poniedziałek, 30 marca 2015

BONCZEK & SAJK - NECRONOMICON

nielegal 2015

1. Intro
2. Las Wyklętych Zwierząt 
3. FFF
4. Skit
5. Upadłe Anioły   feat. EL INKISIDOR DE LA HHEREJIA, CRISE2NERF, ARGENTO
6. Necronomicon    feat. ARGENTO, SCALPEL, DJ C2N
7. Padlina Społeczeństwa    feat. MŁODY GOH
8. W Mojej Głowie     feat. KND, SERV, HEKT-X
9. Polowanie Na Jelenie   feat. ODYN
10. Gore
11. Zapomnieli O Mnie   feat. PSAYHO HFA
12. Nałóg
13. Outro

    Już po okładce widać, że to horrorcore. Nie da się ukryć, ten duet rapper \ producent wydał niedawno mrożący krew w żyłach krążek. Mroczne treści, gościnne występy z piekieł innych krajów - prawdziwe inferno się zapowiadało.
    I tak rzeczywiście jest. Sajk potrafi zrobić zarówno skit rodem z szalonego clowna, prawdziwy hardkor z podziemi Nowego Jorku, ale także ciężki, gniotący gitarami tytułowy Necronomicon, którzy brzmi rzeczywiście, jakby nagrywany w czeluściach trzewi Belzebuba. To nie jest muzyczka dla chłopczyków w pomarańczowych rureczkach i grzywką na chabrowych oczętach. To prasa, która gniecie z diabelską siłą, czasem zwalnia, aby wydobyć kolejne podkłady agresji i zwiększyć poczucie zagrożenia. Fani horrorcore'u będą zachwyceni, reszta, mniej przyzwyczajona do takiej dawki agresji, pozostanie pewbie przy dwóch - trzech numerach. Muzyka, choć ma jaja, jest męcząca.
    Bonczek charczy, warczy, bulgoce, aby wydobyć z gardła najstraszniejsze dźwięki. Jak mówi, 'jestem typem niezdrowym, jak w makdonaldzie żarcie', więc przedstawia nam swoje chore jazdy. Nie zawsze rymy są wysublimowane, nie zawsze przerażają, jak powinny, ale za to naładowane są wściekłością o ociekają jadem - o to pewnie chodziło Bonczkowi, który rozpościera przed nami swoje piekielne wizje. Bonczek dobrał sobie do towarzystwa istną kompanię inferno. O ile Młody Goh jest znany ze swojego oryginalnego flow i nie dziwi tu nic, mamy tu jeszcze kilku reprezentantów polskiego podziemia horror i hardcore, którzy, powiedzmy sobie szczerze, są przeciętni. Zainteresowanie wzbudzają meksykański Inkwizytor Herezji, Rosjanin Argento, czy Francuz Chrise2Nerf. Wszystko zbija się w pełną krwi i przemocy opowieści rodem z diabelskiej księgi: Nekronomikonu. Tylko patrzeć, jak gdzieś objawi się Wielki Cthulhu.
    No cóż, nie jest to płyta dla wszystkich fanów rapu - tylko dla tych, którzy tkwią w podziemiu tak głęboko, że depczą Lucyferowi po garach w jego Hell's Kitchen. Nie jest to zbyt przystępne dla zwyczajnych słuchaczy, więc jeśli wolisz cloudy, czy trap, czy nawet zwyczajną klasykę - może to się okazać zbyt trudne. Ale do odważnych świat należy, spróbujcie, bo w swoim gatunku nie jest to wcale słabe.

