czwartek, 14 maja 2015

ZAWIESZKA

Drogie dzieci, nie daję rady. Mam taki nawał roboty, który radośnie spadł mi na łeb dość niespodziewanie, chichocząc przy tym złośliwie, że nie ogarniam. Muszę poukładać system, wyjechać służbowo do Holandii (ile ja płyt przywiozę...) i powrócę - pewnie pod koniec maja. Tymczasem możecie w komciach podrzucać Wasze typy nielegali do obróbki i jak ogarnę całość i wyzwolę się spod pręgierza obowiązków, będę kontynuował umieszczanie wypocin. Tymczasem!

środa, 13 maja 2015

GRUBSON - HOLIZM

Max Flo 2015

1. Intro (Horyzonty)
2. Sanepid    feat. JARECKI
3. Ciepłe brzmienie Kalifornii    feat. JARECKI, TEN TYP MES
4. Cwaniaczek
5. Mam Talerz Show 1
6. Nie jestem
7. Dżungla
8. Złota kula   feat. KRZYSZTOF ZALEWSKI
9. Spider-Man    feat. JARECKI, CHIP FU
10. Girls anthem
11. W.S.D.F.
12. Jedna z planet  feat. MARCELINA
13. Poczuj
14. Obrazy
15. Wyrywacz
16. Dziennikarze
17. Mam Talerz Show 2
18. Potrzeba
19. OutRo

    Grubson jest przez fanów polskiego rapu nieco odsunięty na tor boczny. Może inaczej, rzadko kto przyznaje się do słuchania Grubsona, a przecież sprzedaż płyt jest ogromna. To kto to kupuje? Babcie spod kościoła? W ciągu paru tygodni album dotarł do piątego miejsca na OLiSie, więc poszło niemało. Można mieć jakieś zastrzeżenia do Grubsona, ale do którego z rapperów nie da się przyczepić?
    Grubson, BRK, Jarecki i Snake stworzyli na tym albumie istną mieszankę, kipiącą wręcz ciepłym wajbem. To bardzo eklektyczna i złożona muzycznie płyta, bo ilość styli może zaskoczyć najbardziej przyzwyczajonych. Trochę kojarzy mi się to z późniejszymi albumami Wyclefa z Fugees, bo przechodzimy tu od reggae, przez ragga, calypso, jazz, g-funk, hip hop, drum'n'bass i crunk. Jakby tego było mało, Grubson wykorzystuje całą orkiestrę, bo słychać tu żywe bębny, gitary, saksofon, klawisze, puzon, trąbkę... No i DJ BRK na adapterach. To genialna mikstura brzmień, szwendających się na obrzeżach muzyki hip hop, ale czały czas tkwiących silnie w stylistyce. Przyznam, że jest to tak uderzająca porcja muzyki, pełnej soulu (bo duszy jakoś mi tu nie pasuje) i otwartości na świat, że... jestem zachwycony. Naprawdę, muzycznie jest to genialna robota, która nie pozwala się ani chwili nudzić, bo klimat zmienia się co parę chwil. Świetna rzecz!
    Grubsonowi zarzuca się zazwyczaj, że jego teksty są płytkie i zwyczajnie słabe. Ale ja mam wrażenie, że to nie o to tu chodzi. To nie karkołomne połączenia słów, dzikie hasztagi i followupy mają robić album. To raczej pozytywny przekaz, takie 'peace, love and happiness', wyrażone wprawdzie w najprostrzych słowach, ale za to w doskonałym stylu ragga. Ale nie ma co skreślać Grubsona lirycznie, bo potrafi on również być dowcipny i kąśliwy - zwróćcie uwagę na 'Dziennikarzy', odę na muzycznych pismaków. Pomijam zabawny w założeniu 'Mam Talerz', bo to zwykłe wygłupy, pastisz modnych ostatnio programów. Często Grubsona wspomaga Jarecki - jeden z najbardziej niedocenianych rapperów w Polsce, bo to, co ten koleś potrafi zrobić z wokalem, to magia. Zaskakującą nieco niespodzianką był występ Chip Fu z legendarnego składu Fu Schnickens - może Chip nie kicha tu co kilka wersów, nie wydaje wściekłych bulgotów jak w latach '90, ale nadal ma w gębie moc i nawija doskonale - przy czym to nie było parę wersów na odwal się, tylko porządna, sensowna zwrotka.
    I mówcie sobie co chcecie, ale trzeci album Grubsona to prawdziwy banger. świetny album, gdzie wprawdzie to muzyka wygrywa w cuglach, ale i sam Grubson wcale nie odstaje, a wraz z gośćmi brzmi to jeszcze lepiej. Propsy za otwartość i odwagę muzyczną, propsy za Chip Fu, propsy dla Jareckiego.

