Polski hip hop. Wydawnictwa oficjalne i nielegale. Recenzje i podsumowania. Możliwość odsłuchu i ściągnięcia nielegali. Baza dla polskich wydawnictw hip hopowych.
* Wszystkie oceny i opinie są moimi osobistymi i subiektywnymi, więc jeśli nie zgadzasz się z jakąś oceną, bądź uprzemy nie wyzywać od najgorszych, tylko dlatego, że mam inne zdanie od Ciebie.
Kareta nie ma, co widać po okładce, zawieźć cię w krainę hip hopu. Ta kareta raczej ma być mocną kartą przetargową na polskiej scenie. Ryvin i Hmjeló działają tu tym razem jako duet producencki, ale dają również głos na mikrofonach. Do tego sympatyczne wydanie z kartami z talii karety i wychodzi z tego całkiem sympatyczna z założenia płyta z konceptem. Po tym duecie nie należy spodziewać się trapów, bo to raczej kolesie dość głęboko osadzeni w klimacie Złotej Ery i podziemnego grania. Jednak oczekiwanie na truskulowe podkłady jest równie błędne, co spodziewanie się cloudów. Cztery kawałki i cztery przerywniki są złożone z sampli, pociągniętych z rozmaitych okolic 'normalnej' muzyki, czyli przyswajalnej przez większość ludzi. Brzęczą tu więc folkowe kobzy, wyją skandynawscy pieśniarze tradycjonalni, ale również rzężą gitarowe riffy pobrane z metalowych płyt. To swego rodzaju mistyczna muzyka, pełna tajemniczych dźwięków i niepokojących klimatów. Obaj rapperzy mają na tyle różne style, że łatwo ich rozpoznać. Hmjeló ma ciężki wokal z bardzo bajkowo-fantastycznymi tekstami. Do tego potrafi nawijać po... łacinie. Ryvin ma zaś lżejszy głos, którym płynie nieco mniej agresywnie przez bity. Chłopcy złożyli karetę z konceptu, polegającego na tym, że wcielają się w cztery postaci, które borykają się z rozmaitymi problemami. I oto taki Wiking, jakże silny i waleczny, próbuje dać sobie radę z krasawicami z NFZ. Pielgrzym przemierza pustynię w poszukiwaniu sensu życia. Szlachcic uwielbia jeść, skupia się na chyżych dziewojach, odziewa tyłek w aksamity. Śmiertelnik zaś dąży, aby wypełnić swój los, który trzyma we własnych rękach. Całkiem ciekawy pomysł, aby dość zwyczajne rzeczy przyoblec w zamierzchłe postaci i słowa, które już często wyszły z użycia. To jakby rapową płytę nagrali trubadurzy i waganci z królewskiego dworu. Idea zabawna i niecodzienna, choć zdaję sobie sprawę, że nie musi się to wszystkim podobać. Ale stylistyka rapperów oraz ich wejście w klimat są godne gratulacji. Niezłe :)
Kolejny materiał spod znaku krakowskiego horror hardkoru Sekta nagrała w składzie Młody Goh, NRK a.k.a Bezpański Pies i Hmjeló. To krótki album trzech rapperów o nietuzinkowym flow i ciężkim przekazie. Hmjeló jest nie tylko rapperem, ale również okazuje się wyprodukować tę krótką całość, trwającą ledwie dwadzieścia trzy minuty. Ciężkie bity, oparte o ciężkie perkusje, wbijają ci się w mózg jak pazury Freddiego Krugera. Hmjeló postarał się o mroczne sample gitar, czy smyczków, które nie stanowią głównego motywu, a tylko wtrącają się na moment, aby zasiać ziarno niepokoju. Wariactwo. Tych trzech rapperów tworzy tu naprawdę wyjątkowy klimat. Hmjeló to taki gawędziarz z książek fantasy i mistrz gry z gier RPG. Ma ciekawy styl i teksty, które będą pasowały bez pudła do sesji typu Warhammer, bądź AD&D. NRK jest najbardziej 'normalny' w tym towarzystwie, bo i jego technika jest zwyczajna, w tekstach nie ma bluźnierstwa - ale to wcale nie znaczy, że NeRKa jest słaby. Jest po prostu najmniej wykręcony spośród tej trójki, ale przez to, że jest dość zwyczajny, wyróżnia się na tle kolegów. Goh, jak zwykle, pluje wersami, nie przejmując się konwenansami, kordonami, ni przyzwoitością. To już nie fantasy, tylko brud piwnicy zebrany skalpelem szalonego chirurga. O czym tu mowa? Nie wiem. Nie to jest tu ważne, o co chodzi, tylko o klimat paranoi, opętania i szału. Wariactwo. Sekta 666 doszła już do momentu, że nie będą przyswajalni przez zwykłych zjadaczy hip hopu. To ciężka jak nagrobkowa płyta (łapiesz to?). Jest to trudny materiał, bez życiowych rozkminek, czy bragga. To diabelskie monologi na temat twoich grzechów, szmato. Spłoniesz.
