Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

ADHD - KOŚCI I KWIATY

Grasshopper 2015

1. Księga rymów
2. Bałałajka
3. Jakimś cudem
4. Za kurtyną powiek
5. Nie ma nieba
6. Na krańcu świata
7. Nerwus
8. Walka z cieniem feat. THE MOON
9. Pobite gary
10. Wino kobiety i śpiew
11. Pijany diabeł
12. Błędne koło
13. Karmazyn
14. Ty
15. Biała gorączka
16. Za tych co nie mogą
17. Dwanaście złotych

    ADHD, czyli Freon, Mustafa, Strach i Opiat siedzą na wrocławskiej scenie od ładnych paru lat. Nie jest to oryginalny skład, bo przecież trochę się pozmieniało przez lata, ale ostatnio dalo się zauważyć, że chłopcy pojawiają się coraz częściej u Winiego, czy na innych produktach Stopro. Transfer z Wrocka do Szczecina okazał się prawdą - legalny album ekipy znalazł się na sklepowych półkach.
    Nadwornym producentem grupy jest Opiat, który wyknał tu wszystkie bity z pomocą Panamy, grającego na różnych gitarach. Wyszła z tego muzyka mroczna, trochę w klimacie średniowiecznego lochu - doskonale pasuje do pretensjonalnej i teatralnej okładki. Pobrzmiewają tu echa klasycznego hip hopu, ale również bluesa, ragga, czy nawet nowojorskiego hardkoru. Nie zawsze efekt jest zadowalający, bo taki 'Na krańcu świata' kojarzy mi się raczej z nagrywkami Cathedral Hill (#gimbynieznajo), niż współczesnym rapem, ale kiedy na początku wchodzą te bałałajki, przyznam, że mnie wzięło. Nie na długo, bo bity nie są równe i akcja przelatuje od horroru, przez sensację do taniego melodramatu. Nie zawsze gitary Panamy pasują do całości, tworzą wrażenie, że to 'Muzyka łączy pokolenia' z Perfektem. Ogólnie nie jest źle, ale parę patentów jest nietrafiona.
    W składzie mamy trzech rapperów, każdy w zasadzie inny. Jeden z wyższym głosem, drugi warczy, trzeci zaś jest najbardziej melodyjny i modulujący głos - wybaczcie, nie wiem, który jest który. Nie istotne, bo mają dopracowany styl, więc słucha się ich nieźle. Z tekstami bywa dość różnie, często wersy są poetyckie i totalnie wpasowane w klimat okładki, czasem jednak wpadają w ton melancholijny albo wręcz przeciwnie, opowiadają dość brutalne historyjki. Mistycyzm, natchniona poezja - to jest skonfrontowane z nieco prostackimi opisami chlania oraz drastycznymi opowiastkami rodem z horroru. Wpadło tu kilka ciekawszych wersów i w zasadzie może warto sprawdzić ten krążek ale...
    Nie jest to konieczne. W zasadzie jest to płyta z założenia ambitna i oryginalna - i owszem, wyróżnia się na tle innych, ale chłopcy chyba trochę przesadzili w każdą stronę. Po pierwsze nie zdecydowali się, czy robią rap teatralny, horror core, czy zwyczajny reality rap. Po drugie, muzyka nie zawsze stoi na wysokości zadania. Po trzecie, za dużo patosu. Znośne, ale bez szału.

OCENA: 3+\6  

RZUĆ KOŚĆMI I WEŹ TEN BUKIET, SZMATO

czwartek, 7 stycznia 2016

WAŁEK - ODWET

nielegal 2015

1. Intro 
2. Odwet 
3. Zdrowy dystans  feat. MAŁACH
4. Syf miasta
5. Jedna z twarzy Greya
6. Śpiesz sie kochać
7. Kolejne starcie    feat. RADEON
8. Słowa wyjasnienia    feat. WNUK, BOLO
9. Bramy piekła   feat. GRZE GRZE, ŚRUBA, JACKSON
10. Nie zawiodę    feat. DANIOŁ
11. To co mnie stworzyło   feat. AJR, CZARNY UF
12. Ostatnia szansa
13. Koniec żartów   feat. R-PRO
14. Nie jestem
15. Outro

    Przyznam, że nie mam zbyt wielu informacji na temat Wałka - tyle, że to jeden z tych ulicznych rapperów z kręgów Małacha. Płyta wyszła w sierpniu i do tej pory szerszym echem się nie odbiła - biorę się za nią z polecenia czytelników. Nic nie wiem, więc chętnie sprawdzę.
    Za całość odpowiada tu jedynie Małach - sądzić więc można było, że będą to bity na niezłym poziomie. No i owszem, podkłady są całkiem, całkiem. Klasyczne perkusje wybijają równy, uliczny rytm, na nich głęboki bas, a sample poukładane są porządnie i pobrane naprawdę z różnych różnistych rzeczy. No i ok, no i fajnie, słucha się tego nieźle, to takie dość klasyczne bangery rodem z końca lat '90. Nie jest to nic wielkiego wprawdzie, podkłady są dokładnie w tym samym klimacie i jest spójnie aż do znudzenia, ale przynajmniej jest to coś innego, niż setki ulicznych bzdetów. Niewiele bitów tu się wyróżnia: na pewno 'Jedna z twarzy Greya' jest dużo bardziej syntetyczna i połamana niż reszta - ale to wszystko.
    Wałek jest jednym z tych rapperów, którzy są na naszej scenie. Kropka. Nie będziesz się do niego o nic przypieprzał, bo nie ma o co. Flow ma całkiem składny i poukładany, umie polecieć również na tych bardziej trapowych i połamanych rzeczach, nie gubi rytmu, oddechu, nie przestawia akcentów. To i tak bardzo dużo - koleś umie rapować. Jeśli chodzi o teksty - typowo życiowe wynurzenia, rzemieślnicze wersy, z których - przyznam szczerze, nie zapamiętałem ani słowa. Wałek ślizga się na granicy przyswajalności - nie dlatego, że jego teksty są słabe - są ok. Po prostu są banalne, przekazujące po raz tysięczny to samo, co inni. Brakuje tu czegoś, co przykuje uwagę słuchacza, a ja tymczasem nie umiem zacytować NIC po trzech przesłuchaniach - im bardziej słucham, tym mniej słyszę. Z gości, niezły poziom trzyma tu Małach, czego można się było domyślać, reszta prezentuje poziom nieco niższy od Wałka, bądź zbliżony.
    Cóż, kolejny album z serii 'słyszałem już to wszystko'. Gdyby nie to, że rzecz jest dość wtórna, byłby to w miarę dobry album, ale... Małach zrobił swoje, Wałek również - myślę, że wśród fanów brzmienia album znajdzie uznanie. A tak ogólnie to...

OCENA: 3+\6  

ŁAP TU SINGIEL Z WIDEŁEM

wtorek, 13 października 2015

KOŚCIEY - T.W.B. ERA

nielegal 2015

1. T.W.B. ERA 
2. SpajderWalker   feat. ZIOŁO  
3. Ania
4. Henryk 
5. Jagody 
6. Złote Koło   feat. MUSTAFA 
7. Dziewczyny, wianki… 
8. Niedźwiedź polarny 
9. Sto milionów 
10. Orzeł Biały 
11. Mistral 
12. Na biesiadzie

    W wakacje Kościey wydał swój kolejny album - od razu przyciąga on wzrok okładką wziętą wręcz z okładek BRAVO z lat '90. Poprzednia płyta była całkiem udana, choć nie rzuciła mnie na łopatki. Tym razem wszystko zapowiadało ciekawy album, który będzie konkretnym bengierem. 
    To nadal jest nowoczesny album, do tego produkowany przez podobne osoby, co poprzedni materiał. Oto są przede wszystkim Udar i Romański, z pomocą PMX oraz jednym podkładem od Johnny Beats. To świeże, syntetyczne podkłady, które wiercą dziury we łbie brzęczącymi basami, napierdalając po garach ciężkimi werblami, bądź rypiąc lawiną pudełkowatych uderzeń perkusji. Brzmi to wszystko bardzo przyjemnie, bo te bity mają rzeczywiście moc, nie rozwlekają, każde uderzenie jest w tempo i nie pozwala się nudzić. Faktycznie, Udar, Romański i koledzy wykonali prawdziwe bangiery, nie są to byle pedalskie (bez urazy!) zawodzenia, tylko potężna dawka adrenaliny. Tak powinien brzmieć nowoczesny hip hop - według mnie naturalnie.
    Kościey z każdą płytą jest lepszy. Do tego rozwija się lirycznie, bo oprócz świetnego płynięcia po bitach, prezentuje również niebanalne wersy na bardzo różne tematy. I choć zaczyna się doś typowym dla Kościeya bragga z setką gorących panczy, to już później mamy pełen wachlarz tematów: fascynacja Star Wars, wspominki o ludziach ze szkoły, pieniądze, seks, patriotyzm (bardzo fajnie podjęty temat w 'Orle Białym'), odosobnienie w swoim zainteresowaniu rapem 'back in the days'... Rapper nabrał dużej wprawy w żonglowaniu skojarzeniami i panczami, potrafi wypowiedzieć się ironicznie o wszystkim - również o sobie. Goście - tylko dwóch - wypadają dość nijako i w zasadzie mogłoby ich wcale nie być. Kościey panuje na albumie niepodzielnie i nie pozwolił sobie skraść show, nawet, jeśli obok stał równie ciekawy Zioło.
    Bardzo fajny album, który z każdej strony okazuje się być przemyślany i dokończony. Bardzo dobre bity, bez żadnych wpadek i tandety, a także Kościey, który jest obecnie w doskonałej formie - wszystko razem dało nam niezwykle korzystny materiał. Słucham tego, radzę również Tobie to samo.

