym, g-funkowym 'Który raz', Bonny zrobił mrożący krew w żyłach 'Awantura', a RAU dudni basowymi i syntetycznymi dźwiękami. Całość wspomagana jest przez typów na wosku: produkują się tu DJ Gugatch, DJ Barszczu, DJ Junskee, DJ Barszczu i DJ Lazy One, dzięki temu to wrażenie sznytu z lat '90 jest jeszcze bardziej odczuwalne - pomimo tych nowocześniejszych wejść Wrotasa i RAUa.
    Obaj rapperzy doskonale do siebie pasują. Mają ten lekko olewczy i wyluzowany flow, a ich stylistyka przywodzi mi na myśl stare warszawskie kawałki, trochę, jakbym słuchał płyty Numera Raza - zawsze spoko. Czasem chłopcy wrzucają zbyt dużo luzu w swoje linijki, bo albo wrzucą jakiś banał, gryzący w uszy, albo lekko się wykoleją. Zresztą, nie potrzebna jest spina, bo tu nie będzie tematów rodem z 'Polityki' - to melanż, babki, jaranie, jazda samochodem bez celu... Nie ma życiowych rozkminek ponad te, rzucone gdzieś w zwrotce, jakby od niechcenia. I co ciekawe, lista gości, choć wydaje się spora, tak naprawdę znaczna większość tylko dodaje tu smaczku: Mes, Głośny i Knap oraz wszystkie panie robią refreny, więc na zwrotkach zostają tylko Stasiak, BRZ i Fajfer MIG. Stasiak nie zrobił niczego specjalnego - ot, niezłe wersy na jego poziomie - podobnie Fajfer. BRZ swoją stylistyką nieźle pasuje do 'Awantury', dobrze ubarwił numer. 
    No i co? No, ok. Owszem, fajne. Ale że co, miało być zajebiste? No nie bardzo. To prawda, że album płynie wraz z Madą i Kajtkiem, ale przyznam, że nie każdy podkład mi tu odpowiada (głównie Wrotas, który brzmiał mi lepiej u Knapa). Najlepsze numery? Hmmm... 'Który raz', 'Awantura', może 'Serwus hello' i 'Nie miała'. Z drugiej strony, nie mogę słuchać 'Wisełki', również słabo mi idzie z 'Whiplashem'. Dobre, ale słucham tego bez spazmów.

OCENA: 4+\6


środa, 19 sierpnia 2015

OXON - SUPERMOCE

nielegal 2015

1. Bohater   
2. Który kostium   
3. Kopodup    
4. Czy to ptak, czy to samolot?  
5. Zakładam maskę  
6. Genki Dama     
7. Żywe trupy   
8. Venom    feat. ERIPE 
9. Mary Jane    feat. REVO, DEFE DEFE
10. Diabeł stróż    
11. Liga Sprawiedliwości    feat. ERIPE, ZYGSON, DELEKTA, KOJOT, PENX, REVO
12. Trujący bluszcz    feat. AD.M.A  
13. Supermoce     
14. 100 Naboi 

    Oxon zainteresował mnie - i nie tylko mnie przecież, bo ma spore grono osób propsujących, juz jakiś czas temu. Teraz wyszedł kolejny krążek - tym razem dość oryginalny koncept, związany z komiksami - w klimat wprowadza nas już okładka.
    Na materiale zgromadzono prace kilku producentów: jest tu Skaju, Dadi, Kes-a, Mario Kontrargument, Eigus, Sampling Sound Zone, NNFOF i Matt Wyrzykowski, który również odpowiada tu za partie żywej gitary. Na deckach wspomaga całość DJ Roka. I mamy tu dzięki temu wszystkiemu energetyczną dawkę dość klasycznego rapu, opartego na samplach i wzbogaconego graniem na żywo. Niejakim wyjątkiem jest tu 'Zakładam maskę' Matta Wyrzykowskiego, z mocną, rockową gitarą prowadzącą - podobnie ogarnia temat Mario w 'Genki Dama'. Drugim odbiciem od większości są podkłady Eigusa - nowoczesne, njuskulowe, ocierające się o cloud - nie pasują, rozbijają klimat, niepotrzebnie zwalniają. Całość ogólnie jednak jest mocna, świetnie prowadząca narrację i choć czasem tempo zwalnia, to nadal nieźle zrobiona ścieżka dźwiękowa.  
    Oxon ma ten flow, składa wielopoziomowe zdania, gdzie rymuje się wszystko że wszystkim, na tyle, że czasem człowiek się w tym wszystkim gubi. Ale nie szkodzi, bo spora doza ironicznych wersów bawi na tyle, że nie przeszkadzało mi to specjalnie. Tym bardziej, że to taki rodzaj dowcipu, który mi odpowiada w rapie. Oxon opiera się w każdym traku o jakąś postać nadprzyrodzoną, znaną doskonale z komiksów Marvela, wsadza ją w smętną rzeczywistość, utożsamiając się z nią idealnie. Śmiechłem, kiedy superbohater ma problem z czystością skarpetek, które 'pod łóżkiem założyły już własną kolonię', albo kiedy ćwicząc loty z peleryną nie doskoczył i jebnął głową w parapet. Masa. Może i są tu niewielkie wpadki techniczne, ale są również fajerwerki, bo kiedy Oxon przyspiesza, to wiatr we włosach... Znalazło się tu również kilku gości, bo niby czemu nie? I trzeba im oddać, że godnie wpisują się w całość: miło, że nie przebijają gospodarza, ale i fajnie, że nie psują kawałków - idealny dobór. No, Penx rozwalił swą zwrotką w 'Lidze sprawiedliwości'...     
    W zasadzie nie podoba mi się tu tylko 'Żywe trupy', możliwe, że przez bit Eigusa - te akurat najmniej mi wchodzą. Gdyby każdy numer nagrany był z perspektywy superbohatera z przyziemnymi problemami, to byłby sztos, poważnie - bo w tej stylistyce doskonale płyta się zaczynała. Ale potem trochę się koncept rozmywa, Oxon nieco gubi trop i wychodzi z roli. Niemniej jednak, to bardzo przyjemna płyta i chętnie do niej wracam.

OCENA: 4+\6 


wtorek, 18 sierpnia 2015

LOOK.OUT - KRAJ MIŁOŚCI EP

nielegal 2015

1. Intro
2. Niewidzenie
3. Sklep
4. Miłość
5. Gniew
6. Zrozumieć potwora

    We wstępie chyba najlepiej będzie, jak zacytuję samego autora: "Kraj Miłości" to płyta o pokoleniu ostatnich lat PRL-u. Podstawowe, codzienne pojęcia ewoluują i nabierają nowych znaczeń wobec tyranii sukcesu, strachu przed samotnością i małych możliwości. Nieznany zupełnie koleś, klimatyczna okładka, trochę tajemnicy... Zainteresowałem się.
    Look.Out sam robi tu wszystko - no, poza skreczami, do których wykonania zatrudnił dwóch ludzi: DJ Danka i DJ MaxAir. Nie jest łatwo określić muzykę na tym materiale. To z jednej strony dość nowoczesne brzmienie, bo sporo tu elektroniki i syntetycznych dźwięków, ale to wcale nie jest njuskul, grajm, czy inne klaudy, trapy. Te komputerowo generowane nuty układają się jednak w dość klasyczne brzmienie - to trochę jakby zestawem dźwiękowym PawBeats zaczął bawić się, dajmy na to, Mżawski. Wynik jest całkiem ciekawy, choć mało przebojowy - powiedziałbym, że raczej wręcz nastrojowy.
    Równie trudny do sklasyfikowania jest sam Look.Out. Ma taki trochę radiowy głos, a do tego pisze wersy niczym komentarz do reportażu i brzmi to wszystko tak, że miałem wrażenie, że za chwilę wejdzie tekst typu "czytał Lucjan Szołajski". Look.Ot potrafi położyć na werble swoje teksty w sposób pozbawiony głębszych uczuć, choć paradoksalnie o tych uczuciach własnie najwięcej mówi: miłości, strachu, złości... To bardzo ciekawa wizja świata, warta wysłuchania i rozkminienia. To tylko dwadzieścia kilka minut, ale jest czego słuchać.
    Płyta jest nieco monotonna - z jednej strony wkręca, ale z drugiej zbyt łatwo wypaść ze skupienia i odejść myślami gdzieś w bok. Jednak na pewno warto przysiąść, włożyć słuchawki i dać się ponieść. Nie ma problemu ze znalezieniem materiału, bo przecież odsłuch jest za darmo na YT. Sprawdźcie, części na pewno wejdzie i nie będzie chciało wyjść. Interesująca pozycja.    

