środa, 30 lipca 2014

PATOKALIPSA - DROGA KRAJOWA 0,7

nielegal 2014

1. Armia krajowa 
2. Klasyka gatunku
3. Wódka jointy karabiny    feat. FAZI
4. Ppowiedz im żeby wydupcali 
5. Hipokalipsa    feat. HIPOCENTRUM
6. Kosa w serce 
7. Świat jest pełen niedojebów 
8. O chuj tu chodzi dźentelmenie jebany
9. Patokalipsa (KSYWABEZDJA REMIX)           

    Skład jednego z objawień podziemia, Eripe, stał się bardzo znany głównie z powodu dziecinnego beefu z Miuoshem. Ale Delekta, Eripe, EsZet, Penx i Zygson mieli pokazać w rapie, kto komu buty powinien czyścić. Przyznam, że czytałem wypowiedzi i relacje zajść na koncercie z trzech stron: od Pato, od Miuosha i od widzów i wyraźnie krakowscy rapperzy przejebali sytuację, zachowując się jak przedszkolne ciapy. Znaczy, czy będą chociaż mocni w gębie?
    Wydawało mi się naturalnym, że Pato będzie leciało do surowych i ostrych podkładów, kojarzących się z czymś pomiędzy Złotą Erą, a podziemiem typu Jedi Mind Tricks. No i w zasadzie miąłem rację, mogę sobie uścisnąć prawicę. Najwięcej bitów zrobił tu Nastyk, dając te klasyczne podkłady tak samo, jak wplatając elektryczne gitary w muzykę dla zaostrzenia klimatu. Koco w 'Wódka jointy karabiny' przyszedł z bitem, którego nie powstydziłby się sam Vinnie Paz, opartym na jakimś symfonicznym samplu, morderca. Tylko TMK Beatz dał nowoczesny, syntetyczny trak, oparty na brzęczącym basie i klawiszach syntezatora - to taki wkręt, który burzy klasyczny klimat, ale za to przenosi nas w inna galaktykę, ot tak, dla urozmaicenia. Przyznam, że te podkłady do mnie trafiają i fajnie nakręcają tempo. do tego mamy sporo skreczy od DJ Simple, DJ Olsen, DJ Noriz, Avens i DJ Peksi - wszystko jest surowe i podziemne - doskonale pasuje do rapperów i ich panczy. 
    Spośród piątki rapperów podobno rządzi Eripe... Ma on bardzo złożoną wizję świata, w którym jest on sam w centrum akcji i rozdaje wrogom ciosy nie na oślep, tylko mierząc dokładnie w podbródek. Jednak ciężko jest wyciągnąć cokolwiek konkretnego z jego tekstów, bo jego liryka to całość. Tyle, że jego głosik może wkurwiać, nie? Poza RIPem jednak są tu przecież inni, całkiem zróżnicowani rapperzy. Delekta jest całkiem w porządku, trafiają mu się bardzo fajne wersy i trafne pancze. Eszet jest mocno przeciętny, taki podziemny wyrobnik jadący na dość dobrym poziomie, jednak bez wzlotów - to najsłabsze ogniwo Patokalipsy, jednak nadal lepszy od wielu podziemnych graczy. Penx ma lekko zgaszony głos i choć technikę posiada nienaganną, a teksty porządne, to czasem zamula na trakach. Za to Zygson rośnie na jednego z ciekawszych emce, bo nie dość, że ma fajny flow, to jeszcze jego pancze naprawdę trafiają w ryj: 'To smutne, bo plany miałem ambitne \ Dziś wódka, jointy, karabiny - gotowy na bitwę \ Bezludna wyspa, wkrótce moja mała Utøya \ Złoty chłopiec ze mnie żaden, ale walczę #De la Hoya \ Żyć po swojemu to dziś fikcja, kurwa ale przykre \ Więc dobrze wiesz jak mocno pierdolę ten system' albo 'Trzymam ich w garści, jak jebany King Kong \ Chcą polecieć liniami, to ich wyrzucę na Heathrow \ Śmieszne, tu nikt z nich tanio nie sprzeda skóry \ Artyści, lubią włazić w dupę #Freddie Mercury'. Zaproszonych gości nie ma wielu - Fazi od Spawaczy ogarną coś w rodzaju refrenu, ale pasuje tu idealnie, za to z Hipocentrum, przyznam, że rozjebał system na strzępy Oxon, który w zeszłym roku wydał bardzo fajny materiał i tym wejściem sprawił, że na następny będę czekał niecierpliwie.
    Spodziawałem się beki, ale wyznam skrycie, że to całkiem dobra produkcja. Chuj tam, to bardzo dobra produkcja, wcale niekoniecznie dla gimbazy, bo niektóre follow upy i hasztagi są zbyt skomplikowane dla dzieciaków. Rapperzy posługują się fajna technika i celnymi wejściami. Natomiast jedna rzecz jest tutaj dla mnie znamienna: umarł król, niech żyje król. Jakkolwiek Zygson nie zachował się w akcji z Miuoshem, jest on jednak zajebistym rapperem i jego wersy mogę wyciągać bez końca: 'Fikcją stały się sprawy 'face to face' \ Bo raperzy chcą mieć szybko sos, prędzej krzykną 'S.O.S.' albo 'Niejeden myśli, że trzyma poziom, buja miasta \ Do powiedzenia nie mają nawet chuja #kastrat \ Kalejdoskop - zmienia się branża, a jej grono \ Ciągle robi to samo w kółko #Tomasz Gollob' robią sporo lepsze wrażenie niż te od Eripe. I co najlepsze, najgorzy tutaj Eszet jest zaledwie średni. Podziemie ma się od kogo uczyć.

