czwartek, 24 kwietnia 2014

SEKTA 666 - HEREZJE


nielegal 2014

1. Mroczne Bractwo
2. Dark Mind
3. Chory Stan
4. Hell Yeah
5. 148 Obłęd Naćpusa
6. Zew Natury
7. Skacz
8. Ja wiem ze to jawa (Skit)
9. Modus Operandi
10. Krzyż
11. Free Die
12. Płonie Most
13. Dark Mind (Rmx Kachin)

    To już druga część demonicznego projektu, który pochłania coraz więcej osób. Do krakowskiego podziemia w osobach CN-oc, Młody Goh, NRK, Twister, Kozim czy Epitet, dołączają Nagash z Palmy Nagrania, czy Francuz Iguan. Do przyjęcia kolejnej odsłony psycho-horror rapu trzeba mieć sporo odwagi, bo już po samej okładce widać, że materiał jest ciężki i mroczny.
    Te bity wpierdolą cię jak głodny Sudańczyk kanapkę z tuńczykiem. Podkładami głównie zajął się CN-Loc, ale są tu również Nagash, Kozim i Chainsaw. Już samo wejście Nagasha, gdzie na traku współbrzmią wokale mnichów gregoriańskich z rockowymi samplami wprowadza nas doskonale w brzmienie albumu. Zresztą podkłady od Nagasha to zupełnie inny klimat, niż ten, do którego przyzwyczaił nas na płytach z Palm - są dużo mroczniejsze i takie... klasztorne. Drugi bit na płycie za to od Chainsaw'a to podkład, który brzmi jak zrobiony przy pomocy magnetofonu kasetowego i syntezatora Casio ze Stadionu (kiedy ten jeszcze istniał). Loc natomiast z bitami wchodzi gdzieś między produkcje Twiztid, a ścieżkę dźwiękową do filmu dla neurotycznych dzieci. Kozim w 'Krzyżu' dał równiez przyjemny podkład, trzymający zarówno poziom, jak i stylistykę. Produkcyjnie, najlepszy jest tu jednak Nagash, bo jego bity są czyste w formie, a zarazem pasujące do klimatu. W ogóle to ciężka rzecz, naprawdę konkretna jazda hardkorowa i horrorcore'owa, urywająca łeb i oblizująca nóż zaraz po wyjęciu go z twoich bebechów.       
    Wokalnie mamy tu dość spory rozstrzał stylistyczny i jakościowy. Twister jest nierówny i choć rymuje w miarę swoim chropowatym flow, to za dużo ma tu wpadek. Młody Goh to styl, który lubisz albo nienawidzisz, bo tego się ogarnąć nie da. Ale staje się on coraz lepszy i przez te wszystkie lata nagrywania wyrabia swój flow i naprawdę jest jednym z ciekawszych emce na scenie. NRK wydaje mi się często zbyt delikatny dla takich hardkorów, ale on uparcie udowadnia, że nie mam podstaw do uważania go za niepasującego tutaj. CN-Loc jest równie niestabilny co Twister i choć ma przyjemniejszy głos, to nie zawsze brzmi to dobrze. Ale generalnie stylistyka, jaką tu przyjęto, jest niezła - pod warunkiem, że lubi się ten klimat. Gdyby nakręcić do tego film, byłby naprawdę straszny. Narkotyczne jazdy, koszmary, choroby umysłowe i morderstwa splatają się tu w jeden węzeł wraz z setkami symboli religijnych i kulturalnych. Jest to dość ciężkie do ogarnięcia na pierwszy rzut ucha, nawet na drugi i trzeci.
    Album niszczy mentalnie. To nie jest muzyka dla wszystkich - wręcz powiem, że jest to akcja niszowa i przypuszczam, że większość fanów rapu postuka się tylko w głowę, jakim cudem można tego słuchać. Jednak, przyjmując ten klimat za dobrą monetę, okaże się, że w swojej kategorii to bardzo fajna propozycja. Ale zaznaczam jeszcze raz, nie każdy w to wejdzie. Prędzej wyjdzie.

