wtorek, 30 września 2014

OKOLICZNY ELEMENT - TEATR ULICZNY

nielegal 2014

1. Pro-Log  
2. Otwieracz         
3. Ga-Da-Li      
4. Rapowy przekaz 
5. "Sport-Tofcy"
6. Ide se                   
7. Teatr Uliczny 
8. Romantyczny element 
9. No Właśnie   feat. KUBA KNAP    
10. Pa!Jacu  
11. Trzeba Robić feat. PROCEENTE 
12. Epi-Log

    Okoliczny Element gości w moich głośnikach już od czasów Dinala - to pełen humoru klasyczny rap, który do mnie trafia wyjątkowo. I o ile ostatnie albumy OE wyszły przecież na legalu, to nagle teraz 'Teatr Uliczny' wychodzi na nielegalu w liczbie sztuk 300. Powrót pod pierzynę andergrandu? Nikt nie chciał tego wydać? Cóż...
    Brzmienie albumu jest jednak dokładnie takie, jakie powinno być. Lista producencka znana jest z dawniejszych płyt: Mej, Biała Trawa, Spalchemik, Bimberland, czy Sandały i skarpety - czyli beka na traku, jesli mogę to tak ująć :) Pełno sampli, klasyczne brzmienie, kołyszące perkusje i nieco patyny z winyli - wszystko to upchnięte jest na bitach i podrapane przez DJ Urb, DJ Czarli i DJ BRK. Osobiście na wstępie zostałem rozwalony genialnym podkładem do 'Otwieracza', ale później tempo wcale nie zwalnia, nawet jeśli bpm wskazują mniejszą liczbę. Muzyka jest fajnie bujająca, taka miejska, parkowa, do czilautu w ciepły dzień. Słucha się tego bardzo dobrze i choć nie jest to szczyt marzeń - jest fajnie.
    Ninja i Mej mają tak specyficzny styl, że nie sposób ich pomylić. Ale chłopcy dorośleją i coraz mniej tutaj fantazji i dowcipu, a coraz więcej smętku i goryczy. Bo z jednej strony to nadal te same miejskie opowieści dwóch kolesi, którym ani w głowie się zestarzeć i spoważnieć, ale z drugiej słychać tu już pewne zmęczenie tematem wiecznej balangi. Jasne, że lecą browce i wiadra, ale podszyte to jest lekką goryczą, czy żalem. Elemenci wracają do swojej dawnej formy głównie w 'Otwieraczu', 'Pa!acu', 'Trzeba robić' i w 'No właśnie'. Co ciekawe, klimat bardziej wydają się czuć Kuba Knap i Procent, którzy są w naprawdę dobrej formie.
    No niby to wcale niezła płyta, ma porządne bity, typowy Okoliczny na majkach, jednak... Jakoś to skapcaniało. Brak chłopakom werwy i fantazji, nie ma tej świeżości, którą wnoszą, o dziwo, goście. Ogólnie to bardzo przyjemna płytka, ale brak tu jaja. Tylko jednego, ale zawsze.

OCENA: 4+\6


poniedziałek, 29 września 2014

NERVOSOUL - JEDNO ŻYCIE

Krakofonia 2014    

1. Intro 
2. Własną Ścieżką
3. Wykopalisko 
4. Gwiżdżę na to  
5. Ostatnie życzenie 
6. Moja planeta   feat. BEATRICE
7. Jestem z Tobą (MC) 
8. Na starych śmieciach  
9. Jedno życie   feat. ALOHA 
10. Mniejsze zło 
11. U1i   feat. KOŚCI W DŁONI 
12. Parkiet
13. Noc żywych trupów feat. MŁODY GOH 
14. Krawędź   
15. ThePRESJA    feat. BLETA 
16. Świat u stóp 
17. Poniżej zera 
18. Bądź sobą feat. BARTOLOMEO 
19. ANTYKwariat 

