Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stopro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stopro. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

ADHD - KOŚCI I KWIATY

Grasshopper 2015

1. Księga rymów
2. Bałałajka
3. Jakimś cudem
4. Za kurtyną powiek
5. Nie ma nieba
6. Na krańcu świata
7. Nerwus
8. Walka z cieniem feat. THE MOON
9. Pobite gary
10. Wino kobiety i śpiew
11. Pijany diabeł
12. Błędne koło
13. Karmazyn
14. Ty
15. Biała gorączka
16. Za tych co nie mogą
17. Dwanaście złotych

    ADHD, czyli Freon, Mustafa, Strach i Opiat siedzą na wrocławskiej scenie od ładnych paru lat. Nie jest to oryginalny skład, bo przecież trochę się pozmieniało przez lata, ale ostatnio dalo się zauważyć, że chłopcy pojawiają się coraz częściej u Winiego, czy na innych produktach Stopro. Transfer z Wrocka do Szczecina okazał się prawdą - legalny album ekipy znalazł się na sklepowych półkach.
    Nadwornym producentem grupy jest Opiat, który wyknał tu wszystkie bity z pomocą Panamy, grającego na różnych gitarach. Wyszła z tego muzyka mroczna, trochę w klimacie średniowiecznego lochu - doskonale pasuje do pretensjonalnej i teatralnej okładki. Pobrzmiewają tu echa klasycznego hip hopu, ale również bluesa, ragga, czy nawet nowojorskiego hardkoru. Nie zawsze efekt jest zadowalający, bo taki 'Na krańcu świata' kojarzy mi się raczej z nagrywkami Cathedral Hill (#gimbynieznajo), niż współczesnym rapem, ale kiedy na początku wchodzą te bałałajki, przyznam, że mnie wzięło. Nie na długo, bo bity nie są równe i akcja przelatuje od horroru, przez sensację do taniego melodramatu. Nie zawsze gitary Panamy pasują do całości, tworzą wrażenie, że to 'Muzyka łączy pokolenia' z Perfektem. Ogólnie nie jest źle, ale parę patentów jest nietrafiona.
    W składzie mamy trzech rapperów, każdy w zasadzie inny. Jeden z wyższym głosem, drugi warczy, trzeci zaś jest najbardziej melodyjny i modulujący głos - wybaczcie, nie wiem, który jest który. Nie istotne, bo mają dopracowany styl, więc słucha się ich nieźle. Z tekstami bywa dość różnie, często wersy są poetyckie i totalnie wpasowane w klimat okładki, czasem jednak wpadają w ton melancholijny albo wręcz przeciwnie, opowiadają dość brutalne historyjki. Mistycyzm, natchniona poezja - to jest skonfrontowane z nieco prostackimi opisami chlania oraz drastycznymi opowiastkami rodem z horroru. Wpadło tu kilka ciekawszych wersów i w zasadzie może warto sprawdzić ten krążek ale...
    Nie jest to konieczne. W zasadzie jest to płyta z założenia ambitna i oryginalna - i owszem, wyróżnia się na tle innych, ale chłopcy chyba trochę przesadzili w każdą stronę. Po pierwsze nie zdecydowali się, czy robią rap teatralny, horror core, czy zwyczajny reality rap. Po drugie, muzyka nie zawsze stoi na wysokości zadania. Po trzecie, za dużo patosu. Znośne, ale bez szału.

OCENA: 3+\6  

RZUĆ KOŚĆMI I WEŹ TEN BUKIET, SZMATO

wtorek, 9 lutego 2016

SOBOTA - SOBOTA

Stopro 2015

1. Mówią o mnie
2. Czekając na Sobotę    feat. RENA
3. Hej jak leci
4. Moje ziomki wciąż
5. Jedwab     feat. PIOTR KLATT
6. Łatwo powiedzieć feat. WINI, RENA, BONSON, MATHEO
7. Gwiazda rocka   feat. AUMAN 
8. Chciałbyś...
9. Przepraszam
10. Bandycki raj
11. Dirty dancing
12. Jestem stąd    feat. LUKASYNO
13. Ty już nie jesteś sam
14. W wielkim skrócie

    To już czwarta sobota w tej dekadzie. tym razem jest to po prostu 'Sobota', bez żadnych cudów. Okładka jest również bardzo prosta - bandamkowy wzorek, stylizowana sobota i dwie siódemki. Artysta tłumaczy, że prostota wynika z tego, że to ostatnia płyta, która w tytule ma sobotę - czemuż nie, to był akurat fajny pomysł!
    Gdybym zapytał, kto wyprodukował tu muzę, każdy strzeliłby bez namysłu, że Matheo. No i słusznie, bo nie zmienia się formuły, która przyniosła złotą płytę już trzy razy, prawda? Zatem dostajemy tu znowu 50 minut nowoczesnych, elektronicznych bitów, mocno czasem eklektycznych, łączących komputer i żywe granie. Matheo jest jednym z najbardziej utalentowanych producentów, robiących nowoczesny rap - on gra, nakręca, jest nietuzinkowy i nie zamula. Na płycie znajdziemy trochę gitar, tak jak w coverze Róż Europy, 'Jedwabiu', czy w 'Gwieździe rocka'. Matheo umie zapewnić odpowiednią dawkę adrenaliny tak, aby nikomu nie przyszło do głowy wyłączyć płyty w połowie. Nawet jeśli nie lubisz nowoczesnych brzmień i wolisz old school, to te bity nie kwestionują dorobku hip hopu, jak cloud, czy inne dziwactwa. Matheo po prostu wykorzystuje wszystko, co ma pod ręką, aby stworzyć coś unikalnego, pasującego fanom z każdej strony. 
    Sobota jest to bardzo sobą. Przedstawia on tu wszystko to, do czego przyzwyczaił nas na poprzednich albumach. Lekkość egzystencji, swoboda bytu, pogarda dla hejterów, których Sobota dorobił się zupełnie niechcący - to wszystko, z czego Sobota słynie. Znowu próbuje również śpiewać w 'Przepraszam' i okazuje się, że robi to całkiem przyjemnie, choć wraz z tekstem, refren robi nieco chodnikowe wrażenie... Zwrotki za to wybijają cię z błędu, o co chodzi. Wydaje mi się, że rapper postawił tym razem zupełnie na luźne i bezkompromisowe podejście do tematu, bez spinek i ciśnienia. Wyczuwalne jest to, że Sobota olał system i zrobił po prostu swoje. Zaprosił tu Piotra Klatta, który wzbogacił nową wersję 'Jedwabiu' swoim głosem. Zresztą, to nie jedyny wykonawca spoza macierzy - w 'Gwieździe rocka' śpiewa również frontman metalowego Frontside - Auman. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu Stopro-posse cut 'Łatwo powiedzieć', w którym każdy z uczestników dał bardzo dobre zwrotki. Ale w sumie ciężko znaleźć tu słaby trak - album jest równy jak niemiecka autostrada.
    To bardzo prosty album, ale nie znaczy wcale, że słaby. Sobota opowiada o sobie szczerze i bez woalki, ale również bez specjalnego włazidupstwa, żeby przypodobać się publice. Sobota, jaki jest, każdy widzi. I tyle. Bardzo przyjemna i nienapuszona płyta. Taka idealna na sobotę.