OCENA: 4\6


środa, 23 kwietnia 2014

HARY - PETARDY

SB Maffija 2014

1. Tyle wygrać   feat. BIAŁAS
2. Everest
3. Pearl Harbor   feat. DANNY
4. Grawitacja 
5. 90
6. Jebać to 
7. Lugo 
8. Panie przodem   feat. BLEIZ
9. Impuls 
10. Bez presji

    SB Maffija to skład zrzeszający sporo propsowanych ostatnio wykonawców, zgrupowany wokół Solara i Białasa. Jednym z wielu członków składu jest Hary, który niedawno odpalił swoje petardy, które... zebrały dość różne recenzje w sieci.
    Hary, człowiek orkiestra. Nie ma to jak sam wykonawca produkuje sobie bity. Mówię to bez złośliwości i szyderstwa, bo czyje bity ma najlepiej czuć emce, jak nie swoje własne? Inna sprawa, że rapper niekoniecznie musi być dobrym producentem, prawda? Ale nie jest źle, bo te klasyczne bity Harego bardzo często mają ogień. Hary ma fajną umiejętność korzystania z sampli i zapętla je w taki sposób, że zabiera cię na przejażdżkę do '93 i z powrotem. Czemu z powrotem? Otóż taka 'Grawitacja' nie ma juz nic wspólnego ze Złotą Erą, bo jest raczej nowoczesnym, acz nie njuskólowym kawałkiem, z żywym pianinem, gitarą i symfonicznymi akcentami. Jednak takich wycieczek jest mało - w zasadzie ta jedna. Reszta to czysty, klasyczny hip hop płynący prosto z najlepszych czasów rapu. Bity wspomagane są skreczami od DJ Długiego. Jest dobrze.
        Hary mówi 'pierdolę truskul, chcę tylko bragga' i w zasadzie tyle w temacie. Tak, zaraz mówi, że 'w życiu nie liczą się tylko hasztagi i panczlajny', jednak te panczlajny i bragga to dominujący temat na albumie. Hary jedzie równo przy chodniku i tnie jak kosiarka Still. Nie ważne, czy to 'swag, niuskul, truskul, chujskul' - Hary nie boi się siarczystych klapsów na pupę frajerów. Czasem ociera się o granice dobrego smaku (jak choćby to z Jaruzelskim - niekoniecznie na miejscu), ale sporo jest tu wrzutów, które mnie albo ubawiły szczerze (pozytywnie) albo spowodowały kiwnięcie głową z uznaniem, jak choćby 'to jak nowe polskie komedie, tu nie ma żartów', czy o staruszce pokazującej cycka. Może Hary nie ma jakiegoś specjalnego głosu, ale spokojnie ogarnia majka i brzmi to fajowo. Z gośćmi bywa różnie, bo tak samo Białas, jak i Bleiz rymują tu bardzo nierówno i czasem dają niezłe wersy, by zaraz wykrzywić mi ryj nietrafionym rymem, czy potknięciem. Ale ogólnie plus.
    I okazuje się, że rapper może być również producentem i vice versa. Co lepsze, może obie sfery mieć na dość wysokim poziomie, dzięki czemu płyty słucha się z przyjemnością. Ma ona 25 minut, więc nie zdąży się znudzić, a Hary nie pozwala odetchnąć i pcha te swoje pancze w twą dupkę.

OCENA: 5-\6 


wtorek, 22 kwietnia 2014

MADMAN - ZDĄŻYĆ PRZED KOŃCEM ŚWIATA

nielegal 2014

1. Eksperyment  
2. System (FTS) 
3. Wszyscy Święci  
4. Pułapka 
5. Brainwash  
6. Gnijące Owoce 
7. Madman  
8. Ostatnie Dni  
9. Koniec Świata 
10. Marzyłem O Tym  
11. Bez Talentu  feat. WHITE CHOCOLATE 
12. Skillsy  
13. Dźwięki 
14. Karawana  feat. XXX
15. W Obliczu Tych Niedorzeczności (Odlatuję)  feat. XXX 

