Pokazywanie postów oznaczonych etykietą step. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą step. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

REST - WIARA NADZIEJA MIŁOŚĆ

Step 2015

1. Start 
2. REST 
3. Wiara feat. BEZCZEL, ERO
4. Póki co
5. Czarna Wizja
6. Odpowiedzialność feat. PIETRAS  
7. Daj Boże 
8. Nie powiem Ci jak żyć feat. POLSKA WERSJA, SAFUL   
9. Nadzieja    feat. EMAZET 
10. Najwyższa wartość feat. SOWA, KACPER, KALI, JONGMEN, MICHRUS, DAWIDZIOR 
11. Dokąd idę?
12. Sam Wiesz feat. DuUDEK P56 
13. Nie Pozwól feat. NIZIOŁ, ŻABA, KAFAR 
14. Miłość feat. MARLENA PATYNKO
15. REST (Wilkulon Remix)
16. Nie pozwól feat. NIZIOŁ, ŻABA, KAFAR (DNA Remix)
17. Najwyższa wartość feat. SOWA, KACPER, KALI, JONGMEN, MICHRUS, DAWIDZIOR (DNA Remix)
18. Daj Boże (Wersja archiwalna)

    Tak to już jest, że jak w grupie jest dużo rapperów, to po sukcesie wspólnych płyt ekipa zaczyna iść na swoje i każdy próbuje realizować własne wizje, na które w zespole nie byłoby szans. Dlatego pod koniec roku dostaliśmy kolejną solówkę z szeregów Dixona. Płyta Kafara niewiele różniła się od dokonań D37, więc nie miałem złudzeń, że tu będzie inaczej.    
    Rest zgromadził na swojej płycie całą paletę producentów. Kriso, Choina, Wits, Dies, Czaha, NWS, Goofer, Feru, Pawbeats, Dos, Kaszpir i DNA, który zrobił remiksy to dość długa lista, przyznacie. A przecież jest tu również DJ Gondek, DJ Cumz i DJ Hard Cut na wosku. Jaki jest tego efekt? Spory misz masz stylistyczny, bo przeskakujemy tu od klasycznych brzmień (Kriso, Choina, Feru, NWS), przez nowoczesny hip hop (Wits), aż po njuskulowe trapy (Dies, Pawbeats). Podkłady niestety w większości nie porywają, niektóre nudzą, inne irytują, jest parę lepszych, ale ta zbieranina bitów wygląda na zupełnie przypadkową, pozbieraną od znajomych na zasadzie 'o, to jest fajne, biere'. Brak tu spójności i konceptu.
    Rest jest rapperem, który w czasie 50 minut obcowania z płytą zalicza wszelkie opcje: tu płynie bardzo ładnie zgodnie z bitem, a tam z kolei się wysypuje z rytmu. Tu ma teksty pełne przemyśleń i konkretnych rozkminek, aby za moment wejść z wersem typu 'życie jest życiem, kurwa jest kurwą' i sam już nie wiesz, czy chwilę wcześniej dobrze słyszałeś i czy ten koleś tak na poważnie, czy nie. Rest zaprosił tu całkiem sporą rzeszę gości, która robi po prostu swoje, czasem wybijając się stylistyką, czasem jakimś wersem, ale generalnie poziom jest tu stały - czyli średni. Na albumie mieli pojawić się jeszcze Sokół i Borixon, ale... olali Resta, za co dostało im się parę gorzkich słów. Wersy są tu jak muzyka - nieuporządkowane, pozbierane z każdej strony, dość luźne, choć wcale nie najgorsze.
    Jeśli mam być szczery, to z dwóch solówek Dix37 lepsza jest jednak ta Kafara - Rest chyba nieco nie przemyślał albumu, bo brzmi to tak, jak przypadkowa składanka różnych kawałków. Nie jets to zła płyta, wbrew mojemu narzekaniu, ale nie jest to również dzieło wybitne, warte zapamiętania. Ot, kolejna płyta z życiowym przekazem.

OCENA: 3+/6  

SPRÓBUJ UWIERZYĆ, ŻE NADZIEJA DOPROWADZI CIĘ DO MIŁOŚCI

czwartek, 11 lutego 2016

TE-TRIS - DEFINITYWNIE

Step 2015

1. Perfekt  
2. Zemsta Montetzumy
3. Azyl   
4. Bicz    
5. Skandalej       
6. Jurek Mordel   feat. RAS, ASTEK
7. Kopi Luwak 
8. Xoxo              
9. Moroder            
10. Stratosfera         
11. Pampeluna                   
12. Definitywnie                         
13. Thx                                   
14. Dzieci Naszych Starych   feat. KUBA KNAP
15. Zprdl   

    To już cztery lata od 'Lotu'. Potem wpadł jeszcze projekt z Pogzem, kilka gościnnych występów i... wszyscy czekali na kolejny album. Wiadomo, Tet ma dużą bazę fanów, zresztą zasłużenie. Tym razem zapowiedzi mówiły, że rapper ma powrócić do klimatu pierwszych nagrań, co mnie ucieszyło, bo im dalej Tet próbował nadgonić trendy, tym bardziej się rozmieniał na drobne.
    Można powiedzieć, że Tetris sam wyprodukował sobie cały album. Owszem, z pomocą przyszli mu Kacper Winiarek, Sir Mich i Nerwus, ale to właśnie on stoi wszędzie na pierwszym miejscu. I rzeczywiście, płyta brzmi jak powrót do korzeni, ale nie oznacza to wcale, że archaicznie. Klasyczne perkusje dostały fajne sample, parę instrumentalnych przygrywek (gitary, dęciaki, klawisze) oraz uaktualnienia dzięki kooproducentom. Czyli album jest w wydźwięku klasyczny, ale zupełnie up-to-date, nie nudzi, nie zamula - powiem więcej - nie znalazłem tu słabego numeru. Nawet jeśli wpadają udziwnienia typu 'Moroder'. Do tego wszystkiego pojawiają się tu jeszcze na wosku DJ Ike i DJ DBT i mucha nie siada. Ścieżka dźwiękowa brzmi super - tak powinien wyglądać hip hop tej dekady.
    Zdecydowanie taki styl muzyki najbardziej odpowiada Tetrisowi, chce tego, czy nie. Klasyczne bity najbardziej uwypuklają jego skillsy, które na 'Locie' ginęły gdzieś w tych nowoczesnych zawijasach. A tutaj? Tet śmiga po tych bitach jak nawiedzony, rzucając wokół tysiącem hasztagów, follow-upów, panczy, opowiastek, przenośni... Dobrze, że we wkładce są teksty, można śledzić je na bieżąco, bo w którymś momencie zaczynasz nie ogarniać natłoku pomysłów. Weź pierwsze lepsze wersy: 'nasz najlepszy czas nadchodzi wreszcie / Od teraz nacieram i będę the bestem / We wszystkich tabelach; pieprzony Excel' albo 'Dobrze robi człowiekowi skumać życia sedno / Czarne na białym dawać zamiast tylko rzygać tęczą'. Ale w sumie cytować tu można prawie każdą linijkę. Do tego Adam dobrał sobie jeszcze trzech gości, którzy jedynie podnoszą poprzeczkę: genialny Astek, świetny Ras i Kanp ze swoim luzikiem.
    Szczerze powiem, że po kilkunastu już odsłuchach, 'Definitywnie' jawi mi się jako definitywnie najlepsza płyta Tetrisa. Dojrzała, przemyślana, z doskonałym brzmieniem. Tet osiągnął cel - zrobił płytę, którą zamknął gębę marudzącym (w tym mnie). Tet? Nie zmieniaj receptury.

OCENA: 5\6

DEFINITYWNIE MUSISZ TO ZBADAĆ

poniedziałek, 8 lutego 2016

BIAŁAS - REHAB

Step 2015

1. Intro-detoks-ja 
2. Złamane skrzydło
3. Rehab
4. Życie ćpuna
5. Aaliyah
6. 6am in wwa    feat. OLKA
7. Do grobu    feat. SOLAR, GEDZ
8. Kroki    feat. DANNY
9. Że cham
10. Czy
11. To jest hiphop     feat. PALUCH
12. Złote serca     feat. QUEBONAFIDE
13. Lepszego życia bilet

    SB Mafija ma wielu zwolenników, jak i przeciwników. Jedni twierdzą, że to najciekawsza ekipa na scenie, drudzy protestują, że to banda wacków, ściągających style z innych. Nie da się jednak ukryć, że 'Stagediving' duetu Solar & Białas wypadł dość dobrze i choć nie był pozbawiony wad, to przyjęto go z zadowoleniem. Teraz jednak nadszedł czas na solową próbę Białasa, który zdecydował się iść na tytułowy Rehab, czyli odwyk.
    Muzyka na tym albumie została w całości powierzona Deemz'owi. To bardzo ciężka wędrówka przez dźwięki, bo Deemz tworzy elektroniczne, zawiesite kolaże, często pozbawione perkusji, ciągnące się na cloudach (patrz choćby tytułowy 'Rehab'). Nie jestem fanem takiego brzmienia - co więcej, cholernie mnie ono irytuje, choć przyznam, że te podkłady pasują do klimatu albumu. Smętne, rozwlekłe melodyjki, minuta na dwóch klawiszach, autotuny, troszkę żywych instrumentów (chyba, bo ciężko stwierdzić na pewno) - klimat pokoju dla samobójców. O ile jest kilka traków w miarę niezłych, to taki np. 'Życie ćpuna' powoduje u mnie odruch wymiotny - tak ciągnącego się i nudnego kawałka dawno nie słyszałem. Pewnie znajdą się fani tej muzyki, ale dla mnie to jest po prostu straszne. 
    Szukasz Białasa, rzucającego panczami i wbijającego szpile w nadmuchany balonik sceny? To przeszłość. Białas daje 'żale wylewane rymem', rozlicza się ze swoją trudną przeszłością i smędzi o swoich problemach z używkami. Cały ten 'Rehab' to swoista terapia psychologiczna, tyle że to TY za nią płacisz, a nie sam zainteresowany. Oczywiście, nie można odmówić umiejętności Białasowi, bo składa on rymy w taki sposób, że jest to mimo wszystko niezłe, ale klimat dołuje i ręka sama wyciąga się w kierunku... nie, nie żyletki, ale skipu. Najciekawszym kawałkiem tu wydaje mi się 'Że cham', gdzie wreszcie Białas nie stęka w temacie narkotyków i alkoholu, ale takich momentów jest tu mało. Trochę ożywienia wnosi tu Solar, ale większość gości robi tu tylko refreny. Ok, ten refren udał się najbardziej Paluchowi, ale tytuł 'to jest hip hop' pasuje tu jak kwiatek do kożucha.  
    To kolejny rapper w tym roku, który płacze, że ma takie ciężkie życie i łoi tę wódę i koksiwo, a mama tego nie umie zrozumieć. Nie jest to zawartość, którą bym przyjął na klatę i się tym jarał, w dodatku muzyka Deemza jest równie dołująca i w takim typie, którego nie znoszę. Nie jest to bardzo zła płyta, patrząc obiektywnie, ale na pewno nie dla mnie.