OCENA: 5\6   


wtorek, 15 września 2015

GUZIOR - YLLOM

nielegal 2015

1. Growl feat. SLIM SZCZEGLI
2. Rise
3. Witch.H.R.
4. ylloM
5. Dingy Alley
6. Mięta
7. GHOUL feat. MŁODY ZGRED
8. Mój Krąg
9. Clint Eastwood
10. Venice Beach    feat. VNM
11. W.SAMO.SERCE
12. Jebać Vibe feat. QUEBONAFIDE
13. G.O.L.D

    Kolejny Młody Wilk, reklamowany jako świeża krew na skostniałej scenie wychodzi ze swoim pierwszym materiałem, który ma utorować mu drogę na szczyt sceny. Skierować na niego oczy wytwórni i słuchaczy. Pokazać styl, udowodnić, że znalazł się pośród Młodych Wilków nie przypadkiem.
    Nie wiem, skąd Guzior pobrał te podkłady, ale brzmi to miejscami jak ścieżka dźwiękowa do thrillera. Silent Hill 15 normalnie. Ciężkie, gniotące basem, syntetyczne bity toczą się przez ten materiał, połamane perkusje wybijają nierówny rytm, a dźwięki osadzają się na mózgownicy. Ta muza wywołuje poczucie zagrożenia, stany paranoidalne, pomimo, że mam wrażenie, że część jest zwyczajnie zajebana. Ale mogę się mylić naturalnie, bo na tyle, ile wyczaiłem, część bitów robili ka-meal, JSVDRUM, Da Vosk Docta i Wezyr. Jest ciężko, ale to robi doskonały klimat, który pasuje Guziorowi jak ulał.
    Bo Guzior to ten wilkołak, to ten ghoul, szwendający się wieczorami po ulicach, wypluwający od niechcenia swoje żale. Guzior składa rymy w tak nieoczywisty sposób, że to, w jaki sposób się składają, słychać dopiero wtedy, kiedy wchodzą na bit - są bardzo nieoczywiste. "Sam zaskakuję siebie punchline'mi \ Trafia mnie jak niewidzialny atak z kontry \ Zabijam codziennie lenia \ Przebimbałbym lata ziombel, jakbym mógł". Guzior rzeczywiście jest bardzo oryginalnym rapperem, obdarzonym ciekawym stylem, którego da się słuchać w opór. Trochę kojarzy mi się z Żytem - ale oczywiście jest o niebo lepszy technicznie - obaj mają tylko nieco podobną manierę stylu. No, no. Ale to nie wszystko - są tu jeszcze goście, kurwa, co jeden, to lepszy - ale i tak rozjeżdża wszystkich Slim Szczegli - ta zwrotka to istny majstersztyk i padam na kolana #syryjskiemigrant. Młody Zgred leci tu niczym Kingpin Skinny Pimp, lekko zawodząc i przeciągając wersy, przez co brzmi straszniej. VNM w formie naprawdę dobrej, a Quebo, choć wypadł najmniej ciekawie z gości, to i tak trzyma poziom.  
    Cóż, po Młodych Wilkach zazwyczaj nie spodziewam się zbyt wiele - zwłaszcza, kiedy trafił tam choćby Gospel. Ale akurat Guzior to strzał W.SAMO.SERCE. Beng. Ciężki klimat, doskonała stylistyka i narracja, mnie rozłożyło to na łopatki. Miałem umieścić recenzję wczoraj, ale... słuchałem. Doskonały materiał i czekam na następny!

OCENA: 5+\6


niedziela, 28 czerwca 2015

VOSKOVY - SECOND HAND

Hustla 2015

1. Historia (Intro)
2. Nie zmieni się nic   feat. W.E.N.A.
3. Totolotek    feat. ROVER
4. Lecę wyżej   feat. VNM
5. Veni, vidi, vici    feat. PYSKATY
6. Zwroty    feat. RAKRACZEJ
7. Gubię nadzieję    feat. SARIUS
8. Moje być albo nie być    feat. PEJA
9. Nie wszystko    feat. HUCZUHUCZ
10. Talizman   feat. TE-TRIS, SOUND'N'GRACE
11. Serce, pasja i krew    feat. O.S.T.R.
12. Komunikat (Outro)       

     Woskowy duet powraca z kolejnym albumem producenckim. Tym razem jednak to koncept album - jest to o tyle trudne, że realizacja konceptu powierzona jest zmieniającym się rapperom. I tylko ta okładka, przypominająca odcinek My Little Pony...
    Producenci nieco lawirują, ale mają na tyle wyczucia, że nie przekraczają granic dobrego smaku. Bo na samym wstępie jest trak 'Nie zmieni się nic', który... jednak zmienia, bo jest bodaj najnowocześniejszy tutaj. Voskovy jednak nadal gustuje w wokalnych samplach, szumie winyla i ciepłym, czasem soulowym, czasem funkowym klimacie. Na tych winylowych samplach często leżą elektroniczne brzmienia, jednak wplecione z uwagą i smakiem, dzięki czemu tylko ubarwiają podkłady, a nie dominują. Tego klasycznego sznytu dodaje jeszcze DJ Flip ze swoimi skreczami - razem daje to bardzo ciepłą atmosferę, bujającą głową. I jeśli chodzi o o muzykę - jest naprawdę przyjemnie.
    Poprzez historię młodego rappera w żółtej bluzie prowadzi nas Waldek Kasta, będący narratorem tej opowieści. Owa bluza przybiera charakter amuletu, czy wręcz artefaktu i temat przewija się w każdym traku. Każdy emce prowadzi monolog, który poprzedzony jest słowami Kasty, dzięki czemu brzmi to bardzo spójnie. Nie wiem, jak to zrobili, ale od początku do końca to jest jedna historia, a kolejny wykonawca nawiązuje czasem do poprzednich wydarzeń. To wzloty i upadki rappera, jego emocje, upojna radość przy okazji sukcesu oraz smutek i gorycz porażki. Jak radzą sobie rapperzy? Owszem, niczego sobie. W zasadzie wszyscy trzymają dość dobry poziom, może z kilkoma niewielkimi ale: Peja pasuje tu jak pięść do nosa. Mało ciekawie weszli Hucz i Pyskaty, choć pamiętajmy, że nie ma tu słabych wersów - te najgorsze są zaledwie dobre. Najlepsze wejścia, moim skromnym zdaniem zaliczyli VNM, Sarius. Dobrym pomysłem było zatrudnienie gospelowego Sound'n'Grace - kawałek Tetrisa nabrał dzięki nim rumieńców. Reszta po prostu jest, ogarnia dość dobrze, ale bez fajerwerków.
    Voskovym udało się upichcić całkiem niezłe danie, choć nie ma tu nic, co mogłoby wyróżnić album spomiędzy dziesiątek innych - sam koncept nie pomaga, choć ramy, w jakie włożono materiał są dość interesujące. Nie wszyscy rapperzy dźwigają temat z równym zaangażowaniem, dlatego sinusoida zaciekawienia czasem siada. Nie każdy z zaproszonych gości pasuje do muzyki - trudno. Tak, czy siak, płyta całkiem przyjemna.