OCENA: 3+\6


niedziela, 29 marca 2015

SB - CZAS, BITY, MIŁOŚĆ

4Elementy 2015

1. 90   feat. DJ KODOBEAST
2. Dla gry    feat. MŁODY PSZ, DJ SHUM
3. Czas
4. Krew     feat. PROCEENTE, ŁYSONŻI, SUPRAN
5. Styl
6. Droga
7. Rok wojownika    feat. BEZCZEL, HZOP, SÓJSON
8. Nowa planeta
9. Ryzykanci     feat. SUPRAN, DJ SHUM
10. Dzień dobry Olecko
11. Nowy początek
12. Mój świat    feat. POETIK, DJ SKRUSZ
13. Pokój
14. Podróż   feat. KOCUR, BOOMER
15. Rewers

    Bodaj dwa lata temu wyszedł producencki krążek SB na legalu. Nie wzbudził zbyt wiele emocji, bo, nie oszukujmy się, był bardzo przeciętny. Teraz ten mazurski producent postanowił dać nam coś nowego, schodząc z powrotem na scenę podziemną. Mniej gości, fajna okładka w ołówku i... podobno nowa jakość.
    Co do okładki, to zdradza nam ona, skąd wzięły się pomysły i sample na tym albumie. Chodzi oczywiście o winyle, bo przypuszczam, że albumy cd, które narysował grafik (Common, Talib Kweli, Notorious Big, czy Big L) to po prostu czysta zajawka i natchnienie. Natomiast winyle... SB pozbierał wycinki z węgierskiego big bitu, rocka i muzyki popularnej sprzed wielu lat i poskładał je w klasyczne, bujające traki. Oczywiście mocarne perkusje nakręcają tempo, bas dudni nisko, a klimat cofa nas naprawdę w lata '90 i wszystko brzmi jak wyciągnięte z krejtsów Pete Rocka - bo to chyba producent najbliżej leżący brzmienia tego krążka. Niektóre podkłady są cięższe (Rok wojownika), ale większość płynie swobodnie i bez zadęcia. Nie ma tu elektroniki, żadnych cloudów, tylko czysta, klasyczna hip hopowa jazda.   
    Gdyby to była płyta instrumentalna, nic by się nie stało. Ale mamy tu kilku rymujących gości, wszak to album producencki i jak to tak bez rymowców, c'nie? Pierwszy pokazuje się mocno przeciętny i gubiący rytm Młody PSZ, który prezentuje podobną klasę (bądź jej brak) od wielu lat. Dużo ciekawiej wypadają Łysonżi i Procent (który jednak, jak mi się wydaje, trochę nie czuje tego podkładu), którym kroku stara się dotrzymać Supran, którego refren stanowi siłę tego numeru. Do tych ciekawszych występów można wrzucić jeszcze Bezczela, za którym lata świetlne z tyłu człapią Sójson i HZOP. Reszta zaś... No rymuje sobie coś tam...
    Gdyby to była płyta instrumentalna... Byłaby to naprawdę bomba. Może gdyby zatrudnić kogoś lepszego na majki? Nie wiem. Bity są naprawdę fajne, słucha się tego bardzo przyjemnie, DJe robią świetną robotę i fani klasycznego rapu będą naprawdę zadowoleni. Przynajmniej pod względem muzycznym. Ale płyta jest dużo lepsza niż poprzednia - czyżby trzeba było aż zejść do podziemia?

OCENA: 4+\6


sobota, 28 marca 2015

BADOCHA - RAZ 2 3 Q-RWY PSY

nielegal 2015

1. Pierdolone Zoo
2. Tam Gdzie Hip Hop  feat. DREADLOCK, WARSZAWSKI
3. Cyfrowy Rap 
4. Matka Polka 
5. Nie można wszystkiego przeżyć 
6. Ciągle Pamiętam 
7. Zemsta Lamusa 
8. Po ostatni dzień
9. Znów zostałem sam    feat. SZTYWNY PMP 
10. Jebany monolog 
11. 200 i 2 piwa
12. Zima na Ursynowie 
13. Lubie się odjebać 
14. Nie mam kolegów kurwa... 