OCENA: 4\6


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

KOZIM & HAKIM - CYRKULACJA

Gremium 2015

1. Start 
2. Arteria    feat. GUCIA
3. Byliśmy, jesteśmy, będziemy 
4. Ekshumacja 
5. Przewartościowani    feat. JRX
6. Pauza #1
7. CyberseX   
8. Heavy mental   
9. Spraw natłok    
10. Małe rzeczy    
11. A mogłem    feat. NORF
12. Pauza #2   
13. Sinusoida   
14. Inteligencja przekleństwem    feat. SIÓDMY STYX
15. Tyle prawd ilu ludzi na ziemi  
16. Nie chcę więcej..    
17. Stop 
18. Przeciw faza 

    Bardzo lubię Hakima - jego bity mają ten klimat  prawdziwego rapu, tego od źródeł. Kozim ma różne pomysły - niektóre mi odpowiadają, niektóre mniej, ale też wychodzi na plus. I tych dwóch kolesi oto postanowili zrobić razem jakiś projekt. To bardzo płodni wykonawcy, bombardują scenę nagraniami co najmniej raz w roku.
    Chociaż obaj członkowie duetu robią bity, to wykorzystali tu jedynie pracę Hakima. Są to rzeczy, do których nas przyzwyczaił przez te wszystkie lata bytności na scenie. Klasyczne podkłady rodem z drugiej połowy lat '90, prosto z NY albo Filadelfii. Owszem, raz na jakiś czas wpadnie westowa piszczała, ale to nie definiuje stylu - to zdecydowanie korzenne granie, z mocą sampli, porządnie zapętlonymi perkusjami i mocą skreczy Zbycha lub Flov Cut. Czasami na beatboxie wchodzi BB_Hunter, co przyjemnie wzbogaca brzmienie. Tylko ostatni trak wykonał Ememes - słychać wyraźnie, że to coś innego, ale nadal pozostaje w klimacie. Staranny dobór bitów pozbawia nas wyleniałej chujowizny, a zamiłowanie do klasyki Hakima zapobiega występowania wejść typu cloud. Nie ma hitów, ale wszystko jest równe i nie ma ani wzlotów, ani upadków. Jest dobrze.
    Jeśli chodzi o rapsy, to Kozim ma ciężki wokal, nieco chrypiący, pełen emocji i pasji, choć również potrafi zarymować wysokim głosem, z miłym dla ucha flow i rymami zajmującymi się z jednej strony rapem i bardziej przyziemnymi rzeczami, ale z drugiej Kozim często lubi wjechać głębiej w czaszkę i wydobyć czasem nieco filozofii. Raper trzyma równy poziom tekstowy, a że siedzi w rapie już bardzo długo, wie, co ma powiedzieć i zrobić, aby nie było źle. Ciężko tu trafić na wybitny wers, ale w ten sam sposób nie znajdziesz również gównianego rymu. Goście w większości równają do poprzeczki - choć i wśród nich ciężko wyróżnić kogokolwiek, bo tu również wszystko wychodzi równo.
    To jest właśnie największy problem tego albumu - on jest dobry, naprawdę, ale wszystko tu jest równe, jak odrysowane od linijki. Wszystko jest przewidywalne, oczywiste i bez uniesień. Lubię tego posłuchać, ale to taki trochę emerycki rap.

OCENA: 4\6


niedziela, 16 sierpnia 2015

CZESIEK - HOBBY

83Nagrania 2015

1. Integracja 
2. Zazdrość 
3. Kształt
4. Reszty nie trzeba feat. HOMEX, PIELUCHOWSKY 
5. Sprzątaczka 
6. Godzina policyjna
7. Religia 
8. Z perspektywy pasażera 2 
9. Biel 
10. Głupek

    Czesiek? Hmmm... To kolejny gość, o którym raczej nie słyszałem, choć to już jego trzeci album - choć dwa poprzednie nagrał z Projektem Priorytet. Cóż, ominęło mnie, coś straciłem? Nie wiem, ale może solówka Cześka mnie oświeci. Rapper, na stałe mieszkający w Walii, wydał ją w maju, a ja dopiero teraz biorę się za ten album.
    Na bitach osiadło czterech producentów: znany wszem i wobec legalny Homex, równie popularny Pawko, stary kumpel Cześka z Projektu, Cezet oraz nieznany mi Babek.W większości są to podkłady bardzo klasyczne, ozdobione fajnymi samplami z różnych rzeczy, ale nie jest tak złotoerowo, jak można by przypuszczać. Taki Cezet celuje może nie w cloudach, ale te jego bity są również rozlazłe i romantyczne, pozbawione perkusji w 60%, czego w rapie nie znoszę, bo sama definicja słowa 'rap' mówi o stukaniu i pukaniu (i nie pierdol mi tu o pukaniu lasek!), a te perkusje brzmią, jakby klepać sromem w lodówkę. Bo wystarczy porównać rozlazłą 'Zazdrość' z podkładami Pawka i Babka, gdzie bit żyje, a głowa się sama kiwa. Że nie wspomnę o bicie Homexa do 'Reszty nie trzeba' - jazzowy, z żywą trąbką, basem i klawiszami - i nawet kiedy perkusja na chwilę zanika, ma to swoje uzasadnienie. Słuchajcie i się uczcie, jak robić klimat. No dobra, nie każdy bit Cezeta jest aż tak słaby, ale jego trzy dzieła pasują mi najmniej.    
    Czesiek leci sobie swobodnie po bitach, ma wyraźny luz i wie, co zrobić ze swoim wokalem. Flow może nie jest najoryginalniejsze, ale za to teksty Cześka są naprawdę porządne. Sporo jest tu wersów o konsumpcjonizmie i głupocie ludzkiej - warto się w nie wsłuchać, aby pokiwać głową, zgadzając się z 'religią kolorowych brandów', czy wysypem internetowych zjebów. To całkiem mądre i trafne teksty, nad którymi warto sie pochylić - w zasadzie w każdym numerze trafiają się dobre wejścia, celne obserwacje. Słucha się tych słów z przyjemnością - może czasem trochę rapper zamula, ale to może wina podkładu, bądź nie do końca przemyślanego flow. Dwaj goście również stanęli na wysokości zadania, lepiej Homex niż Pieluchowsky, ale obaj ok.
    Powiem szczerze, że poza drobnymi mankamentami (bity Cezeta, a zwłaszcza 'Zazdrość') i lekką zamułą co jakiś czas, Czesiek ogarnął bardzo przyjemny album. Przemyślany, pełen dobrych wersów o życiu, zarymowany lepiej niż poprawnie. A 'Głupek', wybrany na singla, jest naprawdę fajnym, refleksyjnym numerem. Lubię.

