Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

REST - WIARA NADZIEJA MIŁOŚĆ

Step 2015

1. Start 
2. REST 
3. Wiara feat. BEZCZEL, ERO
4. Póki co
5. Czarna Wizja
6. Odpowiedzialność feat. PIETRAS  
7. Daj Boże 
8. Nie powiem Ci jak żyć feat. POLSKA WERSJA, SAFUL   
9. Nadzieja    feat. EMAZET 
10. Najwyższa wartość feat. SOWA, KACPER, KALI, JONGMEN, MICHRUS, DAWIDZIOR 
11. Dokąd idę?
12. Sam Wiesz feat. DuUDEK P56 
13. Nie Pozwól feat. NIZIOŁ, ŻABA, KAFAR 
14. Miłość feat. MARLENA PATYNKO
15. REST (Wilkulon Remix)
16. Nie pozwól feat. NIZIOŁ, ŻABA, KAFAR (DNA Remix)
17. Najwyższa wartość feat. SOWA, KACPER, KALI, JONGMEN, MICHRUS, DAWIDZIOR (DNA Remix)
18. Daj Boże (Wersja archiwalna)

    Tak to już jest, że jak w grupie jest dużo rapperów, to po sukcesie wspólnych płyt ekipa zaczyna iść na swoje i każdy próbuje realizować własne wizje, na które w zespole nie byłoby szans. Dlatego pod koniec roku dostaliśmy kolejną solówkę z szeregów Dixona. Płyta Kafara niewiele różniła się od dokonań D37, więc nie miałem złudzeń, że tu będzie inaczej.    
    Rest zgromadził na swojej płycie całą paletę producentów. Kriso, Choina, Wits, Dies, Czaha, NWS, Goofer, Feru, Pawbeats, Dos, Kaszpir i DNA, który zrobił remiksy to dość długa lista, przyznacie. A przecież jest tu również DJ Gondek, DJ Cumz i DJ Hard Cut na wosku. Jaki jest tego efekt? Spory misz masz stylistyczny, bo przeskakujemy tu od klasycznych brzmień (Kriso, Choina, Feru, NWS), przez nowoczesny hip hop (Wits), aż po njuskulowe trapy (Dies, Pawbeats). Podkłady niestety w większości nie porywają, niektóre nudzą, inne irytują, jest parę lepszych, ale ta zbieranina bitów wygląda na zupełnie przypadkową, pozbieraną od znajomych na zasadzie 'o, to jest fajne, biere'. Brak tu spójności i konceptu.
    Rest jest rapperem, który w czasie 50 minut obcowania z płytą zalicza wszelkie opcje: tu płynie bardzo ładnie zgodnie z bitem, a tam z kolei się wysypuje z rytmu. Tu ma teksty pełne przemyśleń i konkretnych rozkminek, aby za moment wejść z wersem typu 'życie jest życiem, kurwa jest kurwą' i sam już nie wiesz, czy chwilę wcześniej dobrze słyszałeś i czy ten koleś tak na poważnie, czy nie. Rest zaprosił tu całkiem sporą rzeszę gości, która robi po prostu swoje, czasem wybijając się stylistyką, czasem jakimś wersem, ale generalnie poziom jest tu stały - czyli średni. Na albumie mieli pojawić się jeszcze Sokół i Borixon, ale... olali Resta, za co dostało im się parę gorzkich słów. Wersy są tu jak muzyka - nieuporządkowane, pozbierane z każdej strony, dość luźne, choć wcale nie najgorsze.
    Jeśli mam być szczery, to z dwóch solówek Dix37 lepsza jest jednak ta Kafara - Rest chyba nieco nie przemyślał albumu, bo brzmi to tak, jak przypadkowa składanka różnych kawałków. Nie jets to zła płyta, wbrew mojemu narzekaniu, ale nie jest to również dzieło wybitne, warte zapamiętania. Ot, kolejna płyta z życiowym przekazem.

OCENA: 3+/6  

SPRÓBUJ UWIERZYĆ, ŻE NADZIEJA DOPROWADZI CIĘ DO MIŁOŚCI

wtorek, 16 lutego 2016

MIEJSKIE FASCYNACJE - SURVIVAL

Ciemna Strefa 2015

1. Mówią Bloki
02. Miejskie Fatum
03. To We Mnie Utkwiło
04. Ambitnie Tworzę Rap
05. Zamęt
06. Brak Przerwy   feat. ŁAPA
07. Bezwonny
08. Czy To Ma Znaczenie   feat. CZERWIN
09. Dogonić Czas    feat. KOKOT
10. Skrzydła Ikara   feat. BANITA WM, ARTURO
11. Oszaleć Można   feat. CYHACZ, MONIKA B.
12. Czuję Niemoc
13. Miewam   feat. JACOL, SOWO
14. Czas Się Obudzić
15. Zmiany W Otoczeniu   feat. SLAM, RUSH

    Dwóch warszawskich rapperów, ATR i Opar, działa już jakiś czas na scenie, pod koniec zeszłego roku udało im się wydać swój pierwszy legal. Wydała go Ciemna Strefa, zatem można było spodziewać się typowego ulicznego brzmienia.
    Tym bardziej, że prawie całość wyprodukował Wowo, a uzupełniał go NWS, nadworni producenci ulicznego rapu w Polsce. Jeden podkład pochodzi od Maikendo. Muzyka tu jest agresywna, sprowadzona do hardkorowego, klasycznego brzmienia, choć oczywiście podciągniętego do naszych czasów. Smętne pianinka i rzewne skrzypce zamieniono na gitary elektryczne, brzęczące basy i energiczne melodie, jednak kłamałbym, gdybym stwierdził, że tych typowych pianin i skrzypiec nie ma. Owszem są, ale producenci użyli ich oszczędnie i z wyczuciem. Klimat nie zgniata, ale kiwa głową, choć jest pełen przemocy. To taka ścieżka dźwiękowa do jakiegoś filmu o ciężkim życiu na ulicy. Producentów wspomaga DJ Gondek i wcale nie brzmi to wszystko jak spod kliszy - mimo, iż pozostaje głęboko w gatunku.
    Rapperzy również w nim siedzą. Pozytywną rzeczą jest fakt, że potrafią rymować - o co wśród tej całej ulicznej hordy bywa ciężko. Mają właściwe flow, umieją napisać wersy tak, aby mieściły się w bicie. Generalnie brzmią ok. Teksty na szczęście również są po prostu poprawne i dają się słuchać. Nie ma aż takiego ciśnienia na prawilność - to raczej opowieści z życia dzielnicy - dość mocne, ale przecież taki był zamysł. Uliczny survival, trudna sztuka przetrwania w betonowej dżungli (czy jakoś tak). Goście zwyczajnie są, jedni lepsi, drudzy gorsi (np. Sowo) - nie wyróżniają się niczym z tłumu im podobnych. Nie zapamiętałem ani jednego rymu - w czym można dostrzec również plusy, bo mam przykrą cechę wyciągania najbardziej bzdetnych tekstów z płyt - tu tego nie ma.
    Płyta Miejskich Fascynacji jest jedną z wartościowszych spośród dziesiątek ulicznych produkcji. Po pierwsze dlatego, że producenci nie poszli w te melodramatyczne skrzypce z pianinem, tylko rozwinęli brzmienie. Po drugie rapperzy dają coś od siebie, nieco więcej niż smęty o ciężkim życiu na ławce i byciu prawilnym po wsze czasy. Dzięki czemu zaszalałem z oceną.

OCENA: 4-\6 

ZAFASCYNUJ SIĘ ICH MIEJSKOŚCIĄ, BEJBE

piątek, 12 lutego 2016

HUDY HZD aka HAZZIDY - 9000 DNI

Hemp 2015

1. Intro
2. Wydeptana ścieżka
3. Psychoaktywny
4. 9000 dni
5. Skit WuWuA 2003
6. Niewolnik marzeń    feat. WILKU WDZ
7. Ja to wiem
8. Granat na błękit    feat. BART JWP
9. Zapalniczka
10. Wracaj do mnie
11. Hazzidy    feat. KAROLINA BŁAŻEJCZYK
12. Wiadomości z wojny
13. Nadzieja
14. Pewne wymarłe miejsce

