Pokazywanie postów oznaczonych etykietą palmer eldtrich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą palmer eldtrich. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

ESTRAGON & PALMER ELDRITCH - GOLEM

Skwer 2015

1. Lucian Freud
2. Golem
3. Charlie Brown
4. Mikael
5. Pin I Zielony
6. Ostatni Dzień Lata
7. Rzeczy, Które Robię Będąc Martwym
8. Suicide Girl
9. Nareszcie Jesteś
10. Jazz

    Płyty PE i Estragona to dość ciężki orzech do zgryzienia dla zwykłego zjadacza rapu w kraju. Poprzedni olbrzym okazał się golemem, i o ile poprzednim materiałem jarali się wszyscy, że taki progres i alternatywa... A druga płyta wyszła i cisza. W zasadzie Golem okazuje się być tym prawdziwym golemem na glinianych nogach. Jak jest naprawdę?
    Palmer Eldritch to duet z innej galaktyki. Ich podkłady sa niczym odyseja kosmiczna, a ty obserwujesz gwiazdy z pokładu swojego statku. Przelatują błyski elektronicznych lampek, okraszonych dźwiękami z syntezatora. W tle coś brzęczy i burczy, lekko stuka, imitując perkusję. Tworzą się przestrzenie, pobrzdękuje gitara Digana. Ale czy to jest rap? I tak, i nie. Mocno alternatywny, pomysłowy i pełen 'soulu' (czy też duszy, ale nie wiem, czy polskie słowo oddaje właściwie ten flejwor, bo przecież polskie 'smak' nie oddaje tego, czego powinno, tak?), ale długi i beznamiętny, właśnie jak podróż przez bezmiar kosmosu. Dobrze, że to niecałe 40 minut, bo nie zmienia się tu tempo, nie zmienia się instrumentarium, nie zmienia się klimat. W zasadzie zaciera się granica między kawałkami i wszystko leci na jednym poziomie. Całkiem interesującym, ale dość monotonnym. Jedyna rodzynką w tym cieście jest 'Jazz': szalony, awangardowy kawałek, będący prawdziwą spuścizną po tym gatunku.        
    Pierwsze pytanie, jakie powinniśmy sobie postawić, to czy Estragon jest raperem, czy poetą? W sumie, to nie ważne, bo i tak nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. To w większości białe wiersze, melodeklamowane na tych przestrzennych podkładach od Palmer Eldritch. Estragon potrafi opowiedzieć swoim wierszem o wszystkim, ale w sposób zawoalowany. Już wejście o malarzu Lucien Freudzie mnie rozwalił, bo to bardzo mistyczny kawałek i do tego napisany pięknym językiem, bardzo intrygujący i wyzwalający obrazy. Estragon to naprawdę namalował. Kolejny numer, robiący wrażenie to okładkowy Charlie Brown, z przemyśleniami na temat dziecięcych problemów, ukrytych pod pozorem normalności oraz o pozostaniu dzieckiem do późna. Rapper \ poeta wrzuca bardzo dużo słów encyklopedycznych, szasta nazwiskami filozofów, artystów i innych osób, a właściwe zrozumienie tekstów może przysporzyć zabawy na długie godziny...   
    Męczące? Może. Trudne? Na pewno. Intrygujące? Jeszcze jak! Ta płyta to rzecz, która zawsze będzie leżała nieco z boku i nie każdy odważy się po nią sięgnąć. A nawet jeśli, to nie każdy będzie na tyle wytrwały, żeby przez nią przebrnąć. No bo i owszem, ten materiał ma swoje wady, ale nie da się ukryć, że jest bardzo ciekawy. Podoba mi się dużo bardziej, niż poprzedni. Najlepsze traki? 'Lucian Freud' i 'Mikael'.

OCENA: 4\6


wtorek, 18 lutego 2014

PALMER ELDRITCH - NAGRANIA DLA ANDROIDÓW

skwer 2014

1. Rektascensja   feat. MAN FROM SOUND
2. Rage Against the Morons   feat. WYRAZ
3. Ślepe naboje   feat. CRUZ
4. Bruno’s Escape   feat. JUSTYNA SYLWIA
5. Mur   feat. KECAJ
6. Kołatki   feat. MATEUSZ ANDAŁA
7. Trzeci stygmat   feat. JEŻOZWIERZ
8. Speaking Animals of the Eden   feat. VOICE OF LORD
9. Niepewność   feat. WAZON
10. Taki sen   feat. ESTRAGON
11. T.Love   feat. FACZYŃSKI
12. Szimano   feat. ROMAN BORYCZKO
13. Pętla życia   feat. NIEZNANYKLARENZ
14. Stalker   feat. KIDD
15. Kiedy łapię za mikrofon  feat. KLATKA 19

