piątek, 11 lipca 2014

urlop

Za moment wyjeżdżam, nie będzie mnie pewnie do końca lipca. Dziękuję i nie wydajcie żadnego gówna beze mnie... Gdyby jednak ktoś znalazł coś ciekawego na nielegalu, zapraszam do linkowania w komentarzach.

środa, 9 lipca 2014

PEERZET & TMK BEATZ - DOKTOR MAJK

Aptaun 2014

1. Intro
2. Doktor Majk
3. Dwa cale od śmierci 
4. Pan pospinany
5. Chwalisz się czy żalisz? 
6. Jak Clark Kent, jak Bruce Wayne 
7. Reinkarnacja 
8. Nostradamus    feat. PELSON   
9. Chcę czegoś więcej 2    feat. BAZI, OXON, KOJOT 
10. Adrenalina
11. Wyjaśnijmy to
12. Wszyscy jesteśmy martwi     feat. PATOKALIPSA 
13. Psychodela (Show musi trwać)
14. Nadejdzie dzień   feat. SŁOŃ, ERIPE 
15. 12 małp
16. Aptaun bejbi
17. Doktor majk Remix

    Peerzet jest rapperem, który ostatnio zbiera wiele propsów. Może jego pierwszy legalny album nieco rozczarował, ale przecież nie był zły. Tutaj, w duecie ze zdobywającym coraz większą popularność TMK Beatz zrobili dla Aptaun kolejny materiał. Do tego piękne wydanie płyty (znowu Forin!) i mamy Doktora Majka.
    TMK sprawił, że płyta brzmi. Dudni basami, a elektronika, tak naturalna obecnie w rapie, ma bardzo fajny równoważnik w klasycznym hip hopie. TMK znalazł idealny balans pomiędzy rapem bumbapowym, a nowoczesnością. Cięzko znaleźć tu słaby podkład, praktycznie każdy z nich kiwa głową i nakręca tempo. Do tego bardzo fajną rzeczą jest zatrudnienie DJ Krótkiego, Pana Zimną Łapę i DJ Noriza na talerzach. Owszem, taki 'Jak Clark Kent, jak Bruce Wayne' jest mocniej syntetyczny, ale pasuje tu doskonale i nie boli. Zresztą, ma bardzo zabawny teledysk :) Bity są mieszanką wybuchową, wypadkową dnia dzisiejszego i Złotej Ery. Zapewne nie przypadnie do gustu wszystkim, ale na mnie te bity działają. Wyjątkowo fajna muza, taki 'njuskul, truskul, chujskul'. 
    Po wspomnianym przeze mnie rozczarowaniu pierwszym legalem, Przemek wziął sieę ostro do roboty. No i faktycznie, może dziś o sobie powiedzieć 'jestem tak wspaniały, że powinno być siedmiu mnie', jak skromnie stwierdził. Ale może sobie pozwalać, bo rymuje naprawdę wybornie, do tego jego pancze zmiatają słabiznę ze sceny jak miotła Baby Jagi. 'Jeśli jestem kotem, to tylko sfinksem, nie przychodzą głaskać mnie, tylko podziwiać'. Ale naturalnie, album to nie tylko bragga, ale wypluwane wściekle frustracje, bo PRZ nie boi się mówić otwarcie o tym, co go wkurwia - a wkurwia go wiele rzeczy. I co lepsze, czujesz w którymś momencie, że ciebie również to irytuje i w pełni zgadzasz się z rapperem, który tnie przeciwności przy samej trawie. Peerzet zaprosił na album gości, którzy... No właśnie. Pelson ze swoim archaicznym flow wpisuje się tu całkiem nieźle i stanowi odskocznię dla agresywnego Przemka. Bo kiedy wchodzą goście z krakowskiego podziemia to jest różnie. Na dużym propsie wchodzi Kojot, ale również Eripe, podobnie jak Słoń, który wprawdzie skądinąd, ale również naprawdę nieźle. Reszta płynie na fali - raz wyżej, raz niżej, ale zazwyczaj gorzej niż sam Przemek.
    Niezłe bity i Peerzet w bardzo dobrej formie - choć wielu mówi, że się skończył. Nieprawda, PRZ ma się dobrze. Jego pancze wywalają zęby, a wersy tną łeb przy samej dupie. Do mnie ten album trafia dużo bardziej, niż poprzednia płyta - po prostu przeciętna. 'Doktor Majk' jest o wiele lepszy, nie tylko dzięki bitom, ale i dzięki samemu rapperowi.