OCENA: 5\6


wtorek, 12 maja 2015

MAŁACH - TEMPO MIXTAPE

Pro-Rec 2015

1. To nie to samo    feat. RUFUZ
2. Muszę iść dalej    feat. PARZEL
3. Debiut    feat. DWA ASY
4. Tak żyję    feat. HDS, AGNIESZKA FIGURSKA
5. Chwilę się zeszło   feat. 83
6. T.E.M.P.O     feat. DIOX
7. Windrunner    feat. MOSAD, SIR MICH
8. Najlepszy zestaw   feat. BOKOTY
9. Nie chwal dnia...    feat. POLSKA WERSJA
10. Nie ma bata    feat. SZAJKA, PROFUS PPZ
11. To nie przypadek    feat. PALUCH
12. Ciemna brama    feat. DMK, LUIZA TATARA
13. Skąd to wszystko?   feat. REST, MICHRUS, KAFAR
14. Flegma    feat. MAŁACH
15. Ksywki i podwórka remix  feat. RUFUZ
16. Fałszywka remix   feat. RUFUZ, MAŁACH

    Ta płyta to nie tylko producencki album Małacha. To również promocja nowej marki ubraniowej, jaką wprowadza Małach - właśnie o nazwie Tempo. Co ciekawe, wszystkie numery przedpremierowo można było usłyszeć na YT, ale oczywiście to nie to samo, co dzierżyć w dłoni płytę...
    Według zapowiedzi Małacha, jego styl robienia bitów miał ewaluować i być bardzo analogowy. Czy ja wiem? No niby nie ma tu syntetyków i cloudów, ale przecież Małach i tak nigdy tego nie robił. No, ciężko nazwać autotuny w 'Najlepszym zestawie' jako analogiczne. Przy okazji, to jeden z najgorszych traków nie tylko na albumie, ale i w ogóle jaki ostatnio słyszałem. Tragiczna próba zrobienia kawałka imprezowego - wyszło ordynarne dicho. Poza tym ja tu nie widzę większej różnicy między płytami z Rufuzem, a tym mikstejpem. Jest parę bitów, które wpadają w ucho (Debiut, T.E.M.P.O.), ale w większości to takie zwykłe podkłady, typowe dla początku XXI wieku. Czasem, wbrew zapowiedziom, wpadnie nieco elektroniki, czasem klimat robią gitary, ale tak naprawdę nie ma tu się czym jarać. Producenta wspomagają DJ Gondek, DJ Grubaz i DJ Cut A Head i bardzo dobrze im to idzie.
    Jak zwykle w przypadku takich wydawnictw producenckich, mamy tu sporo gości, choć i przecież również Małach pojawia się parę razy na majku. Sam producent rozbawia mnie do łez, rymująz, że 'paru moich znajomych, oni zyją z ulicy', 'będą we mnie wiezyć', czy 'psecies jest bystry'. Litości, błagam, Małach, zostań za konsoletą. Oczywiście, dziwnym by było, gdyby wszyscy rymowali na tym samym poziomie. Dlatego zajmę się dwoma biegunami, biorąc pod uwagę tylko plusy i minusy, szarą strefę zostawiając bez komentarza. Otóż na plus wychodzi na pewno Parzel, który w tym roku jest w niezłej formie. Razem z nim całkiem konkretnie dają swoje Dwa Asy. Jedno z lepszych tu wejść zaliczył Diox, opowiadając o swoich porażkach miłosnych. Ciekawie na tle innych wchodzą Nizioł z Żabolem - ze swoimi ciężkimi wokalami brzmią interesująco, choć ich teksty nie wywołują dreszczy. Paluch w tym składzie jawi się jako bożyszcze mikrofonu i znacznie podbija poprzeczkę. Zaskoczył mnie nieco DMK, którego płyty nie jestem w stanie słuchać, a tu nagle wyszedł z płynnym flow i pozbieranym tekstem. Po drugiej stronie masakrę reprezentuje od początku Rufuz, stały partner-in-rhyme Małacha. Tu niestety spieprzył otwarcie albumu kiepskimi wersami i kwadratowym flow. HDS poprawia się z występu na występ, ale to nadal jest bardzo dalekie od ideału. Lata świetlne. Na szczęście lista tych słabych występów nie jest długa, ale za to tych przeciętnych jest całe mnóstwo...
    Płyta jak płyta, słyszałem takich setki. Ma reklamować ciuchy Małacha? Nie kupię, dzięki. Ma mnie zachęcić do kupowania kolejnych produkcji Małacha? Zastanowię się. Nie ma tu nic szczególnego, nic ciekawego, nic zachęcającego. Ot, album wypełniacz.       
  