OCENA: 3\6

W LINKU SINGIEL Z ALBUMU. NIE POTNIJ SIĘ TYLKO.

sobota, 2 stycznia 2016

LUKASYNO - ANTYBANGER

Persona Non Grata 2015

1. Wolny jak
2. Nie cofniesz
3. Maszeruj albo giń
4. Powiedz mi bracie
5. Odrzucam
6. Błądząc
7. Nim odetną mi tlen
8. Antybanger
9. Perseida
10. Temido
11. W rap grze
12. Jesteś już mężczyzną
13. Persona non grata
14. Bagaż
15. Kto sieje wiatr

    Kolejny solowy album lidera (chyba tak go trzeba nazwać) NON Koneksji ma byc z założenia rzeczą przeciwną wszystkiemu, czym rządzi się scena. Poprzedni 'Bard' okazał się sporym sukcesem - niewiele zabrakło do statusu złotej płyty. Tym razem Luka odstawił gości, odstawił mainstream i zajął się tym, co sam uważa za słuszne, bez oglądania się na innych.
    Nie byłoby płyty Lukasyno, gdyby nie pomoc brata. Oczywiście mamy tu więc bity od Krisa, ale przecież nie tylko, są tu Ayon, BQ, MilionBeats, L-MNT, Radek O i Marek Kubik. Nie powiem, żeby muzyka rzeczywiście była takim antybangerem i że idzie pod prąd nurtom - wręcz przeciwnie. To nowoczesne bity, o setkach hajhetów, bądź o powolnych, trapowych, czy niemal cloudowych sekcjach rytmicznych. To, co wyróżnia tu produkcję, to sporo żywych instrumentów, które wnoszą sporo świeżości do muzyki. Weź smutny 'Maszeruj albo giń', gdzie BQ i Marek Kubik włożyli na podkład skrzypce, gitarę akustyczną i klawisze. Czasem wchodzą tu jeszcze takie instrumenty, jak wibrafon, czy nawet cymbały huculskie i dudy - przyznacie, że to dość niecodzienne dźwięki jak na hip hopową płytę. I przyznam, że czekałem na taki wschodni, etniczny kawałek, jak 'Kto sieje wiatr' - Lukasyno już mnie do tego przyzwyczaił, a do tego zazwyczaj jest to numer świetnie zagrany. Tym razem cudów nie ma, ale i tak jest fajnie w tym temacie. Reszta bowiem muzyki jest mocno zwyczajna i po prostu ciężka.   
    Lirycznie ta płyta jednak jest antybangerem - Lukasyno zrezygnował zupełnie z gościnnych występów, zamiast tego postanowił pokazać jak najwięcej ze swojej duszy w tych kawałkach. To trochę taka spowiedź, miejscami rapper wyrzuca z siebie gorzkie żale - nie jest to płyta wesoła, czy pozytywna. To przemyślenia, czasem na trudne tematy do podjęcia w rozmowie - wszystko, co gryzie autora. Lukasyno to przyzwoity rapper - taki dość typowy rzemieślnik, który nie popisuje się wprawdzie finezją wykonania wersów, ale z drugiej strony jego styl nie zostawia wiele miejsca na błędy - zdarzają się one wtedy, kiedy bit robi się nieco bardziej wymagający. Nieco więcej pomysłu Łukasz pokazuje w 'Nim odetną mi tlen', gdzie ładnie wkomponował melodyjny refren w twardsze zwrotki. Ale ogólnie rapper siedzi w swojej niszy i klepie w bezpieczny sposób bezpieczne rymy. Nie powiem, żeby teksty mnie wzruszały, nie powiem, żeby technika szalała. Typowy, rzemieślniczy rap od człowieka, który swoje widział.
    Antybanger? Raczej bardzo bezpieczny album. Dość nowoczesny, żeby ktoś to kupił. Dość szczery, żeby ludzie mogli się utożsamiać z tekstami. Dość asekuracyjny, aby nie było wpadek. Nie najgorszy, ale również bez przesady. Przeciętna płyta.

OCENA: 4-\6

NAJCIEKAWSZY NUMER Z PŁYTY

piątek, 13 listopada 2015

ZEUS - JEST SUPER

Pierwszy Milion 2015

1. Nomada
2. Będziemy dziećmi
3. Mniejsze zło
4. Yoshimitsu
5. ODP. 2
6. Panteon
7. Siewca
8. Zgłupiej
9. Domek w górach
10. Idealnie niedoskonały
11. Psuje klimat
12. Kamienie i mury
13. Orinoko flow
14. Nie potrzebuję wiele

    Każdy kolejny album Boga Bogów wywołuje poruszenie na scenie, słuchacze dostają ślinotoku, a media spazmują. A jeśli sam Zeus twierdzi, że jest super, to nie może być źle, prawda? Zwłaszcza, że po licznych życiowych perturbacjach Zeus znowu jest na właściwych torach. Wreszcie jest super.    
    Tym razem Zeus zaprosił do współpracy Roginiego i obaj wyprodukowali ten album. Nigdy nie byłem specjalnym fanem Zeusa za konsoletą, bo jego produkcje nie mają czucia - niewiele z nich zostawało na dłużej. Ale w duecie z Roginim... W duecie z Roginim powstał dość nowoczesny album, na którym jakoś mniej jest hip hopu, a więcej disco spod znaku Lady Gaga. O ile rozumiem singlowy 'Będziemy dziećmi', całkiem porządny 'Mniejsze zło', czy okraszony harmoszką sympatyczny 'Siewca', to 'Yoshimitsu' jest jakąś pomyłką. Ale to nie jest jedyny taki trak - mało znośnych, rozwodnionych rzeczy jest więcej (Panteon, Zgłupiej, Idealnie niedoskonały). Coraz mniej tu hip hopu, coraz więcej ordynarnych dyskotłukowych wibracji. Nie wiem, co sobie wyobrażali producenci, ale to nie jest zbyt fajne. Radiowy rapik w przewadze.      
    Nie da się odmówić skillsów Zeusowi, bo to on, zawsze i wszędzie, jest motorem napędowym swoich kawałków. Nienaganna technika, poskładane warstwowo rymy i niezwykle celne wersy, typu 'teraz scena to moja hera' (łapiesz, Zeus i Hera :P). Rapper opowiada o tym, co przeżył ostatnio i w jaki sposób go to ukształtowało. Wbrew spodziewaniom, jest jasno i pozytywnie: 'ja jestem siewcą, dobrzy ludzie ze mną'. Jest pozytywnie, jest kojąco, jest super. Dla Zeusa, bo może nie każdy będzie chciał słuchać zachwycającego się życiem Zeusa, afirmującego słoneczną stronę egzystencji. Wiesz, 'marzy mi się domek w górach, taki co po wyjściu na balkon da mi to poczucie, że stoję w chmurach'. Gości tu nie znajdziesz, nawet Joteste, bo to kolejny bardzo osobisty album - po 'Zeus Nie Żyje', Zeus urodził się na nowo w lepszej rzeczywistości. No, dopuszczona została tylko na wokal Justyna Kuśmierczyk... znaczy się Rutkowska, ale to jakby po głębszej znajomości i pewnie dlatego, że uczestniczy ona bezpośrednio w życiu Zeusa.
     Nie da się tego albumu odrzucić. Nie da się ze względu na skillsy Zeusa, na parę niezłych traków. Sytuację kładzie tu głównie muzyka i ten rubaszny klimat dyskoteki, który zapewne chętnie będzie prezentowany w RMF. Nie przekonuje mnie ta płyta, choć zła specjalnie nie jest.

OCENA: 4-\6


SIEWCA

wtorek, 10 listopada 2015

HUKOS - WIELKIE WOJNY MAŁYCH LUDZI

Step 2015

1. Intro
2. Facet z 3 na przedzie
3. Odchodzić by powracać
4. Daleko od domu
5. Cały twój swag
6. Gdzie jest sens?
7. Na szczycie, na dnie
8. Obawa przed potem...
9. Zdradzę Ci sekret
10. Chłopcy idą na wojnę   feat. KĘKĘ, PEERZET
11. 2 kreski
12. Bunt i kompromis   feat. CIRA
13. Żyć jak Himilsbach i Maklak
14. Wojny małych ludzi
15. Hymn przetrwania
16. Epitafium dla naszych marzeń (Outro)

    Po trzech latach oczekiwań, przerwanych wspólnym projektem z Cirą, Hukos powraca z kolejną, trzecią solówką. Mocna okładka i niezłe wydanie albumu pobudziło moją ciekawość. Według mnie, Hukos zawsze był zdolny, ale nie umiał tego wykorzystać, zawsze na tych jego albumach czegoś brakowało.
    Zazwyczaj obawiam się płyt, gdzie co kawałek, to producent. Tu może nie jest tak dosłownie, ale na 16 traków producentów jest 13. Dużo. I nierówno. Bo co zrobili producenci? Poszwixxx dał kawałek, który kojarzy mi się zbyt mocno z Budką Sufleta, czy podobnym stylem. Eljot wypuścił nieco nudnawe, czasem łzawe trapy ('Daleko od domu' wyciskał łzy. Rozpaczy). Ka-meal wyprodukował tak wymemłany cloud, że nie mogę tego strawić. Bob Air, Eigus, 101 Decybeli, Juicy, Soddy i SSZ pojechali dość typowo, nowocześnie i bez uniesień - pitu pitu. Stendahl Syndrom - od niego mamy szybki i energiczny trak, na klasycznej perkusji z nowoczesnymi dźwiękami, Teka jest nieco klubowy, a Ayon zrobił konkretny trap rodem z Memphis - ostry, tnący przy samej ziemi. Szczęściem znajdują się tu również skrecze od RX, DJ Flip i DJ Gondek - oni przynajmniej tną równo. Jest średnio i bez życia przez większość czasu.  
    Hukos ma już taki styl, że nie będzie lepszy. Potrafi płynąć po bitach, umie poskładać wersy w sprytne zwrotki. Technicznie jest naprawdę fajnie, bez zarzutu. I w sumie teksty też nie kuleją, daje się wyłapać parę naprawdę fajnych wrzutek, ale często jest jakby beznamiętnie i bez emocji - to znaczy flow ciśnie, wersy są lekko z boku. Dostaje się tu scenie, ślicznym chłopczykom w ruruniach, Hukos rozlicza się z własną przeszłością, czy z życiem w ogóle. Niby jest dobrze, ale jakoś tak dziwnie... Mamy tu również paru gości: w fajnym skądinąd 'Chłopcy idą na wojnę; najlepiej daje... Sylwia Danek w refrenie - ciary! Ale i Kęki nawinął dobrą zwrotę. Peerzet i Cira wyszli tu dość beznamiętnie, niby dostosowując się do ogólnego klimatu. Jest w tym wszystkim coś nieuchwytnego - może te teksty są lekko wymuszone? Może do mnie akurat nie trafiają? Nie wiem.
    Czegoś mi tu zdecydowanie brakuje. Wersy nie mają ognia znanego z poprzedniej płyty. Bity są bardzo nierówne i sporo jest nieco wymęczonych, bez siły. To dobry album, który jednak mógłby być sporo lepszy. Przyznam, że mimo kilku niezłych numerów, całość lekko nudzi.

