Szpadyzor 2015
1. Intro
2. Wypisane Długopisy
3. Ile w Nas?
4. Punkt Zwrotny feat. RAFI
5. Magma
6. Dobra Wola
7. Mi się nie chcę tego słuchać
8. Więcej niż nic
9. Siłę w sobie znajdź
10. Czysta kartka feat. MIŁY ATZ
11. Zew
12. Papierowy król feat. GINGER
13. Ten kto mówi ...
14. Obce samoloty
15. Outro
Dwa lata temu wyszedł debiutanci legal Mumina i po jego lekturze zastanawiałem się, czy jest to jednorazowy strzał, czy Mumin pojawi się jeszcze kiedyś. Bo, choć płyta była całkiem porządna, miałem wrażenie, że przeszła zupełnie bez echa. To znaczy nikt nie pisał, że dobra, nikt nie zjebał - czyli lipa, bo nie wywołuje emocji. Ale album był naprawdę porządny. A ten?
Znowu za całość muzyki odpowiada tu Ceha. I w sumie dobrze, bo producent umie popełnić bujające bity, mocno osadzone w tradycji nowojorskiego rapu, w klimatach 97-99. Fajne sample, powyciągane z różnych czeluści muzycznych szufladek i spoza nich nadają tempa kawałkom, bumbapowe perkusje wybijają takt i wszystko bardzo przyjemnie kiwa głową. Weź na przykład fajnie włączone próbki ze Stinga w tytułowym traku. Cehę wspomaga DJ War na dekach i razem tworzą sympatyczny smaczek. Nie jest to co prawda nic odkrywczego, ale przynajmniej nieźle się tego słucha. Co więcej, bity są na równym poziomie, są spójne i dobrze siedzą w uszach.
Mumin jakby się zmienił od ostatniego razu. Ma charakterystyczny, lekko zachrypnięty wokal, ale jakoś dziwnie upodobnił się on do stylu Gurala. A może mi się zdaje? Rapper ma niby niezgorsze teksty, ale nic szczególnego tu nie pada - takie tam wersiki w tematach ogólno życiowych. Proste, konkretne, ale bez szału. Stylistycznie, owszem czasem Mumin pokazuje skillsy ('Siłę w sobie znajdź'), ale nie czyni tego również zbyt często. A goście, których jest tu tylko trzech, też nie pokazują wielkich rzeczy. Rafi przelatuje obok numeru, Miły jest beznamiętny i mocno przeciętny, za to Ginger, choć głos ma cienki, to przynajmniej dobrze płynie.
W zasadzie nic się nie zmieniło od ostatniego razu. To wciąż jest bardzo przyjemny, bujający rap w klasycznym klimacie, którego się bardzo dobrze słucha, a który... nic nie wnosi. Dobra płyta, taki wypełniacz półki, po którą sięgną fani brzmień okołozłotoerowych. Niby nic, a jednak lubię.
OCENA: 4\6
MASZ TU TELEDYSK MUMINOWY
Polski hip hop. Wydawnictwa oficjalne i nielegale. Recenzje i podsumowania. Możliwość odsłuchu i ściągnięcia nielegali. Baza dla polskich wydawnictw hip hopowych. * Wszystkie oceny i opinie są moimi osobistymi i subiektywnymi, więc jeśli nie zgadzasz się z jakąś oceną, bądź uprzemy nie wyzywać od najgorszych, tylko dlatego, że mam inne zdanie od Ciebie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poznań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poznań. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 grudnia 2015
poniedziałek, 7 grudnia 2015
DONGURALESKO - MAGNUM IGNOTUM: PRELUDIUM
Szpadyzor 2015
1. MAYA
2. Brudny Agorytm
3. Umarli i Poeci
4. Na Plaży w Pourville
5. Mandala
6. Gra Szklanych Paciorków
7. Żyli wśród róż
8. Apartament
9. Raskolnikov
10. 451'C Fahrenheita
11. Za Legalizacjom
12. Ikar feat. MAŁPA
13. Reflektory
14. Na Hali
Ostatnia płyta Gurala? No cóż, podchodzę do tego sceptycznie, no jak ma być coś ostatnim, jak w podtytule ma 'Preludium' i nazywa się 'Wielka Niewiadoma'? Gural stwierdził, że ze sceny chce zejść niepokonany, dlatego serwuje album zupełnie solowy. No cóż, może i coś w tym jest? Ale czy to jest płyta na odejście? Kłódka zamykająca drzwi kurze znoszącej złote jaja?
Gural postawił na różnorodność, jeśli chodzi o muzykę. Zatrudnił wielu producentów, ale prym wiodą tu The Returners, od których pochodzi aż pięć traków. Ale płytę rozpoczyna mistyczny, oszczędny trak Tasty Beatz - smakowity, tajemniczy i pomimo swojego minimalizmu, bardzo udany. Dwa kawałki pochodzą od Cehy, który z kolei ogarnia rzecz bardzo syntetycznie i trapowo, choć równie minimalistycznie, co Tasty. Podobnie syntetyczne bity mają 2DK, Świerzba. Z tymi trpaowymi kawałkami korespondują te klasyki od Returners, Amatowsky'ego ('Apartament') i Młodego z Heavy Mental ('Żyli wśród róż') i w sumie robi to niezłe wrażenie, bo nawet jeśli bity są nowoczesne, to nie są słabe i nakręcają temperaturę, którą podgrzewają jeszcze na wosku DJ Kostek i Returnersi. Przyznam, że Lanek, choć nie jestem fanem jego twórczości, zrobił fenomenalny trak do '451 stopni Farhrenheita' - podobnie sprawa wygląda z SoDrumatic'iem, którego zazwyczaj nie trawię, a tu ragga-dubowy 'Za legalizacjom' to killer. Naprawdę to dobry kawał muzyki.
Gural zwolnił trochę. Ale nie na tyle, żeby zamulać. Wręcz przeciwnie, na tych oszczędnych podkładach technicznie dzieje się całe mnóstwo rzeczy, a flow zmienia się jak w kalejdoskopie. To spadają nam na głowę kaskady podziesiętnych rymów, to Gural sieka linijki niczym krasnolud toporem rąbał tolkienowskie orki. Porównanie nie jest tu na wyrost, bo rapperowi nie obce są wątki fantastyczne, ale także kulturalne i kulturowe, czy nawet geograficzne i matematyczno-fizyczne. Teksty to zupełny ego trip, MC przeskakuje od tematu od tematu i w zasadzie tysiąc myśli umie zmieścić w jednym kawałku. I tak na zimno myśląc, chłodno kalkulując, to bzdety bez sensu, rymy dla rymów. Jednak ciężko odmówić tu Guralowi charyzmy i pomyślunku - wszak aby poskładać te wersy tak, aby płynnie przechodziły z wątku w wątek też się trzeba natrudzić. A i łatwo wyłapać tu konkretne porównania i pancze - choć tych jest już sporo mniej na tym albumie. Za to całe mnóstwo jest odwołań do dorobku szeroko pojętej sztuki: malarstwa, prozy, czy muzyki, a także do etnograficznych zainteresowań rappera. Przelatujemy przez szczyty górskiej, wychodzimy z lasu równikowego, aby usiąść w zaciszu, przeczytać książkę i obejrzeć wystawę malarstwa. To album o wszystkim. Wszystkim na raz, ale nie o niczym. Raczej o Nitschem - tanie porównanie, ale chuj. Jedynym gościem jest tu Małpa - co tu mówić - bardzo dobry powrót.
To nieco inny album, niż te, do jakich przyzwyczaił nas Gural. Muzycznie jest spokojniej, oszczędniej, ale bardzo dobrze, bo to podkłady, które mają świeżość i pierdolnięcie. Dobrze. Sam Gural pokazuje ile ma skillsów - i choć wspominałem o tekstach, które można odebrać jako bełkot, to jednak stylistyka i sposób składania słów wymusza respekt. Nikt tak nie potrafi składać wielokrotnych i tyle. Ciekawe jest wydanie płyty - czyżby Gural miał zamiar zostać malarzem\marszandem, jak Swizz Beatz? Damn. Tak, czy owak, to świetna płyta, choć... mogła być odrobinę lepsza. Cóż... czyżby najlepszy album Gurala?
OCENA: 5-\6
NAWET GURALA NIE WYSZUKUJE? CO TO ZA UPDATE? TU KLIKAJ PO KAWAŁEK
poniedziałek, 2 listopada 2015
ŚLIWA & BANDURA - EL PASO
nielegal 2015
1. El Paso
2. Natural Born Killaz
3. Level’s
4. Przetrwam
5. Raz Się Żyję
6. Max Cady
7. Hoes Hunter
8. Bratnie Dusze
9. S.M. 2015
10. Zapach Kobiety
Dwóch gości z Aspiratio Crew połączyło swoje siły, aby nagrać ten niezbyt długi materiał. Wiele się mówi o Aspiratio - niekoniecznie najlepiej w świetle beefu z SB Maffiją, wiele się mówiło o Śliwie i jego arcymocnej inspiracji Peją - ale to ewoluowało we własny styl, choć nadal w temacie.
Nie do końca ogarniam produkcję na tym albumie - część bitów jest podpisana Lema, czy GZ, ale większość nie ma źródła, dlatego mogę się domyślać, że podkłady zawinęły się z różnych freeshare'ów - choć to nie ma aż takiego znaczenia. Wystarczy powiedzieć, że to jedna z tych nowoczesnych produkcji, pełna syntetycznych bangerów, mocno brzęczących basów i piszczących wstawek. Nie są to szałowe bity, ale w większości dają radę być słuchalne. Dobrze, że chociaż one.
Śliwa wkurwił mnie już zanim włączyłem płytę - zobaczyłem, że na 'Level's' tytułuje się Śliwa aka Spigg Nice. Ja pierdolę, ten typ to chodząca kserokopiarka - jak nie styl Pei, to ksywkę od kolesia z Lost Boyz. Poza tym, jest przeciętny, choć i tak lepszy od Bandury, który ma wyjątkowo denerwującą manierę rymowania - niby agresywną, niby przyspiesza i moduluje, ale rwie flow, jakby się jąkał. Większość wersów zajmuje dość nijakie bragga, które zupełnie nie jest zajmujące i nie bije panczami po głowie. Pomimo przechwałek, zwrotki są słabe, a Bandura jest typem rappera, którego nie potrafię słuchać, bo wyzwala we mnie mordercze instynkty i agresję swoim chropowatym jąkaniem. Tragedia, czego kwintesencją jest numer 'Max Cady' - tylu wywrotek ile weszło w ten jeden trak, to nie znajdziemy w całej reszcie płyty.
Dawno nie słyszałem tak bardzo irytującego materiału. O ile bity przejdą, choćnie wzruszają, to rapperzy sieją pogrom. Jeszcze Śliwa daje sobie radę jako tako, to Bandurze już dziękujemy. Słabizna tak bardzo. I tego Spigg Nice nie umiem Śliwce darować, co to za pomysł?
OCENA: 2\6
1. El Paso
2. Natural Born Killaz
3. Level’s
4. Przetrwam
5. Raz Się Żyję
6. Max Cady
7. Hoes Hunter
8. Bratnie Dusze
9. S.M. 2015
10. Zapach Kobiety
Dwóch gości z Aspiratio Crew połączyło swoje siły, aby nagrać ten niezbyt długi materiał. Wiele się mówi o Aspiratio - niekoniecznie najlepiej w świetle beefu z SB Maffiją, wiele się mówiło o Śliwie i jego arcymocnej inspiracji Peją - ale to ewoluowało we własny styl, choć nadal w temacie.
Nie do końca ogarniam produkcję na tym albumie - część bitów jest podpisana Lema, czy GZ, ale większość nie ma źródła, dlatego mogę się domyślać, że podkłady zawinęły się z różnych freeshare'ów - choć to nie ma aż takiego znaczenia. Wystarczy powiedzieć, że to jedna z tych nowoczesnych produkcji, pełna syntetycznych bangerów, mocno brzęczących basów i piszczących wstawek. Nie są to szałowe bity, ale w większości dają radę być słuchalne. Dobrze, że chociaż one.
Śliwa wkurwił mnie już zanim włączyłem płytę - zobaczyłem, że na 'Level's' tytułuje się Śliwa aka Spigg Nice. Ja pierdolę, ten typ to chodząca kserokopiarka - jak nie styl Pei, to ksywkę od kolesia z Lost Boyz. Poza tym, jest przeciętny, choć i tak lepszy od Bandury, który ma wyjątkowo denerwującą manierę rymowania - niby agresywną, niby przyspiesza i moduluje, ale rwie flow, jakby się jąkał. Większość wersów zajmuje dość nijakie bragga, które zupełnie nie jest zajmujące i nie bije panczami po głowie. Pomimo przechwałek, zwrotki są słabe, a Bandura jest typem rappera, którego nie potrafię słuchać, bo wyzwala we mnie mordercze instynkty i agresję swoim chropowatym jąkaniem. Tragedia, czego kwintesencją jest numer 'Max Cady' - tylu wywrotek ile weszło w ten jeden trak, to nie znajdziemy w całej reszcie płyty.
Dawno nie słyszałem tak bardzo irytującego materiału. O ile bity przejdą, choćnie wzruszają, to rapperzy sieją pogrom. Jeszcze Śliwa daje sobie radę jako tako, to Bandurze już dziękujemy. Słabizna tak bardzo. I tego Spigg Nice nie umiem Śliwce darować, co to za pomysł?
OCENA: 2\6
sobota, 31 października 2015
BĘKARTY FORMY - INGLORIUS
nielegal 2015
1. Bez zaplecza
2. Ponad stan
3. Passa \ branża feat. SAMSIN
4. Ja versus
5. Route 66
6. Prostsza wersja
7. Skit
8. Własna misja
9. Minimalistycznie
10. Inglorious
11. Grawitacja - ELWOODJACK feat. ALPHA (BONUS TRACK)
12. Jeszcze przyjdą - FINK TREE feat. RESPO (BONUS TRACK)
Bękarty Formy - trudno o nazwę, która będzie zarazem wymowna, jak również wprowadzała w nieco bareistyczny świat. Na Alphę zwróciłem uwagę już jakiś czas temu - bardzo wpadł mi w ucho jego album na bitach Jaxa, a tym razem mamy pierwszy materiał od grupy, którą stworzył Alpha właśnie, wraz z Respo i Aistem.
To własnie Aist jest tu producentem. Jako miłośnik muzyki soul i hard elektro, robi muzykę, która próbuje być złotym środkiem pomiędzy klasycznymi samplami soulowymi, a gęstą, komputerową elektroniką. Te bity przelatują jak nóż przez masło i zabierają cię na trip - to nie jest twój pierwszy lepszy dópstep, czy inny cloud, który można odbierać tylko na purple pills. Ta elektronika ma głębię, drugie dno, wyłażące spod perkusji, które również wcale nie są oczywiste. Mój Boże, czemu chowasz Aista przed uszami narodu? Jeśli tę płytę usłyszy więcej osób, to muszą zajarać się tym gównem, bo to gówno prima sort.
Słabi rapperzy zdolni byliby zepsuć nawet genialne podkłady. Na szczęście Bękarty zostały wyrzutkami nie dlatego, że są słabi, tylko dlatego, że są za dobrzy. I Alpha, i Respo doskonale radzą sobie na tych podkładach, które wcale nie są takie oczywiste. Przejrzysta technika, która nie zamula, tylko pozwala płynąć wraz z bitami i śledzić temat, uwypukla teksty. A nie są one wcale słabe - to przegląd obserwacji na temat życia i muzyki, podany w nieco filozoficzny, ale wciąż zrozumiały sposób. Obaj emce mają łatwość wypowiedzi, lecą jak Dreamliner do Chicago. Każdy wers jest przemyślany, nie ma wpadek stylistycznych, nie ma potknięć - jest świetnie. Jedynym gościem jest pochodzący z zadupia Kaliforni białas Samsin, który dopasowany jest do klimatu. Odmienna jest zaś końcówka płyty, bo na bonusach mamy kawałki, gdzie członkowie zespołu udzielają się gościnnie u Elwoodjack, disco-rockowego zespołu, gdzie Respo gra na basie (say WAT?), czy u Fink Tree, grającego brytyjskie klimaty - nie grajm, tylko rocka naturalnie.
Kurde, niesamowicie świeży materiał, który łączy doskonałą robotę na majku z wybitną muzą Aista. Nie jestem pewien, czy te dwa ostatnie traki pasują do całości, ale mimo, iż nagrane z rockowymi bandami, są całkiem spoko. Świetny album, na pewno warty sprawdzenia, polecam.
OCENA: 5\6
1. Bez zaplecza
2. Ponad stan
3. Passa \ branża feat. SAMSIN
4. Ja versus
5. Route 66
6. Prostsza wersja
7. Skit
8. Własna misja
9. Minimalistycznie
10. Inglorious
11. Grawitacja - ELWOODJACK feat. ALPHA (BONUS TRACK)
12. Jeszcze przyjdą - FINK TREE feat. RESPO (BONUS TRACK)
Bękarty Formy - trudno o nazwę, która będzie zarazem wymowna, jak również wprowadzała w nieco bareistyczny świat. Na Alphę zwróciłem uwagę już jakiś czas temu - bardzo wpadł mi w ucho jego album na bitach Jaxa, a tym razem mamy pierwszy materiał od grupy, którą stworzył Alpha właśnie, wraz z Respo i Aistem.
To własnie Aist jest tu producentem. Jako miłośnik muzyki soul i hard elektro, robi muzykę, która próbuje być złotym środkiem pomiędzy klasycznymi samplami soulowymi, a gęstą, komputerową elektroniką. Te bity przelatują jak nóż przez masło i zabierają cię na trip - to nie jest twój pierwszy lepszy dópstep, czy inny cloud, który można odbierać tylko na purple pills. Ta elektronika ma głębię, drugie dno, wyłażące spod perkusji, które również wcale nie są oczywiste. Mój Boże, czemu chowasz Aista przed uszami narodu? Jeśli tę płytę usłyszy więcej osób, to muszą zajarać się tym gównem, bo to gówno prima sort.