OCENA:3\6


poniedziałek, 11 maja 2015

PLUTO - PROJEKT WILCZE ZMYSŁY

Pro 2015

1. Intro
2. Południowy Szaman
3. Styl życia
4. WNP
5. Tematyka     feat. BEDNAR
6. Projekt wilcze zmysły
7. Przyczyny Nerwicy
8. Jestem sobą     feat. ENDI, BOBEK
9. Jeszcze więcej
10. Powiedz prawdę   feat. DZIKI, SLW
11. Miasto dźwięku
12. Młot na ścierwo   feat. PASJONACI
13. Skit
14. Moja Ziemia
15. Zawsze    feat. SHELLERINI
16. BTN Produkcja 2
17. To mi wystarczy   feat. HOMEX, PEJDŻER
18. Ku Pamięci
19. Jeszcze więcej BTN Remix

    Kiedy zobaczyłem płytę w sklepie, okładka krzyknęła do mnie 'weź mnie nie ruszaj!'. Nie do końca jestem blisko z podkarpacką sceną i pomimo, że coraz więcej rapperów się stamtąd wyłania, to Pluto kręcił się gdzieś po obrzeżach pamięci i nie bardzo go kojarzyłem, nie mówiąc o nagraniach. Pojawiał się tu i tam, ale...
    Prawie całość, z wyłączeniem dosłownie paru podkładów, wykonał tu BTN. To mocne, bumbapowe podkłady z ciężką perkusją, na której nawinięte są dość czysto brzmiące sample, a całość wspomaga DJ MRK na adapterach. Nie ma tu nic odkrywczego, nic szczególnego - zwyczajne, hardkorowe brzmienie leżące blisko ulicy. A jednak coś w tej muzie jest, bo ona bardzo dobrze kiwa głową i człowiek słucha tego i słucha i w sumie nie ma dość. Podkłady są zatem bardzo spójne, bo nawet jeśli są tu cztery podkłady od Billi, to one doskonale współbrzmią w tymi od BTN.
    Pluto jest porządnym rzemieślnikiem - 'nie słodki jak Haribo, ale zimny jak Sub Zero'. To rapper z warsztatem, który uchodzi bez wstydu i choć czasem brakuje oddechu, daje sobie radę na tych bitach. Pluto jest bezkompromisowy, napierdala jak karabin maszynowy pancze w losowo wybranym kierunku, lecą kurwy na szyje słabych rapperów i miernych ludzi. Tu nie ma przebacz, tu nie ma chwili oddechu - ciągle cięcie krótko przy ziemi. Pluto nie boi się być agresywny i mówi bez ogródek o tym, co leży mu na wątrobie. to nie jest uliczny rap o ciężarze życia i byciu prawilnym. To rap bez maski, bez zbędnego umartwiania się, które ostatnio jest w modzie. Prosto w ryj. Dobór gości może już nie jest tak szczęśliwy, bo na wyróżnienie zasługują tu tylko Pasjonaci, Homex i Szelka. Daje radę również SLW, a reszta po prostu dała wersy i tyle wystarczy w tym temacie, natomiast Pejdżer powinien albo przestać, albo nauczyć się mówić, bo ja nic z tej zwrotki nie zrozumiałem, pomijając już całkowicie rozbrajające hausty powietrza, jakie desperacko wciąga pomiędzy linijkami.
    Na szczęście płyta jest lepsza niż okładka i kiedy zdusiłem jej szepty, okazało się, że jest bardzo fajnie. To szczery, bezkompromisowy rap, czerpiący z najlepszych lat hip hopu. Sporo panczy, sporo bluzgów, sporo łajania wacków, przebija raczej 'zajawka, a nie pociąg do zapłaty'. Naprawdę porządna rzecz.

