sobota, 28 lutego 2015

CEHA JOINT - START

Universal 2015

1. Wjazd   feat. RAZET
2. Plażing   feat. JAHLOVE
3. Nocny dromader   feat. LILU, ANIA IWANEK
4. Księżyc frajer
5. Ja chcę palić   feat. SIDNEY POLAK
6. Wybuchowa mieszanka   feat. GIGANTE
7. Party    feat. ANIA IWANEK
8. Wkurwiony brunet wieczorową porą
9. Brutalny biznes
10. Teraz my uderzamy   feat. RAP TALIZMAN, WOŁOMINIACY, BRZ
11. Nie łam się   feat. JAHLOVE, GIGANTE, TYSON KNIGHT
12. Law story   feat. IDA CUPAS
13. Zajawka
14. Wciąż tu jestem   feat. JUNIOR WSM
15. Rap na ulicach   feat. BOSSKI ROMAN
16. Głodny chce zarobić   feat. SUJA THS
17. Cały czas do przodu

    Debiut wydany przez mejdżorsa niesie ze sobą pewne zagrożenia. Po pierwsze, istnieje pewne niebezpieczeństwo, że płyta będzie mocno... Hmmm... radiowa, powiedzmy. Druga, że to jakas hybryda, która robi eksperymentalne chuj-wi-co - z naciskiem na 'chuj'. Przyznam, że nie znałem wcześniej tego rappera z warszawskiego Tarchomina, mimo, że podobno na scenie jest już z piętnaście lat. Tak samo nic mi nie mówią nazwy jego zespołów, dumnie prezentowane w reklamach. 
    Piero, Olo Mothaship, Donde, Łukasz Borowiecki, Kofson, Feru czy PCD z Australii to zestaw producentów, jakich zatrudnił mejdżors. Przyznam, że nazwiska\nazwy mało fejmowe, ale na szczęście to nie same nazwy robią bity. Kofson ma bardzo bujające, energetyczne bity (konkretny 'Wjazd', uliczny, nieco orientalny 'Brutalny biznes'), a Islim popełnił bardzo złotoerowę 'Zajawkę'. Donde we 'Wkurwionym brunecie...' wypadł nieco blado, Olo Mothaship wprowadza bardzo regałowe, jamajskie klimaty, podobnie jak Łukasz Borowiecki. Piero zabezpiecza te nieco bardziej elektryczne podkłady, ale to kangury z PCD wjeżdżają z mocnym dubstepem i d'n'b. Za to Feru to nic ciekawego, typowa uliczna masówka. Całość mocno wspomagają na wosku DJ Gruzin i DJ Danek. Ogólnie, muzyka jest tu najlepszą rzeczą, klimat zmienia się w dobrym tego słowa znaczeniu, bo mamy tu i zupełna klasykę, reggowe wajby, uliczne, monumentalne i ciężkie bity oraz ostrą, progresywna muzykę elektroniczną. Słucha się tego dobrze, naprawdę.   
    "To prawdziwy rap a nie bum sialala, nie pasuje ci ten klimat, to wypierdalaj" - no tak, przekaz jest zasadniczo prosty. Z założenia to taki uliczny rap, ale na szczęście Ceha wymyka się z ramek. Ma całkiem niezły flow, pełen pasji i choć te wersy są bardzo przeciętne, to wraz z podkładami czyni to całkiem porządny kawał rapu. Nawet tematyka, zamykająca się w typowych dla ulicznego rapu rzeczach, to nie razi banałem aż tak bardzo (no, w większości przypadków, bo te prawilne wejścia są raczej marne - 'Księżyc frajer'), choć teksty są raczej słabe. Ceha może i jest przez te wszystkie lata przy mikrofonie wyćwiczony, ale do pierwszej ligi nie należy i raczej należał nie będzie. Wystarczy zestawić go z niektórymi gośćmi: weź Lilu, która wciąga kawałek nosem, weź Rosjanina R.A.Z, czy brytyjskiego garażowca Gigante... Może BRZ wypadł nieco na plus. Spoza rapu mamy też tu kilka osób: w związku z tym, że nad całością czuwał Sidney Polak, to mamy tu również Jahlove z T.Love. A reszta, o której nie wspomniałem? No cóż, musiał być pewnie jakiś powód, dla którego nie wysiliłem się na te parę słów o reszcie rymujących gości, tak?
    Płyta ma dwa bieguny: na plusowym siedzi okrakiem muzyka i dje i oboje mają się całkiem dobrze. Na drugim są rapperzy i liryka: pusta i nijaka, choć nie najgorzej nawinięta. Wokaliści, Lilu i Gigante nie ratują rzeczy, jedynie obnażają braki twórców. Ogólnie rzecz biorąc, to całkiem porządna płyta, dokładnie ze środka stawki. Jeśli chcesz czegoś niewymagającego, bez napinki - będziesz raczej zadowolony. Jeśli szukasz ulicznego klimatu w typie Ciemnej Strefy - to nieco inna jazda. A jeżeli potrzebujesz inteligentnego rapu - daj sobie spokój. Lepsze, niż sądziłem, ale bez wielkich wzruszeń.