OCENA: 4\6   

PRZY SOBOCIE PO ROBOCIE

poniedziałek, 29 czerwca 2015

KIERU - KOMERCJA CZY UNDERGROUND

Stopro 2015

1. Nie zatrzymasz mnie
2. Wspólny numer
3. Biedny Szpaner
4. Ja taka nie jestem
5. Gdyby nie miłość
6. Ballada o Ex   feat. ALEKSANDRA PĘCZEK
7. Bez Barier
8. Z buta na chatę
9. Nie słuchaj idoli
10. Robię co chcę
11. Hate    feat. RENA
12. Wszystko skończy się

    Ciężko nazwać Kiera rapperem, bo jego postpunkowa spuścizna nie daje o sobie zapomnieć. Wytwórnia reklamuje tę płytę jako muzykę miejską i w sumie nie da się tego inaczej określić. Współpracował z kilkoma zespołami, które odcisnęły swoje piętno w polskiej muzyce, choć wcale nie hip hopowej. Teraz, pod skrzydłami Stopro Kieru wydaje album solowy, łączący wszystko, co kiedykolwiek Kieru tworzył.
    Muzyka nie jest prosta - ani to komercja, ani underground. Tyle, że ciężko określić to jako hip hop, choć z drugiej strony zdarza się, że ci rapperzy bardziej zorientowani na nowoczesność robią podobne kawałki. A Kieru robi tu wszystko sam. Składa bity, gra na strunach i klawiszach: mamy tu gitary, bałałajki i inne wariactwa. To czego sam nie ogarnia, czyli trąbka, wiolonczela, perkusja, czy akordeon, powierza innym ludziom. Skrecze na albumie popełnił DJ Hard Cut. Razem czyni to dość specyficzny konglomerat: nowoczesne perkusje odbijają się od gitarowych riffów i bałałajkowego plimkania. Jest oryginalnie, nowocześnie, ale czy mnie się to podoba, to inna kwestia...
    Kieru jest tak bardzo eklektyczny, że ciężko o etykietkę dla niego - wystaje on z szufladki hiphopowej, ale również z każdej innej. Kieru rymuje, choć nie nazwałbym tego rapowaniem. Jest tu trochę rapu, trochę śpiewania, trochę growlingu. Kieru gada głównie o życiu, o sprawach damsko-męskich, o powrotach z melanży... Nie powiem, że to jakieś wybitnie ciekawe gadki - szczerze mówiąc nic szczególnego. Nie ma tu czego zacytować, nie ma się z czego ponabijać - jest średnio, ale stabilnie. Są tu tylko dwa gościnne występy, wokalistki Oli Pęczek, a także nieco ugrzecznionej Reny, które, nie oszukujmy się, niewiele wnoszą. Kieru sam rymuje, śpiewa, warczy, zawodzi i tym podobne.
    Ok, płyta jest dość oryginalna, kiedy wsadzimy je do pojemnego worka pod tytułem hip hop. Czy naprawdę trzeba? Nic nie trzeba, to płyta eklektyczna, poskładana z różnych brzmień, nie stanowiąca monolitu. Dlatego... nie ma szans na rynku. To, że przeznaczona jest dla zbyt wielu odbiorców powoduje, że niewiele osób po nią sięgnie. Zresztą, czy rzeczywiście trzeba? Nie, nie trzeba.

OCENA: 3\6


czwartek, 4 czerwca 2015

WINI - GŁODNY DUCH

Stopro 2015

CD 1
1. Głodny Duch 
2. Miałem kiedyś taki czas 
3. Przepraszam Boże
4. 40 dni 
5. Oni chcą Twojej porażki   feat. MAREK SAMBORSKI
6. Czy to jest to    feat. KIERU  
7. Proszę Cię Boże 
8. Na chuj 
9. Not feeling 
10. Chujów sto 
11. Tysiące mil 
12. Kiedy świat 

CD 2
1. Zachodniopomorski styl 
2. Kutas do ziemi   feat. SOBOTA
3. Rap gra 
4. Big papa
5. Ciemne okulary 
6. Za mało ich 
7. Muzyka plemienna
8. Nikt poza nami   feat. BONSON, MATHEO, SOBOTA, RENA, POPEK, KIERU, WU, FREON, STRACH, MUSTAFA, KING TOMB, KAMEL, DJ PETE, MOPS
9. Zamknij pysk 
10. Ta muzyka 
11. Szmule nie srają 
12. Stary chuj 
13. Dobre rady 

