3/4 UGS 2015
1. Syrena
2. Gdy Skrzydła W Popiele
3. Femme Fatale
4. Bum Bum
5. Mitologia
6. Nic Się Nie Zmienia
7. Młode Lisy
8. Anton Delbrück
9. Tramwaj Zwany Pożądaniem
10. Niebezpieczna Przestrzeń
11. Lity feat. W.E.N.A.
12. Skandal
13. Ważniejsze Niż Lęk
14. Golden Ratio
Ad.M.A. to od jakiegoś czasu jedna ze światlejszych gwiazdek polskiego rapu kobiecego. I nie da się tu wrzucać kobiet i mężczyzn do jednego worka - rapper i rapperka to dwa zupełnie różne twory, co by nie mówiły fanki równouprawnienia. Kobiety mają inną wrażliwość, głos i nawet jeśli trafi się konkretna i mocna babka (np. Rena, czy Ryfa), to po drugiej stronie też znajdą się nieco bardziej kobiece typy (Krasza). Tymczasem wiadomo, że tu mamy do czynienia z kobietą z krwi i kości: poetycka okładka i tytuł, wszystko bardzo kobiece. Ale czy facet zatem to przebrnie?
Grejtu, Łukasz K, Jimmy Kiss, Marek Migryt, Teken, Markuszynsky, soSpecjal, Ayon, Scandal P, Secret Rank i Senor Fresh to pełna lista producentów, widać więc łatwo, że a) jest ich bardzo dużo i może być niespójnie, b) są to producenci nowocześni i dający często natchnione podkłady - czyli takie, jakich mogę nieścierpieć. Zanim zacząłem odsłuch byłem już nieco uprzedzony do zawartości. Hmmm... I faktycznie - to ten typ muzy: nostalgiczny, syntetyczny, ale przyznam, że pasuje idealnie do rapperki. Gdyby do tego nawinął jakiś facet, piznąłbym dyskiem psu do aportu. Jednak pomimo rozlazłych perkusji co trzecie stuknięcie, pozawijanych, komputerowych melodii i zawiesistych aranży, okazuje się, że tu właśnie taka muzyka ma rację bytu (bitu?). Nadal nie jestem fanem, ale przynajmniej wszystko tu współgra ze sobą i pomimo mnogości bitmejkerów wszystko razem bangla.
A to, co wyprawia tu Adma, to zupełnie inny poziom percepcji. To już nie jest rapperka, to multiwokalistka, obdarzona słodkim głosem, którym potrafi jednak wbić głęboko szpilę. Adma śpiewa, aby za chwilę posłać kilkanaście mocnych rymów, kończąc na kuszącym szepcie. Z wersów wyłania się obraz silnej laski, która wie, o co jej chodzi i do czego w życiu dąży. Jest świadoma swoich zalet, ale również i wad, ale ma dupeńce, co o niej myślisz. Nawet, jeśli ujebała sobie skrzydełka w popiele albo co innego w czymś innym. Albo może rozdrapuje prywatne rany. Chyba najciekawiej wypadł tu dla mnie kawałek 'Lity' z Weną - a jakże, o butach (mniej lub bardziej). Ale jest tu również kilka innych wartych uwagi traków, dość powiedzieć, że płyta się nie nudzi i Adma jest tu zdecydowaną gospodynią - widać, kto tu rządzi.
No cóż, na pewno nie jest to dzieło wybitne. Nie szkodzi, bo jest wystarczająco ciekawe, aby zagłębić się w ten klimat, który przypomina mi nieco atmosferą płytkę 'Puk.Puk' Kasi Nosowskiej. Nie lubię takiej muzyki, ale nie mogę się za bardzo tu do niej przyczepić, bo jest tu uzasadniona i wydaje się być na miejscu. A sama Adma? Poprzeczka została podniesiona wysoko dla innych dziewczyn na majku.
OCENA: 4+\6
POSŁUCHAJ, JAK AD.M.A Z WENĄ GADAJĄ O PANTOFELKACH
Polski hip hop. Wydawnictwa oficjalne i nielegale. Recenzje i podsumowania. Możliwość odsłuchu i ściągnięcia nielegali. Baza dla polskich wydawnictw hip hopowych. * Wszystkie oceny i opinie są moimi osobistymi i subiektywnymi, więc jeśli nie zgadzasz się z jakąś oceną, bądź uprzemy nie wyzywać od najgorszych, tylko dlatego, że mam inne zdanie od Ciebie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3\4 underground studio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3\4 underground studio. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 lutego 2016
niedziela, 31 maja 2015
GREMLIN - Z ŻYCIA WZIĘTE
3\4 UDS 2015
1. Intro
2. Uczucie
3. Upadek
4. Warto Żyć feat. SOKOLLO
5. Skit 1
6. Ku Pomocy feat. MAJLO
7. Zrozumieć Ludzi
8. Platynowe Dusze feat. HESIK, BEOKA
9. Skit 2
10. Siła Losu
11. Kłamstwo vs Prawda
12. Zemsta
13. Skit 3
14. Mów Co Chcesz
15. Walcz O Swoje feat. BAS TAJPAN, NAPOLEON
16. Światło Granicy
17. Outro (Drugie Bicie Serca)
18. Bonus Track 1 (Szare Osiedla)
19. Bonus Track 2 (Wartość Ulicy)
20. Special Bonus (Legenda Białej Damy)
Płyta ma już wprawdzie prawie pół roku, ale dopiero teraz wpadła mi w ręce. Nagranie solowego debiutu zabrało Ślązakowi niemal dwa lata, a teraz mamy owoc jego pracy - z życia wzięty album. Warto było tyle pracować?
Znakomita większość podkładów wyszła spod palców Sokollo, który tworzy bity dość typowe dla nowoczesnego rapu początku XXI wieku. Klapiące perkusje, sporo elektroniki, sample, jeśli już są, to są krystalicznie czyste i pocięte idealnie. Pojedyncze kawałki zapewnili Morte (nieco bardziej klasyczne bity w 'Zrozumieć ludzi' i 'Szare osiedla'), Atomic Beats (bardziej z kolei elektroniczny podkład 'Platynowe dusze') i Emcet (chyba najbardziejsyntetyczny 'Mów co chcesz'). Razem daje to nam elektroniczny rap, który choć szybki i energiczny, jest jednak płytki i bezbarwny. DJ HWR i DJ Wróbson dodają skreczami nieco życia, ale nadal jest to tak zwyczajna muzycznie płyta, że niewiele jest kawałków, które zwracają uwagę, a bity Sokollo pod koniec Zlewają się wręcz w jeden trak. Spójnie, owszem, ale mało ciekawie.
Gremlin od pierwszych wersów mnie rozjebał: na początek 'Uczuć' wszedł refren i chwila minęła, zanim pojąłem, że to po angielsku... Zwrotki są już po polsku, choć i tak wiele to nie zmienia... Ale po kolei. Na plus rapperowi zaliczymy względne ogarnięcie stylu, ale to wszystko. Całość zepsuta i tak jest przez sepleniący wokal, utrudniający czasem zrozumienie wersów, a także przez pierdoły, jakie wygłasza Gremlin, powodują siwienie owłosienia: 'życie wartości ma wiele nie zjebaj tego' (zjebaj? Zjebaj? Co to za słowo?) albo 'będziesz dążyć do percepcji' (albo ja głuchy jestem i tam miało być perfekcji, albo Gremlin nie wie, o czym mówi) albo 'Koincydencji nie oszukasz, to właściwe słowo' (o kurwa, wyższa szkoła latania!) albo 'nie rozumią tego gnoje' - ja też tego nie rozumie. No i może tematyka, choć w większości oklepana, nie jest taka zła, ale ujęcie przekazu w wersy sprzed półtorej dekady, to już pomyłka. Całkowicie spuszczam zasłonę milczenia na te wrzuty po polskiemu - gdyby to było po śląsku, w lokalnej gwarze, czy coś w tym stylu, to może bym się nawet jarał - ale to jest po prostu półanalfabetyzm. Już większość gości przebija Gremlina na każdym polu: Sokollo ma przyduszony głos i warczący styl, ale przynajmniej daje sobie radę na mikrofonie. Majlo nieco uliczny sznyt, ale nadal lepszy, niż Gremlin, nie wspominając o Hesiku, czy Tajpanie. Tylko występ senegalskiego Francuza Napoleona możemy potraktować jako ciekawostkę, bo rymuje on niby po angielsku, ale tak naprawdę nie - i nie oszukujmy się, jest słaby.
Ja nie mam pojęcia, jak za taki chłam mogło się wziąć Trzy Czwarte UDS. To bodaj pierwszy album od nich, który jest tak słaby. Żenujący rapper, bardzo przeciętna muzyka - to wszystko sprawia, że nie ma się ochoty powrotu do nagrania. Zmusiłem się parę razy, aby wyłapać te ciekawsze rzeczy, ale musiałem ostro skipować. No nie da się.
I kurwa się nie nauczą, że skit to przerywnik mówiony, a interlude muzyczny...
OCENA: 2+\6
1. Intro
2. Uczucie
3. Upadek
4. Warto Żyć feat. SOKOLLO
5. Skit 1
6. Ku Pomocy feat. MAJLO
7. Zrozumieć Ludzi
8. Platynowe Dusze feat. HESIK, BEOKA
9. Skit 2
10. Siła Losu
11. Kłamstwo vs Prawda
12. Zemsta
13. Skit 3
14. Mów Co Chcesz
15. Walcz O Swoje feat. BAS TAJPAN, NAPOLEON
16. Światło Granicy
17. Outro (Drugie Bicie Serca)
18. Bonus Track 1 (Szare Osiedla)
19. Bonus Track 2 (Wartość Ulicy)
20. Special Bonus (Legenda Białej Damy)
Płyta ma już wprawdzie prawie pół roku, ale dopiero teraz wpadła mi w ręce. Nagranie solowego debiutu zabrało Ślązakowi niemal dwa lata, a teraz mamy owoc jego pracy - z życia wzięty album. Warto było tyle pracować?