OCENA: 5\6


wtorek, 29 lipca 2014

SENTINO - ZABÓJSTWO LIRYCZNE

Dziki Wschód 2014

1. Czas Zemsty
2. Amfetamina
3. Taki Lajf
4. Mam Talent feat. DIHO RAZ
5. Wiecznie
6. Ten Świat
7. Nie Płacz Za Mną    feat. MALIK MONTANA
8. Liczę Ten Hajs (Dawaj Daswydania)
9. Pierdolony Biznes    feat. FOTOZ MUZ
10. Scarface
11. Tempo feat. DIHO RAZ
12. Mickey Rourke   feat. DIHO RAZ
13. Kraina Czarów
14. Pido A Dios
15. Knife2aGunFight   feat. BRADDU, DIHO RAZ
16. Squad     feat. BAŁAGANE
17. Zabójstwo Liryczne    feat. DIHO RAZ
18. Nic Nie Mów
19. Karl Lagenferd
20. Nie Mam Czasu

    Sentino to bardzo szczególny koleś na naszej scenie. Pół Polak, pół Latynos, wychowany w Niemczech, od paru lat jest w Polsce i ten mikstejp to swego rodzaju przegląd tego, co przydarzyło się mu w Polsce w ciągu ostatnich paru lat. Czy to, że Sentino nagrywał z takimi ludźmi, jak Fler, Sido, Kool Savas, Lil Wayne sprawia, że będzie zajebiście?
    Pierwsze dwa trapy Sentino otrzymał od kolesia zwanego Asad John - jest to niemiecki producent, który robi bardzo nowoczesne podkłady, wyraźnie inspirowane muzyka z Memphis: syntetyczne brzmienia, cykacze, czyli trapy pełną gębą. Poza nim, większość podkładów zrobił sam Sentino i są to dość podobne w wydźwięku bity. Nowoczesne, z połamanymi perkusjami i melodiami zgranymi z syntezatora. Niektóre są mocne i ostre, część przypomina klimat New Romantic, a część miesza te dwa nurty. Brzmi to może nieco dziwnie, ale raczej oryginalnie, syntetyczne brzmienia tworzą przestrzenie, których nie spotkamy nigdzie indziej. Brzmi to bardzo elektronicznie, ale wchodzi bez większego bólu nawet takiemu osobnikowi, jak ja, który nie przepada za trapami. Jest nieźle.  
    Jak na pół Polaka wychowanego w Berlinie, Sentino mówi bardzo porządnie po polsku. Cóż, sam tłumaczy, że 'obywatelstwo mam europejskie' i to prawda. W tych starszych numerach (np. 'Taki lajf') jednak wyraźnie jeszcze słychać obcojęzyczne naleciałości, sporo wrzutów z języka niemieckiego Język językiem, ale jego flow niekoniecznie przypadnie wszystkim do gustu. Każda linijka kończy się przedłużoną ostatnią sylabąąąą, a każde osobne słowo jest wyłupane niczym siekierąąąą... Sentino gada głównie o hajsie i panienkach - w zasadzie chuj z dobrym wychowaniem, raczej o dziwkach, niż panienkach - takich, które ssą fiuty i dają dupala. Z drugiej strony rapper zaznacza, że ma duży szacunek i miłość do swojej mamy, ale przecież jest to 'człowiek z blizną na sercu, żaden Capone'. Aby dać upust również swoim latynoskim korzeniom, znajdą się wejścia hiszpańskie, choć są one zdecydowanie rzadsze. Sporą część gościnnych wersów zgarnął Diho Raz, z którym Sentino tworzy projekt Dziki Wschód. Diho jest całkiem niezły, doskonale wczuwa się w stylistykę i klimat płyty. Reszta próbuje się dostosować, co wychodzi lepiej lub gorzej - czasem nieco zabawnie.
    Kurde, chciałem ten materiał zjebać. Ale nie mogę, bo jest w nim coś, co mnie przyciąga. Sentino, słyszę to wyraźnie, bawi się konwencją, zebrał wcale niezłe podkłady i jedzie na nich bez kompleksów. Zgadza się, nie wszystkim to wejdzie. Ale mnie usiadło i stwierdzam, że jest to jedna z fajniejszych njuskólowych płyt w tym roku.