OCENA: 3+\6 


piątek, 27 lutego 2015

KAEN - TYLKO ŚMIERĆ MOŻE MNIE ZATRZYMAĆ

Prosto 2015

1. Tylko Śmierć może mnie zatrzymać
2. Nie wszystko stracone
3. Labirynt   feat. GOSIA BERNATOWICZ
4. Fuck # 
5. Singiel
6. Za horyzontem   feat. PAULINA SZURNICKA
7. Piętno dilera    feat. CHADA
8. Bajka
9. Oczy szeroko otwarte feat. KROOLIK UNDERWOOD  
10. Ojcze nasz
11. Wybór   feat. GRIZZLEE
12. W moich butach 2   
13. Krzyk feat. GOSIA BERNATOWICZ

    Kaen to idealny produkt medialny. Chłopak z problemami, schowany za maską, dissowany przez fanów 'dorosłego' rapu i kochany przez gimbazę. Kontrowersyjny. I wydaje go Prosto, a każdy album sprzedaje się jak świeże bułeczki. I cokolwiek by nie mówić, Kaen wie, jak sprzedać swój materiał - przy czym słowo 'sprzedać' występuje tu bez negatywnych konotacji.
    Ive rozwija się wraz z każdym albumem Kaena. Tutaj dostajemy klasyczne bity, podszyte nieco klimatem Aftermath Records. Nie ma tu zbytecznego umartwiania się, rozlazłych cloudów - wręcz przeciwnie, solówki na gitarze elektrycznej tylko uświetniają podkłady, zamiast zamulać pseudo romantycznymi riffami. Klapiące, pełne werwy perkusje stanowią energetyczne koło zamachowe dla oszczędnych, ale konkretnych sampli, z których Ive buduje swoje podkłady. Nie jest to wielki majstersztyk - to po prostu bity, które doskonale pasują do rappera i stanowią dla niego odpowiednie tło. Ive wspomagany jest przez DJ Noriz, DJ Frodo i DJ Grubaz - i tylko jest jedno ale: te bity naprawdę śmierdzą Dr. Dre i jego kolegami z czasów Aftermath i Shady...  
    'Leszcze mnie dissować chcą, no bo polski sen mam \ Żaden z was nie będzie mną – robię ostry Wietnam' - w sumie z jednej strony wydaje się, że Kaen ma w dupie, co o nim krzyczą hejterzy. Z drugiej jednak zbyt wiele panczy leci w kierunku owych hejterów, żeby uwierzyć, że zupełnie go to nie obchodzi. Ale to tym lepiej dla gry. Polski Eminem? Na pewno Kaen się inspiruje, ale przecież z każdą płytą odchodzi od tej maniery, zmieniając ją na swoją własną - podobną, ale inną. 'Zrozum ty zrobiłeś ze mnie chłopcze gwiazdę \ Nadal ten normalny chłopak, to twój kompleks właśnie'. Coś w tym jest, c'nie? Tym bardziej, że Kaen, choć nadal bywa brutalny i obrazoburczy, to nie bawi się już w ociekające krwią historyjki. Teraz to jego życie: nadal brudne i pełne bólu i niezrozumienia, ale przynajmniej namacalne, bo dziejące się gdzieś w mieszkaniu obok. I pozostaje tylko w powietrzu pytanie: gdzie jest Bóg? To płyta, która jest pewnie jakąś terapią, sposobem na pozbycie się demonów z szafy (#cleanin' out my closet). I to pewnie dlatego Kaen zaprosił prawie tylko i wyłącznie wokalistów. A jedyny rapper, Chada, jest tu, szczerze mówiąc, zupełnie zbyteczny.
    Nigdy nie byłem przeciwnikiem Kaena - nie byłem również jego fanem. Nie można powiedzieć, że jest słabym rapperem - może nie podobać się jego stylówka. Nie można powiedzieć, że jego płyty są słabe - można ich nie rozumieć i nie pochwalać treści. Ja zawsze miałem wypośrodkowaną opinię - było różnie. Ale tym razem to zdecydowanie najlepszy album Kaena. Dopracowana, ciężka, ale nie obrzydliwa. Tym razem rapper naprawdę się postarał...