OCENA: 4\6    


niedziela, 8 listopada 2015

KAJMAN - 0#2

Step 2015

1. Zew
2. Teraz Już Wiem
3. Uciec Stąd   feat. LUKA
4. G.K.F.I.
5. Fale    feat. GRUBSON
6. D.M.H. (Dzisiaj Mam Hajs)  feat. BEZCZEL
7. Wróg
8. Jak Młody Bóg
9. Meduzy    feat. SZTOSS
10. Destino
11. Dobry Chłopak
12. Żądza Krwi    feat. OXON, REVO
13. Nieśmiertelny    feat. SASZAN

    Jakoś mnie ominęły zapowiedzi nowego Kajmana. Tak napisałem, bo to ma być nie tylko nowa płyta, ale i nowy wizerunek rappera. Czwarta płyta zachwyciła mnie przede wszystkim okładką - to jeden z lepszych cover artów na naszych albumach - lekko jakby inspirowana ASAP Rockym, ale co tam. Kajman nigdy nie należał do moich faworytów, ale coś zawsze znajdowałem na jego materiałach. Czy poza okładką jest tu coś jeszcze?
    Ta muzyka u Kajmana wciąż idzie w stronę bardziej i bardziej nowoczesnego brzmienia. Na 'Zero Numer Jeden' rapper zatrudnił tylko czterech producentów, ale takich topowych, jeśli chodzi o njuskulowe brzmienie. TMK Beats, jak zwykle, dał melodyjne bangery z brzęczącym basiwem - brzmią one tu świeżo i mają dobre tempo. Najbardziej konkretny tutaj Żwirek popełnił mocarne podkłady z milionami hajhetów, samplami i klimatem osadzonym w hiphopie - nowoczesnym, ale szczerym. Piszę tak, bo z kolei David Gutjar to dwa bity: 'GKFI', który jednoznacznie kojarzy mi się z dyskoteką - takie klubowe bity i syntetyczny aranż przypominają mi raczej disco polo, niż rapowe kawałki. Na szczęście 'DMH' jest o wiele lepszy. SSZ to taki nieco cloudowy, wykręcony podkład, który bardziej mnie wkurwiał, niż niósł - ale ja mam awersję do cloudów, pewnie już o tym wiesz. B.Melo z kolei to trapy, które wydają się być naprawdę dobrze zrobione (zwłaszcza 'Żądza krwi'), poskładane ze smakiem i wyczuciem. Muza jest na tym albumie zdecydowanie na plus, choć są wpadki - wspomniane masakryczne 'Meduzy' - ale Gutjar ma to do siebie, że robi niezwykle nierówne rzeczy.
    To rzeczywiście jakby nowy Kajman. Flow zrobił się mniej warczący, za to bardziej melodyjny, aż do tego stopnia, że Kajman śpiewa! No, podśpiewuje, ale zawsze. Technicznie rapper zaliczył spory progres, przyspiesza, zwalnia, płynie - to on dorósł do rapu, nie Onar. To, co nie zawsze odpowiada mi u Kajmana, to jego teksty. Zgodzę się, że są (bywają) dosadne i szczere, ale często wpadają tu co najmniej zbyt proste wersy - by nie rzec, że prostackie: najprostsze i najbardziej przewidywalne. Tekstowo więc jest tu sinusoida, która (jak to sinusoidy mają w zwyczaju) czasem rośnie, kiedy Kajman błyśnie lepszym panczem, czy opisem sytuacji, ale również opada - może ręce nie opadają razem z nią, ale przez te słabsze wersy całość zaczyna przepływać przez uszy. Tematycznie zaś mamy socjal, imprezy i jebanie sceny rap krótko przy ziemi. Gości jest tu w sumie niewielu, którzy też umieszczają się gdzieś na tej sinusoidzie Kajmana. Dramatycznie drażni mnie Sztoss, który zawodzi na tym fatalnym podkładzie SSZ w 'Meduzach' - tego gówna o latających meduzach nie da się słuchać. Jak będziesz latał po hejzach przy tym numerze, to rypniesz na ryj, bardzo nieudany upalony kawałek. Bezczel bardzo się starał dać dobre wersy, o czym sam wspomina na początku zwrotki, zapomniał jednak poukładać ich na bicie i stylem się nie popisał. Na plus zdecydowanie Oxon i Revo, którzy zdecydowanie podbijają poziom (Revo rozwalił zupełnie! Najlepsze wersy na płycie, najlepsze flow!), wyznaczone przez doskonały bit B.Melo. 
    No i motyw sinusoidy przewija się przez cały czas. Po jednej stronie mamy takie kawałki, jak 'Zew', 'Żądza krwi', czy 'Dobry chłopak', które podnoszą ciśnienie i nakręcają tempo. Po drugiej stronie jest 'GKFI' i absolutnie żenujące 'Meduzy'. Rzeczywiście, to jakby nowy Kajman - może nie jest to płyta, która mnie oszołomiła, ale sprawa jest taka, że wreszcie jestem zadowolony z tego, co dał mi Kajman - do tej pory wybierałem pojedyncze traki - tu wyrzucam jednostkowe. Najlepszy album rappera w karierze.

OCENA: 4\6


czwartek, 1 października 2015

GRIZZLEE & DRYSKULL - STADIUM REGENESIS

Step 2015

1. Apocalypsis
2. Horyzonty
3. Karma
4. Fire On The Water
5. Manifest
6. Kiedy Będą Wmawiać Ci
7. Ikar
8. Niedaleko
9. Deadline
10. Neony    feat. B.R.O.
11. Na spojrzenia dnie
12. Stadium regenesis   feat. VNM

    Ragga i elektronika - w założeniu całkiem niezłe połączenie. Grizzlee jest w sumie człowiekiem symbolem na scenie muzyki jamajskiej, zaś Dryskull to zdolny producent, znany z płyt nie tylko VNM, ale i Afromental, czy Mroza. Szykował się zatem interesujący projekt, który będzie nieco bardziej złożony i eklektyczny.
    Elektroniczne brzmienie, generowane przez Dryskulla, jest dość złożone i wielowarstwowe. Podkłady mają sporo przestrzeni, często zmieniają się sekwencje, przejścia serwowane są na bogato. Jest to muzyka niewątpliwie dość ciekawa, ale raczej dla fanów popu, niż hip hopu, o co dba nie tylko producent, ale również Grizzlee, próbujący wszelakich sposobów na okiełznanie muzyki. No i ok, panowie fajnie się dogadują, tyle, że płyta zaczyna oscylować niebezpiecznie w kierunku muzyki radiowej: lekkiej i przyjemnej. Czy to źle? Zależy jak na to spojrzymy, bo obiektywnie rzecz biorąc, muza się broni, wpada w ucho i wszystko gra. Jeśli jednak chcemy hip hopu, czy choćby ragga, jest to styl w odwodzie i panowie, nie wątpię, że celowo, stawiali tu przede wszystkim na przystępność, niż na trzymanie się kanonów.   
    Grizzlee występuje tu nieco z pozycji bardziej wszechstronnego wokalisty, niż rappera, czy toastera. To nie jest to samo, co na East West Rockers, nie to samo, co na Mixturze. Ale tu, choć Grizzlee chciał pokazać samego siebie, to jednak znacznie mu bliżej na albumie do Mixtury, niż EWR, czy tego, co znamy z gościnnych występów. Czyli to akurat nie jest to, co mnie urzeka. Tym bardziej, że tematyka też jest raczej popowa: neony nas przyciągają blaskiem, o miłości moja, blabla. W sumie płyta nabiera żywości, kiedy wchodzą BRO i VNM, od razu bity zaczynają żyć - zwłaszcza V. Całość jest zwyczajnie miałka, przeznaczona raczej dla młodych dziewcząt, niż podstarzałych dinozaurów rapu.
    Szczerze mówiąc, ta płyta to takie nieco nijakie, papkowate pitu pitu. Rozwodnione, z małą ilością porządnych wejść. Większość albumu to miałkie, śpiewane zwrotki, refreny, mające zapewnić słuchalność oraz popularna muzyka - zbyt radiowa, ale i za mało przebojowa. W zasadzie materiał przelatuje i niewiele zostaje. Powtarzać? Od biedy.

OCENA: 3\6


środa, 29 lipca 2015

SULIN - TAKSYDERMIA

Step 2015

1. Taksydermia 
2. Lepszy Dzień 
3. Bilet na Życie
4. Bragga Doceniam
5. W mojej wyobraźni 
6. Moja Wizja 
7. Nie dbam o to 
8. Wśród Idoli 
9. Lelum Polelum
10. Wariuje przez ból 
11. Zacznij Słuchać
12. Poznaj Swojego Idola 
13. Kiedy minie czas 
14. Między mną a Tobą

    Co to jest taksydermia, możesz spytać? Spojrzyj na okładkę - to sztuka wypychania zwierząt, ujmując to w dużym skrócie. Legalny debiut ma sugerować, że kiepscy emce i hejterzy, których Sulin się nabawił po Pompuj Rap, zostaną właśnie z taksydermieni.
    Sulin przesadził, jeśli chodzi o ilość producentów - niemal co numer, to kto inny. Płytę otwiera mroczny Trupi z trakiem tytułowym. Zaraz po nim wchodzi cykający, trapowy 'Lepszy dzień' od White Crow, a tuż potem jest niemal klasyczny 'Bilet na życie' Sakiera i znowu syntetyczny, brzęczący 'Bragga doceniam' Lazy Rida. I tak w kółko, klasyczne podkłady przetykają coraz to bardziej progresywne njuskule i trapy. Z tych nowocześniejszych producentów to White Crow, Lazy Rida, Pham, Donde, Secret Rank, B. Melo. Z tych klasyków (no, nie są to na pewno klimaty Złotej Ery, ale mam tu na myśli te mało elektroniczne i połamane bity, czasem oparte o sample) zostali Trupi, Sakier, Trzeci, Blokmusic, Maxiubeats. Muzycznie nie jest to spójny i bardzo udany album - jest kilka niezłych traków, owszem, ale trafia się też parę raczej słabych (np. ciężki 'Bragga doceniam', który brzmi jakby do warkotu wiertarki dołożono klepanie fiutem o lodówkę), czy nudny 'Między mną a tobą' Smyka.
    Sulin ma jeden główny temat, do którego doczepione są tematy poboczne. Jego mocną stroną jest na pewno jego technika, bo rapper płynie bardzo przyjemnie po tych podkładach. Zmienia tempo, wersy są pełne emocji, wszystko jest jak trzeba - do tego mamy bardzo porządne teksty. Zamykają się one w większości w bragga i opisach tej spierdolonej sceny ('nawet przy Rafalali pół sceny tutaj nie ma jaj'), dostaje się wielu - choć nie personalnie, to czuć, że Sulin jest lekko rozgoryczony tym, co się tu dzieje. Odcina się zdecydowanie od akcji Młodych wilków , bo 'młodym wilkiem nie chcę być, bo poluję na nie', a może 'widziałeś kiedyś wilkołaka? Wiesz, to każdy wilk co robi za wacka'. Czy to wszystko urażona duma, czy rzeczywisty dystans, nie mnie to oceniać. Poza obrabianiem tego rapowskiego poletka, wpada tu nieco życiowych opowieści i dość trafnych obserwacji, podanych często ze swoistym humorem i ironią. Ten sarkazm aż kapie w 'Poznaj swojego idola', gdzie Sulin udaje różnych rapperów, z którymi bywa porównywany - to obok 'Zacznij słuchać' najlepszy chyba kawałek. Sulin jest tu sam, nie zaprosił żadnych gości - którzy chyba tu wcale nie są potrzebni, bo Oskar miał ochotę się wywnętrzyć i opowiedzieć o tym, co leży mu na wątrobie, wypluć całą żółć. 
    Ok, no to mamy całkiem fajny krążek, który niestety nie jest pozbawiony wad. Głównym minusem jest kompletnie niepozbierany klimat muzyczny, bo dwunastu producentów na 14 trakach to przegięcie - zwyczajnie brakuje spójności. Lirycznie, faktycznie, trafiają się bardzo porządne momenty, za to brakuje wpadek i widać, że Sulin dorósł do tego, żeby wydać legala. Nie ważne, komu kibicowałeś w beefie z Bonsonem, warto sprawdzić ten album, choćby dla kilku naprawdę niezłych kawałków.