OCENA: 4\6


niedziela, 10 maja 2015

RASMENTALISM - WYSZLI COŚ ZJEŚĆ

Asfalt 2015

1. Budzik na 13:00
2. Wyjdziesz na dwór?   feat. QUEBONAFIDE
3. Ryzyko wróg najgorszy
4. Nie jest tak    feat. SOKÓŁ
5. Mur przy wolnym
6. Na horyzoncie   feat. TOMSON
7. System interwałów   feat. KLAUDIA SZAFRAŃSKA
8. Nocny
9. Film o nikim
10. Nie jestem raperem   feat. DWA SŁAWY, THE VOICES
11. Byłoby łatwiej
12. Dna butelek feat. SŁAWEK UNIATOWSKI
13. On nie ja    feat. SARIUS
14. Świat zwariował w 29 lat
   
     Trochę nie rozumiałem tego hajpu na Rasmentalism, który nadszedł wraz z ostatnia płytą. Album roku, geniusze - a dla mnie to był zwyczajny, acz porządny album. Tyle, że znalazło się sporo lepszych. Dlatego, kiedy wyszedł drugi materiał Rasmentalistów stwierdziłem, że to może jest dobry moment do zrozumienia zjawiska, bo znowu wszyscy okazali się dziko zachwyceni.
    Ment XXL, według tego, co napisane jest na płycie, puszcza tą muzą oko do czasów, kiedy powstawał ich ulubiony rap. Nie, to nie jest klasyczny rap ze Złotej Ery, to taki soczysty hip hop, pełen sampli i skreczy DJ Ike, uzupełniony bardziej nowoczesnymi dźwiękami, generowanymi z komputera, a także okraszony dźwiękami żywych instrumentów: trąbki i klawiszy. I nawet, jeśli receptura jest tak oczywista, to nie znaczy to, że jest nudno, bo weźmy taki podkład do 'Mur przy wolnym': pocięty bit, zmieniający tempo i bardzo niespokojny - nie pozwala się nudzić. Za to 'Na horyzoncie' wchodzi z lekko etnicznym wajbem, może to nie rapowa Balcanica, ale klimat czerpie z ludowych brzmień. 'System interwałów' za to przechyla się delikatnie w stronę banghra house (brzmi poważnie!), baunsując w atmosferze bollywoodzkiego filmu. Dla odmiany 'Nie jestem rapperem' wprowadza gospelowe brzmienia z The Voices. Całkiem przyjemny trip muzyczny, łączący pokolenia i brzmienia. Ment zrobił swoje i należy mu tutaj oddać, co mu się należy.  
    Ras to rapper, który wykorzystuje swoją aurę do przyciągnięcia słuchacza. Jego technika nie zjada, teksty są zbyt wyluzowane, aby zawracać sobie głowę głupotami - dlatego nie ma tu bragga i soczystych panczy. Dostajemy za to sporo historyjek na niezobowiązujące tematy i tu właśnie Ras czuje się doskonale. Cytowanie błyskotliwych wersów jest bezcelowe, bo takich nie ma - Ras stara się tworzyć spójną jakość kolesia wyluzowanego i nieprzejmującego się głupotami: 'Nie używałem mózgu od dawna, życie klepie po dupsku jak Najman'... Wiesz, taki spoko luzak gość. Taki który w trakcie nagrywania płyty wyszedł coś zjeść. I jest tu jeszcze dobór gości: trafieni w punkt, bo każdy dał tu to, co mógł najlepiej. Ok, nikt nie wyskoczy ponad Astka, który po drugim albumie Sław jest w jeszcze lepszej formie, ale przynajmniej jasne jest, że każdy trzyma poziom.  
    Szczerze mówiąc, nadal nie rozumiem, dlaczego każdy tak się tym jara. Owszem, płyta jest dobra, wchodzi bardzo przyjemnie, ale żeby aż tak piać z zachwytu...? Fajne, bujające bity z pomysłem, dobry rapper, trzymający przy głośnikach... Brakuje mi tu czegoś, co spowodowałoby, że moja szczęka będzie leżała na podłodze. Bo w momencie, kiedy polski rap na 20 lat, nie możesz być po prostu dobrym kolesiem...