Znakomita większość podkładów wyszła spod palców Sokollo, który tworzy bity dość typowe dla nowoczesnego rapu początku XXI wieku. Klapiące perkusje, sporo elektroniki, sample, jeśli już są, to są krystalicznie czyste i pocięte idealnie. Pojedyncze kawałki zapewnili Morte (nieco bardziej klasyczne bity w 'Zrozumieć ludzi' i 'Szare osiedla'), Atomic Beats (bardziej z kolei elektroniczny podkład 'Platynowe dusze') i Emcet (chyba najbardziejsyntetyczny 'Mów co chcesz'). Razem daje to nam elektroniczny rap, który choć szybki i energiczny, jest jednak płytki i bezbarwny. DJ HWR i DJ Wróbson dodają skreczami nieco życia, ale nadal jest to tak zwyczajna muzycznie płyta, że niewiele jest kawałków, które zwracają uwagę, a bity Sokollo pod koniec Zlewają się wręcz w jeden trak. Spójnie, owszem, ale mało ciekawie.
Gremlin od pierwszych wersów mnie rozjebał: na początek 'Uczuć' wszedł refren i chwila minęła, zanim pojąłem, że to po angielsku... Zwrotki są już po polsku, choć i tak wiele to nie zmienia... Ale po kolei. Na plus rapperowi zaliczymy względne ogarnięcie stylu, ale to wszystko. Całość zepsuta i tak jest przez sepleniący wokal, utrudniający czasem zrozumienie wersów, a także przez pierdoły, jakie wygłasza Gremlin, powodują siwienie owłosienia: 'życie wartości ma wiele nie zjebaj tego' (zjebaj? Zjebaj? Co to za słowo?) albo 'będziesz dążyć do percepcji' (albo ja głuchy jestem i tam miało być perfekcji, albo Gremlin nie wie, o czym mówi) albo 'Koincydencji nie oszukasz, to właściwe słowo' (o kurwa, wyższa szkoła latania!) albo 'nie rozumią tego gnoje' - ja też tego nie rozumie. No i może tematyka, choć w większości oklepana, nie jest taka zła, ale ujęcie przekazu w wersy sprzed półtorej dekady, to już pomyłka. Całkowicie spuszczam zasłonę milczenia na te wrzuty po polskiemu - gdyby to było po śląsku, w lokalnej gwarze, czy coś w tym stylu, to może bym się nawet jarał - ale to jest po prostu półanalfabetyzm. Już większość gości przebija Gremlina na każdym polu: Sokollo ma przyduszony głos i warczący styl, ale przynajmniej daje sobie radę na mikrofonie. Majlo nieco uliczny sznyt, ale nadal lepszy, niż Gremlin, nie wspominając o Hesiku, czy Tajpanie. Tylko występ senegalskiego Francuza Napoleona możemy potraktować jako ciekawostkę, bo rymuje on niby po angielsku, ale tak naprawdę nie - i nie oszukujmy się, jest słaby.
Ja nie mam pojęcia, jak za taki chłam mogło się wziąć Trzy Czwarte UDS. To bodaj pierwszy album od nich, który jest tak słaby. Żenujący rapper, bardzo przeciętna muzyka - to wszystko sprawia, że nie ma się ochoty powrotu do nagrania. Zmusiłem się parę razy, aby wyłapać te ciekawsze rzeczy, ale musiałem ostro skipować. No nie da się.
I kurwa się nie nauczą, że skit to przerywnik mówiony, a interlude muzyczny...
OCENA: 2+\6
czwartek, 30 kwietnia 2015
THEODOR - PIERWSZE DEMO
3\4 UDS
1. Taki Jak Ja
2. Odpowiedzialność
3. Niedziela
4. Moja Warszawa
5. Wolność
6. Łańcuch
7. Determinacja
8. Maui
9. Cisza
10. CV vol. 1
11. Ja
12. Dorosłość feat. KUBA KNAP
13. Złote Myśli
14. I, O, E,
15. Momenty feat. LILU
16. Goodbye
Theodor to dość dziwny typ - może nie chodzi tu o niego samego osobiście, ale o wrażenie, jakie wywołuje. Alkopoligamia miała go wydać, ale wymiksowali się wężowym ruchem z interesu, więc przyjęto Theo w 3\4 UDS. Na forach zdania są podzielone - w sumie więcej opinii o chujowości Theodora, choć z drugiej strony rapgenius uznał 'Pierwsze Demo' płytą tygodnia. To w końcu jak jest?
Mamy tu lekki rozstrzał na produkcji, bo Theo zebrał ponad dziesięciu bitmejkerów na ten godzinny materiał. Ale, wbrew pozorom, materiał na tym nie ucierpiał, bo bity są dość konkretne, pomimo, że nowoczesna, to jednak z klasycznym zacięciem. Spójrzmy na listę producentów: Ambeatny, NoTime, Bez_Struktury, Grejtu, Nerwu, Clockworkkk, Pereł, Even, Justyna Em, Sense i Poszwixxx. Kto się orientuje choć trochę to szybko zgadnie, że mamy tu wszystko - od melancholijnej klasyki Pereła, po Poszwixxxa, który też tu nie dał jakiegoś stricte syntetyka. To dość zróżnicowany klimat i powiem prawdę, że niekoniecznie wszystkie bity wchodzą bez mydła. Świetnie brzmi 'Niedziela' Bez_Struktury, równie fajnie buja 'Moja Warszawa' od Grejtu, złotoerowe 'Złote myśli' Sense ze skreczami DJ Kebsa, natomiast soulowe 'Maui' Evena to prawdziwy kąsek. Na przeciwnym biegunie jest nieco łzawy Pereł ('Determinacja'), czy dziwna 'Cisza' Nerwusa.
Cóż, Theodor wcale nie jest taki słaby, jak go malowali (obsmarowali?) na forach. Może jego styl czasem kłuje w uszy, może wokal nie jest wyszlifowany, ale... to właśnie daje ten specyficzny klimat. W sumie ciężko mi po kilku odsłuchaniach zacytować coś konkretnego, bo te wersy, choć są całkiem niezłe, to nie mają żadnych linijek, które kładą na ziemi. Jednak coś w tym wszystkim jest, bo MC słucha się naprawdę dobrze, zarówno jego stylistyki, jak i opowiastek. Nie wszystkim się to musi podobać, bo Theodor jest taki, że albo go polubisz, albo zjebiesz - ciężko być w stosunku do niego obojętnym. Mnie jednak ta postawa odpowiada i nie będę narzekał - to wcale nie jest złe, to brzmi całkiem fajnie.
Trochę się bałem, zanim odpaliłem materiał, ale niepotrzebnie. Theodor wie co robi, Theodor umie wpaść w ucho i choć czasem przekaz może być niejasny, bit zbyt rozwodniony, album jest całkiem całkiem. Wcale nie zamierzam narzekać, spoko rzecz.
OCENA: 4\6
1. Taki Jak Ja
2. Odpowiedzialność
3. Niedziela
4. Moja Warszawa
5. Wolność
6. Łańcuch
7. Determinacja
8. Maui
9. Cisza
10. CV vol. 1
11. Ja
12. Dorosłość feat. KUBA KNAP
13. Złote Myśli
14. I, O, E,
15. Momenty feat. LILU
16. Goodbye
Theodor to dość dziwny typ - może nie chodzi tu o niego samego osobiście, ale o wrażenie, jakie wywołuje. Alkopoligamia miała go wydać, ale wymiksowali się wężowym ruchem z interesu, więc przyjęto Theo w 3\4 UDS. Na forach zdania są podzielone - w sumie więcej opinii o chujowości Theodora, choć z drugiej strony rapgenius uznał 'Pierwsze Demo' płytą tygodnia. To w końcu jak jest?
Mamy tu lekki rozstrzał na produkcji, bo Theo zebrał ponad dziesięciu bitmejkerów na ten godzinny materiał. Ale, wbrew pozorom, materiał na tym nie ucierpiał, bo bity są dość konkretne, pomimo, że nowoczesna, to jednak z klasycznym zacięciem. Spójrzmy na listę producentów: Ambeatny, NoTime, Bez_Struktury, Grejtu, Nerwu, Clockworkkk, Pereł, Even, Justyna Em, Sense i Poszwixxx. Kto się orientuje choć trochę to szybko zgadnie, że mamy tu wszystko - od melancholijnej klasyki Pereła, po Poszwixxxa, który też tu nie dał jakiegoś stricte syntetyka. To dość zróżnicowany klimat i powiem prawdę, że niekoniecznie wszystkie bity wchodzą bez mydła. Świetnie brzmi 'Niedziela' Bez_Struktury, równie fajnie buja 'Moja Warszawa' od Grejtu, złotoerowe 'Złote myśli' Sense ze skreczami DJ Kebsa, natomiast soulowe 'Maui' Evena to prawdziwy kąsek. Na przeciwnym biegunie jest nieco łzawy Pereł ('Determinacja'), czy dziwna 'Cisza' Nerwusa.
Cóż, Theodor wcale nie jest taki słaby, jak go malowali (obsmarowali?) na forach. Może jego styl czasem kłuje w uszy, może wokal nie jest wyszlifowany, ale... to właśnie daje ten specyficzny klimat. W sumie ciężko mi po kilku odsłuchaniach zacytować coś konkretnego, bo te wersy, choć są całkiem niezłe, to nie mają żadnych linijek, które kładą na ziemi. Jednak coś w tym wszystkim jest, bo MC słucha się naprawdę dobrze, zarówno jego stylistyki, jak i opowiastek. Nie wszystkim się to musi podobać, bo Theodor jest taki, że albo go polubisz, albo zjebiesz - ciężko być w stosunku do niego obojętnym. Mnie jednak ta postawa odpowiada i nie będę narzekał - to wcale nie jest złe, to brzmi całkiem fajnie.
Trochę się bałem, zanim odpaliłem materiał, ale niepotrzebnie. Theodor wie co robi, Theodor umie wpaść w ucho i choć czasem przekaz może być niejasny, bit zbyt rozwodniony, album jest całkiem całkiem. Wcale nie zamierzam narzekać, spoko rzecz.