OCENA: 5-\6  


wtorek, 8 lipca 2014

EDZIO - MIMO WĄTPLIWOŚCI

Konkret96 2014

1. Intro
2. Jakoś To Będzie
3. Moja Kolej
4. Skit
5. Konsternacja
6. Moje Miejsce   feat. KRZ
7. Nie Mogę Zasnąć
8. Skit
9. Ona   feat. FERANZO
10. Mimo Wątpliwości   feat. TMK aka PIEKIELNY
11. Wiara, Nadzieja i Miłość
12. Outro
13. Mówią

    Ten, kto interesuje się i śledzi bitwy freestylowe, zapewne kojarzy tego gdańskiego rappera, bo jego lista dokonań na polu wolnego stylu jest długa. Teraz jednak Edzio postanowił zabłysnąć na polu nagrywek studyjnych - odłożył bitwy i dał nam album, na który teksty napisał.
    Produkcja tutaj to w zasadzie dwóch producentów: Dzieciak i Denis. Dwa traki przygotował Piotras, a jeden Straight Street. Szczerze mówiąc, to całkiem zwyczajna, całkiem klasyczna muza hip hopowa. Bumbapowe perkusje, które kiwają głową i nakręcają tempo, fajnie dobrane sample, pocięte i posklejane - ta zwyczajność jest raczej pozytywna, bo Edzio postarał się, aby płyta kręciła się sama, a podkłady stanowiły doskonałe tło do tego, co mówi. Tło właśnie, by nie przygniatać i tłumić wokalu. A że producenci szukali inspiracji w bardzo różnej muzyce, nam również się nie nudzi i nic słuchacza nie przytłacza. Skreczami zajęli się DJ WZF i DJ Długi - bliżej mi nieznani, ale najwyraźniej znający się na tym, co robią. Zatem muza niby bez szału, ale bardzo porządna.
    Jak to zwykle bywa, emce bitewny wcale nie musi okazać się dobrym rapperem studyjnym, a umiejętność wymyślania rymów na bieżąco nie musi oznaczać, że taki rapper napisze niezły tekst. Edzio na szczęście nie wpasował się w te ramki. Owszem, nie ma idealnej techniki i czepiać się można tu i ówdzie, ale... po co. Edzio (kurde, nie mogę z tą ksywką, niezależnie od tego, czy Edzio rzeczywiście jest Edwardem) daje sobie jednak radę, umie nawet zastosować przyspieszenia bez zbytnich potknięć i nie będę się przypierdalał. Głownie z tego powodu, że jego teksty są całkiem fajne - niekoniecznie bitewne, ale również takie życiowe: wartości w życiu, samotność, własne miejsce w życiu. Wpadają tu również całkiem dobre perełki, jak np. 'wziąłem świat we własne ręce #atlas' lub 'sam wszedłem między wrony, żeby zostać białym krukiem'. Tak, Edzio wie co i jak ma powiedzieć. Edzio jest spoko.
    Mimo dość koszmarnej jak na rappera ksywki, Edzio jest całkiem niezły, bo na szczęście nie imiona (nie mam nic do imienia Edward \ Edek itp., ale nie uważam zdrobnienia Edzio za najszczęśliwsze imię dla rappera... Kojarzy mi się raczej z dzieckiem), ani nawet okładki nie stanowią o płycie. A tu bitewne rymy zastąpione zostały refleksyjnym, przemyślanym rapem. I o to chodzi.