    9000 dni to niemal 25 lat - czyli mniej więcej tyle, ile ma Hudy. Już swoim pierwszym legalem zwrócił on na siebie uwagę, bo zapowiadało się na kolejnego nudnego ulicznika, a tu okazało się, że chłopak ma skillsy i wersy jak trzeba. Teraz wyszedł jego drugi legal i przyznam, że spodziewanie miałem spore.
    Za warstwę muzyczną odpowiedzialni tu są Szczur, Szwed, Siódmy, Jednras i Diabelsky Bass, a o skrecze zadbali DJ Steez i DJ Gram. I są to bity ciężkie, hardkorowe, ale bez typowego dla ulicy melodramatu. Owszem, głęboki bas dudni, perkusje toczą się niczym pociąg towarowy, ale dźwięki nie są odbite z kliszy. Klasyczne brzmienie rodem z podziemia NY robi tu świetną robotę. Może nie wszystkie podkłady są aż tak dobre, żeby się zachwycać, ale nie ma tu kawałka słabego. Weźmy taki 'Psychoaktywny' - zmiata z ziemi, podobnie, jak 'Hazzidy' (choć refren zbyt mocno inspirowany 2Pac'iem, jak dla mnie...) albo nieco orientalny 'Wiadomości z wojny'. Słucha się tego bardzo fajnie. 
    Hudy do poetów nie należy - ale to nie szkodzi. Ma flow pełne pasji i zaangażowania oraz silną osobowość. W ten sposób otrzymujemy płytę pełną spostrzeżeń życiowych, wspomnień, czy wręcz manifestów. Zresztą, jak mówi tytuł i zdjęcia we wkładce, całość jest retrospekcyjna, to pewne rozliczenie się ze swoim życiem. Nie ma tu wersów do cytowania, za to są teksty, których można posłuchać i się z nimi po prostu zgodzić. Większość albumu ogarnia on sam, ale weszło tu kilku gości - najbardziej niespodziewanym jest mały Bartek, rymujący wespół z HZD. Oprócz niego znalazł się tu również Wilku, choć nie zaczarował i wypadł dość blado na tle Hudego. No i Karolina, dzięki której numer 'Hazzidy' nabrał tajemniczości i zmysłowości.  
    To jeden z tych albumów, które włączysz i będą lecieć: porządny, dopracowany, bez wpadek. Trochę rzemieślniczy, ale to tym lepiej. Hudy jest niestety trochę niedoceniany, ale moim zdaniem warto dać mu szansę. Na pewno jest on szarą eminencją w Hempie. O ile 'Historie Z Dna' były dobre, to '9000 Dni' jest jeszcze lepsze.

OCENA: 4+\6

MOŻE NIE 9000 DNI, ALE ZA TO CZTERY MINUTY

poniedziałek, 8 lutego 2016

BIAŁAS - REHAB

Step 2015

1. Intro-detoks-ja 
2. Złamane skrzydło
3. Rehab
4. Życie ćpuna
5. Aaliyah
6. 6am in wwa    feat. OLKA
7. Do grobu    feat. SOLAR, GEDZ
8. Kroki    feat. DANNY
9. Że cham
10. Czy
11. To jest hiphop     feat. PALUCH
12. Złote serca     feat. QUEBONAFIDE
13. Lepszego życia bilet

    SB Mafija ma wielu zwolenników, jak i przeciwników. Jedni twierdzą, że to najciekawsza ekipa na scenie, drudzy protestują, że to banda wacków, ściągających style z innych. Nie da się jednak ukryć, że 'Stagediving' duetu Solar & Białas wypadł dość dobrze i choć nie był pozbawiony wad, to przyjęto go z zadowoleniem. Teraz jednak nadszedł czas na solową próbę Białasa, który zdecydował się iść na tytułowy Rehab, czyli odwyk.
    Muzyka na tym albumie została w całości powierzona Deemz'owi. To bardzo ciężka wędrówka przez dźwięki, bo Deemz tworzy elektroniczne, zawiesite kolaże, często pozbawione perkusji, ciągnące się na cloudach (patrz choćby tytułowy 'Rehab'). Nie jestem fanem takiego brzmienia - co więcej, cholernie mnie ono irytuje, choć przyznam, że te podkłady pasują do klimatu albumu. Smętne, rozwlekłe melodyjki, minuta na dwóch klawiszach, autotuny, troszkę żywych instrumentów (chyba, bo ciężko stwierdzić na pewno) - klimat pokoju dla samobójców. O ile jest kilka traków w miarę niezłych, to taki np. 'Życie ćpuna' powoduje u mnie odruch wymiotny - tak ciągnącego się i nudnego kawałka dawno nie słyszałem. Pewnie znajdą się fani tej muzyki, ale dla mnie to jest po prostu straszne. 
    Szukasz Białasa, rzucającego panczami i wbijającego szpile w nadmuchany balonik sceny? To przeszłość. Białas daje 'żale wylewane rymem', rozlicza się ze swoją trudną przeszłością i smędzi o swoich problemach z używkami. Cały ten 'Rehab' to swoista terapia psychologiczna, tyle że to TY za nią płacisz, a nie sam zainteresowany. Oczywiście, nie można odmówić umiejętności Białasowi, bo składa on rymy w taki sposób, że jest to mimo wszystko niezłe, ale klimat dołuje i ręka sama wyciąga się w kierunku... nie, nie żyletki, ale skipu. Najciekawszym kawałkiem tu wydaje mi się 'Że cham', gdzie wreszcie Białas nie stęka w temacie narkotyków i alkoholu, ale takich momentów jest tu mało. Trochę ożywienia wnosi tu Solar, ale większość gości robi tu tylko refreny. Ok, ten refren udał się najbardziej Paluchowi, ale tytuł 'to jest hip hop' pasuje tu jak kwiatek do kożucha.  
    To kolejny rapper w tym roku, który płacze, że ma takie ciężkie życie i łoi tę wódę i koksiwo, a mama tego nie umie zrozumieć. Nie jest to zawartość, którą bym przyjął na klatę i się tym jarał, w dodatku muzyka Deemza jest równie dołująca i w takim typie, którego nie znoszę. Nie jest to bardzo zła płyta, patrząc obiektywnie, ale na pewno nie dla mnie.

OCENA: 3\6

W LINKU SINGIEL Z ALBUMU. NIE POTNIJ SIĘ TYLKO.

sobota, 6 lutego 2016

SARIUS & VOSKOVY & W.E.N.A. - ZŁE TOWARZYSTWO EP

nielegal 2015

1. Myślę tylko o tym czego nie wiesz
2. Pilot
3. Shinobi   feat. GEDZ
4. Nowy stary ja
5. Żadnych

    Chemia działa. Kiedy Voskovi zaprosili Wenę i Sariusa do nagrania kawałka, okazało się, że dogadują sie oni na tyle, że w ciągu czterech dni powstał szybciutko krótki, acz treściwy album. Pięć traków, dwóch rapperów, dwóch producentów, cztery dni. Ładna statystyka, c'nie?
    Voskovi producenci zadbali o to, aby album miał siłę, a także był na tyle nowoczesny, aby wpisać się w dzisiejsze kanony hip hopu. O ile Wena zawsze dawał sobie radę na podobnych podkładach, to Sarius jest przecież klasycznym kotem - jednak bez obaw. Bitmejkerzy nie odcinają się od tego 'szczerego i prawdziwego' rapu. W tych podkładach słychać wszystko: syntetyczne melodyjki, połamane perkusje, elektryczne gitary, sample, bumbapowe werble... Przelatujemy przez ten kwadrans obcowania z epką przez kilka gatunków hip hopu, ale jest to dość przyjemna podróż. Voskovy zrobili, co trzeba, może nie ma tu zabójczych bangerów, ale muza jest naprawdę porządna.
    Wena i Sarius doskonale do siebie pasują. Obaj potrafią nawinąć zwrotki właściwie o wszystkim ze szczególnym dla nich stylem. Nienaganne flow, przemyślane wersy - ciężko zgadnąć, że zrobienie tego materiału zabrało im tylko cztery dni. Dla mnie wygrywa tu o nos Sarius, bo ma większy luz i potrafi dostosować się do każdego podkładu, ale Wena wcale nie odstaje - może biegnie tylko o kroczek dalej. Obaj starają się kłaść na werble rymy o życiu i jego aspektach. Każda linijka jest o czymś, nie ma tu wolnych przebiegów i wypełniaczy, rapperzy potrafią naprawdę przykuć słuchacza do głośnika. Gedz wprowadza tu nieco urozmaicenia swoimi śpiewnymi wersami, co tylko wzbogaca 'Shinobi'.
    Cóż, tu nie ma wiele do pisania, trzeba sobie ten materiał po prostu włączyć i przyswoić. Warto, bo i producenci dali sobie radę, i rapperzy udźwignęli, a także potwierdzili swój status na scenie. I dobrze, fajna rzecz, naprawdę.

