piątek, 18 kwietnia 2014

DEZO - TYLKO NIEBO JEST LIMITEM

Drakonia 2014

1. Kilka słów
2. Biegnij    feat. MIGOT
3. Modlitwa Osobista
4. Ex przyjaciele    feat. NELUX
5. Jestem Polakiem
6. Postęp     feat. EL
7. Rodzice

    Nie bardzo wiem, kto to jest Dezo, podrzucono mi ten album w komentarzach, kiedy utknąłem na tzw. bezrybiu. To kolejny reprezentant emigracji londyńskiej, nagrywający w barwach tamtejszego labelu Drakonia.
    Nie ma żadnej informacji o producentach, więc mogę sobie tylko gdybać, kto stoi za tymi dźwiękami. Przypuszczałbym, że to freeshare'owe bity, ale te zazwyczaj mają wplecione tagi producenckie co minutę - a tu ich brak (no, poza ostatnim kawałkiem). Zatem, być może, to sprawka ludzi związanych z Drakonią? Nie wiem, ale to w sumie nieistotne. To muza, która częściowo kojarzy mi się z brytyjskim garażem, jednak wcale nie leży to klimatycznie tak blisko grime'u. To syntetyczne, nowoczesne traki, nieco mroczne, ale w gruncie rzeczy nie najgorsze. Całość trwa dwadzieścia minut i nie wywołuje nudy, czy uczucia rozdrażnienia.
    Zresztą, sam Dezo również brzmi bardzo w porządku. Ma fajny głos i flow płynie po tych syntetycznych podkładach, nie potykając się o nic. Teksty również są w porządku - może niezbyt odkrywcze, ale za to szczere i osobiste. Dużo tu wynurzeń, opowieści o rodzinie, która została w Bystrzycy Kłodzkiej i niełatwej sytuacji polskich emigrantów na wyspach. Jest to rzeczywiście swoista 'modlitwa osobista', wspomagana dodatkowo przez trzech emce, zdaje mi się, że również związanych z Drakonią, którzy leżą gdzieś na środkowej półce podziemia.
    Wszystko jest ok, możliwe bity, rapper, który dźwiga konwencję spowiedzi, płyta jest krótka i nie nudna - rokuje na przyszłość. Teraz, kiedy już wiem o Drakonii, pewnie będę podglądał, co się tam dzieje, bo z biegiem czasu pewnie będzie się działo coraz więcej.

OCENA: 4-\6


czwartek, 17 kwietnia 2014

SOUTH BLUNT SYSTEM - POTĘGA W CZYNIE


My Music 2014

1. Zamknięci feat. MAJA ŁASKI
2. Ogień się pali
3. Przeświadczenia
4. Niebezpieczna jak wojna
5. Wypijmy
6. Jak nauczyć pamięć
7. Tu moje miejsce
8. Flipper
9. Nie wiem już sam
10. Marzenia    feat. TOMMY GUNZ
11. Za nas
12. Książki
13. Babilon (Black Wall Street Mixtape) feat. TOMMY GUNZ
14. Ruch planet

