sobota, 30 sierpnia 2014

SOMP - NIEWIDZIALNY

tegonieznosisz.pl 2014

1. Intro 
2. Godzina ducha
3. Nie uciekniesz mi  
4. ____________ 
5. To dla ziomali
6. Podkrętka 
7. 2.4.7 
8. Masz kolor 
9. Flora 
10. To się dzieje naprawdę 2 
11. Biblioteka 
12. Czysty hip hop 
13. Złotówki 
14. Recepta 
15. Zamknij oczy 
16. Outro 

    Somp zainteresował mnie swoją osobą już jakiś czas temu, wydając bardzo fajny nielegal 'Wciąż Płonie Lolek'. Po zeszłoroczym albumie spodziewałem się czegoś równie ciekawego, dlatego postanowiłem nowy materiał Sompa koniecznie sprawdzić, bo to obiecujący osobnik, nie tylko na scenie bydgoskiej, ale i krajowej.
    Minął rok i Somp zmienił kierunek muzyki o 180 stopni. Zrezygnował z rzewnych i mrocznych ulicznych bitów, zastępując je... nowoczesnymi i równie mrocznymi produkcjami. Maikendo, The Pretenderz, Luckyloop i Jarza wykonali szereg bardzo porządnych hip hopowych traków, nowocześnie zaaranżowanych, choć bez zabawy w trapy i tym podobne rzeczy. Owszem, niektóre bity, zwłaszcza od Maikendo (dobra, chuj tam, 2.4.7. i Flora to niemal czysty dupstep), ocierają się nawet dość mocno o dub stepy, ale wszystko pozostaje w granicach dobrego smaku. Zwłaszcza, kiedy Luckyloop daje takie soczyste, jazzujące bity jak 'To się dzieje naprawdę 2'. Kiler. Poza tym, pojawia się tu nawet beatbox, a DJ Dox, DJ Story, DJ Bajer oraz DJ Paulo dbają o korzenne skrecze. I choć jest to nadal mroczny klimat, nieco elektroniczny, to przez cały czas daleko temu do tych ociajnych, pastewnych 'ulicznych' bitów. Jest tu naprawdę fajnie, bity są mocne, wyraziste - klimat 
    Somp nie jest skomplikowanym rapperem (somplikowanym?), ale ma w sobie coś. Na pozór nie różni się wiele od zwyczajnych uliczników, jakich mnóstwo na naszym rynku, próbujących wcisnąć wtórne gówno rzeszom dzieciaków z gimnazjum. Nie Somp, choć jest w nim wiele z rappera-ulicznika, jednak on potrafi nawinąć ciekawie, unikając nic nie znaczących, a powtarzanych bez końca pierdół o prawilności, honorze i miłości do mamy. Somp rysuje raczej grubą, dość toporną, choć zręczną kreską mroczny obraz rzeczywistości, zadymiony jointami, dudniący basem i werblami. Somp potrafi być dowcipny 'jak chytra baba z Radomia po trzy cytryny', potrafi być wyluzowany, a za chwilkę sprzedaje nam historię z brudnej ulicy. Nie ma tu żadnych gości - nie trzeba. Somp to taki trochę Żyto, tyle, że nieco bardziej zjarany i poważny, bez takiej ironii, jednak z podobnym podejściem do ulicznego rapu. Naprawdę mocne traki? 'Masz kolor', 'To się dziej naprawdę 2', a może nawet 'Biblioteka'.
    Somp to taki ulicznik z patentem na swój rap - to rzadkość, bo zazwyczaj tego typu raperzy są drętwi jak zbrojeniowe pręty. Ale Somp ma talent i pomysł na siebie. I ta płyta jest tego dowodem - dobrze jest posłuchać tego materiału i sprawdzić, czy wchodzi. Mnie włazi bez mydła i naprawdę się podoba.