OCENA: 5-\6

SPRAWDŹ TEN ODSŁUCH, TO BĘDZIESZ WIEDZIAŁ

czwartek, 28 stycznia 2016

APP - EP

Asfalt 2015

1. Będą mówili
2. Na dalszym planie
3. Więcej
4. Nigdy nie lubiłem się bić
5. Znam takich jak ty
6. Skala
7. W powietrzu

    Rapper i producent - to dość oczywiste połączenie, jesli popatrzymy na hip hop przez pryzmat lat. Ileż takich duetów znamy i cenimy? Guru & DJ Premier, Kool G Rap & DJ Polo, Pete Rock & CL Smooth... Długo by wymieniać, a t o tylko absolutna klasyka, bo przecież w Polsce też mamy przykłady takich składów. Sensi, który obstawia najbardziej back-to-the-basics projekty oraz DJ Kebs, który za konsoletą potrafi zrobić wiele.
    A co potrafi? No cóż, wyraźnie pokazuje on tu swoje skillsy: intrygującą umiejętność połączenia klasycznej stylistyki hip hopowej, wyciągniętej z czeluści krejtsów ze sposobem poskładania owych podkładów w sposób niebanalny i jak najbardziej nowoczesny - w tym dobrym znaczeniu oczywiście. Przeskakujemy tu klimatycznie między Detroit, a Nowym Jorkiem, odbijając się od Złotej Ery i wręcz ambientowych, czasem acid jazzowych pętli. To nie jest Twój pierwszy lepszy rapik. To ambitnie wyprodukowany album (krótki, bo krótki), który z dumą możesz postawić na półce.
    Ok, Sensi, 'człowiek pod napięciem', może nie zawsze sprawdza się tekstowo, może ma troszkę toporne flow, ale za to paradoksalnie pasuje do tych połamanych i niecodziennych bitów. Jednak to już nie to samo rymowanie o dupie Maryny, bragga na ciepłych sampelkach. Sensi nabrał sensu, jego wersy opowiadają o emocjach, o życiu miejskim, widzianym jakby przez brudną szybę. Wiesz, tak, jakbyś patrzył przez te ujebane okna klatki schodowej na podwórko, a tam kręci się życie, jakiego nie masz ochotę oglądać. Bez narzekania, bez tragizmu - czyste fakty, filozofia podwórka. Trochę Sensi tu zaskakuje, ale również nie ma co oczekiwać wywodów na miarę Kanta czy Nitschego. Wszystko pokazane z poziomu ulicy, ale bez tego typowo ulicznego zacięcia.
    To bardzo odświeżająca płyta. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale nie da się odmówić chłopakom kreatywności i pomysłu. Fajna rzecz, każdy powinien spróbować.

OCENA: 5-\6

WEŹ TEN ODSŁUCH I ŁADUJ W UCHO

środa, 13 stycznia 2016

BIAŁAS & QUEBONAFIDE - DEMÓWKA EP


nielegal 2015

1. Mój kawałek w czasie przeszłym
2. Muszę lecieć   feat. SARCAST
3. Czeszę umysł
4. Pusty materac
5. Idą pomimo
6. Za długo już  feat. MIELZKY, NATALIA SUMPOR

    Taki duet? No cóż, czemu nie? SB Maffija i Que Quality na jednej epce, powracający do korzeni - fajny pomysł. EPka jest dodawana w limitowanej edycji płyty Białasa 'Rehab' - o niej nieco później. Teraz weźmy się za 'Demówkę'.
    Pomysłem na płytkę był powrót do truskulu i tym podobnych klimatów, więc do połowy traków zatrudniono... Bob Air'a. Ale, jak się okazuje, potrafi on sprawić bit, który będzie zawierał ten klasyczny pierwiastek. Oczywiście, słychać tu wyraźnie, że Bober woli podkłady nowoczesne, z bogatymi aranżami i rozwiniętą melodyką. Obok niego wpadli tu na jeden traczek White House, The Returners i Wezyr. No i założenie się udaje - to mniej lub bardziej klasyczne traki, jednak wyraźnie nowoczesne, z takim zacięciem w kierunku sceny Detroit. Jest nieźle. 
    Niby obaj rapperzy mają nieco inną jazdę, ale tak się składa, że klimat im się zbiegł gdzieś pośrodku i naprawdę nieźle się dogadują. Nie ma sensu wskazywać tu, który z nich jest lepszy, bo obaj mają swoje mocne wejścia. Styl Queba jest 'w kurwę dziarski', Białas ma sporo celnych panczy i świetnie dobranych porównań - lirycznie chłopcy lecą po złoto. Może nie platynę, ale złoto niech będzie. Tematycznie mamy tu braggę, przewijaną w pościel - czyli raz sceny bitewne, a raz... również, tylko nie na majku, a w łóżku. Rapperzy sprawili sobie na gościnne występy Sarcast, który propsowany jest ostro przez większość 'dojrzałych' słuchaczy, a także Mielzkiego, będącego w całkiem niezłej formie. 
    Taka epka, ledwie 20 minut, a całkiem sporo przyjemności. Fajny, bujający materiał, choć może nie zawsze potencjał został wykorzystany we właściwy sposób. Niezłe połączenie rapperów i producentów, niezły album.

OCENA: 4+/6

MASZ TU TEN KAWAŁ ZE STARCASTEM

niedziela, 3 stycznia 2016

PONO - BUNT

District Area 2015

1. Każde
2. Przebudzenie   feat. ZUOZONE
3. To syndrom   feat. ZUOZONE
4. Zmiany światopoglądu
5. W zniewolonym świecie   feat. ZUOZONE
6. Gdzie
7. Ludzie karmieni nadzieją są
8. Po to byś zrozumiał, że    feat. ZUOZONE
9. W poszukiwaniu stanu świadomości    feat. ERO
10. Wiedząc co się liczy    feat. ERO, ANIA ERMAN KANDEGER
11. I co ma tak naprawdę znaczenie
12. Żyje się dla uśmiechu   feat. ZIPERA
13. Czekając na
14. Krytyczny Moment   feat. KAZAN
15. Co powoduje w człowieku   feat. HUDY HZD
16. Bunt
17. To wszystko

    Powroty starych wyjadaczy są często bolesne. Nie tylko dla fanów, ale również dla samych rapperów, którzy, jak się nagle okazuje, w zderzeniu z nową rzeczywistością, przepadają w tłumie, a ludność ma czelność marudzić, że lipa. Poprzednia płyta, 'Wizjoner', wcale nie była taka słaba, choć marketingowo wypadła najgorzej. Czwarty album Pono ma przywrócić mu fanów i szacunek na scenie.
    To, że trzy kwadranse albumy wypełniają bity jedynego Szczura, oznacza, że będzie ciężko i dosadnie. Owszem, klimat jest 'miejski, ciężki', ale to są całkiem fajne bity. Z jednej strony klasyczne, z bumbapową perkusją, do której będziesz kiwał głową. Z drugiej Szczur wzbogaca swoje podkłady o szczyptę elektroniki, dzięki czemu brzmi to wszystko aktualnie i nie archaicznie. Świetnie trafia np. 'Po to byś zrozumiał...' z mocnym klimatem, ale tu nie brakuje bardzo dobrych bitów - w sumie nie umiem wskazać choćby jednego kiepskiego. Do tego nieco skreczy DJ Def i klimat jest naprawdę sążnisty. Szczur poważnie pcha album do przodu - gdyby nie on, mogłoby być tu bardzo słabo. 
    Pono ma to do siebie, że technicznie leży. Nawet jeśli rymuje w miarę powoli, to wciąż jest jakby lekko poza bitem. Ale kto zna Pono, przyzwyczaił się pewnie do tej maniery i mu to nie przeszkadza. Gorzej, kiedy rapper chce być nowoczesny i zaczyna przyspiesza, rymuje ze swadą typową dla Atlanty i południa USA. A parę razy tak się zdarza i nie brzmi to dobrze, o nie. Pono się gubi w tym szybkim flow, traci rytm, traci oddech - zupełnie bez sensu posunięcie. Tym bardziej, że w takim nawale niewyraźnych rymów zupełnie giną teksty. A te wcale nie są słabe - zresztą jak zawsze, bo Pono ma dla ciebie garść antysystemowych i rewolucyjnych wersów, które mają wyzwolić w tobie bunt, abyś się obudził i przestał być bezwolnym baranem idącym na rzeź. Ciężko się jednak skupić na przekazie, kiedy Ponowi rozjeżdżają się nogi po kilka razy w każdym kawałku. Potok słów często przerywany jest przez wokalistki (ZuoZone, Anię Kandeger), ale również kilkoma wejściami rapperów. Bardzo często pojawia się ostatnio w występach gościnnych Ero - to zapewne wynik jego coraz to lepszej formy. Powrót Zipery ma siłę, ale może nie aż taką, jaka towarzyszyła płycie 'O.N.F.R.'. Mamy tu również Hazzidiego i Kazana, którzy nic ciekawego nie wnieśli do całości.
    Oj, Pono, Pono... To mogła być naprawdę bardzo dobra płyta. Szczur się postarał i wysmażył świetne podkłady, z klimatem, takie, które są atrakcyjne dla słuchacza. Ale Pono pokusił się o to, by całość zjebać. Nawet miał dobry pomysł, ale wykonanie kładzie album. Bełkot rappera, nieudolne próby kombinowania z flow... Szkoda.

