piątek, 31 października 2014

GEDZ - NNJL

Urban 2014

1. Mgła   feat. DJ KRUG
2. Akrofobia
3. C.G.W.D (Intro)
4. C.G.W.D
5. Molotov 
6. S&C 
7. Znaki Zapytania 
8. Red Bull
9. Chaos 
10. B.O.R 
11. Serwus [Prod. Julas]
12. Przepraszam    feat. FETO, PIÓRO 
13. Niebo Nie Jest Limitem    feat. ONEK87, PALUCH 

    Drugi album Gedziuli wyszedł właśnie w Urbanie - to trochę taka wytwórnia, która zrzesza niechcianych nigdzie indziej rapperów. A może mam nieco krzywdzącą opinię? Nie wiem, pewnie Gedza by gdzieś chcieli... Nie ważne, tu przecież chodzi raczej o to, co jest na płycie. Ja się długo nie mogłem przekonać do Gedzilli, poprzedni album wszedł mi jednak nieźle, a ostatni, NNJL zapowiadał się interesująco. Już samo wydanie płyty jest ciekawe: plastikowa, częściowo przezroczysta osłonka na oszczędny digipak - niezły pomysł. Ale co na nośniku?
    Trochę się obawiałem, że to może być dla mnie niestrawne. Większość płyty zrobił Grrracz i w sumie to on nadaje tempo i ogólny obraz płyty. Oczywiście, to mocno trapowy i syntetyczny klimat, choć Grrracz porafi czasem skręcić w stronę spokojniejszego i starszego hip hopu ('S&C'), choć nadal ma to wszystko sporo wspólnego ze sceną z Memphis. Trochę chopped & screwed, autotuny, mocne cykacze, pudełkowe perkusje i melodie z syntezatora. Pojedyncze traki pochodzą zaś od innych producentów. Robert Dziedowicz na otwarcie albumu dał mocno eksperymentalny trak, który ma mocny klimat rzeczywistej, tytułowej mgły. Fajnie, że jest w tym numerze Krug, dodaje tej elektronice nieco żywego czynnika. Deemz jest równie elektroniczny - może nawet bardziej - to on zrobił tu bodaj najlepszy kawałek, 'Molotov'. Numer wierci dziurę w głowie, a w połączeniu z Gedzem, kawałek niszczy. Sherlock wchodzi z typowymi dla siebie trapami, mocno syntetycznymi odlotami. Bit Julasa jest jednym z tych, za którymi nie przepadam - przerost formy nad treścią. Zwyczajnie nieciekawy. Henson ma tu zaś najmniej syntetyczny podkład - jest wręcz klasyczny i choć średnio pasuje do całości, jest bardzo przyjemny.
    Gedz na moje szczęście jest coraz lepszy. Ma lekko przygaszony wokal, ale płynie po tych trapach nieźle, a co ważniejsze, ma on te pieprzone teksty. Najlepszy tu jest zdecydowanie mocarny 'Molotov', zaraz za nim jest 'B.O.R.' ale w sumie na który kawałek popatrzysz, ma on coś wartego przytoczenia: 'Młode Wilki to nie był draft - sukces wpadł tylko po kilku z nas \ Puste portfele wypełnił hajs, a umysły i serca opuścił strach \ Więcej drzew im dalej w las, ścinam oponentów; #Tomasz Drwal' (TD - jeden z konkretniejszych zawodników MMA). Gedz ma całkiem odjechany tok myślenia, wchodząc czasem na pola abstrakcyjne: 'Pyta, czy jestem wolny, odpowiadam: "Kodeina"', czy 'Widzę to po ich minach, moja forma to dla nich lina \ To nie moja wina, sami wróżą sobie finał, formalina'. Gedz autentycznie wspina się tu na wyżyny, dając bardzo przemyślane i głębokie rymy. Do tego gościnne występy są również na poziomie i nie psują wrażenia. 
    Wreszcie mogę zrozumieć ludzi, którzy niemiłosiernie jarali się Gedzowatym. Tak, on jest zajebisty. I owszem, miewam truskulowy ból dupy, ale muzyka tutaj jest również bardzo dobra - zasługa to głównie Grrracza, ale i Deemza. Wyszła bardzo przyzwoita, nowoczesna płyta rapowa, której słucham już kolejny raz i odkrywam coraz to nowe smaczki. Jest fajnie.