    To już druga płyta Szymona, którego nadal nie wiem, jak traktować, ale sprawdzam jego rzeczy chyba siłą rozpędu. Poprzedni album nie był jakiś tragiczny, ale niespecjalnie do mnie przemówił i nie spodziewałem się również szału po nowym krążku, na który nagrano podobno 23 numery i wybrano tylko najlepsze.
    Mając do dyspozycji zespół muzyków bardzo różnorodnych, można stworzyć naprawdę niezłą muzykę. I w zasadzie Szymon ją tworzy. Dzięki instrumentom i sprawnym muzykom dostajemy nawet niezłą muzykę - musimy wziąć tylko poprawkę na to, że do tego tygla wrzucono bardzo dużo. To nie jest typowa, hip hopowa muzyka, którą usłyszysz nawet w radio. Szymon ma ambicję nie tylko być wokalistą, czy rapperem - on chce być artystą. I wolno mu, a czy to wychodzi, to już inna kwestia. I w zasadzie tej muzyki ciężko się czepiać, to swoista mieszanka rapu, raggowych riddimów i popu. Takie łagodne podkłady, melodyjne, aby rozbujać publikę przed głośnikami radiowymi. I nawet zdałoby to swój egzamin, gdyby nie to, kto ma tego słuchać? Bo fani tego 'prawdziwego' rapu nie będą chcieli na ten album nawet nasrać, bo jest zbyt mainstreamowy i crossoverowy. Fani popiku nie będą chcieli słuchać, bo jednak sporo tu rapu i hip hopu, który nadal nie jest łatwostrawnym gatunkiem dla wielu. Zostają rozpłomienione gimnazjalistki, bo Szymon tak ładnie śpiewa i jest taki przystojny'.    
    No właśnie, Szymon tak ładnie śpiewa... Jego zachrypnięta maniera może nieco irytować, choć chłopak naprawdę umie śpiewać i toastować, choć nie powiem, żeby w tym wszystkim był dobrym rapperem. Kiedy wkraczają te jego zaśpiewy, jest nieźle, mimo, że może czasem brzmi to dość monotonnie. Do tego Szymon porusza sporo ważnych tematów, zarówno społecznych, jak i ogólnie życiowych, jednak w tym tkwi szkopuł. Otóż teksty są tu zwyczajnie płytkie i słabe, bo rymy są najprostsze i napisane po lini najmniejszego oporu - czasem wręcz infantylne, lub zdradzające, że Szymon nie zawsze zna znaczenie słów, których używa. Co interesujące, gości tu brak - poza wokalistką i podziemnym i mało znanym rapperem z Brooklynu, Tommy Gunz'em.
    Stało się tu dokładnie to, czego się spodziewałem. Album męczy. Nie muzycznie, ale wokalnie, bo ile można słuchać tego chrypiącego zawodzenia ciągle w tym samym klimacie? I żeby teksty jeszcze były znośniejsze, ale to jest zbyt proste. I z jednej strony doceniam otwartość Szymona i jego umiejętność łączenia stylów, ale z drugiej te 50 minut było bardzo długie...

OCENA: 3-\6


środa, 16 kwietnia 2014

DUDEK RPK - PROROK 56

Proper 2014

1. Intro
2. Pierwszy Wers   feat. MAGDA
3. Prorok
4. W poszukiwaniu szczęścia   feat. MEPHISTO
5. Czas ucieka   feat. MAGDA
6. Kim chcesz być
7. Nie przez przypadek
8. Jak to jest
9. Lepiej odłóż na papugę   feat. NIZIOŁ, SYNDYKAT
10. Najwyższa forma
11. Każdy   feat. WARUNIA MS
12. Jest jaki jest
13. Całe serce tej muzyce   feat. KONFLIKT
14. Pasja
15. Chciałbym
16. To wysiłek
17. Że to ja
18. Nigdy    feat. ŻARY JLB, KŁYZA MS, WARUNIA MS
19. Miało być w kolorze
20. Nie na niby feat. KŁYZY MS, NIZIOŁ, SYNDYKAT
21. Na twoim kwadracie
22. Kocham    feat. END, KŁYZA MS, BOSSKI ROMAK
23. Kiedy skończy się czas