OCENA: 4+\6   


piątek, 29 sierpnia 2014

FONOPE & WEZYR - #EP

nielegal 2014

1. Nawet nie pytaj
2. Pamiętasz
3. Coś więcej
4. Entropia
5. Niepokorny
6. Challenge accepted

    Nad tą epką wybuchają w necie peany i okrzyki ekstatycznych zachwytów, choć znajdują się również sceptycy, którzy porównują rappera do elbląskiego 834. Cóż, młody rapper z 71 ma szansę dźwignąć rozpadniętą scenę wrocławską i przywrócić ją do świadomości odbiorców.
    Wezyr na tych bitach siedzi i choć to tylko kwadrans, wypełnia on ten czas z nawiązką. To takie sympatyczne podkłady, raczej klasyczne, choć słychać wyraźnie, że to produkt AD XXI. To coś pomiędzy Złotą Erą a klimatem The Diplomats - czyli bum bap, głośne wokalne sample, lekki hałas. Czasem atmosfera się zmienia, tak jak w 'Entropii', gdzie temat wymagał podkładu spokojniejszego i nieco bardziej mrocznego. Jednak to tylko wyjątek, bo cała reszta brzmi właśnie tak, jak opisałem powyżej. Jest nieźle, ale bez przesady.  
    No ok, nie da się ukryć, że Fonope jest niezłym rapperem. Ten młodzieniaszek wbija się w uszy z dość dużą siłą i zostawia tam świetne wrażenie po sobie. Fonope umie opowiadać historie, umie snuć rozważania na tematy egzystencjonalne, potrafi złożyć wersy mieszczące słowa idealnie. Rapper również zręcznie żongluje emocjami, bo z jednej strony potrafi lekko ciągnąć gadki z panienkami, aby za moment wejść w ciemny świat przemocy i opowiedzieć jedną z mrocznych historii z nocnego miasta. Na koniec dostajemy kawałek 'Challenge accepted', gdzie emce popisuje się zmianami tempa i mocnymi panczami w swoim bragga. Fonope pasuje do atmosfery, jaką wprowadza bitami Wezyr i sprawia, że albumu słucha się naprawdę dobrze.
    I jak jest? No, nie spuściłem się w ekstazie, jak część internautów. Owszem, materiał to dość porządny, ale: króciutki, muzycznie nawet niezły, lirycznie owszem, owszem, ale też bez ekwilibrystyki. Dobra, podoba mi się, ale spodziewałem się większej rozwałki.

OCENA: 4+\6  


czwartek, 28 sierpnia 2014

ZDOLNE PRZEDMIEŚCIE - ZDP2

nielegal 2014

1. Alarm   
2. Kiedyś a dziś   feat. STAF
3. Biały kruk     feat. GREKU
4. Kolejny krok    
5. Nie mam czasu     feat. MIĘKI
6. Obywatele drugiej kategorii   
7. Jest ryzyko jest zabawa  
8. Sami dla siebie  
9. Na blokach 
10. Taniej, szybciej, prościej     feat. IGREKZET
11. Zawryj gawrę
12. Studyjne rewolucje      feat. MICHOS NCB
13. Smak goryczy     feat. TOMIKO
14. Idzie koniec