OCENA: 4+\6 


czwartek, 30 października 2014

DJ EPROM & SENSI feat. DJ LEM - BOOM BAP BOOGIE

Asfalt 2014

1. Poza kontrolą
2. 97' dobrze pamiętam
3. Przyczajony tygrys, ukryty pies
4. Jest akcja!
5. Hardcore Beatz feat. RAS TABAKA
6. Mantra
7. O.A.B.   feat. TYTSON
8. Do innych MC's
9. Bez ściem   feat. SARIUS
10. Zmieniłem zdanie feat. CENTRUMSTRONA
11. Wstyd
12. Hip Hop Elements
13. Bonus: Surowy Skrecz

    Po skończeniu projektu Sztigara Bonko, Eprom, który znany jest z uwielbienia dla Złotej Ery, zgrał się znowu z Sensim i dokooptowawszy jeszcze DJ Lema, nagrali kolejny album, który brzmieć ma tak, jakby zrobiony był w 1993 roku w Stanach. I to przy użyciu tradycyjnych dla tamtych czasów sprzętów. Nawet okładka świetnie nawiązuje do klimatu.
    To, co z bitami robi tu Eprom, to chapeau bas normalnie. On rzeczywiście robi te podkłady tak, jakby urodził się w NY i siedział w studio z Pete Rock'iem, Marley Marl'em, czy DJ Muggs'em. Nie istotne dla niego, czy to klimat Funkdoobiest \ House Of Pain, czy klimat ragga, czy znowu Lords Of Underground lub coś w tej podobie. Żaden z wymienionych wykonawców nie powstydziłby się zapewne rymować na tych podkładach, bo one są jakby wyjęte z epoki. Mocne tempo, gniotący bas, sample z klasyków muzyki soul i funk - to kwintesencja rapu - plus naturalnie duża ilość skreczy, którą zapewnia Lem. I powiedzmy sobie od razu, że te bity robią album i wszystko inne schodzi na drugi plan. Eprom po prostu osiągnął mistrzostwo w swojej robocie i nikt tak nie wjechał w atmosferę Złotej Ery, jak on. Zastanawiam się tylko, jak odbierają to dzieciaki zajarane nowym Miuoshem, czy VNMem... Bo ja, który większość wydawnictw Złotej Ery znał na pamięć 'back in the days', takie brzmienie uwielbiam i zawsze biorę w ciemno. Bo to kwintesencja hip hopu.
    No cóż... Sensi jest rapperem, który wprawdzie również przywraca ten klimat Złotej Ery, ale... Jest poprawny. Tyle. Jego wersy, wspominające lata '90, sławiące kulturę hip hop, bragga - to wszystko jest ok, ale jest na tyle proste, czy czasem wręcz prymitywne, że nie masz ochoty wsłuchować się w to, co Sensi ma do powiedzenia. Dobrze, że rapper ma niezłe flow i potrafi dorzucić coś krzykliwego albo inaczej urozmaicić to, co mówi, bo inaczej mogłoby być fatalnie. Sensi po prostu pieprzy trzy po trzy, aby się rymowało i było wopbabpalooba. Widać to wyraźnie w zestawieniu z Sariusem, który odjeżdża od Sensiego, jakby ten stał w miejscu. Bez ściem. Niestety, w zestawieniu muzyki z rapem, to jak porównywać Skodę Favorit do Lexusa IS - wypada mocno blado, choć przecież favoritka to dość porządny wóz był.
    Nawet jeśli Sensi nie ma nic wielkiego do powiedzenia, to nadal mamy tu świetny materiał. Eprom nadrabia za rappera na każdym polu, a sam Sensi rymuje na tyle ok, że nie powoduje skurczów żołądka, a teksty też nie są chujowe - tyle, że bez żadnego polotu. Jednak, pomimo to katuję ten krążek od ładnych paru dni, kiedy przyszła do mnie paczka z nowościami. Świetny klimat, świetna produkcja. Eprom król.