OCENA: 4+\6  


środa, 7 stycznia 2015

PACIWO & ROCKET BEATS - MIASTO GRZECHU

PRO 2014

1. Chodź ze mną 
2. Nie płacz    feat. PEERZET, DJ PROX
3. Przestań już się bać 
4. Buduję dla nas dom    feat. ZBUKU, RAFAŁ MAKAREJCZUK
5. Wiem, że byś chciał zatrzymać mnie    feat. SUPA SKILLZ
6. Gra o tron (Wszystkie oczy na mnie) 
7. Blask spadających gwiazd  feat. SHOTU, BONSON, CZŁOWIEŃ, BEZCZEL
8. Nie chcę tu już być   feat. HAJU, HARY
9. Mors Indecepta 
10. Święcona wóda   feat. RAFAŁ MAKAREJCZUK
11. Boże prowadź   feat. WROCŁAW GOSPEL CHOIR
12. Miasto grzechu  feat. BLUE, HARY

    'Genesis', pierwszy nielegal Paciwo, narobił szumu w podziemiu i wiele osób zaczęło oczekiwać, że niebawem pojawi się jego legal w sklepach. Trochę czasu upłynęło i album jest - czy aby nie za dużo tych lat minęło? No i jeszcze ta okładka - co ta maskarada ma na celu? Zwrócić uwagę tych, którzy zdążyli zapomnieć o rapperze? Zasugerować horror core? No cóż, należy sprawdzić, c'nie?
    W tym duecie to naturalnie Rocket Beats jest osobą, która wzięła na siebie brzmienie płyty, choć w kilku trakach Paciwo sekunduje producentowi, współtworząc część muzyki. Powstała tu muzyka mało odkrywcza, acz bujająca głową, dość rzemieślnicza. Klasyczne podkłady, które zrobione są z przytupem - nie ma tu żadnych zwalniaczy, tempo nakręcane jest każdym kawałkiem, wychodzą z tego takie nowojorskie headbangery. Parę patentów, szczerze mówiąc, kazało mi się jednak zastanowić nad tym, czy te bity są naprawdę dobre. Pomijam nieco chybioną końcówkę 'Nie płacz' z Axl Rose'm, ale są tu również pewne sample, czy pomysły, które niekoniecznie pasują do całości, a co najmniej brzmią dziwacznie: orientalne sample, przejścia bitu ni stąd ni zowąd - przez co emce wydaje się wypadać z podkładu... Muzyka jest na płycie w miarę ok, choć nie wszystko wychodzi ponad poprzeczkę - większość ginie w szarzyźnie.    
    Niestety, po siedmiu latach Paciwo brzmi zupełnie beznamiętnie. Dawno nie słyszałem tak nieciekawego rappera. Ma przygaszony, lekko zdarty wokal, jakby gardło nie dawało rady krzyczeć z taką pasją, jaką Paciwo sobie wymyślił. Słychać, że rapper się męczy - tak samo, jak słuchacz zresztą. I pomimo, że Paciwo twierdzi, że leci 'po hajs i fejm', a 'SS to logo Supa Skills' (swoją drogą mało szczęśliwy zbieg okoliczności...), to nie będzie z tego ani fejmu, ani hajsu, a skills na pewno nie są supa, ale tyle-o-ile. Ale to wszystko da się przejść - najgorsze według mnie jest tu milion zapożyczeń lirycznych, aby nie powiedzieć wprost, że Pewuo zajebał poszczególne wersy. Molesta (to o Taj Mahal), 2Pac (Wszystkie oczy na mnie), czy dziesiątki wtórnych i zwyczajnie słabych hasztagów, to wybija na wierzch bardziej, niż cała reszta bragga wersów, które nie mają większego pokrycia w rzeczywistości. Wyraźnie widać przeciętność Paciwa, kiedy wchodzą na majki goście: nie ma ani jednego słabszego występu, niż samego autora. Nawet Zbuku. Ani pancze, ani wspomniane bragga, ani chlanie, ani horrorowe kory (jednak jeden się trafił!) - wszystko to, miałem cały czas wrażenie, już było i już słyszałem. Na plus wypadają goście, a między nimi na pewno Wrocław Gospel Choir - świetny pomysł.
    Gdyby nie to, że ta płyta jest wtórna jak Kevin Sam w Domu na święta, byłaby ona w miarę. Ale niestety, to wszystko już było, kretyńskie przechwałki Paciwa (te o rapowaniu, chlaniu itp.) są żenujące i w zasadzie można powiedzieć, że okładka zdradza wszystko: tak samo, jak pomysł na nią jest zdarty skądinąd, tak patenty na rap również. Jebana kalkomania.

OCENA: 2\6    


środa, 26 listopada 2014

L.U.C. - REFLEKSJE O MIŁOŚCI APDEJTOWANEJ SELFIE

Warner 2014

1. Prolog
2. Intro 10 Przebudzenie
3. Zong ala goliatowy bąk   
4. Baśń o rozstaniu   feat. BUKA
5. Małe wielkie rzeczy  feat. ADAM LEPKA
6. Z larwy w motyle   
7. Pożar w burdelu mego życia   feat. MC SILK, MAGIERA
8. W związku z tym   feat. K2, MESAJAH
9. Żyroskop   
10. Przyjaciele moi   
11. Empatii reflekcje   feat. RAHIM

    Ja wiem, że część ludzi nie uważa L.U.C. za rappera. Bo jest zbyt awangardowy, zbyt eklektyczny, zbyt udziwniony i trudny w odbiorze. Jednak przecież wówczas trzeba by było odrzucić cały dorobek Beastie Boys, Awol One, czy Buck 65 - szczególnie podobnego do Łukasza. Dziesiąta w zasadzie płyta Luc'a to płyta stanowiąca jedną całość konceptualną, czterdzieści kilka minut z ostatnich miesięcy życia rappera.
    Wiadomo nie od dziś, że Luc lubi eksperymenty. I niewątpliwie na takie rzeczy, nie do sklasyfikowania i ciężkie do przyjęcia na pierwszy rzut ucha do przyjęcia, trafimy na tym albumie. Ale wcale nie będzie to większość. Bo pomiędzy laboratoryjnymi eksperymentami mamy tu prawdziwie hip hopowe numery, które, choć podane z nowoczesnym zacięciem i ambitnymi brzmieniami elektronicznymi, tkwią ściśle w rapowej klasyce. Większość rzeczy opiera się o sample z Haliny Frąckowiak, Ireny Jarockiej, Krystyny Prońko, Magdy Umer i Andrzeja Nardelliego oraz Stanisława Sojki. Czasem są to wejścia delikatne, czasem te ekstremalne bity podbijają brzmienia naszych klasyków tak, że są to monumentalne dzieła - weź sprawdź, jak bangla Irena Jarocka w 'Baśni o rozstaniu'! Tego refrenu mogę słuchać w kółko! Zresztą sample wokalne z pani Jarockiej niszczą system i są tu łyżkami najprzednieszniego miodu. Ale klimat możemy znaleźć tu bardzo różne: od syntetyki, aż po ragga - nawet takiego z elementami muzyki celtyckiej, czy też irlandzkiej. Akurat muzyki tu się przyczepić nie można i bardzo dobrze mi się tego słucha.  
    L.U.C. rozprawia się na tej płycie nie tyle ze swoją byłą (podkreślamy byłą) żoną, ale raczej z rozwodem, który, jak mogę sądzić, przeżył głęboko. Nie wątpię, że rozwód to przykre i traumatyczne doznanie - nie wiem, nie rozwodziłem się nigdy (jeszcze, hłehłe), ale takie mam przeczucie. Ten ból i gorycz rapper wylewa tu non stop, czasem używając dość dziwacznych stwierdzeń, mówiąc, że 'wołasz ją w myślach jak wojsko polskie zagubionego drona'. Jednak generalnie LUCa ciężko rozpatrywać li tylko i wyłącznie przez pryzmat jego skillsów na majku - to człowiek orkiestra i tworzy niejako pełną całość z muzyką i konceptem, jakie tworzy. Dlatego w obliczu wszystkiego, nie dziwią pewne wersy, bo albo przyjmuje się rappera z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo się go nie słucha w ogóle. I tyle. A goście? Jest kilku. Buka ujdzie. MC Silk? Jest w chuj szybki, ale o czym on mówi? K2? Owszem bardzo porządne rymy ma gość. Mesajah? Spoko toasting, warczący wokal urozmaica akcję. Rahim? Może najlepszy występ na tym albumie. A może gorszy od K2? Kto wie?
    To w sumie, jak jest z tą nową płytą LUC? Jest dobrze. Te sample z klasyki naszej muzyki rozrywkowej są doprawdy wyborne i w sumie te numery, gdzie jest Irena Jarocka zapętlałem w nieskończoność. Może powinienem sobie kupić jej album? Hmmm... Ale nie o to chodzi. L.U.C. po raz kolejny udowadnia, że jest inny niż cała reszta, jest oryginalny i nowatorski. A że nie każdy będzie gotów, aby w to wejść, to inna sprawa. Ja wlazłem, z buciorami i rozwaliłem się na sofie. Słucham. Głównie muzyki, bo z wersami jest różnie.