OCENA: 4\6


poniedziałek, 28 lipca 2014

MAKARY - SAM DLA SIEBIE

nielegal 2014

1. Intro
2. Barwinek   
3. Setki Dobrych Słów 3    feat. KADI 
4. Jestem Stąd feat. LZRGD (Jogas, Enero, Joker), KADI 
5. Harmonogram Dnia Napięty    feat. ANTON, POLA
6. Civitas Kielcensis (Siema Remix) feat. WUER, G-DAS, GIENUA, TROYAN, ELDEZET
7. M
8. Szacunek    feat. SBF, NOREK
9. Patrzymy Na Te Same Sprawy 2
10. Skit 
11. Damy Radę    feat. KADI 
12. Sam Dla Siebie  
13. Składam Ręce    feat. MRL, JUSTICE, ROVER   
14. Marionetki (Wczoraj, Dziś i Jutro)
15. Nic Dziś Nie Przychodzi Łatwo rmx    feat. KADI
16. Ciągle Gubię Kierunek
17. Rób To Co Chcesz   feat. KADI
18. Outro 
19. Co Za Fart (Mak Remix) Bonus Track

    Makary to koleś, który na scenie kieleckiej działa już dość długo - głównie we współpracy z innymi, ale 'Sam Dla Siebie' jest jego bodaj drugą solówką. Makary to nie tylko rapper, ale również para się produkcją, jednak tym razem nie jest to jego płyta producencka. To album, który rapper nagrał sam dla siebie. 
    Za produkcję muzyczną odpowiedzialny jest w niemal połowie wypadków sam Makary. Oprócz samego Makaergo, mamy tu całą brygadę producentów: Enero Faust, Sakier, Rudy Beatzz, Wiotka Ręka, KG Producer oraz MF Beat. I choć nie wszyscy z nich są znani, to okazuje się, że wszyscy wiedzą, jak zrobić fajne, bujające podkłady, przywołujące na myśl piękne czasy Złotej Ery. Dostajemy tu konkretne perkusje, szum winyla, fajnie dobrane sample sprawiają, że muzyka wali po głowie i jest naprawdę fajnie. W produkcji przoduje według mnie Enero Faust (sprawdź intro i orientalny 'M'), ale i sam Makary daje naprawdę niezłe rzeczy. Jednak, żeby za słodko nie było, jest tu kilka mniej ciekawych rzeczy: 'Szacunek' od Wiotkiej Ręki i kilka nudnawych, mało porywających podkładów. Całość za to uzupełniają stricte hiphopowe akcje, takie jak bitboks od Vazqueza, a także skrecze DJ Sad Man'a. Ogólnie rzecz biorąc, mamy tu do czynienia ze szczerą muzą, typowo podziemną, ale całkiem fajną.
    Makary jest rapperem nieco przeciętnym, takim typowym undergroundowym wyrobnikiem. Ani nie ma jakiegoś szczególnego stylu, głosu, czy flow, ani jego teksty nie są wcale 'setką dobrych słów' - wszystko jest podziemną normą: od rymów, po tematykę. Sporo tutaj lokalnych hymnów, sławiących tak Kielce, jak i dzielnicę Barwinek, i 'wszystko to, bo jestem kurwa stąd', jak zaśpiewała swoim ładnym głosem Justice, która pojawia się w kilku kawałkach na refrenie. Poza reprezentowaniem miejscówki, mamy tu również typowe numery z dowolnej podziemnej produkcji: szacunek, trzymamy się razem i idziemy do przodu, nie poddajemy się, choć trzeba się starać. To wszystko jest dość proste, czasem chwytliwe, czasem byle jakie - najczęściej nie zapadające w pamięć, ale i fejspalmów być nie powinno, nawet jeśli w paru miejscach zdarzają się wypadnięcia z bitu, czy potknięcia. Zresztą, i tak Makary jest tu jednym z lepszych emce, bo cała plejada zaproszonych, zazwyczaj lokalnych, rapperów daje popis czystego braku skillsów. Oczywiście są tu wyjątki, jak Anton, czy Rover ale to kropla w morzu. Większość featów to istna masakra, nie potrafiąca trafić w podkład, złapać oddechu, czy zarymować porządnie tego, co napisali.
    I z jednej strony mamy tu nawet dość porządny, podziemny rap, z drugiej niedoskonałości rapperów nieco zaciemniają obraz. W efekcie dostajemy przeciętny materiał, choć z aspiracjami - jednak zasługa to przede wszystkim producentów, a nie rapperów. Makary pozostanie zapewne w podziemiu, bo takich płyt wychodzi na pęczki, choć przecież i na legalu trafiają się sporo gorsze rzeczy.