    To juz drugi projekt bielskiego zDolnego Przedmieścia. LU, Uszer i ADK trzy lata temu uderzyli 'Bombami W Membrany', który to materiał spodobał się lokalnej publiczności, teraz niewątpliwie planują puścić bomby w membrany całej Polski.
    Pewnie dlatego przestali polegać tylko na kumplach z okolicy, ale powierzyli produkcję również bardziej znanym osobom. Młody z Meridialu był obecny na poprzednim albumie, tutaj również dał prawie połowę traków - znany jest on z robienia klasycznych, bardzo bumbapowych traków, które potrafią machać karkiem. Tak jest i tu, to bardzo przyzwoite bity, czerpiące ze Złotej Ery. Drugim, który pozostał z pierwszego materiału jest Nor, ze swoim minimalistycznym i syntetycznym 'Zawryj gawrę' - całkiem przyzwoitym. Poza tą, stale współpracującą ze zDP, dwójką, mamy tu jeszcze bardziej fejmowe nazwiska. Po jednym podkładzie dali TMK Beats (świetny 'Nie mam czasu'), Jimmy Kiss (szybki 'Taniej...' z fajnym riffem gitary), Beeres (średni, nowocześniejszy, cykający pod gitarami podkład w 'Kolejnym Kroku'), a także mniej znani Świr (mroczny 'Na blokach'), Sebastian Tomczyk (bardzo fajny, jazzujący 'Alarm'!) i Michos NCB (całkiem fajny, acz zwykły klasyk). Jako, że zDP celuje w klasyce, nie mogło tu zabraknąć skreczy - na talerzach drapią DJ FTW i DJ Ure.    
    zDolne Przemieście jest... rzeczywiście dość zdolne. Zdolne do tego, żeby rap, który robią, brzmiał wystarczająco świeżo, żeby słuchało się ich całkiem dobrze. To trzy głosy, dość podobne style - wypracowane, płynące, ale nie wyróżniające się niczym szczególnym. Jednak chłopcy są bardzo równi i nie popełniają większych błędów. Owszem, teksty są taką średnią podziemną i niczym nie zaskakują: to najczęściej bragga i rymy bitewne, ale jest też tu parę tematów życiowych - jednak w znacznej mniejszości, bodaj dwa. Większość materiału ma za zadanie pokazać skillsy rapperów - i pokazuje, mniej lub bardziej. Z fajnych patentów zwracają uwagę 'Studyjne rewolucje' - rapowa przeróbka popularnych programów kulinarnych. Znalazło się tu kilku gości, którzy wcale nie błyszczą - może poza Tomiko, który jest raczej na plus i Grekiem, który raczej nie powinien się tu pojawiać...
    To bardzo porządna, podziemna produkcja. Nie ma szans, by stać się hitem, ale fajnie takich rzeczy czasem posłuchać. Bo bije od materiału szczerość i zajawka, słychać wyraźnie, że zDP sprawia to przyjemność. Taka klasyczna, przywodząca na myśl lata '90 płyta, z paroma nowocześniejszymi wstawkami. Muzyka bardzo przyjemna, rapperzy w porządku - można sprawdzić.

OCENA: 4\6  


środa, 27 sierpnia 2014

SZYMON TUR - W POGONI ZA SZCZĘŚCIEM

Ciemna Strefa 2014

1. RapTur
2. To Tu
3. Azyl   feat. WHSP, DAMIAN WSM, MAZ-FAZ
4. O To W Tym Chodzi
5. Dziś To Minimum   feat. MAZ-FAZ, ROGAL
6. Pomyśl
7. Gracz
8. Zostaw To    feat. DAMIAN WSM
9. Niebezpieczna Gra
10. Gdy Nie Wiadomo O Co Chodzi   feat. TAJKA
11. Zdajesz Sobie Sprawę  feat. WHSP
12. Mogę Na Nich Liczyć   feat. VOLFRAM
13. 100%
14. To Nie Tanie Show   feat. WHSP, SATYR