1. Intro 2. Hołd bohaterom - KEJRAZ 3. Drzewo - RYVIN, POLAR, WUER, SYLK 4. "Całuj" - KEJRAZ, CONES, HAKIM 5. Ziomy - WUER 6. Wciąż - SZPAK 7. Po swojemu/Motor - BUA, SYLK, SNAJPER, GREM 8. Wiele, niewiele - TATER, RYVIN 9. Z mojej perspektywy - ERHA 10. Reprezentant 2 - BUA, VOKE, CONES, RYVIN, ERHA, HMJELÓ, THM, SZPAK, WUER, KEJRAZ, SYLK, SAŁAT 11. Labirynt - HMJELÓ, BUA, POLAR, RYVIN 12. Weteran - RYVIN, HMJELÓ 13. Po prawej stronie - SAŁAT, GULI 14. Meta morfoza - GIBON 15. Pod Mocnym Aniołem - CONES 16. Przewrotne życie - SYLK, ATOR 17. W nowohuckiej kuźni - BUA, HMJELÓ, RYVIN 18. Nie po to by - SYLK 19. Bajeczka - HJMELÓ 20. Neverending story - WESOŁY
Po raz kolejny przyznam się do tego, że lubię krakowskie podziemie. PROkru jest drużyną, która swoją różnorodnością i często fantazją sprawia, że za każdym razem utwierdzam się w tym przekonaniu - zawsze chętnie sięgam po ich wydawnictwa. Teraz uderzają znowu: ta płyta to zbiór bitów i rymów od załogi PRO i ich przyjaciół. Co z tego wynikło? Wśród producentów tego albumu są zarówno sami rapujący, jak i nominalni bitmejkerzy - czasem samodzielnie, czasem w tandemach, czy wręcz triach. Bity robili tu Hakim, Ryvin, Hmjeló, Voke, Elgie i BuA - czyli taki team, którego można się było w zasadzie spodziewać, a także taki, który zapewni spójność brzmienia. Ta spójność przejawia się przede wszystkim w tym, że są to bity klasyczne, w których celuje zwłaszcza Hakim: bumbap, sample - kilimaty lat '90. Reszta zaś pozostaje w klimacie, ale w nico innym stylu, bo np. Voke i Elgie robią znacznie bardziej mroczne podkłady. Muzyka jednak niekoniecznie przekonuje, nie ma tu żadnych bangierów, które wyrwą cię z butów. Dostajemy porcję rzemieślniczych podkładów, które pod koniec płyty mogą nieco męczyć przewidywalnością i brakiem mało ogranych patentów. Przy takiej ilości rapperów (o ile dobrze liczę - aż siedemnastu!), ciężko jest utrzymać równy poziom rymów na całym albumie. Dlatego pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że na kawałki będę patrzeć raczej nie przez pryzmat całości, a bardziej przez poszczególne wejścia emsis. Tradycyjnie, w takich przypadkach da się rapujących wrzucić do trzech worków: 1 - daj tego więcej, 2 - ujdzie w tłoku, 3 - wyjdź i nie czaskaj furtko. I oczywiście tradycyjnie, pierwszy worek jest najchudszy. Kto tu trafia? Na pewno Cones, bo to mistrz wielokrotnych rymów, płynie po bitach jako jeden z najlepszych tutaj. Hmjeló ze swoim bajkowym stylem jest bardzo oryginalny, zwłaszcza, kiedy opowiada swoją bajeczkę po... niemiecku. Voke ma niezły flow i styl, a Sylk jest jednym z najbardziej charyzmatycznych rapperów tutaj, ma specyficzny sposób dzielenia wersów, ale daje sobie świetnie radę. W sekcji drugiej siedzą: wyżej, pukając do jedynki jest Kejraz, który ma ciekawy, głęboki głos i sprawne flow, choć niekoniecznie odpowiadają mi jego lekko napuszone i monumentalne wersy z mnogością wielkich słów, których używa. Również Ryvin, choć jest lepszym producentem, niż rapperem - zdecydowanie, choć potrafi dać naprawdę niezłe 'tłuste sety' (zwłaszcza w 'Reperezentant 2'). Polar ogarnia kawałki całkiem porządnie - choć nieco rzemieślniczo, Wuer ma fajne