środa, 15 stycznia 2014

CENTRUM STRONA - ŚWIADKOWIE PATOLOGII

Hemp 2013

1. Intro (Palę baty)
2. Klasyka
3. WTF?    feat. RYFA RI
4. Kontrast
5. Wielki brat       feat. BRZ 
6. Usłysz głos
7. Zacznij krzyczeć 
8. K.P.W.R 
9. Wolne konopie
10. Świadkowie patologii
11. Czas     feat. JUNIOR STRESS
12. Rysy na szybie wyobraźni
13. Na rejonach
14. Chcesz to hejtuj 
15. To nie tak
16. Wojna    feat. SENSI, TYTSON 
17. Dziękuj     feat. HEMP GRU 
18. Nie jaram się!    feat. RNS 
19. Weź się nie denerwuj.
20. Skacz! 
21. Koleżcy (outro) 

    Ostatnio Częstochowa przeżywa renesans. Zwycięzcy Żywego Rapu dostali szansę w Hemp Records na wydanie swojego debiutu. Złoty, Matis, Igor i DJ Boski Piotrek siedzą głęboko w Złotej Erze rapu i zapragnęli wydać album poświęcony w całości latom '90. Wprawdzie okładka mnie mocno odrzuciła, ale znam sporo dobrych płyt z beznadziejnymi okładkami - wprawdzie wewnątrz okładki sprawa się wyjaśnia, dlaczego tak, a nie inaczej, jednak nie zachęca mnie to nadal...
    Większość płyty sprawił sam Matis, udzielający się zarówno na majku, jak i za konsolą. Pamiętacie akcję z Hurragun? Mamy tu dokładnie tę samą jazdę. Bity są w stylu Funkdoobiest i DJ Muggs oraz nowojorskiego podziemia. Trzeszczy winyl, sporo skreczy, grają funkowe sample - wszystko tak, jak powinno być. I nawet, jeśli mamy tu kilka podkładów od innych osób, wszystkie są osadzone dokładnie w klimacie Złotej Ery. Nawet Ostry odsunął polerkę i zrobił brudny, bujający głową numer. Tak samo, jak Krazy Krauze, Szwed - który, o dziwo, nie sprzedał nam kolejnego, takiego samego ulicznego bitu, DJ Eprom i Mżawski, który niejako przetarł szlaki produkując dwa lata temu Hurragun. No i zapomnieć nie można o bitboxowych wstawkach Igora oraz skreczach Boskiego Piotrka! Tak więc bity zabierają nas w lata '91-'94 do Nowego Jorku, gdzie możemy się poszwendać po kanałach miasta, jednak w końcu zamiast bujać, nużą...   
    Dwóch emce, Złoty i Matis, wiedzą, o co chodzi w tej bajce. Złoty jest szorstki i warczący, Matis ma nieco lżejszy głos i flow i pasują idealnie do tych hardkorowych produkcji. Tak samo, jak ich teksty i choć nie stanowią one poezji, są jakby kolejnym instrumentem. Wiecie, nie ma tu na czym zawiesić ucha kompletnie, chłopaki sobie rymują i tyle. Gadają o ciężkim życiu, o miejskim monitoringu, miłości do klasycznego rapu, czy dążeniu do swojego... Standard, w dodatku ubrany w banały. Ale przyznam, że wcale to nie przeszkadza, bo włączasz tę płytę dla jej swoistego klimatu. Wprawdzie często zalatuje to przyśpiewkami wczesnego Liroy'a z płyty 'Albóóóm', ale... Przecież to w gruncie rzeczy ten sam klimat, tak? Z gości wyróżnia się Ryfa Ri, sympatycznie brzmi Junior Stress na refrenie, BRZ przemknął niezauważalnie, Sensi z Tytsonem pasują idealnie do Złotego i Matisa, bo są na dokładnie identycznym poziomie jebania komunałów. Za to Hemp Gru, wreszcie na innym podkładzie, niż zwykle, wyszli całkiem fajnie, pomijając gadki-szmatki Wilka, zlituj się Panie...   
    Szczerze mówiąc, choć pomysł i wajb mi się podobają, po 20 minutach płyta zaczęła mnie męczyć i ledwo wreszcie dotrwałem do 68-mej... Zdecydowanie jest tego za dużo, choć w teorii jest to fajna płyta, to tej esencji jest tu tak dużo, że nie smakuje wybornie. Zwyczajnie większość albumu zlewa się w jeden, baaardzo długi kawałek. Może kolejny materiał?