    Przyznam, że nie miałem pojęcia, kim jest Szymon TUR, ale to przecież o niczym nie świadczy, bo wszak o wielu rapperach w Polsce nigdy nie słyszałem i pewnie nie usłyszę, nawet jeśli staram się przemierzać podziemia dość regularnie i skrupulatnie. Jako, że lubię wiedzieć, kogo słucham, szybko wyszło szydło z worka. Otóż Szymon to członek między innymi warszawskiej grupy Tylko Uliczny Rap, związanej z ciemną Stroną. Szybko mnie to naprowadziło na temat, o jaki typ muzy chodzi.  
    Szymon jest nie tylko rapperem, ale i producentem, od którego 'surowe brzmienie masz tu, bo pojebane czasy'. W CS ciężko jest o wirtuoza konsolety - w zasadzie bity różnią się najczęściej ksywkami bitmejkerów. I podkłady Szymona brzmią dokładnie tak, jak się spodziewałem: ciężkie, gniotące perkusje i pozawijane na nich smyczki, bądź pętle klawiszy, ozdobione czasem syntezatorową melodyjką. Wszystko naturalnie w dość mrocznej atmosferze, z klimatem zagrożenia i niebezpieczeństwa. I nawet czasem słychać, że zaczyna się coś innego, coś z jakimś konkretnym pomysłem, to po zachęcającym wstępie, podkład zjeżdża w kierunku absolutnego standardu. Mocno zapropsować trzeba tu jednak pracę djów, bo DJ Cider, DJ Hard Cut i DJ danek zrobili kawał dobrej roboty. No dobrze, jest kilka podkładów, które wychodzą ponad poprzeczkę średnizny: 'Zostaw to', 'Gdy nie wiesz o co chodzi'. Nie ma tragedii, muzyka daje radę, czasem nawet wychodząc lekko ponad pułap.
    Szymon jest również przeciętnym rapperem. To znaczy, ma flow, ma głos: taki lekko zachrypnięty, lekki zaseplen (co za słowo!), dobrze płynie po bicie... Ale to wszystko jest dokładnie takie samo, jak u całej innej rzeszy rapperów obdarzonych trzyliterowymi tagami. Ale akurat Szymon jest tu jednym z najlepszych graczy, naprawdę - pomimo, że jest przeciętny, jest przynajmniej porządny i nie żenuje. Gorzej, kiedy wchodzą koledzy, a zazwyczaj (zupełnie tak samo, jak tutaj, o dziwo!) są to chłopcy z ławki, którzy nie mają pojęcia o rymowaniu. Jeden z rapperów z WHSP ma wybitnie soczysty styl i ciężko go czasem zrozumieć - zresztą pierdoli farmazony. Damian WSM choć jest tu najbardziej znaną personą (przecież ma na koncie legal), również ma wersy, które mnie wręcz zawstydzały - szkoda, że nie jego. Jedyna panna w tym składzie, Tajka, ma lepszy styl, niż ksywę, bo, kurwa (że tak to metaforycznie ujmę), słowo 'tajka' w kontekście ulicznym kojarzy się jednoznacznie. Chyba, że to prawdziwa Tajka, to sorry. O reszcie szkoda wspominać. Prawilność, trudne życie na ulicy, rap na całe życie... Pierdoły, powszechne na ulicznych płytach, 'tylko szczere rapy w obieg, nie zamulaj człowiek'.
    To kolejny album dla fanów tego brzmienia. Założę się, że się będzie podobał w kręgach ludzi w bluzach CS i tym podobnych typów, ale obiektywnie rzecz biorąc, jest to mocno przeciętny materiał. Owszem, biorąc pod uwagę masę podobnych płyt, nawet wychodzi nieco na plus, ale nadal jest to najzwyczajniejszy w świecie rap uliczny - taki sam, jak inne materiały w tej stylistyce. Zresztą, kojarzy mi się ona z chicano rap w USA, rapem latynoskim, tworzonym przez południowoamerykańskich zbójów. Czemu? Otóż muza tam jest zazwyczaj podobna: albo ciężki g-funk albo oldies, oparte na starych, latynoskich piosenkach. Rapperzy w takich składach są najczęściej tragiczni, nie umiejący sklecić zdania, nie trafiających w bit. Trafić naprawdę dobrą płytę chicano to sztuka - tak samo w ulicznym rapie. Tu znowu pudło, ale nie jest tak źle.

OCENA: 3\6         


wtorek, 26 sierpnia 2014

BLADY KRIS - BEATBOX ROCKER

Aloha 2014

1. Intro
2. Beatbox Rocker
3. Lie   feat. W. PILICHOWSKI
4. Famous Moon
5. Lion
6. Don't Mind
7. Enough    feat. FATTY K
8. Facebook Monster
9. Green Tara    feat. MARTA GROFFIK
10. Trust Me    feat. ZEDE
11. I Want You
12. Sen   feat. BREKU
13. Halo