OCENA: 4\6
niedziela, 26 kwietnia 2015
ARIK - OBSYDIAN EP
3\4 UDS 2015
1. Intro
2. 27 X
3. Tylko po to
4. Tom Hanks feat. PLANET ANM, MVZR
5. Za Późno feat. EGOTRUE, TMK aka PIEKIELNY
6. Wybudowałem pomnik feat. BONSON, HYZIU
7. Jestem Tu
8. Zabierz Mnie
9. Inny feat. MVZR
10. Outro
11. Złudzenie feat. SZO
12. 27 X (Steven Remix)
13. 27 X (Ironic Remix)
14. 27 X (Seek Remix)
Arik to młodzieniec ze Szczecina, który dwa lata temu, dzięki swojemu kawałkowi zebrał kilkadziesiąt tysięcy odsłuchów na YT - fejm rozszedł się szybko i mało znanym wcześniej rapperem nagle zainteresowało się sporo osób. Niedawno pojawił się debiutancki materiał Arika, określiny mianem EP, ale tak naprawdę to LP, bo trwa ponad 52 minuty.
Arik powierzył brzmienie płyty takim ludziom, jak Uneasy, Szatt, Kamska, Skrywa, MVZR, Ironic oraz Steven i bez zbędnych wstępów wiadomo, że to będzie muzyka mocno syntetyczna. W rzeczywistości może nie jest tak do końca, bo taki Skrywa w 'Tom Hanks' proponuje bardzo korzenne i feelingowe brzmienie, ale nie zmienia to wcale faktu, że 'Obsydian' to jest taka zwyczajna płyta. Zresztą, Skrywa, choć jego drugi bit 'Za późno' jest już znacznie bardziej cloudowy, czy wręcz dubstepowy, jest tu chyba najlepszym producentem. W ogóle muza jest niezwykle spójna, pomimo, iż pochodzi z tak wielu źródeł. Oszczędna, ale nastrojowa, często pozbawiona perkusji, albo z uderzeniami nierównomiernymi, pędzącymi w przód, tudzież wystukiwanymi niby od niechcenia co jakiś dowolny czas. Nie lubię, ale wiem, że będą ludzie, którzy się tym brzmieniem zachwycą.
Arik, owszem, pasuje do klimatu albumu, bo umie wczuć się w to melancholijne brzmienie, a do tego ma te teksty, w których stara się opowiedzieć o nurtujących go problemach, o życiowych zakrętach... Arik snuje swoje sentymentalne opowiastki, w zasadzie wszystko jest w typie 'Za długo czekałem by teraz się nie móc odnaleźć idąc nie udeptaną drogą, mój Nazaret \ Nawet nie chcę myśleć o tym ile razy liczyłem do celu kroki \ Mam oczywiste te plany i teraz już za późno zboczyć \ I co dał mi ten rok to głód zwycięstwa, wiary, że mam jeszcze czas w tym \ Bez presji, rzucania pod nogi kłód, ten szlak sami pokonamy bez nadmiernej walki \ To za proste, całe życie na froncie \ Cokolwiek mam mówić wydaje się za dobre \ Cokolwiek usłyszę - żałosne'. Wyznam, że takie umartwianie się nad sobą mnie drażni i w którymś momencie łapię się na tym, że zupełnie nie słyszę, co koleś do mnie gada. Goście? Na poziomie, choć najbardziej wszedł mi (tak, wiem, źle to brzmi) Planet. Reszta próbuje równie tragicznych wersów o przegranym życiu i byciu nieszczęśliwym.
To prawda, nie jestem fanem takiej muzyki: rozmymłanej, przeintelektualizowanej, bezperkusyjnej, autotune'owej... Owszem, doceniam kreatywność i warsztat Arika - on jest naprawdę dobry i godny uwagi, ale ni cholery nie umiem się przekonać do tego, aby włączyć płytę jeszcze raz. Nudzi mnie, jest zbyt rozlazła, tego można słuchać przy czerwonym winie w jesienną noc wraz ze swoją dziewczyną na pomoście jeziora. Pierdolę, nie piję wina, nie mam dziewczyny - po niemal 20 latach małżeństwa tkwi się na innym poziomie partnerstwa, a na pomoście wolę słuchać szumu wody. To nie dla mnie.
OCENA: 3+\6
1. Intro
2. 27 X
3. Tylko po to
4. Tom Hanks feat. PLANET ANM, MVZR
5. Za Późno feat. EGOTRUE, TMK aka PIEKIELNY
6. Wybudowałem pomnik feat. BONSON, HYZIU
7. Jestem Tu
8. Zabierz Mnie
9. Inny feat. MVZR
10. Outro
11. Złudzenie feat. SZO
12. 27 X (Steven Remix)
13. 27 X (Ironic Remix)
14. 27 X (Seek Remix)
Arik to młodzieniec ze Szczecina, który dwa lata temu, dzięki swojemu kawałkowi zebrał kilkadziesiąt tysięcy odsłuchów na YT - fejm rozszedł się szybko i mało znanym wcześniej rapperem nagle zainteresowało się sporo osób. Niedawno pojawił się debiutancki materiał Arika, określiny mianem EP, ale tak naprawdę to LP, bo trwa ponad 52 minuty.
Arik powierzył brzmienie płyty takim ludziom, jak Uneasy, Szatt, Kamska, Skrywa, MVZR, Ironic oraz Steven i bez zbędnych wstępów wiadomo, że to będzie muzyka mocno syntetyczna. W rzeczywistości może nie jest tak do końca, bo taki Skrywa w 'Tom Hanks' proponuje bardzo korzenne i feelingowe brzmienie, ale nie zmienia to wcale faktu, że 'Obsydian' to jest taka zwyczajna płyta. Zresztą, Skrywa, choć jego drugi bit 'Za późno' jest już znacznie bardziej cloudowy, czy wręcz dubstepowy, jest tu chyba najlepszym producentem. W ogóle muza jest niezwykle spójna, pomimo, iż pochodzi z tak wielu źródeł. Oszczędna, ale nastrojowa, często pozbawiona perkusji, albo z uderzeniami nierównomiernymi, pędzącymi w przód, tudzież wystukiwanymi niby od niechcenia co jakiś dowolny czas. Nie lubię, ale wiem, że będą ludzie, którzy się tym brzmieniem zachwycą.
Arik, owszem, pasuje do klimatu albumu, bo umie wczuć się w to melancholijne brzmienie, a do tego ma te teksty, w których stara się opowiedzieć o nurtujących go problemach, o życiowych zakrętach... Arik snuje swoje sentymentalne opowiastki, w zasadzie wszystko jest w typie 'Za długo czekałem by teraz się nie móc odnaleźć idąc nie udeptaną drogą, mój Nazaret \ Nawet nie chcę myśleć o tym ile razy liczyłem do celu kroki \ Mam oczywiste te plany i teraz już za późno zboczyć \ I co dał mi ten rok to głód zwycięstwa, wiary, że mam jeszcze czas w tym \ Bez presji, rzucania pod nogi kłód, ten szlak sami pokonamy bez nadmiernej walki \ To za proste, całe życie na froncie \ Cokolwiek mam mówić wydaje się za dobre \ Cokolwiek usłyszę - żałosne'. Wyznam, że takie umartwianie się nad sobą mnie drażni i w którymś momencie łapię się na tym, że zupełnie nie słyszę, co koleś do mnie gada. Goście? Na poziomie, choć najbardziej wszedł mi (tak, wiem, źle to brzmi) Planet. Reszta próbuje równie tragicznych wersów o przegranym życiu i byciu nieszczęśliwym.
To prawda, nie jestem fanem takiej muzyki: rozmymłanej, przeintelektualizowanej, bezperkusyjnej, autotune'owej... Owszem, doceniam kreatywność i warsztat Arika - on jest naprawdę dobry i godny uwagi, ale ni cholery nie umiem się przekonać do tego, aby włączyć płytę jeszcze raz. Nudzi mnie, jest zbyt rozlazła, tego można słuchać przy czerwonym winie w jesienną noc wraz ze swoją dziewczyną na pomoście jeziora. Pierdolę, nie piję wina, nie mam dziewczyny - po niemal 20 latach małżeństwa tkwi się na innym poziomie partnerstwa, a na pomoście wolę słuchać szumu wody. To nie dla mnie.
OCENA: 3+\6
sobota, 25 kwietnia 2015
ISKRA - EWOKACJA
3\4 UDS 2015
1. Dążyc do celu
2. Chciałbym feat. DIAMENT
3. Ewokacja
4. Teraz albo nigdy
5. Miejsce moich wspomnień
6. Falsyfikaty
7. Gdzie feat. COOKS, AUSTIN
8. Wehikuł czasu
9. Biorę życie jakim jest feat. CZEPAS, MŁODY PSZ
10. Zostawic wszystko w tyle feat. ANA SZEN
Iskra działa na oświęcimskiej scenie już od jakiegoś czasu, jednak rzadko wypływał gdzieś poza lokalny krąg fanów. Do czasu, kiedy zainteresował się nim znany net label 3\4 UDS i wypuścił jego pierwszy album solowy. Zaskakuje on nieco listą producentów i djów, a że albumy z Underground Studio lubię, więc sprawdzam.
Zadziwiać mogą obce ksywki producentów, ale w sumie w dobie internetu nic nie jest niemożliwe... Płytę otwiera Ear 2 Tha Beat, niemiecki producent z Kolonii, którego bity pojawiały się nie tylko na płytach niemieckich (m.in. Eko Fresh, Bushido, Ferris MC), ale przecież także u The Game, Jadakiss, Fredro Starr, czy K-Rino i Brotha Lynch Hung. Tutaj dał on klasyczny podkład, oparty na bardzo znanym samplu zespołu Skylark - bit o tyle sympatyczny, co ograny. Nie mniejszą listę gwiazd ma na swoim koncie ziomek E2TB, czyli Allrounda, współpracujący z takimi ludźmi, jak Styles, 2 Chainz, Inspectah Deck, Termanology, Bizzy Bone oraz naturalnie z niemieckimi gwiazdami: Spax, Eko Fresh, czy Nate57. On również opiera swoje dość klasyczne bity o całkiem znane i zapewniające kiwanie głowy sample. Następny zagraniczny bitmejker to grupa The Unbeatables, która z kolei znajdziemy na płytach 50 Cent, Crooked I, Rick Ross, czy Method Man. Tutaj akurat ich 'Wehikuł czasu' jest zwyczajnie nudny... Trzy razy pojawia się Warmi ze swoimi klasycznymi podkładami. Młody z Meridialu brzmi w 'Miejscu moich wspomnień' tak charakterystycznie, że kto słyszał jego solówkę, ten bez wahania stwierdzi, że to właśnie Młody MD. Drugi Młody to Młody PSZ ze swoim 'Biorę życie...', którym przywodzi na myśl podkłady Large Professora, czy Diamond D. Producentów wspomagają na wosku Cooks, DJ Danek i Alien.