OCENA: 4\6


piątek, 29 sierpnia 2014

FONOPE & WEZYR - #EP

nielegal 2014

1. Nawet nie pytaj
2. Pamiętasz
3. Coś więcej
4. Entropia
5. Niepokorny
6. Challenge accepted

    Nad tą epką wybuchają w necie peany i okrzyki ekstatycznych zachwytów, choć znajdują się również sceptycy, którzy porównują rappera do elbląskiego 834. Cóż, młody rapper z 71 ma szansę dźwignąć rozpadniętą scenę wrocławską i przywrócić ją do świadomości odbiorców.
    Wezyr na tych bitach siedzi i choć to tylko kwadrans, wypełnia on ten czas z nawiązką. To takie sympatyczne podkłady, raczej klasyczne, choć słychać wyraźnie, że to produkt AD XXI. To coś pomiędzy Złotą Erą a klimatem The Diplomats - czyli bum bap, głośne wokalne sample, lekki hałas. Czasem atmosfera się zmienia, tak jak w 'Entropii', gdzie temat wymagał podkładu spokojniejszego i nieco bardziej mrocznego. Jednak to tylko wyjątek, bo cała reszta brzmi właśnie tak, jak opisałem powyżej. Jest nieźle, ale bez przesady.  
    No ok, nie da się ukryć, że Fonope jest niezłym rapperem. Ten młodzieniaszek wbija się w uszy z dość dużą siłą i zostawia tam świetne wrażenie po sobie. Fonope umie opowiadać historie, umie snuć rozważania na tematy egzystencjonalne, potrafi złożyć wersy mieszczące słowa idealnie. Rapper również zręcznie żongluje emocjami, bo z jednej strony potrafi lekko ciągnąć gadki z panienkami, aby za moment wejść w ciemny świat przemocy i opowiedzieć jedną z mrocznych historii z nocnego miasta. Na koniec dostajemy kawałek 'Challenge accepted', gdzie emce popisuje się zmianami tempa i mocnymi panczami w swoim bragga. Fonope pasuje do atmosfery, jaką wprowadza bitami Wezyr i sprawia, że albumu słucha się naprawdę dobrze.
    I jak jest? No, nie spuściłem się w ekstazie, jak część internautów. Owszem, materiał to dość porządny, ale: króciutki, muzycznie nawet niezły, lirycznie owszem, owszem, ale też bez ekwilibrystyki. Dobra, podoba mi się, ale spodziewałem się większej rozwałki.

OCENA: 4+\6  


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

HAJU - ELIPSA

Step 2014

1. Elipsa  
2. Drzewo   
3. Do dziś  
4. Film           
5. Wojownik  feat. PALUCH   
6. Dzwonię nocą   
7. Kiedy spłynie     
8. 50/50     
9. AVC   
10. Buty   feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER   
11. Łapię kurs   feat. PEPE SKUAD   
12. Na Morze  

    Trzy lata po całkiem niezłym 'Międzyświecie' z Złotymi Twarzami, Haju, zaprzęgnięty do stajni Step, wydaje swoją solówkę. Jej szarobura okładka kojarzy się bardziej z jakimś rodzajem smętnego rocka albo coś w podobnym stylu - jednak wydanie albumu jest tak naprawdę całkiem fajne - zwłaszcza wewnątrz książeczki. Ale, jak wyjaśnia rapper, całość powstała w czasie żeglugi po morzu - i może stąd ta szarość...
    I kiedy wszedł pierwszy numer od Markuszynsky'ego, pomyślałem sobie 'kurwa, to rzeczywiście będą takie flaki z olejem, jak sugeruje okładka...'. Elektroniczna nuda i kombinowanym syntetycznie wokalem nieco mnie zmartwiła. Na szczęście są tu jeszcze Złote Twarze, MZG (fajny, jazzujący 'Dzwonię nocą'), Opiat (ciekawy, mroczny, oparty na riffie gitarowym 'Łapię kurs') i Młody G.R.O. (zdecydowanie najlepsze bity na tym albumie!), którzy wnoszą sporo ożywienia: ich kawałki wyróżniają się bardzo pozytywnie spomiędzy elektronicznej reszty. Bo ja rozumiem postęp w muzyce, ewolucję i tak dalej, ale takie podkłady jak do 'Filmu' od Eljota to jest kurwa morderstwo na rapie. Gdzie perkusja? Gdzie rytm? Takie tetryczne pierdyczenie zdecydowanie nie pasuje na hip hopową płytę, bo to już zupełnie inny gatunek muzyczny. Rockets Beats pokazuje, że da radę zrobić nowoczesny numer, który ma jaja - pomimo, że 'Wojownik' jest dość specyficzny i na pewno progresywny, zachowuje nadal charakter rapowy. Nawet 'AVC' SoDrumatica, którego zwyczajowo jebię za brak hip hopu w jego kawałkach, zrobił równie nowoczesny, jednak zachowujący klimat numer. A niestety 'Film' to kwintesencja spedalenia rapu. No dobrze, poza tym jednym wynalazkiem, który mnie zwyczajnie wkurwił pomiędzy pozostałymi trakami, muzyka jest całkiem porządna i nawet te elektroniczne rzeczy nie są złe.     
    O ile muzycznie bywa różnie, to Haju cały czas stoi na piedestale. Jego flow przepływa sprawnie przez podkłady o tak różnym klimacie, jaki zgromadził na swoim najnowszym materiale. Zresztą, ów miszmasz stylistyczny Haju wyjaśnia sam: 'Nie dzielę rapu na szkoły, granice są raczej mgliste \ Rap na szkoły tu dzielą systematycznie \ A ja jaram się stylem, który tylko niszczy system \ I tyle, płynie flow, albo się topi w rzece rwistej.' - emce udowadnia, że potrafi nawinąć do każdego podkładu. Plus dla niego, tym bardziej, że koleś ma wyborną technikę, której mogą mu pozazdrościć rapperzy o znacznie większym fejmie - nie wspominając juz o tekstach, które mają w sobie coś i nie pozwalają oderwać się od głośników. Faktycznie, zgodnie z zapowiedziami, słychać, że słowa są przemyślane i niosą spory bagaż emocjonalny. Gości ponownie nie ma wielu - ale są konkretni. Paluch pokazał tutaj swoje możliwości na specyficznym bicie, MNIA poza niezłą zwrotką zaśpiewał również bardzo przyjemny refren, do tego mamy tu rodzimy zespół Haja: Pepe Skuad, którzy również stają na wysokości zadania.    
    Nie jest to w żadnym wypadku zła płyta - wręcz przeciwnie. Ale brakuje mi tu czegoś. Może Haju za bardzo rozwodnił porządne bity njuskulowymi bzdetami, które, choć Haju na nich czuje się równie dobrze, jak na innych, zupełnie nie pasują do reszty? Tak, czy owak, najlepszą robotę robi tu sam rapper - jego styl i teksty. Muzyka jest niezła, ale te podkłady Eljota... Dobra, miałem już nic na ten temat nie pisać - coś mi się wydaje, że zejdę z SoDrumatica i znajdę nową ofiarę... :P

OCENA: 4\6 


środa, 20 sierpnia 2014

SHOT - SALTO


Urban 2014

1. Salto 
2. Jestem u siebie   feat. JANKES
3. Pierwiastek 
4. Lalki
5. Huragan   feat. CZES   
6. Na zdrowy rozum 
7. Nieśmiertelnik   feat. HAJU
8. Ode mnie dla siebie 
9. Daj mi buziaka 
10. Ciemno  
11. Dziewczyna z sąsiedztwa   feat. OLA FLAI
12. Szatan     feat. PEERZET, OXON  
13. Nic bez przyczyny   feat. OLA FLAI, TMK aka PIEKIELNY    
14. Czeski film    feat. CZŁOWIEŃ
15. Nie odwracaj się    feat. PACIWO, CHT, ANEMIK
16. Per aspera ad astra 