OCENA: 3\6


wtorek, 14 stycznia 2014

SOBOTA - X PRZYKAZAŃ

Stopro 2013

X Przykazan Intro
I. Nie Będziesz Miał Bogów Cudzych Przede Mną
II. Nie Będziesz Brał Imienia Pana Boga Swego Nadaremnie
III. Pamietaj Abyś Dzień Święty Święcił
IV. Czcij Ojca Swego I Matkę Swoją
V. Nie Zabijaj
VI. Nie Cudzołóż
VII. Nie Kradnij
VIII. Nie Mów Fałszywego Świadectwa Przeciw Bliźniemu Swemu
IX. Nie Pożądaj Żony Bliźniego Swego
X. Ani Żadnej Rzeczy, Która Jego Jest
X Przykazań Outro
XI. Kochaj Bliźniego Swego Jak Siebie Samego    feat. RENA, BORIXON, TOMB, MATHEO, BONSON, KIERU, FREON A.D.H.D., STRACH A.D.H.D., MUSTAFA A.D.H.D., WINI

    Trochę dziwne wydało mi się na początku zestawienie Soboty z kościelnymi organami na okładce i koncepcją dziesięciu przykazań. To party animal nawrócił się na chrześcijańskie rapsy? Potem przeczytałem dość mieszane recenzje na temat albumu i... poczułem się zaintrygowany. Sobota nie należy do moich ulubionych rapperów, ale nie bolą mnie od niego uszy, więc pozwalam sobie czasem na słuchanie jego płyt...
    Matheo to nietuzinkowa postać na naszej scenie producenckiej. Potrafi w zasadzie zrobić z bitem wszystko, co chce. A jeśli jest to płyta, na którą twórcy patrzą przez pryzmat X Przykazań? To nadal w większości elektroniczna produkcja, ale przecież Matheo lubi używać również prawdziwych instrumentów, dzięki czemu mamy tu nie tylko gitary - zarówno akustyczne, jak i elektryczne, ale duże partie materiału nagrane zostały w szczecińskich kościołach na tamtejszych organach i z akompaniamentem chórów kościelnych. To niewątpliwie wyjątkowe wydawnictwo, trochę połączenie Enigmy (kto pamięta projekt Sandry i Cretu?) z Three 6 Mafia. A bit do 'Nie kradnij' to miazga killer, refren mnie rozwalił i położył na łopatki. Po prawdzie nie każdy bit jest zachwycający - niektóre zwyczajnie męczą, jednak uznaję wyjątkowość projektu i oryginalność pomysłu.         
    Sobota nieźle to sobie wymyślił. Oczywiście, daleko płycie do tego, żeby puszczało ją Radio Maryja w powerplay, ale koncept jest bardzo intrygujący. To 10 przykazań, które zostały niejako przetrawione przez Sobotę i wyplute przez niego w rymach. Tu nie chodzi o Jezusa, choć sporo odwołań do niego. Tu Bogiem jest Rap i 'nie będziesz miał bogów obcych przed nim'. Oprócz tego Sobota oddaje szacunek rodzicielom, nawołuje do wykorzystania swojego talentu, a nie mordowania go i rozmieniania się na drobne, piętnuje plotki i donosy, a także krytykuje poligamię i zdrady. W zasadzie przekaz jest bardzo porządny (prawilny?) i do treści nie można się przyczepić, czasem może zawodzi technika, ale to szczegół, bo pośród burzy organów kościelnych i zawodzenia chórów niedociągnięcia nikną. Przez większość płyty Sobota jedzie sam, ale jest jeszcze ostatni kawałek, na którym zgromadzeni są szczecińscy emce - istny przegląd talentów Stopro...   
    Owszem, projekt jest wybitnie unikatowy, ale nie powiem, żebym rzucił się na kolana i zaczął bić pokłony. To całkiem intrygująca płyta - nie wstrząsnęła mną, ale wywarła odpowiednie wrażenie. Album ciekawy, ale żebym się zachwycił, to nie powiem... 