OCENA: 3+\6  

PRÓBKA BITU SZCZURA I ANTYFLOW PONO

środa, 30 grudnia 2015

JWP & BC - SEQUEL

RHW 2015

1. Intro – Falcon1
2. Iceman
3. Matematyk
4. Szaman
5. Happy People
6. Atomy
7. Dawaj milion remix   feat. WARSZAFSKI DESZCZ
8. Wild style    feat. SEAN PRICE
9. Pół człowiek pół mikrofon    feat. JEŻOZWIERZ
10. Fatamorgana
11. Jesteśmy wszędzie
12. Stres skit
13. Zły     feat. KOKOT
14. Klimat
15. Hazard
16. WWA - Sao Paulo   feat. PJiuSAN
17. Spacer

    Dwa zespoły: kultowy wręcz na osiedlach JWP oraz Bez Cenzury wydali własnie wspólny album. Niezłe występy gościnne członków składów, ciekawa oprawa graficzna, nieźle wybrani goście - wszystko to składa się na fakt, że zapewne warto sprawdzić ten krążek. To sprawdziłem.
    Lista producentów już zapowiadała, że może być nieźle: Szczur, Siwers, White House, The Returners, TMK, czy Night Marks Electric Trio. To świadczyło o tym, że nie będzie tu cloudów, ni trapów, a normalny, konkretny hip hop. I słusznie, bo mamy tu prawdziwy, podziemny rap, z mnogością sampli, bujającym klimatem i skreczami od Falcon1 i DJ Def. Nie musi to oznaczać, że to kolejny powrót do Złotej Ery - wcale nie, bo choć muza tkwi korzeniami w latach '90, to 'Szaman' TMK jest zupełnie up-to-date, z intrygującymi odgłosami. Szczur ma typowe dla siebie nieco mroczne bity, często zaaranżowane gość zaskakująco - niby klasycznie, a jednak zupełnie współcześnie. Do tego lubi on wykorzystywać żywych instrumentalistów (znanych skądinąd Korzenia i Mr. Kirme) do gry na trąbce, czy klawiszach. To jednak Siwers rozjebał tu system trakiem z WFD, gdzie przy okazji skrecze DJ Tuniziano urywają łeb przy samej dupie, a numer z Sean Price jest również mocny, nieco w stylu Heltah Skeltah z drugiej płyty (te cuty 'still suckin' my kiełbasa'!!!). Mniej może wchodzi mi 'Fatamorgana' od NMET, choć obiektywnie, to całkiem niezły trak. Ogólnie, choć muzyka jest bumbapowa, to producenci zadbali, aby nie była nudna, ni wtórna. Świetna robota djów, fantastyczny klimat.  
    Cała czwórka, która stoi za majkami, ma swój mniej więcej równy wkład w brzmienie. Mniej więcej, bo wyznam, że nie każdy z rapperów podobał mi się na równi. Ero ze swoim zdartym głosiwem wprowadza nas w ten klimat podziemnego rapu - przyznam, że wyrobił się w ostatnich czasach naprawdę dobrze i ogarnia się tu chyba najlepiej. Kosi to to jakby przeciwieństwo Ero - leci czystym głosem dość energicznie. Siwers ma nieco archaiczne flow, ale to nie znaczy, że to źle - idealnie pasuje do tego wajbu. Łajzol zaś po prostu jest - to najzwyczajniejszy w świecie rapper i tyle. Nie, nie jest słaby - po prostu nie ma żadnego wyróżnika - ok, w 'Dawaj milion' pojechał bardzo porządnie. I okazuje się, że na różne tematy można znaleźć receptę i nagrać traki na znane tematy (ten rap, kasa, różne aspekty życia) w taki sposób, że chce się tego słuchać i wcale się to nie nudzi. A do tego wszystkiego wchodzą tu goście, którzy niszczą. Numer Raz zawsze spoko, Tede jak zwykle - bawi się słowami i kpi sobie po trochu, a Jeżozwierz dał nieco spokojniejsze wejście, płynąć powoli, a nie szarpiąc zrywami. Props za udział Sean Price, który kilka miesięcy po tej kolaboracji raczył zejść z tego padołu, zostawiając nieutulonych w żalu fanów prawdziwego hip hopu. Ciekawostką tu jest na pewno kolaboracja z brazylijskim rapperem, choć interesujące, jednak bez większego wrażenia.
    No, no, ależ panowie zamietli! Świetna muzyka, wyborne popisy na wosku i bardzo przyzwoita sfera werbalna powoduje, że 'Sequel' to bardzo ciekawa propozycja, która, choć wyszła pod koniec roku, wbija się w czołówkę. Taki prawdziwy rap w zalewie tej rozlazłem nędzy. Props.

OCENA: 5-\6

TU MASZ SINGLOWE WIDEŁO DO 'ICEMANA'

poniedziałek, 21 grudnia 2015

MIEJSKI SORT - GRY WSZYSTKICH MIAST

nielegal 2015

1. My Wy
2. Póki Kręci Się Ziemia   feat. INKG
3. Dobrze Wiesz Co O Tym Sądze
4. Co Widzę    feat. ENDRIU
5. Milczenie Owiec    feat. FIRMA
6. Amsterdam    feat. ARECZEK, EKRAN KLIMATU ULICZNEGO, VANDER, INKG
7. Często    feat. ARECZEK
8. Krew Człowieka Zalewa
9. Skit
10. List
11. Jestem Marze Żyje   feat. TPS  
12. To Ziemia     feat. ROBSON PRO, SOBOTA
13. Wszystko Się Zmienia
14. Z Betonowego Buszu
15. Nie Podchodź    feat. ROBSON PRO, EKRAN KLIMATU ULICZNEGO, ARECZEK
16. Gry Wszystkich Miast    feat. JACKSON, EGON, KOZA ZRK, VANDER, MARO ERCE, KIZO, FUSO, DMK
17. Jedno Życie Jedna Szansa    feat. PEJA, KACZY, BILON
18. Krew Człowieka Zalewa (Remix)

    Drugi album Dudka, Waruni i Kłyzy, już bez Narczyka, przyjąłem bez wzruszenia. Pierwsza płyta była nijaka, typowa uliczna nuta, bez żadnych błysków. Tym razem również nie spodziawałem się szału, ale oczywiście album musiałem sprawdzić.
    Czacha, Feru, Grucha, Pawson, Louis Villian i Mate NWS - oto lista producentów, choć tak naprawdę lista jest zbędna z jednego powodu: niemal każdy bit brzmi wręcz identycznie i tak na dobrą sprawę mógłby być wyprodukowany przez jedną osobę. To jednostajne perkusje - mocne i toczące się konkretnie, to głębokie basy, to melodyjki z pianina i skrzypiec. Naprawdę niewiele jest tu podkładów, które brzmią choćby troszkę inaczej. Tu można wymienić 'Amsterdam' Czahy na fajnym samplu, trapowy 'Często' Villaina. Fajnie, że ktoś pomyślał o zatrudnieniu woskodrapa na album - DJ Hard Cut jest tu na największym propsie. Podsumowując brzmienie - nudne, wtórne, ciągnie się jak te smyczki na 3/4 kawałków materiału. 
    Bez wątpienia, Dudek jest tu najlepszym rapperem i nie ma co do tego dwóch zdań, zbędne kłótnie. Kłyza i Warunia są - nie wiem, który jest gorszy - chyba Kłyza, który po prosrtu rymuje cokolwiek z czymkolwiek, aż to czasem jest żenujące. Pal licho technikę i stylistykę, ale te teksty - z jednej strony pełne przekazu, z drugiej wypełnione frazesami, które zwane są szumnie 'życiową prawdą zawartą w wersach'. Zbyt często teksty nie są już tylko proste, ale przechodzą w stronę prostactwa i czasem chamstwa. Nie chodzi o to, że mi przeszkadza przeklinanie na trakach, czy coś - dobrze użyte przekleństwo wzmacnia tekst i robi robotę. Ale tu wygląda na to, że rapperom brakuje po prostu konceptu i wpierdalają na siłę bluzgi, aby wypełnić linijki. I ciągle o tym samym: prawilność, jebać policję, na zawsze tu, tylko prawda i szczerość, trza mieć odwagę morda i iść do przodu. Ileż można o tym samym w taki sam sposób? Na domiar złego wchodzą tu goście, z których większość jest zupełnie do odstrzału (przy okazji Ekran Klimatu Ulicznego dostaje ode mnie specjalną nagrodę za ksywkę. Matko Bosko! Coś jak Miotła Brudu Ulicznego albo Taczka Chodnikowych Płyt. Litości). Owszem, MS zaprosili sobie kilku ludzi, którzy dają radę - choćby Sobota wywalił taką zwrotkę, że cała reszta się zupełnie nie liczy - bardzo dobre, płynące melodią flow. Ale reszta fejmowych emce, takich jak Peja, Bilon, czy Kaczy, wcale nie błyszczą.
    To kolejny album, który brzmi identycznie z całym zalewem płyt ulicznych. Aż to nie możliwe, żeby robić tyle identycznych materiałów. Owszem, wpadło kilka lepszych numerów, typu 'To ziemia', czy 'Amsterdam', ale to margines. Reszta ginie w tłumie, w zalewie identycznych brzmień i wersów. Słabo.