Iskra, to prawda, ma tę iskrę i potrafi wykrzesać z siebie ogień. To prawda również, że nie zawsze, ale są momenty, kiedy rapper poleci aż miło posłuchać. Pierwsza połowa kawałków to bragga i pokaz skillsów, natomiast po kwadransie klimat się zmienia i wchodzą tematy głębsze, znacznie bliższe rapu ulicznego: prucie na psach, powroty do przeszłości (tzw. maintanin'), ciężkie życie, dążenie do celu bez wytchnienia - w sumie niewiele oryginalności, ale za to podane w dość porządnym sosie lirycznym. Goście, którzy tu się pojawiają na majkach, nie prezentują nic wielkiego, może poza Diamentem, który faktycznie lśni. Ciągle nie mogę się nadziwić, jakim cudem Młody PSZ wydał legala, bo to, co prezentuje to totalnie średnia podziemna... Już prędzej spodziewałbym się na legalu Iskry...
Dostajemy tu bardzo przyjemny materiał, pełen klasycznych bitów, które wpadają lekko w nowoczesne brzmienia. Owszem, wpadają tu nieco nudnawe nuty, nie wnoszące nic ciekawego, ale większość jest naprawdę ok. Tylko po co było płacić hajsy tym zagraniczniakom, których u nas się nie kojarzy, skoro najlepiej wypadają obaj Młodzi (przynajmniej na bitach)? Porządne podkłady, niezły Iskra - to sprawia, że materiał warto obadać.
OCENA: 4\6
1. Dążyc do celu
2. Chciałbym feat. DIAMENT
3. Ewokacja
4. Teraz albo nigdy
5. Miejsce moich wspomnień
6. Falsyfikaty
7. Gdzie feat. COOKS, AUSTIN
8. Wehikuł czasu
9. Biorę życie jakim jest feat. CZEPAS, MŁODY PSZ
10. Zostawic wszystko w tyle feat. ANA SZEN
Iskra działa na oświęcimskiej scenie już od jakiegoś czasu, jednak rzadko wypływał gdzieś poza lokalny krąg fanów. Do czasu, kiedy zainteresował się nim znany net label 3\4 UDS i wypuścił jego pierwszy album solowy. Zaskakuje on nieco listą producentów i djów, a że albumy z Underground Studio lubię, więc sprawdzam.
Zadziwiać mogą obce ksywki producentów, ale w sumie w dobie internetu nic nie jest niemożliwe... Płytę otwiera Ear 2 Tha Beat, niemiecki producent z Kolonii, którego bity pojawiały się nie tylko na płytach niemieckich (m.in. Eko Fresh, Bushido, Ferris MC), ale przecież także u The Game, Jadakiss, Fredro Starr, czy K-Rino i Brotha Lynch Hung. Tutaj dał on klasyczny podkład, oparty na bardzo znanym samplu zespołu Skylark - bit o tyle sympatyczny, co ograny. Nie mniejszą listę gwiazd ma na swoim koncie ziomek E2TB, czyli Allrounda, współpracujący z takimi ludźmi, jak Styles, 2 Chainz, Inspectah Deck, Termanology, Bizzy Bone oraz naturalnie z niemieckimi gwiazdami: Spax, Eko Fresh, czy Nate57. On również opiera swoje dość klasyczne bity o całkiem znane i zapewniające kiwanie głowy sample. Następny zagraniczny bitmejker to grupa The Unbeatables, która z kolei znajdziemy na płytach 50 Cent, Crooked I, Rick Ross, czy Method Man. Tutaj akurat ich 'Wehikuł czasu' jest zwyczajnie nudny... Trzy razy pojawia się Warmi ze swoimi klasycznymi podkładami. Młody z Meridialu brzmi w 'Miejscu moich wspomnień' tak charakterystycznie, że kto słyszał jego solówkę, ten bez wahania stwierdzi, że to właśnie Młody MD. Drugi Młody to Młody PSZ ze swoim 'Biorę życie...', którym przywodzi na myśl podkłady Large Professora, czy Diamond D. Producentów wspomagają na wosku Cooks, DJ Danek i Alien.
Iskra, to prawda, ma tę iskrę i potrafi wykrzesać z siebie ogień. To prawda również, że nie zawsze, ale są momenty, kiedy rapper poleci aż miło posłuchać. Pierwsza połowa kawałków to bragga i pokaz skillsów, natomiast po kwadransie klimat się zmienia i wchodzą tematy głębsze, znacznie bliższe rapu ulicznego: prucie na psach, powroty do przeszłości (tzw. maintanin'), ciężkie życie, dążenie do celu bez wytchnienia - w sumie niewiele oryginalności, ale za to podane w dość porządnym sosie lirycznym. Goście, którzy tu się pojawiają na majkach, nie prezentują nic wielkiego, może poza Diamentem, który faktycznie lśni. Ciągle nie mogę się nadziwić, jakim cudem Młody PSZ wydał legala, bo to, co prezentuje to totalnie średnia podziemna... Już prędzej spodziewałbym się na legalu Iskry...
Dostajemy tu bardzo przyjemny materiał, pełen klasycznych bitów, które wpadają lekko w nowoczesne brzmienia. Owszem, wpadają tu nieco nudnawe nuty, nie wnoszące nic ciekawego, ale większość jest naprawdę ok. Tylko po co było płacić hajsy tym zagraniczniakom, których u nas się nie kojarzy, skoro najlepiej wypadają obaj Młodzi (przynajmniej na bitach)? Porządne podkłady, niezły Iskra - to sprawia, że materiał warto obadać.
OCENA: 4\6
czwartek, 29 stycznia 2015
KPSN - RESENTYMENT
3\4 Underground 2014
1. Intro
2. Nie ma takiej siły - ERIPE
3. Oczy - ROVER, GONTAR, STOCHU
4. Do tej Pory - FLOJD
5. Najlepszy stuff - OTSOCHODZI
6. #Pi3rdo7 to!!! - CIRA, ROSE
7. Rzecz o Zazdrości - JUNES
8. Wiedzą lepiej - AD.M.A
9. Niespełnione sny - STOCHU, JODSEN, FLOJD
10. Miało być inaczej - WUTEES, KULAGRU
11. Jak Najdalej - PAJAC
12. Do Tej Pory Remix - WICHER, DIAMENT, ŚWINIA, PUEBLOS
13. Outro
14. Epifanium - FILIPEK (BONUS TRACK)
To pierwsza producencka płyta od człowieka, którego bity już na pewno słyszałeś. Wszak Z.B.U.K.U. na setki tysięcy odsłon na YT, 2Stym się jarają, Racuch, czy wspólna płyta Hukosa i Ciry... Wreszcie Kapsen zdecydował się wyjść na poważnie ze swoim materiałem.
KPSN robi podkłady oparte o klasyczne brzmienie prekusji i sporo sampli - choć pochodzą one z często mało oczywistych rzeczy. Sprawdź te zawodzące smyki (co to za instrument?) w 'Oczach', czy elektroniczne wstawki w 'Do tej pory'. Fantastyczny klimat wprowadza linia melodyczna w 'Najlepszy stuff', co wraz z rapperem czyli świetny kawałek. Nieco ciężki i elektroniczny bit to '#pi3rdo7 to!!!' - choć tego typu podkłady są tu raczej w odwrocie. Jest tu zatem sporo fajnych podkładów, które kiwają głową - do tego są wyrównane i spójne. KPSN nie stara się o wycieczki w celu udziwnienia, nawet jeśli parę razy wejdzie spora dawka elektroniki - to nadal jest normalny, klasyczny hip hop, nawet jeśli bas brzęczy syntetycznie ('Jak najdalej'), czy melodię wygrywa syntezator. Producenta dzielnie wspomagają DJ Kaczy, DJ Danek, DJ Peksi i DJ Simple - szkoda, że jest tu ich tak mało.
Kapsen mógł sobie pozwolić na sprowadzenie kilku znanych, legalnych gości, a także paru głodnych kotów z podziemia, którzy są propsowani zawzięcie na forach. Oczywiście, nazwiska nie grają - o czym świadczy dość słaby występ Eripe, który się gubi i choć słychać tu potencjał, to jednak nie brzmi to dobrze. Z trójki Rover, Gontar i Stuchu najlepiej wypadł... ten ostatni, choć i Rover dał tu bardzo porządny wers. Gontar za to przepadł pomiędzy zdolniejszymi kolegami. Stochu w ogóle tu błyszczy, bo w drugim kawałku, nawet w obliczu niezłego Jodsena i Flojda, który trzyma mocny poziom - zresztą zgodnie z oczekiwaniem, bo kumpel VNM-a od dawna jest na propsie. Podobało mi się również luźne i imprezowe wejście Jana Otsochodzi, bo potrafił on (na bardzo fajnym bicie zresztą) okiełznać temat używek w nieco mniej szablonowy sposób, niż większość. System rozpieprza białostocki duet Cira & Rose. Cira ma nieprawdopodobne flow, Rose zaś kąśliwe wersy i niezwykle dobry styl - żałuję, że Rose jeszcze nie poszedł na legal, bo to godny zawodnik, a w duecie z Cirą błyszczy równie mocno, co jest mocnym plusem. Przyznam, że Junes nie jest moim ulubionym rapperem, ale tutaj wyciąga on ciężkie działa panczy i wypada naprawdę dobrze. Ad.M.A od jakiegoś czasu świeci na scenie i wypada tu również bardzo dobrze, zwłaszcza z tym śpiewanym refrenem. Za najmniej ciekawy trak odpowiadają Wutees i Kulagru - zambrowskie ziomki producenta, którzy w dość sztampowy sposób opowiedzieli o porażkach życiowych. Pajac, który nagrał w tym roku całkiem porządny album, nie pokazał pazurów, choć wyszedł w miarę przyzwoicie. Kolejny mocarny trak wyszedł dzięki udziałowi Wichera, Diamenta, Świni i Pueblosa - to bardzo potężny banger. Kończący płytę Filip, choć nie mam pojęcia, kto zacz, wygląda, że koleś ma zacięcie i coś z niego będzie.