OCENA: 4+\6


sobota, 9 maja 2015

QUEBONAFIDE - EZOTERYKA

QueQuality 2015

1. Hype
2. Ile mogłem   feat. K-LEAH
3. Paulo Coelho
4. Harry Angel
5. Voodoo
6. Tarot    feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK
7. Ciuchy, kobiety...  feat. SITEK, RAS, DWA SŁAWY
8. Carnival
9. Żadnych zmartwień   feat. KUBAN, KUBA KNAP
10. Powszechny i śmiertelny
11. Światłowstręt
11. Kyrie Eleison   feat. GUZIOR
12. Trip
13. Ciernie   feat. DEYS
14. Vanilla Sky    feat. TEN TYP MES

    To już prawie dwa miesiące, a ja dopiero teraz łapię się za Quebo - a przecież tyle osób zdążyło się już spuścić w tym temacie. Wstyd. Przez ten czas płyta zdążyła znaleźć się na pierwszym miejscu OLiS, typy jarają się legalnym debiutem Que, a atmosferę podgrzewały wrzucane teledyski.
    Zawsze, kiedy wiem, że muzyka na albumie jest nowoczesna, odczuwam pewne ciśnienie w dołku, że strzeli mnie chuj od tych rozlazłych cloudów. Ale na szczęście to nie tutaj, bo producenci zadbali, żeby soundtrack do tego materiału walił w większości w łeb i kipiał wraz z rapperem. Płytę otwiera świetny banger Chris Carssona 'Hype' - Krzyś powraca jeszcze w 'Ciuchy, kobiety...'. Po stronie dobrych momentów stoi jeszcze SoulPete z cisnącym jak brudny czołg 'Harry Angel', Matheo z szaleńczym syntetycznym 'Voodoo', Essex z nieprawdopodobnym 'Carnival'. Niestety, mimo tego, że bity są tu świetnie dobrane, to zdarzają się momenty z kategorii 'ZIEEEW'. W taki dołek wpadł Sherlock ze swoim 'Paulo Coelho' - ostatnio Sherlocka nie bardzo trawię i potwierdzają moją niechęć jego kolejne i kolejne produkcje. Podobnie nudny jest Eljot w 'Tarocie' - ciągnie się toto i brzęczy aż nieprzyzwoicie, a 'Żadnych zmartwień' i 'Kyrie elejson' Ka-Meal'a to typ bitów, jakich nie znoszę - rozlazłych i wcale nie chilloutowych, tylko zwyczajnie wkurwiających. Mało podobają mi się również Teken z 'Powszechnym i śmiertelnym', choć jego 'Trip' jest całkiem ok i Bober z melancholijnym 'Vanilla Sky'. Płyta jest wprawdzie w miarę spójna (choć podkłady SoulPete'a i Ka-Meala dzielą lata świetlne), ale nie wszystkie podkłady mi wchodzą #lubrykant.      
        To, co wyczynia Quebo, ciężko opisać prostymi słowami, bo to prawdziwy węzeł gordyjski. Rapper wali słowami z dużą siłą, czasami tak przyspiesza, że ciężko go dogonić. Ma flow pełne pasji i nie mniej ciężkie wersy. Nie jest to oczywiście ciężar nie do uniesienia - jednakże osiada na uszach i mózgu i ciśnie. Weź wrzuć wersy: 'Od dawna słuchają tych ksyw \ To im je dam w rytmie przyspieszeń na prowo \ W scrabblach ułożyłem z mydeł blichtr \ No bo w moim świecie to nic niewarte słowo' - no te scrabble to naprawdę majstersztyk, ale szczerze mówiąc, te teksty są właśnie takie: mało jest panczy, które walą w szczękę, za to musisz je rozkminić, aby robiły wrażenie. Od razu takie wrażenie robią jednak goście - przede wszystkim Dwa Sławy, bo Astek zamiótł tak, że ukradł wszystkim szoł w tym kawałku ('ciągle trzymasz wagę jak Temida'...). Pozostali goście po prostu są, ani Kuba Knap mnie jakość nie zachwycił, ani Ras - każdy jest ok, ale bez szału.
    No i jest to bardzo porządna płyta, ale jeśli na kogoś nie działają cloudy, to nawet Quebo nie pomoże. I właśnie dlatego nie zostanę psychofanem tego krążka, bo nie znoszę tych new age'owych zagrywek, które mnie niezwykle drażnią, jeśli nie mają w sobie życia. I nawet rozumiem, że ta płyta jest dla wielu osób super, ale ja jestem z innego pokolenia i mam inne nawyki. Quebo jako rapper jest naprawdę dobry, ale nie wszystkie bity dają radę.