OCENA: 3+\6



piątek, 11 lipca 2014

urlop

Za moment wyjeżdżam, nie będzie mnie pewnie do końca lipca. Dziękuję i nie wydajcie żadnego gówna beze mnie... Gdyby jednak ktoś znalazł coś ciekawego na nielegalu, zapraszam do linkowania w komentarzach.

środa, 9 lipca 2014

PEERZET & TMK BEATZ - DOKTOR MAJK

Aptaun 2014

1. Intro
2. Doktor Majk
3. Dwa cale od śmierci 
4. Pan pospinany
5. Chwalisz się czy żalisz? 
6. Jak Clark Kent, jak Bruce Wayne 
7. Reinkarnacja 
8. Nostradamus    feat. PELSON   
9. Chcę czegoś więcej 2    feat. BAZI, OXON, KOJOT 
10. Adrenalina
11. Wyjaśnijmy to
12. Wszyscy jesteśmy martwi     feat. PATOKALIPSA 
13. Psychodela (Show musi trwać)
14. Nadejdzie dzień   feat. SŁOŃ, ERIPE 
15. 12 małp
16. Aptaun bejbi
17. Doktor majk Remix

    Peerzet jest rapperem, który ostatnio zbiera wiele propsów. Może jego pierwszy legalny album nieco rozczarował, ale przecież nie był zły. Tutaj, w duecie ze zdobywającym coraz większą popularność TMK Beatz zrobili dla Aptaun kolejny materiał. Do tego piękne wydanie płyty (znowu Forin!) i mamy Doktora Majka.
    TMK sprawił, że płyta brzmi. Dudni basami, a elektronika, tak naturalna obecnie w rapie, ma bardzo fajny równoważnik w klasycznym hip hopie. TMK znalazł idealny balans pomiędzy rapem bumbapowym, a nowoczesnością. Cięzko znaleźć tu słaby podkład, praktycznie każdy z nich kiwa głową i nakręca tempo. Do tego bardzo fajną rzeczą jest zatrudnienie DJ Krótkiego, Pana Zimną Łapę i DJ Noriza na talerzach. Owszem, taki 'Jak Clark Kent, jak Bruce Wayne' jest mocniej syntetyczny, ale pasuje tu doskonale i nie boli. Zresztą, ma bardzo zabawny teledysk :) Bity są mieszanką wybuchową, wypadkową dnia dzisiejszego i Złotej Ery. Zapewne nie przypadnie do gustu wszystkim, ale na mnie te bity działają. Wyjątkowo fajna muza, taki 'njuskul, truskul, chujskul'. 
    Po wspomnianym przeze mnie rozczarowaniu pierwszym legalem, Przemek wziął sieę ostro do roboty. No i faktycznie, może dziś o sobie powiedzieć 'jestem tak wspaniały, że powinno być siedmiu mnie', jak skromnie stwierdził. Ale może sobie pozwalać, bo rymuje naprawdę wybornie, do tego jego pancze zmiatają słabiznę ze sceny jak miotła Baby Jagi. 'Jeśli jestem kotem, to tylko sfinksem, nie przychodzą głaskać mnie, tylko podziwiać'. Ale naturalnie, album to nie tylko bragga, ale wypluwane wściekle frustracje, bo PRZ nie boi się mówić otwarcie o tym, co go wkurwia - a wkurwia go wiele rzeczy. I co lepsze, czujesz w którymś momencie, że ciebie również to irytuje i w pełni zgadzasz się z rapperem, który tnie przeciwności przy samej trawie. Peerzet zaprosił na album gości, którzy... No właśnie. Pelson ze swoim archaicznym flow wpisuje się tu całkiem nieźle i stanowi odskocznię dla agresywnego Przemka. Bo kiedy wchodzą goście z krakowskiego podziemia to jest różnie. Na dużym propsie wchodzi Kojot, ale również Eripe, podobnie jak Słoń, który wprawdzie skądinąd, ale również naprawdę nieźle. Reszta płynie na fali - raz wyżej, raz niżej, ale zazwyczaj gorzej niż sam Przemek.