    Płyta Bladego Krisa to w zasadzie unikat. Jeden z naszych najlepszych bitboxerów nagrał płytę, która nieco wymyka się spomiędzy ramek typowego, rapowego albumu. Takich prób było już kilka, przynajmniej w Ameryce. Wyszły płyty takich ludzi, jak Scratch, Rahzel, czy kanadyjski Killa Kela, ale (może poza Kelą) zazwyczaj nieco rozczarowywały, bo miała to być stricte bitboxowa jazda. Nawet u nas wychodziły takie albumu, przechodziły jednak zazwyczaj bez większego echa. Kris, jako mistrz Polski, powinien to zmienić.
    Nad płytą pracował generalnie sam - jednak pomagała mu inna legenda bitboxu, tym razem z Belgii: Fatty K. To, co wyszło z połączenia sił, to nieco dziwaczna hybryda. Jest tu trochę bitboxingu - pewnie nawet około 40% albumu jest oparte na paszczalnych wybrykach. Szkoda, że to głównie perkusje są robione w ten sposób, brakuje tu nieco takich wybitnych, kładących na ziemię popisów. Ok, jest 'Lions', bardzo fajnie zrobiony kawałek bez użycia innych rzeczy - tylko paszcza, ale to zdecydowana mniejszość. Całą resztę wypełniają elektroniczne dźwięki - od elektro, przez minimal, aż po dub step i pochodne. Niestety, potencjał Bladego nie został tu w pełni zaprezentowany i w sumie ginie on gdzieś w tej całej elektronice. Mam wrażenie, że nie o to chodziło i czuję ogromny niedosyt i rozczarowanie. 
    Blady robi swoje na bitboxie - i bardzo dobrze. Jednak kolejną rzeczą, która tu rozczarowuje, to część wokalna. Niemal cała płyta jest po angielsku (poza dwoma kawałkami), co akurat nie przeszkadza wcale, tym bardziej, że Kris celuje przecież nie tylko w rynek polski. Jednak rymowania, czy hip hopowych jazd jest tu akurat najmniej, bo są to zaledwie dwa kawałki, gdzie wykorzystywani są emce. Fatty K rymuje oczywiście również po angielsku i 'Enough' jest całkiem fajnym numerem. Drugi rymowany numer to polski 'Sen' z Brekiem - dość przeciętny. Reszta kawałków jest w większości śpiewana, a co gorsze wokal potraktowany jest często jakimiś vocoderowymi sztuczkami i o ile w jednym, czy nawet trzech trakach by to nie przeszkadzało, to na dłuższą metę to irytuje.
    Owszem, spodziewałem się płyty, która siłą bitboxu wywali mnie z butów i rozmaże po ścianach. Spodziewałem się kawałków, gdzie kunszt Krisa wyjdzie poza robienie perkusji. Dupa. Rozczarowałem się totalnie i zastanawiam się, dla kogo jest ta płyta. Dla b-boyów? Zbyt wolna. Dla fanów bitboxu i korzennych jazd? Za mało bitboxu i za dużo elektroniki. Dla fanów njuskulu? Za mało rapu. Obiektywnie, to co zaprezentował Kris nie jest takie najgorsze, podoba mi się kilka numerów ('Enough', 'Facebook monster' czy 'Lion'), ale to nie jest to, czego osobiście chciałem i mam nieodparte wrażenie, że nie tylko ja. Kris chciał stworzyć płyte ambitną, opartą tylko na bitboxie, ale komu się to spodoba, nie wiem. Ja nie jestem zachwycony, raczej lekko zniesmaczony.

OCENA: 3\6


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

HAJU - ELIPSA

Step 2014

1. Elipsa  
2. Drzewo   
3. Do dziś  
4. Film           
5. Wojownik  feat. PALUCH   
6. Dzwonię nocą   
7. Kiedy spłynie     
8. 50/50     
9. AVC   
10. Buty   feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER   
11. Łapię kurs   feat. PEPE SKUAD   
12. Na Morze  