OCENA: 4+\6


czwartek, 7 maja 2015

KYNIO - KILKANAŚCIE LAT

Siła-Z-Pokoju 2015

1. Witam 
2. Do 2 MC   feat. TRIBA
3. Nie Rozumiem 
4. Sensi
5. Pekin Reprezentant
6. Pamięć 
7. Z Życia Flash    feat. PLASTIK
8. Nie Chcę 
9. Podejdź Bliżej 
10. Wiara Wolność Nadzieja  feat. AICHA & ASTEYA
11. Nigdy Nie Zapomnij 
12. Obudź Się 
13. Siła Myśli Po Zmroku
14. Szoł 
15. Sen    feat. FEEL-X, MUSZKA

    Do wydawnictw sygnowanych znakiem Filiksa mam podejście bardzo ostrożne. Nie mam pojęcia, skąd facet bierze swoich wykonawców, ale zazwyczaj jest to totalna klapa, a on, nie zrażony tym, wydaje kolejną kupę. Bo popatrz na listę jego ostatnich albumów: Generacja Mocy i Grzana (totalny chłam), Wienzo & Magia, czy Ematei Duch (bardzo przeciętne), Miraho (nawet ok). Po takiej liście wydawnictw nie miałem złudzeń, że ten konecki kumpel Feel-X'a nie będzie rewelacją.
    Muzyka na albumie to nowoczesny rap, obdarzony mocnymi werblami i silnym elektronicznym wajbem. Za proidukcję odpowiada dość sporo osób: NoName, Bayerman, I'Scream, Tyssiak, Tha Wildeast, Piero, DJ Bart, MZG i Robako. I w tym całym klimacie jest sporo różnic - w końcu jest tu dość sporo bitmejkerów. Pomiędzy zwyczajnymi podkładami, trafiają się 'Do 2 MC' Bayermana - kawałek z zamierzenia riddimowy, mający mieć jamajski wajb, ale będący bardziej zwyczajnym trakiem, a owego wajba nadaje tam Triba. Fajnie wszedł Tyssiak z mocno orientalnym 'Sensi' - w ogóle okazuje się, że to całkiem sprawny producent, bo pozostałe traki też nie są złe ('Pamięć'). Na plus wychodzą tu też Tha Wildweast, zwłaszcza w gorących 'Z życia flash' i 'Nie chcę'. Zresztą, nie ma sensu wymieniać tu pojedynczych kawałków - muzyka jest konkretna i naprawdę udana. Oczywiście, DJ Feel-X pojawia się tu również na adapterach, czasem wspierany przez kompana Kynia z Pekin Składu: DJ Dżino, a także przez DJ Bart'a.
    Kynio podobno rapuje od początków XXI wieku, czyli ponad 10 lat. I owszem, to jest możliwe, bo właśnie tak brzmi, jakby nagrywał w 2004 roku. Owszem, ma fajny głos, ale flow jest archaiczne. W sumie nie zawsze to przeszkadza, zwłaszcza, jeśli będziemy pamiętać, że Kynio to w dużej mierze freestylowiec. Zatem na stylistykę możemy przymknąć oko, nawet jeśli coś tam może zgrzytać - ale przecież nie jest słabo. A co do treści - kawałki są o wszystkim, a co za tym idzie, o niczym. Takie typowe tematy na dowolną płytę: rapujemy, jaramy, reprezentujemy swoją miejscówkę, żyjemy własnym życiem. I o ile najczęściej w ogóle nie zwracasz uwagi na wersy, bo Kynio sobie płynie niczym kolejny instrument, to czasem wpadają w ucho jakieś bolesne strofy. To mały paradoks w rapie, gdzie liczą się nie tylko bity, ale i słowa ale... lepiej Kynia słyszeć, ale nie słuchać. Na gości również nie trzeba zwracać szczególnej uwagi - Tribę zauważysz tak, czy siak, bo toastuje on bardzo fajnie i ten jamajski rap zdecydowanie plusuje. Plastik? Obecny - tyle. Feel-X śpiewa w refrenie 'Snu' - nawet udanie, choć nieco wstydliwie. 
    Z jednej strony jest to krążek, który wcale nie jest zły - całość nakręca zwłaszcza praca producentów i djów - muzycznie jest naprawdę dobrze - nowocześnie, ale z szacunkiem dla korzeni. To najlepsza muzycznie płyta od Filiksa. Sam Kynio zaś... No właśnie, tu jest pies pogrzebany, bo Kynio też jakiś specjalnie straszny nie jest, ale ma czasem takie wejścia, że ręce opadają. Można sprawdzić, wcale nie jest to żaden badziew, jakiego się spodziewałem. Daje radę, obok Miraho jedyny pozytywny akcent wytwórni.

OCENA: 4-\6