    Hakim i wieszczu to kawał historii małopolskiego rapu. Obaj działają już w podziemiu wiele lat i nagrali masę płyt - choć we wspólnym projekcie to dopiero ich drugi album. To kolesie, którzy żyją dla prawdziwego, klasycznego hip hopu i są niczym wyjęci ze Złotej Ery. Zawsze mam wiele sympatii dla Hakima, więc chętnie sięgam po rzeczy wychodzące spod jego rąk.
    Jak łatwo się domyśleć, to właśnie Hakim odpowiada za brzmienie płyty. Jednak przecież Wieszczu również produkuje - i ma tu on swoje kilkanaście minut, bo wyprodukował trzy numery, a współtworzył jeden. To powrót do czasów Złotej Ery, do gorących soulowych sampli: Diana Ross, Bobby McFerrin i cała masa innych. Podkłady bujają, są naprawdę przyjemne, choć spójrzmy prawdzie w oczy - zupełnie nieodkrywcze i czasem wręcz wtórne. Dobrze, że są tu skrecze od DJ 2Najz'a, jednak nadal nie powoduje to, że album jest świeży. Nawet nie o to chodzi, że jest źle, czy nudno - podkłady są zróżnicowane, są bardziej hardkorowe, czasem melodyjne, czasem wręcz horrorcore'owe. Słucha się tego całkiem nieźle, jednak brakuje tu jakiegoś pierwiastka świeżości. Nie powiem, jednak takie podkłady, jak np. 'Krawędź' są naprawdę niezłe. Jednak sfera muzyczna nie obezwładnia.
    Tak samo zresztą jak rymowanie obu weteranów. O ile Hakim daje sobie radę bez zarzutu, to Wieszczu nigdy nie był przodującym emce. Zbyt często wypada z bitu, czy nierówno kończy - przy czym słychać wyraźnie, że nie jest to czyn zamierzony. Co więcej, rapperzy nie mówią o niczym konkretnym, bo w większości kawałków to bragga i rymy bitewne, ze wspomnieniowymi wkrętami i próbkami horrorcore'u - tak jak w numerze z Gohem. Jemu się udało, Nervosoulowi średnio. Tak jak zresztą przez znaczną część płyty. Te rymy, tak jak muzyka, nie wnoszą tu zupełnie nic - po prostu są. Owszem, weszło tu kilka ciekawszych porównań, czy hasztagów, jak w 'ANTYKwariat', ale nie ma tu się nad czym rozwodzić. Tyle, że Hakim > Wieszczu. Goście? Na pewno Goh, który wyróżnia się oryginalnym stylem, który może się podobać lub nie, ale wrażenie robi. No i może Aloha, która ma całkiem przyjemny głos i flow.
    Niestety, choć lubię Hakima, muszę stwierdzić, że ten album przeszedł mi obok uszu totalnie. Jest bardzo płaski i nijaki i choć brzmienie jest całkiem fajne, a Hakim na majku daje radę, to obaj z Wieszczem stworzyli klasyczny i bezpłciowy materiał, który w dodatku jest za długi. Tu się nic nie dzieje. Nuda panie.