OCENA: 4\6


sobota, 15 sierpnia 2015

KLASIIK - TRAGICZNY MIXTAPE

Vibe2Ness 2015

Strona A:
1. Serce   feat. SKAJSDELIMIT
2. Ksywki
3. Komplikacje w sferze behawiorystycznej powiązane z zaburzeniami umysłowo fizycznymi na polu motywacyjno decyzyjnym
4. Sens   feat. JUNES
5. Ogień
6. Hip hopowa śmierć   feat. MUFLON, KLAUDIA FRĄCZAK
7. Orange
8. Koniec

Strona B:
1. Nie chcę łatwych zwycięstw   feat. DANNY
2. Autorytety    feat. THE GUIDE
3. Patoose    feat. FREEZY FROST, PATI
4. Za mało nad tym siedzę
5. Miły gość
6. W twojej głowie
7. Zanim zniknę
8. RIP music    feat. KLAUDIA FRĄCZAK

    Produkty z V2N w sumie mogę brać w ślepo, bo wiem, że nagrania te mają odpowiedni poziom. Klasiik wydał u nich jakiś czas temu swój mikstejp, okładką nawiązując do greckiej tragedii, czyli utworu literackiego, a formą do prawdziwej taśmy - stąd podział na stronę A i B. I fajnie.
    Podział na dwie strony ma również drugie dno. Strona A to totalna klasyka - niczym właśnie grecka tragedia. DJ Zou-J, Morte, Xeyos, Mr. Ed, Tyssiak (to co koleś zrobił w 'Ogniu' z samplem z Inner Circle to kosmos!) i Expe dali wspaniałe, ciepłe brzmienie świetnie dobranych sampli, podbitych głębokim basem. Strona B zmienia nam styl o 180 stopni. Bo patrz, kto robił bity: Nerwus, Bob Air, Eigus, Kamska i DJ Zou-J. To już mocno nowoczesne bity, niektóre o bogatych aranżacjach, niektóre oszczędne - często pozbawione są perkusji przez dużą część kawałka - czego osobiście nie znoszę w kilku(nastu) trakach z rzędu. Atmosfera się nieco rozmywa, robi jakby melancholijna - z wyjątkami, kiedy wbija na bit DJ Zuo-J, który daje sporo ognia ('Patoose'), ale nie ma już na stronie B żaru i emocji - jest mdławo, choć nie cały czas na szczęście.
    Klasiik (jak to podkreśla, ten przez dwa 'ii') brzmi, jakby urodził się z majkiem w dłoni. Ma flow, ma luz, ma teksty. Nawet, jeśli zaliczy jakąś wpadkę (nie stwierdziłem zbyt wielu, ale może nie rzuciło mi się w uszy), to i tak nie ma to większego znaczenia, bo ten chłop ma w ryju 'Ogień'. Poza tym 'jest tak napalony na sukces, że go pierdoli'. Dostajemy na mikstejpie kąśliwe bragga, jest sporo ironii i specyficznego poczucia humoru, które mnie osobiście się bardzo podoba.   Do spółki z Klasiikiem startuje tu kilku jego starych druhów: Skajs, Muflon, czy Junes, którzy, choć dali dobre zwrotni, to nie są to ich najlepsze dzieła. Za to Danny i Freezy Frost (te wersy, rozwalił mnie :) sprzedają nam mocne wejścia. 
    Gdyby ta płyta miała tylko stronę A, biorę w ciemno z mocną piątką. Po lekturze strony B skłaniam się jednak do oceny nieco niższej. Nie no, to nadal mocny materiał, ale druga część nie działa już tak dobrze: nawet Klasiik wypada nie zawsze dobrze. Jedyne, co tam jest lepszego, to występy gości. Jednakowoż, to mocny materiał.

OCENA: 4+\6


piątek, 14 sierpnia 2015

BORT. - MITOLOGIA

nielegal 2015

1. Mit o Euforiuszu
2. Czarny Charakter
3. Anty   feat. WONLOK
4. Syzyfowa Praca
5. Odwet
6. 90 dni ciszy    feat. PROFIT SSL

    Bort. to kolejny z listy nikomu nieznanych rapperów, których właśnie jestem w trakcie sprawdzania - mozolnego zresztą. I choć chłopak nagrywa od paru lat, nie słychać o nim nic, bo raz, że pochodzi z małej miejscowości, dwa, że żyje na emigracji.      Tylko wejściowy bit jest oryginalny, zrobił go Dorodny - to taki klasyczny bit z samplem nieco kuglarskim, że tak powiem. Cała reszta zaciągnięta jest z różnistych szadołwilów i tym podobnych serwisów. Kawałki są krótkie, ledwie półtora minutowe, raczej w klimacie klasycznym, tak z mocnym krokiem w wiek XXI w NY. Zawinięte, ale możliwe do słuchania. 
    Bort. nie ukrywa fascynacji Kalibrem i Paktofoniką, więc echa jego ulubionych zespołów z dawnych lat da się z łatwością usłyszeć na albumie. Najczęściej ciągnie mi tu Rahimem, ale wpadło mi w ucho również nieco wersów w stylu Daba. Cóż, słychać, że Bort jest osłuchany ze stylistyką PFK, całkiem nieźle się wyrabia na bitach, ale jest to produkcja dość wtórna, jesli chodzi o technikę. Z tekstami wcale nie jest słabo, nieco mitologicznych historii, ale nie przerażajcie się, to nie bryk dla maturzystów, tylko bortowe historyjki z osiedla i rapu. Bortowi wtórują dwaj goście: Wonlok, mimo lekko drażniącego wokalu, jest ok, a styl Profita posiada wyraźnie uliczną proweniencję.
    Kolejny nielegal, który nie wnosi wiele. Bort, byc może, niebawem się wyrobi i odnajdzie swój styl pośród swoich fascynacji. Może znajdzie producentów, mogących pomóc mu robić swoje. No i może ktoś do cholery zmasteruje materiał porządnie. Nie jest źle, rozwojowo, acz generalnie średnia półka podziemia.

OCENA: 3\6 


czwartek, 13 sierpnia 2015

BARRADO - MUZYKA PIĘKNA

Salut 2015

1. What now?
2. Rush hours
3. Slow motion
4. 7 days
5. 1 o'clock
6. Smile
7. And the life goes on...

    Kolejny rapper o którym nie mam pojęcia - choć Salut Records dało sie poznać już z różnych nagrań - choćby nielegala Marta. Barrado to koleś, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem - dostałem go w linku do recenzji, tak jak kilka poprzednich płyt i przyznam, że nieco się boję. Ok, ma on na koncie już dwa nielegale, ale skoro nie przebił się do świadomości pozalokalnej, to... Ale ja zawsze mówię, że opinię to wyrobię sobie, jak posłucham.
    Muzyka jest w całości pociągnięta z różnych instrumentali - to kawałki klasyczne, oparte na samplach. Nie poznaję żadnego z podkładów, więc mogę domniemywać, że to podkłady z friszerowych serwisów. Nie ma w tym nic złego oczywiście, poza tym, że kiedyś możesz trafić na swój kawałek z rymami, dajmy na to, po albańsku. Barrado wybrał sobie bity spokojne, bujające, czasem nieco jazzowe - takie sympatyczne rzeczy do bujania głową. Muza jest ok, daje radę, choć bez wzlotów. Dobrze, że całość jest dość krótka, bo nie nudzi tak bardzo.
    Nie ma to jak rapper idealnie dopasowany do bitów. Barrado brzmi dokładnie tak samo, jak muzyka: ciągnie się spokojnie na werblach, 'rzuca te wersy jakby od niechcenia, jak do kosza papierki'. To, o czym mówi, to zwyczajne rzeczy, rzucane zwyczajnie na bit, bo ani flow nie ma specjalnej ekspresji, a emocje jak na grzybobraniu. Ani to złe, ani dobre - takich albumów w podziemiu wychodzi setka rocznie: jestem wyluzowany jak rymuję, tak sobie żyję, itd, itp. Zdziwiły mnie tylko tytuły, sugerujące zawartość wersów po angielsku...
    Całość jest bardzo przeciętna, nieco nudnawa, bo nic tu się nie dzieje. Bity sobie płyną - nic odkrywczego. Barrado sobie płynie - nic odkrywczego, nie jest zły, ale nie pokazuje nic, co by wyróżniało go z całego tłumu rapperów, tkwiących w podziemiu. Brakuje emocji, brakuje werwy, brakuje pomysłu. A przeciętną poprawnością kariery się nie zrobi - odsłuch na YT ma zaledwie kilkanaście odsłon, to dobry dowód na to, że materiał nie przyciąga słuchaczy.