Podsumowując, to bardzo fajna płyta producencka na nielegalu - większość bitów bangla i trzyma równy poziom. Do tego dobór rapperów jest tu najlepszy: kilka świetnych numerów, większość dobrych, może ze dwa słabsze. Takiego wyniku można pozazdrościć. No i nie tylko można, ale i trzeba sprawdzić.
OCENA: 5-\6
1. Intro
2. Nie ma takiej siły - ERIPE
3. Oczy - ROVER, GONTAR, STOCHU
4. Do tej Pory - FLOJD
5. Najlepszy stuff - OTSOCHODZI
6. #Pi3rdo7 to!!! - CIRA, ROSE
7. Rzecz o Zazdrości - JUNES
8. Wiedzą lepiej - AD.M.A
9. Niespełnione sny - STOCHU, JODSEN, FLOJD
10. Miało być inaczej - WUTEES, KULAGRU
11. Jak Najdalej - PAJAC
12. Do Tej Pory Remix - WICHER, DIAMENT, ŚWINIA, PUEBLOS
13. Outro
14. Epifanium - FILIPEK (BONUS TRACK)
To pierwsza producencka płyta od człowieka, którego bity już na pewno słyszałeś. Wszak Z.B.U.K.U. na setki tysięcy odsłon na YT, 2Stym się jarają, Racuch, czy wspólna płyta Hukosa i Ciry... Wreszcie Kapsen zdecydował się wyjść na poważnie ze swoim materiałem.
KPSN robi podkłady oparte o klasyczne brzmienie prekusji i sporo sampli - choć pochodzą one z często mało oczywistych rzeczy. Sprawdź te zawodzące smyki (co to za instrument?) w 'Oczach', czy elektroniczne wstawki w 'Do tej pory'. Fantastyczny klimat wprowadza linia melodyczna w 'Najlepszy stuff', co wraz z rapperem czyli świetny kawałek. Nieco ciężki i elektroniczny bit to '#pi3rdo7 to!!!' - choć tego typu podkłady są tu raczej w odwrocie. Jest tu zatem sporo fajnych podkładów, które kiwają głową - do tego są wyrównane i spójne. KPSN nie stara się o wycieczki w celu udziwnienia, nawet jeśli parę razy wejdzie spora dawka elektroniki - to nadal jest normalny, klasyczny hip hop, nawet jeśli bas brzęczy syntetycznie ('Jak najdalej'), czy melodię wygrywa syntezator. Producenta dzielnie wspomagają DJ Kaczy, DJ Danek, DJ Peksi i DJ Simple - szkoda, że jest tu ich tak mało.
Kapsen mógł sobie pozwolić na sprowadzenie kilku znanych, legalnych gości, a także paru głodnych kotów z podziemia, którzy są propsowani zawzięcie na forach. Oczywiście, nazwiska nie grają - o czym świadczy dość słaby występ Eripe, który się gubi i choć słychać tu potencjał, to jednak nie brzmi to dobrze. Z trójki Rover, Gontar i Stuchu najlepiej wypadł... ten ostatni, choć i Rover dał tu bardzo porządny wers. Gontar za to przepadł pomiędzy zdolniejszymi kolegami. Stochu w ogóle tu błyszczy, bo w drugim kawałku, nawet w obliczu niezłego Jodsena i Flojda, który trzyma mocny poziom - zresztą zgodnie z oczekiwaniem, bo kumpel VNM-a od dawna jest na propsie. Podobało mi się również luźne i imprezowe wejście Jana Otsochodzi, bo potrafił on (na bardzo fajnym bicie zresztą) okiełznać temat używek w nieco mniej szablonowy sposób, niż większość. System rozpieprza białostocki duet Cira & Rose. Cira ma nieprawdopodobne flow, Rose zaś kąśliwe wersy i niezwykle dobry styl - żałuję, że Rose jeszcze nie poszedł na legal, bo to godny zawodnik, a w duecie z Cirą błyszczy równie mocno, co jest mocnym plusem. Przyznam, że Junes nie jest moim ulubionym rapperem, ale tutaj wyciąga on ciężkie działa panczy i wypada naprawdę dobrze. Ad.M.A od jakiegoś czasu świeci na scenie i wypada tu również bardzo dobrze, zwłaszcza z tym śpiewanym refrenem. Za najmniej ciekawy trak odpowiadają Wutees i Kulagru - zambrowskie ziomki producenta, którzy w dość sztampowy sposób opowiedzieli o porażkach życiowych. Pajac, który nagrał w tym roku całkiem porządny album, nie pokazał pazurów, choć wyszedł w miarę przyzwoicie. Kolejny mocarny trak wyszedł dzięki udziałowi Wichera, Diamenta, Świni i Pueblosa - to bardzo potężny banger. Kończący płytę Filip, choć nie mam pojęcia, kto zacz, wygląda, że koleś ma zacięcie i coś z niego będzie.
Podsumowując, to bardzo fajna płyta producencka na nielegalu - większość bitów bangla i trzyma równy poziom. Do tego dobór rapperów jest tu najlepszy: kilka świetnych numerów, większość dobrych, może ze dwa słabsze. Takiego wyniku można pozazdrościć. No i nie tylko można, ale i trzeba sprawdzić.
OCENA: 5-\6
niedziela, 25 stycznia 2015
AD.M.A. - A. WRACA PÓŹNO
3\4 Underground 2014
1. Wychodzę (Skit)
2. Przywitała mnie pełnia
3. Nokturn
4. Miraż feat. IGREKZET
5. Zero kontaktu (Skit)
6. Cyklotymia
7. Krzyk
8. O czym myślisz? (Skit)
9. Nowy Zmysł
10. Autoportret
11. NeoConfiteor (Skit)
12. Bohema 91 feat. WICHER, SMOOTH POET
Niemal dokładnie rok temu recenzowałem poprzednia płytę Ad.My - był to naprawdę porządny kawał rapu kobiecego, o który bardzo u nas trudno. A jednak, udało się. Dlatego z dużą chęcią sięgnąłem po kolejny krążek Admy, tym bardziej, że w życiu rapperki przez rok działo się tylko dobrze - że przypomnę Ladies Rap, czy udane featuringi.
Łukasz K, Zdolny, NoTime, Jimmy Kiss, Markuszyńsky, czy Zero Jeden - to producenci, którzy w połowie robili również debiut Admy - doszło trzech nowych. Jednak jest to bardzo spójna płyta, o wydźwięku elektroniczno-tajemniczym. Przy całej spójności, wdziera się tu pewien rozdźwięk, bo z jednej strony mamy bardzo oszczędne bity Łukasza ('Krzyk'), czy 'Cyklotymina Jimmy Kissa, aż po niemal dyskotekowy 'Nokturn' Zdolnego. Wszystko ma tu jednak wspólny mianownik - to są bardzo kobiece podkłady, zmysłowe i bardzo ciepłe - takie podłączone do prądu. Nie powiem, żeby do mnie jakoś bardzo przemawiały, ale nie są złe.
Najlepsza z tego wszystkiego jest jednak Adma. To nie jest rapperka, to jest wokalistka, potrafiąca kompleksowo zapełnić każdy podkład. Na tych syntetykach, w większości oszczędnych brzmi ona czasem naprawdę mocno - potrafi zaśpiewać, zarymować, pokrzyczeć - wszystko ma swoje miejsce i czas. Adma, przeciwnie do wielu dziewczyn an majku, nie gubi się, nie wypada, nie traci oddechu, a jej głos nie jest piskliwy i nieznośny. Przedstawia tu ona samą siebie, jako kobietę, damę. Nie sili się, aby przekonać wszystkich, że jest 'ruffneck' w baggy jeans'ach, wręcz przeciwnie: rozpuściła rude włosy, założyła sukienkę i szpilki i jest kobieca, jak żadna inna rapperka na scenie. Do tego tematy, jakie porusza, są również zdecydowanie damskie - żadnego feministycznego pierdzenia, czysta jazda z seksapilem, przerywana co jakiś czas na moment refleksji na temat samotności, czy swojego życia. Towarzyszący jej panowie dają sobie w tym sosie również całkiem nieźle i choć, moim zdaniem, najlepiej wypadł Igrekzet, to przecież i Wicher i Smooth Poet dali ciekawe wejścia.
Nie jest to długa płyta - może to i lepiej. Jest to dojrzały koncept album od świadomej swojej kobiecości rapperki. Myślę sobie, że ta płyta znacznie lepiej wejdzie dziewczynom, niż chłopakom - głównie ze względu na czysto kobiecy punkt widzenia, jaki tu jest przedstawiony, ale i panowie powinni dostrzec i docenić potencjał materiału.
OCENA: 4+\6
1. Wychodzę (Skit)
2. Przywitała mnie pełnia
3. Nokturn
4. Miraż feat. IGREKZET
5. Zero kontaktu (Skit)
6. Cyklotymia
7. Krzyk
8. O czym myślisz? (Skit)
9. Nowy Zmysł
10. Autoportret
11. NeoConfiteor (Skit)
12. Bohema 91 feat. WICHER, SMOOTH POET
Niemal dokładnie rok temu recenzowałem poprzednia płytę Ad.My - był to naprawdę porządny kawał rapu kobiecego, o który bardzo u nas trudno. A jednak, udało się. Dlatego z dużą chęcią sięgnąłem po kolejny krążek Admy, tym bardziej, że w życiu rapperki przez rok działo się tylko dobrze - że przypomnę Ladies Rap, czy udane featuringi.