OCENA: 3\6


czwartek, 25 września 2014

ZAGINIONY - ZAGINIONY MIĘDZY NIEWIASTAMI EP

nielegal 2914

1. Sprawdź Jak Się Niszczę
2. Król Musi Zginąć
3. Dzięki Tobie Taki feat. BEZ STRUKTURY

    No to Zaginiony naprawdę ma zamiar zaginąć... To podobnież ostatnia płyta rappera, ponieważ czuje się on spełniony i nie ma nic w polskim rapie do roboty, bo nagrał zajebiste płyty, od cholery koncertów i w sumie cóż więcej mógłby zrobić? Dlatego ostatnia w życiu epka ma tylko trzy kawałki, podsumowujące bogata i pełną sukcesów karierę. 
    Całe trzy kawałki (obfitości, przybywaj!), jakie mamy na epce, zrobił JH, którego na scenie już dało się poznać z obecności na przeróżnych albumach. To właśnie on został wybrany, aby korona, którą Zaginiony ma włożyć ta darmową epką, lśniła jak diament. I wiesz co? Nawet świeci. JH zrobił wielopoziomowe, syntetyczne podkłady, które są jednak dość mocno zróżnicowane. 'Sprawdź jak się niszczę' łączący g-funk z nowoczesnymi elementami: gęsty bas, piszczały i delikatne pianina w tle. 'Król musi zginąć' za to jest niemal pozbawiony bitu, bo nie nazwę soczystą perkusją dźwięków klapsów w zad tłustej baby. Do tego jest w chuj romantycznie, bo ciągną się przez cały kawałek zwiewne linie syntezatora, zawodzące jak w najlepszych serialach obyczajowo-miłosnych. Na chwilę wchodzą tylko płaczliwe skrzypce, ale nie trwa to długo. Ostatni numer ma dla odmiany popekaną perkusję z pudełek po lekach, jednak przynajmniej melodie nie zawodzą jak nad grobem miasteczkowej kurwy. No cóż, pomimo, że pierwszy kawałek wszedł mi z dużą przyjemnością, drugi mnie zupełnie nie przekonał, a trzeci ma w sobie coś tylko dla refrenu... Ale ogólnie wychodzi nieco ponad zero.
    Zaginiony, żegnając się ze sceną postawił na dwa kawałki o najebce i jeden o swojej miłości - choć punkt widzenia rzeczonej może być różny. I pierwszy numer jest naprawdę w porządku i na całej płycie tez pewnie wyróżniłby się na plus - tutaj po prostu jest najlepszy. Ale tylko dlatego, że drugi trak powiela temat pierwszego, choć podejście jest inne - jednak podkład jest sporo nudniejszy. A trzeci, gdyby nie ciekawy wokal Bez Struktury w refrenie, przeleciałby mi przez uszy zupełnie.
    Trzy kawałki i 12 minut - czy to ma być godne pożegnanie? A może Zaginiony tak sobie z nami pogrywa? Taki chwyt marketingowy, jak Pikej ostatnio? Hę? Niezależnie od wszystkiego, nie jest to postać, za którą scena będzie roniła łzy, cokolwiek sam zainteresowany o sobie nie myśli. Jego płyty są całkiem w porządku i przyznam, że je nawet lubię, jednak kiedy słyszę, że ten koleś osiągną juz w rapie WSZYSTKO, co chciał, to musiał celować kurewsko nisko. Point blank. 

OCENA: 3+\6


środa, 24 września 2014

PAWBEATS - UTOPIA

Step 2014

1. Dzień Polarny  feat. JINX, MIUOSH, BONSON, ONAR
2. Widnokrąg   feat. ZEUS
3. Martwy Piksel   feat. HAJU, MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
4. Bracia   feat. FLOJD, ROVER
5. Euforia   feat. KASIA GRZESIEK, QUEBONAFIDE
6. Na Miarę   feat. PALUCH
7. Nie Szukaj Mnie   feat. MARCELINA, VNM
8. Weź Się Nie Obraź   feat. OXON
9. Pozory   feat. DANNY, DISET
10. Porozmawiaj z nią    feat. LILU, PEERZET
11. Moment    feat. KĘKĘ
12. To Tylko Muzyka    feat. TEDE
13. Maski    feat. VIXEN, CIRA, HUKOS
14. Schizofrenia    feat. RAHIM, PIH, BUKA
15. Utopia