    Dudek z Razem Ponad Kilo to ta lepsza połowa duetu. Poza tym, to jeden z najbardziej płodnych ulicznych rapperów - w dodatku taki, którego da się słuchać. Na ten rok DDK przewidział aż dwa albumy - póki co wyszedł jego piąty krążek.
    Znakomita większość albumu popełniona została przez Czahę i nie powiem, żeby to był zły wybór. Czaha wprawdzie robi te uliczne bity, w których jest sporo smyków i pianinek, ale... Nie są one tak chamsko wtórne, jak u wielu wtórnych producentów. Tym bardziej, że Czaha nie stosuje identycznych schematów na perkusje - często je łamie, zmienia synkopy i ma różne zestawy perkusyjne. I są to, jak mi się skojarzyło, podkłady inspirowane nieco francuskim 'realite rap', ciężkim i głębokim, groźnym i szybkim. Czaha rzadko zwalnia, a nawet kiedy to robi, wcale nie jest smętnie. Co najwyżej mas wrażenie, że jest to ścieżka dźwiękowa do jakiegoś thrillera. Co ciekawe, Dudek wziął tylko po jednym podkładzie od NWS i YCE i choć NWS dostosował się do jednorodnego klimatu Czahy i potrafił zrobić również podkład czysto uliczne, ale bez uklepywania przemielonej papki, to YCE oddał bit nieco inny, ale przez to bardziej atrakcyjny, oparty na samplu z jakiejś muzyki etnicznej, nie wiem, czy bułgarskiej, czy jakiejś latynoskiej, ale brzmi to bardzo fajnie.
    Poprzednia płyta dudka mnie mocno rozczarowała, bo o ile uważam go za jednego z lepszych uliczników, to tamten album mu nie wyszedł. Na szczęście tutaj rapper powraca w sporo lepszej formie. Owszem, jak to sam mówi, Dudek 'jest jaki jest, nie the best, ale jest' i to niby powinno wystarczyć, ale nie czarujmy się, nie zawsze wystarcza. Bo choć często Dudek ma teksty całkiem porządne, choć proste, to jednak zdarzają mu się rozmaite lapsusy i banały, wymuszające łzy żalu. Na szczęście takich radykalnych wpadek jest bardzo niewiele, a Dudek jest tu niekwestionowanym gospodarzem pełną gębą. Ciekawostką jest występ francuskiego rappera podziemnego Mephisto, a cała reszta to głównie członkowie Miejskiego Sortu, Szajki i JLB. Niestety, nie wszyscy wypadają choćby poprawnie i Dudek, mimo, że zarzeka się, że z byle kim nie nagrywa, to takiego Warunię mógłby sobie darować, bo to wybitny antytalent. Reszta też nie 'mistrzuje' na majku. Tematyka, jaka tu panuje, w sumie nie ma nic wspólnego z tytułem - żadnej mistyki, tylko prawdziwe życie na bielańskich blokach - choć mogłyby to być w sumie bloki gdziekolwiek, bo teksty są na tyle uniwersalne, że każdy ziomek spokojnie się z tym zidentyfikuje. Jedyny inny temat poruszany tu dość często, to osobliwe schudnięcie Dudka - co to kogo obchodzi, że Dudek zrzucił brzuszydło?    
    'Prorok' to chyba najlepsza płyta Dudka, może jak zwykle nieco za długa, ale bardzo porządna. Jedna z niewielu płyt ulicznych, których mogę słuchać. Bez napuszenia się, gangsterowania, na naprawdę dobrych podkładach: ciężkich i wprowadzających atmosferę niebezpieczeństwa. Co do tej długości, to na marginesie, czemu te wszystkie uliczne płyty muszą trwać po jakieś siedemdziesiąt parę minut? Ten album też by zyskał, trwając minut 50...

OCENA: 4\6


wtorek, 15 kwietnia 2014

HOMEX - HOMEWORK

Fandango 2014

1. Odpowiednie Miejsce Odpowiedni Czas
2. Heyo!
3. Sny Z Galicji
4. Marka 
5. Nie Mogę Przestać
6. Lot Na Całe Życie
7. Homerun Baby
8. Styl Szyty Na Miarę
9. W Każdą Noc
10. Dym Z Mary
11. Mieć I Nie Mieć
12. Wciąż Od Siebie
13. Trampolina
14. Zapomnij