    Esperal może nie jest bardzo znanym składem w warszawskim podziemiu, ale działają na Ursynowie już od kilku lat. Jednym z trzech ludzi w Esperalu jest Badocha, który niedawno wypuścił swój solowy album, z nieco... odmienną okładką.
    W zasadzie, to nie tylko tytuł i okładka są tu kontrowersyjne. W bitach może aż tak dużego szoku nie ma, ale opisanie produkcji jako 'zajebany bit' albo 'sorry nie pamiętam' nie zdarza się często - przynajmniej jest zabawnie. Poza powyższymi, znalazło się jednak tu kilka niezajebanych rzeczy - tak z połowa materiału. Na szczęście te zawinięte bity są niezłe i mało ograne. Najwięcej oryginalnych traków dał kolega Badochy z Esperala: Bąbel - są to chyba najlepsze rzeczy tutaj, zwłaszcza bit do 'Matki Polki'. Poza nim są to Chlebson, Dreadlock, Aeste, Surowy i Maciek D13. To klasyczny klimat samplowanych bitów, tkwiących gdzieś w latach '90, ale brzmiących bardzo przyjemnie i kiwających głową. Ogólnie muza jest sympatyczna i miło leci przez cały album, nie ważne, czy 'zajebana', czy od własnych producentów. No, wyjątkiem jest dyskotekowy 'Lubię się odjebać', stanowiący swoisty żarcik i prztyczek w noc. 
    Wiesz, 'kto wrzuca kurwa trzy razy w jedno zdanie'? Wiesz, kto 'kto mówi, że wódka jest dobra na śniadanie'? Tak, to Badocha. To on tu jest prawdziwym mistrzem ceremonii, obdarzony dość szczególną barwą głosu i flow, który może nie wszystkim się podobać, ale razem brzmi to wszystko oryginalnie. Największą siłą albumu są teksty, które trzeba brać nieco przez palce, bo z jednej strony koleś, który mówi 'więc pierdolę rekordy brania chuja do mordy', pomiędzy setkami bluzgów, 'rzucaniem kolejnego pawia' i jebaniem tych dziwek, przemyca jednak ciekawe treści, na które warto zwrócić uwagę. To takie życiowe wersy, podlane wódką, potem i łzami (no i różnymi płynami ustrojowymi #ifyouknowwhatimean :P). Obrany przez Badochę wizerunek wyróżnia go na tle innych zwyczajnych rapperów: najpierw przyciąga bezkompromisowością, a kiedy już zaczniesz słuchać, wyłapiesz coś dla siebie. Badocha zaprosił kilku gości, ale nie mają oni większego wpływu na klimat albumu - ot, są.
    Ciekawy album, nieco nietuzinkowy. Z pozoru brutalny i wulgarny, ale to powierzchowność, bo pod twardą skórą rappera-chama kryje się wrażliwy człowiek, opowiadający o swojej rzeczywistości. Nie jest to może wizja pozytywna, ale przecież życie to nie tylko 'peaches and cream'. Do sprawdzenia, bo na pewno będzie się podobać sporej części słuchaczy.

OCENA: 4\6


piątek, 27 marca 2015

JUNES - EP,5

nielegal 2015

1. Nowy Junes 
2. Syndrom zamkniecia
3. Wojna i pokoj 
4. Wróć do tego 
5. Bezsenni 
6. #6 
7. Panie raper 
8. 85 
9. 9. maja 
10. Inny swiat 