       Wini jest jebnięty powiesz. Może to i prawda: nie owija w bawełnę, wali z grubej rury, jest perwersyjny, obleśny, szalony, prześmiewczy, czy jaki tam sobie chcesz. Okładki są paskudne. Muzyka szokuje rozstrzałem. Ale chuj to - Wini to jebany geniusz i deal with it. Wraz z włączeniem jego nowej, podwójnej (o w mordę!) płyty nie nastawiałem się na kontemplację rzeczywistości, a na dobrą zabawę.
    Oczywiście, Matheo zajął się produkcją płyty. Prawie całej, bo trzy bity Wini wziął od innych koleżków. I jeśli mamy Matheo na bitach, to na pewno będzie tu nowocześnie i progresywnie. I jest, choć nie ma tu bardzo dużych odjazdów, to jednak nie brakuje żywych gitar, przemieszanych z elektronicznymi brzęczeniami. Czasem wysiada perkusja i ciągną się jakieś cloudy, a czasem podkłady wręcz kipią energią i wprowadzają słuchacza w stan drgawek, aby zaraz wejść z egzotycznym plemiennym tango (Muzyka plemienna). Kieru i DJ Pete ze swoimi trzema podkładami wpasowali się w klimat, choć Pete dał wyraźnie inne bity, nieco bardziej uporządkowane i klasyczne, choć nadal elektroniczne ('Na chuj' i 'Ta muzyka'). To eklektyczna porcja syntetyków, co chwila zmieniająca tempo i klimat, która, choć generalnie niezła, po 120 minutach robi się wreszcie nieco ciężkostrawna.
    Ciężko określić Winiego rapperem - raczej to entertainer, jak to się ładnie nazywa w Hameryce. Wini nie tylko rymuje, ale również wyje, rzęzi - to taki styl pełen emocji i pasji. Facet wydobywa z siebie wściekłe dźwięki, a za chwilę wręcz szepcze nastrojowo. Sinusoida jest nieregularna mi zmienia się szybciej, niż zdążysz powiedzieć Essa! Kiedy przyjmiemy tę wokalizę za dobrą monetę, zacznie do nas docierać treść. Niektórych wersów nie powstydziliby się nawet ci, co nie uznają Winiego za rappera: 'daj mi psa,co będzie pieniędzmi srał, będę go dobrze karmił #pedigree pal'. Nie brak też rozkminek typu 'powiedz dlaczego Bóg umieścił układ rozrodczy obok wydalniczego? Czy to jest śmieszne?'. Pomijam obleśne wersy o ruchaniu i tym podobne atrakcje. Zza fasady zjeba czasem jednak wyłania się Wini refleksyjny i krytyczny, który mówi o ważnych rzeczach. Często wydaje mi się, że ta poza błazna to tylko taki woal, aby przez pryzmat wygłupu opowiedzieć o tym, co Wini trzyma w zanadrzu, ale może nie ma odwagi opowiedzieć o tym wprost. Często bit się kończy, ale Wini zaczyna snuć swoje wynurzenia na tematy bardzo różne: pieniądze, pedofilia u księży, ruchanie. Kontynuując wątek posse traku, Wini zaprosił tym razem całą gamę rapperów, z których uwagę zwracają Rena, Wu i Mustafa. Poza wspomnianym kawałkiem, pozostali goście robią tylko refreny, więc Wini jest tu jakoby sam.
    Pojebana płyta. Na pewno za długa, ale nie brak tu świetnych momentów: 'Zamknij pysk', 'Nikt poza nami', 'Not feeling'... W zasadzie druga część jest lepsza, ale ja nadal jestem zdania, że gdyby to była jedna płyta, byłoby super. Jednak jest przegięcie, bo nie nad wszystkim da się przejść do porządku dziennego, ot tak. Niemniej jednak, nie da się nie powiedzieć, że Wini ma w sobie coś, co go stawia na górnej półce. 

OCENA: 4-\6 


wtorek, 24 marca 2015

MOPS & DJ PETE - TO JEST T.E.N. MIXTAPE

Stopro 2015

1. Intro
2. Rap Bóg  (RAP God Remix)
3. Wtyki 
4. Woodstock (SMAGALAZ) 
5. Full Hd Gucci Eci Peci DziWko   feat. MARVIN GAME 
6. Bluuu (Eiffel 65 Trap Remix)
7. Zachodniopomorski Styl Z Mopsem (WINI)
8. Gram To 
9. Featy, Bity & Halftajmy (ODGRZEWANY Kotlet)
10. Oni Mówią Mi
11. Flexpress 
12. Znamy Sie Z Mopsem (KORDAZ) 
13. Byc Gupim
14. Mops & Dj Pete Mowią Tobie (HDF) 

    To nie jest nowa płyta Smagalaz - to tylko Mops i DJ Pete. Tylko, lub aż, bo przecież Abel raczył narobić swoją solówką niezłego hałasu - wiele osób uważa jego płytę za jedną z lepszych w 2014 roku. Za to mikstejp Mopsa to totalny spontan, może nie tyle odpad z sesji, ale na pewno zachęta przed pełnoprawną płytą 'Alfabet Mopsa'.
    Muzyka to prawdziwy rap pod napięciem, bo wszystko aż się trzęsie od elektroniki. DJ Pete, Headbite, Matheo i Mops wykonali w sumie bardzo udaną robotę. Nie ma tu zamulaczy, cloudów nudnych do wyrzygu: jest konkretne pierdolnięcie. Do tego producenci robią sobie wyraźnie jaja, bo to, co zrobił Pete z dansowym hitem z lat '90 'Blue (Da Ba Dee)' zespołu Eiffel 65 to istny majstersztyk - i produkcji i dowcipu. Zresztą, niby to trap, ale zmieszany z tak przedziwnymi brzmieniami, że czasem można złapać się za głowę. Podkład Mopsa, jak sam przyznał, zrobiony w parę minut, jest bardzo... oszczędny, ale całkiem wkręcający. Ciekawostką jest 'Featy, bity & halftajmy', złożony z co najmniej sześciu różnych podkładów, pobranych z przeróżnych... featów, bitów i halftajmów. Tak, producenci robią tu świetna robotę.
    Smagalaz nie cierpi na brak dobrych rapperów. Mops jest jednym z tych, którzy są charakterystyczni i wiedzą, co maja robić z majkiem. A czyni on tu cuda cudeńka i choć może czasem sobie stroi ze słuchacza żarty, to nadal chłop ma kolosalne wyczucie rytmu i świetnie skacze po tych trapach. Tu przyspieszy, tam przeciągnie, ale zawsze mieści się w werblach jak trzeba. Należy zwłaszcza zwrócić uwagę na to co Mops robi ze swoim flow - potrafi wypluć kaskady słów w tempo, do tego wszystko ma sens. Co najlepsze, Mopski się doskonale bawi, stroi sobie żarty-żarciki, robi wkręty i zwroty akcji, tworzy kumpelski klimat, aby za moment dać ci prztyczka w nos. On nie traktuje poważnie tego mikstejpu - traktuje poważnie słuchacza, bo choć jest to tylko mixtape, złożony jest bardzo porządnie, bez wpadek i w klimacie, który rozwala system i porządek. Goście są śladowi, czasem coś wrzuci Wini, czasem Kordaz, ale to margines. Tu rządzi Mops.
    Damn, jak to mawiał Szekspir, jeśli wyjdzie album Mopsa, lecę go kupić jak wściekły. Wyznam po cichu, że rapper narobił mi smaka - będzie to inna jazda niż u Abla, znacznie bardziej prześmiewcza, bardziej syntetyczna, ale i bardziej waląca po głowie - tak jak tutaj. Mam nadzieję, że Mops będzie się trzymał tej konwencji. Świetna robota!