       Pawbeats to producent, który zdobywa sobie coraz większą publiczność w kraju. Głównie dzięki temu, że bity od niego bierze coraz więcej rapperów. Może dlatego Step zgodził się wypuścić producencką płytę Marcina - zresztą ten zebrał na niej całą śmietankę sceny nie tylko legalnej, ale i podziemnej. Nie powiem, że Pawbeats jest jednym z moich ulubionych producentów - co więcej, mało mam do niego przekonania, ale na mikrofonach jest tyle dobrego, że sprawdzić należało.
    Pawbeats nie tylko siedzi przy konsoli, klepiąc te bity. To nie tylko producent, ale również muzyk, grający na klawiszach, gitarach, akordeonie, harmonijce, flecie, czy perkusji. Poza samym Pawbeatsem występuje tu również cała plejada instrumentalistów i producentów, między którymi znajdziemy i Sir Micha i Bob Air'a, a za talerzami usiedli DJ Ike oraz DJ Panda. Co więc otrzymujemy dzięki tak bogatej oprawie producenckiej? No cóż. To taki nieco crossover, bo mamy tu sporo elektroniki, ale z drugiej strony czasem czułem się jak na festiwalu w Kołobrzegu, słysząc całą orkiestrę na podkładzie. Muzyka jest rozlazła, plimkające melodyjki, cienkie perkusje, które gonią tempo czasem wręcz absurdalnie. Momentami bity skręcają zbyt zdecydowanie w kierunku popu i disko, jak w koszmarnym 'Nie szukaj mnie', 'Pozorach' czy w 'Euforii'. Jednak trafią się i tutaj ciekawsze numery, tak jak jazzujący 'Porozmawiaj z nią', czy lekko paranoiczny 'Schizofrenia'. Choć ogólnie płyta jest nudna jak zieff.    
    Tylu rapperów, tyle światłych nazwisk! I powiem Wam, że jak to zwykle bywa w takich wypadkach, mamy tu trzy kategorie występów: świetni, przeciętni i marni. Wbrew spodziewaniom, tych naprawdę dobrych wejść nie jest aż tak wiele. Zeus pokazuje innym miejsce w szeregu już na początku, ze swoim 'Mam oczy skośne a i tak mam poślizg #tokiodrift' i w ogóle sposobem składania wersów. Mam Na Imię Aleksander zrobił niezły refren - choć to wszystko, czym się zajął, to i tak wypadł lepiej niż Haju. Bardzo dobranym duetem okazał się Flojd i Rover, i choć i tak Flojd < Rover, to nadal storytelling w kawałku jest co najmniej przejmujący. Z Oxona rośnie (urósł już?) bardzo ciekawy emce, który coraz częściej udziela się na legalnych produkcjach - i dobrze. Lilu ma ciepły, soulowy wokal - choć tym razem nie rymuje, wypada i tak najlepiej ze wszystkich wokalistek, bijąc je na głowę. Największe skupisko świetnych zwrotek jest w kawałki 'Maski', gdzie Vixen, Cira i Hukos, nie przejmując się dość płaską muzyką, dali popis kunsztu. Na drugim końcu skali znaleźli się Onar ze swoją coraz bardziej wkurwiającą chrypą dziada spod sklepu, rozczarowujący Quebo oraz dysponująca fatalną manierą wokalną Marcelina. Reszta po prostu jest.
    I co? O ile po muzyce nie spodziewałem się wiele (i słusznie, jak się okazuje), to po nazwiskach mogłem więcej. Ale niestety dostałem przeciętną, wymiętą papkę, która pomimo kilkakrotnego słuchania, zupełnie nie mogła zagościć w mojej głowie. Nudne to, bezpłciowe i nijakie i nie ratują tego świetni wokaliści, ani tryliardy żywych instrumentów, które i tak brzmią, jak wygenerowane przez komputer.

OCENA: 3-\6


wtorek, 23 września 2014

EGON - SZYFRY ULIC

Pro-Rec 2014

1. Intro
2. Już nie ufam
3. Wrogowie życzą
4. Miasto przestępstw   feat. POPEK, ANIA DIAMOND
5. Między niebem a piekłem
6. Żyję po to   feat. LUKASYNO
7. Pod kluczem   feat. PAROL SYNDYKAT, KRIMESON GRZ
8. Szyfry ulic   feat. PRS UDR, FRONC SDW
9. Spójrz na mnie
10. Pieniądz robi pieniądz   feat. NIZIOŁ, DESZCZ A2DICT
11. Balety
12. Bene Meritus   feat. ZIOMEK A2DICT
13. U nich to normalne feat. KRISO
14. Z betonu saga
15. Zagubieni
16. Outro