OCENA: 4+\6


czwartek, 26 lutego 2015

O.S.T.R. - PODRÓŻ ZWANA ŻYCIEM

Asfalt 2015

1. Prolog
2. Nowy dzień
3. Hybryd
4. Wampiry budzą się po 12.00
5. Pistolet do skroni
6. Podróż zwana życiem   feat. SACHA VEE
7. Kraina karłów   feat. CADILLAC DALE
8. Rise Of The Sun   feat. CADILLAC DALE
9. Post Scriptum
10. Grawitacja
11. Nie do rozwiązania
12. Ja Ty My Wy Oni feat. SACHA VEE
13. Keep Stabbing
14. Gdybym tylko chciał
15. Fizyka umysłu
16. Kilka zdań o…
17. Lubię być sam
      
    To przełomowa płyta w karierze Ostrego. Swoista podróż w przeszłość, przez całe życie, aż po to, co czeka go gdzieś w oddali. Już wydanie płyty, wykonane przez Forina, wprowadza nas w autobiograficzny nastrój: w pudełku znajduje się biały jewel case z cdkiem oraz dwanaście kartek, niczym z kalendarza. Na odwrocie każdej grafiki wypisane sa najważniejsze wydarzenia z życia Ostrego.
    Produkcyjnie, to już nie jest ten sam Ostry, jakiego znamy z poprzednich płyt. Dojrzał? Doszedł dopewnego punktu i skręcił, nie widząc sensu brnąć dalej w tym samym kierunku? A może to zwykły skok w bok? No cóż, co by to nie było, jest inaczej. Kolaboracja z Killing Fields poszła raczej w stronę holenderską. Zniknęły sample, zniknłęy bumbapy, nie ma klasyki, jakiej być może mogłeś się spodziewać. Są spokojne brzmienia, poukładane na bitach i podbite gęstym basem. Wszystko leci bez pośpiechu, a jednak z energią - to taka muzyka, która poniesie cię z świat, jeśli jej pozwolisz: założysz słuchawki i ruszysz w miasto. Owszem, uważni słuchacze płyt Ostrego zauważą, że podobnych brzmień co tutaj trochę już poszło, ale nie były one dominujące. Teraz mają one płytę na wyłączność. Ostry mówi, że to muzyka dla dorosłych i ciężko się z nim nie zgodzić. Głowa sama się kiwa z wolna, te dźwięki ruszają, bo choć nie ma tu sampli i klimatu poprzednich albumów, brzmienie jest nadal w większości klasyczne (czasem słychać inspirację dubstepami, czy innym njuskulem) - ale w inny, bardziej zaawansowany sposób. I nikt teraz nie powie, że Ostry się skończył i za dużo robi. Przeciwnie, on się dopiero tu zaczyna.
    To autobiografia, więc nie będzie tu gości - no, poza wokalistami, którzy tylko ubarwią rymy swoim głosem. Ostry rozprawia się tu sam ze sobą i swoim życiem, dlatego znajdziemy tu mnóstwo wspomnień i przemyśleń - na każdy życiowy temat. Opowiada o początkach swojego rapu, o mieście i dzielnicy, o problemach z własnymi dzieciakami - ale wybiega również w przyszłość. Jest szczery i pozwala sobie na konkluzje, z którymi nie wszyscy muszą się godzić. Zapytuje o siłę i sens miłości, stara się trzymac twardo na ziemi, ale spełniać marzenia... Trudno o bardziej osobistą płytę. I dobrze, bo poznajemy tu Ostrego jako zwykłego człowieka - nie znanego i rozchwytywanego rappera i producenta, tylko osobę, która posiada rodzinę, czasem jest zmęczony, czasem wściekły... Myślę, że ludzie po trzydziestce dużo łatwiej przyswoją ten materiał, bo będą po prostu wiedzieć, o czym Ostry mówi...
    To niezwykle równa rzecz - zarówno muzycznie, jak i tekstowo. To podróż przez życie, którą odbywa się nieco przez szybę. Wprawdzie uczestniczymy we wszystkim, co się dzieje, doświadczamy na własnej skórze, ale to nie jest nasza opowieść - jesteśmy tu jakby przypadkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że to bardzo przyjemna wyprawa. Jak to powiedział Ostry: 'to nie hip hop nas zmienił, to my zmieniliśmy hip hop'. Tak, przynajmniej ten polski.