OCENA: 5-\6


środa, 29 października 2014

RPS & WHR - KSIĄŻĘ AKA SLUMILIONER

Terrorym 2014

1. Know How
2. PRR (Prawdziwy Rap Rozpierdol)   feat. DJ DANEK
3. S.A. (Steven Adler)   feat. HELLFIELD
4. Defekt Mózgu
5. Back in the Days   feat. KROOLIK UNDERWOOD, DJ DANEK
6. Nadmiar
7. Big Picture   feat. ŚLIWA, DJ DANEK
8. No Future (Rock On)
9. Być i Mieć   feat. DONO, DJ ACE
10. Codzienne refleksje   feat. MAREK DYJAK
11. RPS klasyka
12. Full Time Job   feat. JACK THE RIPPER, RDW, DE2S, TOONY, AZYL, JERU THE DAMAJA, GANDZIOR, GRECKOE, ŚLIWA, DJ DANEK
13. Martwa muzyka    feat. BEZCZEL, GLACA
14. Nie oglądam się
15. Sukces
16. No Surrender   feat. AZ, DJ DECKS
17. Braggabałagan
18. Raplajf
19. Trudny dzieciak 2

    Książę? Księciunio? Słabo mierzy Rychu, bo Napoleon w jego wieku był już cesarzem... Ale co tam, nie będę sobie robił beki z tytułu, ważniejsza jest zawartość. Rychu Peja Slumilioner i White House Records zrobili płytę, która ma całe zastępy słabych uzurpatorów zmieść z powierzchni ziemi i umocnić Peję na tronie. Tylko czy Peja nadaje się na koronę władcy?
    White House, w osobach Laski i Magiery, oczywiście potrafią dźwignąć cały album mi nie raz, nie dwa to udowodnili. Dzięki temu, że podkłady robi raz jeden, a raz drugi, nie ma tu nudy, choć wszystko jest spójne. White House dają tu w większości klasyczne podkłady, oparte na samplach, typowe boombapy, które bujają w bardzo przyjemny sposób. Ale producenci nie stronią również od nowości - Peja również stara się nadążać - dlatego, może nieco nieśmiało, znajdują się tu także podkłady, które wychodzą spoza ramek trueschoolowych płyt: 'Defekt Mózgu', połowicznie pozbawiony perkusji 'Nadmiar' - który i tak brzmi całkiem nieźle, choć nie przepadam za takimi rzeczami. Generalnie są to bity, których słucha się dobrze, jednak wpadają tu perełki, które powodują ciary na plecach: 'RPS klasyka', którym Laska wraca do czasów starego, dobrego WH - taki mrożący krew w żyłach trak, no i 'Full time job' musiał być niezły, skoro ciągnie się prawie dziewięć minut, no i 'Braggabałagan' - klasyczny banger. Świetną robotę robią tu Ace i Danek, bo ich skrecze podnoszą traki o poziom. Traki White House wprawdzie nie chwytają za ryj, jak na pierwszych Kodexach, ale nadal są bardzo porządne i Peja na nich dobrze się czuje - słychać chemię pomiędzy producentami i rapperem.     
    Peja to weteran, bo w sumie poza Tede nie ma na scenie równie zajętego człowieka, który jest na scenie od dnia pierwszego. Dlatego wydaje mi się usprawiedliwione, że rapper występuje tu z pozycji Dziadka i oburza się na młodzież że 'mam ustąpić miejsca? Przecież jestem starszy!'