    Junes, choć jest podziemnym graczem, na pewno cieszy się znacznie wiekszą rozpoznawalnością i respektem, niż dobre 60% sceny oficjalnej. Zawsze kiedy wypuszcza swój nowy materiał, fora internetowe zaczynają się zapełniać komentarzami - zazwyczaj pochlebnymi.
    Ta płyta to istna składanka: praktycznie każdy podkład pochodzi spod innych rąk. Tylko Fawola dał dwa numery: wejściowy i 'Panie rapper'. To takie normalne, klasyczne podkłady oparte na samplach. 'Nowy Junes' może jest średni, ale sporo lepiej wyszedł 'Panie raper', przy którym machasz głową jak przy trakach Złotej Ery. Poza Fawolą mamy tu ośmiu producentów, niektórzy nawet nieco zaskakujący. Bodziers ze swoim 'Syndromem...' to podziemny, choć nieco elektroniczny podkład, który może nie rusza aż tak bardzo, dopóki nie wejdą w głośniki skrecze DJ Danka. Konstruktor, znany z Układu Warszawskiego, od którego, mam wrażenie, ostatnio się dystansuje, przyniósł taki dość typowy dla siebie bit, który wzmocniony jest militarnym tekstem 'Wojny i pokoju'. Nie wiem, czy spodziewałem się znaleźć tu taki syntetyczny trak od Capish'a, który średnio tu pasuje, bo przecież klimat jest zasadniczo klasyczny. Tym bardziej, że zaraz po nim wchodzi 'Bezsenni' SoulPete'a: totalnie czilujący, nowojorski bujacz z genialnym samplem wokalnym na refrenie. Ale o to następny '#6' to melancholijno-agresywny bit od Palmer Eldritch, znów zmieniający klimat o 180 stopni. Golec dał za to lekko pretensjonalny bit z dziewiczym zaśpiewem i niebiańską fletnią w retrospekcyjnym '85'. Cyga zaś zamknął album takim trakiem może nieco bez wyrazu - odpowiednim na zamknięcie :) Jedynym instrumentalem, jaki się tu znalazł, to '9 maja', zabrany od 9th Wondera, choć na samplu znanym już od dawna z płyty Outkast. Silną stroną płyty, jak zwykle u Junesa, są woskodrapy: DJ Te, DJ Danek, DJ Ace i DJ Nambear.  
    Junes jest, jaki jest już od wielu lat. Ma mocne teksty, jednak giną mi one nieco wśród techniki Junesa, który nie należy do najbardziej przyjaznych dla ucha. Wysoki głos, monotonne i powtarzalne flow powodują, że czasem to, co mówi rapper omija mnie o parę metrów i znów łapię się, że coś zgubiłem. Tym bardziej, że nie ma tu gości, którzy spowodują zmianę stylu. Ale nad wersami dobrze się jest pochylić, żeby pozbierać to, co myśli Junes: 'Słyszysz huk startówki, nie wychodzisz z bloków \ Startowe na nas trzymają jakby dzięki Bogu \ Z jednej strony rozwój rodzi niedorozwój \ Z drugiej strony odpust nam oddaje dopust \ Czasem śnię koszmary o syndromie zamknięcia \ To jak Dante i kolejne kręgi piekła'. Junes zaskoczył nie tylko w bitach - trochę mnie zdziwił tym militarnym trakiem 'Wojna i pokój' - ten numer spokojnie mógł się znaleźć na płycie Konstruktora - czyżby Junes czuł jakieś ciągoty w kierunku Układu? Hmmm... 'Bez dowódcy błąkam się zdziczały \ Idę na pewną śmierć na, czołgi z granatami \ Liczę, że ten list zostanie przeczytany \ Póki co liczę dystans do polowych szpitali' - ten styl, c'nie? Ale poza tym wiele tu cofania się do dzieciństwa i wczesnej młodości, trochę tylko ciężkich panczy. To raczej album retrospekcyjny, pełen powrotów, choć Junes nie zapomina, gdzie jest w tej chwili.
    To taki album, który brzmi, jakby Junes nie mógł się zdecydować, czy ma dopierdolić, czy raczej usiąść w fotelu i powspominać. To naprawdę dobra płyta, choć nie jestem pewien z kolei ja, czy mi wchodzi do końca (auć!) - głównie ze względu na stylistykę Junesa, którą albo się lubi, albo nie bardzo. No i przez niektóre bity. Natomiast na pewno warto ją obczaić i posłuchać, bo to dobry materiał.