    NON Koneksja idzie solo. Po kolejnej już płycie Lukasyna, tym razem to Egon wyszedł ze swoim materiałem. Szczerze mówiąc, nie miałem wielkich złudzeń co do tego, że ten materiał będzie bombą, ale z drugiej strony Lukasyno zalicza coraz to lepsze płyty, więc może i na Egona coś skapnie, eh?
    W zasadzie w kawałkach brakuje tylko Lukasyna, bo przecież całość wyprodukował Steel Banging - czyli Kriso z    NON Koneksji, skoneksjowany (że tak to ładnie ujmę) z Gacą. W sumie spodziewałem się dość ostrej elektroniki, ale... Śmieszna historia - są to dość typowe uliczne podkłady, jednak Steel Banging pomyśleli o dodaniu jakiś wyróżników. Dlatego znajdziemy tu sporo elektroniki, często przetykanej żywymi skrzypcami altowymi, czy gitarą. Nadal jednak to dość melancholijna, nieco czasem ciężka muzyka, która mogłaby znaleźć się na dowolnej ulicznej produkcji. I od delikatnego 'Żyję po to' gładko przechodzimy do mrocznego 'Pod kluczem'. Jest tu kilka fajniejszych wejść, jak np. 'Spójrz na mnie' - nieco etniczny, choć zrobiony z gustem kawałek, który zyskuje bardzo dużo dzięki muzykom. Za talerzami stoi DJ Gondek, choć niestety, wykorzystany jest tylko w jednym kawałku - to nieco mało jak na 50 minut albumu. Ogólnie muza jest niezgorsza, i choć mało odkrywcza, daje się w większości słuchać bez bólu.  
    Egon ma ten bardziej zdarty głos w NON Koneksji. I tym drapiącym głosem stara się Egon utrzymać flow w ryzach, ale nie zawsze mu to wychodzi - a to napisze za krótką zwrotkę, tu się nie mieści. Na szczęście takich wpadek nie ma aż tak wiele i technicznie ujdzie w tłoku. Poza dość ciekawym wokalem nie mamy tu nic więcej, co może pokazać jakąkolwiek oryginalność. 'Życiowe problemy', 'pamiętaj dzieciaczku, ty bądź zawsze w porządku', ciężkie życie w miejskiej dżungli, wszędzie czają się zdradzieckie kurwy, a Kasa Rządzi Ewentualne Absolutnie Mózgami. Podobne banały usłyszysz na każdej ulicznej produkcji, jak Polska długa i szeroka, a i poza granicami również. I ta wtórność liryczna jest największą wadą tego albumu, bo słuchając tych wersów masz wrażenie, że już gdzieś to słyszałeś. Paradoksalnie podoba mi się moment, kiedy Egon... śpiewa w 'Spójrz na mnie', bo refren tu wyszedł bardzo sympatycznie. Jak to zwykle bywa na płytach przepełnionych uliczną prawdą, większość gości o ksywkach zakończonych trzyliterowymi skrótowcami to piąta liga rapu, ulicznicy, którzy zamiast poćwiczyć siedzą na ławkach pod blokiem. Wpadło mi zdecydowanie w ucho jedynie wejście Popka, no i może Lukasyno stoi nieco wyżej od reszty, która pieprzy takie bzdury i używa tak infantylnych wersów, że nie wiadomo - płakać, czy paść ze śmiechu. Przez łzy.     
    Wydanie własnego solo na legalu można uznać za sukces - no to Egon zaliczył. Super. Płyta nawet nie jest zła - można powiedzieć, że to porządna uliczna produkcja z muzyką nieco lepszą, niż mikrofon, ale nic tu odkrywczego, nic, co przybiłoby mnie do głośnika i spowodowałoby, że zgrałbym sobie choć część albumu do plejera na heavy rotation. Kolejny produkt z podwórka - 'pierwsze solo, z betonu saga'. Dla fanów ulicznego brzmienia.