    Chyba nie tylko ja byłem zdziwiony wyjściem płyty niejakiego Homexa na legalu. Podobno wydał kilka nielegali, ale czy ktoś z promieniu większym niż 10 kilometrów od Łańcuta je słyszał? Na Mazowsze raczej nie dotarły, przynajmniej nie do mnie. Ale przecież nie wszystko muszę znać i słyszeć - tym chętniej sięgnąłem po debiutancki krążek rappera.
    Homex to człowiek orkiestra, sam sobie bity skrobie, że tak sparafrazuję popularne powiedzenie. Co więcej, robi to bardzo sprawnie. Umieściłbym jego podkłady gdzież między Złota Erą, a alternatywnym rapem, choć dominuje tu klasyka i pewien brud dźwięku. Jest tu wiele sampli, głębokich, ciężkich basów i ciekawie podklepanych perkusji, które nie zawsze są tak klasycznie oczywiste. Usłyszymy tu sporo gęstych, funkowych brzmień ze starych winyli, nieco wokalnych wstawek i ten nieodłączny szum winylu. Hah, gdyby było mało, Homex gra również tu na klawiszach. 'Homework' jest jednak płytą wyjątkową nie tylko dlatego. Rapper zaprosił gościnnie tylko i wyłącznie... djów. Robotę przy drapaniu robią tu DJ Gondek, DJ 5L, DJ Anton i DJ Noriz. Przyznam, że Homex doskonale znajduje swoje miejsce na scenie, robiąc rzeczy, których jest u nas mało - klasyczne podkłady, które poszły z duchem czasu.   
    'Włączyłem mpc dla takich pętli dziś, jak Gary Payton na obręczach pozawieszam na nich skill, to nie Paris Hilton z gołą pipka pędzi' - już wersy otwierające album okazały się na tyle intrygujące, że od razu usiadłem wygodniej i zacząłem nastawiać ucha. Nieznany mi wcześniej rapper znikąd (poza tym, że z Łańcuta :P) objawił się nagle, ku mojemu niejakiemu zdziwieniu, bardzo sprawnym emce, z doskonałym flow, który, choć dość intensywny (że tak to ujmę) i może męczyć na dłuższą metę, to jednak spokojnie dojeżdżasz z Homexem do końca, bo płyta ma tylko 44 minut. Teksty, skądinąd naprawdę niezłe, traktują o wszystkim i o niczym naraz. Niby Homex nawija w temacie - najczęściej to bragga i bitewne rymy, jednak za chwilę orientujesz się, że emce odbił w stronę jakiejś społecznej rozkminki. I zwrotka może iść w kierunku trafnych wersów 'Polska B? (beeee), nie becz głośno', by za chwilę zakręcić na 'tatuś wraca na budynek, daj mu bit synek, popłynie'. To przykłady z różnych numerów, wiem, ale po pierwsze, są niezłe, po drugie, wygląda to bardzo podobnie. Ale to wcale nie przeszkadza, bo dobrze się tego słucha.
    Warto było sprawdzić ten materiał. Okazuje się, że ten rok może nie będzie taki stracony, a osoby wychodzące z czerni, bo nawet nie z szarości, mają coś do powiedzenia i robią to doskonale. Płyta na pewno godna polecenia i trzeba odrobić tę pracę domową. Homex to wzorowy uczeń, a jego praca jest spokojnie na piątkę.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

BONSON & MATEK - O NAS SIĘ NIE MARTW

Stopro 2014

1. Jeszcze później
2. Szedłem po nieśmiertelność
3. Brudna krew    feat. PIH, ENOIKS, TROOM
4. Trudne sprawy
5. Piotruś Pan    feat. WINI
6. Nie zapamiętasz
7. Gasną lampy w moim pokoju    feat. PLANET ANM, TMK aka PIEKIELNY
8. Umiem robić sobie wrogów
9. Nie wiem czy jestem    feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
10. Nad ranem
11. Haj$, flota
12. Wiem co stracę 
13. Goście, goście
14. Kochają mnie, gdy upadam    feat. SOBOTA
15. Pisz, pisz
16. Jesteśmy gdzieś
17. Outro