OCENA: 4+\6


czwartek, 26 marca 2015

ARSKI - CYNIK

Vibe2Ness 2015

1. Tony    feat. JUNES 
2. ... Świt 
3. Cynik
4. Bez uczuć 
5. To nie Ja    
6. Antymateria   feat. TMK AKA PIEKIELNY 
7. Nie zrozumiesz 
8. Nie, nie, nie 
9. Biznes 
10. Widmo 
11. Antymateria (Pyc remix)  feat. TMK AKA PIEKIELNY
12. Bez uczuć (Pyc remix)

    To kolejny przedstawiciel Słupska w Vibe2Ness. Wczoraj był Nitro, z któtrym Arski współpracuje, dziś on sam. Już poprzedni album, 'Egoista' narobił niezłego szumu (zresztą wskoczył przecież do mojej nielegalnej 12-stki), 'Czas Zamarł' z Koelem też był niczego sobie... Tym razem Arski zebrał bity od różnych bitmejkerów i wydał kolejny krążek.
    Mario Kontrargument, Zielichowski, Pyc, Nitro, Jaca, Kes-a... To właśnie oni odpowiadają za to, co się dzieje muzycznie na tym krążku. Ale po kolei. Mario buduje przestrzenie w swoich podkładach, to bity nieco melancholijne, czasem wręcz monumentalne, choć kojarzą mi się z takim romantyczno-refleksyjnym rapem studenckim - 'Biznes' jest tu kwintesencją tego bohemicznego klimatu. Za to Zielichowski jest w formie wręcz wybitnej, bo taki bit do tytułowego numeru wciska w fotel - aż pozostaje żałować, że to nie jemu po raz kolejny Arski powierzył całościową produkcję. Pyc z kolei dał poprawne podkłady, mocno klasyczne, z samplami wokalnymi - to jeden numer oraz dwa remiksy. Podobnie brzmi Nitro, klasycznie i nieco bez inwencji. Jaca ze swoją 'Antymaterią' to chyba najsłabszy moment albumu, perkusja nie pasuje do patetycznego sampla. Fajnie ogarnął podkład Kes-a, ale ogólnie rzecz biorąc, muzyka jest tu średnia, zbyt często nadmuchana i tak przystająca bardziej do rozgrzanych gimnazjalistek, aby mogły pomarzyć o umięśnionych chłopcach i niespełnionej miłości.   
    Arski ma ten styl, nie da się mu go odmówić. 'Normy nie żyją, niby inny, niby cynik \ sygnały wyją bo ktoś pozbył się rutyny' - tej ostatniej pozbywa się na pewno rapper. Ma ogień w wersach, który rośnie z każdą płytą i choć trafiły tu kawałki swoim klimatem wymuszające pretensjonalne i mdłe wynurzenia na tematy filozoficzne, to Arski ma wystarczającą siłę, aby zwracać na siebie uwagę. Zresztą, rzeczywiście wiele zależy od bitów, bo te kontrargumentowe są pojechane ostro w stronę popowo-radiową i mimo starań Arskiego, trąca to lekko Verbą. Jednak w numerze 'Nie, nie, nie' Arski stara się wyjaśnić, że nie umie nagrywać kawałków o niczym, wesołych imprezowych traków, bo jego rap musi mieć treść. Po czym kontynuuje rozprawę z poważnymi tematami. Oczywiście, te tematy jak najbardziej mu pasują i zdziwiłbym się, gdyby nagle Arski popełnił trak o chlaniu i ruchaniu dziwek, nawet jeśli na swój sposób porusza temat picia i damsko-męskich spraw. Dwóch gości, którzy pojawiają się na płycie, to Junes i TMK. Ten pierwszy wypadł naprawdę nieźle, Piekielny średnio, jak zwykle ostatnio.
    Szkoda, że to jednak nie Zielichowski zrobił ten krążek, bo zbyt wiele trafiło tu rozmytego, nijakiego muzycznie hip hopu. Arski radzi sobie wprawdzie naprawdę dobrze, ale te podkłady czasem go przytłaczają i kierują na złe tory. To nie idzie w tym kierunku, w jakim ja bym to widział, ale oczywiście mój głos jest mało istotny w tym wszystkim. Zobaczymy co będzie dalej, choć 'Cynik' to i tak wystarczająco dobry album, aby się nim zainteresować.