OCENA: 4\6


poniedziałek, 13 stycznia 2014

VNM - PROPEJN

Prosto 2013

1. Zawada 2k13    feat. FLOJD
2. Hajs Się Zgadza 
3. Zapiekanki 
4. Propejn 
5. Fan 2 
6. Spejsszyp   feat. KAMILA BAGNOWSKA 
7. Obiecaj Mi    feat. TOMSON
8. Reintrospekcja 
9. Znów
10. Szempejn Papyn 
11. Bipolar
12. Ale Kiedy
13. Blizna

    Nie jestem fanem Vałenema. To znaczy, szanuję jego skillsy, ale jego gust muzyczny tragicznie rozmija się z moim i tych elektronicznych wypocin nie jestem w stanie przełknąć. I choć dwie poprzednie płyty zebrały świetne recenzje, ja nie mogę tego słuchać. Te syntetyczne wycia wyprowadzają mnie z równowagi. Dlatego sięgnąłem po 'ProPejn' bez żadnych wielkich oczekiwań...
    Nie jestem fanem SoDrumatic'a. Denerwują mnie jego plastikowe melodyjki i ambitne aranże. I ledwo włączyłem album - JEB! Dostałem w banię genialnym podkładem do 'Zawada 2k13', za którym wjechał kawałek w stylu 'Flowrider', który jest jednym z najlepszych bitów Drumatica w ogóle. Po czym wszedł stary, dobrze znany SoDrumatic, z tanimi melodyjkami i artystycznym składaniem podkładów. Kurwa, do czego ten rap zmierza, kiedy rapperzy rymują do bitów bez perkusji? Rap, kurwa, po angielsku, znaczy stuknięcie, walnięcie i od tego pochodzi. Dlaczego więc nic tu nie puka, ani nie stuka, tylko brzęczy? Gdzie jest rap, ja się pytam? rozumiem zrobić jeden kawałek bez bębnów, bo to może być ciekawym urozmaiceniem, ale 50% albumu rapowego bez perkusji? Niga pliz, getdafakałtofhir. Za to właśnie nie lubię SoDrumatica - nazwij jego muzykę, jak chcesz, ale chuj to nie rap i nic mnie do tego nie przekona. Tym bardziej, że wiem, że koleś potrafi zrobić naprawdę zajebiste rapowe podkłady i nie pojmuję, jak można tak się rozwadniać. Ok, pomiędzy tymi rozwlekłymi trakami znajdzie się jeszcze parę udanych rzeczy mimo wszystko ('Spejsszyp', czy 'Obiecaj mi'), ale niech zalety nie przesłonią nam wad.  
    I prawdę mówiąc, żeby nie V, to nie dałoby się tego słuchać. Bo rapper płynie, on nie idzie po bicie, tylko unosi się lekko ponad, lewitując i przelatując lekko nad wszelkimi wybrykami podkładu. Do tego V niesie swoim wokalem i tekstami tak silne pokłady emocji, że czasem wciska w fotel. Nie ważne, o czym mówi, może gadać o miłości, jak w 'Spejszyp': 'Myśli błądzą po pokoju, wzrok pada na białe ściany \ Znów plany nie wyszły, poszliśmy rano tu spać pijani \ Obiecaliśmy sobie nigdy więcej, ale naszych \ Faili częstotliwość jest wysoka jak wiele kiloherców \ Bo miałaś wpaść na lampkę wina na update \ Co u ciebie, odkąd nie jestem już twoim żuczkiem #Paul_McCartney' (ten hasztag na końcu mistrzowski). Równie dobrze może lecieć z bragga 'Te ziomki z bloku wątpili kiedyś i chciałbym widzieć ich miny teraz \ Skąd pochodzę, na typa jak ja z tym kwitem teraz patrzyliśmy jak na milionera \ Od stresu tu pod oczami te śliwy pożółkły #mirabela \ Ale za to, te, kurwa, flow tu płynie teraz jak Primavera' albo chwalić swój (opuszczony, zdaje mi się, jakiś czas temu) Elbląg i dzielnię Zawada. Ok, do VNMa nie ma się co czepiać - może czasem zbyt odjeżdża w kierunku tych nowych 'trądów' (bo nie trendów) w rapie: lilłejnizi, czy drejka. Spójności płycie dodaje prawie brak gości - poza śpiewającymi Tomsonem i Kamilą, jest tu tylko elbląski ziomek V, Flojd, który wypadł również bardzo dobrze.
    No dobra, płaczę nad muzyką na albumie, nie dlatego, że jest bardzo słaba, tylko dlatego, że ktoś śmie nazywać to rapem. A z rapem to ma tyle wspólnego, że to słowo po angielsku może oznaczać również biczować, dawać komuś nauczkę - i to robi właśnie VNM. Najlepszy kawałek to zdecydowanie 'Zawada 2k13' - wielki kiler. Jest jeszcze parę dość udanych kawałków, ale... reszta to rozlazłe kawałki ambientowe. Nawet nie jest ten krążek taki zły, ale znowu mało tu konkretu.