Słabi rapperzy zdolni byliby zepsuć nawet genialne podkłady. Na szczęście Bękarty zostały wyrzutkami nie dlatego, że są słabi, tylko dlatego, że są za dobrzy. I Alpha, i Respo doskonale radzą sobie na tych podkładach, które wcale nie są takie oczywiste. Przejrzysta technika, która nie zamula, tylko pozwala płynąć wraz z bitami i śledzić temat, uwypukla teksty. A nie są one wcale słabe - to przegląd obserwacji na temat życia i muzyki, podany w nieco filozoficzny, ale wciąż zrozumiały sposób. Obaj emce mają łatwość wypowiedzi, lecą jak Dreamliner do Chicago. Każdy wers jest przemyślany, nie ma wpadek stylistycznych, nie ma potknięć - jest świetnie. Jedynym gościem jest pochodzący z zadupia Kaliforni białas Samsin, który dopasowany jest do klimatu. Odmienna jest zaś końcówka płyty, bo na bonusach mamy kawałki, gdzie członkowie zespołu udzielają się gościnnie u Elwoodjack, disco-rockowego zespołu, gdzie Respo gra na basie (say WAT?), czy u Fink Tree, grającego brytyjskie klimaty - nie grajm, tylko rocka naturalnie.
Kurde, niesamowicie świeży materiał, który łączy doskonałą robotę na majku z wybitną muzą Aista. Nie jestem pewien, czy te dwa ostatnie traki pasują do całości, ale mimo, iż nagrane z rockowymi bandami, są całkiem spoko. Świetny album, na pewno warty sprawdzenia, polecam.
OCENA: 5\6
sobota, 24 października 2015
SŁOŃ - BRAIN DEAD FAMILIA
Brain Dead Familia 2015
1. Mitsukurina feat. GROOV
2. Ogień & Lód
3. HeadBanger
4. DD
5. Keep It Sick feat. BLAZE YA DEAD HOMIE
6. #negatywnyrap
7. Martwy
8. Iluminaty Jak Skurwesyn
9. Sirocco feat. DEJAN, PENX, HZD, GUZIOR
10. Fashion Week
11. Kłamca
12. Dwugłowy Kruk feat. OXON
13. Czysta Miłość
14. THX
15. PSS
Kolejny przerażający album? Rodzina obdarzona martwicą mózgu wypuszcza nowy materiał, pełen słoniowych jazd rodem z horrorcore. Dobrze zrobiona okładka, sprytnie poskładana i ilustrowana powoduje na pewno wzrost zainteresowania. Wiadomo, czego można spodziewać się po Słoniu, hajs się zgodzi, ale czy płyta jest dobra? Hę?
Muzyka tu jest teoretycznie dość zróżnicowana, ale w trakcie odsłuchu okazuje się, że i ci nowocześni producenci i ci bardziej klasyczni spotykają się mniej więcej po środku. Więc muzyka nie jest ani złotoerowa, ani njuskulowa - raczej to taki unowocześniony hardkor hip hop z przełomu XX i XXI wieku - że tak to ujmę nieco trywialnie. Dominują tu syntetyczne bity Chrisa Carsona (świetne 'Martwy') i mocne podkłady The Returners, którzy pokazują swoją drugą twarz: ostre gitary, czy ciężar płyty nagrobnej w doskonałym skądinąd '#negatywnyrap' pokazuje że wrócili (nomen omen) w bardzo dobrej formie. Kilka bitów podał DJ Creon - jak zwykle są to konkretne perkusje i ciężkie sample, powyciągane z gardeł zakurzonych winyli. Po jednym zaś traku dali jeszcze TMK Beatz, White House (trochę jakby rodem ze studia Dr. Dre), Mikser (trochę nijaki 'Fashion week'), Dyniak, SSZ (brzęczący, skradający się bit w 'Dwugłowym kruku') i Matheo. Całość mogłaby spokojnie ilustrować jakiś thriller jako ścieżka dźwiękowa - przyznam, że bitom za dużo zarzucić nie można. Są klimatyczne i sporo wnoszą do brzmienia całości.
Od dawna wiadomo, że Słoń jest naprawdę niezły na majku. Wściekły wokal, obrazoburcze wersy, obleśne porównania - czasem prostackie, czasem trafiające jak gwóźdź oczodół, jak choćby 'Wywołam czyste szaleństwo, dziki wrzask i terror \ To mój czas, zredefiniowałem martwy sezon \ Rzucam kartki w niebo i choć pióro mam lekkie ponoć \ To teksty jak meteoryt wbijają się w glebę płonąc'. Nie spodziewaj się tu niczego nowego i odkrywczego - to wciąż ten sam Słoń, próbujący przerazić słuchacza i wciąż przemycający flejwor, dość ordynarnie zawinięty od Necro. Flejwor i często teksty, ale i tak nadal niewiele osób zna twórczość tego białasa, więc może sobie pozwalać. Do tego wszystkiego znalazło się tu paru gości, próbujących się tu odnaleźć w tej krwawej kąpieli. Blaze, amerykański koleś Insane Clown Posse, wzbogacił swoją osobą 'Keep it sick', choć pamiętajmy, że to nadal drugoligowy horrorcore jugalo. Z Polaków najlepiej chyba weszli w rolę Penx i Hazzidy. Reszta ujdzie.
Nie powiem, że znalazłem to coś nowego, ale nie powiem również, że to kiepska rzecz. Jeśli lubisz Słonia, będziesz zadowolony, bo korzysta on nadal z tego sprawdzonego schematu - tyle, że nieźle go podszlifował. To jest album, który wszedł mi najlepiej z produkcji Słonia. Porządna rzecz, a jeśli spuścimy kurtynę milczenia na pewne wpadki słowne, to nawet naprawdę dobra. Ale nie przesadzajmy z euforią, bo większość robi tu muzyka. Słoniu, podziękuj Returnersom i Carsonowi.
OCENA: 4+\6
1. Mitsukurina feat. GROOV
2. Ogień & Lód
3. HeadBanger
4. DD
5. Keep It Sick feat. BLAZE YA DEAD HOMIE
6. #negatywnyrap
7. Martwy
8. Iluminaty Jak Skurwesyn
9. Sirocco feat. DEJAN, PENX, HZD, GUZIOR
10. Fashion Week
11. Kłamca
12. Dwugłowy Kruk feat. OXON
13. Czysta Miłość
14. THX
15. PSS
Kolejny przerażający album? Rodzina obdarzona martwicą mózgu wypuszcza nowy materiał, pełen słoniowych jazd rodem z horrorcore. Dobrze zrobiona okładka, sprytnie poskładana i ilustrowana powoduje na pewno wzrost zainteresowania. Wiadomo, czego można spodziewać się po Słoniu, hajs się zgodzi, ale czy płyta jest dobra? Hę?
Muzyka tu jest teoretycznie dość zróżnicowana, ale w trakcie odsłuchu okazuje się, że i ci nowocześni producenci i ci bardziej klasyczni spotykają się mniej więcej po środku. Więc muzyka nie jest ani złotoerowa, ani njuskulowa - raczej to taki unowocześniony hardkor hip hop z przełomu XX i XXI wieku - że tak to ujmę nieco trywialnie. Dominują tu syntetyczne bity Chrisa Carsona (świetne 'Martwy') i mocne podkłady The Returners, którzy pokazują swoją drugą twarz: ostre gitary, czy ciężar płyty nagrobnej w doskonałym skądinąd '#negatywnyrap' pokazuje że wrócili (nomen omen) w bardzo dobrej formie. Kilka bitów podał DJ Creon - jak zwykle są to konkretne perkusje i ciężkie sample, powyciągane z gardeł zakurzonych winyli. Po jednym zaś traku dali jeszcze TMK Beatz, White House (trochę jakby rodem ze studia Dr. Dre), Mikser (trochę nijaki 'Fashion week'), Dyniak, SSZ (brzęczący, skradający się bit w 'Dwugłowym kruku') i Matheo. Całość mogłaby spokojnie ilustrować jakiś thriller jako ścieżka dźwiękowa - przyznam, że bitom za dużo zarzucić nie można. Są klimatyczne i sporo wnoszą do brzmienia całości.
Od dawna wiadomo, że Słoń jest naprawdę niezły na majku. Wściekły wokal, obrazoburcze wersy, obleśne porównania - czasem prostackie, czasem trafiające jak gwóźdź oczodół, jak choćby 'Wywołam czyste szaleństwo, dziki wrzask i terror \ To mój czas, zredefiniowałem martwy sezon \ Rzucam kartki w niebo i choć pióro mam lekkie ponoć \ To teksty jak meteoryt wbijają się w glebę płonąc'. Nie spodziewaj się tu niczego nowego i odkrywczego - to wciąż ten sam Słoń, próbujący przerazić słuchacza i wciąż przemycający flejwor, dość ordynarnie zawinięty od Necro. Flejwor i często teksty, ale i tak nadal niewiele osób zna twórczość tego białasa, więc może sobie pozwalać. Do tego wszystkiego znalazło się tu paru gości, próbujących się tu odnaleźć w tej krwawej kąpieli. Blaze, amerykański koleś Insane Clown Posse, wzbogacił swoją osobą 'Keep it sick', choć pamiętajmy, że to nadal drugoligowy horrorcore jugalo. Z Polaków najlepiej chyba weszli w rolę Penx i Hazzidy. Reszta ujdzie.
Nie powiem, że znalazłem to coś nowego, ale nie powiem również, że to kiepska rzecz. Jeśli lubisz Słonia, będziesz zadowolony, bo korzysta on nadal z tego sprawdzonego schematu - tyle, że nieźle go podszlifował. To jest album, który wszedł mi najlepiej z produkcji Słonia. Porządna rzecz, a jeśli spuścimy kurtynę milczenia na pewne wpadki słowne, to nawet naprawdę dobra. Ale nie przesadzajmy z euforią, bo większość robi tu muzyka. Słoniu, podziękuj Returnersom i Carsonowi.
OCENA: 4+\6
niedziela, 30 sierpnia 2015
JUREK KILER - NOWY JUREK
NNJL 2015
1. Siema Jurek
2. 23 feat. BRAINFREEZER
3. Wierzę W Nas
4. Feng Shui feat. KRISSU
5. Bill Murray feat. OLO
6. Kasa Nowa
7. #1
8. Arda Turan
9. #2
10. Penne
11. Bruce Banner feat. WERA
12. #3
13. Ktoś Coś feat. KLEMENS
14. Wiem Od Niemena
Ponad dwa lata po wydaniu debiutanckiego 'Albumu', Jurki Kilery powracają z nowym materiałem, podbitym logo labelu Gedzilli. Rapper i producent wypuścili półgodzinny materiał, którym prezentują nowe oblicze Jurka.
Mesut Mrozil ma świetne wyczucie do ciepłych, soulowych sampli, które transportują nas bezpośrednio do drugiej połowy lat '90, do Nowego Jorku, bądź Filadelfii, czy Detroit. Fajnie poskładane perkusje, nie monotonne, nie nudne - niby bumbap, ale jednak rytm nie jest aż tak oczywisty. Jest tu sporo sampli wokalnych, większość pościągana z klasyki gatunku i brzmi to naprawdę świetnie. Tak, Mesut niepostrzeżenie robi również wycieczki w lata bieżące, łamiąc perkusje i cykając hajhetami ('wierzę w nas'), nie rezygnując z loopa z jakiegoś ciepłego r&b. Czasem brzmi to nieco dziwacznie, kiedy w 'Bill Murray' połączony jest spokojny sampel wokalny z cutami z Three 6 Mafia i cykającą perkusją. Do tego czasem bity wzbogacone są skreczami od DJ Alcoholu 100%, czy Dany Losu. Poza paroma drobnymi momentami, jest ciekawie i przyjemnie.
Filip ogarnia tu mikrofon, ale nie jest to mistrz mikrofonu. Owszem, posiada swój wyrazisty styl, da się go rozpoznać, ale jego wokal i technika nie każdemu przypadną do gustu. Jego brzmienie jest dość szczególna, wcale niekoniecznie przyjemna dla ucha. Filip nieco nadrabia tekstami i w rezultacie nie jest tak źle, ale ja osobiście fanem nie jestem. Poza tym, znowu uderzają mnie tytuły, zawierające nazwisko jakiejś persony. Kurwa, co to za moda? Tytuł sobie, zwrotki sobie i weź się domyśl, o co w tym chodzi, przecież nie każdy jest fanem piłki i wie, kim jest Arda Turan, nawet jeśli kojarzy FC Barcelonę. Nie każdy oglądał Hulka i kim kurwa jest Penne? (zanim się zaperzysz - to żart, wyluzuj). Do tego nie wszyscy goście stają na wysokości zadania - chyba tylko Brainfreezer, bo Krissu i Olo są bardzo nijacy i w sumie zbędni tutaj, Klemens również zawiódł swoim tekstem.
No cóż, czy ta płyta coś wnosi ciekawego? Muzycznie pewnie tak, bo Mesut Mrozil potrafi połączyć sprytnie stare z nowym i to bangla. Filip nie zawsze zaś potrafi przyciągnąć do głośnika i tu nie zawsze bywa interesująco. Jest to dobry materiał, wartym sprawdzenia, choć z zastrzeżeniem, że może nie wejść zbyt lekko.
OCENA: 4\6
1. Siema Jurek
2. 23 feat. BRAINFREEZER
3. Wierzę W Nas
4. Feng Shui feat. KRISSU
5. Bill Murray feat. OLO
6. Kasa Nowa
7. #1
8. Arda Turan
9. #2
10. Penne
11. Bruce Banner feat. WERA
12. #3
13. Ktoś Coś feat. KLEMENS
14. Wiem Od Niemena
Ponad dwa lata po wydaniu debiutanckiego 'Albumu', Jurki Kilery powracają z nowym materiałem, podbitym logo labelu Gedzilli. Rapper i producent wypuścili półgodzinny materiał, którym prezentują nowe oblicze Jurka.
Mesut Mrozil ma świetne wyczucie do ciepłych, soulowych sampli, które transportują nas bezpośrednio do drugiej połowy lat '90, do Nowego Jorku, bądź Filadelfii, czy Detroit. Fajnie poskładane perkusje, nie monotonne, nie nudne - niby bumbap, ale jednak rytm nie jest aż tak oczywisty. Jest tu sporo sampli wokalnych, większość pościągana z klasyki gatunku i brzmi to naprawdę świetnie. Tak, Mesut niepostrzeżenie robi również wycieczki w lata bieżące, łamiąc perkusje i cykając hajhetami ('wierzę w nas'), nie rezygnując z loopa z jakiegoś ciepłego r&b. Czasem brzmi to nieco dziwacznie, kiedy w 'Bill Murray' połączony jest spokojny sampel wokalny z cutami z Three 6 Mafia i cykającą perkusją. Do tego czasem bity wzbogacone są skreczami od DJ Alcoholu 100%, czy Dany Losu. Poza paroma drobnymi momentami, jest ciekawie i przyjemnie.
Filip ogarnia tu mikrofon, ale nie jest to mistrz mikrofonu. Owszem, posiada swój wyrazisty styl, da się go rozpoznać, ale jego wokal i technika nie każdemu przypadną do gustu. Jego brzmienie jest dość szczególna, wcale niekoniecznie przyjemna dla ucha. Filip nieco nadrabia tekstami i w rezultacie nie jest tak źle, ale ja osobiście fanem nie jestem. Poza tym, znowu uderzają mnie tytuły, zawierające nazwisko jakiejś persony. Kurwa, co to za moda? Tytuł sobie, zwrotki sobie i weź się domyśl, o co w tym chodzi, przecież nie każdy jest fanem piłki i wie, kim jest Arda Turan, nawet jeśli kojarzy FC Barcelonę. Nie każdy oglądał Hulka i kim kurwa jest Penne? (zanim się zaperzysz - to żart, wyluzuj). Do tego nie wszyscy goście stają na wysokości zadania - chyba tylko Brainfreezer, bo Krissu i Olo są bardzo nijacy i w sumie zbędni tutaj, Klemens również zawiódł swoim tekstem.
No cóż, czy ta płyta coś wnosi ciekawego? Muzycznie pewnie tak, bo Mesut Mrozil potrafi połączyć sprytnie stare z nowym i to bangla. Filip nie zawsze zaś potrafi przyciągnąć do głośnika i tu nie zawsze bywa interesująco. Jest to dobry materiał, wartym sprawdzenia, choć z zastrzeżeniem, że może nie wejść zbyt lekko.
OCENA: 4\6
niedziela, 26 lipca 2015
RR BRYGADA - SOUNDTRRACK
Unhuman 2015
1. Intro
2. Blues Brothers
3. Jestem Legendą
4. Wejście Smoka feat RUDI
5. Friday feat. HERON
6. Sami Swoi feat. SHELLERINI, KONI, KOWALL, QLOP
7. Szklana Pułapka
8. Waleczne Serce
9. Noc Żywych Trupów
10. Chłopaki Nie Płaczą feat. ZEUS
11. RRRrrrr!!!
12. Nagi Instynkt feat. SOBOTA, MARTITA
13. Czas Serferów
14. 60 sekund
15. Obcy
16. Człowiek Z Żelaza
17. Pasja feat. RPS
Nowa płyta duetu Ry23 i Rafi wyszła bez większego echa. Owszem, po jakimś czasie dostrzeżono ją i zaczęto o niej mówić, ale promocja była jakoś ułomna. Tyle, Że leżało tego po empikach całe stosy. Czwarty album poznańskiego duetu, po ostatniej lekkiej wpadce z 'Rarytasem', który wcale rarytasem nie był, jest czymś niejako nowym: to koncept album. I choć okładka jest jedną z najchujowszych, jakie widziałem na legalu, to pomysł wydawał się intrygujący.