. Peja jest już w tym wieku, że swojego stylu nie zmieni, więc liczą się tu przede wszystkim pomysły, jakie ma, aby przyciągnąć publiczność. Flow jest stałe i doskonale rozpoznawalne, teksty... również łatwe do przewidzenia: prawdziwy rap rozpierdol, jestem legendą, więc wypierdalaj, jak to pięknie kiedyś było, codzienne refleksje. Peja mówi też trochę o swoim stosunku do nowych trendów w rapie 'njuskool, truschool, trap, swag, defekt mózgu'. Czyli w sumie nic nowego, ale czy zmienia się formułę, która się sprawdza? Trochę zaskoczyło mnie, że Peja próbuje tu śpiewać i robi to relatywnie często - o dziwo, robi to czasem lepiej, niż rymuje. Kurde. Nowością jest tu sporo werbalnych odnośników do klasyki hip hopu - ale po angielsku, co u Pei się wcześniej nie zdarzało. Zapisał się na kurs angielskiego? Czy to wynik współpracy z amerykańskimi rapperami? Bo przecież znowu pojawia się tu Jeru, jest Jack The Ripper, ale również pojawił się tu AZ - Peja znowu udowadnia, że jest w stanie nagrać z każdym, kto może uchodzić za legendę (mówię naturalnie tylko o Jeru i AZ). Kto będzie na następnej płycie? Strach się pytać... Poza amerykańskimi tuzami rapu, mamy tu też silną reprezentację Europy: Francji (De2s) i Niemiec (Greckoe, Azyl i Toony). Z polskich rapperów usłyszymy tu Śliwę, który wreszcie zaczyna kreować swój własny styl i brzmi to wcale nieźle. Jest męczący Dono, Kroolik z angielskim refrenem - jak zwykle śpiew Kroolika na propsie, jest bardzo dobry, lecz znowu przygnębiający Bezczel oraz wielka brygada w międzynarodowym posse tracku 'Full time job', o którym nie da się nie powiedzieć paru słów. Peja wypadł tu niestety najsłabiej, bo nie potrafił napisać tekstu tak, aby nie brakło mu tchu pod koniec, Jack The Ripper jest jak zwykle przeciętny, RDW wszedł z tym flow w bit idealnie - zadziwiające, choć końcówka już mu się rozjechała, De2s jedzie bardzo dobrze, niemiecki Polak Toony daje wersy w języku ojczystym i robi to jako jeden z lepszych w składzie, Azyl z niemieckim przekazem i ciężkim głosem również wypada dobrze, Jeru to przecież klasa sama dla siebie, Gandzior wypada poprawnie, Greckoe jest dość prosty, ale płynie nieźle, zaś Śliwa po obiecującym wejściu, pogubił się w przyspieszeniach. Rychu nie byłby sobą, gdyby nie zapraszał również wokalistów spoza rapu: tradycyjnie jest tu Glaca ze Sweet Noise, jest Hellfield z hardkorowego Nekromera, a także Marek Dyjak ze swoim ciężko przepitym głosem, który daje życiowe sznyty (taki # do jego albumu, łap to!) kawałkowi. I wprawdzie Rychu mówi że ma 'ubogi zasób słownictwa, jednak dalej mi za to płacą', to przecież nie jet z nim już tak źle - życie to najlepszy nauczyciel.
    Kolaboracja Pei z White House to jest chyba strzał w dziesiątkę, bo i producenci - weterani i rapper - weteran doskonale się rozumieją. Przemycone nowoczesne akcenty w muzyce nie wpływają znacząco na klimat płyty, tylko ją słusznie ubarwiają. Na majkach, poza całą brygadą RPS, propsy dla Pei za udział Jeru i AZ w tym projekcie - ja wiem, że to wystarczy mieć odpowiednią ilość kasy na taki featuring, ale jednak to robi wrażenie. Płyta mogłaby być nieco krótsza, ale te osiemdziesiąt minut nie jest czasem straconym. Nie jest to płyta godna króla, zatem książę zupełnie wystarczy - nawet, jeśli jest podstarzały.