    Madman pojawia się czasem na różnych podziemnych produkcjach z Sudetów, wszak działa już na scenie z dekadę, może więcej. Przez ten czas dobiegały do mnie jakieś jego produkcje, jakieś echa bitew freestylowych, ale nie powiem, żebym bardzo dokładnie kojarzył gościa - choć ksywka nie była mi obca.
    Wprawdzie Madman jest też producentem, ale większość albumu zrobił dla niego Fatal, z którym Madman juz popełnił co najmniej jeden projekt. To są bity wymykające się nieco z szufladki, bo ciężko jest te podkłady jednoznacznie określić. Są dość mocne, w zamyśle raczej klasyczne, choć nie można powiedzieć, że złotoerowe, ponieważ producent uzywa dźwięków mało oczywistych - nie jestem pewien, czy znajdą się tu jakieś sample, czy gra sam Fatal, bo ciężko uchwycić tu jakiekolwiek znane melodie. Bity, niby nowoczesne, a jednak klasyczne, są bardzo oryginalne. Sam autor wyprodukował sobie 'Pułapkę' - przyznam, że dość ciekawy podkład, łączący spójnie nieco różne instrumenty - nawet ciężko powiedzieć, czy to bit nowoczesny, czy klasyczny, czy jaki. Po prostu inny. Boon Doc to produkcje kojarzące mi się nieco z Dr. Dre z czasów płyty '2001'. Markowe Bity za to wziął na warsztat rockowy kawałek, z którego zrobił bardzo przystojny podkład  do 'Skillsów' z refrenem a la Lombard. Ostatni numer na albumie należy do Kustoma - czysty dubstep, oparty na dźwięku działającej pralki, czym czymś takim.    
    Rapper, według swoich słów 'powinien być w MaxFlo bo Madman ma Mad flow' - co to tego szalonego flow, to racja, czy natomiast MaxFlo powinno go wydać... Hmmm. Styl Madmana kojarzy mi się zbyt mocno z Duże Pe, nieco przekrzywionego przez Bukę. Owszem, jego teksty są całkiem fajne i Madman klei te rymy nieźle, ma sporą umiejętność składania słów, które układają się idealnie w jego płynny, biegnący przez bity flow. Brzmi to bardzo fajnie, ale... nie sposób uniknąć skojarzeń ze znanymi skądinąd stylami, co czasem irytuje, a ten swoisty zaśpiew można wręcz pomylić z Pe - to wręcz wkurwia. Goście nie wnoszą zbyt wiele, bo White Chocolate mi zniknął totalnie, a XXX, choć śpiewa ładnie, to jest tylko w dwóch ostatnich trakach.
    Intrygująca płyta i ciężko mi się opowiedzieć za lub przeciw, i im dłużej tego słucham, tym bardziej nie wiem. Z jednej strony muzyka jest bardzo oryginalna, niecodzienna i wchodzi dobrze w uszy. Z drugiej Madman rymuje doprawdy świetnie. Z trzeciej jednak jego styl jest kalką rapperów, których znamy od dawna i jest to mocno przeszkadzające, bo miejscami naprawdę nie wiedziałem, kogo słucham. Ale coś w tym jest.

OCENA: 4\6 


sobota, 19 kwietnia 2014

PAJAC - I CO Z TEGO, ŻE PAJAC?

nielegal 2014

1. Intro
2. Gołym okiem   feat. HASE
3. Kaptur
4. Kryształowe kule
5. Oszuści   feat. KUBI, NORM
6. Po raz pierwszy
7. Miami   feat. VIOLA
8. Problem
9. Idzie się zajebać   feat. TURAS
10. Co z tego, że Pajac 2
11. Nadzieja
12. Zadzwoń
13. Cudze życia    feat. ORKA, KOTZI
14. Cały i zdrowy
15. Żyje się raz   feat. KĘKĘ
16. Wiara 2
17. Nie śpię   feat. BORO
18. Własne towarzystwo
19. Outro
20. Podróż za jeden uśmiech