OCENA: 2+\6

MASZ TU PROMOMIX MORDECZKO

piątek, 18 grudnia 2015

BURY & FIBRU - ASYMILACJA


nielegal 2015

1. Karabin
2. Player
3. Empiryzm
4. Krytyk
5. Piromancja
6. Nie pierwszy raz
7. #SWAG
8. Nawet Jeżeli (Fibru Solo)
9. W dal (Bury Solo)
10. Deja Vu
11. Love

    Dwaj rapperzy - jeden ze Słupska, drugi z Warszawy, psotanowili połączyć siły i pociągnąć ten tandem do studia. Jako, że obaj doskonale się dogadywali, album powstał dość szybko i mamy teraz oto wynik tego porozumienia - czy raczej powinno się powiedzieć: Asymilacji.
    To kolejna rzecz, która opiera się o darmowe podkłady. Nawet te, które mają nieusunięte tagi producenta, czego nie znoszę... Nawet te, które mają gotowe, anglojęzyczne, autotunowe refreny. Dominuje tu nowoczesność, przede wszystkim kawałki trapowe i mocno syntetyczne, choć zdarzają się nieco bardziej zwyczajne traki. Najlepiej wypadają tu te chemiczne bangery, na których rapperzy pozwalają sobie pojechać z mocnym bragga, więc zdecydowanie najmocniej jadą 'Karabin', czy '#SWAG', bo to ciężko siedzące trapy, okraszone niskim basem i dobrym tempem. Daje radę, choć nic nie wnosi, denerwuje zwłaszcza cloudowy 'Love' - nie do zniesienia.
    Fibru to ten z wysokim głosem i agresywnym flow, który sypie nawet niezłymi panczami jak z rękawa. Bury to ten gość z wolniejszym flow i spokojniejszym stylem. Obaj, słychać to dobrze, czują się wygodnie w swoim towarzystwie i potrafią rozwinąć skrzydła. Choć nie są to znani zawodnicy, to jednak okazuje się, że spokojnie radzą sobie przy majku. Może wirtuozami nie są, ale i nie kaleczą, a nawet potrafią błysnąć ciekawszym panczem, zwłaszcza Fibru. Zatem wpada tu nieco bragga (najciekawsze rzeczy), nieco życiowych dylematów i rozmydlone lovesongi. Nie ma gości - i w sumie dobrze, bo obaj mają różne style i głosy i dobrze się uzupełniają.
    Album pewnie mógłby być lepszy - raz, że pobrana muzyka z friszerów nie zawsze staje na wysokości zadania, poza tym, każdy wie, jak to brzmi. Dwa, że materiał jest nierówny i czasem wręcz irytuje - patrz 'Love'. Ale to rokujący duet i ja będę się przyglądał. 

OCENA: 3+\6

ODSŁUCH MASZ TUTAJ, POD LINECZKIEM, ZIOMUŚ

czwartek, 10 grudnia 2015

KUBA KNAP - LUDZIE MÓWIĄ RÓŻNE RZECZY

Alkopoligamia 2015

1. Wahadło   feat. KOSI, ERO
2. Niepotrzebnie
3. Sprane Czapki
4. Zmiana Śpiewki    feat. MONDRY I GUPI
5. Nawet Jak Ktoś Krzyczy
6. Ludzie Mówią Różne Rzeczy
7. Gdzieś W Polsce     feat. ZETENWUPE
8. To Ci Powiem
9. Co Byś Zrobił
10. Skutki Jarania Bobka (Jorgi Killah's Groove I)
11. Znajdę
12. Daj Mi Buzi
13. Uwierz
14. Nie Przetłumaczysz
15. Każę Światu Się Bujać   feat. RYFA RI    

    Kuba jest objawieniem zeszłego roku. Nie było słuchacza rapu i nierapu, który by się nie jarał. Teraz druga płyta zwraca uwagę od razu, choćby ciekawie rozwiązaną okładką, ale i niezłymi singlami. Zresztą, każdy, kto zna nazwisko Kuby, złapie się chętnie za tę płytę. A i tak logo Alkopoligamii ostatnio zapewnia najwyższe doznania.
    'Funk Wróci Zawsze' - takie hasło przyświeca płycie i Jorguś Kiler trzyma się tego kurczowo. Płyta jest tak bujająca, że co wrażliwsi mogą dostać choroby morskiej. Ciężki, brzęczący bas ciśnie do ziemi, aranże na klawisze, piszczały, czy wręcz żywy saksofon - wszystko to sprawia, że to muzyka unikalna i bardzo przyjemna. Lawirujemy pomiędzy g-funkiem, a letniakami, czy południowym graniem - nie zmienia to jednak klimatu. Funk dominuje, osadzony w spuściźnie po Parliaments, czy samym Clintonie. Solówki na basie, klawiszach i dęciakach to wynik tego, że producent kombinuje z brzmieniem, nie zamyka się w pętli, ale również nie próbuje li tylko najprostszych patentów. Pieprzu dodają tu skrecze DJ Barszczu, DJ Black Belt Greg i DJ Hubson. Pysznie.
    Knap wciąż leci. Ciężko nie polubić jego stylu, tej wyluzowanej gadki i ironicznego dowcipu. I bez żadnego wysiłku rapper sobie płynie, nieco nad ziemią i nawet jeśli czasem sprawia wrażenie, że ma wszystko w dupie, to kiedy wsłuchasz się w teksty, to okaże się jednak, że Knap to wrażliwy gość, a te wszystkie 'nie gryź mnie, tylko daj mi buzi' - frywolne, pijackie, nieco łobuzerskie opowiastki to parawan, za którym kryje się ten typ (ale nie Mes, wiesz). Nie ma tu sensu cytować poszczególnych kawałków - cała przyjemność w tym, aby dać się porwać Kubie na przechadzkę po jego okolicach, zajarać z nim spliffa, wypić browka i bujać się do tego funku z dziewczętami. Bardzo fajnie dobrani są tu goście: Ero i Kosi dali świetne wejście, takie z pazurem, które otwiera płytę - a czyni to z buta i z hukiem. Tak samo ogarnia temat moja ostatnia faworytka, Ryfa.
    Ludzie mówią i będą mówić różne rzeczy o tym albumie, ale nie mogą nie docenić atrakcyjności i świeżości materiału. Ten funk, ten wokal... Szkoda, że to nie wyszło wcześniej, bo to idealna płyta na ciepłe popołudnia, ale może ogrzeje nas też zimą? Fajna rzecz, do słuchania wszędzie.

OCENA: 5-\6

PRZESTANĘ UŻYWAĆ BLOGGEROWEJ WYSZUKIWARKI, BO WYSZUKUJE WSZYSTKO, TYLKO NIE TO, CO TRZEBA. WIĘC VIDEO MASZ W TYM LINKU

niedziela, 6 grudnia 2015

RYTUAŁ - RYTUAŁ

Ciemna Strefa 2015

1. To moje miejsce
2. Sztos
3. M.P.W.
4. Możesz kochać, możesz nienawidzić   feat. BONUS RPK
5. Czas
6. Syf
7. Wyjebane
8. Każdy dzieciak
9. One shot
10. Brutality
11. Nie chcę   feat. WACO
12. Psy
13. Zrozum   feat. WACO