OCENA: 5-\6


wtorek, 28 października 2014

JOTESTE - ZAPOMNIAŁEM SIĘ PRZEDSTAWIĆ

Pierwszy Milion 2014

1. Excalibur
2. Prometeusz    feat. DJ MIXAIR
3. Owoce Twoich pól   feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK
4. Trochę wody feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK
5. Bluesman
6. Roje pszczół
7. Być jak Pierwszy Milion   feat. ROGINI
8. Pieśń zbłąkanych marynarzy   feat. SISANN
9. Zakładnik
10. Częstotliwość feat. HARY, DJ MIXAIR
11. Harrier    feat. SISANN
12. Dłonie i policzki
13. Kalejdoskop feat. TADEUSZ SEIBERT 

    Co za niedopatrzenie. Kiedy Joteste wydawał swój pierwszy legal zapomniał się przedstawić. W zasadzie to już jego czwarty album, ale nadal sią nie przedstawił? Faux Pas, dziwko. No, ale naprawić błędy zawsze warto, nawet po niewczasie. Funfel Zeusa z Pierwszego Miliona własnie powraca, aby nadrobić zaległości.
    Najkrócej mozna rzec, że muzykę robił tu właśnie Pierwszy Milion. Bo chłopcy podzielili się i Joteste wziął część podkładów swoich, część Zeusa, a resztę wspólnych. Tak po sprawiedliwości. Okazuje się, że jest to muza nieco inna niż znamy z płyt Zeusa. Dużo bardziej nowoczesna, choć bez przesady. Pierwszy Milion próbuja znaleźć złoty środek pomiędzy njuskulem i Złota Erą, co wychodzi nie zawsze super. Mamy tu więc dość nowoczesne bity, wszystkie energetyczne i konkretne, choć wyraźnie widać, że Joteste lubi lekko zwolnić. To zwolnienie nie musi oznaczać r&b, ani żadnej z takich rzeczy - po prostu jest nieco mniej enbergicznie. Fajnie, że producenci postatarli się zatrudnić DJ MixAir'a - to tylko wychodzi na dobre, szkoda, że tak rzadko. Zatem muzyka, choć dość przeciętna, daje radę.
    Daje radę również Joteste, choć sporo słuchaczy odżegnuje go od czci i wiary z powodu niejakiego podobieństwa do Zeusa. Nie, on wcale nie ma podobnego flow, ani tekstów. Nie oszukujmy się, Zeus jest sporo lepszy od kolegi. Ale nie znaczy to wcale, że Joteste jest słaby. Jest... ok. Trochę jedzie rzeczywiście w stylu Zeusa, ale może to nieuniknione po latach współpracy, poza tym słabsze zazwyczaj goni to lepsze, prawda? Nie jest to aż tak widoczne, jak przy okazji Pei i Śliwy. Joteste sobie jest, ma swoje rzeczy do powiedzenia i choć nie powiem, że to lipa, to rzadko zwracałem uwagę na jakieś wersy - on epo prostu są, bez żadnego większego wrażenia przechodzą przez uszy. Niby Joteste mówi o rzeczach ważnych, ale to nie zostaje jakoś specjalnie w głowie. Tylko wrażenie, że było ok. A goście, których zaprosił Joteste, to przede wszystkim wokaliści, poza Harym, który, jak mam wrażenie, pokazuje Joteste miejsce w szeregu - nawet jeśli sam jest tylko ok. 
    To taka płyta, o której mówi się, ze jest ok, ale w sumie po co ona komu, to już nie wiadomo. Joteste po raz kolejny udowadnia, że należy do ścisłej grupy, która okupuje drugą ligę i ma się tam dobrze. W sumie na scenie potrzeba albumów, które są po prostu ok. I to jest taka płyta.           

OCENA: 4-\6


poniedziałek, 27 października 2014

PEKA - SKROMNY CHŁOPAK

Fonografika 2014

1. Pokonuję słabości   feat. DUDEK ENKATE
2. Błędy  
3. Idę do celu   feat. GB SAVANT 
4. Będzie lepiej  
5. Chciwość   feat. DZIKI RAPGRA 
6. Skromny chłopak 
7. Jestem odpowiedzialny   feat. FABI 
8. Spokój  
9. Zazdrość   feat. JĘDRAS