    Na radomskim rapie znalazłem niedawno płytę Pajaca, potem ktoś mi go podbił w komentarzach - nie mogłem nie sprawdzić, tym bardziej, że radomska scena ma się ostatnio bardzo dobrze, a to co wychodzi jest coraz lepsze.
    Wszystko na albumie, poza ostatnim trakiem, wyprodukował jeden z bardziej utalentowanych producentów z Radomia, Tytuz. Zrobił on tu klasyczne podkłady, dość charakterystyczne dla Radomia, o ciepłych brzmieniach i fajnie powyciąganych samplach. Te sample są czasem wręcz nieco zaskakująco interesujące, jak gitarki w 'Oszustach', czy syntezator w klimacie new romantic w 'Miami'. Nawet znalazłem tu regałowe wajby - nieco zakamuflowane, a jednak wyraźne. Klasyczne brzmienia wzbogacają DJ Vazee i DJ Mono, którzy jednak mogli być bardziej wykorzystani. Jednak ogólnie, muzyka na tej płycie to połowa sukcesu, bo Tytuz pokazuje, że potrafi zrobić cały album na całkiem zróżnicowanych podkładach, a jednak spójny klimatycznie. Fajnie to wszystko buja.     
    Pajac ma taki zwyczajny styl, sprawne flow i w tej zwyczajnej, acz udanej nawijce tkwi siła Pajaca. Ale to nie wszystko, bo ta nawijka jest o czymś, a sam rapper, wbrew ksywce, wcale nie pajacuje, tylko wkręca nam poważne rozważania o życiu - w większości osobiste. Bo Pajac nie boi się opowiadać o swoich lękach, o tym, że woli uciec od problemu, schowawszy głowę w kaptur... Nie wstydzi się faktu, że ściąga muzę z internetu, bo nie ma kasy na płyty. Do tego pije, łapie się brzytwy jak może i nagrywa. Wszystko to 'między wiaduktami', tam gdzie 'miejskie bagno, Radom'. Dzielnie sekundują mu tu przede wszystkim Kękę i Kotzi, bo reszta kolegów jest mniej wyrazista na majku, niż sam Pajac i w sumie mogłoby ich tu nie być. Teksty są bardzo ciekawe, szczere i warto na godzinkę dać się zabawić Pajacowi, który choć nie wywoła u nikogo śmiechu, to jednak przykuje uwagę do głośnika i nie puści.   
    Cóż, można już chyba mówić o radomskiej szkole rapu: o klasycznych brzmieniach, ciepłych dźwiękach i bardzo osobistych nawijkach. To kolejny, bardzo dobry strzał prosto z Radomia, jeszcze nieco niedocenianego, ale wybijającego się własnym, charakterystycznym stylem. A Pajac nagrał w tym stylu bardzo udany album. No i co z tego, że to pajac?

OCENA: 5\6


piątek, 18 kwietnia 2014

DEZO - TYLKO NIEBO JEST LIMITEM

Drakonia 2014

1. Kilka słów
2. Biegnij    feat. MIGOT
3. Modlitwa Osobista
4. Ex przyjaciele    feat. NELUX
5. Jestem Polakiem
6. Postęp     feat. EL
7. Rodzice

    Nie bardzo wiem, kto to jest Dezo, podrzucono mi ten album w komentarzach, kiedy utknąłem na tzw. bezrybiu. To kolejny reprezentant emigracji londyńskiej, nagrywający w barwach tamtejszego labelu Drakonia.
    Nie ma żadnej informacji o producentach, więc mogę sobie tylko gdybać, kto stoi za tymi dźwiękami. Przypuszczałbym, że to freeshare'owe bity, ale te zazwyczaj mają wplecione tagi producenckie co minutę - a tu ich brak (no, poza ostatnim kawałkiem). Zatem, być może, to sprawka ludzi związanych z Drakonią? Nie wiem, ale to w sumie nieistotne. To muza, która częściowo kojarzy mi się z brytyjskim garażem, jednak wcale nie leży to klimatycznie tak blisko grime'u. To syntetyczne, nowoczesne traki, nieco mroczne, ale w gruncie rzeczy nie najgorsze. Całość trwa dwadzieścia minut i nie wywołuje nudy, czy uczucia rozdrażnienia.
    Zresztą, sam Dezo również brzmi bardzo w porządku. Ma fajny głos i flow płynie po tych syntetycznych podkładach, nie potykając się o nic. Teksty również są w porządku - może niezbyt odkrywcze, ale za to szczere i osobiste. Dużo tu wynurzeń, opowieści o rodzinie, która została w Bystrzycy Kłodzkiej i niełatwej sytuacji polskich emigrantów na wyspach. Jest to rzeczywiście swoista 'modlitwa osobista', wspomagana dodatkowo przez trzech emce, zdaje mi się, że również związanych z Drakonią, którzy leżą gdzieś na środkowej półce podziemia.
    Wszystko jest ok, możliwe bity, rapper, który dźwiga konwencję spowiedzi, płyta jest krótka i nie nudna - rokuje na przyszłość. Teraz, kiedy już wiem o Drakonii, pewnie będę podglądał, co się tam dzieje, bo z biegiem czasu pewnie będzie się działo coraz więcej.