OCENA: 5\6


poniedziałek, 5 stycznia 2015

BONSON & MATEK - MVP


Stopro 2014

1. Intro 
2. Mama I Did It 
3. Jestem, byłem, będę
4. MVP    feat. BIAŁAS, ZELO PTP
5. Pierwszy Krzyk
6. Miejsca ref. Bez Struktury
7. Nie wiem co to pokora    feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER, GEDZ
8. Tacy Sami
9. Nie dzwonić    feat. BEZCZEL
10. Backstage     feat. TEDE, VNM, DANNY
11. Być może
12. Lovesong 
13. Wracam do domu    feat. MASIA
14. Outro       

    Czasy, kiedy każdy nowy trak Bonsona wywoływał trzęsienie podziemia, wydają się minąć. Bonson trafił na kilka półek wyżej, zelektroniczniał do szczętu, a także jego pesy-rap stracił jakoś na sile, a na pewno na świeżości. Trzeci album duetu na legalu nie wywołał szały takiego, co choćby poprzedni krążek. Chociaż nie wątpiłem, że to będzie album porządny. Wziąłem go więc na warsztat, starając się nie zwracać uwagi na ordynarną reklamę ciuchów Stoprocent na okładce i wewnątrz...
    Jak to w tym duecie, Matek rządzi za konsoletą. Od paru lat można zauważyć, że Matek, w porównaniu ze starszymi kawałkami, bardzo mocno poszedł w stronę elektroniki. Jego produkcje to trapy, cloudy i crunki i co tam jeszcze chcesz z tych njuskulowych wynalazków. Jednak dobrze, że Matek zachowuje pewien rozstrzał tematyczny i zróżnicowanie, bo mamy tu dzięki temu dość szerokie spektrum nowoczesnego rapu. Od nieomal klasycznych, bujających bitów ('Pierwszy krzyk'), przez crunkowe, cykające 'MVP' (swoją drogą mocny banger), aż po cloudy, pozbawione bitu przez ponad połowę trwania numeru ('Miejsca'). Te bity są nie tylko zróżnicowane stylistyczne, ale raczej spójne i wybrane bez wypełniaczy - choć ja oczywiście mogę narzekać, że Bonson nie oparł się tym rozmymłanym bitom, opartym na trzech dźwiękach z wyłączeniem perkusji. Czasem wchodzi tu żywa gitara, czasem DJ Noriz czy DJ Flip z adapterami - ale to w zasadzie margines. Muza jest... ok. Kilka niezłych traków, parę flaków z olejem.
    Bonson nie tnie sobie już żył tekstami. Owszem, czemu nie, w jego naturze leży umartwianie się i słanie chujów sobie samemu, więc jest to nieuniknione, ale nie odczuwam przy tej płycie już takiego ciężaru pesymizmu, który siada ci na klacie kolanami i dusi. Tak, rapper wciąż ma wiecznego kaca, jak nie alkoholowego, to moralnego. Ale z drugiej strony, na przekór swoim słowom, że 'tak naprawdę chwalić to się nie ma czym', Bonson pokazuje, że zna swoja wartość i nie da sobie pluć w twarz. Wpada tu również czasem jakiś oklepany (zwłaszcza ostatnio) temat, jak np. 'Backstage' - ten jednak ma akurat świetne wersy nie tylko samego Bonsa ('Chciałbyś historii tych śmiesznych i fajnych, podbij pozwiedzać \ I patrz jak raperzy przynieśli punchline'y o tych co nie ma \ Tu chujowe płyty, okładki, designy o tych co nie ma \ Tu wersy z dupy, tych kolegów z branży \ Cycki, prochy, backstage wpadnij!'), ale także Tedego i VNM. Będąc przy gościach, w zasadzie każdy wypadł tu naprawdę nieźle, zwłaszcza Bezczel. To znaczy, każdy rymujący, bo to, co w refrenie 'Miejsc' wykonał Bez Struktury, to wybitna sieka - nie dość, że podkład dość słaby, to jeszcze to wycie bardzo osłabia. To najgorszy punkt płyty. A te najjaśniejsze? Na pewno 'Backstage', do tego 'MVP' i 'Nie wiem, co to pokora'. Pewnie jeszcze 'Wracam do domu' z obłędnym głosem Masi. Wystarczy? Cóż, trochę to mało...
    No dobrze, to wcale nie jest zła płyta. Ale nie jest też super, bo cztery numery na prawie 50 minut nie wygrają sprawy. Jest w sumie tak, jak się spodziewałem: Bonson zrobi swoje, kilka rzeczy wyjdzie, część mnie nie przekona, płyta skończy po kilku razach na półce, a do heavy rotation na plejerze wejdą ze dwa kawałki. To nie jest klasa MVP.

OCENA: 4-\6 


piątek, 2 stycznia 2015

BORIXON - NEW BAD LIFE

Stopro 2014

1. Spadam w dół
2. Lady Pank    feat. MATHEO 
3. Don’t fuck with me   feat. PORCHY
4. Kochasz mnie?
5. Sto tysięcy złotych
6. S.O.S. feat. PEZET 
7. Miasto idealne   feat. POPEK
8. Fame   feat. TOMB
9. Jedzie pociąg do Warszawy   feat. OLIFKA, LUKASYNO 
10. Party House 
11. Kapitan Kloss    feat. ŻABSON
12. Mój stary dom   feat. WOJTAS 
13. Mój jest ten kawałek podłogi   feat. MR. ZOOB, SOBOTA        

    Ostatni coraz częściej albumy rapperów reklamowane są jako 'wyjątkowo osobiste i emocjonalne płyty'. Nie inaczej jest z nowym Borixonem, który proponuje nam rozliczenie ze swoją imprezową przeszłością (czy naprawdę tylko przeszłością?). Ciekawa wkładka, gdzie każda strona to zdjęcie upodlonych lasek na jakiejś najebce, z setkami lajków. 
    Praktycznie całość muzyki ogarnął Matheo, z niewielką pomocą Auera, TMK Beatz i PLN Beatz. W sumie nie jest istotne, kto co produkował - wszystko brzmi spójnie i wybitnie syntetycznie. To brytyjskie grajmy, przepuszczone przez trap, crunk i nuskul. Brzęczące basy wiercą w uszach, perkusje mordują ilością hajhetów i fikają salta tempem, a linia melodyczna generowana jest komputerowo. Ostatnie dwa kawałki jednak wprowadzają sporą odmianę. Trak z Wojtasem to klasyczny bit Matheo, swoisty powrót do czasów Agro Stylu i Wzgórza Ya-Pa-3 - oczywiście Matheo nie byłby sobą, gdyby wplótł w ten kawałek nowoczesności, ale Wojtas nawija pod ten stary styl. Na deser podany został remake hitu 'Mój jest ten kawałek podłogi' koszalińskiego Mr. Zooba, w nowej aranżacji Matheo, który wypada naprawdę soczyście i interesująco, zwłaszcza na tle najebkowej reszty. Nielicznymi skreczami zajął się DJ Noriz, ale to naprawdę margines.   
    Co jest z BRXem? Nie wiem, nie słyszałem. Trzynaście traków, trzy kwadranse i nic. Borygo wraca po dwóch dekadach na scenie z albumem, który nie ma do zaoferowania nic, poza tematyką 'hajs, dziwki, koks'. Bardzo starałem się wyłapać jakiś konkret, jakiś przekaz, jakiś sens - nic z tego. 'Welcome to my party house, dziś się najebię jak Micky Mouse... mówię po angielsku i jest najs, zero, one, two, fri, four, five - zamknij mordę i patrz' - i tak cały czas. W zasadzie wszystkie teksty to sieka, wypluta przez mózg, którego neurony zostały zalane przez wysokoprocentowy alkohol. Osobisty album? Kurwa, hey tried to make me go to rehab but I said 'no, no, no' #amy_winehouse. Jeśli ktokolwiek szuka tu jakiegokolwiek uczucia, emocji, czy choćby sensu - może sobie darować. To historia życia imprezowicza i najebkowicza - tyle w temacie. Partnerami przy stole z wóda i koksem są przeciętni Pezet, Wojtas, Popek i Lukasyno oraz nieco lepsi Tomb, Sobota i Żabson. Poza konkurencja jest tu Porchy, który jako Brytyjczyk, rozwalił ten garaż swoim flow i tekstem.
    Ech, trochę Borygo zjebałem, ale nie jest to płyta, którą trzeba skreślić zupełnie. Nie jest to wiekopomne dzieło, ale z drugiej strony czasem lubimy sobie włączyć coś dla odmóżdżenia, prawda? No to jeśli chcesz niezobowiązującego pierdolenia smętów w stylu 'asienajebaem' - jesteś w domu. Relatywnie, nie jest bardzo źle, powtarzałem płytę bez przykrości, ale im dłużej słuchałem, tym mniej do mnie docierało, poza muzą Matheo. Gówniarski materiał.      
 