OCENA: 4+\6


poniedziałek, 7 lipca 2014

LUI - MIXTAPE

nielegal 2014

1. Fanaberie
2. Haj
3. Motywacja
4. Nieprzewidywalny
5. Przeznaczeni
6. Stop klatka
7. Świt
8. W drodze do spełnienia
9. Zapraszam na bal
10. Złoto

    Peel Motyff swego czasu był całkiem popularnym zespołem na naszej scenie, wydał jeden album, GRZ solówkę, po czym słuch o nich zaginął. Lui pojawiał się czasem jeszcze na jakiś różnych featuringach, ale tak naprawdę od czasu tego nieszczęsnego teledysku i singla do 'Nie jest tak źle' (bodaj najgorszego teledysku w dziejach polskiego rapu), niewiele słychać.
    Mikstejpy rządzą się własnymi prawami, to fakt. Mikstejp wszedł do sieci bez wielkiego szumu, dostępny do ściągnięcia i bez żadnego opisu, zatem nie mam pojęcia, skąd Lui wziął te bity. Żadnych nie znam, ale to przecież o niczym nie świadczy, zwłaszcza, że jest to nowoczesny rap, a ten nie jest moją mocną stroną. Tak czy siak, podkłady są w znakomitej większości niuskulowe, idące jednak w kierunku klasyki, rzadziej trapu i tym podobnych rzeczy. Nie są nawet złe, w sumie fajnie płyną i nie ma się tu czego czepić. Szkoda, że nie wiem, czyje to podkłady (znaczy, wziął od kogoś, ściągnął z netu, czy wykorzystał jakieś oficjalne instrumentale), ale tak naprawdę to przecież jest nieistotne. Ważne, że da sie tego słuchać, mimo, że czasem wchodzą lekko drażniące autotune albo znika bit na dobrą minutę (np. 'Stop klatka'). Dobra, jest ok.
    Spójrzmy prawdzie w oczy - w czasach 'Sieci', czyli w 2001 roku, Lui był chujowy jak kiełbasa z dżemem. Trzynaście lat później, choć daleko jest do ideału, progres jest widoczny. Wprawdzie czasem pobrzmiewają echa starego Luiego 'świat jest nieobliczany, znów wieje halny, przepełniony zakład penitencjarny', ale coraz rzadziej trafiają się takie babole. Lui wyciszył głos i uspokoił znacznie flow. Wydoroślał i dojrzał. Porusza tematy bardzo życiowe, stara się patrzeć trzeźwo na swoją egzystencję, czasem wręcz rozliczać z przeszłością. 'Nie ma panczy, nie ma bifu, chociaż tylu fiutów dostrzegam' - to dobry przykład tego, że Lui przestał oglądać się na innych, ale zajął się sobą i swoimi sprawami. Naprawdę, Lui jest spoko.
    Jeszcze 10 lat temu, jeśli ktoś by mi powiedział, że dam propsa Luiemu, zabiłbym drania śmiechem. A tu proszę, Lui powraca z ciekawym materiałem, może mającym nadal sporo wad, ale zupełnie słuchalnym. Nieco melancholijnym, nieco egzystencjalnym - o co w życiu nie podejrzewałbym Luiego. Ale to całkiem porządny materiał.

OCENA: 4-\6


niedziela, 6 lipca 2014

TEKA - III

Hashtag 2014

1. Gloria
2. Dzień Dobry feat. PAULINA WITON
3. Ground Zero feat. SKYZOO, SONNY
4. Droga
5. Motywacja
6. Can’t Lose U feat. PAULINA WITON
7. Ulotne
8. Uciec feat. MARCO
9. Te Kilka Sekund (Rmx)
10. Czemu
11. Dennis Rodman feat. JAY ROLE, PRWRS
12. Robię Dym feat. SENTINO