OCENA: 4\6 


poniedziałek, 27 lipca 2015

STEEL BANGING - DWIE STRONY ŚWIATA

Step 2015

CD1
1. Intro
2. Pierwiastek bloków   feat. PALUCH, SOBOTA
3. Pomocna dłoń    feat. ERO, SIWERS, BOB ONE
4. Nie zatrzymasz mnie    feat. LUKASYNO, BILON, KĘKĘ
5. West Coast    feat. RPS, ŚLIWA, KROOLIK UNDERWOOD
6. Podwórkowy rap    feat. BONUS RPK, PAROL SYNDYKAT, GABI
7. Ulica to nie gra    feat. ŻARY, AK-47, EGON
8. Czekam    feat. DIXON37
9. Gra pozorów   feat. TEN TYP MES, BRAHU
10. Przez pryzmat muzyki    feat. PARZEL, SIUPACZ, HDS
11. Nigdy nie zamykaj oczu    feat. KALI, HIPOTONIA
12. Brudna robota    feat. DOBO ZDR, NIZIOŁ, KACZY, KRIMESON GRZ
13. Nie zawsze    feat. MAŁACH & RUFUZ
14. Umiejętności    feat. KACZOR, PIH
15. Prosty rap    feat. WSRH, HUDY HZD, CIRA
16. Droga donikąd    feat. WYSOKI LOT
17. Napad    feat. KAEN, JURAS
18. N H Street    feat. $ZAJKA

CD2
1. Still Rollin   feat. MR. CRIMINAL, MIDGET LOCO, FIESTY2GUNZ, RAASO RAX
2. We ride    feat. MR. PATRON, RUSH WUN
3. L.A. Life    feat. HUERO SNIPES
4. Here I come   feat. BALDACCI
5. They hate on me    feat. CALIBOY, PLAYBOY, LIL YOGI YBE
6. My neighbor hoodqueen    feat. DOLL-E GIRL, YOUNG BROWN
7. Murder beats    feat. G'D UP GANGSTERS
8. Ambition    feat. LYRIK
9. Stackin    feat. JAY BROWN, C BLUNT, RHYTHM
10. Catch me dippin    feat. LIL YOGI YBE, CALIBOY
11. Steel Banging    feat. TORO LOCO, LIL VEE, YOUNG BROWN, G'D UP GANGSTERS, MIDGET

LOCO, TRAVIE
12. Worldwide   feat. SLEEPY MALO, SOLO SINATRA, SPANKY SPANKS
13. Get blown   feat. DAWG, SMILONE
14. Thug mundo    feat. MR, YOSIE LOCOTE, TRISTE DE NEMESIS, LUCKY13
15. Gangsta West Coast    feat. SICC2SICC, GANSTERS
16. Hustlaz and killers    feat. PSM, MR. PATRON, SOUL FREE
17. 1st street bridge    feat. MIDGET LOCO, LADY J
18. Outro

     Kriso i Gaca to duet producentów z Białegostoku, którzy należą do szerokiej grupy amerykańskich producentów, pod nazwą Steel Banging Musick właśnie. Obaj zdecydowali się wydać album producencki i zaprosić na niego nie tylko polskich rapperów, ale również, dzięki współpracy z SBM, rapperów z Zachodniego Wybrzeża. Zatem dostajemy dwupłytowy album, podzielony na cd po polsku i cd amerykańskie.
    Steel Banging to grupa westcoastowa, a zatem producenci czerpią garściami z funkowej spuścizny. Daje to nam przede wszystkim bujające, g-funkowe brzmienie - czasem unowocześnione cykaczami i syntetycznymi melodyjkami (jak w 'Pierwiastku bloków'), czy trapowe w 'Drodze donikąd', a czasem zaskakujące klawiszowymi solówkami ('Gra pozorów'). Trafiają się oczywiście również bity uliczne - w końcu jest tu sporo gości z tego nurtu: zwłaszcza Amerykanów. Zatem piszczały rodem z najlepszych czasów West Coast g-funk miesza się z njuskulem i rapem ulicznym. Na części amerykańskiej znajdziemy i talkbox (nie mylić z autotunem!) i więcej tej specyficznej latynoskiej muzyki gangsterskiej, bo, nie oszukujmy się, wykonawcy to w wiekszości właśnie Latynosi. Czy muzyka jest dobra? No cóż, każdy znajdzie tu pewnie coś dla siebie. Jest ok.
    Pierwsza płyta poświęcona jest polskim rapperom - niekoniecznie ulicznym, choć ci akurat są w większości. Jednak jest to prawdziwy przegląd naszej sceny, bo mamy tu gości od Mesa, przez Peję, aż po Kaena, czy Bonusa. I, jak to w takich wypadkach bywa, jest tu kilka osób, które wypadły świetnie, trochę więcej słabiutkich, a cała reszta to szara masa. Kto wpadł mi szczególnie w ucho? Paluch z Sobotą dali całkiem fajny numer, taki mocno w stylu starego, dobrego Palucha. Kękę okazał się z całej trójki najlepszy (zgodnie z przewidywaniami), ale wcale Lukasyno i Bilon numeru nie popsuli. Oczywiście musi tu trafić Mes, który wraz z dawno niesłyszanym Brahem wykręcił bardzo dobry g-funkowy trak. Zaskoczył pozytywnie Parzel, który na tle Siupacza i HDSa wypadł niczym profesor. Całkiem dobrze ogarnęli temat Kaen z Jurasem (ten, naturalnie, leci narodowościowo i patriotycznie). Na przeciwległym końcu znajduje się na przykład Śliwa, który wprawdzie nie brzmi już jak kopia Peji, ale wypadł tu blado. Co do Kroolika - bardzo lubię jego głos (polski Nate Dogg, c'nie :P), ale niech on nie rymuje za często. Porażką jest 'Podwórkowy rap' - co wejście, to gorsze... Małach niestety daje coraz to gorsze zwrotki - ta jest mocno infantylna i mimo chwytliwego refrenu, kawałek nie należy do moich ulubionych. Ciekawostką jest powrót Kaczego z Molesty, który wraz z Krimesonem, Niziołem i Dobo zrobili kawałek, który może nie jest dziełem sztuki, ale te style robią numer. Rozczarowali zdecydowanie Pih, Wysoki Lot i AK 47, który się nie bardzo odnalazł na tym podkładzie, choć próbował lecieć niczym Koopsta Knicca, lub wręcz Tech N9ne. Na drugiej stronie świata od razu w oko wpadł mi gwiazdor Hi Power records, Mr. Criminal - to największa gwiazda tutaj, bo reszta, poza może Midget Loco, szefem i założycielem Steel Banging, to przedstawiciele chicano rap, który nie dość, że nie jest u nas zbyt znany, to jeszcze są to zwykli żołnierze, żadni oficerowie pokroju Criminala.
    To bardzo specyficzna płyta, w sumie nie do końca wiadomo, dla kogo. Dla przeciętnego polskiego słuchacza przechodzi tylko CD 1. Dla Amerykanina, abstrahując od tego, czy płyta dostępna jest w USA, wchodzi tylko CD 2. Zatem? Ku chwale Steel Banging? Dla Kriso i Gacy? Hmmm... Nie jest to zły album, na pewno nieco przydługi i szału na rynku nie będzie. Może komuś przybliży to parę nazwisk latynowskich gangsta rapperów, ale też nie mam złudzeń co do tego, ile osób włączy dysk drugi po pierwszym odsłuchaniu z ciekawości. Jednakże propsy dla chłopaków za sprowadzenie na drugą płytę całego tego podziemia latynowskiej Kaliforni, wraz z tamtejszymi gwiazdami.

OCENA: 3+\6  


piątek, 26 czerwca 2015

ZBUKU & CHADA & BEZCZEL - KONTRABANDA: BRAT BRATU BRATEM

Step 2015

1. Intro 
2. Kontrabanda 
3. Do upadłego 
4. Wszystko dobrze 
5. Wiem 
6. Zawsze ponad maximum feat. POPEK, MATIFAH 
7. Więź uzależnień 
8. Lęki 
9. Zastanawiam się nad sobą 
10. Pewniacy 
11. Brat Bratu Bratem
12. To nie nasz klimat   feat. KAEN 
13. Osiedlowy poligon 
14. Zejdź mi z drogi    feat. SITEK 
15. Outro  

    Kumple nagrywają płytę razem - zrozumiałe. Tytuł i okładka może nie są najlepsze, ale to nie o to tu chodzi. Co mnie najbardziej zaniepokoiło, to skład ekipy. Zbuku - młody gniewny, który mnie do siebie nie zdążył przekonać i to nieco taki przerost formy nad treścią. Chada, który ma na koncie niezłe rzeczy, tak samo jak gnioty, przy czym technicznie leży. No i Bezczel, z płyty na płytę gorszy. Czy połączenie trzech wątpliwej jakości rapperów i elektronicznej muzyki będzie dla mnie wystarczająco zjadliwe, aby dobrnąć do końca albumu? Tego się obawiałem, ale do odważnych świat należy.
    Muzyka nie jest aż tak bardzo posunięta w stronę syntetyków, jak myślałem, ale też nie jest jakimś wyjątkowym osiągnięciem. Owszem, jest różnorodnie, ale nie zawsze to, co słyszałem, trafia w mój gust. Wyjątkowo z nim się mija David Gutjar, którego 'Wszystko dobrze' jest przekombinowanym popowym trakiem, a 'Brat bratu...' jest tandetnym, radosnym na siłę kawałkiem. Po prostu nie. Z drugiej strony Świerzba wysmażył całkiem przyjemną 'Kontrabandę, TastyBeats sprawił 'Pewniaków' na bardzo mistrzowskim samplu gitarki, podszytym nieco hałaśliwym backgriundem, a Nitro naprawdę fajny 'Więź uzależnień' z wkręcającą pętlą fletu. Reszta jest mocno nijaka: RX, PSR, Poszwixxx nie wysilili się zbytnio. Tak nam się ta muza toczy: mocne bębny, najczęściej smętne melodyjki, czasem trafi się coś bardziej energicznego i bujającego głowę - ale to doprawdy 3-4 kawałki. Producentów wspierają na wosku DJ Flip i DJ Perc.
    Trzech rapperów - trzy historie - trzy style. Zbuku ze swoim lekko zachrypniętym wokalem nudzi i nie wnosi tu nic nowego ('moje serce jest zimne jak morze Berlinga zimą' - co za elokwencja, kierwa). Chada to sinusoida: czasem trafi w punkt, czasem rymuje oczywistą oczywistość, a czasem palnie jakiegoś babola - pomijam archaiczne flow, bo to jest niejako wpisane w jego image. Bezczel wreszcie jest tu najlepszy z trójcy, potrafi zaskoczyć ciekawszym wersem ('mój styl jest tak tłusty, że mów mi czwartek'), ma najlepszą technikę i chyba najlepiej radzi sobie na majku. O czym jest ta płyta? Cóż, prawliność dla gry, jesteśmy zajebiści i klepiemy się po pośladkach z czułością, a także tyle koksu, że ja pierdolę. Tak w skrócie i ironicznie, ale mniej więcej łapiecie temat, c'nie? Najgorszym trakiem tu jest 'Brat bratu bratem' - tak infantylnego lizania dupy dawno nie słyszałem. Ok, chłopaki się lubią, wspominają wakacje w Chorwacji itp, ale nie jest to ubrane nazbyt atrakcyjnie... Te dobre kawałki? Cóż... Nie wiem. Goście... Cóż. Kaen zjada tu wszystkich techniką i emocjami - plus dla niego. Popek nie jest tu albańskim prześmiewcą, tylko leci z ulicznym bragga.
    Do końca albumu dobrnąłem - nie mogę powiedzieć, że to zła płyta. Nie jest też dobra, bo najlepsze kawałki są zaledwie "w miarę", a najgorsze są... najgorsze :P Muza jest przeciętna ( w większości), rapperzy przeciętni (w większości linijek), goście przeciętni... Nie ma tu na czym zawiesić ucha. Trochę drętwo.