OCENA: 3+\6


niedziela, 19 października 2014

WU - PROJEKT MARAS


Stopro 2014

1. Ciul Dup Jeb
2. Corny Luft
3. To ino Jo    feat. DZIDU
4. W chuju to mom    feat. DZIDU, MIKU
5. Halo Ziemia
6. Co Ci byda godoł   feat. HK RUFIJOK
7. Telefon
8. Projekt Maras   feat. MIKU, BENT, DZISU, BŁASZCZU, LPGK, ŻETON, MARA, SWATU, KALINA, DOHTOR MIÓD
9. Szychta
10. Moc
11. Chyba to lubia
12. ChropSylwester
13. Podupiony Koncek     feat. WINI
    
    To chyba pierwsza tego typu produkcja, że rapper leci cały czas w swoim regionalnym języku. Owszem, u Rufijoka jest sporo ślunszczyzny, ale przecież rapper sporo daje również po polsku, aby być bardziej zrozumiałym. Mnie brakuje szczerze mówiąc takiego kolorytu na polskiej scenie, bo nie ma płyt stricte śląskich, kaszubskich, czy choćby góralskich. Jeśli już pojawiają się jakieś 'regionalizny' na płytach, to są wyrazem raczej półanalfabetyzmu, niż tożsamości etnicznej.
    Płyta po równo podzielili się Juicy i Chmurok, z drobnymi tylko wyjątkami. Zgodnie z przewidywaniem, podkłady są nowoczesne i syntetyczne, ale nie brakuje tu akcentów etnicznych, przygrywających harmoszek i skocznych melodyjek - nawet orientalnych. Jednak nie dajcie się zwieść, to taki klimat cyfrowej kopalni węgla: jakby wetknąć ajfona w hałdę koksu. Ale te bity bujają, kręcą się jak koło zamachowe na szczycie szybu i klimat jest naprawdę doskonały i idealnie pasuje do tego ślunskiego gadania. Dwa ostatnie numery należą do Morfina Menthor i Matheo - ten ostatni wstrzelił się zresztą idealnie z samplami z akordeonu i fletów.
    Bo Wu nie miał zamiaru robić tego, co wszyscy. Śląsk rapem stoi od dawna, wychodzi tu mnóstwo rzeczy, ale każda jest poprawna i po polsku. A gdzie tradycja, się pytam? Gdzie śląski klimat? Nie ważne, że 'co drugi naszej godki nie zna', przecież to nie jest aż tak odległy język - a może to dlatego, że znam sporo Ślązaków i osłuchany jestem? Nie wiem, nie przeszkadza mi ślunsko gadka na bicie, wręcz przeciwnie, Wu ma niezgorszą technikę i przyjemnie słucha się tych brudnych wersów: rapper daje nam nieco bragga, trochę opowieści z familoków, imprez po szychcie i tym podobnych akcentów. Wraz z Wu mamy całą brygadę śląskich rapperów, którzy nie są wcale gorsi i dają wersy z równą parą. Jedyny Wini się wymyka ze śląskich ramek - ale przecież po Szczecinianinie nikt nie spodziewał się wersów w języku, bądź, co bądź obcym.
    Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób bariera językowa może być istotna, ale przecież śląski nie jest aż tak odmiennym językiem, żeby tego nie ogarnąć. Wciungej ten corny luft z bonga, co ja ci byda godoł... Mnie to się bardzo podoba i tyle.

OCENA: 5\6 


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

BONSON & MATEK - O NAS SIĘ NIE MARTW

Stopro 2014

1. Jeszcze później
2. Szedłem po nieśmiertelność
3. Brudna krew    feat. PIH, ENOIKS, TROOM
4. Trudne sprawy
5. Piotruś Pan    feat. WINI
6. Nie zapamiętasz
7. Gasną lampy w moim pokoju    feat. PLANET ANM, TMK aka PIEKIELNY
8. Umiem robić sobie wrogów
9. Nie wiem czy jestem    feat. MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
10. Nad ranem
11. Haj$, flota
12. Wiem co stracę 
13. Goście, goście
14. Kochają mnie, gdy upadam    feat. SOBOTA
15. Pisz, pisz
16. Jesteśmy gdzieś
17. Outro