    Kim jest Peka? Szczerze mówiąc nie miałem zielonego pojęcia, kiedy zobaczyłem jego album na półce. Podobno jest obecny na scenie od ponad dekady, ale jakoś nigdy na kolesia nie trafiłem. Owszem, przyznaję, że scena rapowa Piły jest mi zupełnie obca. Dlatego chętnie sięgnąłem po tę epkę - bo trwa ledwie 25 minut.
    Spoglądam na listę producentów: NWS, Dąbek, Grucha i Dechu. Poza tym ostatnim doskonale wiadomo, kto robił płytę i czego się spodziewać. Owszem, dostałem to, czego po tych imionach mogłem się spodziewać. Mocne perkusje (choć nie zawsze!) i numery oparte o pianino i smyczki. I przez wszystkie dziewięć kawałków nie ma odstępu od tej reguły - wszystko jest niemal dokładnie takie samo, że czasem zlewa się w jedno. Dobrze, że trwa krótko. 
    Miałem nadzieję, że Peka okaże się choć nieco lepszym 'poetą z bloków', niż jego ziomek z Piły, Szmeku, który wydał niedawno koszmarną płytę. Ufff... Na szczęście Peku wydaje się wiedzieć, co robi. I choć przekaz jest zupełnie oczywisty, bo pokonuję słabości i idę do przodu, działam dla rodziny i przyjaciół na zawsze szczerze, a inne kurwy patrza z zazdrością i chcą mnie zranić. Aha, i jeszcze coś o patriotyzmie. Nie oszukujmy się, takie treści są na każdej płycie z tak zwanego nurtu ulicznego. Peka wyróżnia się na szczęście nie najgorszym stylem i całkiem porządnym flow - choć do ideału brakuje tu i tak sporo. Pomijam błędy językowe, jak 'mamy prawo na błędy', bo to można jakoś tam wytłumaczyć. Powiedzmy. Ale Peka wyróżnia się pozytywnie z tłumu ulicznych rapperów, którzy nie potrafią sklecić sensownej linijki. Jest tu również paru gości, w większości nijakich. Dziki wyróżnia się bardzo głębokim głosem, GB Savant językiem angielskim - wszak to Amerykanin z LA, który obecnie chyba mieszka w Warszawie. Ale nie oszukujmy się, specjalnie dobry to nie jest. Tak samo, jak przeciętni są Dudek (nie mylić z tym z RPK!), Fabi i Jędras.
    I co tu mamy? Wtórną muzykę, prawie identyczną przez całe 25 minut. Dość przyzwoitego Pekę, który daje radę - choć, jak sądzę, gdyby album trwał 70 minut, mógłbym tego nie znieść. Najlepszy ze wszystkiego jest sam Peka, ale to i tak średnia krajowa. Nic specjalnego, na wtórnych bitach. Ale da się posłuchać.

OCENA: 3\6

WIDEO

czwartek, 23 października 2014

TAKA MAŁA ROCZNICA

        Dziś bez recenzji, tak zwyczajnie. Jak to mówią w Stanach, 'maintainin'. Trzy lata temu opublikowałem pierwszą recenzję płyty - to była Wice Wersa - i tak się to potoczyło. Na stronie są opisy całych roczników płyt legalnych 2012, 2013 i oczywiście będzie 2014 - oraz kilka starszych albumów na początku. Przyznam, że popularność strony mocno mnie zadziwia, bo osiąga już naprawdę sporą skalę, o jakiej nawet te trzy lata temu nie myślałem. O ile do tego roku ilość unikalnych odsłon w miesiącu wahała się nieco ponad 10.000, to od pół roku nie schodzi poniżej 35.000 miesięcznie. Rekordowy był czerwiec '14: 45.754, ale w październiku został tydzień i jest tylko kilkanaście odsłon mniej. Odsłon dodają linki do recenzji na fanpejdżach rapperów - zwłaszcza tych zadowolonych :) Ale naturalnie te mało przychylne recenzje też znajdowały się na fb, dzięki czemu fani np. Kaczmiego grozili mi srogim wpierdolem. Do tego stroną zainteresował się poczytny dziennikarz Flint, który umieszcza co lepsze kąski z moich wypocin w swoim Rap Watch'u na cmg.pl - ciekaw jestem tylko tego, czy uważa mnie on za totalnego grafomana, czy może jednak domyśla się, że te zdania, które zazwyczaj cytuje, są wycezylowane i dopieszczone, aby sprawiały uciechę czytającemu. Uwielbiam zabawę słowami :)
          Ciekaw jestem, ile czasu uda mi się to jeszcze ciągnąć - czasem nie mam kiedy pisać (bo słuchać mam zawsze, jak nie w samochodzie albo w pracy, albo w podróży), czasem nie chce mi się, czasem łapię się za głowę, że znów wydałem na płyty kilka tysięcy w miesiącu... Bo przecież kupuję nie tylko krajowe produkty. W sumie, mógłby mi ktoś za to płacić :D
           No dobra, to czego mi życzycie na trzecie urodzinki? Macie jakieś żale? Chcecie mnie zjebać? Obsypać kwieciem? (teraz to chyba liśćmi...). Czujcie się swobodni w komentarzach, przecież się nie obrażę - co najwyżej zwinę interes :)  