    Choć Rytuał nagrywa nie od dziś, to jest to dopiero jego debiut. Co gorsza, to zbiór kawałków, które chłopcy z Wołomina, Mokotowa i Bródna nagrali na przestrzeni lat. Nie lubię takich składanek z odgrzewanych kotletów, bo a) takie numery nie są zazwyczaj świeże i trącają myszką, b) nie odzwierciedlają obecnej formy wykonawcy.
    Czwartym członkiem zespołu (bądź pierwszym, zależy od której strony patrzeć( jest bródnowski producent Jarus. To on właśnie odpowiedzialny jest w całości za podkłady, czasem robiąc je samemu, czasem we współpracy z Wowo. Na dekach drapie również Jarus - i to jest najświetlejszy punkt strony muzycznej. Nie powiem, że jest to jakaś wyjątkowa i szczególna muzyka - ciężkie perkusje, ciężki bas, ciężki klimat. W instrumentarium dominują niskie tony klawiszy i nieco elektronicznych dźwięków. Nie jest to nawet złe, bo Jarus i Wowo umieli to wszystko poskładać w miarę przyjemnie. To dość zwyczajne kawałki, typowo uliczne, okraszone na pocieszenie naprawdę dobrymi skreczami Deszcza.  
    Rytuał to trzech rapperów. Cinek z Wołomina to dość typowy ulicznik z ciekawym, głębokim głosem, mający kilka niezręcznych wejść typu 'świat się zakręcił jak na jajach włosy'. Baks z Mokotowa ma wyższy głos, często nieznacznie gubi się na bitach, a jego wersy są dość brutalne i z małym wyczuciem. Arecki zaś nawija dość szybko zachrypniętym głosem i wydaje się tu być najciekawszym zawodnikiem. Jednak, tak jak muzyka, tak i wersy są również najzupełniej zwyczajne, czyli typowa ulica: prawilne życie, dążymy do spełnienia marzeń, życie takie trudne, ale my wiemy, co jest ważne. W 'Brutality' chłopcy spróbowali, nawet dość udanie, wjechać w klimat horrorcore. No i dobrze, no i fajnie, przeszkadzają tu jednak te krzywe wejścia, a także mocno niezręczne rymy, czasem powodujące grymas niesmaku. To samo robi Bonus, świeżo poza kratami, wchodzący z wersami 'kasa kasa kasa, za tę kasę obciągną ci nawet kutasa'. Na mikrofon wpada tu również dawno niesłyszany Waco, śpiewający w dwóch refrenach.
    To taka zwyczajna, rzemieślnicza płyta uliczna, która na pewno znajdzie swoich fanów. Uliczny styl warszawski, wiesz, pełno tego. Nie jest to wcale bardzo słaba płyta, jest kilka traków nawet niezłych, tak jak 'Wyjebane' z próbami autotune w refrenie, trochę w klimacie Houston. A, no i podoba mi się wydanie albumu, w tonacjach czerni i szarości, oszczędnie i klasycznie, ale z pomysłem i fajnymi zdjęciami.

OCENA: 3\6

NAWET DO LEGALI NIE MOGĘ ZNALEŹĆ LINKÓW W WYSZUKIWARCE BLOGGERA, WIĘC WŁAŹ PO TEJ LINCE NA PROMOMIX

poniedziałek, 30 listopada 2015

PECH PROJEKT - 79

Palmy 2015

1. Siekiera 
2. PORuta 
3. Na pohybel
4. Manifest 
5. Wypierdalać 
6. Insomnia 
7. Jestem kim jestem, inny nie będę 
8. Jak nigdy przedtem 
9. Sól w oku 
10. Człowiek jest rzeczownikiem, którym rządzą przypadki 
11. Bruksizm
12. Trzaski 
13. Lobotomia 
14. Oczy szeroko zamknięte 
15. Tego chcesz? 
16. Głośny szept

    To kolejna z tych płyt, co to nie wiadomo o co chodzi. Ale kiedy obejrzałem okładkę, okazało się, że PECH Projekt to dwóch byłych reprezentantów Układu Warszawskiego, tworzących zespół DRiB te 20 lat temu: Cha i Pesx79. Miałem niegdyś nagrane audycje Druha Sławka, kiedy prowadził w Radiostacji swój program i na nich trafiły się jakieś nagrania DRiB - ciężko było tego słuchać, naprawdę. Aż pamiętam do tej pory, choć sam Układ trafiał do mnie w 1998 roku.
    Pech Projekt to duet rapper - producent. Tu muzyką zajął się Cha i, choć nie jest to łatwo przyswajalna muzyka, coś w niej jest. To ciężkie, podziemne granie, swoista mikstura szuflad wytwórni Rhymesayers, Company Flow, Abstract Tribe Unique, Subtitle i tym podobnych rzeczy. Bity mają mocne pierdolnięcie, przetykane są całym mnóstwem cytatów filmowych, a sample tworzą pajęczą sieć, oplatającą lepkimi mackami uszy. Bity gniotą, zaskakują niecodziennymi przeskokami, są ciężkie i choć początkowo mogą odpychać, to jednak coś w tym jest. Syntetyczne dźwięki mieszają się ze smykami, czy samplami pociągniętymi z różnych kawałków o coraz to innym pochodzeniu. Sodoma i Gomora. 
    Pesx79 nigdy nie należał do czołówki Układu, nie mówiąc już o scenie w ogóle. Lekko olewcze flow, ignorujące rytm, może drażnić i czasem nie pozwala się skupić na tekstach. A teksty, jak to w Palmach, są obrazoburcze, antysystemowe, pełne brudu i jebania słabych jednostek. 'Jestem niepokorny nie dlatego że tak wypada' - i słusznie, choć niewątpliwie nie każdy to zrozumie, nie mówiąc już o propsowaniu. Może gdyby Pesx miał niezły styl i technikę, może gdyby całość nie była tak złożona i przewrotnie intelektualne, zdobyłoby to więcej fanów. Może gdyby znalazły się tu jakieś chwytliwe refreny. Może... Byłaby to wówczas inna płyta. Ale nie jest i nie będzie, bo postukładowe klimaty nie są dla każdego, rapperzy mają tyle samo fanów, co zaciekłych wrogów, odmawiających im miejsca na scenie.
    Czy to album, który warto sprawdzić? Cóż, i tak i nie. Tak, jeśli lubisz hardkor i rzeczywiste podziemne granie. Jeśli stawiasz na przekaz, a nie formę, na bezkompromisowość zamiast na przebojowość. Nie, jeżeli nie jesteś w stanie słuchać kolesia o nieco radykalnych przekonaniach, nie przejmującego się ani swoją techniką, ani tym, czy będziesz skłonny tego posłuchać - ma cię w dupie. To niewątpliwie oryginalna rzecz, na pewno najlepsza Pesxa, ale nadal zbyt trudna dla większości słuchaczy.

OCENA: 3\6

SPRAWDŹ, BO CZEMU NIE

środa, 25 listopada 2015

RYFA RI & PEKRO - MIEJSKIE STERY

Hemp 2015

1. Miejskie
2. R!
3. IZM
4. Trip
5. Plan A
6. Juels
7. Moda
8. VO
9. Yo?!
10. Oddychaj
11. Lot
12. 11/12
13. Stery

    Przyznam, że czekałem na album Ryfy, bo jest to bardzo obiecująca rapperka, która, jako jeden z bardzo nielicznych żeńskich głosów, była w stanie mnie do siebie przekonać. I oto jest, i choć wydaje ją Hemp, to nie spodziewałem się zbyt ulicznej jazdy, przecież Ryfa nie jest gangsterką, ta?
    Pekro zajął się produkcją całego albumu, wspomagają go tylko na dekach DJ Gram, DJ Kebs, Kosa i Mr. Ed. I bardzo dobrze. Dzięki temu dostajemy całkiem klasyczny zestaw podkładów, dopracowanych i dosmaczonych na ostro skreczami. Trochę to brzmi jak połączenie klimatów Detroit i NY, z dyskretnym, acz zauważalnym zawiesistym stylem, typowym dla polskiego rapu ulicznego. Jednak Pekro umie bardzo przyjemnie wyważyć balans pomiędzy stylami i muza nie dość, że pasuje idealnie do rapperki, to jeszcze sama w sobie robi dobrą robotę. Muzycznie zatem to bardzo równy album, nie da się wyróżnić specjalnie jakoś jednego bitu - wszystkie są naprawdę dobre. Propsy dla Pekro
    Przyznam, że nie rozczarowałem się. Aksamitny głos Ryfy i jej doskonałe wyczucie flow i umiejętność śpiewania to jej niezaprzeczalne atuty. Jest to jedna z niewielu dziewcząt, potrafiących rymować i mających wersy na dość wysokim poziomie. Choć i tak sytuacja na naszej scenie się poprawia pod tym względem, to i tak Ryfa trafia na pudło bez pudła. Inteligentne, życiowe wersy, poskładane w linijki, których nie trzeba gonić, ani rozwlekać, by trafić w werbel. Ryfa jest gorzka, refleksyjna, ale nie zamula. I choć niespecjalnie da się zacytować jakiś elektryzujący wers, to te teksty mają coś w sobie, słucha się ich z uwagą. A że Ryfa jest tu sama - tym lepiej, jednak chętnie usłyszałbym tu Jeżozwierza, a może Hudego. Ale jak ich nie ma, to nic nie szkodzi.
    Bardzo przyjemny album. Jako sternik tej miejskiej łodzi podwodnej (podziemnej?) Ryfa sprawuje się wybornie. To jest w zasadzie to, czego się spodziewałem - miło kiedy ktoś spełnia twoje oczekiwania. To naprawdę fajny materiał.