OCENA: 4-\6


czwartek, 17 kwietnia 2014

SOUTH BLUNT SYSTEM - POTĘGA W CZYNIE


My Music 2014

1. Zamknięci feat. MAJA ŁASKI
2. Ogień się pali
3. Przeświadczenia
4. Niebezpieczna jak wojna
5. Wypijmy
6. Jak nauczyć pamięć
7. Tu moje miejsce
8. Flipper
9. Nie wiem już sam
10. Marzenia    feat. TOMMY GUNZ
11. Za nas
12. Książki
13. Babilon (Black Wall Street Mixtape) feat. TOMMY GUNZ
14. Ruch planet

    To już druga płyta Szymona, którego nadal nie wiem, jak traktować, ale sprawdzam jego rzeczy chyba siłą rozpędu. Poprzedni album nie był jakiś tragiczny, ale niespecjalnie do mnie przemówił i nie spodziewałem się również szału po nowym krążku, na który nagrano podobno 23 numery i wybrano tylko najlepsze.
    Mając do dyspozycji zespół muzyków bardzo różnorodnych, można stworzyć naprawdę niezłą muzykę. I w zasadzie Szymon ją tworzy. Dzięki instrumentom i sprawnym muzykom dostajemy nawet niezłą muzykę - musimy wziąć tylko poprawkę na to, że do tego tygla wrzucono bardzo dużo. To nie jest typowa, hip hopowa muzyka, którą usłyszysz nawet w radio. Szymon ma ambicję nie tylko być wokalistą, czy rapperem - on chce być artystą. I wolno mu, a czy to wychodzi, to już inna kwestia. I w zasadzie tej muzyki ciężko się czepiać, to swoista mieszanka rapu, raggowych riddimów i popu. Takie łagodne podkłady, melodyjne, aby rozbujać publikę przed głośnikami radiowymi. I nawet zdałoby to swój egzamin, gdyby nie to, kto ma tego słuchać? Bo fani tego 'prawdziwego' rapu nie będą chcieli na ten album nawet nasrać, bo jest zbyt mainstreamowy i crossoverowy. Fani popiku nie będą chcieli słuchać, bo jednak sporo tu rapu i hip hopu, który nadal nie jest łatwostrawnym gatunkiem dla wielu. Zostają rozpłomienione gimnazjalistki, bo Szymon tak ładnie śpiewa i jest taki przystojny'.    
    No właśnie, Szymon tak ładnie śpiewa... Jego zachrypnięta maniera może nieco irytować, choć chłopak naprawdę umie śpiewać i toastować, choć nie powiem, żeby w tym wszystkim był dobrym rapperem. Kiedy wkraczają te jego zaśpiewy, jest nieźle, mimo, że może czasem brzmi to dość monotonnie. Do tego Szymon porusza sporo ważnych tematów, zarówno społecznych, jak i ogólnie życiowych, jednak w tym tkwi szkopuł. Otóż teksty są tu zwyczajnie płytkie i słabe, bo rymy są najprostsze i napisane po lini najmniejszego oporu - czasem wręcz infantylne, lub zdradzające, że Szymon nie zawsze zna znaczenie słów, których używa. Co interesujące, gości tu brak - poza wokalistką i podziemnym i mało znanym rapperem z Brooklynu, Tommy Gunz'em.
    Stało się tu dokładnie to, czego się spodziewałem. Album męczy. Nie muzycznie, ale wokalnie, bo ile można słuchać tego chrypiącego zawodzenia ciągle w tym samym klimacie? I żeby teksty jeszcze były znośniejsze, ale to jest zbyt proste. I z jednej strony doceniam otwartość Szymona i jego umiejętność łączenia stylów, ale z drugiej te 50 minut było bardzo długie...