Łukasz K, Zdolny, NoTime, Jimmy Kiss, Markuszyńsky, czy Zero Jeden - to producenci, którzy w połowie robili również debiut Admy - doszło trzech nowych. Jednak jest to bardzo spójna płyta, o wydźwięku elektroniczno-tajemniczym. Przy całej spójności, wdziera się tu pewien rozdźwięk, bo z jednej strony mamy bardzo oszczędne bity Łukasza ('Krzyk'), czy 'Cyklotymina Jimmy Kissa, aż po niemal dyskotekowy 'Nokturn' Zdolnego. Wszystko ma tu jednak wspólny mianownik - to są bardzo kobiece podkłady, zmysłowe i bardzo ciepłe - takie podłączone do prądu. Nie powiem, żeby do mnie jakoś bardzo przemawiały, ale nie są złe.
Najlepsza z tego wszystkiego jest jednak Adma. To nie jest rapperka, to jest wokalistka, potrafiąca kompleksowo zapełnić każdy podkład. Na tych syntetykach, w większości oszczędnych brzmi ona czasem naprawdę mocno - potrafi zaśpiewać, zarymować, pokrzyczeć - wszystko ma swoje miejsce i czas. Adma, przeciwnie do wielu dziewczyn an majku, nie gubi się, nie wypada, nie traci oddechu, a jej głos nie jest piskliwy i nieznośny. Przedstawia tu ona samą siebie, jako kobietę, damę. Nie sili się, aby przekonać wszystkich, że jest 'ruffneck' w baggy jeans'ach, wręcz przeciwnie: rozpuściła rude włosy, założyła sukienkę i szpilki i jest kobieca, jak żadna inna rapperka na scenie. Do tego tematy, jakie porusza, są również zdecydowanie damskie - żadnego feministycznego pierdzenia, czysta jazda z seksapilem, przerywana co jakiś czas na moment refleksji na temat samotności, czy swojego życia. Towarzyszący jej panowie dają sobie w tym sosie również całkiem nieźle i choć, moim zdaniem, najlepiej wypadł Igrekzet, to przecież i Wicher i Smooth Poet dali ciekawe wejścia.
Nie jest to długa płyta - może to i lepiej. Jest to dojrzały koncept album od świadomej swojej kobiecości rapperki. Myślę sobie, że ta płyta znacznie lepiej wejdzie dziewczynom, niż chłopakom - głównie ze względu na czysto kobiecy punkt widzenia, jaki tu jest przedstawiony, ale i panowie powinni dostrzec i docenić potencjał materiału.
OCENA: 4+\6
piątek, 16 stycznia 2015
CYGA - CZAS ODRZUCONYCH
3\4 UDGS 2014
1. Pokój bez ścian feat. SMOKU, KAMEL, KATO
2. Podróż 3 feat. IGREKZET, AD.M.A, EMEN, BOGU BOGDAN, KEDYF, ŚWINIA
3. 3 x z feat. KBPS
4. Inny świat feat. JUNES
5. #follow feat. ANEMIK
6. Blant za blantem feat. SMOKU, TYMI TYMS, BOGU BOGDAN
7. Nie daj się feat. KBPS
8. Dobra, luz feat. BATON
9. Możesz mówić feat. TMK aka PIEKIELNY
10. Podziemny gwiazdor feat. ENSON, TROOM
11. Bezcen feat. MANK HOODY
12. Emigracja feat. KBPS, DJ MOTYL
13. Franz Maurer II
14. Nie wybaczysz mi feat. BOGU BOGDAN, MANK HOODY, TROOM, TYMI TYMS, ŚWINIA, ROKA
15. Outro
16. PET PETTER - Testoviron (Cyga remix)
17. KOŚCIEY - Tańcz ruro (Cyga remix)
Cyga - jeden z ciekawszych producentów nowego pokolenia, które gra njuskule i wszelkie elektroniczne szaleństwa. Jego najnowsza płyta producencka to zarazem pierwszy fizyk - pozostałe albumy wyszły tylko jako darmowe mp3. Tym razem jednak Cyga zaprosił głodne wilki podziemia i wydał swój materiał na szersze wody.
Producent daje tu z siebie wszystko i wyciska soki ze sprzętu. Jednak jest to ten syntetyczny rodzaj hip hopu, że wiesz, gdyby ten sok wpakować do kartonu, człowiek nie ogarnąłby tych wszystkich E-coś tam. Tu wszystko brzęczy od plastikowych basów i sztucznych melodyjek, gra trap, dubstep, cloud i co tam sobie jeszcze zamarzysz, pod warunkiem, że jest to nowoczesne. I powstaje tu nieco szczególny misz-masz elektroniczny, bo mamy tu bangery, które brzmią jakby wyjęte prosto z Memphis, ale i są zwolnienia. Znalazłem tu nieco fajnych bitów, ale również kilka takich mega wkurwiających (choćby 'Dobra, luz'). W zasadzie, o ile mnie znacie, nie jestem fanem tych cloudów i przecudowanych syntetyków, jednak znalazłem tu muzycznie coś dla siebie - niezbyt dużo, ale zawsze parę traków. Tym bardziej, że kilka podkładów ociera się o klasykę i normalniejsze klimaty, m.in. 'Emigracja'.
Cyga zatrudnił tu całą masę rapperów - ale zwróćcie uwagę, ze żaden z nich nie wyszedł jeszcze na legalu. Oczywiście, o niczym to nie świadczy, bo często rapper propsowany w podziemiu bardzo często traci na jakości, kiedy przejdzie przez maszynkę legalnego biznesu. Najlepsze wrażenie zrobił na mnie KBPS, którego zresztą jest tu najwięcej - celne posunięcie. Niekoniecznie muszę popierać jego spostrzeżenia z emigracji (na wygnaniu nie byłem, choć w Anglii bywam często), jednak to, co gada jest trafne i ostre. Z pozostałych rapperów na pewno do mnie trafiają TMK, Mank Hoody - mimo szczególnego wokalu, Troom, który również zajmuje doczesne miejsce wśród gwiazd mikrofonu na całym materiale oraz Świnia i Emen, którego po prostu lubię. Słabych wejść jest tu relatywnie mało, a są to głównie połączenia wejść rapperów z muzyką. Przeskipować muszę idiotyczny 'Blant za blantem' oraz koszmarny 'Dobra, luz'.
Wynik jest dość sprawiedliwy: pół na pół. Mało na mnie działa ten album, ale potrafię docenić pracę producenta. Sporo podkładów jest ciekawych, zaproszeni są na nie naprawdę nieźli rapperzy, sami podziemni, którzy zajawkę mają we krwi. Na deser dostajemy dwa remiksy: żałuję tylko, że Pet Petter nie znalazł się w składzie gości. Dobra płyta? Cóż, niezgorsza.
OCENA: 4-\6
1. Pokój bez ścian feat. SMOKU, KAMEL, KATO
2. Podróż 3 feat. IGREKZET, AD.M.A, EMEN, BOGU BOGDAN, KEDYF, ŚWINIA
3. 3 x z feat. KBPS
4. Inny świat feat. JUNES
5. #follow feat. ANEMIK
6. Blant za blantem feat. SMOKU, TYMI TYMS, BOGU BOGDAN
7. Nie daj się feat. KBPS
8. Dobra, luz feat. BATON
9. Możesz mówić feat. TMK aka PIEKIELNY
10. Podziemny gwiazdor feat. ENSON, TROOM
11. Bezcen feat. MANK HOODY
12. Emigracja feat. KBPS, DJ MOTYL
13. Franz Maurer II
14. Nie wybaczysz mi feat. BOGU BOGDAN, MANK HOODY, TROOM, TYMI TYMS, ŚWINIA, ROKA
15. Outro
16. PET PETTER - Testoviron (Cyga remix)
17. KOŚCIEY - Tańcz ruro (Cyga remix)
Cyga - jeden z ciekawszych producentów nowego pokolenia, które gra njuskule i wszelkie elektroniczne szaleństwa. Jego najnowsza płyta producencka to zarazem pierwszy fizyk - pozostałe albumy wyszły tylko jako darmowe mp3. Tym razem jednak Cyga zaprosił głodne wilki podziemia i wydał swój materiał na szersze wody.
Producent daje tu z siebie wszystko i wyciska soki ze sprzętu. Jednak jest to ten syntetyczny rodzaj hip hopu, że wiesz, gdyby ten sok wpakować do kartonu, człowiek nie ogarnąłby tych wszystkich E-coś tam. Tu wszystko brzęczy od plastikowych basów i sztucznych melodyjek, gra trap, dubstep, cloud i co tam sobie jeszcze zamarzysz, pod warunkiem, że jest to nowoczesne. I powstaje tu nieco szczególny misz-masz elektroniczny, bo mamy tu bangery, które brzmią jakby wyjęte prosto z Memphis, ale i są zwolnienia. Znalazłem tu nieco fajnych bitów, ale również kilka takich mega wkurwiających (choćby 'Dobra, luz'). W zasadzie, o ile mnie znacie, nie jestem fanem tych cloudów i przecudowanych syntetyków, jednak znalazłem tu muzycznie coś dla siebie - niezbyt dużo, ale zawsze parę traków. Tym bardziej, że kilka podkładów ociera się o klasykę i normalniejsze klimaty, m.in. 'Emigracja'.
Cyga zatrudnił tu całą masę rapperów - ale zwróćcie uwagę, ze żaden z nich nie wyszedł jeszcze na legalu. Oczywiście, o niczym to nie świadczy, bo często rapper propsowany w podziemiu bardzo często traci na jakości, kiedy przejdzie przez maszynkę legalnego biznesu. Najlepsze wrażenie zrobił na mnie KBPS, którego zresztą jest tu najwięcej - celne posunięcie. Niekoniecznie muszę popierać jego spostrzeżenia z emigracji (na wygnaniu nie byłem, choć w Anglii bywam często), jednak to, co gada jest trafne i ostre. Z pozostałych rapperów na pewno do mnie trafiają TMK, Mank Hoody - mimo szczególnego wokalu, Troom, który również zajmuje doczesne miejsce wśród gwiazd mikrofonu na całym materiale oraz Świnia i Emen, którego po prostu lubię. Słabych wejść jest tu relatywnie mało, a są to głównie połączenia wejść rapperów z muzyką. Przeskipować muszę idiotyczny 'Blant za blantem' oraz koszmarny 'Dobra, luz'.