OCENA: 5-\6

SPRAWDŹ SOBIE

niedziela, 1 listopada 2015

WUTKAZ EGZEKUTOR - CIĘŻKIE WEJŚCIE

Palmy 2015

1. Intro
2. Ciężkie wejście
3. Ten sam schemat   feat. KOKZ
4. Fanaberie miasta
5. Paragon  
6. Weź się ratuj    feat. IGUAN
7. Nie oszukasz mnie   feat. NAGASH, MAKRUS
8. Na szczyt   
9. Teraz to słyszysz   feat. NAGASH, MAKRUS
10. Bij na alarm
11. Bez większego wsparcia
12. Moc
13. Napad     feat. KOKZ
14. Jebać słabych MC
15. Outro
16. Andergranz

    Link do tego albumu znalazłem pod recenzją Podziemnego Frontu - że niby podobny styl. Na początku nie zakumałem, o co chodzi, ale krótki risercz pozwolił mi sobie przypomnieć, że Wutkaz to jeden z członków młodej gwardii Palmy Records, czyli spadkobierców 'niesławnego' Układu Warszawskiego. Zawsze zastanawiam się, czy recenzować te albumy, bo zawsze jest pod spodem gorąco, ale w sumie... Czemu nie? Przesłuchałem, nawet jeśli okładka odrzuca od razu. Ciekawe, że materiał można dostać nie tylko w sieci, ale również na kasetach i... winylu. Damn.
    To trzydzieści pięć minut bezkompromisowego undergroundu. Oszczędne podkłady z - przyznam - całkiem fajnymi samplami, ciężkie perkusje, to wyznacznik tych bitów. Nie wiem, kto jest tu producentem, bo nie jest to opisane, ale zapewne maczał w tym ręce Nagash, może ktoś jeszcze. Nie ma to i tak większego znaczenia. To brud chodników, zdrapywany energicznie woskiem, bo skreczy tu nie brak, nawet robionych paszczą przez Makrusa, od którego dawno nie słychać było tego skillu, z którego znany był w Warszawie te 15 lat temu. Na pewno znajdą się fani tego brzmienia: wiesz, klimat podziemie NY rok '93. Zresztą, obok iście 'Ciężkiego wejścia', który jest bardzo słaby, są tu również takie bangery, jak 'Weź się ratuj' - taki undergroundowy killer.
    Rapperzy z Palm mają to do siebie, że nie są wirtuozami stylu, o nie! Wutkaz ma wyjątkowo archaiczne flow, które mogę porównać do pierwszych nagrań Kool Moe Dee. Może dla kogoś to zaleta, ale prawilnie przypominam, że minęło już trzydzieści lat. Trzydzieści kurwa. Poza dość marnym stylem, Wutkaz ma do zaoferowania ciężki przekaz - raport z życia chłopaczyny, który biega z trefnym towcem po ulicach, włóczy się po osiedlu i... miażdży słabych MC. No cóż, trochę można by z tym p o d y s k u t o w a ć. Bo Wutkaz ani nie jest świetnym rapperem, ani nie ma żadnego konkretnego przekazu. Ok, te teksty może nie są złe i pewnie założenie jest takie, że 'bring back that ole school shit' - ale nie wiem, jak wielu ludzi jeszcze propsuje takie brzmienie. Zwłaszcza, ze również goście, może poza francuskim Iguanem, pozostawiają sporo do życzenia - może jeszcze Kokz poprawił styl od poprzednich albumów. 
    No dobra, spokojnie. Problemem tego albumu jest to, że jest niszowy. Jednak, jak sądzę, Palmistom to kompletnie nie przeszkadza - a wręcz przeciwnie, cały czas konsekwentnie toczą się obrana trasą, nie wynurzając łbów z okopów. Ciągle pod ziemią, ciągle w klimacie. No i dobrze, to swoista przeciwwaga dla cloudów i trapów. Nie ma tu szału - parę niezłych podkładów, stare patenty - w sumie wychodzi znośny, choć nieprzyswajalny przez wiele osób materiał.

OCENA: 3\6

PS: Zastanawialiście się, jak brzmiałoby Killarmy po polsku? Oni przecież też ignorowali flow, tylko lecieli, jak chcieli. Hm?


piątek, 30 października 2015

MOSAD & KOCUR - LUDZIE-ROBOTY-SYSTEMY

Marathon 2015


1. Czysty jak łza
2. Sekator
3. Street credit   feat. HADES, KRAJNIK
4. Apollo
5. Trzy szybkie
6. Ludzie Roboty Systemy    feat. RAKRACZEJ
7. Tak jak Ty    feat. PARZEL
8. Maroko
9. Al Jazeera
10. Miejsce zbrodni
11. Marathon   feat. DIOX
12. Krótka historia czasu
13. Ultrafiolet
14. Outro

    Jak się okazuje, Mosad wyskoczył przed szereg swoich kolegów, dzięki którym wyszedł na powierzchnię. Kawałk z dioxem, czy wręcz ze szwedzkimi legendami Loop Troop dały mu niejaki fejm. Tu mamy znowu klasyczny duet - rapper i producent, czyli część Marathon Brothers, która tym razem bez Dioxa, wydała swój album.
    Kocur to kocur. Naprawdę, chłopak potrafi zrobić wyśmienite, podziemne podkłady, które fantastycznie hulają w głośnikach. Bum bapowe perkusje, świeże sample i klimat rodem z NY '94 robi tu doskonałe wrażenie. Ale nie myśl sobie, że to zwyczajne sp1200 i bit maszynka. Sir Mich dodaje czasem basu, czasem leci z trąbką - że nie wspominając już o skreczach i katach, których jest tu MULTUM. Niemalże co numer, to inny woskodrap: DJ Kebs, DJ Grubaz, DJ Falcon1, DJ Tuniziano, DJ Wojak, DJ Flip, DJ Skrusz... . Siedzisz, kiwasz głową i płyniesz z tą muzyką. Kocur ma niewypowiedzianą łatwość w składaniu hardkorowych, ciężkich, ale lotnych podkładów, które niosą rappera. Nie wiem, jak Mosad brzmiałby na kimś innym, ale z Kocurem uzupełniają się wybornie. Mnie to bierze.  
    Jaki jest Mosad? Cóż, jak sam mówi, 'to jak wejście smoka przełożone na rap'. To rapper nietuzinkowy, który swoją charyzmą i stylem umie zatuszować niedostatki techniczne - wypadanie z bitu, przestawianie akcentów i tym podobne akcje. Ale ten emce zamknie ci gębę panczami i tysiącem wersów bragga, które przesiąknięte są 'betonem na waszych blokach'. Mosad wymyka się nieco z szufladki, nie stosuje oczywistych rozwiązań i najczęstszym sposobem na wyrażenie swoich myśli jest ego trip - czyli przeskakiwanie od tematu do tematu. Mosad, pomimo wad, brzmi świeżo i bardzo dobrze. W sumie, goście średnio są potrzebni i jakby giną - najlepiej pokazał się tu Hades, nieco mniej Parzel, reszta znikła.
    Wyznam w tajemnicy, że jestem lekko zaskoczony poziomem nagrania. Mnie, staremu pierdzielowi, ten typ muzy wybitnie odpowiada. Doskonałe sample, mnóstwo skreczy, niezły w gruncie rzeczy rapper i klimat z podziemia Nju Jorka - bezcenne. Świetny album, jestem oczarowany.

OCENA: 5\6


poniedziałek, 26 października 2015

DIOX - NOWY TESTAMENT

Prosto 2015

1. Ogień         
2. Pytania        
3. Nowy Testament   
4. Supafresh    feat. CEBULCEBS   
5. Karma           
6. #david_beckham      
7. Haze   feat. GRIZZLEE   
8. Morfina       
9. Król dyskotek   feat. SZTOSS, CEBULCEBS     
10. Hot32        
11. Przeliteruj   feat. MOSAD      
12. Film        
13. Neony
   