OCENA: 5\6


środa, 25 lutego 2015

YASSATO - CIĄGLE NA WSCHÓD

nielegal 2015

1. Igły
2. Hip hop streets
3. Ciągle na wschód
4. Nieśmiertelność
5. Planeta małp
6. 1000 lat
7. Musisz walczyć
8. Jackass
9. Klasyka kina
10. Half life
11. Into the wild
12. Wysypisko
13. Świat już był   feat. XENOBI
14. Oasis
15. Big in Japan
16. Podobno tędy droga   feat. FRANS
17. Legenda

    Yassato lubię już od dawna - znaczy od 2012\2013 roku, kiiedy wydał on swoje solo, 'Nie Zasnę' - była to jedna z lepszych płyt 2013 roku. Zeszłoroczna epka z Xenobim była nieco gorsza, ale właśnie na przełomie 14 i 15 wyszła kolejna solówka Yassato. Sprawdziłem i miałem nie opisywać, ale tak mnie tu kilka osób o recenzję męczyło, że pozwolę sobie uznać 'Ciągle na Wschód' za album z samego początku 2015 - zresztą, chyba tak właśnie jest... Nie ważne.
     Yassato zatrudnił tu całą brygadę producentów - na siedemnaście traków jest tu aż dziesięciu bitmejkerów. Są tacy bardziej znani, jak Fawola, Hakim, Kosaaa, czy Donde, ale również nieco bardziej lokalni: Tyran, Funk Monster, Efte, Steven, czy Pawko. Jedyną stałą jest tu Lapsky, który pociął wosk na całym materiale. To głównie rap tradycyjny, z pewnymi odchyłami w tę, czy inną stronę. Wiadomo, że Hakim da klimat złotej ery i samplami i bum bapem - tak jak Markowy, Kosaaa, Pawko (ze śmiesznym, azjatyckim samplem) i Efte ze swoimi bujającymi bitami i ciepłymi samplami (no, poza nowoczesnym, cloudowym 'Into the wild', który jest z kolei najgorszym momentem na płycie. Na drugim biegunie jest Tyran ze swoim monumentalnym, granymi osobiście kawałkiem 'Ciągle na wschód' (choć jego 'Klasyka kina' jest... klasyczna na wskroś), czy Funki Monster, który wbrew imieniu, nie robi funku. Pośrodku stoi DonDe, który dał tu chyba najciekawsze podkłady (sprawdź '1000 lat'), zaraz obok nieco nierównego Efte. Jednak i tak największą gwiazdą jest Lapsky, którego skrecze i katy są majstersztykiem.   
    Yassato jest sprawnym rapperem, ma niezłą technikę i choć sam mówi, że rap to nie tylko technika i nie ma co się nad stylistyką spuszczać, to jednak zwraca on baczną uwagę na to, jak brzmi na bicie. Rapper ma dość specyficzną swadę, która jest raczej spotykana u ludzi, którzy rapem zajmują się przy okazji jakiś pobocznych projektów. Trochę taki rap studencki z bohemicznej knajpki na rewirze. Nie oznacza to bynajmniej, że Yassato jest słaby, broń Boże! To inteligentny koleś ze zmysłem obserwacji i umiejętnością przekazywania swoich myśli i emocji. Porusza on bardzo różne tematy, które zaprzątają jego myśli, od rapu na ulicach, aż po to, co się dzieje w kraju. Jest ciekawie, choć ciężko cytować jakieś szczególne wersy - nie ma tu fajerwerków, jest maksimum treści. Jest to na tyle osobista płyta, że prawie nie ma tu gości: tylko Xenobi i Frans, z których ten drugi wypada naprawdę fajnie, a ten pierwszy.... jest.
    Nie wszyscy będą tego słuchać, bo nie do wszystkich dotrze inteligentny przekaz oraz ten wspomniany styl, że tak to ujmę, studencki. To na pewno materiał, który warto zbadać, bo to jest dobre. Yassato się jednak zmienia - to nieuniknione - i idzie to nie zawsze w stronę taką, jaka mi się podoba. Niemniej jednak to album, na który trzeba zwrócić uwagę.