    Teka powrócił, czy tego chciałeś, czy nie. To nieistotne. Powrócił z albumem numer 3, który jest do ściągnięcia za darmo z sieci. Co więcej, goście, którzy na tym albumie występują, zaskakują zupełnie. Znaczy się co, Teka się nawrócił? Zastanawiające...
    Teka, jako producent, naturalnie sam zajął się muzyką na tej płycie. Kontynuuje on drogę, jaką obrał te parę ładnych lat wcześniej. Konsekwentnie produkuje podkłady, będące mieszanką nuskulowego rapu, nawet z elementami trapu, z r&b oraz nowoczesnego popu. Część z tego wszystkiego ma być bangerowe, część raczej melancholijnie melodyjne - i tu znowu Teka nie udaje, że jest hardkorowcem - to produkt, który powinien się sprzedać. To produkt, dla którego najbardziej usprawiedliwionymi byłyby autotunowe refreny (akurat tylko raz, ale nie o to chodzi), teledyski pełne blichtru i blingu. Jednak tego brak. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że ta produkcja wcale nie porywa, jest najzupełniej zwyczajna. Nic tu się kompletnie nie dzieje, jest powolnie, nawet jeśli cykaczy władowanych jest po kilkaset w jedną minutę. Nuda.    
    No cóż, nie da się ukryć, że Teka nie należy do grona rapperów. Na szczęście doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich niedociągnięć i ma do nich odpowiedni dystans. Mówi 'ej dobra, mogę nawijać tu nie w bit, mogę mieć słabe teksty i tak jestem ze wsi, ale nie myśl sobie że jesteś lepszy, byłem tu jeden z pierwszych i jestem tu gdzie ty chciałbyś być' - i pewnie tak właśnie jest. W 'Dzień dobry' Teka rozprawia się z całym tym szumem i hejtowaniem jego osoby - co wprawdzie nic nie zmienia, bo Teka nie udowadnia, że jest zajebisty - ale wcale tego nie chce. Odcina się od wszystkiego i robi swoje - tu plus dla niego. Minusem naturalnie jest to, że nie brzmi on wybitnie - zgaszona barwa głosu, czasem nietrafienie w bit (szczytem jest tu 'Te kilka sekund', wokalnie masakra) - choć teksty nie są wcale takie straszne. Wraz z Teką znajdziemy wielu wokalistów, którzy znacznie ubarwiają odbiór. Na pewno wartym uwagi jest wejście Skyzoo, który jakimś cudem zgodził się na udział w projekcie. Ciekawie również wchodzi inny gość z USA, Jay Role ze swoim kombinowanym flow. I nawet Prwrs wypada o niebo lepiej od Teki, mimo, że nie lata bardzo wysoko. Ale ogólnie to nuda, aż się chce wyjść z kina, cytując klasyka. I wychodzę.  
    Pomimo, że Teka podchodzi uczciwie do sprawy, zaprosił doskonałego gościa, naprawdę się postarał, to jest po prostu nudny. Album ciągnie się jak flaki z olejem, bez końca i bez uniesień. Co z tego, że jest to dość porządna muzyka, kiedy jest totalnie bezpłciowa... Strasznie mnie to zmuliło...

OCENA: 3-\6 


sobota, 5 lipca 2014

KOSA & ADISS - BRUD ULIC

nielegal 2014

1. Jesteśmy
2. Cisza    feat. CHOK, ARIK
3. Mogłem/Mógłbym
4. Popełniamy błędy   feat. TMK aka PIEKIELNY
5. To nas boli
6. Kim jesteś?
7. Nie pasujesz tam
8. Idę sam
9. Brud ulic
10. Livin’ proof 