OCENA: 4-\6


niedziela, 12 stycznia 2014

DISET - HIGH DEFINITION: 2 VICTORIA I POKÓJ

Aptaun 2013

1. Profesjonalny marzyciel   feat. TALLIB
2. Victoria i Pokój
3. Dwa języki    feat. KINGA PĘDZIŃSKA
4. Bill Hicks
5. !EGOFLY
6. Szklane niebo    feat. ZEUS
7. SurVivat    feat. FAT MATTHEW
8. Po co mi ten chłód    feat. W.E.N.A.
9. Więcej świateł
10. Filmy w mojej głowie    feat. TE-TRIS
11. Synergia
12. Życie jest dobre
13. Interlude
14. Morfina 2

    Druga płyta lubelskiego rappera rozeszła się ze sklepu Aptaun jak świeże bułeczki na wyprzedaży w Biedronce. Diset podszedł niezwykle sumiennie do procesu tworzenia albumu, sprawował nad wszystkim osobistą pieczę i zaprosił do nagrania tylko gości, którzy w jego mniemaniu mogli coś wnieść do świeżości materiału.
    Muzycznie dominuje tu Nerwus, ale poza nim podkłady robili Młody GRO, Tetris, Bejotka, Milion Marek, Bob Air i voskovy. To przede wszystkim muzyka nowoczesna, w wiĘkszości pozbawiona sampli, choć napotkamy tu nieco wstawek, wykorzystujących najczęściej jazzowe, mało popularne ścieżki. No ok, Bejotka zrobił dość typowy, choć nakręcający tempo podkład w stylu nowojorskiej klasyki ('!EGOFLY'). Do tego producenci wykorzystują żywe instrumenty - nie raz i nie dwa gitarę, a także saksofon. Podkłady GRO coraz większy mają odchył w stronę syntetyczną, co przestaje mi się najczęściej podobać. Co więcej, tam gdzie łapy maczają Bober i Tet, poziom tego njuskulowego klimatu wydaje się przekraczać granice dobrego smaku. Milion Marek jest nieco popowo-nudnawy, a Voskovy . Najlepiej w moich uszach natomiast brzmi Nerwus, który potrafi idealnie scalić stare z nowym i daje radę zrobić tu najciekawsze, moim skromnym zdaniem, podkłady.
    Obiektywnie rzecz biorąc, Diset to rapper wielowarstwowy. Co tam rapper, to wokalista pełną gębą. Pomijając zarzuty o kserowanie niektórych innych wykonawców i podrabianie ich stylówki, trzeba przyznać, że chłopak ma coś w swoim stylu. Diset śpiewa, moduluje głos i jego flow jest wręcz idealne. Do tego teksty, które sa naprawdę przemyślane i mówią o czyms więcej, niż życie typka z osiedla. To raczej wewnętrzne wojny rappera: o adrenalinę w życiu 'Jadę miastem, widzę ciemne bramy, ciemnych obok typów \ Mam jaskrę od tej sennej chmary, bez krzty kolorytu  \ Rozumiesz? Ślepnę od braku światła \ Ślepnę od braku wrażeń, tonę w rzece ciemności #katarakta' albo o szczerość przekazu i etykę 'Żaden ze mnie pustynnik filozof, ale wkurwia mnie motłoch \ Z jednej strony ambony i small-talk, z drugiej reklamy i talk-show \ Szanuj słowo, jak mnie ten wygadany chłystek wnerwia \ U mnie na bloku raz dwa schowałbyś se tę charyzmę w piętach \ Ludzie niewoleni coraz bardziej i sprawniej - jak tak zajrzeć w historię'. Zresztą, w tym kawałku wykorzystany jest fragment z występu kontrowersyjnego, zmarłego jakieś 10 lat temu komika amerykańskiego - tytułowego Billa Hicks'a. Z każdego wersu wychodzi obraz człowieka wykształconego, który zna się na ogólnie pojętej kulturze i świadomie wybierającego rzeczy dla siebie - bo ma świadomość. Do pary z Disetem jest kilku gości, choć tak naprawdę zastrzelił mnie Zeus swoim wejściem, bo reszta po prostu jest, a angielskie refreny Kingi Pędzińskiej sprawiają, że bolą mnie zębodoły. Najbardziej leżą mi kawałki 'Bill Hicks' i 'Szklane niebo', jednak sporo tu tej nowej (najnowszej) szkoły rapu, przez co mój odbiór nieco siada - a 'Morfina 2' jest dla mnie totalnie niestrawna, choć na bicie Nerwusa...
    Z jednej strony uzdolniony rapper, ze świetnym flow i niezłymi tekstami. Z drugiej te jebane syntetyczne melodyjki, wokalizery i autotuny - od wspomnianej 'Morfiny 2' dostałem jakiś pieprzonych drgawek nerwowych przy wyciu w końcówce i musiałem to wyłączyć. Niemniej jednak jest tu sporo dobrych rzeczy, jednak nie przesadzałbym z płytą roku. Dobry album, ale bez przesady.