OCENA: 3\6


środa, 12 sierpnia 2015

RAKAS - TAK JEST EP

nielegal 2015

1. Plan
2. Lojalność
3. Moi ludzie
4. Po to tu przyszedłem
5. Ja
6. #eddie_gottlieb
7. Outroskit

    Ok, znowu ta sama jazda: nikomu (a przynamniej mnie i moim znajomym) koleś wydaje nielegala, wychodzi po raz pierwszy na szersze wody, a ktoś podrzuca mi tu linka z tym materiałem. Po ostatnich doświadczeniach to ja się już boję zagłębiać w te czeluści undergroundu, ale... brnę. Medal poproszę.
    Jak to ładnie ujął autor, bity są kradzione, ale prawie jak własne. Pięknie. A od kogo te podkłady wzięte? Cóż, mamy takie nazwy jak Contacious, Essex, Da Vosk docta i Louis Beats - no, i naturalnie Gedz. To takie nowoczesne rapsy, jedne mniej, drugie bardziej syntetyczne, ale toczą się dość sprawnie przez album. to tylko kwadrans, więc nie ma co się spinać na klasyk - tym bardziej, że bity kradzione, ale niemal jak własne, c'nie? Rakas dobrał sobie przyjemna muzykę i słucha się tego dobrze, często zapominając, że zawinięte.
    Nie spodziewałem się niczego specjalnego po Rakasie, ale... Okazuje się, że to całkiem fajny emce. Ma ciekawą barwę głosu, nieco laidbackowe flow, nonszalancko rzuca swoje wersy. Nie zawsze się zazębia, nie każde linijki idą perfekcyjnie, ale za to wszystko jest szczere. A tematyka jest dość pospolita: ja i moi ludzie, ja i moje życie, tak jest u mnie, jak i na tej epce. Szczerze, choć bez lirycznych i stylistycznych wybryków. Jak na debiut, całkiem ok.
    Krótki materiał, krótka recenzja. Rakas to świeży typek na scenie, który może mieć niebawem coś do powiedzenia, jeśli wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Owszem, rokuje, będę się starał trzymać rękę na pulsie - na razie na zachętę...

OCENA: 4-\6


wtorek, 11 sierpnia 2015

GOTCHA - TRZECI ŚWIAT

nielegal 2015

1. Trzeci świat
2. Lustrzane odbicie
3. Echo
4. Arealny
5. Dzień z życia mordercy
6. Kodeks
7. Prędkość światła
8. Mów mi śmierć
9. Pożeracz

    Nie wiem, kto to Gotcha, ale chyba nawet lokalesi ze Skierniewic nie bardzo go znają, bo na fejsbuczku ma ledwie 90 lajków. A jak mówi stare, chińskie przysłowie, kto nie jest na fb, nie istnieje... Ale nie istotne, bo to przecież może być bomba, samorodny diament...
    Wszystkie bity zostały zawinięte z freeshare'ów - i ok, niech sobie będą. Podany jest tylko jeden producent, Kronite w 'Lustrzanym odbiciu' - i tak nie gra to roli. Te podkłady, mroczne i klimatyczne, nawet jeśli skądś wzięte, są najlepszą rzeczą na tym materiale. 
    Łohoho... Znowu będzie, że jestem cham nieokrzesany, ale... Gotcha wybitnie nie powinien brać się za rymowanie, bo po prostu nie umie tego robić. Raz, że brzmi, jakby miał kluchy w gębie, dwa, że jego flow przypomina mi jako żywo nagrania Fasolek z Tik Taka. do tego wypada z bitu, potyka się na werblach, przystaje w dziwnych miejscach, aby bit go dogonił, rany... Jeszcze teksty może by uszły, ale wersy typu 'wyjdź z tego lustra, to ci dojebe' - w zamierzeniu natchnione, mroczne i tajemnicze, ale finalnie wychodzi to zbyt patetycznie i wręcz śmiesznie. Po prostu nie.
    Nie mam siły na ten temat dużo pisać. Zwyczajnie, kiedy zobaczycie na kolejnym forum linka do odsłuchu, potraktujcie to jak spam. Tego się nie da słuchać. Ktoś, kto podrzucił mi ten link do recenzji musi mnie bardzo nie lubić, podsyłając mi taki syf. Zaiste, trzeci świat rapu. Ja się muszę w ogóle zastanowić nad tym podziemiem, bo zaczyna mnie to przerażać. Poważnie.

OCENA: 1-\6    


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

LUKS - KARTA PACJENTA

Corner 2015

1. Reinkarnacja
2. Bezlitosna kreatura
3. Cham
4. Tańczące żyletki
5. Retrospekcja
6. Tulpa
7. Bombonierka i róże
8. Kolorowe koszmary
9. Fioletowy motyl
10. Alegoria smutku
11. Za daleko
12. Paranoja
13. Moja kochanka II
14. The devil within'

    To już druga płyta tego rappera - jak można wywnioskować z okładki, a także z traklisty, jest to rap z szufladki horrorcore. Przyznam, że wcześniej Luksa nie słyszałem, nawet nie bardzo kojarzę jego debiut, ale to mnie nie zraziło. Horrorcore ma swoich fanów w polsce, i choć jest to nadal niszowa rzecz, to przecież taki Kaen i Słoń sprzedają sporo albumów.
    W zasadzie większość produkcji wyszła spod ręki Anno Domini Beats, tylko po jednym traku dali Dansonn, Ear 2 Tha Beat, White House, Cheta Beats, Oskar Mike, Sinima, Melon On The Beat, Pawbeats, Marsad - czyli często wydaje mi się, że część to zwyczajnie bity zwinięte z friszerów - ale może zapłacone tym producentom z Shadowville. Nie ma to w sumie większego znaczenia, bo klimat te podkłady tworzą słuszny i choć nieco sztywny (jak to friszerowe podkłady), to jest ok. Dwa ostatnie są instrumentalami normalnych kawałków. Nieco nudno, część już znana - jakoś przelatuje - bez większego wrażenia. Ot, brzdąkają sobie bity, najczęściej dość klasyczne i moroczno-melancholijne.  
    Być raperem horrorcore jest ciężkie. Po pierwsze, trudno dać takie rymy, żeby być strasznym, nie zahaczając o bycie śmiesznym. Po drugie, trzeba mieć wokal i styl. Luks... ma coś. Na pewno nie jest śmieszny, choć nie mogę powiedzieć również, żebym drżał, niczym przy wersach mistrzów (Tech N9ne na przykład, Flesh-n-Bone, czy Koopsta Knicca). Luks potrafi nakreślić krwawe i brudne obrazy swoimi wersami, modulując wokalem tak, aby numer był pełen emocji. I jest całkiem ok, tyle, że... Czasami brzmi on zbyt podobnie do Kaena ('Cham'), co jakiś czas trąci Eripe, najczęściej natłok zaś wersów, słów i rymów nie pozwala właściwie odbierać znaczenia, bo może jestem jakiś głupi, ale parę razy udało mi się zgubić w tej nawale słów i kolejnych rymów. Nie zrozumcie mnie źle, Luks jest naprawdę ok, ale ilość słów i rymów na wers skutecznie zaciemnia znaczenie: Ten świat, to jego grób, jednak zda się łapać oddech, \ Kat, mimo licznych prób, jedynie pogłębił odmę, \ Ruchy ułomne, krew obmyła jego skórę, \ Odruchy gwałtowne - mobilność kaleczy Tourette, \ Nóżki spowite sznurem, widmo dziecka w świetle zórz, \ Dokoła wydmóżki, w jego pleckach dostrzegłem nóż, \ Wzruszający widok, ruszyłem przerwać katusze, \ Wtem dostrzegłem czarne ślepia, usłyszałem syk, płód wnikł w mą duszę' (pisownia oryginalna, żeby nie było, że to ja takie byki walę :P Łapiecie, ocb? Bywa trudne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod lupę kawałek o zjawisku zwanym 'tulpa', czyli dwoistość osoby w umyśle jednego ciała, czy o problemach dzieci patologicznych.
    'Nabijasz się ze mnie, ja nabiję cię na pal' - nie, nie nabijam się, oszczędź pala. Ale Luks trochę marnuje swoje możliwości kilkoma aspektami: muza jest zwyczajnie nudna i siermiężna, sam rapper jest zupełnie nieczytelny i po jakimś czasie to, co mówi totalnie zlewa się w jedno blabla - niby sensowne i ładnie poskładane, ale wciąż zbyt nabite i upchane. Nie jest to złe, ale sporo brakuje.