Wynik jest dość sprawiedliwy: pół na pół. Mało na mnie działa ten album, ale potrafię docenić pracę producenta. Sporo podkładów jest ciekawych, zaproszeni są na nie naprawdę nieźli rapperzy, sami podziemni, którzy zajawkę mają we krwi. Na deser dostajemy dwa remiksy: żałuję tylko, że Pet Petter nie znalazł się w składzie gości. Dobra płyta? Cóż, niezgorsza.
OCENA: 4-\6
wtorek, 18 listopada 2014
KARTKY - PRESEASON HIGHLIGHTS
1. 89'
2. Leverage
3. Shadowplay
4. Robb Stark (Foux Remix)
5. Chciałbym feat. RAZZIMOWSKI, TROOM
6. To Nie My
7. Nigdy Jak Ty
8. Bez Winy
9. Noce I Dnie
10. Temperatura Łez
11. Revelation
12. Pan Śmierć
13. Sumienie
14. Czołgam Się Z Dna
15. Robb Stark
16. Uparcie I...
Podobno Kartky miał długą przerwę, ale ja jej nie stwierdziłem - po prostu nie znałem go wcześniej. Pierwszy raz usłyszałem go niedawno na legalu Kafara - jego zwrotka była jedną z lepszych na tym albumie. Dlatego słysząc o niedawno wydanym albumie, postarałem się go szybko znaleźć. I oto jest.
INDEB, Foux, Ironic, Senior Fresh - oto producenci odpowiedzialni za brzmienie tej płyty. I, sądząc z nazwisk, możesz domyślić się, ze to będzie muza bardzo nowoczesna. Owszem, taka jest. Nie jest to żaden pierwotny dubstep ani rozmymłane bity pseudoromantycznego cloudu, choć nie powiem, że każdy bit mi siada na uszach. Nie jest to muzyka, jaką znajdziesz na pierwszej lepszej płycie tego typu, bo jest dużo bardziej zróżnicowana i wyniesiona na nieco wyższy poziom. Połamane perkusje, które posklejane są różnymi patentami, czasem tak zaskakującymi, jak refren w 'Chciałbym' z 'Błagania' zespołu Fatum. Sporo tu mrocznych klimatów, zmian tempa, zawrotnych i syntetycznych melodii. Czasem jest wolniej, czasem basy wprawiają wątpia w drgawki, ale to jest nowoczesny rap, który jest zrobiony z niezwykłym wyczuciem. Ja, jako fan raczej klasycznego hip hopu, bardzo doceniam to, co się tu dzieje i muszę powiedzieć, że mi się to podoba.
Najciekawszą postacią tutaj jednak jest Kartky. Rapper doskonale sobie radzi na tych bitach, potrafi stworzyć niesamowity klimat, kiedy tak płynie po tych syntetykach. Jego teksty są po prostu o życiu, o obserwacjach i przemyśleniach na jego temat, stanowią idealną i nierozerwalną całość. Kartky ma niebywałą umiejętność opowiadania i 'żonglowania prawdą'. Wprawdzie wiadomo, że to jest jego prawda, ale równocześnie wiesz, że to co mówi, jest szczere - ta szczerość od niego bije i coś sprawia, że mu wierzysz. Jego słowa są pełne goryczy i brudu życia. Powiem, że nie ma zbyt wielu rapperów, którzy trafiliby do mnie z taką siłą. Gości również mało - ale i Troom i Razzimowski weszli w ten klimat jak nóż w masło i rozwalili. Ich zwrotki pasują i ubarwiają.
Rzadko się zdarza, aby płyta była tak spójna na wszystkich frontach. Muzyka jest nowoczesna w taki sposób, w jaki oczekiwałem. Teksty są konkretne i prawdziwe - bardzo dobre. Flow płynie i techniki Kartky'ego nie sposób się czepić. Goście? Mało i doskonali. Jest tu może parę podkładów, które mnie nie urzekły, ok. Ale to nadal bardzo dobra płyta.
POSŁUCHAJ TEGO SOBIE KONIECZNIE
OCENA: 5-\6
niedziela, 9 listopada 2014
ŚWINIA & FAWOLA - DEMO EP
3\4 Underground 2014
1. Wprowadzenie
2. Mic checkin feat. PRIMARY SKILL
3. Spotkamy się w snach feat. ZUZANNA SZCZYPUŁA
4. Pół na pół
5. Spojrzenia
6. Incognityzm
Na pierwszy rzut oka sam skład pod tytułem Świnia i Fawola odrzuca. Wprawdzie ten, kto jarał się ostatnia płytą Eldo, powinien Fawolę kojarzyć, ale to nie on jest tu świnią. Sam Świnia plącze się gdzies po podziemiu, nagrywając to tu, to tam.
Fawola umie dużo. Potrafi skręcić klasyczny bit tak, żeby brzmiał nowocześnie, nie tracąc nic ze świeżości i pozostając w klimacie nowoczesności. Jednak nie daj się zwieść, że to muzyka z czasów Złotej Ery - to tylko echa klasycznych brzmień, przepuszczone przez syntetyczną machinerię w głowie i komputerze producenta. Owszem, są tu również takie jazdy, jak 'Pół na pół', gdzie z każdej strony wyłazi bumbapowy klimat, ale zaraz po nim, niby dość oczywisty 'Spojrzenia', który zaskakuje mało oczywistym instrumentarium. Wszystko jest tu na pograniczu nowoczesności i klasyki. A może raczej lepiej byłoby powiedzieć: nowocześnie, ale z pełnym szacunkiem dla klasyki. Bo nie tylko są tu pełne bity i sample, ale także drapią płyty DJ Gugatch i DJ Simple. Brzmi to fajnie i naprawdę porządnie.
'Świnia, co za ksywa, łajzo, nie kojarz z chlewem, tytuł wieprza w polskim rapie już dawno zajął Tede'. Tja. Świnia, poza kontrowersyjną, bądź co bądź, ksywą, ma również ostry flow, pełen emocji i szorstkości, spod której wyziera całkiem wrażliwy człowiek. I o ile Świnia potrafi zdeptać buciorami, jak w 'Mic checkin' i 'Pół na pół', ale i dać wersy pełne cierpienia i społecznych obserwacji. Świnia na szczęście nie jest twoim pierwszym lepszym rapperem, wyróżnia się nie tylko imiemien, ale również stylem, w jakim niszczy mikrofon. 'Podpisano: Świnia, i chuj, taka faza'. Co tu dodać?
Mocna rzecz. Świnia zostaje w głowie na dłużej, niż kilkanaście minut po odsłuchu. Sprawia, że bierzesz materiał jeszcze raz i wkręcasz się w ten chlew.Bardzo obiecujący debiut. Tym razem rap przewyższa muzykę, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest to naprawdę dobra muzyka, otrzymujemy świetny album.
ZACIĄGNIJ I SAM OCEŃ
OCENA: 5-\6
1. Wprowadzenie
2. Mic checkin feat. PRIMARY SKILL
3. Spotkamy się w snach feat. ZUZANNA SZCZYPUŁA
4. Pół na pół
5. Spojrzenia
6. Incognityzm
Na pierwszy rzut oka sam skład pod tytułem Świnia i Fawola odrzuca. Wprawdzie ten, kto jarał się ostatnia płytą Eldo, powinien Fawolę kojarzyć, ale to nie on jest tu świnią. Sam Świnia plącze się gdzies po podziemiu, nagrywając to tu, to tam.
Fawola umie dużo. Potrafi skręcić klasyczny bit tak, żeby brzmiał nowocześnie, nie tracąc nic ze świeżości i pozostając w klimacie nowoczesności. Jednak nie daj się zwieść, że to muzyka z czasów Złotej Ery - to tylko echa klasycznych brzmień, przepuszczone przez syntetyczną machinerię w głowie i komputerze producenta. Owszem, są tu również takie jazdy, jak 'Pół na pół', gdzie z każdej strony wyłazi bumbapowy klimat, ale zaraz po nim, niby dość oczywisty 'Spojrzenia', który zaskakuje mało oczywistym instrumentarium. Wszystko jest tu na pograniczu nowoczesności i klasyki. A może raczej lepiej byłoby powiedzieć: nowocześnie, ale z pełnym szacunkiem dla klasyki. Bo nie tylko są tu pełne bity i sample, ale także drapią płyty DJ Gugatch i DJ Simple. Brzmi to fajnie i naprawdę porządnie.
'Świnia, co za ksywa, łajzo, nie kojarz z chlewem, tytuł wieprza w polskim rapie już dawno zajął Tede'. Tja. Świnia, poza kontrowersyjną, bądź co bądź, ksywą, ma również ostry flow, pełen emocji i szorstkości, spod której wyziera całkiem wrażliwy człowiek. I o ile Świnia potrafi zdeptać buciorami, jak w 'Mic checkin' i 'Pół na pół', ale i dać wersy pełne cierpienia i społecznych obserwacji. Świnia na szczęście nie jest twoim pierwszym lepszym rapperem, wyróżnia się nie tylko imiemien, ale również stylem, w jakim niszczy mikrofon. 'Podpisano: Świnia, i chuj, taka faza'. Co tu dodać?
Mocna rzecz. Świnia zostaje w głowie na dłużej, niż kilkanaście minut po odsłuchu. Sprawia, że bierzesz materiał jeszcze raz i wkręcasz się w ten chlew.Bardzo obiecujący debiut. Tym razem rap przewyższa muzykę, ale biorąc pod uwagę fakt, że jest to naprawdę dobra muzyka, otrzymujemy świetny album.