Muzyka to przede wszystkim Big Jaffrey i Snake, z pojedynczymi wejściami takich osób, jak M'Nm, Greg, Banan, Dyniak i Ceha. I szczerze mówić, nie ma znaczenia, kto akurat jest na podkładzie - wszystkie brzmią w klimacie, bez wychodzenia przed szereg. To dość klasyczne podkłady, wywodzące się z początku XXI wieku. Tak sobie tego słucham i słucham, jeszcze i jeszcze raz... I nie mogę powiedzieć, że jakiś bit zrobił na mnie wrażenie - wszystko jest tak równe, jakby po albumie przejechał walec. Trochę wyróżnia się 'Waleczne secre' od Snake, głównie dzięki ostrym gitarom, wsamplowanym w bit. No i ten sampel w 'RRRrrrr!!!' z piosenki Edwin Starr'a... Snake to ma. Do bitów dochodzą oszczędne skrecze DJ Soiny i DJ Sokoła i... tyle.
Obaj rapperzy są na tyle charakterystyczni, że nie ma problemu z ich rozróżnieniem, nawet, jeśli są pomiędzy setką emce. Ry ma te swoje RRRRRY! i lekką wadę wymowy, Rafi zaś od lat ten czilautowy flow, rozpoznawalny zawsze i wszędzie. No i dobrze, są oryginalni i charakterystyczni. Co to daje? Głównie tyle, że nie brzmi to jak płyta jedna z wielu, ale jak kolejna płyta RR Brygady. Koncept konceptem, każdy kawałek oparty jest o klasyk filmografii polskiej i światowej - i to jest tu najlepsze. Ale rapperzy nie wysilili się, aby wyjść poza ogólnie rozumiany tytuł każdego z dzieł. To głównie bragga, nieco o imprezach i dziewczynach, może trochę o rapie i... już. Żadnych zjawiskowych wersów, nic nowatorskiego: Rafi i Ramona robią swoje, w swoim stylu, a ich goście doskonale dostosowali się do klimatu. Z tłumu wyróżnia się RPS aka Peja da Rychu, bo... on się zawsze wyróżnia.
Constans - tak można określić album. To nie jest zła płyta. Buja, bawi - wszystko ok. Ale nie znajdziesz tu nic nowego, nic odkrywczego, żadnego rymu, który wbije się w pamięć, żadnego bitu, który będziesz katował. Od początku do końca to równa linia, bez żadnej sinusoidy emocji. Płasko jak w Holandii. Niewiele się tu dzieje.
OCENA: 4-\6
1. Intro
2. Blues Brothers
3. Jestem Legendą
4. Wejście Smoka feat RUDI
5. Friday feat. HERON
6. Sami Swoi feat. SHELLERINI, KONI, KOWALL, QLOP
7. Szklana Pułapka
8. Waleczne Serce
9. Noc Żywych Trupów
10. Chłopaki Nie Płaczą feat. ZEUS
11. RRRrrrr!!!
12. Nagi Instynkt feat. SOBOTA, MARTITA
13. Czas Serferów
14. 60 sekund
15. Obcy
16. Człowiek Z Żelaza
17. Pasja feat. RPS
Nowa płyta duetu Ry23 i Rafi wyszła bez większego echa. Owszem, po jakimś czasie dostrzeżono ją i zaczęto o niej mówić, ale promocja była jakoś ułomna. Tyle, Że leżało tego po empikach całe stosy. Czwarty album poznańskiego duetu, po ostatniej lekkiej wpadce z 'Rarytasem', który wcale rarytasem nie był, jest czymś niejako nowym: to koncept album. I choć okładka jest jedną z najchujowszych, jakie widziałem na legalu, to pomysł wydawał się intrygujący.
Muzyka to przede wszystkim Big Jaffrey i Snake, z pojedynczymi wejściami takich osób, jak M'Nm, Greg, Banan, Dyniak i Ceha. I szczerze mówić, nie ma znaczenia, kto akurat jest na podkładzie - wszystkie brzmią w klimacie, bez wychodzenia przed szereg. To dość klasyczne podkłady, wywodzące się z początku XXI wieku. Tak sobie tego słucham i słucham, jeszcze i jeszcze raz... I nie mogę powiedzieć, że jakiś bit zrobił na mnie wrażenie - wszystko jest tak równe, jakby po albumie przejechał walec. Trochę wyróżnia się 'Waleczne secre' od Snake, głównie dzięki ostrym gitarom, wsamplowanym w bit. No i ten sampel w 'RRRrrrr!!!' z piosenki Edwin Starr'a... Snake to ma. Do bitów dochodzą oszczędne skrecze DJ Soiny i DJ Sokoła i... tyle.
Obaj rapperzy są na tyle charakterystyczni, że nie ma problemu z ich rozróżnieniem, nawet, jeśli są pomiędzy setką emce. Ry ma te swoje RRRRRY! i lekką wadę wymowy, Rafi zaś od lat ten czilautowy flow, rozpoznawalny zawsze i wszędzie. No i dobrze, są oryginalni i charakterystyczni. Co to daje? Głównie tyle, że nie brzmi to jak płyta jedna z wielu, ale jak kolejna płyta RR Brygady. Koncept konceptem, każdy kawałek oparty jest o klasyk filmografii polskiej i światowej - i to jest tu najlepsze. Ale rapperzy nie wysilili się, aby wyjść poza ogólnie rozumiany tytuł każdego z dzieł. To głównie bragga, nieco o imprezach i dziewczynach, może trochę o rapie i... już. Żadnych zjawiskowych wersów, nic nowatorskiego: Rafi i Ramona robią swoje, w swoim stylu, a ich goście doskonale dostosowali się do klimatu. Z tłumu wyróżnia się RPS aka Peja da Rychu, bo... on się zawsze wyróżnia.
Constans - tak można określić album. To nie jest zła płyta. Buja, bawi - wszystko ok. Ale nie znajdziesz tu nic nowego, nic odkrywczego, żadnego rymu, który wbije się w pamięć, żadnego bitu, który będziesz katował. Od początku do końca to równa linia, bez żadnej sinusoidy emocji. Płasko jak w Holandii. Niewiele się tu dzieje.
OCENA: 4-\6
sobota, 13 czerwca 2015
ENRIKLE & KMIECIU - PŁYTA TAKTYCZNA EP
nielegal 2015
1. Ludzie gówna
2. Pierwszy tysiąc (brutto)
3. Kiedy dorosnę...
4. Herosi
5. Dycha (wydaję ją jakbym zdychał)
6. Bruno Schulz feat. GOSPEL, CIT RUS
Dobra, nie mam pojęcia, co to za kolesie, choć z tego, co się zorientowałem, siedzą już jakiś czas na scenie, a nawet mają na koncie parę wydawnictw podziemnych. No cóż, nie muszę znać wszystkiego, co się w tym kraju wydaje pod ziemią, ale jeśli wpada mi to w łapy, to przecież sprawdzę, c'nie?
Nie wiem, kto tu robił bity, niektóre wydają mi się znajome - ale może to wina sampla... Nie wiem, ale mam wrażenie nieodparte, że chłopaki zawinęli podkłady skądkolwiek. To klasyczne traki, oparte na samplach - brzmi to bardzo sympatycznie i stanowi dobre tło dla wygłupów rapperów. Ale, jako że to robota wtórna, nie ma co się nad tym rozwodzić.
Za całości przebija kpina, ironia i zjebka wszelkich trendów. Obaj rapperzy nawijają na podobnym poziomie: flow jest ok, nieco archaiczny, ale ujdzie. Za to kiedy przychodzi do tekstów... Jest różnie. Specyficznie, szczególnie, oryginalnie, czasem zabawnie, czasem prostacko. Rapperzy nabijają się ze wszystkiego jak leci, piętnują ślepe podążanie za trendami, chcą zarobić kasę, mają bekę z młodzieńczych marzeń, typu 'będę sztosem' i tym podobne szaleństwa. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że MC nie zawsze mieszczą się w linijkach i czasem ledwo nadążają za werblami, sprawiając wrażenie nieudolnych. Jednak Kmieciu potrafi zaskoczyć czasem przyspieszeniami i wielokrotnymi rymami, więc technicznie jest tu bardzo nierówno. Jednak nie należy się tu raczej zatrzymywać na technice, bo nie o nią tu chodzi. Żarty żarciki, uszczypliwe komentarze, wredne porównania i bezlitosne szpile powodują, że musisz się uśmiechnąć. A gościnne występy Gospela, całkiem nieźle się tu wpasowującego ze swoją manierą oraz Cytrusa może nie wprawiają w zachwyt, ale nie szkodzą.
Zabawna płyta, może nieco inspirowana Dwa Sławy, ale to inny poziom ironii - wręcz czasem szyderstwa, wyplutego prosto w twarz - właśnie dlatego wspominałem o prostactwie, który uwidacznia się w 'Ludzie gówna'. Jasne, że to pastisz i beka, ale niektóre sformułowania nie były smaczne... Za to dalej jest tylko lepiej i myślę, że warto sobie sprawdzić, jakie heheszki czynią obaj panowie.
OCENA: 4+\6
niedziela, 8 marca 2015
ŚLIWA - CHŁOPAK Z SĄSIEDZTWA
RPS 2015
CD 1
1. Flashback Intro
2. Łatwo Upaść, Trudniej Wstać
3. Kumple
4. Ten Się Śmieje, Kto Się Śmieje Ostatni
5. Muszę Cię Poznać
6. Miewam Sny
7. Chcę Ci Pomóc feat. PALUCH
8. Mentalność Singla feat. GANDZIOR
9. W Poszukiwaniu Szczęścia
10. Aż Chcę Się Żyć feat. FISHER, RPS
11. Od Zera Do Bohatera
CD 2
1. Nie Daj Się
2. Milion Możliwości feat. GZ, FISHER
3. Boisz Się Lustra
4. Skrzywdzona
5. Dzieciak Widzi Dzieciak Słyszy
6. Co By Się Nie Działo feat. BANDURA
7. Haza
8. Nie Igram Z Losem
9. Bezlitosny Los
10. Czy Zapłaczesz Po Mej Śmierci feat. JANO, AK 47
11. Miewam Sny (G-RMX)
Śliwa się wyrobił. Przestał brzmieć jak tania kopia Pei i choć wyraźnie słychać, skąd się wziął, to przecież pamiętajmy, że Rychu jest jego mentorem, więc skąd miał Śliwa czerpać inspirację, jak nie od guru z sąsiedztwa? To drugi album poznaniaka, tym razem podwójny. Mam swoje zdanie na temat podwójnych albumów, zazwyczaj to kretyński pomysł i z tego co pamiętam ledwie Wu Tang i 2Pac (ale tylko 'All Eyez On Me'), a no i DJ Kheops z Francji, dźwignęli temat. W Polsce to tylko wpadki, więc w zestawieniu z tytułem tanim jak pudełko zapałek - zacząłem mieć obawy...
Praktycznie całość wyszła spod rąk producenta o imieniu Lema - dosłownie sześć traków pochodzi skądinąd. Lema wprowadza dość klasyczny klimat, gdzie posamplowane loopy często ozdabiają skrecze DJ Decksa, DJ Danka i DJ Fidel Kostro. To zdecydowanie jazda z końca lat '90, producent czasem wybiega brzmieniowo nieco w XXI wiek, ale bardzo nieśmiało. Pomimo kilku bitów od innych osób, wszystko jest bardzo spójne, bo przecież Hirass, Shatansky, czy GZ (no, ten akurat przyniósł bujający i regałowy 'Milion możliwości') również pozostają pod wpływem Złotej Ery i okolic. To takie bity, których da się posłuchać, ale umykają gdzieś w tło. Są ok, fajnie pokiwać głową, ale najlepiej sprawdza się to jako tło do innych czynności. Nie ma tu bangerów, które wyrwą cię z butów, ale brak również wpadek. Wszystko płynie równo i mało innowacyjnie.
Rapper przestał już przypominać brata bliźniaka Ryszarda, ale i tak brak mu charyzmy tego pierwszego i za Śliwą raczej nie pójdą takie tłumy, jak za Peją (niezależnie, w jakim wieku są to tłumy, c'nie?). Śliwa to porządny rapper, potrafi nawinąć, przyspieszyć, zrobić refren - ogólnie sprawny rzemieślnik. Ale jak to z rzemieślnikami bywa, robią swoją robotę dobrze, ale rzadko zdarzają się im przebłyski geniuszu. Tak jest i ze Śliwą, bo choć słuchasz go jak kolesia z bloku obok, wiesz, o czym on mówi, bo znasz to w większości z autopsji, ale czy to jest aż tak genialne, jak opiewały zapowiedzi? Hmmm. Śliwę wspiera kilku kolesi, ale tak naprawdę nie jestem pewny, czy ktokolwiek z nich jest tu potrzebny, nawet Peja. Mogę wyróżnić chyba tylko dwóch gości: naturalnie AK 47, który zjada wszystkich, włącznie z Peją, czy Śliwą, oraz GZ, którego wokal wybija się spomiędzy podobnych stylistyk. Na drugim biegunie tkwi Bandura - zdecydowanie najsłabszy w tej sytuacji.
Takie rzeczy. Tytuł idealnie obrazuje treść albumu - to takie historyjki chłopaka z sąsiedztwa. To jedna z tych płyt, które tworzą tłum na scenie. Nie jest zła, nie jest dobra. Ot, średniak ze środkowej półki. W drugiej lidze odnajduje się to doskonale - będą fani, będą hejterzy, i to pół na pół. Beznamiętne.
OCENA: 3+\6
CD 1
1. Flashback Intro
2. Łatwo Upaść, Trudniej Wstać
3. Kumple
4. Ten Się Śmieje, Kto Się Śmieje Ostatni
5. Muszę Cię Poznać
6. Miewam Sny
7. Chcę Ci Pomóc feat. PALUCH
8. Mentalność Singla feat. GANDZIOR
9. W Poszukiwaniu Szczęścia
10. Aż Chcę Się Żyć feat. FISHER, RPS
11. Od Zera Do Bohatera
CD 2
1. Nie Daj Się
2. Milion Możliwości feat. GZ, FISHER
3. Boisz Się Lustra
4. Skrzywdzona
5. Dzieciak Widzi Dzieciak Słyszy
6. Co By Się Nie Działo feat. BANDURA
7. Haza
8. Nie Igram Z Losem
9. Bezlitosny Los
10. Czy Zapłaczesz Po Mej Śmierci feat. JANO, AK 47
11. Miewam Sny (G-RMX)
Śliwa się wyrobił. Przestał brzmieć jak tania kopia Pei i choć wyraźnie słychać, skąd się wziął, to przecież pamiętajmy, że Rychu jest jego mentorem, więc skąd miał Śliwa czerpać inspirację, jak nie od guru z sąsiedztwa? To drugi album poznaniaka, tym razem podwójny. Mam swoje zdanie na temat podwójnych albumów, zazwyczaj to kretyński pomysł i z tego co pamiętam ledwie Wu Tang i 2Pac (ale tylko 'All Eyez On Me'), a no i DJ Kheops z Francji, dźwignęli temat. W Polsce to tylko wpadki, więc w zestawieniu z tytułem tanim jak pudełko zapałek - zacząłem mieć obawy...
Praktycznie całość wyszła spod rąk producenta o imieniu Lema - dosłownie sześć traków pochodzi skądinąd. Lema wprowadza dość klasyczny klimat, gdzie posamplowane loopy często ozdabiają skrecze DJ Decksa, DJ Danka i DJ Fidel Kostro. To zdecydowanie jazda z końca lat '90, producent czasem wybiega brzmieniowo nieco w XXI wiek, ale bardzo nieśmiało. Pomimo kilku bitów od innych osób, wszystko jest bardzo spójne, bo przecież Hirass, Shatansky, czy GZ (no, ten akurat przyniósł bujający i regałowy 'Milion możliwości') również pozostają pod wpływem Złotej Ery i okolic. To takie bity, których da się posłuchać, ale umykają gdzieś w tło. Są ok, fajnie pokiwać głową, ale najlepiej sprawdza się to jako tło do innych czynności. Nie ma tu bangerów, które wyrwą cię z butów, ale brak również wpadek. Wszystko płynie równo i mało innowacyjnie.
Rapper przestał już przypominać brata bliźniaka Ryszarda, ale i tak brak mu charyzmy tego pierwszego i za Śliwą raczej nie pójdą takie tłumy, jak za Peją (niezależnie, w jakim wieku są to tłumy, c'nie?). Śliwa to porządny rapper, potrafi nawinąć, przyspieszyć, zrobić refren - ogólnie sprawny rzemieślnik. Ale jak to z rzemieślnikami bywa, robią swoją robotę dobrze, ale rzadko zdarzają się im przebłyski geniuszu. Tak jest i ze Śliwą, bo choć słuchasz go jak kolesia z bloku obok, wiesz, o czym on mówi, bo znasz to w większości z autopsji, ale czy to jest aż tak genialne, jak opiewały zapowiedzi? Hmmm. Śliwę wspiera kilku kolesi, ale tak naprawdę nie jestem pewny, czy ktokolwiek z nich jest tu potrzebny, nawet Peja. Mogę wyróżnić chyba tylko dwóch gości: naturalnie AK 47, który zjada wszystkich, włącznie z Peją, czy Śliwą, oraz GZ, którego wokal wybija się spomiędzy podobnych stylistyk. Na drugim biegunie tkwi Bandura - zdecydowanie najsłabszy w tej sytuacji.
Takie rzeczy. Tytuł idealnie obrazuje treść albumu - to takie historyjki chłopaka z sąsiedztwa. To jedna z tych płyt, które tworzą tłum na scenie. Nie jest zła, nie jest dobra. Ot, średniak ze środkowej półki. W drugiej lidze odnajduje się to doskonale - będą fani, będą hejterzy, i to pół na pół. Beznamiętne.