OCENA: 3\6


niedziela, 21 czerwca 2015

GANG ALBANII - KRÓLOWIE ŻYCIA

Step 2015

1. Królowie życia
2. Kokainowy baron
3. Dla prawdziwych dam
4. Klub Go Go
5. Napad na bank
6. Narkotykowy odlot
7. Wyjazd do Sopotu
8. Muzyka
9. Albański raj
10. Wyprawa do kasyna
11. Blachary
12. Marihuana
13. Jedziemy do Dubaju

    No dobra, wreszcie biorę się za ten album. Gównażeria skacze do tego na dyskotekach w podstawówce, gimbaza cytuje głębokie teksty w pracach z polskiego, lud kupuje na potęgę i 'Królowie Życia' są już platynowe. Ja próbowałem udawać, że tego albumu nie ma, ale się nie da. Oto album, który wywołuje ból dupska u każdego truskula i yntelygenta.
    Robert M jest jebnięty - nie wiem, na ile to jest poza i wystudiowany image, na ile on rzeczywiście jest odrealniony. Nie istotne, najważniejsze jest to, że idealnie pasuje do tej ekipy zjebów. Oczekiwać można było elektronicznych bitów i takie właśnie tu otrzymujemy. Trapy i grajmy z domieszką disco spod znaku euro dance leci przez całe 40 minut. I z czystym sercem mogę powiedzieć, że to najciekawsza część tej płyty, bo choć te wszystkie njuskule są mi obce, to muza tutaj nie jest bardzo słaba. Wszystko jest na ostro jak kebab, zawodzi elektronicznymi zawijasami... Ok - szału nie ma, ale daje radę.
      Obu rapperów (sic!) robi co może, aby stracić resztki szacunku. Borixon wspina się na szczyty dna (przewrotnie, c'nie?), rymując niczym połączenie Franka Kimono z Top One (klasyka disco polo - to dla tych młodszych czytelników). Ja rozumiem konwencję, rozumiem bekę i zabawę stylistyką, ale, nie oszukujmy się, to nie powinno mieć prawa bytu. Ale ma i to platynowe. W czym tkwi fenomen? Przecież nie w linijkach takich jak 'prawdziwa dama to twoja mama, szanuj ją dzieciak do końca świata', czy 'Gang z Albanii napierdala \ Ram pam pam pam, ram pam pam pam \ Robimy rap, pop, drum n' bass \ Dubstep, grime, blues i jazz \ My robimy resztę, la la la lee la la la la...'. Najgorsze są momenty, kiedy Popek próbuje naśladować albański język - brzmi jak cygańska pizda bez zębów. Spójrzmy prawdzie w oczy: pod każdym względem (a cały czas pamiętam, że to beka!) ta płyta to liryczna chujnia, bo to nie tylko nie jest dobre, to również nie jest śmieszne, ani fajne. Ja osobiście, pomimo dość dużego zasobu słownictwa, znam jedno słowo, jakie określa ten krążek: CHUJOWY.
    Podsumować? A co tu sumować? Platynowa płyta, która nie zasługuje nawet na kawałek blachy z puszki po ananasach. Rapperzy pierdolą bzdety rodem z remizy, pozując na klubersów w gumofilcach. To jest złe, słabe i nie powinno ujrzeć światła dziennego na legalu. A tak w ogóle... Czego oni kurwa chcą od Albanii?

OCENA: 2+\6


niedziela, 7 czerwca 2015

ROVER - SŁOWOPLASTYKA

Step 2015

1. Dysproporcje
2. Słuch
3. Cartoon Network
4. Gdy DJ opala lufę
5. Grawitacja
6. Życie jest dziwką jak postać w lustrze
7. Święte słowa
8. Matka Polka
9. Dzwoni telefon
10. Walking Dead
11. Podwójne życie Mateusza P.
12. Tydzień
13. Psy i koty
14. Egzystencjalnie
15. Listonosz

    Rover awansował z oddźwiernego na pełnego rzemieślnika i od dzis zajmuje się cięciem i gięciem słów - czyli słowoplastyką. Po świetnym debiucie na legalu, po kilku bardzo dobrych wejściach gościnnych, Rover wydał część kolejną. Jeszcze przed włączeniem widać, że to nie jest zwykła płyta. Kiedy zajrzymy do środka, okaże się, że płyta ilustrowana jest niezwykle klimatycznymi zdjęciami, wykonanymi przez... samego Rovera. Artysta pełną gębą, ja cię (sarkazm: 0).
    Jak się tak dobrze przyjrzeć układowi płyty, to można ją podzielić na strefy wpływu poszczególnych producentów. Rozpoczyna Jimmy Kiss ze swoimi niby klasycznymi, ale jednak pociągniętymi w swoją stronę bitami - tak potrafi tylko Kiss ('Słuch' jest świetny!). Po Jimmy'm mamy mieszankę: jest uRban z njuskulowym, ale bardzo udanym 'Cartoon Network', jest BobAir z nudnym, z zamierzenia pewnie relaksującym 'Dgy DJ odpala lufę', jest Senn ze swoim grawitacyjnym dubstepem i jest Gruby z nowoczesnym, acz dość normalnym podkładem - choć przyznam, że "podwójne życie...' ma bardzo fajny, swingujący klimat. Od siódmego kawałka wchodzi Ostry i sytuacja zmienia się tu dość radykalnie: wchodzą konkretne bity, skrecze, głęboki bas - akcja nabiera tempa. To chyba najlepszy moment tego albumu. Zaraz po Ostrym wchodzi bowiem Eljot z numerem nieco w stylu Bajm, a jego drugi podkład też nie szaleje (co to za perkusja, ja jebię!). Juicy wchodzi egzystencjonalnie ze swoim ciężkim njuskulem, ale to bardzo fany kawałek. Na bitach są tu jeszcze Brant & Marcin Szmuc, ale oni nie pozostawili po sobie  szczególnego wrażenia. Ogólnie, muzyka jest bardzo różna: od klasyki Ostrego, po rozlazłe njuskule Bob Air'a.  
    Rover ma ugruntowaną pozycję, jeśli chodzi o jego wersy. Styl również jest na tyle porządny, by nikt nie powinien się czepiać - ot, czasem ktoś może ponarzekać, że nie rozumie, o czym ten koleś gada. Ale to już taka karma - Rover jest inteligentny, ma dość szeroki ogląd świata i jest świadom otaczającego go świata. Tu nie ma takiego smutku jak na 'Odźwiernym', jest za to sporo ironii i wiele obserwacji, czasem tak samo dość zaskakujących, jak celnych. Rover mówił, że nagrywał numery od razu po napisaniu kawałka, żeby zachować prawdziwość dla gry i szczerość. I owszem, ta surowość jest wyczuwalna, genialne pomysły przenikają się czasem z wpadkami stylistycznymi (weź 'Psy i koty', gdzie świetne wersy i o miałczenie zderzają się w niekoniecznie najlepiej wpasowanych wersach w ten, bądź, co bądź, kiepski podkład). Trafiają się tu wątki patriotyczne, bragga, egzystencjonalne, wszystko jednak miesza się w jedną gadkę, której nie da się cytować, bo wszystko wydaje się połączone ze sobą nierozerwalnie. Co ciekawe, nie ma tu żadnych gości, wszystko jest tak osobiste, jak tylko może być. Rover daje nam to, co ma w środku i nie pozwala rozwodnić przekazu nikomu. Dzięki temu mamy spójną wypowiedź, choć na bardzo różne tematy.
    To nie jets album wybitny. Owszem, dobry, interesujący, ale nie wprawia słuchacza w szał. Nie zawsze przekonuje, rozstrzał stylistyczny nie przemówi do każdego, tym bardziej wersy. Ale talentu i kreatywności Roverowi nie da się odmówić. Może tylko gdyby zdecydował się na stylistykę, w jakiej chce nagrywać - tu mógłbym zażyczyć sobie Rovera na bitach Ostrego - to byłby banger! A tak? tylko....