    Ten duet istnieje na scenie jakiś już czas. Dali sie poznać nie tylko z gościnnych występów na albumach głogowskiej wizytówki: TMK Piekielnego, ale i też na swoich własnych wydawnictwach. Teraz, nadal przy współpracy z Piekielnym, ale nie przede wszystkim z nim, wydali swój kolejny, chyba drugi w karierze materiał.
    Jako że Kosa i Adiss to duet rapperów, to ktoś musiał klepnąć im bity. Tą osobą jest niejaki Jeżu, odpowiedzialny za praktycznie całość brzmienia. A brzmienie jest całkiem klasyczne i w sumie dość zwyczajne. Jeżu najwyraźniej lubi klimat nowojorski z lat Złotej Ery - daje bumbapowe perkusje, ale nieco nowocześniej wkłada na bity dźwięki. Nie ma tu żadnych ekstrawagancji, bo zazwyczaj usłyszymy tu klawisze, rzadziej dęciaki, czy syntezator, jednak sporo mamy sampli wokalnych - nie tylko z polskich piosenek, ale i np. z pieśni rosyjskich. Odstępstwem od reguły jest ostatni bonus trak, który wyprodukowany został przez Kamską, producentkę współpracującą z południową sceną kraju, dostrzeżoną również przez Aptaun. Ogólnie muzyka jest w miarę niezła, dość zwyczajna, ale ok.  
    No i miło. Rapperzy pasują idealnie do klimatu i dokładnie brzmią tak samo, jak bity - zwyczajnie i klasycznie. Nie znaczy to, że są słabi, są wręcz całkiem porządni i w porównaniu z poprzednimi produkcjami poczynili spory progres, to im trzeba przyznać. To rzecz o życiu, o takiej zwyczajnej egzystencji chłopaków z miasta, którzy bez oporów mówią o swoich emocjach i uczuciach, pokazując, że rapper też może być wrażliwy i mieć uczucia. Obaj, i Kosa i Adiss, mają przeciętne głosy i zwykłe flow, jednak dobrze ogarniają mikrofon i słucha się ich całkiem nieźle. Goście są w bardzo podobnym stylu, tak, że razem współbrzmią i nikt nikomu nie kradnie szoł.
    Te niecałe pół godziny z Adissem i Kosą nie jest czasem zmarnowanym, choć takich albumów rocznie wyłazi z podziemia sporo. Jednak to zespół rokujący, z nieco rzemieślniczymi, ale porządnymi rapperami i całkiem znośną muzyką. Można sprawdzić, choć główną wadą tego materiału jest ta, którą można najlepiej określić przymiotnikiem 'zwyczajny'.

OCENA: 4-\6


piątek, 4 lipca 2014

SONGO - W DRODZE PO SWOJE

nielegal 2014

1. Zawartość Treści
2. To Dla Tych    feat. PIETRAS, NIZIOŁ
3. Szybkie Życie   feat. KOPSON, SENDEK, PEREK
4. Jestem Stąd
5. Mam Cel
6. W Drodze Po Swoje   feat. PIETRAS, DUDEK DDK
7. Wiem Co Robię
8. Po Swojemu    feat. BONUS RPK, ARCZI
9. Co Jest Tobie Drogie   feat. OMERTA, EGON
10. Chciał Bym Kiedyś
11. Zmiany    feat. KALA, DAWIDZIOR
12. Na Planszy Życia
13. Wstać Po Upadku     feat. HDS, PANTUL, DMK
14. Ile Razy Jeszcze
15. Historia Kiepa    feat. ŻABOL, OŚWA
16. Co Poradzisz    feat. NIZIOŁ, ARCZI, HIPIS, GRABARZ, OMERTA, BONUS RPK, ARTURO
17. Krakowski Klimat    feat. HIPIS
18. Tempo Miasta    feat. MDM, HIPIS
19. Z Życia Wzięty Rap    feat. PIETRAS