    Producencki tandem, Raph i digan, wydali dość długo oczekiwany album producencki. I spotkał się on z oszałamiającym przyjęciem, dzięki czemu skwer.org znowu odniósł sukces - może nie finansowy, ale na pewno mentalny. Przyjęcie raczej wśród słuchaczy, niż krytyków i 'krytyków', ale nie szkodzi, i tak sprawdzić ten album to konieczność...
    Palmer Eldritch to duet robiący bardzo specyficzną muzykę, wielowątkową i mieszający gatunki. Mamy tu więc sporo elektroniki, żywych instrumentów, dziwnych wkrętów i odjazdów w kierunku dowolnym. Nie wszystkie traki są z wokalami: czasem goście oznaczają kolejnych muzyków, bądź producentów. Klimaty są tu wyjątkowo poszatkowane, bo po wejściowej 'Rektascencji' wchodzi ostry banger w stylu Rage Agains The Machine, oparty o ciężkie gitary,a  zaraz alternatywny hip hop 'Ślepe naboje', gdzie obok zwyczajnych okresów rapowej muzyki wchodzą solówki na poszczególnych instrumentach. A zaraz za nimi drepcze 'Bruno's escape', elektroniczny kolaż z damskim wokalem, który przypomina mi mieszankę DJ Krush z DJ Shadow. I minimalistyczny 'Mur', czy pokurwiony totalnie (bo nie mam innego słowa na to coś) 'Speaking animals of heaven'. I dalej, i następne przeplatanki paranoicznych brzmień, które rzeczywiście brzmią jak soundtrack do opowieści o życiu pary robotów, które chciałyby być ludźmi i starają się zachowywać jak oni, ale niestety nie mają uczuć, więc wszelkie emocje udają. Tak, Phillip K. Dick się kłania i jego pokręcone pomysły.   
    Skoro to płyta producencka, na mikrofonach mamy gości zaproszonych. W kawałku wyraźnie inspirowanym RATM, Wyraz wchodzi idealnie w nastrój i niszczy system z pasją wykrzyczanymi wersami. Cruz mnie zdecydowanie rozczarował, bo zamiast płynąć, po skądinąd normalnej perkusji, wyje i wrzeszczy, rwie wokal, mówi... Bardzo mnie zmęczył. Tak jak Justyna Sylwia. Dopiero Kecaj wszedł jakoś lepiej i uspokoił rodzącą się paranoję. Pojawiają się tu slamowi Mateusz Andała i Roman Boryczko, świetny (bodaj najlepszy tutaj) Jeżozwierz, nieco dziwny Wazon, nieźle ogarniający majka Estragon, Nieznanyklarenz (na tym bitboksie!!), Klatka 13 (najlepsze pancze :D) i jeszcze lepszy Faczyński... Ciężko również jednoznacznie określić teksty, a cytować cokolwiek jeszcze gorzej, bo to fantastyczne, czasem fantasmagoryczne wersy, które trzeba bardzo często przetrawić po kilkakroć. Ale to trudne zadanie...
    To płyta, gdzie nic nie jest oczywiste. Rockowe gitary przeplatają się z cichymi, ambientowymi plimkaniami i agresją syntetycznych rzężeń. Rymy z kolei zmieniają się we wrzaski, śpiewy, recytacje lub zanikają w ogóle. Nie jestem pewien, czy jest to album przemyślany w 100%, ale, jak to u Phillipa K. Dicka bywa: nic tu się nie trzyma kupy i przez większość czasu nic w chuj nie kminisz. Nie do końca leży mi ten album, ale doceniam oryginalność. Obiektywnie...

OCENA: 4\6

POSŁUCHAJ

niedziela, 18 sierpnia 2013

ESTRAGON & PALMER ELDTRICH - OLBRZYM

Skwer 2013

1. To oślepiające nieobecne światło
2. Galapagos
3. Bzzz
4. Potencjalnie
5. Ćma pawica
6. Chodźmy tańczyć

    Niecodzienny duet. Palmer Eldtrich to producencki duet, składający się z Rapha i digana, wprawdzie zaczynający od hip hopu, ale grający teraz każdy z ambitniejszych gatunków muzycznych. Mają na koncie 5 albumów. Estragon zaś to jeden z najbardziej rozpoznawanych twórców stylu spoken word, koncertujący na całym świecie. Skwer poczyna sobie coraz bardziej ambitnie, ale i... niszowo.
    Muzyka od PE to nie jest hip hop. Może inaczej, niby jest, ale tak nieoczywisty, że ciężko go sklasyfikować jako cokolwiek. To jest po prostu muzyka. Taka muzyka, którą spokojnie można puścić sobie wieczorem, w pokoju oświetlonym małą lampką i zapaść w letarg. Krótki, bo niespełna 20-minutowy, ale jednak. Perkusje? Są. Równie mało oczywiste, jak cała reszta. Na pewno nie są dobrym podkładem do rymowania, ale Estragon nie potrzebuje takich bitów. Przestrzeń wypełniają dźwięki świata, niekoniecznie instrumenty - wszak muzyka nas otacza i zagrać da się na wszystkim, prawda?
    Jak powiedziałem, Estragon nie potrzebuje typowych rapowych podkładów, bo sam nie jest typowy. Czy jest on rapperę? Absolutnie. Absolutnie tak i absolutnie nie. Jest tak samo nieoczywisty, jak ta muzyka. Jego liryka niekoniecznie się rymuje - nie musi, przecież to spoken word. Zamiast panczy i oszałamiających wersów, Estragon maluje słowami ruchome obrazy, pokazujące ludzi w krótkich sytuacjach, często dosyć smutnych i melancholijnych, nawet tragicznych w swojej bezradności i smutku. To nie są wesołe historyjki, one nie mają bawić, mają skłonić do refleksji i zadumy. Mają tak samo jak podkłady, przenieść Cię w letarg i zahipnotyzować. Jak światło ćmę.  
    To płyta dla wybranych - przy czym ona sama wybiera sobie słuchacza. Na pewno nie odniesie ona sukcesu na scenie, bo ludzie nie chcą słuchać trudnej poezji. Przynajmniej niewielu. Do mnie akurat to przemówiło i słucham tego materiału z przyjemnością, choć zdaję sobie sprawę, że jestem raczej nielicznym przykładem. Na pewno płytę dostrzeże krytyka. Fani rapu - nie bardzo. Ale to ciekawy album i warto go sprawdzić, bo a nuż...?

SPRAWDŹ, CZY PŁYTA WYBRAŁA CIEBIE NA SŁUCHACZA

OCENA: 4+\6