OCENA: 4+\6


piątek, 30 stycznia 2015

PRAKTIS - SYZYF

Step 2014

1. Introoz   
2. Wrażliwość   
3. Miszmasz 
4. Wenus 
5. Po omacku    feat. KUBA KNAP, CIRA 
6. Zanim zaśniesz
7. Psst...  
8. Chory pień 
9. Cena zwycięstwa    feat. LUKASYNO, KALI, KANCIK
10. EKG    feat. KALA 
11. Ironia losu   feat. MICHAŁ KISIEL
12. Bezdech  
13. Syzyf  
14. Zdolny jak    feat. KRET 
15. Prorok Herezjasz 
16. Bez końca 

    Białostocki rapper uderza po raz drugi. Wprawdzie w opisach płyty mówi się, że powstała we współpracy ze Step Records, ale jak sądzę, nie wyszła ona na legalu - przynajmniej nie było jej na półkach sklepowych. A szkoda.
    Muzyka tutaj gniecie do ziemi, siada kolanami na piersi i chwyta łapskami za gardło, utrudniając oddychanie. Poza 'Wenus' od DJ Hal'a i 'Ironią losu' Szczura, całość albumu popełnili Ayon i Dukato - dwaj zdolni, białostoccy producenci. Ale w sumie nie istotne, kto robił który bit - wszystkie brzmią bardzo podobnie. Ale nie chciałbym, aby ktoś zrozumiał to jako wadę - te podkłady są spójne, brzęczące elektroniką, tłamszące zawiesistym klimatem. Do tego wosk tną DJ Perc, DJ Fejm oraz DJ Shum i pasują tu te skrecze jak nic innego, bo brzmią, jakby robione piłą mechaniczną. To doskonała ścieżka dźwiękowa to filmu typu dramat psychologiczny z elementami thrillera. Niepokojąca. Wywołująca drgawki. 
    Praktis, wraz ze swoim głębokim głosem i toczącym się powoli flow idealnie pasuje do tych bitów. Rapper ma równie ciężkie wersy na temat rzeczywistości, jego przemyślenia osiadają na zwojach mózgu i ciążą. W pewnym sensie Praktis przypomina nieco Sokoła, ale to nie jest ani xero, ani inspiracja - po prostu brzmią nieco podobnie, jednak oba wokale i style dają się spokojnie rozróżnić. Ale to tak na marginesie. Bo Praktis ma swoją jazdę: ciemną, pełną zawoalowanych pragnień, ciężkich wejść, emocji i powietrza przesiąkniętego potem, strachem i seksem. Przy tym goście, którzy wiedzą, po co się tu znaleźli: Knap i Cira to absolutne mistrzostwo na feacie, cała trójka miażdży. Lukasyno i Kali są może mniej złożeni i skomplikowani, ale mają za to wersy 'prosto w twarz'. Michał Kisiel udowadnia, że nie można zapominać o tym graczu. A przecież są tu jeszcze wokaliści, którzy także wprowadzają silne emocje. 
    Kurwa, pocę się jak szczur, ale słucham tego materiału raz za razem. Nie jestem w stanie się uwolnić od tego albumu, bo wciąga jak krechy w nozdrza. To bardzo ciężki materiał w odbiorze, ale ja lubię takie rzeczy. Wybitnie spójne, przepełnione emocjami. Dlaczego to nie poszło do sklepów? Niemal wybitny materiał!

OCENA: 5+\6


czwartek, 1 stycznia 2015

ZBUKU - ŻYCIE SZALONYM ŻYCIEM

Step 2014

1. Intro (Na raz) 
2. Szczęście 
3. List do...
4. Gierek 
5. Rockafeller 
6. La Vida Loca   feat. KOBRA
7. Skurwysyny 2    
8. Młoda krew    feat. ŚLIWA, SZTOSS
9. Nie będziesz pierwszy   feat. ROVER 
10. Mam tylko tyle    feat. BIG_A 
11. MVP 
12. Ja i moje ziomki   feat. KAJMAN, BEZCZEL, CHADA 
13. Potrzebuję tego   feat. PTP
14. Na lepsze 
15. Szczęście RMX 

    Zbuku jest ostro promowany. To już jego drugi album, Chada go ostro wykorzystywał na swojej ostetniej płycie, teledyski kręcono w Hiszpanii, czy wręcz w Tajlandii (rozumiem, że Zbuku kupił sobie wakacje w Tajlandii na zniżce i przy okazji skręcili wideo - tak czy siak, niezły pomysł)... Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten szum wokół Zbuka, ale może po prostu się nie znam.
    Zawsze mówię, że zatrudnianie osobnych producentów do pojedynczych kawałków to pomysł mocno karkołomny. Tak jest też nieco tutaj. Wprawdzie są tu producenci, którzy zrobili trzy, bądź dwa bity, ale jest ich tylko trzech - sprawia to, że mamy tu ponad dziesięciu producentów i tyleż samo pomysłów na muzyke rapową. Tym bardziej, że Zbuku pozbierał ich z różnych stron gry. Najbardziej wykorzystywany tu jest And, który robi dość klasyczne podkłady, ale o bogatych aranżacjach, w których gra bogate instrumentarium - obojętne, samplowane, czy grane. To syte podkłady, których słucha się całkiem nieźle. Poza tym, mamy tu trzy rodzaje hip hopu: romantycznie zwiewne: Pawbeats & BobAir i Maste. Drugi rodzaj to elektronika i syntetyki, jest tu Julas (bardzo udany 'La vida loca'), DJ Flip (dość słaby 'Na lepsze') i Świerzba, który coraz lepiej wypada na tych legalach (weź ten akordeon w 'Ja i moje ziomki'! Nie pomijając pierdolnięcia w 'Potrzebuję tego'). Trzeci typ to klasyczny rap, ale zagrany z tym nowoczesnym nerwem: czystym i laboratoryjnie sterylnym. Tu grają Donde, Eljot, Nitro, Zbylu, Lema. Wyraźnie widać, że tego ostatniego rapu, nowo-klasycznego, jest najwięcej, więc czasem po prostu te dwa pozostałe tu nie pasują... Do tego dostajemy sporo skreczy od DJ Flip i DJ Element, co jakby dopełnia klasyki. Nie zmienia to jednak faktu, że najlepiej brzmią tu te syntetyki od Julasa i Świerzby, bo to istna czołówka tego typu produkcji. Reszta, poza kilkoma wyjątkami, brzmi beznamiętnie.   
    Ten lekko przyduszony wokal może i płynie po bicie. Pewnie wolnostylowcem Zbuku jest niezłym. Ale jest w nim coś, co sprawia, że ni cholery nie mam go ochoty słuchać. Zakładam, że to te teksty, które są tak banalne i nijakie, że nie ma tu nic ciekawego. Nawet, jeśli Zbuku się wywnętrza, opowiada o swoich uczuciach, jara się wyjazdem do Bangkoku, mówi o swoim uczuciu do muzyki i jak jego pokolenie zostało wychowane na polskim rapie. Nie wspomnę o panczach, które również są dość miękkie. Nie o to chodzi, że to są kiepskie, infantylne wersy o głupich rymach. To raczej takie beznamiętne i nieciekawe historyjki chłopaka z niewielkiego miasta o jego sukcesie i przeżyciach. Pewnie da się znaleźć kogoś, komu wydaje się, że utknnął w swoim kilkudziesięciotysięcznym miasteczku bez szans na nic i wydaje mu się, że taki Zbuku jest dla niego wzorem i kluczem do sukcesu. Wówczas te wersy mają sens - jeśli mają komuś pomóc. Ale tak stojąc z boku (z buku - łap ten follow up, zboku - znowu to łap), to jest zwyczajnie nudne. Na szczęście są tu jeszcze goście - każdy z nich wniósł coś ciekawego do gry. Kobra zniszczył Zbuka na tym nowoczesnym bicie Julasa - mimo pierwszego oszałamiającego rymu 'kuchnia-kuchnia', szczyt jebanej finezji. Sztoss wprowadza raggowe wajby i tutaj nawet Śliwa brzmi lepiej i bardziej interesująco. Nie wspominając już o Roverze, który wyraźnie wbija na wyższy poziom. Bezczel dał ognia w ziomalskim posse traku, choć nawet Chada wypadł tu całkiem nieźle. Na drugim biegunie jest mierniutka Big_A, Kajman z idiotyczną zwrotką oraz przeciętni PTP.
    Jaka to więc płyta? Przeciętna. Poza paroma kawałkami wartymi uwagi (Rockafeller, Ja i moje ziomki, Młoda krew, może La vida loca), niewiele tu jest ciekawych rzeczy. A żeby goście pokonywali samego gospodarza? Ale dobrze, że są, bo jest dzięki temu ciekawiej. Jednak to kolejna płyta Zbuka, która jest poprawna, choć bez rewelacji.

OCENA: 3+\6


wtorek, 30 grudnia 2014

CHADA - EFEKT POROZUMIENIA

Step 2014
   
1. Słuchasz na własne ryzyko   feat. HUKOS, MASKOT
2. Efekt Porozumienia   feat. KAEN, ZBUKU
3. Proceder   feat. MAFATIH, AK-47
4. O ciszy zapomnij   feat. SHELLER, MAFATIH
5. Mój własny porządek   feat. ZBUKU
6. Nie zatrzyma mnie nikt   feat. RYTMUS
7. Ulica ściany płaczu   feat. MAFATIH
8. Kiedy jak nie dziś
9. Innego życia nie znam
10. Nie będziemy płakać   feat. SOBOTA
11. Miało być inaczej   feat. ZDOLNE PRZEDMIEŚCIE
12. Manewry miłosne   feat. ZBUKU, BEZCZEL
13. Pierwsza linia frontu   feat. ZBUKU, DIOX
14. Fundament   feat. HEAVY MENTAL
15. Nie zabieraj mnie stąd   feat. KINGA KIELICH

    Chada to niewiarygodnie płodny rapper w ostatnim czasie: tylko w ciągu tego roku wydaje dwie płyty, udziela się na wielu featach, siedzi w więzieniu, jest na przepustce, pojawia się i znika, goni go policja, ścigają fani, kurwa, taki fejm. Dzięki temu jego życie jest 100% prawdziwie na ulicy. We wkładce płyty Chada z grubym kajdanem na karku, Chada umięśniony, Chada refleksyjny. Nie, nie drwię.
    Tytuł płyty można rozumieć różnie. Jeśli chodzi o muzykę, to tutaj efektem porozumienia jest współpraca z RX, któremu Chada oddał całkowicie stery. I świetnie się stało, że na bitach nie ma już tej całej plejady identycznie brzmiących bitoklepów. RX nie dość, że dał równo brzmiące i całkiem agresywne podkłady, które idą krok w krok z Chadą, to jeszcze są to silne, uliczne podkłady, ale nie oparte na wiecznych rzewnych skrzypkach i niskich dźwiękach pianina. RX stworzył, owszem, uliczna muzykę, ale taką, jakiej brakuje na większości tego typu produkcji. Dojrzałą i bardziej oryginalną, niż większość. Producent sam tworzy aranże, z rzadka sampluje, ale i tak wszystko układa raczej klasycznie, choć, jak to się mówi, 'up-to-date'. Fajnie patefony ogarniają DJ Flip, DJ HWR, ale i sam RX, który okazuje się być wszechstronnie uzdolniony. Można powiedzieć, że RX uratował ten album.
    Chadzie służy życie na krawędzi, bo w porównaniu z 'Synem Bogdana', który wyszedł przecież raptem pół roku wcześniej, to niebo a ziemia. Oczywiście, w sprawi antycznego wręcz flow nie zmienia się nic, ale przecież, tak sobie myślałem, że nie każdy musi być akrobatą i nie każdy musi się wyginać w paragraf na tych bitach. Grunt, to dobrać sobie takie podkłady, żeby technika co najmniej nie przeszkadzała. I na eriksowych podkładach zupełnie nie wadzi, co więcej, współgra. Może nam technika nie wadzić, ale słuchając rapu, ciężko nie zwracać uwagi na to, co mówi MC, nie ma siły. Tu już jest gorzej, teksty leżą na ulicy, wystarczy schylić się i podnieść... Zaraz, wróć: czy idąc po ulicy podnosisz wszystko jak leci? Właśnie... Owszem, wpadło mi w ucho kilka całkiem przyzwoitych wejść (np. te hasztagi o Lepperze, czy wikolu - no, no), to o ocenianiu postępowania Chady, że złodziej, a sami oceniający mają zaciągane mp3 na dysku - dość udane lawirowanie. Natomiast, nie oszukujmy się, nie ma tu nic skomplikowanego. Ale chyba nie musi, 'z wersów kipi agresja, nie spodziewaj się cudów'. Za to kolejną cegiełką do zrozumienia tytułu jest lista gości - czasem iście zaskakująca. Przy takiej ilości rymujących ludzi, jak zwykle można wyznaczyć ze trzy grupy. Pierwsza, to ci, którzy robią wrażenie i pokonują Chadę juz na starcie. To na pewno Hukos, ale również zaskoczył Kaen, bardzo przyjemnie płynie AK-47, naprawdę nieźle wszedł Szelka, ciekawym pomysłem było zaprosić Zdolne Przedmieście - niezły podziemny skład z Bielska. Do tego, na tle Zbuka i Chady, dobrze brzmi Diox, choć znowuż dał wers-taran, wywalający otwarte wrota. Oddzielnym rozdziałem jest tu występ słowackiego gwiazdora Rytmusa. Druga grupa, to rapperzy którzy idealnie dostosowali się do poziomu Chady: Maskot, Sobota, rozczarowujący Bezczel i nijacy Heavy Mental. Reszta nie daje rady zupełnie: Mafatih to jakaś pomyłka, a Zbuku, którego promuje się tu intensywnie, tylko wkurwia swoimi wersami, których jest o wiele za dużo.   
    I co? Po Synu Bogdana spisałem Chadę na straty, a ten porozumiał się z RXem i sporą ilością rapperów i razem wysmażyli może nie aż bardzo dobrą, ale przyzwoitą płytę, której wcale nie miałem ochoty wywalić z odtwarzacza. Może ocena lekko na wyrost, ale nie szkodzi.