    Niezłe bity i Peerzet w bardzo dobrej formie - choć wielu mówi, że się skończył. Nieprawda, PRZ ma się dobrze. Jego pancze wywalają zęby, a wersy tną łeb przy samej dupie. Do mnie ten album trafia dużo bardziej, niż poprzednia płyta - po prostu przeciętna. 'Doktor Majk' jest o wiele lepszy, nie tylko dzięki bitom, ale i dzięki samemu rapperowi.

OCENA: 5-\6  


wtorek, 8 lipca 2014

EDZIO - MIMO WĄTPLIWOŚCI

Konkret96 2014

1. Intro
2. Jakoś To Będzie
3. Moja Kolej
4. Skit
5. Konsternacja
6. Moje Miejsce   feat. KRZ
7. Nie Mogę Zasnąć
8. Skit
9. Ona   feat. FERANZO
10. Mimo Wątpliwości   feat. TMK aka PIEKIELNY
11. Wiara, Nadzieja i Miłość
12. Outro
13. Mówią

    Ten, kto interesuje się i śledzi bitwy freestylowe, zapewne kojarzy tego gdańskiego rappera, bo jego lista dokonań na polu wolnego stylu jest długa. Teraz jednak Edzio postanowił zabłysnąć na polu nagrywek studyjnych - odłożył bitwy i dał nam album, na który teksty napisał.
    Produkcja tutaj to w zasadzie dwóch producentów: Dzieciak i Denis. Dwa traki przygotował Piotras, a jeden Straight Street. Szczerze mówiąc, to całkiem zwyczajna, całkiem klasyczna muza hip hopowa. Bumbapowe perkusje, które kiwają głową i nakręcają tempo, fajnie dobrane sample, pocięte i posklejane - ta zwyczajność jest raczej pozytywna, bo Edzio postarał się, aby płyta kręciła się sama, a podkłady stanowiły doskonałe tło do tego, co mówi. Tło właśnie, by nie przygniatać i tłumić wokalu. A że producenci szukali inspiracji w bardzo różnej muzyce, nam również się nie nudzi i nic słuchacza nie przytłacza. Skreczami zajęli się DJ WZF i DJ Długi - bliżej mi nieznani, ale najwyraźniej znający się na tym, co robią. Zatem muza niby bez szału, ale bardzo porządna.
    Jak to zwykle bywa, emce bitewny wcale nie musi okazać się dobrym rapperem studyjnym, a umiejętność wymyślania rymów na bieżąco nie musi oznaczać, że taki rapper napisze niezły tekst. Edzio na szczęście nie wpasował się w te ramki. Owszem, nie ma idealnej techniki i czepiać się można tu i ówdzie, ale... po co. Edzio (kurde, nie mogę z tą ksywką, niezależnie od tego, czy Edzio rzeczywiście jest Edwardem) daje sobie jednak radę, umie nawet zastosować przyspieszenia bez zbytnich potknięć i nie będę się przypierdalał. Głownie z tego powodu, że jego teksty są całkiem fajne - niekoniecznie bitewne, ale również takie życiowe: wartości w życiu, samotność, własne miejsce w życiu. Wpadają tu również całkiem dobre perełki, jak np. 'wziąłem świat we własne ręce #atlas' lub 'sam wszedłem między wrony, żeby zostać białym krukiem'. Tak, Edzio wie co i jak ma powiedzieć. Edzio jest spoko.
    Mimo dość koszmarnej jak na rappera ksywki, Edzio jest całkiem niezły, bo na szczęście nie imiona (nie mam nic do imienia Edward \ Edek itp., ale nie uważam zdrobnienia Edzio za najszczęśliwsze imię dla rappera... Kojarzy mi się raczej z dzieckiem), ani nawet okładki nie stanowią o płycie. A tu bitewne rymy zastąpione zostały refleksyjnym, przemyślanym rapem. I o to chodzi.