    Bonson narobił sporo szumu dwa lata temu, kiedy nagle pojawił się w sieci ze swoim albumem i od razu spowodował masowe spuszczanie się na szmatkę fanów rapu. Szczerze mówiąc, do mnie to niespecjalnie trafiło - choć Bonson jest dobrym rapperem, to te teksty, przy których fabryka żyletek przeżyłaby złoty okres... A jeszcze ostatnio emce zaczął robić te trapy... Już sama okładka nastroiła mnie nieco... wisielczo. Ale do rzeczy. Znaczy, do słuchania.
    Matek może nie robi trapów z definicji, ale jego podkłady są bardzo blisko tej stylistyki. Mniejsza o szufladkę. Są to na wskroś nowoczesne i syntetyczne bity, z których wylewa się wręcz elektronika, piszczące i brzęczące syntezatory rzężą na połamanych perkusjach, które czasem znikają, czasem uderza sam werbel, a czasem werble trzepią jak o kartonowe pudło sztuczne dildo nastawione na najwyższe obroty. Może i jest to muzyka nastrojowa i klimatyczna, ale prawdę mówiąc, dostaję od tego drgawek - a tej muzy jest ponad 75 minut. Osobno, każdy kawałek jest na pewno znośny, ale po wysłuchaniu po raz pierwszy albumu w całości, miałem wrażenie, że brzęczy mi w mózgu. I nawet jeśli Jacek Osieczko dograł żywą gitarę, a DJ Noriz zapewnił skrecze, to nadal płyta jest mocno elektroniczna. 
    No dobra, Bonson ogarnia tego majka. Nie można powiedzieć, że jest słaby, ani pod względem techniki, ani jeśli chodzi o teksty. Wprawdzie okładka sugeruje kolejną porcję muzy do cięcia żył, ale na szczęście nie bardzo. Oczywiście, nie jest to muza imprezowa, ale to dlatego, że 'rap miał być lekiem, terapią \ A dziś powoli jest przekleństwem, że patrzą'. Świat widziany oczami Bonsa jest ciemnoszary i gorzki w posmaku, jednak jest tu bardzo dużo niezwykle celnych i przemyślanych wersów: 'Wczoraj pytałem gdzie był Bóg, wciąż nie wiem nic \ Nad głowa wisi czarna chmura, siema Benedykt \ Dzwonię zamiast fruwać, siema Bonson, siema, gdzie ten kwit'. Szczególne wrażenie wywarł na mnie 'Piotruś Pan' - opowieść o tym, jak to młody i wysportowany człowiek, zajęty życiem, budzi się nagle w ciele 130-kilowego knura i zastanawia się, skąd u licha tu się wziął? Wini pasuje tu idealnie ze swoim dystansem do siebie i rzeczywistości i razem: młody Bonson i stary (ś)Wini the Knur stworzyli świetną paralelę. Kolejni goście, to zawsze będący na wysokim poziomie ANM, jak zwykle dobry TMK, MNIA zasadniczo ok, Pih wypadł standardowo dla siebie, a Soboty.... nie spostrzegłem, kiedy przeleciał. Jak to sobota, nie? 
    Ja chyba jestem za stary na te nuskule. Za pierwszym razem szczerze męczyłem się, co chwila patrząc, ile to jeszcze kawałków zostało do końca... Starałem się być twardy, ale ledwo dobrnąłem. Kiedy słucha się tylko wybranych numerów, okazuje się, że nie tylko 'Piotruś Pan' jest dobry, ale i 'Haj$, flota', podjęty z dużą dozą dystansu do siebie temat w 'Pisz, pisz', czy 'Goście, goście'. Obiektywnie, to całkiem niezła płyta, ale ja tego nie jestem w stanie słuchać w całości. Męcząca elektronika wprowadza mentalny dół, jaki tworzy Bonson, jeszcze głębiej. Ciężki klimat.