OCENA: 3\6


niedziela, 9 sierpnia 2015

ZASU - RÓŻNIE SIĘ UKŁADA

nielegal 2015

1. Musi się podobać
2. Pięknie
3. Tak powstaje numer
4. Co jest złote?
5. Owca
6. Płynę
7. Drwal
8. Parę linijek
9. Widzą mnie
10. Fucked up
11. Wyłącz

    Wziąłem się za linki do albumów podrzuconych w komentach - trochę potrwało, ale wreszcie. To zazwyczaj głębokie podziemie, ale czasem wpadnie coś interesującego. tym razem to chyba debiutancki mikstejp od kolesia z Łodzi - przynajmniej nic mi o wcześniejszych rzeczach nie wiadomo.
    Mikstejp, tak? No to mamy bity od Amerykańców: Onyx, Aesop Rock, Jurassic 5, The Doppelgangaz, Left Brain, Blaq Poet, Ten Thieves, czy nawet tak popieprzone jak Death Grips lub od Francuzów: Hocus Pocus i Brytyjczyków: The Four Owls i Leaf Dog (czyżby Zasu był fanem produkcji z labelu High Focus?). Zacne podkłady, nawet jeśli są trudne w odbiorze i nie wszyscy lubią (patrz Death Grips), więc słucha się tego całkiem nieźle, choć oczywiście, to już wszystko było. No, ale mikstejpy rządzą się własnymi prawami.
    Zasu wydaje się być nieco nieopierzony na majku, ale... Ma w sobie coś. Wyluzowany flow, spore poczucie humoru i odpowiednia dawka ironii i sarkazmu nie pozwala go wyłączyć - więc skubaniec nawija swoje gadki, a ty się wkręcasz. Jak sam określa swój proces tworzenia, to 'i choć jestem w kuchni, jedyne co się tu gotuje to mózg mi'. Facet przypomina mi bardzo Roszję ze starych dobrych czasów przed Tomaszem Andersonem - podobny klimat, podobny wokal i w sumie dość podobny dowcip. Tyle, że Zasu nie tylko opowiada ze swadą o czasie lekko przelatującym przez palce, ale również daje trochę politycznie i społecznie zaangażowanych wersów, choć 'nie prawię morałów, bo nie chcę być wzorem'. Ciekawostką jest 'Fucked up' na potężnym bicie The Four Owls - rapper nawija tu jedną zwrotkę po angielsku - i, co jest ewenementem, daje sobie radę doskonale ze swoim niemal brytyjskim akcentem. Fook, I'm impressed. (ok, 'fook' jest bardziej kanadyjskie, niż brytyjskie, ale fuk dat).    
    W tym mikstejpie coś jest, przez co nie umiem powiedzieć, że to słabe. Nie, nie jest słabe. Owszem, to tylko mikstejp na wtórnych podkładach, ale Zasu jest rapperem ciekawym i przyciągającym do głośnika. Przyznam, że to, co koleś mówi do mnie trafia - i z dowcipem i ze swoim luźnym stylem. Fajne, choć mało dopracowane. Ja czekam na album.

OCENA: 4-\6


sobota, 8 sierpnia 2015

EFDOPE - NIE PO TO BY MILCZEĆ


nielegal 2015

1. Zapraszam
2. Nie po to by milczeć
3. Chwile
4. Późno w nocy
5. Korzenie
6. Imię
7. Zajawki   feat. Z TOMASZOWA MISIEK
8. Hakuna matata
9. Mów
10. (free)Dom
11. Na koniec
12. Korzenie (Bart remix)

    Hmmm... Efdope nie jest znaną personą na naszej scenie, choć panuje ostatnio jakby moda na coś w stylu 'wiejskiego rapu'. Polega to na tym, że pojawiają się kolesie z małych miejscowości, którzy nie mogąc nic powiedzieć o rapie ulicznym, starają się przekazać coś bardziej ambitnego i filozoficznego. O Efdope nie słyszałem wcześniej nawet słowa, więc sięgnąłem po materiał bez żadnych przeczuć - ot, tyle, że okładka niezła graficznie.
    NSBWRG, Haaru, Mucha... Któż zna te ksywki? Jedynym producentem znanym jest tu Ironic, który dał cloudowy i wykręcony '(free)Dom'. Najwięcej jest tu traków od Muchy, który robi raczej klasyczne kawałki, oparte na samplach - lekko jazzujące i tkwiące w nowojorskim stylu końcówki lat '90. Są całkiem spoko, choć nie niszczą. NSBWRG (wybitnie antymedialna ksywa, nie jestem w stanie zapamiętać tego ciągu liter...) też robi klasyczne, tylko może nieco bardziej nowoczesne podkłady - jakby dekadę wprzód od Muchy. Jedyny nowoczesny klimat, poza Ironic'kiem, dał Haaru w tytułowym numerze - przyznam, że całkiem sprytnie zmontowanym. Aha, no i ten remix 'Korzeni', który wygląda na mieszankę wszystkich gatunków muzycznych na jednym hip hopowym traku - można było to sobie darować.   
    Rapper brzmi dość specyficznie - trochę jakby bał się, że w pokoju obok śpi babcia i odkryje zaraz, że wnuczek nagrywa te szatańskie wersety. Owszem, chłop się stara, pokazuje, że czuje bit i umie czasem przyspieszyć, zmienić tempo - niby ok. ale brak tu ognia i emocji, bo wszystko, choć poprawne, po prostu przelatuje, bo Efdope nie pokazuje pazurów - nie wiem, ale zapewne to kwestia nieogrania, bo nie dość, że to jego pierwszy projekt, to jeszcze jest to bardzo młody chłopiec. 'Z małej miejscowości mówi zwykły szary człowiek, który wartości ma wpojone' i te słowa wyjaśniają w zasadzie wszystko. Hip hop moja zajawka, Lubycza moje miejsce reprezent, bujam się z bandą, gadam, bo chce coś przekazać... Do tego dorzucić trzeba mocno filozoficzny '(free)Dom' - ale to chyba dlatego, że Ironic wymusił swoim popieprzonym romantycznym podkładem te głębokie myśli. Jedynym gościem jest Z Tomaszowa Misiek, koleżka lokalny, który nie błyszczy, ale prezentuje ogólnie rzecz biorąc poziom lekko wyższy niż średnia podziemna.
    Efdope ma możliwości, ma pomysły, ma skillsy - ale jeszcze nie umie tego do końca pokazać. Przydałoby się porządne studio i moc w wokalu. Jeśli chłopak będzie się dobrze rozwijał, coś z niego będzie. Na razie można sprawdzić, jest ok.   