OCENA: 3+\6
poniedziałek, 2 marca 2015
AK47 - PIERWSZY DZIEŃ W PIEKLE
District Area 2015
1. Act I
2. Prolog
3. Act II
4. Superbia feat. MAX
5. Act III
6. Avaritia feat. BAMZ
7. Act IV
8. Luxuria feat. DR. SYLWESTER
9. Act V
10. Invidia
11. Act VI
12. Gula feat. JONGMEN
13. Act VII
14. Ira
15. Act VIII
16. Acedia feat. NIZIOŁ
17. Act IX
18. Saligia feat. ROGER
19. Epilog
Drugi legal AK to koncept album z dość mocnym z założenia przesłaniem. To pewien ewenement na scenie, gdyż AK-47 założył sobie, że popełni rapowy, piekielny musical: napisał scenariusz, a to ma być ścieżka dźwiękowa do sztuki. Już samo wydanie albumu jest szczególne: wnętrze okładki zawiera minimum informacji, za to maksimum klimatu. Aż się bałem spędzić ten dzień w piekle...
Tak samo, jak 'Autopsję', w większości produkował ten album MSB - do niego dogrywał się Patryk Komór, tworząc istną epopeje muzyczną, łączącą rapowe, ciężkie bity z bogatym instrumentarium. Już sam 'Prolog' rozwala dęciakami rodem z ulicznej kapeli z Czerniakowa, ale to taki radosny wstęp bohatera niezdającego sobie sprawy z sytuacji. Potem jest raczej melancholijnie i nieco strasznie, w miarę jak zjeżdżamy w czeluści piekła. Już od połowy zaczynają wchodzić ostre riffy gitar elektrycznych, atmosfera gęstnieje i robi się mroczniej. Ta muzyka naprawdę może stanowić soundtrack do sztuki teatralnej, jest z jednej strony prawdziwie hip hopowa, ale z drugiej nieco monumentalna - prawdziwa droga do piekła.
AK-47 ma bogatą wyobraźnię i zaprasza nas w podróż po swoim świecie fantazji. Otwiera wrota do piekła, abyśmy mogli spędzić tam choć jeden dzień. Od dawna jest to rapper charakterystyczny, obdarzony niecodziennym flow, z którym potrafi on zrobić wiele. To wystudiowana i uczciwie wypracowana technika, która chwyta za gardło - zwłaszcza w zestawieniu z tekstami. A są to teksty zapisane podczas podróży pociągiem do piekła, dialogi między pasażerami - świadomymi przeznaczenia, bądź tkwiącymi w błogiej nieświadomości. Goście, którzy zatrudnieni zostali pewnie według jakiegoś pomysłu, ale... O ile Max i Bamz (zwłaszcza Bamz) raczej sprawdzają się w tego typu klimatach, to Sylwester nie jest zbyt oryginalny i obdarzony inwencją. Zaskoczył nieco Jongmen, który umiejętnie wszedł w temat i swoimi ciężkimi i agresywnymi rymami dobrze pasuje do numeru - podobnie jest z Niziołem, bo jego wokal tu się świetnie odnajduje.
To jeden z takich albumów, które powodują, że zaczynasz się zastanawiać and swoim życiem. Nie wiem, co chciał AK osiągnąć, ale udało mu się stworzyć dzieło, które przełamuje pewne schematy i bariery. Stworzył rzeczywisty musical, nieco straszny, nieco baśniowy - ale zaskakująco rzeczywisty, pomimo tych wszystkich baśniowych wejść. Ciężka rzecz, ale przejmująca.
OCENA: 5\6
1. Act I
2. Prolog
3. Act II
4. Superbia feat. MAX
5. Act III
6. Avaritia feat. BAMZ
7. Act IV
8. Luxuria feat. DR. SYLWESTER
9. Act V
10. Invidia
11. Act VI
12. Gula feat. JONGMEN
13. Act VII
14. Ira
15. Act VIII
16. Acedia feat. NIZIOŁ
17. Act IX
18. Saligia feat. ROGER
19. Epilog
Drugi legal AK to koncept album z dość mocnym z założenia przesłaniem. To pewien ewenement na scenie, gdyż AK-47 założył sobie, że popełni rapowy, piekielny musical: napisał scenariusz, a to ma być ścieżka dźwiękowa do sztuki. Już samo wydanie albumu jest szczególne: wnętrze okładki zawiera minimum informacji, za to maksimum klimatu. Aż się bałem spędzić ten dzień w piekle...
Tak samo, jak 'Autopsję', w większości produkował ten album MSB - do niego dogrywał się Patryk Komór, tworząc istną epopeje muzyczną, łączącą rapowe, ciężkie bity z bogatym instrumentarium. Już sam 'Prolog' rozwala dęciakami rodem z ulicznej kapeli z Czerniakowa, ale to taki radosny wstęp bohatera niezdającego sobie sprawy z sytuacji. Potem jest raczej melancholijnie i nieco strasznie, w miarę jak zjeżdżamy w czeluści piekła. Już od połowy zaczynają wchodzić ostre riffy gitar elektrycznych, atmosfera gęstnieje i robi się mroczniej. Ta muzyka naprawdę może stanowić soundtrack do sztuki teatralnej, jest z jednej strony prawdziwie hip hopowa, ale z drugiej nieco monumentalna - prawdziwa droga do piekła.
AK-47 ma bogatą wyobraźnię i zaprasza nas w podróż po swoim świecie fantazji. Otwiera wrota do piekła, abyśmy mogli spędzić tam choć jeden dzień. Od dawna jest to rapper charakterystyczny, obdarzony niecodziennym flow, z którym potrafi on zrobić wiele. To wystudiowana i uczciwie wypracowana technika, która chwyta za gardło - zwłaszcza w zestawieniu z tekstami. A są to teksty zapisane podczas podróży pociągiem do piekła, dialogi między pasażerami - świadomymi przeznaczenia, bądź tkwiącymi w błogiej nieświadomości. Goście, którzy zatrudnieni zostali pewnie według jakiegoś pomysłu, ale... O ile Max i Bamz (zwłaszcza Bamz) raczej sprawdzają się w tego typu klimatach, to Sylwester nie jest zbyt oryginalny i obdarzony inwencją. Zaskoczył nieco Jongmen, który umiejętnie wszedł w temat i swoimi ciężkimi i agresywnymi rymami dobrze pasuje do numeru - podobnie jest z Niziołem, bo jego wokal tu się świetnie odnajduje.
To jeden z takich albumów, które powodują, że zaczynasz się zastanawiać and swoim życiem. Nie wiem, co chciał AK osiągnąć, ale udało mu się stworzyć dzieło, które przełamuje pewne schematy i bariery. Stworzył rzeczywisty musical, nieco straszny, nieco baśniowy - ale zaskakująco rzeczywisty, pomimo tych wszystkich baśniowych wejść. Ciężka rzecz, ale przejmująca.
OCENA: 5\6
wtorek, 10 lutego 2015
PAPA MUSTA - GORYL Z ŻELAZA
SP 2015
1. Intro_Pielgrzymka
2. Goryl z Żelaza feat. ITA
3. Wolna Miłośc feat. KAPITAN GUMOWE OKO
4. Ucieczka (62 dni bez słońca) feat. AGATA LEJBA-MIGDALSKA
5. Po polsku feat. PI EIGHTY GLINS
6. Hwd…
7. Niedosyt feat. PI EIGHTY GLINS
8. Po co Ci to
9. Whoop feat. DARIO VARGAS, PI EIGHTY GLINS
10. Kolorowy Groove
11. Bum!
12. Powrót_Outro
SP Records powraca. I to powraca z ciekawym z założenia projektem zasiedziałego na scenie rappera, który jednak wcale nie ma jakiegoś specjalnego fejmu. Zwłaszcza, że choć działa ponad 10 lat, to stał się rozpoznawalny dopiero niedawno. I znając SP Records, należałoby się zapewne spodziewać czegoś bardziej eklektycznego. I zamiast wkroczyć w 2015 rok z jakimś sztosem, na wstęp biorę się za takiego Papę.
Większość muzy zrobił niejaki Eightball, poza trzema bitami od Kapitana Gumowe Oko, Rau i Miksera. Eightball produkuje bardzo świeże rzeczy, z mocną elektronika, ale taką podszytą starymi czasami. W 'Intro' siedzi ostry syntetyk z dubstepu, ale w tytułowym 'Gorylu z żelaza' słychać new romantic i disco z lat '80 - a przyznam, że brzmi to naprawdę sprytnie i bujająco. Trochę mniej wchodzą mi te rockowe wycieczki, bo choć brzmi to nie najgorzej, to jednak brud gitar nieco przeszkadza, bo robi się hałas. Bity od pozostałych producentów również są bardzo przyjemne: Gumowe Oko trzęsie bebechami od funkowego basu w 'Wolnej miłości', a ta gitarka szarpie za uszy. Rau zrobił 'Po polsku' również nieco eklektycznie i oldskulowo, a Mikser przyniósł na talerzu wręcz numer bluesowo-country. Całość doprawił drapaniem wosku DJ Npot. Z powyższych słów łatwo wynika, że to nie jest zwyczajna, rapowa płyta. To eklektyczny zbiór dźwięków, na których rymuje sobie Papa Musta i wychodzi na to, że twórcy doskonale się tu bawią. Ta swoboda tworzenia wpływa jednak tylko dobrze na odbiór. Jest fajnie.
Papa Musta jest gościem, który wie, do czego służy majk. Rapper ma fajny flow, którym potrafi nawinąć na większości bitów - trochę razi jednak 'Ucieczka', gdzie ciężko się pozbierać i Papie i słuchaczowi - a kiedy wjeżdżają autotuny, robi się nieco zbyt chaotycznie i głośno. Jednak Musta umie zrobić kawałek na różne sposoby, jadąc niczym rasowy podziemny gracz, a czasem zwolnić i bawić się głosem, tak jak w 'HWD...'. Papa bawi się nie tylko konwencją, ale również treścią. Znajdziemy tu prześmiewcze i sarkastyczne teksty o policji, trochę ironiczne o miłości, nieco poważniejsze o życiu i sytuacji politycznej Polski... Nie ma tu rymów do cytowania, żeby się nimi jarać - niektóre rymy są nawet aż nazbyt proste i banalne. Goście, kompletnie nieznani szerszej publiczności, są albo wokalistami, którzy świetnie ubarwiają całość, albo są rymujący na dokładnie tym samym poziomie, co Musta.
Na rozpoczęcie roku 2015 dostałem ciekawą płytę. Pewnie nie dotrze ona do każdego - zgodnie z tym, co się spodziewałem po SP Records, to materiał mało oczywisty, ale na pewno warty sprawdzenia. Podkłady balansują między hip hopem, a innymi gatunkami, a rapper balansuje pomiędzy banalnymi wersami, a niezłą techniką. Jest to na pewno rzecz interesująca, bo nie ma takich rzeczy na rynku. To dobrze. Ale przydałoby się to i owo poprawić.
OCENA: 4-\6
1. Intro_Pielgrzymka
2. Goryl z Żelaza feat. ITA
3. Wolna Miłośc feat. KAPITAN GUMOWE OKO
4. Ucieczka (62 dni bez słońca) feat. AGATA LEJBA-MIGDALSKA
5. Po polsku feat. PI EIGHTY GLINS
6. Hwd…
7. Niedosyt feat. PI EIGHTY GLINS
8. Po co Ci to
9. Whoop feat. DARIO VARGAS, PI EIGHTY GLINS
10. Kolorowy Groove
11. Bum!
12. Powrót_Outro
SP Records powraca. I to powraca z ciekawym z założenia projektem zasiedziałego na scenie rappera, który jednak wcale nie ma jakiegoś specjalnego fejmu. Zwłaszcza, że choć działa ponad 10 lat, to stał się rozpoznawalny dopiero niedawno. I znając SP Records, należałoby się zapewne spodziewać czegoś bardziej eklektycznego. I zamiast wkroczyć w 2015 rok z jakimś sztosem, na wstęp biorę się za takiego Papę.
Większość muzy zrobił niejaki Eightball, poza trzema bitami od Kapitana Gumowe Oko, Rau i Miksera. Eightball produkuje bardzo świeże rzeczy, z mocną elektronika, ale taką podszytą starymi czasami. W 'Intro' siedzi ostry syntetyk z dubstepu, ale w tytułowym 'Gorylu z żelaza' słychać new romantic i disco z lat '80 - a przyznam, że brzmi to naprawdę sprytnie i bujająco. Trochę mniej wchodzą mi te rockowe wycieczki, bo choć brzmi to nie najgorzej, to jednak brud gitar nieco przeszkadza, bo robi się hałas. Bity od pozostałych producentów również są bardzo przyjemne: Gumowe Oko trzęsie bebechami od funkowego basu w 'Wolnej miłości', a ta gitarka szarpie za uszy. Rau zrobił 'Po polsku' również nieco eklektycznie i oldskulowo, a Mikser przyniósł na talerzu wręcz numer bluesowo-country. Całość doprawił drapaniem wosku DJ Npot. Z powyższych słów łatwo wynika, że to nie jest zwyczajna, rapowa płyta. To eklektyczny zbiór dźwięków, na których rymuje sobie Papa Musta i wychodzi na to, że twórcy doskonale się tu bawią. Ta swoboda tworzenia wpływa jednak tylko dobrze na odbiór. Jest fajnie.
Papa Musta jest gościem, który wie, do czego służy majk. Rapper ma fajny flow, którym potrafi nawinąć na większości bitów - trochę razi jednak 'Ucieczka', gdzie ciężko się pozbierać i Papie i słuchaczowi - a kiedy wjeżdżają autotuny, robi się nieco zbyt chaotycznie i głośno. Jednak Musta umie zrobić kawałek na różne sposoby, jadąc niczym rasowy podziemny gracz, a czasem zwolnić i bawić się głosem, tak jak w 'HWD...'. Papa bawi się nie tylko konwencją, ale również treścią. Znajdziemy tu prześmiewcze i sarkastyczne teksty o policji, trochę ironiczne o miłości, nieco poważniejsze o życiu i sytuacji politycznej Polski... Nie ma tu rymów do cytowania, żeby się nimi jarać - niektóre rymy są nawet aż nazbyt proste i banalne. Goście, kompletnie nieznani szerszej publiczności, są albo wokalistami, którzy świetnie ubarwiają całość, albo są rymujący na dokładnie tym samym poziomie, co Musta.
Na rozpoczęcie roku 2015 dostałem ciekawą płytę. Pewnie nie dotrze ona do każdego - zgodnie z tym, co się spodziewałem po SP Records, to materiał mało oczywisty, ale na pewno warty sprawdzenia. Podkłady balansują między hip hopem, a innymi gatunkami, a rapper balansuje pomiędzy banalnymi wersami, a niezłą techniką. Jest to na pewno rzecz interesująca, bo nie ma takich rzeczy na rynku. To dobrze. Ale przydałoby się to i owo poprawić.
OCENA: 4-\6
środa, 10 grudnia 2014
RY23 & RUDI - WESTERN 4 W SAMO POŁUDNIE
nielegal 2014
1. Intro
2. W samo południe
3. Wielka moc
4. Dziki 061
5. Gringo feat. KOWALL, SC
6. Marry i Molly
7. Materializm feat. KACZOR
8. Te bloki nucą
9. Najebany to do chaty feat. GALON
10. Saloon feat. RAFI
11. Na wypasie
12. Dobry, zły, brzydki... feat. MASKOT, HAŁAS, BANDURA, CHRZANOS, MAŁPA NAS
13. Kierunek zachód feat. MUZYK, NOVI
14. Zbyt wiele
15. Outro
Łapy w górę, kto pamięta serię taśm pod wspólnym tytułem Western? Do czwartej części dopuszczony został Rudi, choć oczywiście Ramona gra tu pierwsze skrzypce. Płytę należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, ale to poważny kawał rapu.
Big Jeffrey, Chrzanos, PTK oraz Banan - od tych producentów pobrał muzę Ry. Oczywiście, to jest nowoczesny western, więc sampli z muzyki country tu nie uświadczysz (może i lepiej). Za to mamy trapowe numery, które przetykane są klimatem west coast underground. Uściślić? No cóż, wyraźnie słychać fascynację różnymi zespołami w poszczególnych kawałkach. 'Dziki 601' wieje mocno Three 6 Mafia, 'Gringo' to wypadkowa z płyt Xzibita i 213 z refrenem wyraźnie trącającym Nate Dogg'iem - podobnie rzecz ma się z 'Najebany to do chaty', którego bit spokojnie mógłby trafić na płytę Defari, Tash'a, czy Xzibita właśnie. Oczywiście nie wszystkie kawałki są mocno inspirowane, ale czuć tu wyraźnie ducha WestCoast. Totalny rozpiernicz to 'Te bloki nucą', z oszałamiającym samplem wokalnym - mocny trapowy wkręt. ale ogólnie rzecz biorąc, jest ok, podkłady nie gorszą i raczej nie wprawiają w ekstazę. Wchodzą całkiem bez mydła - ale i mydlany mają czasem posmak.