    Wrocławski grillfunkowiec na tej płycie miał zmienić swój wizerunek. Miał wejść w nową jakość pod względem muzyki i pokazać, że jest świetnym i wszechstronnym producentem. Jednak przyjęcie 'Salta' pozostało nad wyraz chłodne, ludzie krytykowali za niespójność, niekonsekwencję i byle jakość. Aż się zainteresowałem, czy Shot dał rzeczywiście tak słaby strzał...
    Faktycznie, większość bitów na albumie pochodzi od samego Shota, ale wcale nie wygląda to tak, jakby produkcje robił ten sam człowiek. Style mieszają się naprawdę bardzo. Od klasyków po njuskul. Od syntezatorów po ostre, gitarowe riffy i inne żywe instrumenty. Większość z podkładów jest ok, choć razem robią dość karkołomne wrażenie - istne salto. Czasem te skrajności doprowadzone są aż do przesady, kiedy np. obok konkretnego, gitarowego 'Huraganu' mamy njuskulowy, prawie pozbawiony perkusji 'Na zdrowy rozum' z tragicznie wykonanym refrenem. Po czym znowu wchodzą ostre gitary w 'Nieśmiertelniku'. Klimaty zmieniają się jak w kalejdoskopie - syntetyki - gitary - melancholijne njuskule - poprockowe granie - Bóg wie co... A propos pop-rocka - koszmarny kawałek 'Daj mi buziaka' promuje płytę, robiąc chyba więcej złego, niż dobrego. No, chyba, że targetem było wzięcie za ryj remizowej publiki, bo to spokojnie można grać na potańcówkach jako rokendrolowy przerywnik między diskopolowymi hitami. To samo z 'Dziewczyną z sąsiedztwa'. Śmieszne, że pozostali producenci, czyli Konecki, Romański i Skaju wcale się w tym pierdolniku nie wyróżniają - w sumie, cokolwiek by nie zrobili, i tak wejdzie, bo tu jest wszystko. Nie no, kłamię - Romański ze swoim 'Szatanem' zrobił tu prawdziwy rozpierdziel, wygrywając konkurs na mega bit - sampel prowadzący rozpierdala. Fajnie, że parę razy pojawia się DJ Kaczy, który dodaje skreczami jakiegoś takiego stałego, niezmiennego wątku. Dziwnie jest. Wiele gitar, z drugiej strony sporo elektroniki... Ciężko ogarnąć.    
    Nie powiem, że Shot jest słabym rapperem. Nie jest. Ale świetnym też nie jest i nawet jeśli jego technika jest naprawdę niezła i flow doskonale płynie, to są tu jeszcze teksty i treść. No dobra, one też są naprawdę w porządku. To o co chodzi? Tak naprawdę nawet nie wiem, ale to jest jedna z tych płyt, gdzie po przesłuchaniu nie zostaje w głowie nic, poza tym, że nawet było nieźle. Shot jest prawdziwym rzemieślnikiem i choć nie można na niego narzekać, nie wywołuje również okrzyków zachwytu (no, linijka 'nie trzymają nas ramy jak damy z łasiczką' jest poważnie dobra). Sporo tu jest przemyśleń Shota na bardzo wiele tematów: Unii Europejskiej, wyborów życiowych, stosunków z kobietami, poszukiwania szczęścia - ale tak naprawdę to wszystko już było. Tu czy tam, wczoraj, czy 5 lat temu, ale było. Co do gości, których tu jest kilku, najlepiej ogarnął temat moim skromnym zdaniem Peerzet, ale wcale niesłabo wypadli Człowień i Oxon. Wyróżnia się również Czes, nie tylko niemiecko-polskim rymowaniem, ala także tym, że zrobił to dobrze. Cóż, strona werbalna jest nieco lepsza niż muzyczna - a przynajmniej bardziej spójna.
    Mam mieszane uczucia po lekturze tej płyty. Niby nie jest zła, ale sporo jej brakuje. Ta niespójność brzmienia faktycznie nieco drażni i przeszkadza w odbiorze i może nieco zaciemnia obraz całości. Shot lirycznie robi swoje, choć nie ma tu panczy, które zapadną ci w pamięć. Generalnie - przeciętny album, choć nie nazwę go złym. Jednak po tym salcie Shot jebnął lekką glebę.

OCENA: 3+\6


czwartek, 5 czerwca 2014

TOM SCOLDER - EP01

nielegal 2014

1. Przeszłość
2. Zgroza
3. Smutek
4. Czas ciągle płynie
5. Noc
6. Świt
7. Nadzieja
8. Myśl
9. Odpowiedzi
10. Moc
11. Wolność
12. Przyszłość

    Tom Scolder właśnie postanowił, że jest gotowy, aby pokazać ludziom to, co robi od kilku ładnych lat. Nie jest znany, bo większość jego produkcji nie ujrzała światła dziennego, ale to ma się zmienić. Płyty z instrumentalnym hip hopem rzadko wchodzą na dłużej w głowy - trzeba być naprawdę wybitnym bitmejkerem - artystą wręcz. Takich geniuszy możesz wymienić pewnie ok. 10, a i tu czasem znajdziesz wokalistów. 
    Akurat nie tutaj. Scolder pokusił się o wypuszczenie najciekawszych bitów, jakie zrobił i... fajnie, że się na to zdecydował. Producent wchodzi w taki klimat, który lubię na płytach instrumentalnych - to znaczy niezbyt długie numery, nie tylko oparte wulgarnie o zwykłą pętlę, wyciągniętą z winyla po dziadku, ale tu się coś dzieje. Perkusje nie są metronomem dla rappera, więc mogą być bardzo różne, mogą być agresywne albo popukiwać lekko w tle - zależnie od nastroju. A sample... polska muzyka rozrywkowa sprzed lat wydaje mi się tu dominować, ale nie sądzę, żeby Tom zamykał się li tylko w tych klimatach, bo wajby są przeróżne. Te dwadzieścia pięć minut to swoisty spacer po mieście: idziesz po ulicy, wchodzisz do parku, gdzie śpiewają ptaki i świeci słońce, siadasz w cieniu, obserwując życie i przechodzących ludzi, zastaje cię wieczór, rozmyślasz... Fajnie się tego słucha.
    Dobrze, że album wpadł mi w ręce, bo zarazem wpadł i w uszy. Dość krótki i nie przeładowany, a z drugiej strony ciekawie poskładany i bardzo przyjemny. Można tego słuchać, jak już wspomniałem, łażąc po mieście, ale i również siedząc na pomoście nad jeziorem, czy gapiąc się na zachód słońca w górach. Mam nadzieję na 02, 03 i dalej...

OCENA: 4\6

tu SOBIE POSŁuchaj biTÓW sCoLderA


poniedziałek, 26 maja 2014

KODEX - V ELEMENTS

Hustla Music 2014

1. Welcome To The WhiteHouse
2. Oczy Mona Lisy   feat. BUSZU, SITEK, DON GURALESKO
3. Pozostając Sobą   feat. KĘKĘ
4. Wierny   feat. PALUCH
5. Czarno Na Białym   feat. WSRH, PIH
6. Łowca   feat. TAU
7. #DavidMoyes  feat. QUEBONAFIDE, BONSON
8. 5-Ty   feat. POKAHONTAZ, GRUBSON, P.A.F.F. 
9. Carpe Diem   feat. W.E.N.A., VNM, SIWERS
10. Sinusoida   feat. GEDZ, HUCZUHUCZ
11. Już Tego Nie Robię  feat. SOBOTA, KAJMAN, RENA
12. Most Wanted   feat. BEZCZEL, Z.B.U.K.U, HUKOS & CIRA, JOPEL
13. Firewall  feat. PEJA, ŚLIWA, KROOLIK UNDERWOOD
14. Konsekwentnie   feat. LOU, AEREKA, FOLKU
15. Niepisany Kodeks   feat. MESAJAH, TALLIB, SZTOSS
16. Nie Ma Szans   feat. GRUBY MIELZKY, MIUOSH, VIENIO
17. Zrozum   feat. KAEN
18. Projektuję Sny  feat. TEN TYP MES, KUBA KNAP
19. Kod Bushido   feat. TRZECI WYMIAR
20. To   feat. SOKÓŁ & MARYSIA STAROSTA
        
    Każda kolejna płyta Kodexu elektryzuje społeczność hip hopową w Polsce. Tandem producencki wydaje się mieć patent na rozwalenie tej sceny za każdym razem, kiedy wydają swoją płytę producencką. Można się czasem czepiać tego i owego, ale zazwyczaj Kodexy wyznaczały trendy.
    Słuchając płyty, mamy pełny przekrój przez to, co robią na konsolecie Laskah i Magiera. a ci kolesie są na tyle doświadczeni, że spokojnie czują się jak ryba w wodzie w zasadzie w każdej stylistyce. Dlatego znajdziemy tu wszystko, co może być w nowoczesnym rapie. Z akcentem na hip hop nuskulowy i syntetyczny, jednak bez trapów i dupstepów. To przez cały czas prawdziwy rap, jednak grany z perspektywy producentów patrzących wprzód, a nie oglądających się do tyłu na bum bap. Czy to dobrze? Na pewno nie źle, choć nie znalazłem tu żadnego podkładu, który by mnie zachwycił, nawet jeśli rozstrzał klimatyczny zacznie się na Złotej Erze, a skończy gdzieś na ultranowoczesnym syntetyku. Za to świetną robotę czynią tu dje: DJ Eprom, DJ Flip, DJ Perc i DJ Chmielix. Ogólnie wchodzi mi to dość średnio i choć słucham tego po raz kolejny, nie jestem się w stanie przekonać do choćby jednego podkładu tak zupełnie.  
    Taki zbiór emce, jaki mamy na albumie, powinien zapewnić nam szokujące doznania i ekstatyczne wzloty. Gówno prawda. Jest tu tyle zwrotek, tylu raperów, że doprawdy trzeba trafić akurat czyjąś wybitną formę, żeby zwrócić na kogoś szczególną uwagę. White House postarali się zebrać na swoich bitach śmietankę naszej sceny, aby dać nam to co najlepsze. To ich prywatny wybór, choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kluczem tu była popularność raczej, niż rzeczywiste skillsy. Spośród nawału wykonawców ciężko mi było wybrać sobie te najlepsze, najbardziej wartościowe wersy - to i tak jest zwyczajny pokaz skillsów bitewnych, bo 90% zwrotek to bragga i pancze. Niewielu jednak rapperów mnie do siebie przekonało tak zupełnie. Byli to Tau w kawałku nieco wampirycznym, Quebo z Bonsonem, Rena (ku zdziwieniu), Bezczel, Cira, Mes wraz z genialnym Kubą Knapem, Trzeci Wymiar. No, nawet fajny jest ten regałowy trak z Mesajah, Tallibem i Sztossem. Reszta to zdecydowanie niewykorzystany potencjał liryczny i stylistyczny. No, na lekki plusik zarobili Vienio, Kaen, Kękę, VNM, Hukos, Śliwa (który zaczyna odnajdywać swój osobisty styl) i... tyle. Nawet nie wiem, czy to połowa składu gości. MAło? Mało. Słabo wykorzystany potencjał.  
    Bardzo jest to nierówna płyta. Ogólny rozrachunek wychodzi na plus, ale spodziewałem się totalnej rozjebki, natomiast dostałem porządną płytę, ale nieco rozczarowującą. Może za dużo się spodziewałem? Nie wiem. Podobno jest to ostatnia część Kodexu, a co będzie dalej - nie wiadomo. Może będzie ciekawiej, niż na Pięciu Elementach.