OCENA: 3+\6


piątek, 7 sierpnia 2015

LE FLANEUR & ACIDZOOQ - PODRÓŻE

nielegal 2015

1. Poza siebie
2. Siema montaż
3. Dylemat więźnia
4. Jacht
5. Powroty
6. Schoizociąg
7. Dziś spokojnie
8. Spalone myśli

    Ubawiła mnie historyjka o spotkaniu Flanera i Żuka: rapper szukał producenta i znalazł: ćpającego metala, który stwierdził, że na hip hopach to on sie nie zna, ale przecież trzeba się rozwijać. I tak to poszło, mniej więcej :) Po takim dictum aż byłem ciekaw, co mnie tu spotka.
    Żuku rzeczywiście wydaje się być spoza tego świata - jego bity to fuzja wszystkiego, co w życiu wciągnął. Ciężko to nawet określić jednym zdaniem, bo producent zdecydowanie przekracza wszelkie granice i kordony. Perkusje dość często brzmią niczym wyciągnięte z wczesnych lat '80, na nich warczą basy, plimkają gitarki, wibrują elektroniczne dźwięki - to taki misz masz elektro, minimalu, hip hopu i Bóg jeden wie, czego jeszcze. Przy czym każdy podkład tkwi dość ściśle w stylistyce, wymykając się przy tym z szufladki. Nie jest to absolutnie łatwa rzecz - ambitna, ale wymaga sporej otwartości, bo muzyka Żuka nieco męczy i nie jest taka oczywista.
    Flaner nie jest również najłatwiejszy w odbiorze. Jego teksty są również nieco odjechane, ale przyznam, że choć poszczególne wersy są ok, to musiałem się bardzo wysilać, żeby zrozumieć, o co tak w ogóle chodzi, bo na pierwszy rzut ucha (a nawet na drugi) to kompletny chaos - 'Schizociąg'. Ani flow, który jest nieco monotonny, ani głos - to wszystko też nie zachwyca - ale razem do kupy czyni Flanera ciekawym zjawiskiem na scenie, na pewno jest to oryginalne i wyjątkowe. Czy taki rap znajdzie nabywców, zobaczymy. Ale z tego, co się zorientowałem, oceny są zróżnicowane.
    Te dwadzieścia trzy minuty, wypełnione dziwnymi bitami Żuka i dziwnymi odjazdami Flanera mogą albo zachwycić, albo obrzydzić. Szczerze mówiąc, słuchałem tego sporo, żeby wyrobić sobie jakieś w miarę stabilne zdanie, ale nie idzie. Nie powiem, że epka mnie zachwyciła, ale dostrzegam perspektywy na przyszłość. Będę śledził, ciekaw jestem, co z tego wyniknie...

OCENA: 3+\6 


czwartek, 6 sierpnia 2015

LAS STUDIO KLIKA - RAJZA MIXTAPE

nielegal 2015

1. Świat tonie
2. Rajza (Kto robi rap)
3. Kłęby siwego dymu
4. Orient
5. Prosta matematyka
6. RRR
7. Nie próbujcie tego w domu
8. Szukam
9. Dla kurażu
10. Szemrany szermierz
11. Biorę
12. Dopóki nie zginę
13. Świat się kręci
14. Pirat / Everyday everynight

    Nie wiem, co to za brygada - tyle mojego, że dowiedziałem się, że maja studio, pochodzą spod Warszawy i posiadają szalone pomysły. To mikstejp, który prezentuje legionowską szkołę rapu, o której dawno już nie było nic słychać. Po takich zapowiedziach mam raczej ambiwalentne uczucia, ale przecież sprawdzę, kto bogatemu zabroni...
    Muzyką w Studio zajmuje się niejaki Lous Villain - ksywka kojarzyła mi się raczej z chicano rapem, latynoskim g-funkiem i tego typu jazdami. Raczej nie, jak się okazuje. Louis potrafi zrobić różne podkłady, choć wyraźnie czuje się nieźle w tych nowoczesnych, trapowych bitach, które są wcale niezgorsze, nieco minimalistyczne, ale takie do kręcenia w klubie. Czasem wpada coś bardziej klasycznego ('Kłęby siwego dymu', czy 'Nie próbujcie tego w domu'), choć nie jest to przeważająca akcja. Troszkę sampli, sporo elektroniki - miejscami nawet bardzo agresywnej ('Prosta matematyka' - kwintesencja garażu i trapu, bit wgniata). Muza jest upalona, ciężka, ale buja. Całość zmasterował Waco, skreczami ozdobił DJ Enes i DJ Gram i okazuje się, że całość zupełnie nieźle daje radę.       
    Kiedy zainteresujemy się bliżej tym, kto tu rapuje, poznamy ksywki tej ekipy. Łysążi Łyżka (tchnie podróbą - co na to Łysonżi?) ma wolny flow - taki dostosowany do trapowych klimatów, Rastek to nosowy głos i nieco kwadratowe flow, ale za to ma pełną gamę bezpośrednich wersów ('Siemano jestem Rastek, mam w sobie ten pierwiastek \ lubię cipki ciasne, jak piję to nie zasnę'), Kado jest nieco sztywny, ale ogrania w miarę nieźle, Kwiatek z kolei ma trochę problemów z flow i specyficzny wokal, ale uchodzi, LSN i Gruber zaś są bardzo typowi  - aż do bólu. Sam producent, Louis Villain, radzi sobie nieźle na własnych podkładach. Wszyscy prezentują mniej więcej podobny poziom: zwolnione flow, wyraźna artykulacja i podobne podejście do tekstów. Bo o czym tu mowa? W sumie o niczym konkretnym - cały mikstejp to głównie melanż, przetykany czasem życiowymi filozofiami. Tu nie ma być przekazu i głębokich przemyśleń - kawałki mają ci przetrzepać szare komórki i dać rozrywkę - w ten sposób to działa.
    Choć jest to płyta, która wygląda na zrobioną na odpierdol, brzmi jednak całkiem spoko - tylko nie można tego brać na poważnie. Klika się bawi i ma nadzieję, że my będziemy bawić się wraz z nimi. I póki pamiętamy, że to wszystko jest zrobione przez palce, jest świetnie. Ja tam się bawię przy tym setnie. Dla ludzi bez dupy spiętej agrafką.

OCENA: 4\6  


środa, 5 sierpnia 2015

SNDK - ZIELONA SZKOŁA

nielegal 2015
  
1. Witam w moim świecie
2. Nie Do Wiary 
3. Brudne Południe
4. Ostatni dzień sierpnia
5. Cannasport
6. Się nie daj kręcić 
7. Hardcore
8. By w to uwierzyć
9. Za co gotów jesteś umrzeć   feat. DAWIDZIOR
10. Zielona Szkoła
11. Żyj jak chcesz    feat. KACPER
12. Ciągnie wilka do lasu    feat. ZAWARTY PAKT, NIZIOŁ, SONGO
13. Stoczy na dno każdego
14. Zabij złość
15. Twój świat