Zarówno Rudi, jak i Ry mają już od jakiegoś czasu ustaloną pozycję i każdy, kto orientuje się w polskim rapie doskonale wie, jak oni brzmią. Rudi jest tu lepszym rapperem, bo potrafi przyspieszyć, zmienić flow, czy głos. Do tego jego wersy, choć nie uniknął wpadek, mają nieco więcej głębi, niż Ramona (szczególnie spodobał mi się wers 'mój flow jest dobrym szefem, bo rzadko zwalnia', ale jest tu kilka niezłych - tak rzuconych mimochodem). Rrrrrry to charakterystyczna maniera wokalna z tym swoim 'rrrr' i teksty w stylu 'czy to lato, czy to jesień, ja rymuję swoje ecie-pecie'. Owszem, słucha się go całkiem nieźle, ale to jest wynik tego, że jest to słuchanie zupełnie niezobowiązujące do niczego. Obaj dają bragga, przesiąknięte miejskim życiem na blokach, imprezami i latami przy mikrofonie. Goście mają się podobnie - po prostu są. Może Rafi pojechał w nieco lepszym stylu, niż ostatnio, może zaczyna wychodzić z kryzysu, który napadł go na ostatniej płycie? No i zadziwiająco dobrze poleciał Małpa, który jest z kawałka na kawałek lepszy. Reszta, bądź ginie w tłumie, bądź jest mocno nieznośna, jak Muzyk i Novi.
Taki ten album jest... po prostu ok. Słucha się tego naprawdę dobrze, ale nic z tego nie wynika. To taka płyta, która może sobie grać w tle, a ty robisz cokolwiek. Można ją wrzucić w samochodzie, dobrze się wówczas jedzie. I co? Nic, tyle. Nic na poważnie. Ot, westernowe bragga.
OCENA: 4-\6
1. Intro
2. W samo południe
3. Wielka moc
4. Dziki 061
5. Gringo feat. KOWALL, SC
6. Marry i Molly
7. Materializm feat. KACZOR
8. Te bloki nucą
9. Najebany to do chaty feat. GALON
10. Saloon feat. RAFI
11. Na wypasie
12. Dobry, zły, brzydki... feat. MASKOT, HAŁAS, BANDURA, CHRZANOS, MAŁPA NAS
13. Kierunek zachód feat. MUZYK, NOVI
14. Zbyt wiele
15. Outro
Łapy w górę, kto pamięta serię taśm pod wspólnym tytułem Western? Do czwartej części dopuszczony został Rudi, choć oczywiście Ramona gra tu pierwsze skrzypce. Płytę należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, ale to poważny kawał rapu.
Big Jeffrey, Chrzanos, PTK oraz Banan - od tych producentów pobrał muzę Ry. Oczywiście, to jest nowoczesny western, więc sampli z muzyki country tu nie uświadczysz (może i lepiej). Za to mamy trapowe numery, które przetykane są klimatem west coast underground. Uściślić? No cóż, wyraźnie słychać fascynację różnymi zespołami w poszczególnych kawałkach. 'Dziki 601' wieje mocno Three 6 Mafia, 'Gringo' to wypadkowa z płyt Xzibita i 213 z refrenem wyraźnie trącającym Nate Dogg'iem - podobnie rzecz ma się z 'Najebany to do chaty', którego bit spokojnie mógłby trafić na płytę Defari, Tash'a, czy Xzibita właśnie. Oczywiście nie wszystkie kawałki są mocno inspirowane, ale czuć tu wyraźnie ducha WestCoast. Totalny rozpiernicz to 'Te bloki nucą', z oszałamiającym samplem wokalnym - mocny trapowy wkręt. ale ogólnie rzecz biorąc, jest ok, podkłady nie gorszą i raczej nie wprawiają w ekstazę. Wchodzą całkiem bez mydła - ale i mydlany mają czasem posmak.
Zarówno Rudi, jak i Ry mają już od jakiegoś czasu ustaloną pozycję i każdy, kto orientuje się w polskim rapie doskonale wie, jak oni brzmią. Rudi jest tu lepszym rapperem, bo potrafi przyspieszyć, zmienić flow, czy głos. Do tego jego wersy, choć nie uniknął wpadek, mają nieco więcej głębi, niż Ramona (szczególnie spodobał mi się wers 'mój flow jest dobrym szefem, bo rzadko zwalnia', ale jest tu kilka niezłych - tak rzuconych mimochodem). Rrrrrry to charakterystyczna maniera wokalna z tym swoim 'rrrr' i teksty w stylu 'czy to lato, czy to jesień, ja rymuję swoje ecie-pecie'. Owszem, słucha się go całkiem nieźle, ale to jest wynik tego, że jest to słuchanie zupełnie niezobowiązujące do niczego. Obaj dają bragga, przesiąknięte miejskim życiem na blokach, imprezami i latami przy mikrofonie. Goście mają się podobnie - po prostu są. Może Rafi pojechał w nieco lepszym stylu, niż ostatnio, może zaczyna wychodzić z kryzysu, który napadł go na ostatniej płycie? No i zadziwiająco dobrze poleciał Małpa, który jest z kawałka na kawałek lepszy. Reszta, bądź ginie w tłumie, bądź jest mocno nieznośna, jak Muzyk i Novi.
Taki ten album jest... po prostu ok. Słucha się tego naprawdę dobrze, ale nic z tego nie wynika. To taka płyta, która może sobie grać w tle, a ty robisz cokolwiek. Można ją wrzucić w samochodzie, dobrze się wówczas jedzie. I co? Nic, tyle. Nic na poważnie. Ot, westernowe bragga.
OCENA: 4-\6
środa, 3 grudnia 2014
SYN TEJ ZIEMI & WBU - PROSTO I KONKRETNIE
nielegal 2014
1. Prosto i konkretnie
2. Wtyczka feat. BELA
3. Wbijam do studia
4. Reaktor
5. To ja feat. MATA, DJ JAXON
6. Choć
7. Zawracam
8. Daj mi
9. Serce bije raz
10. Ludzie niosą światło
11. Gdzie jesteś
12. Ronin
13. Wkurwiony
14. Ścieżka zdrowia
15. Od siebie (Dwójka) feat. MŁODEASZ, FUGOL, YANKEEDOODOO
16. Udar
17. Teraz ja powiem Tobie feat. KEYBEE
18. Dedykowane M.
19. Bloki miast
Syn Tej Ziemi i WBU to już weterani poznańskiej ulicy. Po czterech solówkach WBU, jednej solówce STZ i kilku innych projektach, przyszedł czas na trzeci album duetu. Płyta wyszła już chyba w maju, zebrała całkiem pozytywne opinie, ale dopiero teraz wpadła w moje ręce.
Generalnie, za całość brzmienia i jego jakości odpowiada Fugol, który zrobił parę podkładów, ale również wszystko zmasterował i zmiksował. Najwięcej jednak narobił tu Feru, którego bity zajmują bodaj połowę materiału. Dopełnieniem całości są Sadzik, Premier Arena i Maxiubeats. Można by się obawiać, że muzyka nie będzie spójna, ale nie, którykolwiek producent jest za konsolą, mamy bardzo podobny klimat. Nie ma tu niestety nic nowatorskiego, bo są to w znakomitej większości dość typowe uliczne podkłady. Ciężkie perkusje, zawiesista atmosfera pianin i skrzypiec, gniotący bas, nowoczesne i syntetyczne melodyjki co jakiś czas. Czasem wejdzie elektryczna gitara, czasem zmieni się perkusja na szybszą i cykającą, ale wcale mnie ta muza nie urzeka.
Wyraźnie słychać, że chłopaki są z poznańskiej ulicy - nie da się uniknąć tu skojarzenia z wczesnym Peją. I styl, czasem głos, pewne sformułowania - wszystko to osadza STZ i WBU na swoim miejscu. Przyznam, że narzekać na technikę chłopaków byłoby nadużyciem, bo ich wersy płyną bardzo w porządku. Jednak inaczej jest już, kiedy weźmiemy się za to, co w tych wersach jest zawarte. Kiedy wszedł tytułowy trak, pomyślałem, że to będzie jednak coś innego i ciekawego - zarówno wersy, jak i bit okazały się naprawdę obiecujące, ale każdy kolejny kawałek przesuwał płytę w stronę sztampy, jaka zalewa ulice w każdym mieście. Zaczynają się infantylne pancze, prawilne teksty, wszystko robi się podobne do innych tego typu rzeczy. Pomimo prostych refrenów, które da się pokrzyczeć z rapperami, pomimo konkretnego przekazu, w którym poruszane są ważne rzeczy, całość jest bez żadnej iskry i kreatywności. I co gorsza, goście również nic nie wnoszą.
Ileż można w tym kraju wydawać identycznych płyt? I po co? Ciekawe, kiedy rynek się nasyci na tyle, żeby uliczne składy musiały zacząć coś kombinować. No dobra, i Syn Tej Ziemi i W Bloku Ukryty zdradzają pewne symptomy inwencji i są tu przebłyski oryginalności, dlatego pomiędzy tymi ulicznymi produkcjami 'Prosto i Konkretnie' wydaje się być ok i jest płytą słuchalną. Ale to wszystko nic nie wnosi do gry. Ot, kolejny materiał, podobny do innych.
PS: Do kurwy nędzy, analfabetyzm na majku drażni mnie wyjątkowo. Zwłaszcza, kiedy ktoś pisze tytuł kawałka z błędem. Ja rozumiem, że word nie wyłapał, bo CHOĆ i CHODŹ to dwa słowa, które znaczą zupełnie co innego. I zamiana jednego na drugi zmienia zupełnie znaczenie, więc może zainwestować w słownik?
OCENA: 3\6
1. Prosto i konkretnie
2. Wtyczka feat. BELA
3. Wbijam do studia
4. Reaktor
5. To ja feat. MATA, DJ JAXON
6. Choć
7. Zawracam
8. Daj mi
9. Serce bije raz
10. Ludzie niosą światło
11. Gdzie jesteś
12. Ronin
13. Wkurwiony
14. Ścieżka zdrowia
15. Od siebie (Dwójka) feat. MŁODEASZ, FUGOL, YANKEEDOODOO
16. Udar
17. Teraz ja powiem Tobie feat. KEYBEE
18. Dedykowane M.
19. Bloki miast
Syn Tej Ziemi i WBU to już weterani poznańskiej ulicy. Po czterech solówkach WBU, jednej solówce STZ i kilku innych projektach, przyszedł czas na trzeci album duetu. Płyta wyszła już chyba w maju, zebrała całkiem pozytywne opinie, ale dopiero teraz wpadła w moje ręce.
Generalnie, za całość brzmienia i jego jakości odpowiada Fugol, który zrobił parę podkładów, ale również wszystko zmasterował i zmiksował. Najwięcej jednak narobił tu Feru, którego bity zajmują bodaj połowę materiału. Dopełnieniem całości są Sadzik, Premier Arena i Maxiubeats. Można by się obawiać, że muzyka nie będzie spójna, ale nie, którykolwiek producent jest za konsolą, mamy bardzo podobny klimat. Nie ma tu niestety nic nowatorskiego, bo są to w znakomitej większości dość typowe uliczne podkłady. Ciężkie perkusje, zawiesista atmosfera pianin i skrzypiec, gniotący bas, nowoczesne i syntetyczne melodyjki co jakiś czas. Czasem wejdzie elektryczna gitara, czasem zmieni się perkusja na szybszą i cykającą, ale wcale mnie ta muza nie urzeka.
Wyraźnie słychać, że chłopaki są z poznańskiej ulicy - nie da się uniknąć tu skojarzenia z wczesnym Peją. I styl, czasem głos, pewne sformułowania - wszystko to osadza STZ i WBU na swoim miejscu. Przyznam, że narzekać na technikę chłopaków byłoby nadużyciem, bo ich wersy płyną bardzo w porządku. Jednak inaczej jest już, kiedy weźmiemy się za to, co w tych wersach jest zawarte. Kiedy wszedł tytułowy trak, pomyślałem, że to będzie jednak coś innego i ciekawego - zarówno wersy, jak i bit okazały się naprawdę obiecujące, ale każdy kolejny kawałek przesuwał płytę w stronę sztampy, jaka zalewa ulice w każdym mieście. Zaczynają się infantylne pancze, prawilne teksty, wszystko robi się podobne do innych tego typu rzeczy. Pomimo prostych refrenów, które da się pokrzyczeć z rapperami, pomimo konkretnego przekazu, w którym poruszane są ważne rzeczy, całość jest bez żadnej iskry i kreatywności. I co gorsza, goście również nic nie wnoszą.
Ileż można w tym kraju wydawać identycznych płyt? I po co? Ciekawe, kiedy rynek się nasyci na tyle, żeby uliczne składy musiały zacząć coś kombinować. No dobra, i Syn Tej Ziemi i W Bloku Ukryty zdradzają pewne symptomy inwencji i są tu przebłyski oryginalności, dlatego pomiędzy tymi ulicznymi produkcjami 'Prosto i Konkretnie' wydaje się być ok i jest płytą słuchalną. Ale to wszystko nic nie wnosi do gry. Ot, kolejny materiał, podobny do innych.
PS: Do kurwy nędzy, analfabetyzm na majku drażni mnie wyjątkowo. Zwłaszcza, kiedy ktoś pisze tytuł kawałka z błędem. Ja rozumiem, że word nie wyłapał, bo CHOĆ i CHODŹ to dwa słowa, które znaczą zupełnie co innego. I zamiana jednego na drugi zmienia zupełnie znaczenie, więc może zainwestować w słownik?
OCENA: 3\6
niedziela, 16 listopada 2014
PALUCH & CHRIS CARSON - MADE IN HEAVEN
B.O.R. 2014
1. DJ Taek Intro
2. Kastet
3. Daleko Stąd
4. RIP (Rap I Pieniądze)
5. Ostatni Telefon feat. BIAŁAS, TOMB
6. Amstaff
7. Made In Heaven
8. M5 feat. QUEBONAFIDE
9. Magma
10. Możesz Być Kim Chcesz feat. TAU
11. Mam Skrzydła feat. KALI
12. NGO (New Game Order)
13. Mój Sen
14. Od Dziecka feat. KĘKĘ
Szósty album Palucha idzie za pewnym trendem, jaki ostatnimi czasy nawiedza naszą scenę. Ta płyta to znowu duet - bez konkretnej nazwy zespołu, po prostu rapper i producent. CZy po dwóch złotkach i ostatniej, platynowej płycie Paluch osiągnie kolejny sukces? Póki co wszystko jest na dobrej drodze, krążek jest wysoko na OLiSie i zbiera dość dobre recenzje.
Chris Carson, Polak mieszkający na stałe w Belgii coraz częściej pojawia się na naszych płytach: był już u Jędkera, był u Kajmana, teraz pora na Palucha. Przyznam, choć o nowoczesnym rapie mam zdanie bardzo różne i najczęściej słabe, to muza Carsona jest zrobiona naprawdę porządnie. Trapy kląskają hajhetami jak hiszpański kastanietor w ataku padaczki, syntetyczne melodie grają na bitach, a basy brzęczą tuż przy samej ziemi, gniotąc słuchacza. Do tego co jakiś czas wtrąca się z woskiem DJ Taek. Na szczęście nie ma tu żadnych rozlazłych bzdetów, prawie wyłącznie sam konkret, ładujący w słuchacza energię. No, 'Magma' zwalnia i jest nieco zbyt przemymłana, ale to wyjątek. Carson umie balansować między granicami klasyki i dobrego smaku w elektronice - niektóre podkłady skłaniają się wręcz do Złotej Ery, już myślisz sobie, że oj!, jak to? A tu nagle ładuje się milion cykaczy z syntezatorem i jesteś jak 'No tak!'. Muzyka jest to nieco lepsza niż sam Paluch i mozna przyjąć, że Carson wygrał w tym tandemie.
Paluch może być lubiany, bądź nie, ale jego styl i głos i styl jest znany bardzo dobrze. Nie jest to żaden cymes, ale też nie powinno się wieszać na nim psów, bo przecież Łukasz jest w porządku. 'Wiesz dobrze jaki jestem, nie gryzę się w język' - i to najkrótsze podsumowanie wersów Palucha. Większość tekstów ma zniszczyć tę przypudrowaną bandę lalusiów na scenie, bo tu nie ma miejsca na pedałowanie. Rapper wyraźnie 'czuje kurwa niechęć do tych scenicznych błaznów' i kosi wszystkich przy samej ziemi. Nie powiem, aby pancze były wyjątkowo przemyślane i takie, po których opada szczęka, ale Paluch stara nam się usilnie udowodnić, że to on jest tu najprawdziwszy i najbardziej hardkorowy z hardkorowszych. Nieco się to kłóci z ilością sprzedanych płyt, ale zapewne chodzi mu o to, że jako jeden z niewielu pozostał 'true to the game'. Gości nie ma tu wielu, ale są i zaznaczają swoją obecność mocnymi akcentami. Białas z Tombem podają tonację w kawałku z nimi i przejmują stery. Tau aka Medium wjechał również świetnie, jego tekst (co nie zawsze się mu zdarza) jest spójny i konkretny, zarymowany w świetnym stylu - jego religijne odnośniki mogą lekko dziwić w zestawieniu z kurwami i dziwkami, ale co tam - ten koleś zawsze był nieco na bakier, nie? Quebo jak zwykle dał porządne wersy, podobnie jak Kękę - tylko Kali przepadł i jakoś go prawie nie zauważyłem. Na szczęście goście dodają tu kolorytu i robią tylko dobrą robotę.
Pewnie ten album też zbierze co najmniej złoto. Słucha się tego naprawdę dobrze, nie ma tu słabych kawałków - są albo ok, albo naprawdę niezłe. Ja sam osobiście lubię Palucha, choć wolałem go na tych starszych płytach, kiedy zarzekał się, że ten plastik to nie dla niego... Cóż, tylko gówno płynie z prądem i jedynie krowa na pastwisku nie zmienia zdania... Abstrahując, to całkiem niezły album.