    Bonson narobił sporo szumu dwa lata temu, kiedy nagle pojawił się w sieci ze swoim albumem i od razu spowodował masowe spuszczanie się na szmatkę fanów rapu. Szczerze mówiąc, do mnie to niespecjalnie trafiło - choć Bonson jest dobrym rapperem, to te teksty, przy których fabryka żyletek przeżyłaby złoty okres... A jeszcze ostatnio emce zaczął robić te trapy... Już sama okładka nastroiła mnie nieco... wisielczo. Ale do rzeczy. Znaczy, do słuchania.
    Matek może nie robi trapów z definicji, ale jego podkłady są bardzo blisko tej stylistyki. Mniejsza o szufladkę. Są to na wskroś nowoczesne i syntetyczne bity, z których wylewa się wręcz elektronika, piszczące i brzęczące syntezatory rzężą na połamanych perkusjach, które czasem znikają, czasem uderza sam werbel, a czasem werble trzepią jak o kartonowe pudło sztuczne dildo nastawione na najwyższe obroty. Może i jest to muzyka nastrojowa i klimatyczna, ale prawdę mówiąc, dostaję od tego drgawek - a tej muzy jest ponad 75 minut. Osobno, każdy kawałek jest na pewno znośny, ale po wysłuchaniu po raz pierwszy albumu w całości, miałem wrażenie, że brzęczy mi w mózgu. I nawet jeśli Jacek Osieczko dograł żywą gitarę, a DJ Noriz zapewnił skrecze, to nadal płyta jest mocno elektroniczna. 
    No dobra, Bonson ogarnia tego majka. Nie można powiedzieć, że jest słaby, ani pod względem techniki, ani jeśli chodzi o teksty. Wprawdzie okładka sugeruje kolejną porcję muzy do cięcia żył, ale na szczęście nie bardzo. Oczywiście, nie jest to muza imprezowa, ale to dlatego, że 'rap miał być lekiem, terapią \ A dziś powoli jest przekleństwem, że patrzą'. Świat widziany oczami Bonsa jest ciemnoszary i gorzki w posmaku, jednak jest tu bardzo dużo niezwykle celnych i przemyślanych wersów: 'Wczoraj pytałem gdzie był Bóg, wciąż nie wiem nic \ Nad głowa wisi czarna chmura, siema Benedykt \ Dzwonię zamiast fruwać, siema Bonson, siema, gdzie ten kwit'. Szczególne wrażenie wywarł na mnie 'Piotruś Pan' - opowieść o tym, jak to młody i wysportowany człowiek, zajęty życiem, budzi się nagle w ciele 130-kilowego knura i zastanawia się, skąd u licha tu się wziął? Wini pasuje tu idealnie ze swoim dystansem do siebie i rzeczywistości i razem: młody Bonson i stary (ś)Wini the Knur stworzyli świetną paralelę. Kolejni goście, to zawsze będący na wysokim poziomie ANM, jak zwykle dobry TMK, MNIA zasadniczo ok, Pih wypadł standardowo dla siebie, a Soboty.... nie spostrzegłem, kiedy przeleciał. Jak to sobota, nie? 
    Ja chyba jestem za stary na te nuskule. Za pierwszym razem szczerze męczyłem się, co chwila patrząc, ile to jeszcze kawałków zostało do końca... Starałem się być twardy, ale ledwo dobrnąłem. Kiedy słucha się tylko wybranych numerów, okazuje się, że nie tylko 'Piotruś Pan' jest dobry, ale i 'Haj$, flota', podjęty z dużą dozą dystansu do siebie temat w 'Pisz, pisz', czy 'Goście, goście'. Obiektywnie, to całkiem niezła płyta, ale ja tego nie jestem w stanie słuchać w całości. Męcząca elektronika wprowadza mentalny dół, jaki tworzy Bonson, jeszcze głębiej. Ciężki klimat.

OCENA: 4-\6


wtorek, 14 stycznia 2014

SOBOTA - X PRZYKAZAŃ

Stopro 2013

X Przykazan Intro
I. Nie Będziesz Miał Bogów Cudzych Przede Mną
II. Nie Będziesz Brał Imienia Pana Boga Swego Nadaremnie
III. Pamietaj Abyś Dzień Święty Święcił
IV. Czcij Ojca Swego I Matkę Swoją
V. Nie Zabijaj
VI. Nie Cudzołóż
VII. Nie Kradnij
VIII. Nie Mów Fałszywego Świadectwa Przeciw Bliźniemu Swemu
IX. Nie Pożądaj Żony Bliźniego Swego
X. Ani Żadnej Rzeczy, Która Jego Jest
X Przykazań Outro
XI. Kochaj Bliźniego Swego Jak Siebie Samego    feat. RENA, BORIXON, TOMB, MATHEO, BONSON, KIERU, FREON A.D.H.D., STRACH A.D.H.D., MUSTAFA A.D.H.D., WINI

    Trochę dziwne wydało mi się na początku zestawienie Soboty z kościelnymi organami na okładce i koncepcją dziesięciu przykazań. To party animal nawrócił się na chrześcijańskie rapsy? Potem przeczytałem dość mieszane recenzje na temat albumu i... poczułem się zaintrygowany. Sobota nie należy do moich ulubionych rapperów, ale nie bolą mnie od niego uszy, więc pozwalam sobie czasem na słuchanie jego płyt...
    Matheo to nietuzinkowa postać na naszej scenie producenckiej. Potrafi w zasadzie zrobić z bitem wszystko, co chce. A jeśli jest to płyta, na którą twórcy patrzą przez pryzmat X Przykazań? To nadal w większości elektroniczna produkcja, ale przecież Matheo lubi używać również prawdziwych instrumentów, dzięki czemu mamy tu nie tylko gitary - zarówno akustyczne, jak i elektryczne, ale duże partie materiału nagrane zostały w szczecińskich kościołach na tamtejszych organach i z akompaniamentem chórów kościelnych. To niewątpliwie wyjątkowe wydawnictwo, trochę połączenie Enigmy (kto pamięta projekt Sandry i Cretu?) z Three 6 Mafia. A bit do 'Nie kradnij' to miazga killer, refren mnie rozwalił i położył na łopatki. Po prawdzie nie każdy bit jest zachwycający - niektóre zwyczajnie męczą, jednak uznaję wyjątkowość projektu i oryginalność pomysłu.         
    Sobota nieźle to sobie wymyślił. Oczywiście, daleko płycie do tego, żeby puszczało ją Radio Maryja w powerplay, ale koncept jest bardzo intrygujący. To 10 przykazań, które zostały niejako przetrawione przez Sobotę i wyplute przez niego w rymach. Tu nie chodzi o Jezusa, choć sporo odwołań do niego. Tu Bogiem jest Rap i 'nie będziesz miał bogów obcych przed nim'. Oprócz tego Sobota oddaje szacunek rodzicielom, nawołuje do wykorzystania swojego talentu, a nie mordowania go i rozmieniania się na drobne, piętnuje plotki i donosy, a także krytykuje poligamię i zdrady. W zasadzie przekaz jest bardzo porządny (prawilny?) i do treści nie można się przyczepić, czasem może zawodzi technika, ale to szczegół, bo pośród burzy organów kościelnych i zawodzenia chórów niedociągnięcia nikną. Przez większość płyty Sobota jedzie sam, ale jest jeszcze ostatni kawałek, na którym zgromadzeni są szczecińscy emce - istny przegląd talentów Stopro...   
    Owszem, projekt jest wybitnie unikatowy, ale nie powiem, żebym rzucił się na kolana i zaczął bić pokłony. To całkiem intrygująca płyta - nie wstrząsnęła mną, ale wywarła odpowiednie wrażenie. Album ciekawy, ale żebym się zachwycił, to nie powiem... 