OCENA: 4\6


wtorek, 24 lutego 2015

KREWNIACY NA ULICY - ALTERNATYWNA WERSJA WYDARZEŃ 0 HH+

Under Tunes 2015

1. Krewniacy na ulicy
2. Alternatywna wersja wydarzeń   feat. BRODA
3. Mentalność starej daty
4. Brudne kamienice
5. Księżniczka na ciągłym fochu    feat. SAGE
6. Trendy trendowarty    feat. MENTOR
7. Skrwsn   feat. JIN
8. Niepoprawny
9. Upadek
10. Znak czasu    feat. DECÓ
11. 1 dzień
12. Alicja

    Krewniacy to dwóch rapperów: Koza i Kfartu, a także ich producent, Antisocial Attitude. To chyba ich wspólny debiut, choć działali oni wcześniej w różnych składach - więc nowicjuszami nie są. Okładka nie jest zachęcająca, mimo to... Sprawdziłem - za namową jednego z czytelników.
    Antisocial Attitude (swoją drogą świetna, łatwa do zapamiętania i wymówienia dla zwykłego polskiego zjadacza chleba ksywka) to bardzo mało znany producent - nawet wszechmocny fejszbuk mówi, że ma on... 5 polubień. Na szczęście fb nie jest żadnym wyznacznikiem skillsów, a co najwyżej popularności. A jak sobie radzi AA? Całkiem nieźle, choć nie są to bity szczególnie oryginalne. Jest jednak tu kilka wejść, które wchodzą mi w ucho całkiem przyjemnie: 'Brudne kamienice' z brzęczącym basem i pociętym samplem skrzypiec, czy 'Księżniczka...' z dobrą linią basu, który brzmi, niczym dograny na żywo (a może?). Ogólnie to klasyczny hip hop z nieco ulicznym zacięciem: brudno, ciężko i często smętnie, choć pomiędzy tymi ciężkimi kawałkami trafią się takie złotoerowe bity z dęciakami na samplach ('Trendy...'), lub z motywem znany z 'Paparazzi' Xzibita. Jak widać, nie jest to uliczna sztampa i, mogę śmiało powiedzieć, że AA uratował album. A pomógł mu Pan Zimna Łapa na wosku. 
    Kfartu i Koza nie należą do pierwszej ligi rapperów. Myślę, że ciężko im się będzie spasować nawet w drugiej... To takie 'bandyckie życie na murze wyryte', raport z krakowskiego getta, choć przyznam, że obaj brzmią nieco inaczej niż cała reszta ulicznych rapperów. Na pewno spora w tym zasługa producenta, ale również niektórych pomysłów i refrenów. Mimo, iż emce nie są wcale dobrzy, a teksty są jak najbardziej do przewidzenia (ulica, ziomek!), to paradoksalnie często łapałem się, że mi to nie przeszkadza - bo na szczęście chłopaki mają na siebie pomysł. I to jest spory plus. Natomiast jest tu jeden aspekt, który stanowi rzecz bardzo słabą: goście. To, co wyprawia Mentor, to jest kpina, Broda radzi sobie niewiele lepiej... Jeszcze w miarę wychodzi tu Jin, który ma fajne flow, jednak reszta albo jest żenująca, albo bardzo przeciętna.
    Trochę ciężko mi ocenić ten album, bo jest nieco rozjechany w różne strony. Niezła produkcja, choć nierówna. Propsy dla Zimnej Łapy, ale nawet on nie ustrzegł się wkatowania w trak 'czas leci, jak wózki na fałreli'. Kurwa, jak nie rapper, to dj... Odpieprzcie się od tego wersu, litości!! Rapperzy są i tworzą swoisty klimat - ma to swoje plusy i minusy. Goście na przemiał (no, poza Jinem). Razem... ujdzie, choć jest w tym coś.