OCENA: 4\6
1. DJ Taek Intro
2. Kastet
3. Daleko Stąd
4. RIP (Rap I Pieniądze)
5. Ostatni Telefon feat. BIAŁAS, TOMB
6. Amstaff
7. Made In Heaven
8. M5 feat. QUEBONAFIDE
9. Magma
10. Możesz Być Kim Chcesz feat. TAU
11. Mam Skrzydła feat. KALI
12. NGO (New Game Order)
13. Mój Sen
14. Od Dziecka feat. KĘKĘ
Szósty album Palucha idzie za pewnym trendem, jaki ostatnimi czasy nawiedza naszą scenę. Ta płyta to znowu duet - bez konkretnej nazwy zespołu, po prostu rapper i producent. CZy po dwóch złotkach i ostatniej, platynowej płycie Paluch osiągnie kolejny sukces? Póki co wszystko jest na dobrej drodze, krążek jest wysoko na OLiSie i zbiera dość dobre recenzje.
Chris Carson, Polak mieszkający na stałe w Belgii coraz częściej pojawia się na naszych płytach: był już u Jędkera, był u Kajmana, teraz pora na Palucha. Przyznam, choć o nowoczesnym rapie mam zdanie bardzo różne i najczęściej słabe, to muza Carsona jest zrobiona naprawdę porządnie. Trapy kląskają hajhetami jak hiszpański kastanietor w ataku padaczki, syntetyczne melodie grają na bitach, a basy brzęczą tuż przy samej ziemi, gniotąc słuchacza. Do tego co jakiś czas wtrąca się z woskiem DJ Taek. Na szczęście nie ma tu żadnych rozlazłych bzdetów, prawie wyłącznie sam konkret, ładujący w słuchacza energię. No, 'Magma' zwalnia i jest nieco zbyt przemymłana, ale to wyjątek. Carson umie balansować między granicami klasyki i dobrego smaku w elektronice - niektóre podkłady skłaniają się wręcz do Złotej Ery, już myślisz sobie, że oj!, jak to? A tu nagle ładuje się milion cykaczy z syntezatorem i jesteś jak 'No tak!'. Muzyka jest to nieco lepsza niż sam Paluch i mozna przyjąć, że Carson wygrał w tym tandemie.
Paluch może być lubiany, bądź nie, ale jego styl i głos i styl jest znany bardzo dobrze. Nie jest to żaden cymes, ale też nie powinno się wieszać na nim psów, bo przecież Łukasz jest w porządku. 'Wiesz dobrze jaki jestem, nie gryzę się w język' - i to najkrótsze podsumowanie wersów Palucha. Większość tekstów ma zniszczyć tę przypudrowaną bandę lalusiów na scenie, bo tu nie ma miejsca na pedałowanie. Rapper wyraźnie 'czuje kurwa niechęć do tych scenicznych błaznów' i kosi wszystkich przy samej ziemi. Nie powiem, aby pancze były wyjątkowo przemyślane i takie, po których opada szczęka, ale Paluch stara nam się usilnie udowodnić, że to on jest tu najprawdziwszy i najbardziej hardkorowy z hardkorowszych. Nieco się to kłóci z ilością sprzedanych płyt, ale zapewne chodzi mu o to, że jako jeden z niewielu pozostał 'true to the game'. Gości nie ma tu wielu, ale są i zaznaczają swoją obecność mocnymi akcentami. Białas z Tombem podają tonację w kawałku z nimi i przejmują stery. Tau aka Medium wjechał również świetnie, jego tekst (co nie zawsze się mu zdarza) jest spójny i konkretny, zarymowany w świetnym stylu - jego religijne odnośniki mogą lekko dziwić w zestawieniu z kurwami i dziwkami, ale co tam - ten koleś zawsze był nieco na bakier, nie? Quebo jak zwykle dał porządne wersy, podobnie jak Kękę - tylko Kali przepadł i jakoś go prawie nie zauważyłem. Na szczęście goście dodają tu kolorytu i robią tylko dobrą robotę.
Pewnie ten album też zbierze co najmniej złoto. Słucha się tego naprawdę dobrze, nie ma tu słabych kawałków - są albo ok, albo naprawdę niezłe. Ja sam osobiście lubię Palucha, choć wolałem go na tych starszych płytach, kiedy zarzekał się, że ten plastik to nie dla niego... Cóż, tylko gówno płynie z prądem i jedynie krowa na pastwisku nie zmienia zdania... Abstrahując, to całkiem niezły album.
OCENA: 4\6
środa, 29 października 2014
RPS & WHR - KSIĄŻĘ AKA SLUMILIONER
Terrorym 2014
1. Know How
2. PRR (Prawdziwy Rap Rozpierdol) feat. DJ DANEK
3. S.A. (Steven Adler) feat. HELLFIELD
4. Defekt Mózgu
5. Back in the Days feat. KROOLIK UNDERWOOD, DJ DANEK
6. Nadmiar
7. Big Picture feat. ŚLIWA, DJ DANEK
8. No Future (Rock On)
9. Być i Mieć feat. DONO, DJ ACE
10. Codzienne refleksje feat. MAREK DYJAK
11. RPS klasyka
12. Full Time Job feat. JACK THE RIPPER, RDW, DE2S, TOONY, AZYL, JERU THE DAMAJA, GANDZIOR, GRECKOE, ŚLIWA, DJ DANEK
13. Martwa muzyka feat. BEZCZEL, GLACA
14. Nie oglądam się
15. Sukces
16. No Surrender feat. AZ, DJ DECKS
17. Braggabałagan
18. Raplajf
19. Trudny dzieciak 2
Książę? Księciunio? Słabo mierzy Rychu, bo Napoleon w jego wieku był już cesarzem... Ale co tam, nie będę sobie robił beki z tytułu, ważniejsza jest zawartość. Rychu Peja Slumilioner i White House Records zrobili płytę, która ma całe zastępy słabych uzurpatorów zmieść z powierzchni ziemi i umocnić Peję na tronie. Tylko czy Peja nadaje się na koronę władcy?
White House, w osobach Laski i Magiery, oczywiście potrafią dźwignąć cały album mi nie raz, nie dwa to udowodnili. Dzięki temu, że podkłady robi raz jeden, a raz drugi, nie ma tu nudy, choć wszystko jest spójne. White House dają tu w większości klasyczne podkłady, oparte na samplach, typowe boombapy, które bujają w bardzo przyjemny sposób. Ale producenci nie stronią również od nowości - Peja również stara się nadążać - dlatego, może nieco nieśmiało, znajdują się tu także podkłady, które wychodzą spoza ramek trueschoolowych płyt: 'Defekt Mózgu', połowicznie pozbawiony perkusji 'Nadmiar' - który i tak brzmi całkiem nieźle, choć nie przepadam za takimi rzeczami. Generalnie są to bity, których słucha się dobrze, jednak wpadają tu perełki, które powodują ciary na plecach: 'RPS klasyka', którym Laska wraca do czasów starego, dobrego WH - taki mrożący krew w żyłach trak, no i 'Full time job' musiał być niezły, skoro ciągnie się prawie dziewięć minut, no i 'Braggabałagan' - klasyczny banger. Świetną robotę robią tu Ace i Danek, bo ich skrecze podnoszą traki o poziom. Traki White House wprawdzie nie chwytają za ryj, jak na pierwszych Kodexach, ale nadal są bardzo porządne i Peja na nich dobrze się czuje - słychać chemię pomiędzy producentami i rapperem.
Peja to weteran, bo w sumie poza Tede nie ma na scenie równie zajętego człowieka, który jest na scenie od dnia pierwszego. Dlatego wydaje mi się usprawiedliwione, że rapper występuje tu z pozycji Dziadka i oburza się na młodzież że 'mam ustąpić miejsca? Przecież jestem starszy!'. Peja jest już w tym wieku, że swojego stylu nie zmieni, więc liczą się tu przede wszystkim pomysły, jakie ma, aby przyciągnąć publiczność. Flow jest stałe i doskonale rozpoznawalne, teksty... również łatwe do przewidzenia: prawdziwy rap rozpierdol, jestem legendą, więc wypierdalaj, jak to pięknie kiedyś było, codzienne refleksje. Peja mówi też trochę o swoim stosunku do nowych trendów w rapie 'njuskool, truschool, trap, swag, defekt mózgu'. Czyli w sumie nic nowego, ale czy zmienia się formułę, która się sprawdza? Trochę zaskoczyło mnie, że Peja próbuje tu śpiewać i robi to relatywnie często - o dziwo, robi to czasem lepiej, niż rymuje. Kurde. Nowością jest tu sporo werbalnych odnośników do klasyki hip hopu - ale po angielsku, co u Pei się wcześniej nie zdarzało. Zapisał się na kurs angielskiego? Czy to wynik współpracy z amerykańskimi rapperami? Bo przecież znowu pojawia się tu Jeru, jest Jack The Ripper, ale również pojawił się tu AZ - Peja znowu udowadnia, że jest w stanie nagrać z każdym, kto może uchodzić za legendę (mówię naturalnie tylko o Jeru i AZ). Kto będzie na następnej płycie? Strach się pytać... Poza amerykańskimi tuzami rapu, mamy tu też silną reprezentację Europy: Francji (De2s) i Niemiec (Greckoe, Azyl i Toony). Z polskich rapperów usłyszymy tu Śliwę, który wreszcie zaczyna kreować swój własny styl i brzmi to wcale nieźle. Jest męczący Dono, Kroolik z angielskim refrenem - jak zwykle śpiew Kroolika na propsie, jest bardzo dobry, lecz znowu przygnębiający Bezczel oraz wielka brygada w międzynarodowym posse tracku 'Full time job', o którym nie da się nie powiedzieć paru słów. Peja wypadł tu niestety najsłabiej, bo nie potrafił napisać tekstu tak, aby nie brakło mu tchu pod koniec, Jack The Ripper jest jak zwykle przeciętny, RDW wszedł z tym flow w bit idealnie - zadziwiające, choć końcówka już mu się rozjechała, De2s jedzie bardzo dobrze, niemiecki Polak Toony daje wersy w języku ojczystym i robi to jako jeden z lepszych w składzie, Azyl z niemieckim przekazem i ciężkim głosem również wypada dobrze, Jeru to przecież klasa sama dla siebie, Gandzior wypada poprawnie, Greckoe jest dość prosty, ale płynie nieźle, zaś Śliwa po obiecującym wejściu, pogubił się w przyspieszeniach. Rychu nie byłby sobą, gdyby nie zapraszał również wokalistów spoza rapu: tradycyjnie jest tu Glaca ze Sweet Noise, jest Hellfield z hardkorowego Nekromera, a także Marek Dyjak ze swoim ciężko przepitym głosem, który daje życiowe sznyty (taki # do jego albumu, łap to!) kawałkowi. I wprawdzie Rychu mówi że ma 'ubogi zasób słownictwa, jednak dalej mi za to płacą', to przecież nie jet z nim już tak źle - życie to najlepszy nauczyciel.
Kolaboracja Pei z White House to jest chyba strzał w dziesiątkę, bo i producenci - weterani i rapper - weteran doskonale się rozumieją. Przemycone nowoczesne akcenty w muzyce nie wpływają znacząco na klimat płyty, tylko ją słusznie ubarwiają. Na majkach, poza całą brygadą RPS, propsy dla Pei za udział Jeru i AZ w tym projekcie - ja wiem, że to wystarczy mieć odpowiednią ilość kasy na taki featuring, ale jednak to robi wrażenie. Płyta mogłaby być nieco krótsza, ale te osiemdziesiąt minut nie jest czasem straconym. Nie jest to płyta godna króla, zatem książę zupełnie wystarczy - nawet, jeśli jest podstarzały.
OCENA: 5-\6
1. Know How
2. PRR (Prawdziwy Rap Rozpierdol) feat. DJ DANEK
3. S.A. (Steven Adler) feat. HELLFIELD
4. Defekt Mózgu
5. Back in the Days feat. KROOLIK UNDERWOOD, DJ DANEK
6. Nadmiar
7. Big Picture feat. ŚLIWA, DJ DANEK
8. No Future (Rock On)
9. Być i Mieć feat. DONO, DJ ACE
10. Codzienne refleksje feat. MAREK DYJAK
11. RPS klasyka
12. Full Time Job feat. JACK THE RIPPER, RDW, DE2S, TOONY, AZYL, JERU THE DAMAJA, GANDZIOR, GRECKOE, ŚLIWA, DJ DANEK
13. Martwa muzyka feat. BEZCZEL, GLACA
14. Nie oglądam się
15. Sukces
16. No Surrender feat. AZ, DJ DECKS
17. Braggabałagan
18. Raplajf
19. Trudny dzieciak 2
Książę? Księciunio? Słabo mierzy Rychu, bo Napoleon w jego wieku był już cesarzem... Ale co tam, nie będę sobie robił beki z tytułu, ważniejsza jest zawartość. Rychu Peja Slumilioner i White House Records zrobili płytę, która ma całe zastępy słabych uzurpatorów zmieść z powierzchni ziemi i umocnić Peję na tronie. Tylko czy Peja nadaje się na koronę władcy?
White House, w osobach Laski i Magiery, oczywiście potrafią dźwignąć cały album mi nie raz, nie dwa to udowodnili. Dzięki temu, że podkłady robi raz jeden, a raz drugi, nie ma tu nudy, choć wszystko jest spójne. White House dają tu w większości klasyczne podkłady, oparte na samplach, typowe boombapy, które bujają w bardzo przyjemny sposób. Ale producenci nie stronią również od nowości - Peja również stara się nadążać - dlatego, może nieco nieśmiało, znajdują się tu także podkłady, które wychodzą spoza ramek trueschoolowych płyt: 'Defekt Mózgu', połowicznie pozbawiony perkusji 'Nadmiar' - który i tak brzmi całkiem nieźle, choć nie przepadam za takimi rzeczami. Generalnie są to bity, których słucha się dobrze, jednak wpadają tu perełki, które powodują ciary na plecach: 'RPS klasyka', którym Laska wraca do czasów starego, dobrego WH - taki mrożący krew w żyłach trak, no i 'Full time job' musiał być niezły, skoro ciągnie się prawie dziewięć minut, no i 'Braggabałagan' - klasyczny banger. Świetną robotę robią tu Ace i Danek, bo ich skrecze podnoszą traki o poziom. Traki White House wprawdzie nie chwytają za ryj, jak na pierwszych Kodexach, ale nadal są bardzo porządne i Peja na nich dobrze się czuje - słychać chemię pomiędzy producentami i rapperem.
Peja to weteran, bo w sumie poza Tede nie ma na scenie równie zajętego człowieka, który jest na scenie od dnia pierwszego. Dlatego wydaje mi się usprawiedliwione, że rapper występuje tu z pozycji Dziadka i oburza się na młodzież że 'mam ustąpić miejsca? Przecież jestem starszy!'. Peja jest już w tym wieku, że swojego stylu nie zmieni, więc liczą się tu przede wszystkim pomysły, jakie ma, aby przyciągnąć publiczność. Flow jest stałe i doskonale rozpoznawalne, teksty... również łatwe do przewidzenia: prawdziwy rap rozpierdol, jestem legendą, więc wypierdalaj, jak to pięknie kiedyś było, codzienne refleksje. Peja mówi też trochę o swoim stosunku do nowych trendów w rapie 'njuskool, truschool, trap, swag, defekt mózgu'. Czyli w sumie nic nowego, ale czy zmienia się formułę, która się sprawdza? Trochę zaskoczyło mnie, że Peja próbuje tu śpiewać i robi to relatywnie często - o dziwo, robi to czasem lepiej, niż rymuje. Kurde. Nowością jest tu sporo werbalnych odnośników do klasyki hip hopu - ale po angielsku, co u Pei się wcześniej nie zdarzało. Zapisał się na kurs angielskiego? Czy to wynik współpracy z amerykańskimi rapperami? Bo przecież znowu pojawia się tu Jeru, jest Jack The Ripper, ale również pojawił się tu AZ - Peja znowu udowadnia, że jest w stanie nagrać z każdym, kto może uchodzić za legendę (mówię naturalnie tylko o Jeru i AZ). Kto będzie na następnej płycie? Strach się pytać... Poza amerykańskimi tuzami rapu, mamy tu też silną reprezentację Europy: Francji (De2s) i Niemiec (Greckoe, Azyl i Toony). Z polskich rapperów usłyszymy tu Śliwę, który wreszcie zaczyna kreować swój własny styl i brzmi to wcale nieźle. Jest męczący Dono, Kroolik z angielskim refrenem - jak zwykle śpiew Kroolika na propsie, jest bardzo dobry, lecz znowu przygnębiający Bezczel oraz wielka brygada w międzynarodowym posse tracku 'Full time job', o którym nie da się nie powiedzieć paru słów. Peja wypadł tu niestety najsłabiej, bo nie potrafił napisać tekstu tak, aby nie brakło mu tchu pod koniec, Jack The Ripper jest jak zwykle przeciętny, RDW wszedł z tym flow w bit idealnie - zadziwiające, choć końcówka już mu się rozjechała, De2s jedzie bardzo dobrze, niemiecki Polak Toony daje wersy w języku ojczystym i robi to jako jeden z lepszych w składzie, Azyl z niemieckim przekazem i ciężkim głosem również wypada dobrze, Jeru to przecież klasa sama dla siebie, Gandzior wypada poprawnie, Greckoe jest dość prosty, ale płynie nieźle, zaś Śliwa po obiecującym wejściu, pogubił się w przyspieszeniach. Rychu nie byłby sobą, gdyby nie zapraszał również wokalistów spoza rapu: tradycyjnie jest tu Glaca ze Sweet Noise, jest Hellfield z hardkorowego Nekromera, a także Marek Dyjak ze swoim ciężko przepitym głosem, który daje życiowe sznyty (taki # do jego albumu, łap to!) kawałkowi. I wprawdzie Rychu mówi że ma 'ubogi zasób słownictwa, jednak dalej mi za to płacą', to przecież nie jet z nim już tak źle - życie to najlepszy nauczyciel.