    Trzy lata po całkiem niezłym 'Międzyświecie' z Złotymi Twarzami, Haju, zaprzęgnięty do stajni Step, wydaje swoją solówkę. Jej szarobura okładka kojarzy się bardziej z jakimś rodzajem smętnego rocka albo coś w podobnym stylu - jednak wydanie albumu jest tak naprawdę całkiem fajne - zwłaszcza wewnątrz książeczki. Ale, jak wyjaśnia rapper, całość powstała w czasie żeglugi po morzu - i może stąd ta szarość...
    I kiedy wszedł pierwszy numer od Markuszynsky'ego, pomyślałem sobie 'kurwa, to rzeczywiście będą takie flaki z olejem, jak sugeruje okładka...'. Elektroniczna nuda i kombinowanym syntetycznie wokalem nieco mnie zmartwiła. Na szczęście są tu jeszcze Złote Twarze, MZG (fajny, jazzujący 'Dzwonię nocą'), Opiat (ciekawy, mroczny, oparty na riffie gitarowym 'Łapię kurs') i Młody G.R.O. (zdecydowanie najlepsze bity na tym albumie!), którzy wnoszą sporo ożywienia: ich kawałki wyróżniają się bardzo pozytywnie spomiędzy elektronicznej reszty. Bo ja rozumiem postęp w muzyce, ewolucję i tak dalej, ale takie podkłady jak do 'Filmu' od Eljota to jest kurwa morderstwo na rapie. Gdzie perkusja? Gdzie rytm? Takie tetryczne pierdyczenie zdecydowanie nie pasuje na hip hopową płytę, bo to już zupełnie inny gatunek muzyczny. Rockets Beats pokazuje, że da radę zrobić nowoczesny numer, który ma jaja - pomimo, że 'Wojownik' jest dość specyficzny i na pewno progresywny, zachowuje nadal charakter rapowy. Nawet 'AVC' SoDrumatica, którego zwyczajowo jebię za brak hip hopu w jego kawałkach, zrobił równie nowoczesny, jednak zachowujący klimat numer. A niestety 'Film' to kwintesencja spedalenia rapu. No dobrze, poza tym jednym wynalazkiem, który mnie zwyczajnie wkurwił pomiędzy pozostałymi trakami, muzyka jest całkiem porządna i nawet te elektroniczne rzeczy nie są złe.     
    O ile muzycznie bywa różnie, to Haju cały czas stoi na piedestale. Jego flow przepływa sprawnie przez podkłady o tak różnym klimacie, jaki zgromadził na swoim najnowszym materiale. Zresztą, ów miszmasz stylistyczny Haju wyjaśnia sam: 'Nie dzielę rapu na szkoły, granice są raczej mgliste \ Rap na szkoły tu dzielą systematycznie \ A ja jaram się stylem, który tylko niszczy system \ I tyle, płynie flow, albo się topi w rzece rwistej.' - emce udowadnia, że potrafi nawinąć do każdego podkładu. Plus dla niego, tym bardziej, że koleś ma wyborną technikę, której mogą mu pozazdrościć rapperzy o znacznie większym fejmie - nie wspominając juz o tekstach, które mają w sobie coś i nie pozwalają oderwać się od głośników. Faktycznie, zgodnie z zapowiedziami, słychać, że słowa są przemyślane i niosą spory bagaż emocjonalny. Gości ponownie nie ma wielu - ale są konkretni. Paluch pokazał tutaj swoje możliwości na specyficznym bicie, MNIA poza niezłą zwrotką zaśpiewał również bardzo przyjemny refren, do tego mamy tu rodzimy zespół Haja: Pepe Skuad, którzy również stają na wysokości zadania.    
    Nie jest to w żadnym wypadku zła płyta - wręcz przeciwnie. Ale brakuje mi tu czegoś. Może Haju za bardzo rozwodnił porządne bity njuskulowymi bzdetami, które, choć Haju na nich czuje się równie dobrze, jak na innych, zupełnie nie pasują do reszty? Tak, czy owak, najlepszą robotę robi tu sam rapper - jego styl i teksty. Muzyka jest niezła, ale te podkłady Eljota... Dobra, miałem już nic na ten temat nie pisać - coś mi się wydaje, że zejdę z SoDrumatica i znajdę nową ofiarę... :P

OCENA: 4\6 


niedziela, 24 sierpnia 2014

HIGH END - #2 FLY OR DIE

100Jedenaście 2014

1. Intro
2. Fly or die
3. Biznes    feat. ONAR
4. Taki sam jak ty
5. Jutro jest moje    feat. FRANEK
6. Daj mi
7. Hołd 
8. Oddech
9. Oni nas nie rozumieją   feat. VNM
10. Nigdy ostatni
11. Pal się 
12. Droga do chwały
13. Living proof    feat. WDOWA
14. Serca