OCENA: 4\6


czwartek, 14 listopada 2013

MAM NA IMIĘ ALEKSANDER - NIE MYŚL O MNIE ŹLE

Fandango 2013

1.Intro – Young King
2.Skąd On się wziął
3.Tlen
4.Sukces
5.Znamy się
6.Zakochany w życiu na pół gwizdka
7.Zaufanie   feat. PIOTR ROGUCKI
8.Dom    feat. MIUOSH
9.Kaskader
10.Nie powtarzaj
11.Muszę zrobić to sam   feat. EGOTRUE
12.Nie myśl o mnie źle   feat. MAJA MAI
13.Zmieniłem się
14.Outro – Odpowiedzialność
15.Tlen (remix)
 
    'Skąd on się wziął' to tytuł, który doskonale obrazuje pierwsze wrażenie po wzięciu albumu do dłoni własnych. Jak zresztą sam raczył wspomnieć na płycie, legal spadł mu na łeb jak topór kata i niemal go zaskoczył. Fandango wygrzebało kolejnego rodzynka, który w zeszłym roku wydał epkę 'Moje Odczucia' - teraz postanowiono wydać go na legal, jako czarnego konia stajni.
    Produkcją płyty zajęli się tacy producenci, że doprawdy ciężko o lepszy zestaw. Bo są tu Szatt z nocnych Nagrań, Voskovy, Sherlock, Eljot, Stona, Markuszynsky, Eigus i Emes. Nieźle, co? No właśnie tak srednio, a nie nieźle. Owszem, są to niezłe traki, zwłaszcza od Szatta, ale pamiętać trzeba, że to bity na wskroś elektroniczne, brzęczące technicznymi instrumentami z niewielkim dodatkiem zwykłych instrumentów. Na pewno nie wszytskim będzie to odpowiadało, choć przyznam, że czasem brzmi to wielce intrygująco - zwłaszcza podkłady Markuszynsky'ego.
    Trudno oprzeć się wrażeniu, że MNIA sporo czerpie ze spuścizny (o ile tak można powiedzieć) po Biszu i tym podobnych filozoficznych akcjach. Aleksander jest dobrym rapperem, ciężko nazwać go emce, bo nie taka jego rola. On tu używa rapu jako środka przekazu, a nie jest mistrzem ceremonii. Nie jest charyzmatyczny, nie pociągnie tłumów, ale płonie w nim wewnętrzny ogień, każący mu pluć emocjami, wyć i krzyczeć. Smaku dodają tu niebanalne rymy i wersy pełne filozofii - może czasem zbyt pokrętne, ale wystarczająco intrygujące, aby przykuć uwagę. I w zasadzie mogłoby nie byĆ tu gości w ogóle - no, może Piotr Rogucki z zespołu Coma nadał 'Zaufaniu' świeżego powiewu. Ale taki Miuosh zupełnie mi przemknął, tak jak Egotrue - MNIA jest całkowicie samowystarczalny i nie potrzebuje gości - no, może poza śpiewającymi.
    Aleksander jest na pewno ciekawą postacią na naszej scenie. Nie wszystkie kawałki są tu jakieś świetne, ale wszystkie są ciekawe i warto posłuchać MNIA, bo ciekawie prawi. Myślę, że coś z tego będzie i kazda kolejna płyta będzie jeszcze lepsza. w każdym razie, warto album sprawdzić, bo jest to.

OCENA: 4\6   


niedziela, 3 listopada 2013

A.D.H.D. - ALKO DRAGI HAJS DZIWKO


nielegal 2013

1. Piekielny krąg
2. Kesz i Tango
3. Wino, kobiety i śpiew
4. Puk, puk
5. Lej ją w pysk   feat. ROYAS, HEMO, ICE
6. Daj im znać    feat. DEMON
7. To co wabi nas   feat. ICE
8. Huby   feat. ICE, ROYAS
9. Wiem, że można   feat. SZMEKU
10. To tu
11. Niech się jara
12. W mroku żar

    Wrocławski skład ADHD, czyli Alko Dragi Hajs Dziwko to Freon, Mustafa, Strach i Opiat. Swoim nielegalem narobili wystarczająco dużo szumu, żeby dwa miesiące temu przygarnęła ich wytwórnia Stopro. Ja nawet nie wiem, czyt to jest jakaś pełnoprawna płyta - ot dostałem materiał w mp3, kawałki, które hulają po necie i lud się nimi jara.
    Za całość brzmienia odpowiada niejaki Ice, tylko jeden trak popełnił Opium. Kto by tego nie robił, to muza klubowo imprezowa, pełna syntetycznych brzmień spod znaku trap i crunk. Czasem te podkłady są mocno progresywne, wyjące jakimiś efektami z komputera, czasem oparte na orientalnych klimatach, czasem prawie uładzone i dość oczywiste - w każdym razie to muzyka dla fanów grania z południa USA. Fakt, że u nas jest coraz więcej wykonawców, idących tym tropem (trapem?), ale nie wszyscy są na poziomie odpowiednim do przyjęcia ich bez bólu. Muzycznie ADHD jest ok.
    Co ważniejsze, patrząc przez pryzmat trap muzik, mamy do czynienia z jednymi ze sprawniejszych rapperów, reprezentujących tenże właśnie styl. Każdy z adehadowców ma inny styl i inny głos, dzięki czemu wokale się nie nudzą, tym bardziej, że czasem próbują podśpiewywać, ułożą sprytny, wpadający w ucho refren. Tematyka za to jest mało urozmaicona: doskonałym podsumowaniem stanu rzeczy jest tytuł kawałka 'Wino, kobiety i śpiew' - zaiste, ciężko znaleźć tu gadkę o czymkolwiek innym, co w zasadzie czyni płytę albumem czysto imprezowym. I pewnie takie było założenie. Gości jest tylko paru, to sam producent i kilku koleżków zespołu - poza Szmekiem, który wyróżnia się swym flow i głosem (nie koniecznie in plus, czy minus, po prostu robi to inaczej), reszta niewiele wnosi nowości na płytę.
    Nie dziwię się, że Stopro się zainteresował składem - to album bardzo w stylu szczecińskiego labelu. Impreza trwa prawie godzinę, rzadko kiedy zwalnia i w sumie jest całkiem ok. Jak lubisz te trapy, to kładź na tym łapy - że tak to ujmę.

OCENA: 4-\6


sobota, 21 września 2013

KOŚCIEY - CIEKAWE PRZYPADKI CZŁOWIEKA NIZIOŁA

Dwaem Music 2013

1. Ciężko żyć, ciężko być...
2. Trzy-Zero-Dziewęć (Swag jak skurwysyn) 
3. Wrzucam piąty bieg... 
4. Święci      feat. HOMEX, MAZZIEH 
5. Tańcz tańcz ruro 
6. Jak przez mgłę 
7. Inna niż wszystkie?
8. Life is good 
9. Złoty dzban 
10. Zanim zabierzesz głos    feat. PRYS, JOT 
11. Pytają mnie...