Kolaboracja Pei z White House to jest chyba strzał w dziesiątkę, bo i producenci - weterani i rapper - weteran doskonale się rozumieją. Przemycone nowoczesne akcenty w muzyce nie wpływają znacząco na klimat płyty, tylko ją słusznie ubarwiają. Na majkach, poza całą brygadą RPS, propsy dla Pei za udział Jeru i AZ w tym projekcie - ja wiem, że to wystarczy mieć odpowiednią ilość kasy na taki featuring, ale jednak to robi wrażenie. Płyta mogłaby być nieco krótsza, ale te osiemdziesiąt minut nie jest czasem straconym. Nie jest to płyta godna króla, zatem książę zupełnie wystarczy - nawet, jeśli jest podstarzały.
OCENA: 5-\6
poniedziałek, 13 października 2014
MEZO - KRAJOBRAZ PO BITWIE
My Music 2014
1. Intro
2. Krajobraz Po Bitwie feat. JOHN JAMES
3. Dziewczyna Z Tatuażem feat. DORIS
4. Na Nowo feat. HANIA STACH
5. Jedyna feat. JOHN JAMES
6. Muzyka, Sport, Motywacja
7. Wchodzę Na Kort feat. KASIA K8 ROŚCIŃSKA
8. Eyo feat. JOHN JAMES
9. Giełda Uczuć feat. EWA JACH
10. Święty Spokój
11. 10 Rejs feat. VITO Ws
12. Pijemy-Żyjemy feat. DONIU
13. Co Poszło Dobrze feat. MONIKA PALMOWSKA, PATRYCJA MICHALAK
14. Ogień I Woda feat. KASIA K8 ROŚCIŃSKA
15. Młody Bóg feat. RAFAŁ SEKULAK
16. Życie Jest Piękne (Remix) feat. KASIA K8 ROŚCIŃSKA
17. Ostatnia Przystań feat. EWA JACH
Czy w tym kraju obchodzi jeszcze kogoś nowa płyta Mezo? Przemknęła na tyle szybko, że zauważyłem ja dopiero w empiku na... wyprzedaży. Pamiętam bodaj w 2001, kiedy Lajner wydawał swoje nielegale, jarano się umiejętnościami Meza, magazyn Playa bardzo go propsował, po czym z płyty na płytę narastały kontrowersje i zarzuty o komercję i grę hiphopolo. Czarę goryczy przelał chyba występ w Bitwie na Głosy. Dziś nowy album Meza na nikim nie robi wrażenia, w maju doczłapał się on miejsca 22 na OLiSie i... tyle.
Mezo wydaje się nie zwracać jednak uwagi na krytykę polskiego rap podwórka i idzie konsekwentnie wyznaczoną ścieżką. Wiecie kogo zatrudnił na producentów? Oczywiście, że są tu Tabb, Doniu i Teka - wszak to nie dość, że kumple, to jeszcze reprezentanci tego pop-rapowego grania. Do tego znalazło się tu parę innych, zagadkowych nazwisk: Paweł Parker, Jacek Winkiel, Grzegorz Springer, Chris Toffson... Kojarzysz ich? No cóż... Chris Toffson to nikt inny jak TFK z Jeden 8L, Springer to producent z kręgów Ascetoholix, Jacek Winkiel to profesjonalny muzyk rozrywkowy, a nie mam bladego pojęcia kim jest Parker Paweł... Nie istotne w sumie. Znając skład bitmejkerów, bardzo szybko dojdziemy do wniosku, jaka muzyka jest na płycie. Tak, masz rację, bardzo radiowa, lekko popowa, skręcająca w stronę soulu, przypomina mi nieco takie unowocześnione New Jack Swing albo płyty LL Cool J'a od 'Phenomenon' wzwyż. I wcale nie jest to muzyka nieprzyjemna, bo słucha się tego naprawdę nieźle - pytanie tylko, czego się spodziewasz. Zdaję sobie sprawę, że kobiety chętniej sięgną po ten album, ale to taka rzecz na zwolnienie tempa, lekki temat na tło. Jest jazzowo, soulowo, popowo, czasem wręcz njuskulowo. Ale generalnie taki Will Smith po polsku.
Płytę otwierają słowa 'chłopak po przejściach w poszukiwaniu szczęścia' - i to wyjątkowo celna pointa. Wydaje się, że Mezo przestał starać się zadowolić wszystkich, bo to nie ma sensu. Nie chce juz udowadniać, że z jednej strony jest bitewnym rapperem, z drugiej wrażliwym poetą. Zrobił płytę taką, jaką czuje. Jacek nie jest przecież słabym rapperem, daje sobie spokojnie radę na tych bujających, ciepłych podkładach, bo sam taki jest. Będzie ci tu nawijał o miłości, o sporcie, grze w tenisa i imprezach i prawdę mówiąc, jego teksty nie błyszczą jakoś specjalnie, bo zbyt często są aż nazbyt przewidywalne, ale... ujdą w tłoku. Pasują do melodii. Goście tylko potęgują wrażenie soulowości: poza dwoma wyjątkami, to wyłącznie wokaliści. Tylko stary dobry Vito pojawia się w 'X rejsie' w bitewnym bragga, a także Doniu prezentuje lekko pijane flow w imprezowym 'Pijemy-żyjemy'.
Wspomniałem o Will Smith? O LL Cool J? No to mamy tu takie połączenie. Bardzo radiowy hip hop, delikatny, ale z wyczuciem. Posłuchałem. I wiesz co? Nadal niektórzy mogliby się od Meza uczyć. Płyta nie jest zła, choć nie oszukujmy się, nie jest to przebój, który ujmie fanów hip hopu czymkolwiek. Przyjemne granie na granicy soulu.
OCENA: 3+\6
piątek, 10 października 2014
KACZOR - MOST NA RZECE ODKUPIENIA
MVP 2014
1. M.N.R.O
2. Czas Na Powrót
3. Nawijam
4. Z Prawdą Na Bakier feat. ERO
5. Gdy Słowa Nie Przychodzą feat. INA
6. Odkupienie
7. 3210
8. A Na Imię Mam… feat. KAJMAN
9. Wszechstylowy Blitzkrieg feat. TRZECI WYMIAR
10. Wiem Kim Jestem feat. INA
11. Historia Jakich Wiele
12. Dość
13. MIiędzy Jawą A Snem
14. Mordercze Wersy feat. SŁOŃ, SHELLERINI, RY23, KONI, RAFI
15. Mniej Niż Zero feat. PAUL WALL
16. Drzwi
Kolejne solo tej mniej popularnej części Killaz Group nadeszło cichaczem. Z tytułem godnym killazowego patosu. Kaczor powraca po kilku latach z nowym materiałem, który już od dawna sporo różni się od wspólnych z Guralem dokonań z KG. Co nam dziś pokazuje Kaczor?
Otóż Kaczor daje nam hardkor, przynajmniej się stara. Zatrudnienie plejady bitmejkerów, takich jak The Returners, RX, White House, Młody GRO, uRbna, DJ Creon i Steel Bangin, to było dobre posunięcie. Każdy z producentów dał sobie radę, aby spełnić założenie albumu: zrobić rap bez zbędnego pierdolenia, bez rozmieniania się na drobne, bez progresywnego grania dla klubów. I choć są tu kawałki mocne i takie wolniejsze, każdy z nich jest odpowiednio osadzony w klimacie. RX potrafił raz przywalić 'Czasem na powrót', by natychmiast uspokoić tętno w 'Nawijam'. White House stoją jak zwykle wysoko, choć niektóre z bitów mogą się wydawać nieco zbyt pretensjonalnymi ('Z prawdą na bakier', choć niezłe, mocno trąca 'ulicą'). Młody GRO zaś zrobił nieco wolniejsze i sentymentalne piosenki... Zresztą, co ciekawe, bardzo dużo tu skrzypiec i w ogóle bardzo tradycyjnych dla ulicy instrumentów - ale muza nie brzmi banalnie. To czysty hip hop - zagrany współcześnie, ale z szacunkiem dla klasyki. Całości dopełniają skrecze DJ Kostka, DJ Soina, DJ Taek i Chwiała. Fajna, kiwająca głową muzyka.
Kaczor nigdy nie miał ambicji tworzyć podwójnych, podziesiętnych, czy pochujwieilokrotnych rymów. On miał nieco inny target: owszem, grunwaldzka saga nadal trwa, ale to przede wszystkim życie dyktuje tematy i słowa. Tak, zgadza się, Kaczor popełnia sporo błędów na majku i nie jest rapperem nawet dobrym. Zbyt często gubi rytm, ostatnia zwrotka w 'Gdy słowa nie przychodzą' kończy się jak nożem uciął: zupełnie niespodzianie i bez usprawiedliwienia. Na szczęście nie samą techniką człowiek żyje, a rap to nie jazda figurowa na lodzie (choć nie jeden wyjebał się tu na pysk...) - to co mówi emce często nadrabia niedostatki flow. Zresztą Kaczka próbuje kombinować, popłynąć inaczej i liczy mu się to wszystko na plus. I choć sposobem rymowania 'powraca do źródeł', czyli do czasów Killaz Group, to jednak słychać, że jest to znacznie bardziej dojrzały rapper. 'Saper myli się raz, rapper ma więcej szczęścia' - nic dodać, nic ująć. Pytanie tylko, ile błędów wybaczy publiczność? Jednak trzeba zauważyć, że Kaczor świetnie czuje się doskonale w trakach bragga: 'A na imię mam....' czy 'Wszechstylowy blitzkrieg' to bodaj najlepsze numery z dużą petardą. Goście... to w sumie osobny rozdział. Sami goście robią tu bardzo dużo, bo już swoją zwrotką jako pierwszy robi porządek Ero - jego flow doskonale tu się wpasowuje i płynie. Kajman niestety jest zupełnie zbędny, za to Trzeci Wymiar swoją stylistyką ustawia poprzeczkę niezwykle wysoko. W poznańskim possetracku przodują Ramona i Słoń - na przeciwnym biegunie siedzi Rafi. Największym zaskoczeniem zaś jest tu amerykańska gwiazda białego blingu: platynowozęby Paul Wall - choć nie wypadł lepiej od niektórych z naszych 'gwiazd'.
Może to dziwne, ale to niezła płyta. Taka, jakich potrzeba nam na rynku: dobrych, porządnie zrobionych - takich do słuchania. Prawdopodobnie niewiele osób będzie się tu wszystkim jarać, ale są tu numery naprawdę niezłe i warte posłuchania. Mnie to siada, ja lubię.
OCENA: 4+\6
1. M.N.R.O
2. Czas Na Powrót
3. Nawijam
4. Z Prawdą Na Bakier feat. ERO
5. Gdy Słowa Nie Przychodzą feat. INA
6. Odkupienie
7. 3210
8. A Na Imię Mam… feat. KAJMAN
9. Wszechstylowy Blitzkrieg feat. TRZECI WYMIAR
10. Wiem Kim Jestem feat. INA
11. Historia Jakich Wiele
12. Dość
13. MIiędzy Jawą A Snem
14. Mordercze Wersy feat. SŁOŃ, SHELLERINI, RY23, KONI, RAFI
15. Mniej Niż Zero feat. PAUL WALL
16. Drzwi
Kolejne solo tej mniej popularnej części Killaz Group nadeszło cichaczem. Z tytułem godnym killazowego patosu. Kaczor powraca po kilku latach z nowym materiałem, który już od dawna sporo różni się od wspólnych z Guralem dokonań z KG. Co nam dziś pokazuje Kaczor?
Otóż Kaczor daje nam hardkor, przynajmniej się stara. Zatrudnienie plejady bitmejkerów, takich jak The Returners, RX, White House, Młody GRO, uRbna, DJ Creon i Steel Bangin, to było dobre posunięcie. Każdy z producentów dał sobie radę, aby spełnić założenie albumu: zrobić rap bez zbędnego pierdolenia, bez rozmieniania się na drobne, bez progresywnego grania dla klubów. I choć są tu kawałki mocne i takie wolniejsze, każdy z nich jest odpowiednio osadzony w klimacie. RX potrafił raz przywalić 'Czasem na powrót', by natychmiast uspokoić tętno w 'Nawijam'. White House stoją jak zwykle wysoko, choć niektóre z bitów mogą się wydawać nieco zbyt pretensjonalnymi ('Z prawdą na bakier', choć niezłe, mocno trąca 'ulicą'). Młody GRO zaś zrobił nieco wolniejsze i sentymentalne piosenki... Zresztą, co ciekawe, bardzo dużo tu skrzypiec i w ogóle bardzo tradycyjnych dla ulicy instrumentów - ale muza nie brzmi banalnie. To czysty hip hop - zagrany współcześnie, ale z szacunkiem dla klasyki. Całości dopełniają skrecze DJ Kostka, DJ Soina, DJ Taek i Chwiała. Fajna, kiwająca głową muzyka.
Kaczor nigdy nie miał ambicji tworzyć podwójnych, podziesiętnych, czy pochujwieilokrotnych rymów. On miał nieco inny target: owszem, grunwaldzka saga nadal trwa, ale to przede wszystkim życie dyktuje tematy i słowa. Tak, zgadza się, Kaczor popełnia sporo błędów na majku i nie jest rapperem nawet dobrym. Zbyt często gubi rytm, ostatnia zwrotka w 'Gdy słowa nie przychodzą' kończy się jak nożem uciął: zupełnie niespodzianie i bez usprawiedliwienia. Na szczęście nie samą techniką człowiek żyje, a rap to nie jazda figurowa na lodzie (choć nie jeden wyjebał się tu na pysk...) - to co mówi emce często nadrabia niedostatki flow. Zresztą Kaczka próbuje kombinować, popłynąć inaczej i liczy mu się to wszystko na plus. I choć sposobem rymowania 'powraca do źródeł', czyli do czasów Killaz Group, to jednak słychać, że jest to znacznie bardziej dojrzały rapper. 'Saper myli się raz, rapper ma więcej szczęścia' - nic dodać, nic ująć. Pytanie tylko, ile błędów wybaczy publiczność? Jednak trzeba zauważyć, że Kaczor świetnie czuje się doskonale w trakach bragga: 'A na imię mam....' czy 'Wszechstylowy blitzkrieg' to bodaj najlepsze numery z dużą petardą. Goście... to w sumie osobny rozdział. Sami goście robią tu bardzo dużo, bo już swoją zwrotką jako pierwszy robi porządek Ero - jego flow doskonale tu się wpasowuje i płynie. Kajman niestety jest zupełnie zbędny, za to Trzeci Wymiar swoją stylistyką ustawia poprzeczkę niezwykle wysoko. W poznańskim possetracku przodują Ramona i Słoń - na przeciwnym biegunie siedzi Rafi. Największym zaskoczeniem zaś jest tu amerykańska gwiazda białego blingu: platynowozęby Paul Wall - choć nie wypadł lepiej od niektórych z naszych 'gwiazd'.
Może to dziwne, ale to niezła płyta. Taka, jakich potrzeba nam na rynku: dobrych, porządnie zrobionych - takich do słuchania. Prawdopodobnie niewiele osób będzie się tu wszystkim jarać, ale są tu numery naprawdę niezłe i warte posłuchania. Mnie to siada, ja lubię.
OCENA: 4+\6
czwartek, 11 września 2014
FAZI - CZOPER... PRUJOOO SIEEE...
RRX Desant 2014
1. Wonż na tropie
2. Gdzie jesteś Katarzyno
3. Prujooo sieee
4. Alko team feat. ERIPE
5. Całą noc chcę trawę
6. Jestem artystą, jestem bossem
7. Tłumaczka
8. Aleja gwiazd feat. RADAR
9. Salon samobójców
10. Wara od Spawacza feat. KACZMI
11. Vasco Rossi
12. Turlaj zwei
13. Demonium
14. 4 króli na trzech króli feat. UBECE, KOZER, BRAZY
15. Imperator Chaosu
16. Rasta Terror feat. KOZER
17. Magia Świąt feat. MAUPA
18. Stary rok, nowy rok
19. Opowieść wigilijna
Rzecz dzieje się w Empiku. Rozmawia dwóch kolesi z działu muzycznego, tematem jest dostawa nowych płyt rapowych na półki. Jeden z nich mówi: 'No i Fazi nowy przyszedł. Leży obok Areczka, przez ostatnie kilka dni poszły dwie, może trzy sztuki. Obu, i Areczka i Faziego'. Drugi: 'Co za gówno, hehehehe, po co oni tyle tego przyjęli?'. Wymowne?
Maupa staje się powoli głównym producentem RRX. Na pewno jest lepszym producentem, niż rapperem, więc kiedy robi te bity, wcale nie jest tak źle. Koleś daje tu z siebie dosłownie wszystko: nowoczesne trapowe jazdy, gangsterskie hity, mogące byc spokojnie soundtrackiem do horroru, ale także folkowe jazdy, jak w 'Alko team' - pastiszu ostatniego przeboju Piersi 'Bałkanica'. Klimat waha się tu zależnie od potrzeby - od przaśnej wiejskiej imprezy, przez przećpane syntetyczne imprezy, po demoniczne, krwiste imprezy. Maupa nie boi się nawet wyprodukować 'Imperatora chaosu', szalonej techniawki, która spokojnie mogła wejść na składaka Manieczek. Zresztą 'Rasta terror' również. Muzyka tutaj jest popieprzona równo, Fazi i Maupa lubią eksperymentować, zmieniając tempo, atmosferę i w sumie wszystko - ta płyta to totalny melanż dźwiękowy, głównie syntetyczny i komputerowy, czasem ocierający się o zupełny kicz, czasem będący niezłym bangerem. Muzę uzupełniają skrecze Maupy i DJ Olsena.