    Trzech kolesi z Ostrołęki, CBR, Ruziel i Fleczer, mimo niewielkiego powodzenia ze swoją pierwsza płytką, już rok później atakują kolejnym materiałem. Wprawdzie jak sami mówią, pierwszy legal nie miał zrewolucjonizować polskiej sceny - faktycznie, był raczej mizerny. Teraz High End zmienili wydawcę i ruszają na podbój rzeczonej sceny z nową siłą. Co z tego wyszło, już opowiadam.
    Fleczer nadal jest naczelnym producentem tria i nikt nie wyrwał mu z rąk sterów - zatem całość produkcji jest jego i tylko jego. Wspomaga go jedynie DJ MKS na wosku w kilku trakach, ale doprawdy marginalnie. Fleczer przeszedł niejaką metamorfozę w kierunku nowoczesnych brzmień i brzmi jak nieodrodny syn Memphis. Njuskóle i trapy nagle zaczęły królować na albumie High End. Wszystko cyka, pstryka, bas dudni nisko, graja plastikowe melodyjki. Do tego bardzo często producent robił coś z wokalami, próbując wcisnąć tu i ówdzie opcję chopped & screwed. I owszem, czasem wychodzi to nawet nieźle, ale są i totalne tragedie, jak mdły i nieciekawy 'Oddech'. I choć Fleczer poświęcił się raczej nowej stronie mocy, to znajdą się tu również bardziej klasyczne traki. To 'Hołd', gdzie rymować o zmarłych rapperach, takich jak 2Pac, czy Big L, na trapach po prostu nie wypada. Kolejne wyjątki to 'Oni nas nie rozumieją' i całkiem porządny 'Droga do chwały'. Nie dzieje się w tej muzyce za dużo - ot takie sobie (t)rapy.   
    Ale w sumie nie tylko producent się zmienił. CBR i Ruziel również - może akurat CBR mniej - bo dalej chrypi nieco zwolnionym flow, za to Ruziel zaczął poważnie kombinować z flow i ilością rymów. I w sumie jest to tyle nowego, bo reszta jest w sumie tak nijaka, jak była. Teksty niestety to najsłabsza rzecz, jaka jest na tej płycie - o ile pozostałe są przeciętne, to tutaj jest zwyczajnie nudno i bez polotu. Rapperzy nadal wciskają pierdoły o wszystkim i niczym. Próbują nieco bragga, ale to, co robią w 'Pal się' to po prostu żenada (zwłaszcza pierwsza zwrotka). Poza tym naprawdę nie ma tu na czym ucha zawiesić, te teksty są, bo są. Czy to emce składają hołd zmarłym gwiazdom rapu (to głębokie przeżywanie śmierci 2Paca w wieku 9 lat to chyba lekkie przegięcie... Ale co tam, niech ma), czy o swoich życiowych postawach... Wszystko jest takie nijakie i niby rapperzy nie sieją poruty, to jednak nie jest zadowalająco. Dostaje się nawet byłej wytwórni chłopaków, ale tez jakoś bez ognia. Różnicę poziomów widać dopiero, kiedy wchodzą na majki VNM i Wdowa - pokazują Ruzielowi i CBR miejsce w szeregu. Ale tylko oni, bo rzężący Onar i sepleniący Franek nie pokazali nic wielkiego.
    I z buńczucznych okrzyków pozostało niewiele. Miała być duża zmiana - i owszem, Fleczer obrócił się o dobre 150 stopni, rapperzy próbują coś kombinować ze stylem, ale to nadal jest płaskie, nijakie i po prostu nudne. To jedna z tych produkcji, które posłuchałeś i już w połowie wiesz, że zapomnisz o tym materiale szybciej, niż nacisnąłeś play. I znowu będą płakać, że brak promocji, małe zainteresowanie wytwórni... Nie, panowie, to Wy jesteście zwyczajnie przeciętni. Do bólu.

OCENA: 3-\6