    Ile czasu nagrywa Kościey? Ile nagrał płyt? Ciekawe, czy on sam wie dokładnie. Rapper działa już dość długo na wrocławskiej scenie, ale nigdy nie miał szczęścia, aby przebić się dalej na solo, bo oczywiście pomijam średnio udaną płytę Wrooclyn Dodgers. Ok, na portalach ktoś tam się jarał, ale, nie oszukujmy się, kto chce słuchać nołnejmów?
    No dobra, kogo z producentów kojarzę? Udara. Kim są Romański, Anemik, Grzesiek Label i pMx dowiedziałem się dopiero teraz. I wcale nie żałuję. Muzyka na tej płycie jest niezwykle świeża, stanowi niezwykle udaną mieszankę tradycyjnego hip hopu z nowoczesną elektroniką. Jednak, na szczęście, nie są to mdłe podkłady, rozwleczone po ścieżkach, pozbawione konkretnych perkusji. Tu wszystko ma swoje miejsce, choć taki Romański trochę przesadza (patrz tragiczny podkład do 'Inna niż wszystkie?'), ale np. Grzesiek pokazuje dobre skillsy za konsoletą. Świeżo, ale generalnie bez przekraczania przyzwoitości granic.
    Kościey pokazuje na płycie, że ma styl i technikę. Moduluje swój dość wysoki głos, aby nie było monotonnie i nudno. Zmienia barwę zgodnie z emocjami właściwymi dla tematu - a owe tematy są bardzo różne. Raz Kościey opowiada, że ma zajebisty swag, bo jeździ starym Peugotem 309, innym razem opowiada o dziewczynach w swoim życiu, a za chwilę drwi z korporacyjnego stylu. Rapper potrafi być złośliwy, czasem wręcz wulgarny, ale nie można mu odmówić inteligencji i umiejętnego wykorzystania rymów. Co ciekawe, znani goście: Jot i Prys wypadli dużo słabiej, niż ci, o których wcześniej nie słyszałem, czyli Homex i Mazzieh.
    Płyta Kościeya jest całkiem niezła, ale nie powaliła mnie na kolana do tego stopnia, żebym się tarzał z zachwytu. Owszem, warto było posłuchać, a nawet wrócić, bo album jest fajny, jednak ku końcowi wydaje się, że pomysły zaczęły się kończyć i przestaje być juz tak ciekawie. Tak czy owak, 'było warto'.

OCENA: 4\6


poniedziałek, 16 września 2013

FLEZ BEATS - TAK SIĘ TOCZY CRUNK

Pride Land 2013

1. Intro  feat. DJ PRESTIŻ
2. Toczę to    feat. GŁOS GDW
3. Grzech   feat. KOWALL 
4. Strzał skit
5. Tak się toczy crunk   feat. CZUBSON
6. Stopp!   feat. MR. C
7. I'm rider    feat. J-THURO
8. Nie wkurwiaj panicza   feat. CZUBSON
9. One moment skit
10. Przyczyny   feat. CHEETOS, ENES
11. Potencjometr   feat. CZUBSON
12. Armia   feat. KOWALL
13. Machina 71   feat. MAKU, KRISTO, KOWALL, CZARO, DJ KUART
14. Moja energia   feat. KOWALL, CZUBSON, MIGOT, EL, CHEETOS, GŁOS GDW
15. Życie na poziomie    feat. GŁOS GDW, GOŁĄB
16. System operacyjny   feat. ZELO PTP, KACZY
17. Enemies skit
18. Michael Ross   feat. MIGOT, DJ SELI
19. Bars    feat. MICHAEL NIXX
20. Otwórz oczy   feat. KOWALL
21. Outro

    Fleza pewnie większość osób nie kojarzy - jeśli już, to albo z Wrocławia albo ten ktoś jest fanem tytułowego stylu crunk. Sporo osób jest w skrajnej opozycji wobec tego stylu, ale ma on jednak u nas w kraju całkiem pokaźną rzeszę fanów, do której Flez adresuje ten album. Mnie crunk i południowe klimaty nie przeszkadzają - niektóre płyty lubię, czasem nawet bardzo, a niektóre to syf i kiła. Jak wszystko.
    Jak sam Flez wspomina, jego ulubieni artyści to Lil Wayne, Juicy J, 2 Chainz, Tyga, czy Wacka Flocka Flame. Już wiecie? Cykające, pudełkowe perkusje, syntetyczne dźwięki, powykręcane brzdąkania i spora dawka energii. Wyją syreny, kląskają werbelki. To taka typowa trapowo-crunkowa muzyka, której pewnie nie powstydziliby się gracze z Memphis i okolic. Owszem, nie dotrze to do większości, ortodoksyjni fani rapu z lat Złotej Ery oplują produkcję ile wlezie. Ale to nie o to chodzi, bo to gówno nie jest dla wszystkich. Ogólnie, muszę stwierdzić, że Flez ma wyczucie umie wejść w południowoamerykański klimat - choć nie zawsze te bity są fajne i bujające, bo np. taka mieszanka techno z disco polo w 'Potencjometrze' jest niestrawna zupełnie.
    Flez zgromadził tu kilkunastu rapperów, którzy z założenia świetnie odnajdują się na połamanych, cykających podkładach. Jest tu zatem Kowall, który nigdy nie trafił w moje gusta. Flez wyprodukował mu większość albumu w zeszłym roku, więc jasne, że po znajomości współpraca toczy się dalej. Ok, w 'Armii' wypadł całkiem całkiem. Są całkiem nieźli Głos i Czubson, którzy napędzają album. Znalazł się tu J-Thuro prosto z Brooklynu. Dziwne byłoby, gdyby nie trafił tu ktoś z PTP, która słynie z podobnych klimatów - tu mamy Zelo. No i poza tym, mamy całą plejadę nikomu nie znanych rapperów, z których jedni są lepsi, inni nie powinni się w ogóle wysilać.
    Odbiór albumu nastąpi w trzech rodzajach: ci, co nie znoszą nowoczesnego hip hopu, trapów i kranków, nawet tego nie tkną. Ci, którym to obojetne, sprawdzą i powiedzą, że może być. Za to ci, co uwielbiają taki stan rzeczy, będą się jarać mocno. Bo obiektywnie patrząc, jest to jedna z lepszych crunkowych płyt w naszym kraju. Jak dla mnie - może być.

OCENA: 4-\6 


niedziela, 2 czerwca 2013

TEMATYCZNIE - TEMATE

Lucky Dice 2013

1. Gram O Wszystko                                    
2. Przyszło Z Wiekiem   feat. MESAJAH, HADES          
3. Dowody Naszej Pasji   feat. DANNY, TEDE          
4. Gdyby Skille Się Sprzedawały    feat. VNM        
5. Sami Dla Nas Samych                              
6. Trzęsiemy Miastem  feat. ONAR, BUSZU          
7. Lepiej Przestań   feat. BONSON                    
8. Gdzieś Daleko    feat. SZTOSS                       
9. Powiedziałem Nara                                
10. Nie Chcę Spadać W Dół   feat. SITEK, STOCHU       
11. Nic Na Pokaz                                    
12. Kto Daje Grze Tlen   feat. BUSZU                  
13. Mamy Źle W Głowach                                 
14. Nie Czuję Nic Już  feat. HAJU HAJS, SMAKU

    Od jakiegoś czasu ucichło nieco o Temate, a on tymczasem zaszył się w studio na ponad 2 lata i zaczął nagrywać swój album. Po płytach z Hensonem i DJ Proxem, czas na kolejną płytę, tym razem sygnowaną tylko własnym imieniem, za to z większą ilością producentów.
    Czy to jest lepszy pomysł, zaprosić na krążek tyle osób do robienia bitów? Cóż, wszak są to MZG, Chmurok, Kaerson, Fazi Jr, Bejotka, Buszu, Zdolny i Rockets... No i odpowiedź jest również mało jednoznaczna, bo i tak i nie. Podkłady klasyczne, oparte na samplach (MZG, Bejotka), mieszają się z tymi nowoczesnymi: zatem jest niespójnie - ale zarazem zróżnicowanie. Przy czym należy zauważyć, że tych bardziej modernych jest sporo więcej, ale nie są to połamane techniawki, a do tego są złamane szczyptą skreczy od takich ludków, jak DJ Jarzomb, DJ Te, DJ RazDwa, DJ Kebs i DJ Prox. Jednak, nawet jeśli muza jest nowsza, nie musi to oznaczać, że jest zła, o nie! Wystarczy sprawdzić podkłady Chmuroka (Przyszło z wiekiem), czy Kaersona (Dowody naszej pasji)! Ale z drugiej strony jest kilka... wpadek? Podkład do 'Lepiej przestań' pewnie jest niezłym żartem, jednak pasuje tu jak pięść do nosa. 
    Tak więc zależy, kto co lubi, ale w kwestii lirycznej takie tłumaczenie może nie przejść gładko. Bo tutaj rozstrzał tematyczny (sprawdź ten hasztag!) jest na tyle duży, że aż teksty wykluczają same siebie... Z jednej strony liczą się skille, prawdziwe życie, już dorosłem, a tu za chwile 'studio, blanty, nagrywki, tak robię fejm!'. To o co kurwa chodzi? O zasrany fejm, czy o prawdziwe skillsy? Niby jest na poważnie, ale parę traków jest zdecydowanie z przymrużeniem oka, z tym, że zupełnie bez ostrzeżenia. Przyznać trzeba, że Temate trafił z gościnnymi występami. Śpiewający Mesajah, Sztoss i Danny robią kawałki refrenami. Większość emce zaś zaliczyła niezłe występy - może poza coraz bardziej beznadziejnym Onarem. Również Bonson jakoś się nie wstrzelił, ale z drugiej strony Buszu ma tu swoje pięć minut.
    Temate chciał chyba złapać zbyt wiele srok za ogon za pomocą tego albumu. Dwa lata pracy i okazuje się często, że jak się za długo coś robi, to produkt nam się spali, jak pizza w piecu. I trochę tak jest i tutaj: kawałki wzajemnie się wykluczają, Te raz mówi to, raz tamto, nie wiadomo do końca, czy kilka z numerów to żart, czy jak je traktować. Jednak jest to całkiem niezła płyta. Tylko Temate mógłby się na coś zdecydować...