środa, 22 października 2014

JUNES & JEZOZWIERZ & KIDD & DJ ACE - TRUESZCZURS

Vibe2Ness 2014

1. Czynnik ludzki
2. Po drugiej stronie
3. Nierówności
4. Wszystko na temat
5. Naprawdę?
6. Hood Shit (Rap Addix remix)
7. Huragan Jeżosław
8. Nasze Osiedle Swoboda
9. Kaszpirowski   feat. WITEK
10. Destruction Derby
11. 9 maja
12. Gniazdo
13. Trueszczur
14. Nie zatrzymasz nas
15. Nagle
16. Podstawowe Instrukcje
17. Nocna zmiana   feat. KOT KULER

    Junes, Kidd, Jeżozwierz - taki skład elektryzuje polską scenę od jakiegoś czasu. W sumie nie istotne, czy to Trueszczurs, czy Rap Addix, czy inny wynalazek - ważne, że materiał ma klepać po mózgownicy. To tylko mikstejp z bodaj jednym oryginalnie nowym trakiem, ale to nie przeszkadzało w niczym. Słuchacze znów się zachwycili.
    Nie ma tu SoulPete, są zawinięte bity - poza 'Trueszczurs' od Wezyra. Prostym przeniesieniem trueschool jest truesczur, dlatego wiadomo, co znajdziemy na tym mikstejpie. Rapperzy powracają do ukochanych lat '90, aby wygrzebać z krejtsów złotoerowe podkłady, które brzmią niezwykle świeżo nawet dwadzieścia lat później. Podkłady pozbierane są z płyt takich grup, jak Outkast, Company Flow, O.G.C., Talib Kweli, Heltah Skeltah, czy Hyenas In The Desert - by wymienić tylko parę grup. Wezyr, który dał ten jedyny nowy kawałek również rozwalił swoim podkładem, który rzeźbi rowki w nieeksplorowanych częściach mózgownicy. I jeszcze skrecze Ace'a... To podróż muzyczna w stronę klasyki, która wyciska mi łzę wzruszenia, bez kitu.    
    Nieważna muzyka, choć dla mnie, który zęby zjadł na płytach, z których je wzięto i katowałem je te dwadzieścia lat temu na kasetach, ta muzyka to podróż sentymentalna. Może i dlatego równiez lepiej słucha mi się rapperów? Ale może i nie, bo ich wejścia na mikrofony są zaiste mocne jak jebnięcie z bazuki. Ciężko wyróżnić tu któregoś z emce... Kidd jest tu dobry jak nigdzie indziej, można by zacytować jego samego: 'Wojtek so-cool nie So-kół'. Wow. Trochę mogą irytować liczne wrzutki anglojęzyczne, bo nie zawsze człowiek dojdzie, o co biega, ale ogólnie muszę stwierdzić, że Kidd mnie wreszcie do siebie przekonał zupełnie. Jeżozwierz jest tu klasą samą dla siebie i to być może właśnie jemu przyznałbym palmę (weź ten follow #Grube Ryby, Boże, muszę zacząć pisać teksty raposkie!!) pierwszeństwa, bo i jego flow i teksty są najrówniejsze, że tak zacytuję: 'wpadnę tu na slipmaty żeby wam połamać karki', 'jestem Hegemonem pośród kiepskich jak Ferdek'. Kurde. Najmniej wchodzi mi tutaj Junes, który tym swoim nieuczesanym stylem nieco mnie odpychał. Ale nie znaczy to, że jest słaby, bo tu nie ma słabych osób. Cała trójka na tych majkach rozpieprza system, wali bragga panczami, linczuje Polaków-Cebulaków, łazi po swojej Ochocie \ Sokołowie Podlaskim, czy innych częściach Warszawy (o ile Sokołów jest częścią stolicy naturalnie).
    Nie przepadam za mikstejpami na kradzionych bitach, ale... tu muszę zatrzymać marudzenie, bo raz, że podkłady są dobrane genialnie, dwa, uwielbiam akurat większość z nich, trzy, rapperzy są absolutnie bezbłędni. Jeden z najlepszych nielegali w tym roku. Killer.

OCENA: 5+\6