OCENA: 4\6


środa, 25 marca 2015

NITRO BEATZ - KALEJDOSKOP

Vibe2Ness 2015

1. Kalejdoskop - VNM
2. Zatrzymać Czas - PEERZET, ERIPE
3. Głód - GOLIN, KISIEL
4. Alzheimer - ROVER, ENSON
5. Alone In NYC (Instrumental)
6. (Nie)Zgodnie Z Planem - SHOT, MAJK
7. Dupy Z Fejsa - TMK AKA PIEKIELNY
8. To Have Nothing (Instrumental)
9. Girls, Girls, Girls - KAMEL, BASSTEK
10. Sam - 3CZWARTE SUKCESU
11. Day Off (Instrumental)
12. Cel Uświęca - CHUDINI
13. Pomnik - ARSKI
14. Obserwator 2 - JUNES, KONIK
15. Central Park (Instrumental)
16. Nie Pozdrawiam - KOBIK
17. Slash - DYHU DYH
18. Bonus track

    Nitro Beatz to gość ze Słupska, którego podkłady na pewno już gdzieś słyszałeś. Choć jego imię może jeszcze nie stawiane jest w pierwszej lidze producentów, ale ma on za sobą przeciez współpracę z takimi osobami, jak Zbuku, VNM, Rover, czy Shot - zreszta ma to wyraz na jego debiutanckim krążku producenckim. Z pomocą Vibe2Ness i Bobera powstał album, mieszający podziemie z legalem.
    Nitro to klasyka hip hopu, robi swoje podkłady oparte na samplach i bum bapach. Owszem, zwraca uwagę na to, żeby były one up-to-date, to takie nowojorskie granie z pierwszej dekady XXI wieku, z mnogością wokalnych sampli. Producenta energiczne wspierają DJ Te i DJ Qmak, którzy zapodają sporo drapania wosku, co naturalnie ubarwia brzmienie albumu i je wzbogaca. Te bity nie wyróżniają się jednakże niczym szczególnym spomiędzy setki innych podobnych. Jeśli ktoś jest zajarany tym klimatem Złotej Ery spod znaku Sensiego, czy Hurragun - nie ma na to szans. To takie zwyczajne, bardzo podobne do siebie traki, które w rezultacie zlewają się nieco w jeden, godzinny podkład. W zasadzie najlepsze w tym wszystkim są skrecze, bo muzyka po prostu jest.
    Goście, jakich zaprosił Nitro, to istna mieszanka fejmowych rapperów z leglnych wydawnictw, podziemnych, uznanych graczy i lokalnych wykonawców, znanych we własnych miastach. I na szczęście, w większości rapperzy właśnie ratują tu rzecz. Nie powiem, że kogoś nie powinno tu być, choć przy takiej ilości wykonawców zawsze zdarzy się lepsze, bądź gorsze wejście i na to nie ma siły. W zasadzie ciężko tu również wyróżnić jakieś szczególnie świetne zwrotki - może tylko takie, które zwracają uwagę. Technicznie, VNM jest naprawdę mocny. Tekstowo, na plus wypadli dla mnie Kisiel i Peerzet, może Kamel. Rover usiłował być śmieszny - nie bardzo wyszło. 3Czwarte Sukcesu powinno raczej tkwić tam, gdzie jest, bo to jeden z mniej fajnych numerów na tym albumie. Arski się nieco wysypał, TMK przyniósł nieco pretensjonalny, ale nawet wpadający kawałek. Kobik, choć ma słaby głos, za to wjeżdża na pełnej kurwie i czuć moc bragga i panczy.
    Tja, no i wyszła płyta nieco nijaka i bezbarwna, niby porządna i dobrze zrobiona, ale przepływa przez uszy, nie pozostawiając żadnego wrażenia. Ani złego, ani dobrego. Ok, słuchałem, ale co mogę o niej powiedzieć? Jest.