OCENA: 4\6


sobota, 11 stycznia 2014

WDOWA - LISTOPAD EP

Alkopoligamia 2013

1. Intro
2. Listopad
3. Kim Jestem?   feat. DJ SPOX
4. To co jest walką
5. Deszczowa Piosenka
6. Pięści
7. Szczęście
8. Outro

    Jak już wspominałem, w tym roku nastąpił istny wysyp rapperek i ich płyt. Wdowa od dawna należy do najlepszych emce, nie tylko wśród kobiet, ale ma swoje miejsce gdzieś na Olimpie polskiego rapu. Po ostatniej, fantastycznie przyjętej płycie, Wdowa wypuszcza teraz jesienną epkę.
    Zgodnie z tytułem, klimat muzyki jest iście jesienny i listopadowy. Fleczer, odpowiedzialny za bity, zrobił melodyjne, acz syntetyczne podkłady, oparte na klawiszach, na których producent wygrywa melodyjki. Szczerze mówiąc, zupełnie mnie te bity nie wzruszyły, po prostu przeleciały przez uszy i nie znalazłem w muzyce nic, co zatrzymałoby mnie przy niej na dłużej. Może dlatego, że te podkłady są typowo... kobiece. Takie, które swoją melancholią i takim wręcz ukrytą romantycznością niewątpliwie owiną ciepłym szalem kobiecą duszę. I z tego co czytałem w zapowiedziach płyty, Wdowa właśnie została urzeczona delikatnością muzyki. Miekkie, delikatne... Średnio do mnie przemawiają... Tylko DJ Spox nieco urozmaicił listopadową melancholię.
    Wdowa spiłowała pazurki, zawinęła się w ciepły kocyk, chwyciła kubek z ciepłą herbatą i zaczęła snuć listopadowe historie. Również typowo kobiece. To swego rodzaju striptiz emocjonalny, próba wyjaśnienia, dlaczego i kiedy kobiety płaczą, sposób na odnalezienie samej siebie pośród prozy życia. Oczywiście, stylowo i technicznie to ta sama Wdowa, którą dobrze znamy, ale tekstowo rapperka postanowiła tym razem pokazać się zupełnie od wewnątrz i opowiedzieć o swoich smutkach i radościach.Dla zachowania spójności nie mamy tu żadnych gości - i słusznie, bo to zbyt osobisty krążek, aby rozwadniać go zbędnymi featuringami.
    I mam niejaki problem z tym albumem. Bo niby jest niezły, ale nie porusza mnie tak, jak poprzednie. Wydaje mi się, że Wdowa trafiła idealnie w lukę na scenie - zrobiła rap dla kobiet. Takich dojrzalszych niż sypanie się na imprezach w kiblu, czy lodzik za doładowanie komórki. To dojrzały kobiecy rap, który na pewno znajdzie większe uznanie wśród płci pięknej, niż u facetów. Choć tak obiektywnie, to niezła płyta.