OCENA 4-\6


poniedziałek, 22 grudnia 2014

MŁODY M - WIECZNIE MŁODY

Step 2014

1. Wiatr Zmian 
2. Jak Złoto 
3. Słowa Są Przy Tym Banałem 
4. Tyle Czasu Na Ból 
5. Taran 
6. Dudni Rap Tłusty 
7. Dumny Poeta feat. TOMEK WÓJCIK
8. Wiecznie Młodzi feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK 
9. Nie Gniewać Się Na Los 
10. Pustka 
11. Większa Bomba feat. TEMEK, INSERT 
12. Bez Kompleksów 
13. Wśród Tysięcy Prawd
14. Nie pytaj mnie    feat. KĘKĘ, CHADA, ŻARY 

    Rozwój oznacza zwykle zmiany, czasem bardzo radykalne. Młody pozbył się więc Radonisa - oczywiście nie całkowicie, ale nie produkuje on już całości. Poza tym, tytuł płyty jest przewrotny - czy Młody jest taki wiecznie, czy raczej wiecz-NIE? Zatem - odświeżenie wizerunku, czy wciąż ta sama droga? Nie jestem fanem Młodego, ale zawsze produkcje sprawdzam, bo są całkiem porządne.
    A więc kto zamiast Radonisa? Sporo. Jeśli chodzi o produkcję, to rzeczywiście powiał 'wiatr zmian', bo mamy tu pełną paletę producentów, a większość dała tylko po jednym traku. Album otwiera mocny banger od Donde - wpadający w ucho i zapowiadający ciekawe rzeczy. Zaraz za nim wjeżdża dziwaczny podkład Vixena z minimalną perkusją - bardzo trudny do zarymowania, acz wysoce intrygujący. Podobnie ogarnia swoje DillDrumz z konkretnym syntetykiem z oszczędną perkusją i linią melodyczną (że jaką?). Są tu jeszcze Bob Air, Manifest, Radonis (całkiem niezły 'Bez kompleksów' - może było mu jednak zostawić produkcję?), Eljot i Kaszpir (dobry konkretny podkład). Dwa bity podał Secret Rank: świetny, nieco orientalny trap 'Słowa Są Przy Tym Banałem' i straszny dicho-pop w 'Nie Gniewać Się Na Los', a jako jedyny RX dał aż trzy, szkoda, że są to najnudniejsze traki na tym albumie. Takie niby klasyczne, ale raczej nie samplowane, takie romantyczne, podobnie jak tytułowy numer od Pawbeatsa - popowo-dyskotekowe gówno, którego wydanie na singlu miało chyba na celu trafić pod strzechy wiejskich remiz. Generalnie płyta jest bardzo średnia i posiada bity z bardzo różnych bajek - do trapowych bangerów, przez niemal klasyczne podkłady, aż po ordynarny disko-pop. Ponad połowę płyty po prostu muszę przerzucać, bo nie daję rady tego słuchać.   
    Młody zazwyczaj potrafi nawinąć - im bardziej klasyczna perkusja, tym jest lepiej. Natomiast przekleństwem Młodego wydają się te połamane trapy, na których niekoniecznie wie, jak ma się odnaleźć. O ile w 'Taranie' brzmi to jeszcze jako tako, to przy vixenowym 'Jak złoto' rapper wypierdala się co moment w manowce. Ale to margines. Młody wie, jak zająć się mikrofonem, choć jako rapper jest dość dobry, choć z tej średniej półki. Nie ma tu wielkich wzruszeń, wpada kilka naprawdę mocnych traków ('Wiatr Zmian', 'Słowa Są Przy Tym Banałem', 'Nie pytaj mnie'), ale im dalej w głąb płyty, tym gorzej. Sprawę kładą kawałki z wokalistami w refrenach: nie dość, że podkłady brzmią jak ze składanek RMF FM, to dodatkowy popowy trend wplatają właśnie wspomniane refreny. Myślałem, że 'Dumny poeta' to szczyt tandety, ale zapomniałem o 'Wiecznie młodych' - nie daję im rady - skip, skip. 'Nie gniewać się na los? Kolejna masakra, skip. Zawartość liryczna jest bardzo osobista, więc i nie ma tu zbyt wielu gości. Dominują wokaliści, ale są i rapperzy. Uwagę zwróciłem tylko na Kękę, a jeśli Chada brzmi na tle reszty ciekawie, to nie miej więcej pytań.
    Szkoda potencjału. Zapowiadało się poważnie nieźle, ale Młody przekombinował. Raz, za dużo tu producentów. Dwa, za duży jest rozstrzał gatunkowy i zbyt wiele miernych prób crossoveru w najgorszym klimacie. Trzy  naprawdę dobre numery nie ratują płyty, bo na drugim biegunie są co najmniej trzy, przez które nie jestem w stanie przebrnąć. Bardzo średni album.

OCENA: 3-\6


poniedziałek, 24 listopada 2014

ROZBÓJNIK ALIBABA - BAL MATURALNY

Step 2014

CD1:
1. Intro
2. Ty & Ja feat. RDW, AICHA
3. Zakazany Owoc feat. BEZCZEL
4. Przyjaciel   feat. WILKU WDZ, MARTA
5. Nie Ma Mnie   feat. BONSON
6. Nie Możemy Być    feat. BEERES, SULIN, AICHA, ASTEYA
7. Magnes   feat. BORIXON
8. To Nie Koniec Świata   feat. LADY PANK, PEJA
9. Dożylnie   feat. ONAR
10. Młodość   feat. PIH, PAWEŁ KUKIZ
11. Wszyscy Jesteśmy Chrystusami   feat. KOBRA
12. Zbyt Wiele    feat. KRZYSZTOF CUGOWSKI, VNM

CD2:
1. Sezamie Otwórz Się   feat. LUKASYNO
2. Amerykański Sen   feat. JURAS, KAEN
3. W Głowie Swej   feat. BAS TAJPAN
4. Uciec Stąd   feat. SOBOTA
5. Zosia   feat. CHADA, KROOLIK UNDERWOOD
6. Maski   feat. HZOP
7. Dzisiaj Mamy Siłę   feat. PALUCH
8. Proch i Pył   feat. DIOX
9. Byliśmi   feat. MIUOSH
10. W Sieci    feat. PONO, KAZAN, LAURA
11. Miłość & Nienawiść   feat. FU, AICHA
12. Złoty Strzał   feat. HUDY HZD
13. To Jest Już Koniec

    Czegoś takiego jeszcze nie było. Rozbójnik Alibaba, czyli Robert M, nawiązał współpracę z Janem Borysewiczem z Lady Pank, którzy... zaprosili na płytę rapperów. Cholernie karkołomne. A do tego dwupłytowe. Pomyślałem sobie, że to może być coś naprawdę konkretnego i oryginalnego, ale równie dobrze zbyt łatwo jetu tu coś spieprzyć. I tu obawiałbym się wyjątkowo nie o rapperów (choć niektóre ksywy mam zaszeregowane na marginesie akceptacji), co o muzykę i połączenie Roberta z Borysewiczem.
    Podstawę muzyczną tworzą tu podkłady Roberta M, będące mieszaniną różnych nowoczesnych stylów, ogólnie pojętych pod szyldem brzmień klubowych. To te wszelkie njuskule, trapy, srapy, ambienty, popy i chuj wi co jeszcze. Ciężko tu jednoznacznie określić typ muzyki, ale musimy mieć w pamięci, że Robert NIE jest producentem hip hopowym. Dlatego te syntetyczne dźwięki będą różniły się od tego, do czego przyzwyczajają nas Sherlock, Foux, czy Bob Air. Owszem, dominują syntezatory, perkusje są, bądź ich nie ma, czasem bardziej bumbapowe, czasem zupełnie popowe, czasem trapowe. Zaskakują trochę kawałki z mocnym akcentem new romantic ('Nie ma mnie' z Bonsonem, 'Maski', czy 'Amerykański sen'), który zamiast wybiegać w przyszłość, cofają nas do lat '80. Całość spaja jakby z innego świata Jan Borysewicz ze swoją elektryczną gitarą, która jednak objawia się głównie na początku\końcu numeru albo w refrenie. Choć zdarzają się takie funkowo-bluesowe numery, jak 'W głowie swej', gdzie te gitarki robią fantastyczny klimat albo nawet nieco orientalny 'Złoty strzał'. Jest nietuzinkowo, ciekawie, choć nie wszystkie podkłady mi weszły bezboleśnie. Czasami jest tu zbyt duża zamuła, ale nie będę narzekał, bo tych fajnych momentów jest sporo.     
    Mamy tu do czynienia z dwoma typami wokalistów. Ta liczniejsza to naturalnie rapperzy, ale oprócz nich są tu przecież wokalistki, a także nasze poprockowe gwiazdy. Ci pierwsi, zresztą zgodnie z oczekiwaniami, wypadli bardzo różnie. Z uwagi na mnogość gości rapujących, skupmy się na tych, o których warto gadać. A zatem zaskakująco porządnie wypada tu Wilku, świetnie jedzie Bonson na tym bicie jak z atari, zdziwił mnie Borixon ze swoimi dobrymi i przemyślanymi wersami, a także Kobra w jednym z lepszych kawałków. Jednak to duet Cugowskiego z VNM niszczy system i kończy pierwszy cedek wybornym akcentem. To swoiste preludium, bo druga płyta zaczyna się od tych mocniejszych akcentów: coraz lepszy Lukasyno, niczego sobie Kaen, Bas Tajpan, który bangla głównie dlatego, że bit jest super, ale niech ma. Dobrze ogarnia te gitary Sobota, a honor oddać muszę HZOPowi, którego zazwyczaj nie mogę słuchać, ale tutaj naprawdę się postarał. Poziom trzyma Paluch, Diox dał niezgorszy, ale dość typowy dla siebie klubowy storytelling, a Hudy wjeżdża ostro i ulicznie, ale na poziomie. Jeśli chodzi zaś o wokalistów, to naprawdę dobrze wypadają znane z X-Factor Aicha & Asteya, których głosy mają kolosalny wajb i brzmią wybornie. Lady Pank mnie rozczarowali, bo w duecie z Peją wyszli mocno nijako i płasko. To już lepiej brzmi refren Kukiza z Pihem. O Krzysztofie Cugowskim już wspomniałem - ten papier ścierny w głosie wywołuje dreszcze na tym podkładzie z wersami VNM.   
      W sumie to ciekawy album. Fajny pomysł, aby dla rapperów skompilować rocka z muzyką elektroniczną. Nie zawsze wychodzi to wybitnie, czasem zamula, ale znajdzie się na tych dwóch płytach materiału na bardzo dobrą JEDNĄ cd. Jak zwykle przedobrzyli, ale wcale nie tak bardzo, żeby narzekać. Coś innego, świeżego - każdy wybierze sobie to, co mu odpowiada. I dobrze. Czy oznacza to, że hip hop jest wreszcie na tyle szanowanym w Polsce gatunkiem, że nikt nie waha się, aby współpracować z wykonawcami? Czy o to nam chodziło? Tu każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jeśli odpowiedź jest tak na pierwsze i nie na drugie, nie zabieraj się za ten album.