ZACIĄGNIJ I SAM OCEŃ
OCENA: 5-\6
środa, 3 września 2014
PUEBLOS - VETO
3\4 UDGS 2014
1. (De)generacja Y
2. Gdybym
3. Szewska pasja feat. WICHER
4. Piewca stylu
5. Drugim uchem
6. (...) i (...)
7. Veto kpsn
8. Do cna
9. Pokłosie
10. Rozkładam skrzydła
11. Bukiet smaków
Pueblos to kolejny ostatnio koleś po Czeskim, który z wolnostylowych bitew przesiadł się na mikrofon w studio. To młody koleś, który postanowił uderzyć w scenę swoją solówką - zebrała ona bardzo dobre recenzje. Dlatego nie trzeba mnie było namiawiać do odsłuchu.
KPSN, Kes-a, Morte, NoTime, ZamoT, Efen, Denis i Kazet - to lista producentów, których podkłady zamykają się w pół godzinie. Dużo ich? No, trochę sporo, zwłaszcza, że są tu tak odmienni producenci, jak Efen, uznający u siebie elektronikę i nowoczesne wkręty i np. Morte, produkujący klasyczne podkłady, pełne energii i siły. A także trafił tu bit od NoTime, oparty mna brudnych gitarach (trochę męczący). Tytułowy trak od KPSN zaś ma zsamplowane gitary z Lady Pank albo czegoś w tym stylu. Tak więc przekrój przez bity jest pełen - nowojorska klasyka, trochę elektroniki, gitarowe brzmienia... Wszystko to miesza się w tej półgodzince, ale wbrew pozorom nie przeszkadza za bardzo - a nawet przeciwnie, wprowadza miłe urozmaicenie, tym bardziej, że żaden podkład nie wychodzi poza ramy dobrego gustu. I fajnie, że znalazło się miejsce na pracę DJ Nambeara i DJ Mihalika. Najlepiej wchodzą mi rzeczy Morte, ale nie szkodzi, większość jest naprawdę niezła.
Pueblos ma taki styl, że 'nie ważne czy Kazaar, czy widzisz Pumy blask, bo ja nawet w japonkach zrobię z kicka wjazd'. Proste, koleś płynie po bicie, ma bardzo przyjemny flow, choć i tak najlepsze wrażenie robi to, co mówi. To niby takie normalne wersy, ale niezwykle celne, Pueblos bawi się słowami 'to trafi w kąt, po-nie-kąd' albo 'słowo ze mną zamień i traf w KONTekst, słowo ze mną zamień i poznaj ich KRĄG też, gdy serca zimne jak kamień # stoneHENGE'. Słychać, że rapper jest inteligentny i ma spory dystans nie tylko do świata, ale i do siebie, co niezwykle dobrze wpływa na odbiór materiału. Co ciekawe, wbrew modom jest tu tylko jeden gość, który w zasadzie przelatuje tylko jak Wicher - nieco niezauważenie. Pueblos wystarczy sam, ma tyle do powiedzenia, że nie ma sensu zapraszać na siłę gości. Zresztą, materiał jest na tyle krótki, że wypełnia go tylko treść - bez zbędnych wypełniaczy.
Może Pueblos nie porusza żadnych ważkich tematów, nie zgłębia istoty wszechświata, ale to nic. Będzie zajmował cię swoimi tekstrami, bo są po prostu fajne. Mnie wprawdzie najbardziej podoba się 'Drugim uchem', ale większość płyty wcale nie odstaje. Bardzo przyzwoity debiut!
OCENA: 5-\6
czwartek, 29 maja 2014
TROOM & KA-MEAL - PRIMUS LUPORUM
3/4 Underground Studio 2024
1. Lotos
2. Passolini feat. ŚWINIA, ENSON
3. Xylo
4. Burza
5. Myślokształt
6. Amen feat. BONSON
7. Primus Luporum
8. Larry, Staph!
9. Sphinx
10. Chimeryczny
11. Flu-O-Rescent feat. HARY
12. insomnia. feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
13. Querela
14. Blaq Rosse
Internet zalała fala zachwytu nad tym albumem, więc poczułem się zawstydzony, że tyle miesięcy już minęło, a ja nadal nie słyszałem tego epokowego materiału. Nie powiem, zaintrygowało mnie to, bo młodziutki emce i coraz bardziej znany producent mogli zrobić coś wartościowego.
Ka-meal istnieje już od jakiegoś czasu na scenie, produkując podkłady dla wielu wykonawców, wychodzących również na legalu. Na potrzeby tej płyty wykonał szereg tajemniczych podkładów o połamanych perkusjach i bogatym instrumentarium. Ciężko nawet określić ten typ muzyki, bo nie spotyka się zbyt często w hip hopie takiego klimatu. To coś pomiędzy instrumentalnymi dokonaniami DJ Krush'a, a ambientowymi bitami z obrzeży hip hopu. To nie musi być muzyka, która wejdzie wszystkim bez problemu - atmosfera płyty jest nieco senna, melancholijna, ale mająca swoisty pazur. To indie pełną gębą, czerpiące z ambientu, minimalu i Bóg wie, czego jeszcze. Kamil stworzył małe muzyczne arcydzieło, kreując nową jakość.
Troom nie jest twoim byle jakim lokalnym rapperzyną. Chłopak ma wyobraźnię i skillsy, pozwalające mu rymować na udziwnionych podkładach bez wpadek i realizować swoje, czasem nieco karkołomne pomysły. 'Daje 100% co numer' i to wyraźnie słychać. Troom idealnie pasuje do klimatu, nakreślonego przez Kamila, spajając się z tymi bitami wręcz idealnie. I nie zwracasz wtedy uwagi na to, że Troom ma 17 lat - jego język jest bogaty, a środkami stylistycznymi jest w stanie obdzielić 10 kolejnych płyt twojego ulubionego rappera ulicznego. Nieco dziwić mogą anglojęzyczne wstawki, niekoniecznie pasujące do całości i nieco zaciemniające wizję (jak w 'Larry Stap!). Teksty Trooma to czysta poezja, która stara się nie ocierać o grafomanię (choć czasem ciężko się zdecydować, czy to co mówi jest fajne, czy raczej odjebane). Interesujące są również wejścia gości: przemyślane i pasujące, może dlatego, że Enson, Bonson i MNIA lubią tego typu klimaty. Nawet Hary, niekoniecznie oscylujący wokół takiej atmosfery, daje sobie doskonale radę.
To niejako nowa rzecz na scenie. I nie chodzi li tylko o to, że płyta wyszła niedawno. Takich rzeczy nie znajdziesz wokół w ogóle. To wybitnie oryginalny produkt, na który wykonawcy mieli pomysł i konsekwentnie go zrealizowali, nie dbając o to, co powiedzą inni. Warty sprawdzenia, nawet gdyby miał Ci się nie podobać. Ale kreatywności nie da się odmówić.
OCENA: 5-\6
1. Lotos
2. Passolini feat. ŚWINIA, ENSON
3. Xylo
4. Burza
5. Myślokształt
6. Amen feat. BONSON
7. Primus Luporum
8. Larry, Staph!
9. Sphinx
10. Chimeryczny
11. Flu-O-Rescent feat. HARY
12. insomnia. feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
13. Querela
14. Blaq Rosse
Internet zalała fala zachwytu nad tym albumem, więc poczułem się zawstydzony, że tyle miesięcy już minęło, a ja nadal nie słyszałem tego epokowego materiału. Nie powiem, zaintrygowało mnie to, bo młodziutki emce i coraz bardziej znany producent mogli zrobić coś wartościowego.
Ka-meal istnieje już od jakiegoś czasu na scenie, produkując podkłady dla wielu wykonawców, wychodzących również na legalu. Na potrzeby tej płyty wykonał szereg tajemniczych podkładów o połamanych perkusjach i bogatym instrumentarium. Ciężko nawet określić ten typ muzyki, bo nie spotyka się zbyt często w hip hopie takiego klimatu. To coś pomiędzy instrumentalnymi dokonaniami DJ Krush'a, a ambientowymi bitami z obrzeży hip hopu. To nie musi być muzyka, która wejdzie wszystkim bez problemu - atmosfera płyty jest nieco senna, melancholijna, ale mająca swoisty pazur. To indie pełną gębą, czerpiące z ambientu, minimalu i Bóg wie, czego jeszcze. Kamil stworzył małe muzyczne arcydzieło, kreując nową jakość.
Troom nie jest twoim byle jakim lokalnym rapperzyną. Chłopak ma wyobraźnię i skillsy, pozwalające mu rymować na udziwnionych podkładach bez wpadek i realizować swoje, czasem nieco karkołomne pomysły. 'Daje 100% co numer' i to wyraźnie słychać. Troom idealnie pasuje do klimatu, nakreślonego przez Kamila, spajając się z tymi bitami wręcz idealnie. I nie zwracasz wtedy uwagi na to, że Troom ma 17 lat - jego język jest bogaty, a środkami stylistycznymi jest w stanie obdzielić 10 kolejnych płyt twojego ulubionego rappera ulicznego. Nieco dziwić mogą anglojęzyczne wstawki, niekoniecznie pasujące do całości i nieco zaciemniające wizję (jak w 'Larry Stap!). Teksty Trooma to czysta poezja, która stara się nie ocierać o grafomanię (choć czasem ciężko się zdecydować, czy to co mówi jest fajne, czy raczej odjebane). Interesujące są również wejścia gości: przemyślane i pasujące, może dlatego, że Enson, Bonson i MNIA lubią tego typu klimaty. Nawet Hary, niekoniecznie oscylujący wokół takiej atmosfery, daje sobie doskonale radę.
To niejako nowa rzecz na scenie. I nie chodzi li tylko o to, że płyta wyszła niedawno. Takich rzeczy nie znajdziesz wokół w ogóle. To wybitnie oryginalny produkt, na który wykonawcy mieli pomysł i konsekwentnie go zrealizowali, nie dbając o to, co powiedzą inni. Warty sprawdzenia, nawet gdyby miał Ci się nie podobać. Ale kreatywności nie da się odmówić.
OCENA: 5-\6
Subskrybuj:
Posty (Atom)