OCENA: 4-\6


niedziela, 13 kwietnia 2014

PARTYZANT - MYŚLI KILKA

Miejskie Centrum Kultury Bydgoszcz 2014

1. Pomyśl
2. Myśli Kilka
3. Pod Prąd
4. Fatum    feat. MATT SAS
5. Jeden. Ćwiczenie
6. Bum Bum
7. Wszystko Jedno
8. Dwa. Półtora Herca
9. Czas
10. U Nas     feat. PAFARAZZI, MSK
11. Nowy Punk Rock    feat. TATA KRES
12. Trzy. Tu i Teraz
13. Lepsze Dni
14. Moje "Ja"
15. Cztery. Powrót

    Partyzant to projekt nietypowy: nie dość, że ktoś gdzieś ruszył głową i Ośrodek Kultury zaczął współpracę z hp hopową wytwórnią Aptaun, to jeszcze skład nie jest do końca oczywisty. Jest tu rapper Azja. Jest producent i grafik Jarza. Jest DJ Bajer. Ale jest również montażysta i fotograf Elpe. Ciekawie? No, ciekawie.
    Jarza umie zrobić bity. Nie bez kozery został wyróżniony na Coke Live Fresh Noise, bo wyraźnie słychać, że ma talent. Tym bardziej, że nie jest to wcale twój pierwszy lepszy hip hop - to coś więcej, niż znajdziesz na innych płytach. Perkusje są może mało oryginalne, ale w końcu ileż sekwencji można wymyślić w ramach klasycznego brzmienia? Ważne, że ułożone są na tyle dobrze, że nakręcają odpowiednie tempo i kiwają łbem. Do tego ciężkie basy i... cała reszta. Owa 'cała reszta' to dość lakoniczne stwierdzenie, ale w sumie trudno określić dokładnie, co przez to rozumiem. To pełna harmonia instrumentarium, zsamplowany szum winyla z tyłu i zaproszone instrumenty: gitary, kontrabasy, saksofony... Do tego trochę sampli i objawia nam się kompletna siła brzmienia: połączenie samplingu z żywym graniem, klasycznych klimatów z interesującymi patentami producenta. Świeżo jest. Do tego świetnym pomysłem wydają mi się cztery części instrumentalnych wstawek, gdzie pole do popisu ma nie tylko producent, ale np. bitboxer Biciu i naturalnie DJ Bajer, który na patefonie nie jest frajer, że tak sobie rymnę.
    Azja może i nie jest rapperem najwyższych lotów, ale to czego nie można mu odebrać, to fajny głos i to, że nieźle płynie po bicie. Teksty są i w zasadzie tyle na ich temat wystarczy. Są one ok, Azja składa słowa sprawnie na tyle, że nie wypada z bitu, każdy wyraz jest przemyślany i ma swoje miejsce. Tyle, że nie są to wersy wybuchowe, zostające w głowie na stałe. Są logiczne, szczere, takie po rzemieślniczemu porządne i nie ma co się ich czepiać. Nawet jeśli nie klepią po czaszce. Zresztą, wystarczy sobie porównać jako rapperów Pafarazziego i Azję - zdecydowanie na korzyść tego pierwszego. Jest tu jeszcze podziemny, nieco alternatywny rapper z BDG, Tata Kres oraz nieco zaskakujący swoją obecnością Mateusz Sas z rockowego zespołu Fain.
    No cóż, już narzekałem na jałowość tego rocznika, bo nie dość, że mało do tej pory wyszło płyt na legalu, to co jedna to gorsza. Są na szczęście tutaj perły przed wieprze. Jedną z tych perełek jest Partyzant, którego album o mało co bym w ogóle zlekceważył. A tu proszę, świeżość i doskonałe brzmienie. Do ideału brakuje tylko rymów zbijających z nóg. No, ale nie można mieć przecież wszystkiego, prawda?