Fazi to ogólnie jest temat-rzeka. Coraz bardziej wydaje mi się, że on się nabija ze wszystkiego i wszystkich - choć jeszcze kilka lat temu myślałem, że to zupełny zjeb, przećpany i bez sensu... Ale z każdą kolejną płytą wydaje mi się, że w tym szaleństwie jest metoda. Te pierdoły, pozornie bez ładu i składu, które rymuje Fazi: bo nie oszukujmy się, większość wersów to bezładna paplanina, często uzupełniana takimi wrzutami, jak 'ugabuga' lub 'bapbapalula kurwa', jednak jeśli w miarę dokłądnie prześledzi się ten bełkot, to okaże się, że to się kurwa jego mać, wszystko ze sobą wiąże. Fakt, że Fazi jedzie na wolnych skojarzeniach, ale one w gruncie rzeczy maja jakiś tam sens, tylko trzeba to ogarnąć. Tematycznie Fazi tkwi w dymie ze skręta z pigułą w zębach, ale nadal pozwala sobie na dissowanie hejterów, którzy sieee prujoooo i na horrorcoreowe wstawki. Zaskoczyła mnie tu nieco obecność takich gości, jak Eripe oraz Radar, ale chłopcy wpasowali się całkiem nieźle w ten klimat i dali sobie radę w trudnych warunkach. Bo reszta to pochodna N.A.S. i mało znani koleżkowie z RRXu, zatem poziomu nie podnoszą.
Zjebana płyta, ryje banię jak pług glebę. Ale w sumie czego innego można się było spodziewać po Fazim? Trzoda i to w doskonałym stylu. Prześmiewcza, tandetna i odmóżdżona - ale na ten materiał trzeba patrzeć przez palce. Wszak N.A.S. to od wielu lat rapowy kabaret. Chuj, że Fazi nie umie rapować i czasem nawet to się nie rymuje. Jest zjeb akcja? Jest. I o to chodzi. Dziękuję.
OCENA: 4-\6
1. Wonż na tropie
2. Gdzie jesteś Katarzyno
3. Prujooo sieee
4. Alko team feat. ERIPE
5. Całą noc chcę trawę
6. Jestem artystą, jestem bossem
7. Tłumaczka
8. Aleja gwiazd feat. RADAR
9. Salon samobójców
10. Wara od Spawacza feat. KACZMI
11. Vasco Rossi
12. Turlaj zwei
13. Demonium
14. 4 króli na trzech króli feat. UBECE, KOZER, BRAZY
15. Imperator Chaosu
16. Rasta Terror feat. KOZER
17. Magia Świąt feat. MAUPA
18. Stary rok, nowy rok
19. Opowieść wigilijna
Rzecz dzieje się w Empiku. Rozmawia dwóch kolesi z działu muzycznego, tematem jest dostawa nowych płyt rapowych na półki. Jeden z nich mówi: 'No i Fazi nowy przyszedł. Leży obok Areczka, przez ostatnie kilka dni poszły dwie, może trzy sztuki. Obu, i Areczka i Faziego'. Drugi: 'Co za gówno, hehehehe, po co oni tyle tego przyjęli?'. Wymowne?
Maupa staje się powoli głównym producentem RRX. Na pewno jest lepszym producentem, niż rapperem, więc kiedy robi te bity, wcale nie jest tak źle. Koleś daje tu z siebie dosłownie wszystko: nowoczesne trapowe jazdy, gangsterskie hity, mogące byc spokojnie soundtrackiem do horroru, ale także folkowe jazdy, jak w 'Alko team' - pastiszu ostatniego przeboju Piersi 'Bałkanica'. Klimat waha się tu zależnie od potrzeby - od przaśnej wiejskiej imprezy, przez przećpane syntetyczne imprezy, po demoniczne, krwiste imprezy. Maupa nie boi się nawet wyprodukować 'Imperatora chaosu', szalonej techniawki, która spokojnie mogła wejść na składaka Manieczek. Zresztą 'Rasta terror' również. Muzyka tutaj jest popieprzona równo, Fazi i Maupa lubią eksperymentować, zmieniając tempo, atmosferę i w sumie wszystko - ta płyta to totalny melanż dźwiękowy, głównie syntetyczny i komputerowy, czasem ocierający się o zupełny kicz, czasem będący niezłym bangerem. Muzę uzupełniają skrecze Maupy i DJ Olsena.
Fazi to ogólnie jest temat-rzeka. Coraz bardziej wydaje mi się, że on się nabija ze wszystkiego i wszystkich - choć jeszcze kilka lat temu myślałem, że to zupełny zjeb, przećpany i bez sensu... Ale z każdą kolejną płytą wydaje mi się, że w tym szaleństwie jest metoda. Te pierdoły, pozornie bez ładu i składu, które rymuje Fazi: bo nie oszukujmy się, większość wersów to bezładna paplanina, często uzupełniana takimi wrzutami, jak 'ugabuga' lub 'bapbapalula kurwa', jednak jeśli w miarę dokłądnie prześledzi się ten bełkot, to okaże się, że to się kurwa jego mać, wszystko ze sobą wiąże. Fakt, że Fazi jedzie na wolnych skojarzeniach, ale one w gruncie rzeczy maja jakiś tam sens, tylko trzeba to ogarnąć. Tematycznie Fazi tkwi w dymie ze skręta z pigułą w zębach, ale nadal pozwala sobie na dissowanie hejterów, którzy sieee prujoooo i na horrorcoreowe wstawki. Zaskoczyła mnie tu nieco obecność takich gości, jak Eripe oraz Radar, ale chłopcy wpasowali się całkiem nieźle w ten klimat i dali sobie radę w trudnych warunkach. Bo reszta to pochodna N.A.S. i mało znani koleżkowie z RRXu, zatem poziomu nie podnoszą.
Zjebana płyta, ryje banię jak pług glebę. Ale w sumie czego innego można się było spodziewać po Fazim? Trzoda i to w doskonałym stylu. Prześmiewcza, tandetna i odmóżdżona - ale na ten materiał trzeba patrzeć przez palce. Wszak N.A.S. to od wielu lat rapowy kabaret. Chuj, że Fazi nie umie rapować i czasem nawet to się nie rymuje. Jest zjeb akcja? Jest. I o to chodzi. Dziękuję.
OCENA: 4-\6
wtorek, 9 września 2014
SZARD - CO JAK I KIEDY EP
25 Punktów 2014
1. Co, jak i kiedy
2. Mam... feat. RUDI, RY23
3. Wszystko na opak
4. Teraz już wiem feat. KLAUDIA WRÓBEL, LEISON
5. Mamy melanż 2 feat. KAKTUS
6. Ostatni raz
Ostatnio podziemny label 25 Punktów zaczął wydawać na świat swoje produkcje z większym natężeniem. Po Rudim, Leisonie, czy SC, przyszła pora na Szarda.
Sześć numerów, sześciu producentów, czyli każdy bit z innej parafii. Boozy, jak się okazuje, wie 'co jak i kiedy', bo dał konkretny, klasyczny bit na gorących samplach. Następny Ceha 'ma...' wszelkie cechy (cehy??) nowoczesności - to taki hip hop XXI wieku, czyli bangerowaty, plimkający podkład, który naznaczony wręcz jest obecnością Ramony - zwłaszcza w refrenach. Kolejny numer od Snake'a, zamiast być 'na opak', to jest niemal bliźniaczo podobny do poprzedniego: nowoczesna, połamana perkusja z plimkającymi klawiszami z syntezatora. KDJ 'teraz już wie', że czas powrócić do korzeni i przynieść do stołu dość klasyczny podkład z fajnym refrenem, śpiewanym słodkim, słowiczym trelem Klaudii Wróbel. Za to Lecter znowu 'miał melanż' i zasunął inspirowany orientalnymi klimatami syntetyczny banger. Na 'ostatni raz' dał Jacai nieco melancholijny, acz trącający DJ Premierem podkład, przywracający klimat starego dobrego rapu. Jak na sześć numerów, rozrzut jest spory - i choć z jednej strony są niemal trapy, z drugiej zupełna klasyka, to obok siebie leżą podkłady niemal identyczne. Może lepiej było się na coś zdecydować albo poukładać to bardziej logicznie?
Zdarty wokal Szarda wyróżnia się na scenie - to takie swoiste połączenie GRZ z Szadem - nawet ksywka się jakoś tam przenika, czyż nieprawda? W zasadzie nie ma się co czepiać techniki Szarda, bo może irytować lub nie, ale koleś umie zdecydowanie popłynąć na bicie. Tak, Szard jest spoko, tym bardziej, że teksty ma na całkiem niezłym poziomie, czy to mówi o tym, jak to wszyscy dopytują się o jego album (ej, a czy Ty się dopytywałeś???), czy to opowiada o planach, czy to wreszcie melanżuje jak zły. Goście wypadają dość średnio - każdy z nich dał zwrotki, których nie musi się wstydzić, ale do worka 'the best of' też nie da się ich wcisnąć.
To całkiem niezły materiał. Muzyka, choć nieco bez sensu powkładana w ten system, jest całkiem dobra, a i Szard pokazuje, że ma skillsy i daje sobie radę bardzo dobrze. Porządny materiał i może lepiej, że krótki, bo ani się nie nudzi, ani nie ma dennych wypełniaczy. Można sprawdzić, pewnie części się spodoba.
OCENA: 4\6
1. Co, jak i kiedy
2. Mam... feat. RUDI, RY23
3. Wszystko na opak
4. Teraz już wiem feat. KLAUDIA WRÓBEL, LEISON
5. Mamy melanż 2 feat. KAKTUS
6. Ostatni raz
Ostatnio podziemny label 25 Punktów zaczął wydawać na świat swoje produkcje z większym natężeniem. Po Rudim, Leisonie, czy SC, przyszła pora na Szarda.
Sześć numerów, sześciu producentów, czyli każdy bit z innej parafii. Boozy, jak się okazuje, wie 'co jak i kiedy', bo dał konkretny, klasyczny bit na gorących samplach. Następny Ceha 'ma...' wszelkie cechy (cehy??) nowoczesności - to taki hip hop XXI wieku, czyli bangerowaty, plimkający podkład, który naznaczony wręcz jest obecnością Ramony - zwłaszcza w refrenach. Kolejny numer od Snake'a, zamiast być 'na opak', to jest niemal bliźniaczo podobny do poprzedniego: nowoczesna, połamana perkusja z plimkającymi klawiszami z syntezatora. KDJ 'teraz już wie', że czas powrócić do korzeni i przynieść do stołu dość klasyczny podkład z fajnym refrenem, śpiewanym słodkim, słowiczym trelem Klaudii Wróbel. Za to Lecter znowu 'miał melanż' i zasunął inspirowany orientalnymi klimatami syntetyczny banger. Na 'ostatni raz' dał Jacai nieco melancholijny, acz trącający DJ Premierem podkład, przywracający klimat starego dobrego rapu. Jak na sześć numerów, rozrzut jest spory - i choć z jednej strony są niemal trapy, z drugiej zupełna klasyka, to obok siebie leżą podkłady niemal identyczne. Może lepiej było się na coś zdecydować albo poukładać to bardziej logicznie?
Zdarty wokal Szarda wyróżnia się na scenie - to takie swoiste połączenie GRZ z Szadem - nawet ksywka się jakoś tam przenika, czyż nieprawda? W zasadzie nie ma się co czepiać techniki Szarda, bo może irytować lub nie, ale koleś umie zdecydowanie popłynąć na bicie. Tak, Szard jest spoko, tym bardziej, że teksty ma na całkiem niezłym poziomie, czy to mówi o tym, jak to wszyscy dopytują się o jego album (ej, a czy Ty się dopytywałeś???), czy to opowiada o planach, czy to wreszcie melanżuje jak zły. Goście wypadają dość średnio - każdy z nich dał zwrotki, których nie musi się wstydzić, ale do worka 'the best of' też nie da się ich wcisnąć.
To całkiem niezły materiał. Muzyka, choć nieco bez sensu powkładana w ten system, jest całkiem dobra, a i Szard pokazuje, że ma skillsy i daje sobie radę bardzo dobrze. Porządny materiał i może lepiej, że krótki, bo ani się nie nudzi, ani nie ma dennych wypełniaczy. Można sprawdzić, pewnie części się spodoba.
OCENA: 4\6
czwartek, 4 września 2014
SC - 7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH
25 Punktów 2014
1. Pycha feat. SZARD
2. Chciwość feat. MISSG
3. Nieczystość feat. LEISON
4. Zazdrość
5. Nieumiarkowanie feat. RYBI
6. Gniew feat. RUDI
7. Lenistwo
SC, czyli Soul Catcher nie jest jednym ze znanych graczy na naszej scenie. Nie jestem pewny, czy znają go szerzej nawet na poznańskiej ziemi, gdzie rezyduje. SC reprezentuje znaną z kolei brygadę 25 Punktów i przy pomocy Rudiego stworzył epkę o wszystko mówiącym tytule: '7 Grzechów Głównych'.
Całość materiału zrobił Snake - można więc odgadnąć, że są to podkłady syntetyczne i nowoczesne. W ramach tego jednak są zróżnicowane na tyle, aby nie zlewały się w jedną trapową papkę. Czasem perkusje cykają szaleńczo, czasem są połamane jak stara baba z lumbago, czasem pukają w dość oczywistych sekwencjach. Nie jest nudno, bo podkłady są agresywne i ostre, ale nie powiem również, że mnie urzekły czymkolwiek. Po prostu nakręcają atmosferę, są poprawne, czasem nawet porządne, ale nie są to bity, za które chciałbym się dać pochlastać. Mamy tu spójne i równe, nowoczesne brzmienia przez całe pół godziny, jednak obyło się bez wzruszeń.
Soul Catcher jest rapperem dość specyficznym - jednym z tych, którego część polubi, a część stwierdzi, że to wack. Ma nieco nierówne flow, wykrzykuje wersy chrowpowatym, nieco wymuszonym głosem i wydaje mi się, że może to czasem irytować - mnie akurat nie do końca przekonuje. Owszem, teksty nie są złe, ale nieco giną w tym warkocie i agresywnym stylu. Jak łatwo się domyśleć, każdy kawałek tego koncept albumu odnosi się do kolejnego grzechu głównego i opowiada o sytuacji nawiązującej w jakiś sposób do tytułu. Wychodzi to bardzo różnie - czasem nawet fajnie - zwłaszcza 'Gniew' z Rudim, który deklasuje SC, podobnie jak Rybi w 'Nieumiarkowaniu', czasem jest płasko, jak w... reszcie; szczególnie wkurwiające jest 'Lenistwo', gdzie na rozlazłym bicie SC nie wyrabia się ni chuja. Goście, poza już wspomnianymi nie pokazują w zasadzie nic, zwłaszcza Leison mnie nieco zawiódł.
Cóż, SC mówi o grzechach, ale sam nie grzeszy wcale. Nie grzeszy zajebistością. To kolejna płyta w podziemiu, która przejdzie bez echa, bo jest nieco nijaka. Przeciętny emce, średnie bity, niezły koncept i 1-2 traki, które są dość dobre, aby weszły do plejera na rotację - to nieco mało, aby podbić scenę. Można sprawdzić, a nuż komuś wejdzie - ale szału spodziewać się nie należy.
OCENA: 3+\6
1. Pycha feat. SZARD
2. Chciwość feat. MISSG
3. Nieczystość feat. LEISON
4. Zazdrość
5. Nieumiarkowanie feat. RYBI
6. Gniew feat. RUDI
7. Lenistwo
SC, czyli Soul Catcher nie jest jednym ze znanych graczy na naszej scenie. Nie jestem pewny, czy znają go szerzej nawet na poznańskiej ziemi, gdzie rezyduje. SC reprezentuje znaną z kolei brygadę 25 Punktów i przy pomocy Rudiego stworzył epkę o wszystko mówiącym tytule: '7 Grzechów Głównych'.
Całość materiału zrobił Snake - można więc odgadnąć, że są to podkłady syntetyczne i nowoczesne. W ramach tego jednak są zróżnicowane na tyle, aby nie zlewały się w jedną trapową papkę. Czasem perkusje cykają szaleńczo, czasem są połamane jak stara baba z lumbago, czasem pukają w dość oczywistych sekwencjach. Nie jest nudno, bo podkłady są agresywne i ostre, ale nie powiem również, że mnie urzekły czymkolwiek. Po prostu nakręcają atmosferę, są poprawne, czasem nawet porządne, ale nie są to bity, za które chciałbym się dać pochlastać. Mamy tu spójne i równe, nowoczesne brzmienia przez całe pół godziny, jednak obyło się bez wzruszeń.
Soul Catcher jest rapperem dość specyficznym - jednym z tych, którego część polubi, a część stwierdzi, że to wack. Ma nieco nierówne flow, wykrzykuje wersy chrowpowatym, nieco wymuszonym głosem i wydaje mi się, że może to czasem irytować - mnie akurat nie do końca przekonuje. Owszem, teksty nie są złe, ale nieco giną w tym warkocie i agresywnym stylu. Jak łatwo się domyśleć, każdy kawałek tego koncept albumu odnosi się do kolejnego grzechu głównego i opowiada o sytuacji nawiązującej w jakiś sposób do tytułu. Wychodzi to bardzo różnie - czasem nawet fajnie - zwłaszcza 'Gniew' z Rudim, który deklasuje SC, podobnie jak Rybi w 'Nieumiarkowaniu', czasem jest płasko, jak w... reszcie; szczególnie wkurwiające jest 'Lenistwo', gdzie na rozlazłym bicie SC nie wyrabia się ni chuja. Goście, poza już wspomnianymi nie pokazują w zasadzie nic, zwłaszcza Leison mnie nieco zawiódł.
Cóż, SC mówi o grzechach, ale sam nie grzeszy wcale. Nie grzeszy zajebistością. To kolejna płyta w podziemiu, która przejdzie bez echa, bo jest nieco nijaka. Przeciętny emce, średnie bity, niezły koncept i 1-2 traki, które są dość dobre, aby weszły do plejera na rotację - to nieco mało, aby podbić scenę. Można sprawdzić, a nuż komuś wejdzie - ale szału spodziewać się nie należy.
OCENA: 3+\6
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