OCENA: 4\6     


piątek, 10 stycznia 2014

GANJA MAFIA - WIESZ, CO SIĘ KRUSZY

Ganja Mafia 2013

1. Intro - Papa Skit
2. Wiesz Co Się Kruszy 
3. Pole Marysi  
4. Gdy Ujrzałem Drogę 
5. Perpettummobile
6. Co Ci Śmierdzi 
7. Dobre Geesy 
8. Love Haze Skit
9. Love Haze 
10. Bujam Się Z Tym
11. Wirus 
12. Chcesz Więcej? 
13. Słaby Skun Skit
14. Prawdziwi Palacze 
15. Mam 5 Tego 
16. Fake Mc Skit
17. Fake Mc
18. Śledzimy Sny
19.Outro - Wiesz Co Się Kręci Skit

    Ganja Mafia to już spora firma na naszym rapowym poletku. Ciuchy, płyty, koncerty i... jaranie. Kali, Kacper HTA i grupa Fonos (Ruby, Felipe, GMB, MTI). Już sam tytuł płyty, pomijając nazwę grupy, świadczy o tym, wokół czego krąży laser cd plejera. Zapowiada się przejarana płyta...
    Większość albumu wysmażył (że tak to ujmę) PSR, z niewielką pomocą Gibbsa (dwa dżointy) i I'Scream (jeden skręt). i choć znakomita większość pochodzi spod rąk PSRa, to jego paleta bitów jest doprawdy ogromna. Chłop potrafi skleić truskulowy podkład, oparty na fajnych samplach i kiwającej perkusji, ale z drugiej strony umie poskładać nowoczesne, syntetyczne rzeczy, które brzmią zadziwiająco dobrze, nawet kojarzą mi się z house'm z lat '90, jak w 'Dobre geesy'. Co więcej, PSR udowadnia, że nie jest gorszy od Donatana i jak zrobił folkowy podkład do 'Pole Marysi', to podłoga ucieka Ci spod nóg i poślady same machają do górolskich srzypek. No i nie da się pominąć oczywistego followupu do 'I got 5 on it' - klasycznego hymnu jaraczy Luniz sprzed prawie 20 lat w 'Mam 5 tego'. I Scream za to ma podkład, który kojarzy mi się nieodparcie z produkcjami Dr Dre - i sposób złożenia perkusji, i to pianinko... Gibbs ma również nowoczesne podkłady, nie wyróżniające się spomiędzy PSR, choć nie koniecznie lepsze.  
    Emce obecni na płycie nie są wirtuozami stylu, o nie. Ale zupełnie tutaj to nie przeszkadza. Pomijam, że bardzo lubię Kacpra, nawet nie wiem, za co, ale leży mi jego styl - ogólnie każdy z rapperów pasuje nie dość, że do klimatu, to do tych różnorodnych podkładów. Prostota stylu, mało wybredne teksty - i zadziwiająco to kompletnie jest tu zupełnie usprawiedliwione. Jeśli już sięgasz po ten krążek, musisz wiedzieć, czego się spodziewać - przecież tytuł, nazwa grupy i okładka wyraźnie wskazują, że to rzeczywiście przejarana płyta. Dym z jointa przewija się przez imprezki, zielone pola marii, a nawet sytuacje łóżkowo-romantyczne. Okazuje się, że temat jarania można ująć na dziesiątki sposobów i wcale nie będzie się to nudzić.
    Kurde, to bardzo fajna płyta. Trzeba do niej podejść z niejakim dystansem, ale przyznam, że weszła mi bardzo dobrze i wcale nie ma zamiaru wyjść - rozsiadła się w uszach i plejerze i jara w najlepsze. To Ganja Mafia Ziom! Wbrew moim spodziewaniom, świetna, pozytywna i przydymiona płytka, której bardzo dobrze się słucha. Pod warunkiem, że się nie spinasz i podejdziesz do niej na luzie.