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 23 lutego 2015

QBA - COŚ OD SIEBIE

nielegal 2015

1. Intro prod.Enigma
2. Witam
3. Coś Od Siebie   feat. ENIGMA 
4. Przebudzenie   feat. SAMURAJ
5. Sex-Misja
6. Jadę prod.Enigma
7.  Rymy Słów   
8. Nie ma już ich   feat. MARO
9. Miejska Sahara   feat. SZACHU, KLIF, MAMEN ARKANOID 
10. I tak to właśnie jest 
11. Szare Miasto
12. Życiowy Spektakl
13. R.N.W    feat. SZACHU, KANTI, SUCHAR 
14. Outro
15. Witam (remix) 
16. Witam (remix2) 

    Wałbrzyska mafia rapowa się powiększa i choć wydaje się to być bardzo prężna scena, jakoś mało osób zwraca wystarczającą uwagę na to, co się dzieje zaraz za plecami Trzeciego Wymiaru. Jednym z takich rapperów, związanym z SPG jest Qba, który właśnie wypuścił mało rozpropagowany materiał. 
    Generalnie, za brzmienie albumu odpowiada Enigma - koleś, o którym w kraju raczej nie słychać, ale współpracuje z wałbrzyskimi rapperami. Zrobił on nieco ponad połowę rzeczy - reszta pociągnięta jest w friszerów. Jednak wszystkie - nie ważne, czy te od Enigmy, czy te pociągnięte, zachowują spójność i podobny klimat. To głównie klasyczne bity, bardzo często dość zwyczajne - mało jest tu takich nieco bardziej oryginalnych wejść, jak orientalna 'Miejska Sahara'. To przede wszystkim proste sample, mało odkrywczo poskładane. Owszem, nie jest to zła muza, ale... nie wywołuje dreszczy szczęścia. Toczy się przez płytę, a Qba wraz z nią i dobrze się czują w swoim towarzystwie. I może o to chodzi. Co jakiś czas pojawia się DJ Qmak na wosku, ale mógłby nieco częściej, szczerze mówiąc.
    No cóż, Qba jest taki sam, jak podkłady, do jakich rymuje. Czyli, najkrócej to ujmując - jest ok. Technice nie można nic zarzucić - jest w porządku. Teksty? Czemu nie, są spoko. Ogólne wrażenie? No, jest ok i w sumie już to powinno wystarczyć, bo i nie ma nad czym się rozwodzić. Ciężko również byłoby znaleźć inny tytuł dla płyty: 'Coś Od Siebie' to idealne motto dla materiału. To takie kilka słów, jakie Qba chciał przekazać. Wraz z nim, swoje trzy grosze wrzucają goście: sam producent Enigma, znani nieco bardziej Klif i Mamen Arkanoid, a także kilku lokalnych kolesi - wszyscy ci jednakże pasują tu idealnie, bo wywołują temperaturę, podobną do samego Qby - pokojową.
    W sumie jest to wcale niezły materiał, ale czegoś tu zdecydowanie brakuje - próbowałem tego kilka razy i za każdym odsłuchem przelatywało to przez ze mnie bez wrażenia. Kiedy się skupiłem i wczułem w brzmienie, było dobrze, ale wymaga to nieco chęci od słuchacza - bo tak zwyczajnie to płyta nie przyciąga. Do sprawdzenia, ale szału się spodziewać nie należy.