OCENA: 4\6


środa, 20 marca 2013

DADA - CRUZ & ZASPAŁ


nielegal 2012

1. Do ludzi
2. Banany
3. Bababa
4. Gagagaz
5. Strumień nieświadomości
6. Bez reszty oddany
7. Hometpoet - kościotrupy
8. Ometeotl
9. Hometpoet - jeleń
10.Król szczurów 
11.Szpetni dwudziestoletni (rmx Eufoteoria)
12.Ometeotl (rmx synth)
13.Strumień nieświadomości (rmx Zioło)

    Po prawie roku od wydania 'Sztuki Naiwnej', Cruz i Zaspał postanowili nie zasypiać gruszek w popiele, tylko iść za ciosem, jakim okazała się debiutancka płyta. Była, owszem, niezła, choć mnie nie rzuciła na ziemię - może tym razem?
    Zaspał jest nadwornym producentem duetu - ok. Tym razem jednak jego podkłady są, a jakże, dominujące, ale oprócz jednego kawałka DMTR'a, mamy jeszcze trzy remiksy, z czego jeden kawałka z poprzedniej płyty. Muzycznie płyta jest posunięta o wiele dalej, niż poprzedni krążek. Minimalizm, wsparty dziwacznymi dźwiękami, co brzmi czasem jak garść śrubek w słoiku po majonezie. Jasne, że nie wszystkie - bit do 'Bababa' jest świetnym hiphopowym, klasycznym trakiem. Muzyka jest więc zróżnicowana - klasyczne brzmienia, których jest jednak nieco mniej, przeplatane są elektronicznymi podkładami, z których niektóre są zupełnie odjechane i nie będą się podobać części słuchaczy. Nie szkodzi, to nie jest album dla wszystkich. Muzyka jest na tyle ciekawa i ambitna, że na pewno znajdą się fani.
    Cruz przypomina mi tu mieszankę Kazika z Dannym i jakimś młodym gniewnym mikrofonu. Popieprzone i obrazoburcze teksty mają za cel nieco szokować, trochę skłaniać do przemyśleń, a także może i wkurwiać. Mamy tu świetny 'Bababa', mamy pozmyślany 'Do ludzi', socjologiczny 'Gagagaz', czy wyśmiewający rapową scenę 'Król szczurów'. To fantastyczna podróż przez głowę Cruza, jednak musisz uważać, żeby się nie zgubić, bo labirynt jest nielichy.
    Zaskoczyła mnie ta płyta zmianą kursu na... taki bardziej po bezdrożach, ale dzięki temu taka wyprawa jest urokliwa i intrygująca - tak jak muzyka Zaspała oraz wizje Cruza. Jak dla mnie, 'Dada' jest sporo lepsza od 'Sztuki...' i wiele propsów dla chłopaków za odwagę i dontgiwafakizm.   

OCENA: 5-\6


wtorek, 26 lutego 2013

KAMIEŃ MILOWY - MILO MAILO

Lion Stage 2013

1. Je Jo
2. Czas
3. Ślad
4. Kamień Milowy
5. Nie Dam Wam!
6. Demon     feat. ZGAS, DJ REALLY
7. Mieszkańcy Planety Ziemi
8. Walka O Byt
9. Nie Zapomnę    feat. YANAZ, MESAJAH
10. Równowaga    feat. PAXON
11. Vibe    feat. MARLENE JOHNSON, VERTE 
12. Projekt    feat. JOT, DJ REALLY
13. Życie Na Pokaz feat. MESASJAH, VERTE, WB MOTYW
14. Robię Rap    feat. ONE MAN ARMY
15. Muza     feat. ASIA KWAŚNIK
16. Jestem feat. DJ REALLY
17. Plaża

    Wrocław nie dość, że trzyma się razem, to jeszcze ma nadal całkiem silną pozycję na scenie. To nie jest to samo, co jakieś 15 lat temu, kiedy 71 rządził polską sceną. Teraz Wrocław atakuje znienacka, lecz nie zawsze trafia w punkt - ostatnio powiedziałbym nawet, że niemiłosiernie pudłuje. Ale płyta Milo Mailo spodobała mi się z... okładki, dlatego postanowiłem ją sprawdzić (to znaczy, i tak bym sprawdził, ale okładka mi się spodobała na tyle, że sprawdziłem wcześniej, niż później).
    Grand Papa Dziad jest osobistością znaną nie tylko we Wrocku, ale dzięki współpracy z Kastą i Guralem, rozpoznawalną w całej Polsce. Robi niezłe, nowoczesne bangery, takie bity z mocnym pierdolnięciem, czasem z regałowym wajbem. Wprawdzie muzyka jest spójna, ale na tyle zróżnicowana, żeby się nie nudziła, bo GPD używa wielu różnorodnych sampli i potrafi wytworzyć i klimat hardkoru tak samo, jak czilautu. I to jest ważne, bo muzyka jest tym plusem płyty. Zwłaszcza ze skreczami DJ Really.
    Nie chcę twierdzić, że Milo jest minusem, nie, nie jest tak źle. Ale rapper jest z kolei raczej wtórny i nie prezentuje niczego świeżego. Ja wiem, że powiedziano w rapie bardzo dużo i ciężko wynaleźć coś zupełnie nowego, dlatego nie twierdzę, że MM jest kiepski. Jest zwyczajny i robi swój rap. Czasem kombinuje z flow, czasem walnie jakiegoś klocka lirycznego, ale ogólnie słucha się go ok. I dobrze. Na bitach GPD wypada porządnie, a kiedy jeszcze w kompanii znajdują się regałowcy, czy obdarzona pięknym, głębokim głosem Marlene Johnson...
    Mamy więc kolejną w tym roku, niezłą płytę, która i tak pewnie przepadnie, bo niewiele osób po nią sięgnie. Czy warto? To całkiem niezła płyta, choć bez szału. Gdyby ktoś się nudził, chciał posłuchać czegoś nowego - to może spokojnie sięgnąć po 'Kamień Milowy', ale musi wiedzieć - tytuł kłamie.

OCENA: 4\6


piątek, 8 lutego 2013

SZTUKA NAIWNA - CRUZ & ZASPAŁ

nielegal 2012

1. Zeszyt rymów
2. Szpetni dwudziestoletni
3. Pomiędzy
4. Panna Atropos 
5. Obcość
6. Ranki    feat. CHRUST
7. Głos
8. 1984    feat. BISZ
9. A
10. Afizyczność
11. Pozmieniało się    feat. LAIKIKE 1

    Cruz i Zaspał - ileż to się człowiek naczytał o tej płycie. Aż się zdziwiłem, że jeszcze jej nie opisałem! Malborsko-wrocławski duet zatrząsł środowiskiem gdzieś na początku roku i choć stwierdzono, że nie jest to ideał, duet zebrał tyle propsów, że ciężko je było pomieścić. Warto?
    Warto po raz pierwszy, kiedy słucha się totalnie klimatycznych podkładów Zaspała. Ksywka producenta nie ma nic do rzeczy - on nie zaspał, ma oczy szeroko otwarte na to, co w rapie piszczy. Elektroniczne brzmienia, brzęczące przestrzenie, melancholijne klimaty... Trochę pachnie downtempem i podobnymi klimatami. Nie jest to złe, co więcej, jest to bardzo ciekawe, choć może nużyć fakt, że produkcja jest podobna w każdym kawałku. Ale prawdą jest też to, że stanowi doskonałe tło dla Cruz'a. Do smaku dodane są skrecze DJ Ace'a, szkoda, że tylko w dwóch kawałkach - ale za to konkretnie.
    Cruz ma takie no-flow, że doskonale odpowiada ono jego tekstom. Ciężkie, przygnębiające treści, traktujące raczej o ciemniejszych stronach życia. Nie o życiu na ulicy i hustlowaniu, ale o przygnębieniu, smutkowi i szarzyźnie życie. Depresyjnie, jesiennie i samobójczo. I jeszcze ta erudycja Cruza, która będzie odpychać gimnazjalistów, kasjerów Biedronki i inne niedoedukowane persony. Cruz wymaga od swoich słuchaczy wiedzy o świecie, znajomości literatury i umiejętności wyłapywania abstrakcyjnych odnośników. To może być trudne, ale warto się zagłębić w szaro-bury świat Cruza.
    Ciężko trochę ocenić płytę, bo jest to twór nietypowy. Na pewno warty przesłuchania i przemyślenia. Trochę może męczyć nawałą rzeczy do przemyślenia, ale nadal jest to rzecz, którą należałoby zgłębić.        

OCENA: 4+\6