OCENA: 3+\6


poniedziałek, 22 września 2014

WŁODI - WSZYSTKO Z DYMEM

Step 2014

1. T&T
2. 1996   feat. MOLESTA
3. Pod numerem trzecim
4. Chmur drapacze    feat. W.E.N.A., MIELZKY
5. W słońcu
6. Guzik   feat. MAŁPA
7. Zapałki
8. Proces spalania
9. W drodze po towar
10. Detektor dymu

    Po 9 latach Włodi powraca na solo z wyjątkowo oczekiwaną płytą. Parias został przyjęty różnie, choć to była naprawdę dobra płyta. Ale Włodi był jakby schowany za Eldo, który zebrał tu najwięcej - czy to hejtów, czy propsów. Jednak Włodi puścił wszystko z dymem i wyszedł niczym Fenix spomiędzy popiołów - i zaczął zbierać żniwo.
    Otwieram książeczkę z płytą. Odpalam dysk. Już wydanie albumu kładzie na kolana. Trzeba to dzieło wziąć w ręce i rozkminić dobrze każdą kartkę. Ale to nie istotne. Wchodzi pierwszy trak: patrzę na produkcję: Evidence. Uffff... Zaraz za nim wchodzą jeszcze The Returners, Stona i DJ B, który, tak się składa, popełnił większość produkcji. Ciężko jest wyobrazić sobie Włodiego na trapach, dlatego oczywiście nic z tych rzeczy nie znajdziemy na tej płycie. Jednak muzyka nie zamula, 'bumbum agresja, kręci się wszechświat'. To konkretne jebnięcie, bity oparte na ciężkich, hałaśliwych samplach ze skreczami Chwiała bądź B powodują, że z jednej strony słychać, że Włodi to weteran i siedzi głęboko w tych '90-tych, jednak nie zasypia gruszek w popiele i nie stoi w miejscu. Świadczą o tym podkłady od DJ B - mroczne, elektroniczne thrillery, które wkręcą ci paranoję Muzyka jest up-to-date, jak to ładnie określają Anglicy - mimo, że klasyczna, to jednak świeża. Nie powiem, żeby wszystko idealnie mi wchodziło (zwłaszcza te bardziej syntetyczne akcje B i Stony), ale co tam, jest moc.
    Nie czarujmy się, nikt z Molesty nigdy nie był wielkim rapperem. Włodi również nie należy do czołówki, ale przez te lata zdołał wyrobić technikę na tyle, że słucha się go bardzo dobrze. Doszlifował również teksty i takie storytellingi, jak w 'Pod numerem trzecim' wchodzą pod skórę i wychodzą przez gęsią skórką. Zresztą, nie muszą to być storytellingi, bo cokolwiek nie napisze Włodi, jest celne - czy opowiada o starych dobrych czasach z początków Molesty, czy zwyczajnie o życiu. Jest obcesowy, czasem wręcz brutalny, ale do bólu szczery i dokładny. Opisze ci sytuację z dokładnością komiksowej kreski - czasem nieco przerysowaną, czarno-białą, czasem aż zbyt rzeczywistą. I ci świetnie dobrani goście - każdy uderza z dobrą siłą, żaden nie zaliczył porażki. Jest moc.
    W połowie chciałem oznajmić, że to jest płyta roku. Pod koniec zacząłem się zastanawiać, choć i tak Włodi nie wyślizgnął się poza top3. Płyta jest dopracowana do perfekcji, wydanie rozwala system, Włodi powraca na tarczy, zamiast odcinać dinozaurze kupony. Tak czy owak, to świetny album. 

OCENA: 5+\6

niedziela, 21 września 2014

ŻYTO - WIRY

Prosto 2014

1. Ładna była
2. Droga do raju
3. Na układzie
4. Parmezan
5. Tarapaty
6. Nie psa wina
7. Moja muzo
8. Ceny feat. MAŁOLAT
9. To prawda
10. Zrobiłem ją
11. Mały balecik feat. KĘKĘ, KOTZI, BORO
12. Wiw
13. Wybacz mi feat. KAMILA B
14. Wiry feat. WOLA, OLEK HDS