OCENA: 4-\6


wtorek, 24 marca 2015

MOPS & DJ PETE - TO JEST T.E.N. MIXTAPE

Stopro 2015

1. Intro
2. Rap Bóg  (RAP God Remix)
3. Wtyki 
4. Woodstock (SMAGALAZ) 
5. Full Hd Gucci Eci Peci DziWko   feat. MARVIN GAME 
6. Bluuu (Eiffel 65 Trap Remix)
7. Zachodniopomorski Styl Z Mopsem (WINI)
8. Gram To 
9. Featy, Bity & Halftajmy (ODGRZEWANY Kotlet)
10. Oni Mówią Mi
11. Flexpress 
12. Znamy Sie Z Mopsem (KORDAZ) 
13. Byc Gupim
14. Mops & Dj Pete Mowią Tobie (HDF) 

    To nie jest nowa płyta Smagalaz - to tylko Mops i DJ Pete. Tylko, lub aż, bo przecież Abel raczył narobić swoją solówką niezłego hałasu - wiele osób uważa jego płytę za jedną z lepszych w 2014 roku. Za to mikstejp Mopsa to totalny spontan, może nie tyle odpad z sesji, ale na pewno zachęta przed pełnoprawną płytą 'Alfabet Mopsa'.
    Muzyka to prawdziwy rap pod napięciem, bo wszystko aż się trzęsie od elektroniki. DJ Pete, Headbite, Matheo i Mops wykonali w sumie bardzo udaną robotę. Nie ma tu zamulaczy, cloudów nudnych do wyrzygu: jest konkretne pierdolnięcie. Do tego producenci robią sobie wyraźnie jaja, bo to, co zrobił Pete z dansowym hitem z lat '90 'Blue (Da Ba Dee)' zespołu Eiffel 65 to istny majstersztyk - i produkcji i dowcipu. Zresztą, niby to trap, ale zmieszany z tak przedziwnymi brzmieniami, że czasem można złapać się za głowę. Podkład Mopsa, jak sam przyznał, zrobiony w parę minut, jest bardzo... oszczędny, ale całkiem wkręcający. Ciekawostką jest 'Featy, bity & halftajmy', złożony z co najmniej sześciu różnych podkładów, pobranych z przeróżnych... featów, bitów i halftajmów. Tak, producenci robią tu świetna robotę.
    Smagalaz nie cierpi na brak dobrych rapperów. Mops jest jednym z tych, którzy są charakterystyczni i wiedzą, co maja robić z majkiem. A czyni on tu cuda cudeńka i choć może czasem sobie stroi ze słuchacza żarty, to nadal chłop ma kolosalne wyczucie rytmu i świetnie skacze po tych trapach. Tu przyspieszy, tam przeciągnie, ale zawsze mieści się w werblach jak trzeba. Należy zwłaszcza zwrócić uwagę na to co Mops robi ze swoim flow - potrafi wypluć kaskady słów w tempo, do tego wszystko ma sens. Co najlepsze, Mopski się doskonale bawi, stroi sobie żarty-żarciki, robi wkręty i zwroty akcji, tworzy kumpelski klimat, aby za moment dać ci prztyczka w nos. On nie traktuje poważnie tego mikstejpu - traktuje poważnie słuchacza, bo choć jest to tylko mixtape, złożony jest bardzo porządnie, bez wpadek i w klimacie, który rozwala system i porządek. Goście są śladowi, czasem coś wrzuci Wini, czasem Kordaz, ale to margines. Tu rządzi Mops.
    Damn, jak to mawiał Szekspir, jeśli wyjdzie album Mopsa, lecę go kupić jak wściekły. Wyznam po cichu, że rapper narobił mi smaka - będzie to inna jazda niż u Abla, znacznie bardziej prześmiewcza, bardziej syntetyczna, ale i bardziej waląca po głowie - tak jak tutaj. Mam nadzieję, że Mops będzie się trzymał tej konwencji. Świetna robota!

OCENA: 5\6