OCENA: 5\6  



sobota, 12 kwietnia 2014

MAŁACH & RUFUZ - ORYGINAŁ

Prosto 2014

1. Początek  
2. Oryginał 
3. Pakt 
4. Nie dbam     feat. HINOL 
5. Wtedy dziś   feat. PATRYCJA GRABARCZYK  
6. Między nami     feat. HADES 
7. Niepewny grunt 
8. One  night in Paris 
9. Przestroga    feat. JURAS 
10. Skit 
11. Dobrze, że jesteś     feat. KAMILA WYBRAŃCZYK
12. Tam gdzie 
13. Z nadzieją    feat. BONUS RPK
14. 99 
15. Sam  
16. Nie chcę 
17. Pojebało ich
18. Koniec 

    To już drugi album duetu, który, jak głosi reklama, jest kwintesencją rapu ulicznego. Ten warszawski skład zmienił label i teraz pod sztandarami Prosto wydaje kolejną płytą, głosząc swój progres. Mnie osobiście rzuciło na dźwięk słów 'kwintesencja rapu ulicznego', ale... Nie dam się zniechęcić przed wysłuchaniem. Tym bardziej, że spodobała mi się okładka, zrobiona ze smakiem.  
    Spodziewałem się tylko i wyłącznie Małacha na bitach, a tutaj zaskoczenie. Znaleźli się tu nie tylko ci uliczni, czy nowocześni bitmejkerzy, jak Wojtek Zet, ale są tu również Sir Michu, Ybeat i... Ostry. A wszystko na wosku wspiera DJ Grubaz. Nie no, w ogóle muzyka jest dla mnie sporą niespodzianką. Nie dość, że Małach postarał się rzeczywiście o bity oryginalne i dalekie od tego ulicznego standardu (prawilnie przypomnę: smętne smyki, plimkające pianinka, ciężki bas). Małąch wykorzystuje sporo klawiszy, ale nie na tonie albo skrzypiec albo pianina, ale kombinuje, aby muzyka nie była jednostajna i wtórna. Jasne, w jego podkładach znajdziemy skrzypki, ale są one ładnie zagrane na żywca w studio przez niejaką Ines. I brzmi to dużo lepiej, niż te zwyczajne z komputera. Ostry postarał się dostosować do klimatu i w sumie nie zgadłbym, że te podkłady ('Między nami' i '99') są od niego, choć są one najmniej oczywiste. Ybeat zrobił naprawdę świeży podkład do 'Niepewnego gruntu', zaś Sir Michu dał bodaj najbardziej typowy, uliczny podkład. Ale tego wszystkiego słucha się bardzo dobrze i na szczęście jest to płyta uliczna, ale zrobiona zgodnie z tytułem: oryginalnie.   
    Rzeczywiście, muszę wyznać, że od 'Relacji 2012' chłopcy zaliczyli spory progres. To nadal rap pełen realiów ulicy, ale pozbawiony jest na szczęście tego napuszenia, tych tragicznych głosów, sadzenia się na przebyka, kiedy ze zdjęcia spogląda typ-przecinek na strzał. To, owszem, opowieści o życiu, często tym ciężkim na dzielnicy, ale to bardziej uniwersalne prawdy, może nieco banalne i oklepane, ale nie prostackie. Obaj unikają rzucania mięsiwem w dowolnym momencie na złapanie oddechu, starają się, aby to nie było klepanie rymów na odwal się, ale wyraźnie panują nad wokalami. Szczególnie mnie urzekł 'One  night in Paris' swoim klimatem zagrożenia i ciemnych haslingów. Fajna narracja rodem z dobrych francuskich płyt. Ich flow i stylistyka może również mogły być trochę miejscami lepsze, ale nie ma na co narzekać. Jest naprawdę spoko. Do tego mamy tu dobrze dobranych gości, którzy urozmaicają klimat. Nie mówię tu tylko o wokalistkach, bo te są swoistą wisienką na torcie, ale również o Hinolu, który ostatnio na fituringach pokazuje się dużo lepiej, niż na albumie, i o Hadesie, który ma świetny głos, niezłe wersy, choć zaliczył tu potknięcie na bicie. Juras wypadł tu dość poprawnie, Bonus... jak to Bonus.    
    Uffff... Jeszcze dwa lata temu nie spodziewałem się, że powiem, że Rufuz i Małach zrobili dobrą płytę. Co więcej, Relacja' była według mnie jedną z gorszych pozycji w swoim roku wydania. A tu taki bang. Jest to najlepsze wydawnictwo tzw. uliczne od dłuższego czasu.

OCENA: 4\6