    Jakiś czas temu udało mi się dorwać album składu Nie Dla Wszystkich, w składzie którego jest m.in. Kacper HTA. I płyta zostawiła mi na umyśle bardzo pozytywne wrażenie, może głównie dzięki właśnie Kacprowi, ale przecież ani Sendek, ani Sadam, ani Dawidzior nie wypadali źle. No i teraz Sendek wydał solo - czy będzie równie dobre, jak płyta całego składu? 
    To płyta o brzmieniu raczej ulicznym, ale nie spodziewajcie się tych wtórnych podkładów typu ciężki bas, smętne smyczki i mroczne pianino. Na szczęście Sendek kontynuuje drogę, wyznaczoną przez całe NDW (nawet, jeśli Kacper odjechał już dalej w stronę tzw. rapu ambitniejszego - zrozum to sobie jak chcesz). Bity na album dali  Małach, Wuerbe (bardzo fajny 'Nie do wiary'), STX, Tristanonthetrack (ciężki trap, który miesza w bebechach, ale i robi świetne wrażenie), Vidi (nudne i wtórne 'Się nie daj kręcić', nieco lepsze elektroniczne 'By w to uwierzyć'), Suicide Studio, Vybe Beatz (całkiem smaczny 'Żyj jak chcesz') i Choina. smakowite jest połączenie sił syntetycznego Tristana z klasycznym STX - trak ma dwa oblicza i brzmi bardzo ciekawie. Na tym dość zróżnicowanym, choć nadal mocno nowoczesnym tle muzycznym objawia się jeszcze DJ Feel-X - szkoda, że tylko w dwóch kawałkach. Poza drobnymi wyjątkami, to bardzo fajnie zrobiona płyta.
    Sendek jest ok, naprawdę. To z jednej strony cała garść ulicznych i życiowych opowieści, ale bez tego pieprzonego umartwiania się i narzekania, że życie, takie ciężkie. Tu trochę pozytywnych motywacji, trochę panczy i bragga, szczypta osiedlowych opowieści... Całość w nieco innym stylu, niż typowa uliczna płyta kolesi o trzech dowolnych literkach po ksywce. Jasne, nie wszystko jest idealnie, czasem nieco gryzą się rymy na najprostszych końcówkach, ale w zasadzie to nie Voice of Poland i taki osiedlowy rapper z ambicjami ma prawo mieć taki ławkowy sznyt - akurat u SNDK to nie razi. Goście, którzy się tu znaleźli, to przede wszystkim fejmowa część składu NDW: Dawidzior nie pokazał się z dobrej strony niestety, a Kacper wraca tu raczej do swojego brzmienia typowego dla HTA - które chyba wolę, prawdę mówiąc. Pozostali goście znaleźli się w posse tracku 'Ciągnie wilka do lasu' - najlepszy, zgodnie z przypuszczeniami, jest tu Nizioł, a najstraszniej wypadł, również to przewidziałem, Songo.
    I znowu otrzymałem od NDW bardzo przyjemną, uliczną płytę, która jest wystarczająco oryginalna, żeby się nią zainteresować oraz jest wystarczająco dobrze zrobiona, aby słuchało się jej całkiem dobrze. Sendek dał sobie radę na solo, jest to płyta zróżnicowana i urozmaicona - czasem teksty (wiesz, Ganja Mafia  w końcu) mogą być  nieco gówniarskie, ale należy na to patrzeć przez palce i traktować jako folklor. Całkiem spoko album.

OCENA: 4+\6 


wtorek, 4 sierpnia 2015

CZESKI - KOLEJNY STOPIEŃ WTAJEMNICZENIA

nielegal 2015

1. Start 
2. Zbudowałem Imperium feat. ZARAZ 
3. Zostawić jakiś ślad 
4. Bujam w obłokach feat. DAGA
5. Quo Vadis feat. OLA LABURDA 
6. Mam ochotę zabijać 
7. Na przekór feat. KECZAP
8. Cyfry   
9. Robimy to lepiej feat. FILIPEK, OXON
10. Sam   
11. Nie tylko w walentynki     

         Czeskiego obserwuję już od paru lat - jego poprzednie dwie płyty były bardzo porządną dawką hip hopu: inteligentną i opartą na niezłych bitach. Z zainteresowaniem sięgnąłem po album, aczkolwiek przyznam, że okładka mnie lekko odrzucała - tym razem wyszła zwyczajnie brzydko. No, ale nie ocenia się książki po okładce, c'nie?
    Muzycznie Czeski zrobił to, czego się zawsze trochę boję: co kawałek, to inny producent. Startujemy z Grejtem, którego podkład należy do tych, co nie daję rady się do nich przekonać: perkusja złożona z hajtetów i syntetyczna melodyjka, mdło i nudno. Ale, ale - już w numerze [2] wchodzi !kos z samplowanym bangerem, który od razu podnosi ciśnienie. Następny bit to PCN, który zrobił trak nowoczesny, ale już nie cloudowy. Nie będę wymieniał każdego numeru po kolei, bo to się mija z celem. Jedenaście kawałków, jedenastu producentów, jedenaście opcji. Cloudowy Grejtu, klasyczny !kos, elektroniczny PCN, Noowikowski i TRC, dość nowoczesny Nowik, Lema, Uneasy, Sakier i Golec, którzy dali podkłady w stylu początków XXI wieku or twardy i nieco klasyczny Salvare. Co jakiś czas pojawia się dj ze swoimi skreczami: tutaj są to DJ Nambear i DJ Te. 
    Jakkolwiek muzyka to zupełny mashup stylistyczny, Czeski jest na tyle mocnym rapperem, że nie gubi się na żadnym z nich. Potrafi nawinąć pod każdy bit, a robi to z równą uwagą i dbałością o szczegóły. Do tego teksty, które są bardzo mocną stroną jego kawałków, niech smaczku dodadzą linijki, które sobie wyciągnąłem z kontekstu wprawdzie, ale dają pojęcie o dowcipie i pomyślunku Czeskiego: 'weź nie pierdol, bo cię spiorę jak Perwoll', smak porażki nie jest dla moich kubków smakowych', 'jak w pierwszej gimnazjum wojna trzynastoletnia'. Do tego trafił się tu mocarny trak 'Mam ochotę zabijać' - cały tekst jest świetny, do tego nawinięty z pasją - mój osobisty faworyt.Czeski nie zajmuje się więc tylko bragga, ale porusza również istotne, życiowe tematy i robi to na tyle oryginalnie, że słucha się go z prawdziwym zainteresowaniem. Na traklistę trafiło paru gości, na mnie spore wrażenie zrobiła Ola Laburda, a także Filipek z Oxonem w braggowym bangerze.
    No nieźle, choć po pierwszym traku miałem poważne obawy - płonne, jak się okazało. Czeski nagrał świetny album, bodaj najlepszy w karierze. Może muza nie jest specjalnie spójna i nie wszystkie podkłady są dobre, ale płyta spokojnie daje radę, zwłaszcza, kiedy na majka wchodzi Czeski. Do tego propsy za numer z Oxonem i Filipkiem, a także za sztos 'Mam ochotę zabijać'.

OCENA: 5\6  


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

MIKLAK & JAROSŁAW BEATZ - SWOJĄ DROGĄ

nielegal 2015

1. Labirynt
2. Podaj dalej
3. Obraz
4. Idziemy po swoje   feat. THEODOR, PROCESS
5. Lawina   feat. DMN
6. Star Trek   feat. SEBASTIAN NAJDER
7. Hefajstos   feat. KOMIL, KARJAN
8. Zamki z piasku
9. Swoją drogą
10. Still better   feat. BIG AL
11. Pokaż
12. Huragan
13. Statek   feat. BCZ