OCENA: 4+\6


czwartek, 9 stycznia 2014

ZAWA & GOTI - MIEJSKA ALCHEMIA

nielegal 2013

1. Intro    feat. DJ SOINA
2. Co U Ciebie
3. Sukces
4. Miejsca Z Przeszłości    feat. PASTOR, DJ MARYO
5. Pytania Bez Odpowiedzi
6. Pomysł
7. Z Miasta Do Miasta
8. Puka Wieczór   feat. GALON, KOWALL
9. Kac (Skit)
10. Miejska Alchemia
11. Zyski
12. Utopia    feat. SCA
13. Gasną
14. Problem    feat. SCA, DREX
15. Urban Warfare

    To kolejna płyta, która wyszła tuż przed wigilią, choć tym razem ów album zapowiadany był grubo rok temu. Zawa i producent Goti spory czas temu przetransportowali się z Chodzieży do poznania i tu robią swój rap - ich debiut na pewno nie dotarł jeszcze do wielu osób - zresztą, jak to nielegale, często nawet wartościowe rzeczy nie są znane.
    W duecie to Goti jest człowiekiem od muzyki. Znają go pewnie (lub choćby kojarzą) fani rapu, bo przecież on był jednym z producentów na poprzednim VNM-ie, czy na wspólnym projekcie Ramony i Kowalla. A Goti to całkiem sprytny producent, bo potrafi zrobić pełen wachlarz bitów tak, aby nie zanudzić słuchacza monotonią. Są traki iście folkowe ('Co u Ciebie'), są takie nieco trapowo-dubstepne ('Sukces'), są typowo truskulowe ('Miejsca z przeszłości'), są bangery ('Pomysł'), a nawet kilka wtrętów z g-funkowymi piszczałami (m.in. 'Puka wieczór'). Pełen przekrój i bardzo niewiele kiepskich momentów sprawia, że głowa się kiwa i słucha się albumu naprawdę dobrze. Szkoda, że tak mało wykorzystani są gościnni DJe...     
    Zawa nie jest tak dobrym rapperem, jak Goti producentem, niestety. Choć 'to nasz wspólny projekt, w który włożyliśmy serce' i słychać, że Zawa 'lata wciąż na tych bitach', ale nie zrobiło to na mnie wiekszego wrażenia. Głos w porządku, technika ok - nie chcę powiedzieć, że Zawa jest słaby. Po prostu jest w porządku, tak jak cała armia rapperów w podziemiu i nie wyróżnia się niczym specjalnym. Szczęściem w tej sytuacji jest fakt, że rapper wcale nie jest zły i daje sobie znakomicie radę na bitach kolegi i słuchanie go nie należy do ciężkiego obowiązku. Wręcz przeciwnie, jego wokal i flow są miłe dla ucha, a teksty nie niszczą słuchu. Nie ma tu czego cytować, ale wszystko jest na mniej więcej równym poziomie. Na płycie znajdziemy gości, których da się podzielić na dwa obozy. Pierwszy, to poznański fejm: Galon i Kowall lecą w imprezowym klimacie i na poziomie Zawy. Druga część to promocja koleżkowców z Chodzieży: mocno przeciętny Pastor, dość porządny SCA i raggujący Drex. Bilans gości wychodzi w sumie nieco na plus. 
    Kurde, bardzo fajna płyta. Niby mówię, że Zawa nie jest świetnym emce, ale... wcale nie musi, wystarczy, że jest dobry. A jest dobry wystarczająco, żeby na muzie od Gotiego zapewnić 48 minut dobrej rozrywki. Najlepsze kawałki moim zdaniem to 'Co U Ciebie', 'Pytania', 'Zyski', 'Bez Odpowiedzi', ale słabego numeru dla odmiany w ogóle nie stwierdziłem. Pozytywna (al)chemia tu się tworzy, warto sprawdzić!

ODSŁUCH

OCENA: 5-\6