OCENA: 4-\6


poniedziałek, 10 listopada 2014

KAFAR - PANACEUM

Step 2014

1. Intro (prod. Goofer, skrecze DJ Gondek)
2. Panaceum 
3. Cena marzeń    feat. SHELLERINI, ERO 
4. Nie pójdę z Tobą na dno    feat. KACZOR 
5. Strzał życia   feat. BONUS RPK 
6. Korpo kurwy    feat. BEZCZEL 
7. Czasem to po prostu nie wystarcza
8. Idzie życie    feat. DIXON37
9. Musisz sam wiedzieć 
10. Świat nie znosi pustki    feat. HZOP, SOWA
11. Najstarsza choroba ludzkości 
12. Lilium inter spinas 
13. Rana, która się nie goi    feat. O.S.T.R. 
14. Z braku laku    feat. KĘKĘ  
15. Niewdzięczne serca    feat. KARTKY 
16. Był sobie Hip-Hop 
17. Outro 

    Grupa Dixon37 przeszła w zasadzie do klasyki ulicznego rapu, jednak po powrocie w zeszłym roku z drugim alnumem 'O.Z.N.Z' publiczność nie była zachwycona. Okazało się, że zespół stoi w miejscu, te bity nie bujają, a owa prawda szczera, płynąca z wersów, jest tak oklepana, że może stanowić taran do wyważenia otwartej bramy. Może dlatego właśnie Kafar postanowił pokazać, że on tu ostatniego słowa nie powiedział.
    Kafar, zbierając podkłady na płytę, chwycił się patentu, na którym łatwo się poślizgnąć: przyjął bity od wielu różnych producentów, tak, że poza drobnymi wyjątkami, co numer, to inny bitmejker. Po dwa podkłady dali jedynie coraz częściej dostrzegany, radomski producent Tytuz, RX oraz Ostry - nie liczmy Goofera od intra i outra. Podkłady można podzielić na niejako trzy części. Mamy tu zatem producentów celujących w nowoczesności, takich jak Fspólny (swoją drogą świetny tytułowy numer) i uRban (brzęczący, acz ciekawy 'Strzał życia'). Druga, najliczniejsza grupa, to coś pomiędzy, czyli rap z przełomu wieków: nieco sampli, nieco elektroniki. W tej szufladzie siedzi Wits, Poszwixxx, Tytuz, RX (mętny i rozlazły numer z Ostrym), Wowo, Famebeats i Larkin. Trzecia część to klasyczny hip hop, powstały na bumbapowych perkusjach, samplach i niskim basie. Tutaj siedzą Lovenprajs (bardzo przyjemny 'Cena marzeń'), tradycyjny Ostry ze świetnym 'Niewdzięczne serca' i nudnawy Chlebson w 'Lilium inter spinas'. Doskonałą robotę robi tu DJ Gondek, wykorzystywany ostro, ale skutecznie. Muzyka więc to sinusoida, bo atmosfera a to się wznosi, a to siada, przygnieciona zamulającym podkładem.   
    Jako rapper przeciętny, choć obdarzony niezłym, dość charakterystycznym głosem, Kafar musi się czymś wyróżniać spomiędzy setek rapperów ulicznych. Dla wielu litery DIX są magiczne, ale nie nagrają za Kafara albumu. Żeby znaczyć coś więcej na scenie, trzeba mieć jakiś hak na słuchacza, przyciągnąć go, jeśli nie wyjątkowym flow, to tekstami o potężnej mocy. Jak już wspomniałem, Kafar ma flow bardzo proste i zwyczajne, zostały więc teksty. Mocne? Nie koniecznie. Skomplikowane i zadziwiające? No raczej nie. Porządne jak technika, ale nie rzucają na podłogę. Na szczęście nie są kolejnym identycznym stekiem bzdur, jak na innych albumach ulicznych. Nawet wahałbym się, czy jest to rap uliczny, bo 'to jest rap i robię go po prostu'. A że jest tu sporo rzeczywistości i życia, czyni to album normalniejszym i mniej napuszonym. Oczywiście, nieobce Kafarowi są tematy ciężkiego życia i dążenia do celu, nie poddawania się, ale oprócz tego mamy tu również ciepłe słowa o powrocie do Złotej Ery i początków rapu w Polsce, no i mniej sympatyczne tematy o lądowaniu na dnie. Nieźle wychodzą tu może nie tyle storytellingi, ale opowieści z miasta, które prowadzą nas przez te ciemniejsze zaułki życia. Żeby nie było nudno, na albumie znalazło się sporo gości, co nie zawsze wyszło na dobre. O ile nie spodziewałem się wiele po Bonusie ani HZOPie - i słusznie, to zawiódł Kaczor i Bezczel. Cały Dixon wszedł z ciężkim tematem na ciężkim bicie Wowo - taki penitencjarny numer wyszedł. Za to na drugim biegunie weszli Szelka i mniej Ero - ci wyróżniają się tym, że zaproponowali coś innego swoimi wersami. Ostry, choć bez rewelacji, i tak swoim wejściem zamiótł większość gości pod dywan, zresztą tak samo, jak KęKę. Zaskoczył niezłą zwrotką nieznany mi wcześniej Kartky. Bilans gości wypada więc mniej więcej na zero.
    Kurka, wyszła z tego nawet niezła płyta. Trochę czasem kuleje muzyka, czasem kuleją goście, ale na równym, porządnym poziomie leci Kafar, kilku 'featurowców' miło uprzyjemnia materiał i jest tu parę kawałków naprawdę wartych uwagi:' Panaceum', 'Cena marzeń', 'Był sobie hip hop', czy 'Niewdzięczne serca'. Nie jest to twoja pierwsza lepsza płyta uliczna - jak już wspomniałem, ona nie jest uliczna. To rap o rzeczywistości, bez napuszonego prawilniactwa i truizmów, które słyszeliśmy już tyle razy, ze robi się niedobrze. Można zrobić niezłą płytę w tym klimacie? Można. Kafar solo > Dixon37 w 2014. 

OCENA: 4\6         


środa, 5 listopada 2014

ONAR - AUTODESTRUKCJA

Superelaks 2014

1. Daj mi rękę
2. Dorosłe dziecko
3. Starerzeczy/Nowerzeczy
4. Ptaki na niebie   feat. LUKA
5. 1000e serc
6. Sinusoida
7. Wszechświat   feat. LUKA
8. Nobody knows feat. DJ GRUBAZ
9. Smutny rap
10. Wolne atomy
11. Do lustra
12. Jutro

    Autodestrukcja? Doskonały tytuł dla Onara. Od jakiegoś czasu zdarte gardło nie daje rady, od jakiegoś czasu Onar brnie w nicość. Padłem, czytając zapowiedzi: 'Po oszałamiającym sukcesie albumu „Nowe Światło”, nagranego wespół z Miuoshem, Onar powraca z kolejnym solowym krążkiem.' OSZAŁAMIAJĄCYM SUKCESIE. Aha. Bez jaj. 
    Produkcją dla Onara zajęli się Polo, Du:It, Sampler Orchestra, Czarny Hi Fi, Fleczer, Donde, Bob Air, JH... Mamy tu więc niezły przekrój producentów i stylistyki, jaką proponują. I tak, choć generalnie przyjąć trzeba, że na albumie rządzi njuskul i nowoczesne brzmienia, to jednak amplituda rośnie, bądź opada. Dlatego mamy tu pełne spektrum podkładów: od niemal klasycznych bitów Donde, przez trapy Polo i melancholie Czarnego, po progresywne elektroniki Bobera, czy Fleczera. I wiecie co? Nawet te nowoczesne wariacje na temat hip hopu nie są wcale takie złe. A jeśli dodatkowo okraszone są skreczami DJ Grubaza, to już naprawdę jest porządnie. Onar postarał się dobrać podkłady tak, aby nie kłuły w uszy, ale nadążały za trendami. I nadążają, są na wskroś nowoczesne, ale w tym samym czasie dają się słuchać z pewną przyjemnością.      
    Może nadinterpretuję, ale chyba zaczynam rozumieć, co się dzieje z Onarem. Zdarte gardło jakby chrypi jeszcze bardziej, ale nie o to chodzi. Onar nadal nie umie regulować oddechu podczas rymowania, ale nie o to chodzi. On cierpi. Naprawdę. Ta płyta jest tak osobista, że aż boli. Potwierdzeniem tej tezy wydaje się zupełny brak gości. 'To kolejna dobra płyta, na kolejnych dobrych bitach' - coś w tym jest. Po tym, jak Onar dojrzał do rapu okazało się, że niewiele osób dojrzało do samego Onara. Ale teraz poziom jakby się wyrównał. Jeśli przeżyjesz i przyjmiesz ten cholerny, drażniący wokal, to okaże się, że spoza tej chrypy wyłania się coś więcej, niż tylko weteran, który chciałby się liczyć, ale nie ma siły. Owszem, Onar wpada w zadyszkę, ale poza tym, ma się chyba najlepiej, biorąc pod uwagę ostatnie lata. Robi ten swój 'smutny rap' i czuje się z tym dobrze - jedyny problem w tym, żeby słuchacz oswoił się z tym gorzkim i smętnym rymowaniem, bo Onar nie ma zamiaru rozpieszczać konsumentów radosnymi opowiastkami - zgorzkniał i zmarkotniał. Na dobre?
    Wyznam, że spodziewałem się siary. Ale nie. I tak nie wszystkim będzie się ta płyta podobała, ale nie jest zła. To jednak z tych poprawnych, dość porządnych płyt, które stanowią o kondycji rapu w kraju. Onar nagrał jedną z lepszych swoich płyt i bardzo dobrze. A że to płyta tylko niezła, to już inna historia.

OCENA: 4\6