OCENA: 4+\6


poniedziałek, 7 lipca 2014

LUI - MIXTAPE

nielegal 2014

1. Fanaberie
2. Haj
3. Motywacja
4. Nieprzewidywalny
5. Przeznaczeni
6. Stop klatka
7. Świt
8. W drodze do spełnienia
9. Zapraszam na bal
10. Złoto

    Peel Motyff swego czasu był całkiem popularnym zespołem na naszej scenie, wydał jeden album, GRZ solówkę, po czym słuch o nich zaginął. Lui pojawiał się czasem jeszcze na jakiś różnych featuringach, ale tak naprawdę od czasu tego nieszczęsnego teledysku i singla do 'Nie jest tak źle' (bodaj najgorszego teledysku w dziejach polskiego rapu), niewiele słychać.
    Mikstejpy rządzą się własnymi prawami, to fakt. Mikstejp wszedł do sieci bez wielkiego szumu, dostępny do ściągnięcia i bez żadnego opisu, zatem nie mam pojęcia, skąd Lui wziął te bity. Żadnych nie znam, ale to przecież o niczym nie świadczy, zwłaszcza, że jest to nowoczesny rap, a ten nie jest moją mocną stroną. Tak czy siak, podkłady są w znakomitej większości niuskulowe, idące jednak w kierunku klasyki, rzadziej trapu i tym podobnych rzeczy. Nie są nawet złe, w sumie fajnie płyną i nie ma się tu czego czepić. Szkoda, że nie wiem, czyje to podkłady (znaczy, wziął od kogoś, ściągnął z netu, czy wykorzystał jakieś oficjalne instrumentale), ale tak naprawdę to przecież jest nieistotne. Ważne, że da sie tego słuchać, mimo, że czasem wchodzą lekko drażniące autotune albo znika bit na dobrą minutę (np. 'Stop klatka'). Dobra, jest ok.
    Spójrzmy prawdzie w oczy - w czasach 'Sieci', czyli w 2001 roku, Lui był chujowy jak kiełbasa z dżemem. Trzynaście lat później, choć daleko jest do ideału, progres jest widoczny. Wprawdzie czasem pobrzmiewają echa starego Luiego 'świat jest nieobliczany, znów wieje halny, przepełniony zakład penitencjarny', ale coraz rzadziej trafiają się takie babole. Lui wyciszył głos i uspokoił znacznie flow. Wydoroślał i dojrzał. Porusza tematy bardzo życiowe, stara się patrzeć trzeźwo na swoją egzystencję, czasem wręcz rozliczać z przeszłością. 'Nie ma panczy, nie ma bifu, chociaż tylu fiutów dostrzegam' - to dobry przykład tego, że Lui przestał oglądać się na innych, ale zajął się sobą i swoimi sprawami. Naprawdę, Lui jest spoko.
    Jeszcze 10 lat temu, jeśli ktoś by mi powiedział, że dam propsa Luiemu, zabiłbym drania śmiechem. A tu proszę, Lui powraca z ciekawym materiałem, może mającym nadal sporo wad, ale zupełnie słuchalnym. Nieco melancholijnym, nieco egzystencjalnym - o co w życiu nie podejrzewałbym Luiego. Ale to całkiem porządny materiał.

OCENA: 4-\6