flow, choć może przeszkadzać maniera wokalna i jego branie oddechów pomiędzy wersami, Hakim posiada taki złotoerowy styl, który doskonale pasuje do takich bitów. Szpak jest zwyczajny, choć umie nawinąć i ostro przyspieszyć, no i oczywiście Grem, którego styl jest bardzo szczególny i choć lubię go słuchać, to jeden krótki wers to mało. Reszta sredniaków to BuA, Snajper, Tater, Guli, Gibon i Ator. Sałat z kolei to taki 'prawilniak', z kanciastym stylem i agresywnym wokalem, który, jak da się odczuć, sprawia mu chyba ból. W ostatnim worku siedzą Erha (ten człowiek rymuje od 14 lat? Litości!) i THM, który ma tylko jedną zwrotkę, a i tak się zgubił pod jej koniec. Poprzednia płyta PROkru podobała mi się znacznie bardziej. Nie wiem, czego tu brak - może podkłady są zbyt przeciętne, może rapperzy nie dają sobie częściowo rady... A może jest to wszystko zbyt zwyczajne, choć potencjał jest ogromny. Nie zmienia to faktu, że to naprawdę dobry, podziemny rap, ze sporą ilością ciekawych rzeczy - jednak ta zbitka w całości nie wywołuje gęsiej skórki. Jednak chłopcy zapracowali na solidną czwórkę.
PROKru to jedna z moich ulubionych ekip podziemnych - a co lepsze, Hmjeló jest jej czołowym przedstawicielem - a przynajmniej jednym z moich ulubionych. Zawsze z niecierpliwością wyłapuję ich wydawnictwa, bo każde mi się podoba. A teraz Hmjeló...
PRO opiera się głównie na produkcjach Ryvina, ale to jest płyta producencka Hmjela, więc to on jest odpowiedzialny za muzę, a całość obficie zraszają skreczami (ale poetycko mi to wyszło :P) DJ Sema4 i Szyman Selekta. Są to podkłady niby klasyczne, ale zawierają tyle, czasem dziwnych i zaskakujących dźwięków, że ciężko zaszufladkować muzykę na tym albumie. Flety, gitarki żywcem wyjęte z country, muzyka poważna, folkowe harmoszki, jeden Bóg wie, co jeszcze. Robi nam to w głowie niezły bałagan, ale nie pozwala się nudzić, zaskakując co chwilę innym klimatem. Kawałki skoczne, monumentalne, klasyczne, indie... Ciekawie tu jest, choć nie zawsze przypda mi flejwor do gustu...
Hmjeló to emce łatwo rozpoznawalny. Ma wyróżniający się flow z lekkim zaśpiewem, jednak nie budzącym wątpliwości, co do oryginalności. Ma bardzo duże spektrum tematyczne, w rymy wplata wiele odnośników do literatury i takiego... dworskiego obyczaju. Hmjeló lubi bawić się formą i choć czasem brzmi to dziwacznie i nawet śmiesznie, odmówić mu stylu i kreatywności nie można. I pomimo tego, że gości jest sporo, łatwo Hmjela odnajdziesz. Towarzyszy mu przede wszystkim gwardia z Pro Kru, z kilkoma tylko znajomymi spoza bandy. Zdecydowanie wyróżniają się tu Grem (na jego płytę czekam!), Bua i Cones - z resztą bywa różnie. Ale każdy z emce dostosował się do klimatu poszczególnych kawałków - rubaszne historyjki i bragga, czasem wręcz podjęte z takim sarmackim poczuciem humoru. Naprawdę - czasem rozbrajające :)
Doczekałem się fajnej płyty. Nie będzie to płyta roku, ale przynajmniej jest to coś, co można sobie włączyć na poprawę humoru. Choć oczywiście część powie 'co to kurwa za lipa???', ale do tej płyty TRZEBA czuć ten dowcip i umieć patrzeć przez palce. Płyta jest bardzo fajna i ja do niej powracam i będę to robił, bo mi styl Hmjela odpowiada.