OCENA: 4\6


czwartek, 2 stycznia 2014

RENA - ULICZNA PSYCHOLOGIA

Stopro 2013

1. Co Ja Tu Robię
2. Uliczna Psychologia   feat. POPEK, BOSSKI ROMAN
3. Diabeł W Ludzkiej Skórze
4. Fabryka Małp
5. List Do Peji   feat. PEJA, DJ FEEL-X
6. Dlaczego Robię Hip Hop
7. Pieprzony Deszcz   feat. KIERU
8. Nie Ma W Mieście Towaru
9. Przejmij Ster W Swoje Dłonie   feat. GUTEK
10. Siła Kobiet   feat. MARIKA
11. Żółte Kalendarze
12. Masz Ode Mnie Numer
13. Kiedy Usłyszałam Bit Hip Hopowy
14. Rób Hajs I Pierdol Wojnę    feat. WINI, SOBOTA
15. A Kiedy Przyjdzie Czas (Dla Św. Pamięci Gajdy)
16. Choćby Twa Nienawiść Miała Moc   feat. BONSON, BORIXON, JUSTYNA KUŚMIERCZYK
17. Ulice    feat. SOBOTA, VERTE

    W tym roku nastapił wysyp płyt z damskiej części tego supermarketu. Jeszcze tylko mogła się dodać Ania Sool, bo chyba już każda rapperka która się liczy (lub tak sobie tylko myśli), wydała tego roku album. Druga płyta Reny, oczywiście również ze stajni Winiego, właśnie wyszła na światło dzienne i zebrała bardzo mieszane recenzje.
    Matheo jest nadwornym producentem dla wszystkich członków Stopro i na pewno w głównej mierze to właśnie jego robota stanowi o sile wytwórni - jaka by ona nie była. W każdym razie, czy ktoś zajarałby się Sobotą na słabych podkładach? Tak samo jest tutaj. Matheo ratuje Renie dupę, chociaż szczerze mówiąc nie wszystkie kawałki mi odpowiadają. Wiadomo, że wszystkie bity są w klimacie bardzo nowoczesnym, ale czasem trąca to aż tak bardzo tępą łupaniną, że niekoniecznie daję radę - np. straszny trak 'Siła kobiet', czy bardzo przeciętny 'Żółte kalendarze', oparty na przeboju Piotra Szczepanika. Jest tu jednak sporo fajnych pomysłów i trochę bangerów. Ciekawy wydaje sie cover piosenki Lady Pank, 'Fabryka małp', choć mnie nie porwał, ale jest tu też kilka bitów - sztosów: 'Nie ma w mieście towaru', 'Co ja tu robię' i grajmowy łamaniec 'Kiedy Usłyszałam Bit Hip Hopowy'. Aha, no i chyba najfajniejszy podkład do zamykającego album numeru 'Ulice' z cudownym samplem wokalnym w refrenie.
    Rena ma dobry głos i nieźle płynie - technicznie na pewno to czołówka (i tak wąskiej) grupy żeńskich emce. Jest ostra, nie przebiera w słowach, konkretnie jedzie. I to byłoby na tyle zalet. Niestety, to co Rena przedstawia sobą tekstowo, pozostawia wiele do życzenia. Nie chodzi nawet o to, jakie rymy składa, tylko o to, co przezentuje samym przekazem - bo to lekki brodzik mentalny. W miarę ciekawym pomysłem jest list do Pei, ma to jakieś ręce i nogi, ale pozostałych banałów imprezowo-uliczno-alkoholicznych nie zapamiętałem zupełnie. Ja rozumiem pewną konwencję, jaką przyjęła Rena, ja nawet to akceptuję i nie mam nic przeciwko temu. Ale te teksty mogą wywołać zachwyt spoconych gimnazjalistów z grzywką a la bjeber w rurkach. Do tego goście... Popek jest totalną pomyłką, Roman się trochę ostatnio wyrobił, więc z tria Rena, Popek, Roman, to ten ostatni okazał się najlepszy. Peja, jak to Peja, wszedł w ten pomysł z listem od fanki. Gutek, Marika i Justyna Kuśmierczyk wprowadzają swego rodzaju folklor i urozmaicenie i nie przeszkadzają na pewno. Najlepszym kawałkiem zaś jest 'Rób Hajs I Pierdol Wojnę' z Winim i Sobotę, taki najbardziej w klimacie Memphis i Three 6 Mafia z najlepszego okresu - a kawałek ubarwiają wstawki Brunejki. Dziwi mnie nieco zejście Bonsona ze ścieżki truskulowej na trap, choć przyznam, że nie brzmi on źle. W tym samym kawałku BRX nie popisał się zupełnie, choć on w sumie dopasowany jest formułą do Reny. Z drugiej strony, na tym bicie poleciał nie najgorzej. Sobota? Niestety żenująco. Verte? Średnio. Gości, poza Winim i Bonsonem mogłoby tu w sumie nie być.
    Ciężko to jakoś pozbierać do kupy. Nie, nie użyłem słowa 'kupa', aby coś zasugerować. Nie jest to aż tak słaba płyta, jednak emocjonalnie nawiązuje nieco do mentalności nastolatków. Ja jestem nieco za stary. Podsumowując, płyta jest średnia, ma kilka trochę lepszych momentów, ma kilka fatalnych - znajdą się fani, tak samo jak będą osoby plujące w kierunku z zaciętością. Mnie ten krążek jakoś nie poruszył, ani emocji żadnych nie wywołał. Tak, sporo recenzentów nie zostawia na płycie suchej nitki i poniekąd mają rację. Ale obiektywnie... Ujdzie.

OCENA: 3-\6 


niedziela, 3 listopada 2013

A.D.H.D. - ALKO DRAGI HAJS DZIWKO


nielegal 2013

1. Piekielny krąg
2. Kesz i Tango
3. Wino, kobiety i śpiew
4. Puk, puk
5. Lej ją w pysk   feat. ROYAS, HEMO, ICE
6. Daj im znać    feat. DEMON
7. To co wabi nas   feat. ICE
8. Huby   feat. ICE, ROYAS
9. Wiem, że można   feat. SZMEKU
10. To tu
11. Niech się jara
12. W mroku żar