    Przyznam, że Miklak i Jarosław to postaci zupełnie mi nieznane. Znalazłem sporo hajpu jednak na łódzkich portalach hip hop i zauważyłem, że ci reprezentanci Skierniewic coś potrafią, bo odzew był pozytywny. A zatem pora sprawdzić kolejną grupę rapper i jego producent.
    Jarosław poczynił tu całą garść nowoczesnych, cykających bitów, wyłaniających się z szufladki zwanej trap. Hajhety atakują tysiącami, autotune czasem nieśmiało daje się usłyszeć, syntetyczne melodyjki wygrywają raz wściekłe stacatto, czasem zaś wchodzą cloudy, które mogłyby być soundtrackiem do sceny pogrzebu w melodramacie. Dlatego mamy tu przegląd od bangerów, których nie powstydziliby się w klubach, aż po rozlazłe cloudy, które, szczerze mówiąc, działają mi nieustannie na nerwy. Ale z drugiej strony w refrenie 'Star Treku' usiadły ostre riffy gitarowe. Ogólnie muzyka na płycie jest całkiem porządna - nie zawsze do mnie trafia, ale jak na nowoczesną muzę, sporo tu dobrego brzmienia. 
    Miklak jest naprawdę porządnym rapperem, obdarzonym silnym głosem i pewnością siebie. Umie zwolnić i przyspieszyć bez szkody dla rytmu. Rapper leci po tych bitach, aż miło, widać, że czuje się bardzo swobodnie na tych nowoczesnych podkładach. Ważniejsze, że nie męczy się na tych połamanych bitach, jak niektórzy, a co ważniejsze - nie męczy słuchacza, a wręcz przeciwnie. O czym mówi Miklak? No cóż, o wszystkim i o niczym zarazem. Nie chcę przez to powiedzieć, że pieprzy bzdury, ale po prostu miesza w większości kawałków tematy ze sobą. Sporo tu bragga, sporo równocześnie osobistych wynurzeń. Znalazło się tu również sporo gości, z których Karjan, BCZ i DMN zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ciekawostką są Big Al, który stylem wcale nie oszałamia oraz wokalista Sebastian Najder, który w refrenie 'Star Traka' poleciał po złoto, wywołując ciarki na plecach.
    No i okazuje się, że 'Swoją Drogą' to bardzo porządny album, gdzie zdecydowanie świeci Miklak ze swoimi panczami i stylistyką. Podkłady Jarka może nie robią aż takiego wrażenia, ale jest wśród nich kilka mocnych wejść: 'Lawina', czy 'Swoją drogą'. Niezła rzecz, warta sprawdzenia.

OCENA: 4+\6


niedziela, 2 sierpnia 2015

TACO HEMINGWAY - UMOWA O DZIEŁO

Asfalt 2015

1. Od zera
2. A mówiłem ci
3. Następna stacja
4. 6 zer
5. +4822
6. Awizo
7. Białkoholicy
8. 100 km/h

    Taco zaczął niby niechcący, nieby mimochodem, zdobywać sobie serca fanów rapu w Polsce. I kiedy wyszła kolejna po 'Trójkącie Warszawskim' produkcja, na fanpejdżach i portalach zaczęły się ochy i achy, rapowi publicyści pieją z zachwytu. No czad.
    Te pół godzinki wyprodukował Rumak, dając Taco pole do popisu swoimi oszczędnymi produkcjami. Owszem, ten minimalistyczny styl może nie przypaść wszystkim do gustu, ale wydaje się, że te podkłady nie mają galopować same w sobie, ale stanowić tło dla rappera, który ma wystarczająco dużo skillów, aby to dźwignąć. Rumak stawia na proste patenty, syntetyczne zagrywki na ascetycznych wręcz perkusjach. Z jednej strony daje to przestrzeń, z drugiej zostawia wiele do życzenia płaskością brzmienia. Tak, czy siak, trzeba się przyzwyczaić i albo polubić, albo nie słuchać.   
    Taco ma dość specyficzny wokal i sposób wymowy. W ogóle jest bardzo charakterystyczny, nie tylko z uwagi na technikę, bo nie o nią tu chodzi tak naprawdę. Sam sposób artykulacji może byc nieco toporny, ale to, co mówi Taco jest nie dość, że niezwykle spójne, to jeszcze wciąga. Czy to rapper jedzie metrem na kacu-gigancie, czy chce zarobić hajsy, czy pije. Nie ma znaczenia. To teksty, które walą trafnością obserwacji w pysk, a tematy są niby proste, ale chwytają za gardło. To pojęty z dużą dawką humoru i ironii protest song przeciw konsumpcjonizmowi, zaangażowany politycznie manifest, czy zwyczajna - niezwyczajna przejażdżka po mieście. Przy tym, Hemingway wydaje się zupełnie nie przejmować, czy to robi na kimś wrażenie - co więcej, jest wystarczająco pewny siebie, że mu to zwisa. Wizja miasta i świata, którą kreuje jest zawiesista i lekko zadymiona.
    Płyta Taco to bardzo specyficzny album. To swego rodzaju wypadkowa pomiędzy Oskarem, ejmattem, a Synami i Żytem. To wyraźnie inteligentny gość z dużym dystansem do tego, co robi. Mnie ta epka wzięła, czekam na następne rzeczy.

OCENA: 5-\6   


sobota, 1 sierpnia 2015

KRASZA - ZNIKĄD

9 Liter 2015

1. Znikąd 
2. Przewijam Wstecz 
3. Szron 
4. Bezpowrotnie
5. Jesteśmy Podobni
6. Młody
7. Chciałem Zapytać 
8. Zapalniczka 
9. Zastrzyk 
10. Artystka 
11. Sztuczny Tlen 
12. W Drodze Po Cud 
13. Widok Z Okna 
14. Nie Potrafiłbym 
15. Tutaj Ja 

    Tytuł płyty oddaje wszystko - chłopak pojawił się istotnie znikąd i nagle wydaje album na legalu. Ok, ten młody chłopak z małego miasta nagrywa już od paru lat, ale z tego, co do mnie docierało, były to głównie kawałki romantyczne i mdłe... Dlatego tyle zwlekałem z recenzją, bo ciężko było mi się pochylić nad tą produkcją.
    Poza paroma numerami, za większość bitów odpowiada tu Fame. Nawet dość ciężko określić, co to za muzyka - dość współczesna, owszem, ale bez połamanych perkusji i trapowych wjazdów. Może i całkiem klasyczna, ale z kolei obywa się raczej bez sampli. Te nowoczesności nadrabia czasem Mario w trzech numerach: tu już wchodzą hajhety, cloudy i tym podobne klimaty, nie zmienia to jednak wiele. Muzyka jest dość jednostajna, rozlazła i w większości zwyczajnie nudna i bez życia. Na koniec został tylko bit od NWS - też bardzo typowy dla tego producenta, ale w porównaniu z resztą, nieco bardziej sensowny.
    Na początku wydaje się, że niby Krasza jest dość sprawny na majku, ale coś z jego wokalem jest nie tak. Nie wiem, czy to specyficzna maniera gadania, czy jakaś wada wymowy, czy akcent... Do tego jego melodeklamacja jest do bólu monotonna i wszystko zlewa się w jedno plepleple. Zastanawia mnie jeszcze, skąd tyle goryczy i czarnowidztwa w bądź co bądź młodym chłopaku? Co chwila przewija się temat samobójstwa: stanie na moście, wbijanie sobie noża w brzuch itp., rany, nawet jeśli kawałek ma mieć (tak sądzę) wydźwięk pozytywny, to można się przy nim pochlastać plastikową łyżeczką. Już przy szóstym traku byłem poważnie nadwyrężony skupianiem się na tych wersach cierpienia, a przecież jeszcze były  przede mną takie momenty, jak żałosna 'Zapalniczka' (piosenka w typie dziesięcioletnia Kukulska dla trudnych dzieci), czy 'Artystka'. Ciągle powtarza się 'łezka tej dziewczynki', 'tak zimno na serduszku', ja pierdolę... Ciągle jakiś dramat, brak ciepełka w wątłych ciałkach, taki smutek i ból, mamusia okrywa kocykiem, aby było cieplutko... Skisłem.
    Przyznam, że dałem tego radę wysłuchać ledwo raz - i to ciężko było mi dobrnąć do końca. Rozlazła, ciągle taka sama muzyka, patetyczny Krasza, który bezustannie nawija o tym samym w taki sam sposób, a jeśli już zdarza mu się modulować wokalem, to brzmi, jakby się zachłysnął. Jakbym chciał, aby ktoś młody popełnił samobójstwo, to na pewno sprezentowałbym mu ten krążek. Taka pierwsza pomoc do samobójstwa, wygląda niczym książeczka dla dzieci, która namawia do rozstania się ze światem. Sam się mało z nim nie rozstałem podczas odsłuchu.  

OCENA: 2-\6