OCENA: 3-\6


środa, 16 kwietnia 2014

DUDEK RPK - PROROK 56

Proper 2014

1. Intro
2. Pierwszy Wers   feat. MAGDA
3. Prorok
4. W poszukiwaniu szczęścia   feat. MEPHISTO
5. Czas ucieka   feat. MAGDA
6. Kim chcesz być
7. Nie przez przypadek
8. Jak to jest
9. Lepiej odłóż na papugę   feat. NIZIOŁ, SYNDYKAT
10. Najwyższa forma
11. Każdy   feat. WARUNIA MS
12. Jest jaki jest
13. Całe serce tej muzyce   feat. KONFLIKT
14. Pasja
15. Chciałbym
16. To wysiłek
17. Że to ja
18. Nigdy    feat. ŻARY JLB, KŁYZA MS, WARUNIA MS
19. Miało być w kolorze
20. Nie na niby feat. KŁYZY MS, NIZIOŁ, SYNDYKAT
21. Na twoim kwadracie
22. Kocham    feat. END, KŁYZA MS, BOSSKI ROMAK
23. Kiedy skończy się czas

    Dudek z Razem Ponad Kilo to ta lepsza połowa duetu. Poza tym, to jeden z najbardziej płodnych ulicznych rapperów - w dodatku taki, którego da się słuchać. Na ten rok DDK przewidział aż dwa albumy - póki co wyszedł jego piąty krążek.
    Znakomita większość albumu popełniona została przez Czahę i nie powiem, żeby to był zły wybór. Czaha wprawdzie robi te uliczne bity, w których jest sporo smyków i pianinek, ale... Nie są one tak chamsko wtórne, jak u wielu wtórnych producentów. Tym bardziej, że Czaha nie stosuje identycznych schematów na perkusje - często je łamie, zmienia synkopy i ma różne zestawy perkusyjne. I są to, jak mi się skojarzyło, podkłady inspirowane nieco francuskim 'realite rap', ciężkim i głębokim, groźnym i szybkim. Czaha rzadko zwalnia, a nawet kiedy to robi, wcale nie jest smętnie. Co najwyżej mas wrażenie, że jest to ścieżka dźwiękowa do jakiegoś thrillera. Co ciekawe, Dudek wziął tylko po jednym podkładzie od NWS i YCE i choć NWS dostosował się do jednorodnego klimatu Czahy i potrafił zrobić również podkład czysto uliczne, ale bez uklepywania przemielonej papki, to YCE oddał bit nieco inny, ale przez to bardziej atrakcyjny, oparty na samplu z jakiejś muzyki etnicznej, nie wiem, czy bułgarskiej, czy jakiejś latynoskiej, ale brzmi to bardzo fajnie.
    Poprzednia płyta dudka mnie mocno rozczarowała, bo o ile uważam go za jednego z lepszych uliczników, to tamten album mu nie wyszedł. Na szczęście tutaj rapper powraca w sporo lepszej formie. Owszem, jak to sam mówi, Dudek 'jest jaki jest, nie the best, ale jest' i to niby powinno wystarczyć, ale nie czarujmy się, nie zawsze wystarcza. Bo choć często Dudek ma teksty całkiem porządne, choć proste, to jednak zdarzają mu się rozmaite lapsusy i banały, wymuszające łzy żalu. Na szczęście takich radykalnych wpadek jest bardzo niewiele, a Dudek jest tu niekwestionowanym gospodarzem pełną gębą. Ciekawostką jest występ francuskiego rappera podziemnego Mephisto, a cała reszta to głównie członkowie Miejskiego Sortu, Szajki i JLB. Niestety, nie wszyscy wypadają choćby poprawnie i Dudek, mimo, że zarzeka się, że z byle kim nie nagrywa, to takiego Warunię mógłby sobie darować, bo to wybitny antytalent. Reszta też nie 'mistrzuje' na majku. Tematyka, jaka tu panuje, w sumie nie ma nic wspólnego z tytułem - żadnej mistyki, tylko prawdziwe życie na bielańskich blokach - choć mogłyby to być w sumie bloki gdziekolwiek, bo teksty są na tyle uniwersalne, że każdy ziomek spokojnie się z tym zidentyfikuje. Jedyny inny temat poruszany tu dość często, to osobliwe schudnięcie Dudka - co to kogo obchodzi, że Dudek zrzucił brzuszydło?    
    'Prorok' to chyba najlepsza płyta Dudka, może jak zwykle nieco za długa, ale bardzo porządna. Jedna z niewielu płyt ulicznych, których mogę słuchać. Bez napuszenia się, gangsterowania, na naprawdę dobrych podkładach: ciężkich i wprowadzających atmosferę niebezpieczeństwa. Co do tej długości, to na marginesie, czemu te wszystkie uliczne płyty muszą trwać po jakieś siedemdziesiąt parę minut? Ten album też by zyskał, trwając minut 50...

OCENA: 4\6