    Jako stary wyga, który żyje rapem dużo dłużej, niż trwa polska scena i pamięta nawet takie rzeczy, jak Sex Packets i DJ Damm, nie wspominając o innych, naturalnie jestem w posiadaniu albumu zespołu 1000. Jednak 'Przyjeło Się...' wyszło jakieś 15 lat temu i Żyto, choć podawany jest w obecnym składzie 1000, nie przypominam sobie, aby partycypował w nagraniu - a nie chce mi się iść po płytę. Dopiero jego zeszłoroczny nielegal wzruszył mnie do łez i stał się jedną z ulubionych podziemnych produkcji w ogóle. 
    Muzyka na 'Wirach' faktycznie pasuje do tytułu. Te minimalistyczne, syntetyczne podkłady idealnie pasują do wokalu rappera. Zatrudniono tu całą rzeszę producentów, którzy są mniej lub bardziej osadzeni w klimacie njuskul-dupstep-grime-chujwicoabyelektroniczne: Uraz, Tytuz (no, ten może najmniej popchnięty w te syntetyki), Lower Entrance, Urban Future Currensy, Urban, PSR, Krasnal i Tomei. To taki przegląd nowoczesnej muzyki rapowej, od wykręconych, kwasowych bitów Lower Entrance - których przyznam, że w większości nie mogę słuchać, po numery PSRa, który potrafił oddać tu i podkład regałowy ('To prawda') i taki nieco śmierdzący lovers rap w stylu euro dance 'Wybacz mi'. Pomiędzy nawiasami znajdą się numery i lepsze i gorsze, choć ogólnie wychodzi to wszystko na plus. Najbardziej trafia do mnie Krasnal z 'Zrobiłem ją' (choć jest to dość sztampowy bit, ma jednak siłę), sprytny 'Wiw' Tomeia, czy 'Mały balecik' Uraza. Dużo bardziej nowoczesne, garażowe i oszczędne brzmienie niż było, dużo bardziej, niż się spodziewałem. Czy to dobrze? Może i nie, ale źle też nie. Jest ok. 
    Uliczno-knajacki styl Żyta jest unikatem, choć wcale to nie znaczy, że żyto jest dobrym rapperem. No ni chuja. Żyto na traku przypomina najebanego drwala z wielką siekierą, którym to narzędziem toruje sobie chłop drogę do twojego mózgu. Jest tak toporny i mało zwrotny, jak gdyby Shermanem rozwozić towar po sklepie Duka. No i te refreny, które są osobną epopeją siania lipy - bo to poradnik jak napisać refren składający się z 1-3 słów i trwający minutę. Albo po prostu jak NIE pisać refrenów. Jak to, spytasz, to gdzie te zajebiste rapsy? Zaraz, nie tak szybko, jakoś fatalnie to nie jest. Żyto ma kolosalny styl i charyzmę - nawet jeśli nie umie szczególnie rapować, a to rzadka umiejętność. Teksty, choć przetykane banałami i debilnymi czasem porównaniami, są szczere i prawdziwe, choć nie mają takiej siły, jak na poprzednim albumie. Może dlatego, że większość tekstów krąży wokół dup, zamiast tego syfiastego życia, które zdążyliśmy polubić. Owszem, te storytellingi trzymają w napięciu i wciągają, ale nie ma tu już takich numerów, które przetrzepią ci mózg i będziesz je katował co kilka minut. Świetną robotę za to robi część gości, przede wszystkim Małolat, Kękę, Kotzi, czy Wola. Ich zwrotki są tu bardziej niż na miejscu i rozdmuchują niejako monotonię głównego prowadzącego.
    Cóż, jak dla mnie spore rozczarowanie. Słuchałem tej płyty ładnych parę razy, zanim odważyłem się coś napisać - z jednej strony nie chciałem zbyt szybko skreślać Żyta, bo go zwyczajnie lubię. Z drugiej, szukałem pozytywów. One są, ale to zbyt mało, aby mnie poruszyło, bo... jak to leciało? 'Ejjo babcia, daj zarobić mi na rapie'...       

OCENA: 4-\6