    Songo, koleś z krakowskiej Omerty - hardkorowej, ulicznej grupy, wydał właśnie solówkę. Wyznam, że rap Omerty, ogólnie rzecz biorąc, do mnie zupełnie nie trafia. Jest prostacki, o typowo ulicznym brzmieniu i nie wyróżnia się zupełnie niczym. Po takim wstępie ktoś mógłby powiedzieć, że po chuj tego w ogóle słucham? To oczywiste, bo nie mogę mieć zdania na jakiś temat, jeśli go nie znam - zatem płyty Songo uważnie wysłuchałem - a nuż mnie czymś zaskoczy?
    Znakomitą większość albumu zrobili WRDZ i Urban. Odpowiedzialni są oni za ogólne brzmienie płyty, najbardziej typowe uliczne brzmienie pod słońcem. Ok, wpadł mi w ucho podkład do 'Co jest tobie drogie' od WRDZ, ale to sporadyczny wypadek. Reszta zwyczajnie jest zrobiona jak spod kalki. No dobra, fajny jest jeszcze 'Na planszy życia' z rockowym zacięciem - pomijam zupełnie tekst oraz nieco orientalny 'Historia kiepa' od Urbana. DNA okazuje się, że potrafi wejść w ten uliczny klimat, ale przynajmniej ten nieco g-funkowy bit, wzbogacony o solową partię na dęciaku wyróżnia się spomiędzy tych beznamiętnych ulicznych hitów. Zich dał tu aż cztery traki, częściowo typowo uliczne, ale również takie nuskulowe, obfitujące w brzęczące basy i mające dobre tempo. Jest Fuso z kolejnym typowym ulicznym trakiem, Wuszu wprowadza nieco g-funku do gry w 'Mam cel', Zwirek ma podkłady mocno elektroniczne, podchodzące miejscami pod brzmienie techno - a co najmniej klubowe. TBR zrobił oszczędny i nieco plastikowy bit do 'Wstać po upadku' - całkiem przyjemny, no i jeszcze Wowo z kolejnym ulicznym trakiem. Jest średnio, ale poza poprzeczkę typowej ławkowej produkcji wybija się parę podkładów.
    'Posłuchaj mnie tu ziomku, byś nie stracił wątku'. Songo to rapper przeciętny, który wprawdzie potrafi popłynąć na tyle, żeby nie biło po uszach, ale kurde... Ja rozumiem treści, które chce przekazać: iść przed siebie, realizować cele, podnosić się po porażkach, śmierć konfidentem, życie w mieście takie trudne. Ale po pierwsze, na każdej płycie tzw. ulicznej jest dokładnie to samo, a po drugie, te wersy są tak beznadziejnie nijakie i prostackie, że człowiek wali fejspalmy jeden za drugim. Bo czy rymy typu trak-fakt-świat-brat i szoku-spokój-bloku mogą czymś zaskoczyć? Ok, jeszcze gdyby treść była bardziej konkretna, jakieś porównania, jakieś wersy, które spowodują zainteresowanie. Ale nie. Blablabla, pierdolenie kocopałów o prawdziwym ulicznym życiu. Do tego chóru banałów dołączają goście, którzy jak jeden mąż, brzmią kompletnie identycznie. 'Jebać spedalony bauns masz tu czysty underground', a i tak rekordy pod względem wciskania bzdetów bije HDS z tekstem 'nigdy nie leżałem, ale się podnoszę', choć i reszta tekstu powoduje podniesienie brwi i na usta ciśnie się WAAAT???
    O ile muzyki da się słuchać, bo zdarzają się tu również fajne muzycznie numery - to rapperzy są na tyle beznadziejni, że tracisz ochotę do słuchania bardzo szybko. I im więcej bzdur próbują ci wepchnąć do głowy, tym bardziej przestajesz słuchać. Naprawdę starałem się być skupiony i słuchać uważnie, ale na miłość boską, ileż można słuchać takich pierdół? Nie ma tu ani jednego dobrego rappera. Nawet jebanego jednego. Nawet Dudek, najbardziej chyba utalentowany z nich wszystkich, przepadł w bylejakości. Ja wiem, że na takie rzeczy jest popyt, ale gimnazjum zaraz dorośnie i płyta zginie w niebycie. Dramat.

OCENA: 2+\6