    Hah, Diox wywołuje u części słuchaczy nerwowe wzruszenie ramion i grymas, choć przecież ktoś te płyty kupuje, tak? Odsądzany od czci i wiary za banał w tekstach, wydaje jednak już czwartą solówkę - nie licząc oczywiście nagrań w HiFi Bandzie, albumu z Tede, czy nadchodzącego Marathon Brothers - i znowu zbiera niezłe recenzje i... hejt w sieci. Ewenement.
    Płytę otwiera kawałek Kocura, który jest jednym z maratończyków - daje nam to przedsmak tego, co znajdzie się na materiale obu twórców i Mosada. To mocny, bangerowy trak, dość mocno osadzony w klasyce. Jednak nie dajmy się zwieść wejściu - za prawie całość odpowiadają Lanek i Sir Mich i to oni tworzą to nowoczesne, syntetyczne brzmienie. O ile Mich umie wyprodukować taki njuskulowy trak, który będzie bujał, to Lanek odpada czasem w stronę cloudów, które są śmiertelnie nudne - możecie mówić co chcecie, ale dla mnie ten typ muzy nadaje się do podcinania żył w wannie pełnej ciepłej wody. Dobrze, że takich traków jest tu najmniej, bo z kolei podkład do '#davidbeckham' rozwala łeb, 'Hot32' to ogromny bangier, a 'Haze' buja przyjemnie. Do wyrzucenia są tylko 'Pytania'. Młody Grzech dał tu tylko jeden cykający obficie podkład do 'Morfiny', wczuwając się w klimat prowadzony przez kolegów. Do całości dograli swoje skrecze DJ Flip i DJ Perc i choć jest to muzyka nowoczesna, to nie brzmi to źle - poza pojedynczymi rzeczami, jak np. 'Pytania', nad którymi nie będę się już pastwił.
    Nie wiem, jaką Diox przeszedł ewolucję, ale brzmi to nieco dziwacznie - mówię o tych wersach, które polegają na modulowaniu głosu, co brzmi czasem, jakby Diox miał mutację. Do tego te autotuny w refrenach... Nie wiem, czy o to do końca chodziło, bo z drugiej strony flow rapperowi nie szwankuje i w zasadzie dałby sobie radę bez udziwniania. Tym bardziej, że tutaj Diox rezygnuje z taniego moralizatorstwa i leci raczej w bragga i... football. Wpadło tu również kilka niezłych wersów, typu 'Gdzie się nie pojawię, patrzą na mnie \ Może dlatego, że pachnę Victorią (no to jest max!) \
Dziś zwycięstwo tak cudownie pachnie \ Jedyne czym pachnie ta Twoja to Hongkong \ Marzysz o sztukach gorących jak Paris \ Dla mnie Paris St. Germain \ Twoja kariera nie schodzi z ławki \ Moja to ławka w Parc des Princes'. Na płycie trafiło się kilku gości - przede wszystkim to osoby wykonujące refreny. O ile Grizzlee zadbał o bujający wajb, to Sztoss to nieporozumienie, naprawdę. CebulCebs niewiele lepiej, dacie spokój z takimi wokalami, które podokręcane są milionem efektów, co brzmi niczym zawodzenie eunuchów w chórach dynastii Ming. Ale patrząc na wersy Mosada zastanawiam się, jak będzie brzmiał The Marathon Brothers...
    Początek mnie nie zachwycił, ale... Wyznam, że zastanawiam się, czy to aby nie jest najlepszy krążek Dioxa. Bo mimo, że unowocześnił brzmienie, wyszło mu to na dobre. Mimo, że zmienił tematykę - porzucił te banały, którymi nas karmił. Może te wokalne wygibasy są niepotrzebne, ale jakieś minusy muszą się znaleźć, tak? Najlepsze momenty: 'Hot 32', 'Haze' i '#davidbeckham', na drugim biegunie 'Król dyskotek' z tragicznymi wokalami i nudny do wyrzygu 'Pytania' (wiem, miałem się nad tym już nie wywnętrzać...). Ale ogólnie to naprawdę niezła płyta.

OCENA: 4+\6


czwartek, 22 października 2015

WENA & QUIZ - MONOCHROMY

nielegal 2015

1. Magnolia                                 
2. Lato W Mieście                            
3. Od Wiernej                    
4. Otis                   
5. Spróbuj     feat. KUBAN, TEDE               
6. Taniec Ryzyka            
7. Tylko Jeden  

    Wudoe, po paru albumach na legalu, zdecydował się na powrót do korzeni. Zbratał się z Quizem i obaj popełnili nieco ponad dwudziestominutową epkę, która, jak się okazało, zdążyła podbić serca fanów rapu. Osobiście zabrałem się za nią nieco później, ale lepiej późno, niż wcale, c'nie?
    Cały materiał wykonał Quiz i... dobrze. Zrobił on bardzo ciepłe i bujające głową podkłady, które choć siedzą głęboko w korzeniach, wystają również ponad ziemię idąc w kierunku nowocześniejszych rozwiązań. Dzięki temu na klasycznych perkusjach hulają świetnie dobrane sample z różnych gatunków muzycznych, ale czasem podbija nagle jakiś niepokojący dźwięk, jakby pochodzący z innej planety, ale dziwnie komponujący się z resztą. A jak jeszcze wejdzie DJ Ike z drapaniem... Najs.
    W.E.N.A. nie jest rapperem, którego styl cię zmiażdży - nie o to tu chodzi. Ten marymoncki emce wyciągnie z siebie wspomnienia i wyznania, złoży wersy w konkretne linijki i nie będziesz miał się tu do czego przyczepić. Jednak, mimo tego, że to porządny materiał, nie mogę sobie przypomnieć żadnego z ciekawych wersów - a słuchałem przecież ładnych parę razy. Wszystko jest fajnie, ale nic z tego nie wynika - tak jest z każdą płytą Weny. Jest spoko. Oczywiście, takie płyty, które sa po prostu dobre i nie angażują cię jakoś specjalnie w czasie odsłuchu też są wartościowe - po prostu dobrze bangla. Znalazło się tu jedynie dwóch gości - Tede, którego nie poznałem zupełnie - nie tylko dlatego, że jego wejście nie było typową dla niego zwrotką, ale również dlatego, że jakoś głos mu się zmienił - może to wina masteringu, może miał chrypę, a może się zestarzał? Lol, nie wiem. Kuban dał radę, ale szału nie wywołał, szczerze mówiąc.
    No i co? Nic w zasadzie. Mamy dobrą płytę - naprawdę niezłą, z której generalnie nic nie wynika. Quiz zrobił tu doskonałą robotę - bity są pierwsza klasa, dzięki nim Wena brzmi lepiej i mocniej. Dobre do posłuchania, ale bez większej wczuty. Niemniej jednak - fajne.

OCENA: 5-\6


poniedziałek, 19 października 2015

O.S.T.R., JEŻOZWIERZ, SOULPETE - GROWBOX


Asfalt 2015

1. Chamskie Bragga
2. Kolczasty skit
3. Mięso z grilla
4. Agresja
5. Bóg Honor Utarg
6. Mówią mi
7. Ostry skit
8. Przepływ danych
9. O tym samym
10. Kiedy słyszę bit

    Jak to mówią, takich trzech, jak tych dwóch, to nie ma ani jednego. Głupie, ale pasuje jak ulał. Ostry, Jeżozwierz i Duszny Piotruś spotkali się w plenerze, zrobili tzw. 'Tydzień na działce' i... nagrali album. Proste? Proste. Pili, palili, gadali, nagrywali. Że tylko przypomnę, że growbox to takie pudełko, pomagające rosnąć roślinkom...
    SoulPete, autor jednych z najwyżej ocenianych materiałów w kraju, miał za zadanie przynieść do stołu zrobione na poczekaniu i na czilaucie bity, do których powrzucają Ostry i Jeż. To w zasadzie nie są te ciężkie podkłady, które znamy z poprzednich albumów - przynajmniej nie wszystkie. SoulPete dodał tu nieco elektronicznych wajbów, do tego znane u niego ciężkie, hałaśliwe sample i walące po uszach bębny. To trochę tak, jakby przerzucić Bomb Squad do Detroit - czy inaczej to ujmując, jakby Public Enemy nagrywało płytę z J.Dillą. Brzmi intrygująco? Owszem, tak właśnie się tu dzieje. Pete zachował brud swoich nagrań i przepuścił go przez mixer. Nie waha się używać sampli z disco lat '80, czy innych rzeczy, które rzadziej słychać w kawałkach hip hopowych. Świetne, ale to nie powinno nikogo dziwić, c'nie?
    Dwie osobowości. Kolczasty, ciężki głos podziemia, 'ostry duszny', który miesza w swoich tekstach wrzuty militarne, kulinarne, fantasy, czy tak proste, a zarazem przewrotne wersy jak 'co ma wspólnego Czarny z pępkiem? Oba zbierają bawełnę' - no kurwa, beng. Ostry ze swoim znanym wszystkim stylem leci, choć sinusoida jego wersów jest nieco bardziej powichrowana - ostatnio wpadło mu kilka, powiedzmy: niezręcznych porównań. I mimo, iż materiał powstawał w dość luźnej, grillowej atmosferze, wpadło tu trochę poważnych wątków - nie tylko zwykłe, chamskie bragga, ale również są tu numery o nieco głębszym przesłaniu, niż jesteśmy zajebiści wpierdalając steka z gryla.
    Tu się wszystko pięknie zazębia. Świetna, jak zwykle, praca producenta, doskonale współgra z rapsami dwóch weteranów: podziemnego hardkoru i (nie bójmy się tego przyznać) legendy europejskiego rapu. To działa, to kolejna rzecz, którą  można opiewać jako doskonałe połączenie kilku silnych osobowości. Dla mnie super.

OCENA: 5\6