OCENA: 4-\6 


niedziela, 22 lutego 2015

DZIABSON & EDK - PRZYZIEMNE SPRAWY

nielegal 2015

1. Intro
2. Satysfakcja
3. Na wczoraj    feat. IWUEN, STYCHU
4. Idąc w tłumie   feat.  EROBEO
5. Boom bap   feat. NOR
6. Bez zahamowań  feat. COMSON, BECON
7. Art. 62.1   feat.  BONO
8. Konfituring   feat. SKLERO REPO
9. Ryzyko
10. Pozory mylą
11. Mucha nie siada    feat. BENY B, SKLERO REPO
12. Otwórz oczy
13. Chodź z nami  feat.  SKLERO REPO
14. Skit
15. Balet opór feat. IWIEN, STYCHU
16. Brak snu     feat. ARAB
17. Wyprawa    feat. METROWY
18. La famillia   feat. STYCHU
19. Egzystencja
20. Outro

    To kolejny hip hopowy duet - rapper i jego producent. Czy też producent i jego rapper - zależy od gustu i preferencji. Obu mogliśmy juz usłyszeć na płycie składu The RAPia Banda, powiększeni o kilku kolegów. Teraz jednak wyszedł materiał, sygnowany imionami tylko ich dwóch: rapper Dziabson i bitmejker EDK.
    EDK robi bardzo przyjemne, klasyczne bity. Umie chłopak dobierać sample i je przycinać, osadza je wówczas na bumbapowych perkusjach. W dodatku producent dogrywa część rzeczy na żywo na instrumentach (np. wibrafon), co dodaje tylko szczypty pieprzu do tej zupy. Niektóre z tych podkładów brzmią faktycznie, jakby przeniesione żywcem z którejś z płyt z NY '94. Zwłaszcza, kiedy wchodzą skrecze i katy w refrenach - wszystko ładnie bangla i głową kiwa. Nie wszystkie podkłady są naprawdę dobre, bo np. 'Na wczoraj' jest mocno przeciętny, ale dla równowagi jest tu sporo więcej numerów po prostu dobrych. Cieszą ucho również wejścia bitboksowe od Bono, słychać tu fajną zajawkę hip hopową. EDK zrobił dość dobrą robotę.
    EDK ma szczególny styl, który kojarzy mi się nieco z mieszanką BRXa z Żytem i Radoskórem - nieco niewyraźnie, z zawadiackim akcentowaniem słów. Dziabs zaś jest całkiem zwyczajnym rzemieślnikiem rymu o nieco wyższym głosie, niż Edek. Jest tu też sporo gości, głównie koleżkowcy z The RAPia Grupy lub okolic, jednak trafiają się również osoby spoza łona - że tak się wyrażę. Najciekawszy chyba jest Słowak Erobeo - nie dlatego, że rymuje w innym języku, ale również dlatego, że jest całkiem spoko. Równie interesująco wychodzi tu Metrowy - co to jest, że na gościnnych wersach daje sobie on świetnie radę, a na swoich albumach jest mocno przeciętny? Arab? Nie jestem fanem tego kolesia i nie rozumiem hajpu na jego osobę, ale wypada on z tym swoim slow-flow całkiem porządnie. W sumie, szukam czegoś, żeby się przyjebać, ale po prawdzie nie ma do czego. Tematycznie to po prostu bumbap, od bragga, przez życie, aż do imprez. Jest ok, choć bez wzlotów. I, muszę jednak o tym powiedzieć, do chuja, znowu usłyszałem wersy, które wkurwiają mnie najbardziej w polskim rapie: "czas zapierdala jak wózki na faureli"!!!!! Ileż razy rocznie może padać ten sam wers? Odstrzał - JEB! Hedszot. Nie wiem tylko, który to pierdolnął - któryś z czwórki w 'Na wczoraj'.
    Dostajemy tutaj dość sympatyczną płytę o klasycznym brzmieniu. Muzyka jest naprawdę porządna, rymowanie również, pomimo podobieństw Edka do wyżej wymienionych. Słucha się tego naprawdę dobrze, choć to nie jest żaden hit. Sympatyczna płytka do ogarnięcia.

OCENA: 4\6