    Wrocławski skład ADHD, czyli Alko Dragi Hajs Dziwko to Freon, Mustafa, Strach i Opiat. Swoim nielegalem narobili wystarczająco dużo szumu, żeby dwa miesiące temu przygarnęła ich wytwórnia Stopro. Ja nawet nie wiem, czyt to jest jakaś pełnoprawna płyta - ot dostałem materiał w mp3, kawałki, które hulają po necie i lud się nimi jara.
    Za całość brzmienia odpowiada niejaki Ice, tylko jeden trak popełnił Opium. Kto by tego nie robił, to muza klubowo imprezowa, pełna syntetycznych brzmień spod znaku trap i crunk. Czasem te podkłady są mocno progresywne, wyjące jakimiś efektami z komputera, czasem oparte na orientalnych klimatach, czasem prawie uładzone i dość oczywiste - w każdym razie to muzyka dla fanów grania z południa USA. Fakt, że u nas jest coraz więcej wykonawców, idących tym tropem (trapem?), ale nie wszyscy są na poziomie odpowiednim do przyjęcia ich bez bólu. Muzycznie ADHD jest ok.
    Co ważniejsze, patrząc przez pryzmat trap muzik, mamy do czynienia z jednymi ze sprawniejszych rapperów, reprezentujących tenże właśnie styl. Każdy z adehadowców ma inny styl i inny głos, dzięki czemu wokale się nie nudzą, tym bardziej, że czasem próbują podśpiewywać, ułożą sprytny, wpadający w ucho refren. Tematyka za to jest mało urozmaicona: doskonałym podsumowaniem stanu rzeczy jest tytuł kawałka 'Wino, kobiety i śpiew' - zaiste, ciężko znaleźć tu gadkę o czymkolwiek innym, co w zasadzie czyni płytę albumem czysto imprezowym. I pewnie takie było założenie. Gości jest tylko paru, to sam producent i kilku koleżków zespołu - poza Szmekiem, który wyróżnia się swym flow i głosem (nie koniecznie in plus, czy minus, po prostu robi to inaczej), reszta niewiele wnosi nowości na płytę.
    Nie dziwię się, że Stopro się zainteresował składem - to album bardzo w stylu szczecińskiego labelu. Impreza trwa prawie godzinę, rzadko kiedy zwalnia i w sumie jest całkiem ok. Jak lubisz te trapy, to kładź na tym łapy - że tak to ujmę.

OCENA: 4-\6


wtorek, 22 stycznia 2013

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ - WINI

Stopro 2012

1. Bóg jest miłością
2. Hulaj dusza...   feat. MAREK SAMBORSKI
3. Pierdol się 2
4. Pogo     feat. ANALOGS
5. A miało być tak miło 
6. Kochaj mnie
7. Gatunek    feat. MACIEK KIERSZNICKI, MAREK SAMBORSKI
8. skit
9. Rucham kurwy z moją dziewczyną
10. Nienawidzę raperów    feat. MACIEK KIERSZNICKI, RENA, ABEL, ŻUROM, DJ FEEL-X, VNM, TEDE, SAGE, NUMER RAZ, MOPS, STARSZY, RYNIO, KACZOR, SOBOTA, PSYCHO STACH, B.R.O., DJ PETE, RUFIJOK, MATHEO
11.W naszych czasach    feat. BUDYŃ
12.skit
13. Czuj ten bit
14. Pokaż dupę     feat. MATHEO, WIŚNIA
15. Nie ma takiej siły     feat. GUTEK

    Winicjusz Bartków - kto go pamięta z nagrań Spółdzielni, Snuz, czy Wiele CT? Chyba tylko weterani, głównie szczecińskiego rapu. A tu Wini nadal trwa i do tego ma się całkiem nieźle. W zeszłym roku wydał nie tylko ten album, ale dziś właśnie te nagrania biorę na warsztat. Płyta zebrała mnóstwo propsów za unikalność i oryginalność, ale ja, po singlu, miałem bardzo mieszane uczucia...
    Okazuje się, że Matheo jest bardzo uniwersalnym producentem. No bo przecież trzeba być nielicho elastycznym, żeby pogodzić nowoczesne brzmienie z ostrymi, czasem punkowymi gitarami (od Analogs), czasem podkłady są bardzo progrsywne. Miejscami ciężko w ogóle ogranąć chaos twórczy Winiego, bo tutaj jedno włazi na drugie, wygląda zza ramienia i próbuje zwrócić Twoją uwagę... 
    Wini jest rapperem... nieuczesanym, ale 'kochajcie go', jak sam o to błaga. Kochajcie, pomimo drastycznie żałosnych bluzgów w 'Pierdol się 2', czy pojebanego 'Rucham kurwy z moją dziewczyną'... Ale to wszystko jest nagrane z przymrużeniem oka, wyraźnie słychać, że Wini się nabija i robi dobrą bekę z przemysłu komercyjnego - tym bardziej, że konwencja przyjęta na albumie, to nowoczesny, atrakcyjny ostatnio hip hop: syntetyki, autotuny i vocodery... I te gitary. Świetną opcją jest ponad 10-minutowy trak, gdzie rymuje... 20 osób! Na refrenie z Czerwonych gitar lecą chłopaki i dziewczyny, z których mz najlepiej wypadają Rena, Abel, VNM, Sage, BRO i Rufijok. Tematy są równie pojebane, jak pomysły na muzykę: ogól cipę, ludzie to najlepszy gatunek na świecie, pierdol się, łoimy, raperzy to chuje... Lol.
    Chaos. Kompletny. Nawet jak piszę tę recenzję, po raz kolejny słuchając krążka, to mam w głowie mętlik. Ale to bardzo przyjemne zamieszanie, eklektyczne i szalone. Takiego czegoś ciężko porównać do innych rzeczy, bo nie ma podobnych płyt. Chuj, że Wini słabo rymuje. Nawet tego nie zauważysz. To jest tak pojebane, że aż genialne.

OCENA: 5+\6


wtorek, 14 sierpnia 2012

RAP NOT DEAD - BORIXON

Stopro 2012

1. Intro
2. Nie Do Wiary   feat. POPEK, BOSSKI ROMAN
3. Tworzymy Historie   feat. PALUCH
4. Wyjebunda   feat. WINI
5. Nie Mogę Przestać
6. Bajka O Tym, Że Czas Nas Zmienił
7. Jestem W Domu  feat. GEDZ
8. Papierosy
9. Diler   feat. SOBOTA
10. Sponsor  feat. TEN TYP MES, JULITA WOŚ
11. Ferrari   feat. KAJMAN, LUKA
12. Znowu Teraz Chcę
13. Mam Dosyć  feat. RAMZES
14. Vitaminy
15. Papierosy (Remix)
16. Mój Przyjacielu (Bonus Track)  feat. DZIKI CHÓR

    Po kilkuletniej nieobecności na scenie, Borygo wraca z hukiem ze swoją szóstą płytą, i to do tego w barwach stajni ze Szczecina. A skoro Wojtas powrócił w chwale i glorii wraz z Hurragunem, Zajka cały czas dość aktywnie udziela się w podziemiu, to może i Tomasz BRX też da radę? Przyjęcie na forach było wręcz ekstatyczne, ale forumowicze to zazwyczaj dziwni ludzie...
    Producenci Donatan, D. Gutjar, Teka, Kaerson, Bystry, DNA, Sakier wyraźnie mówią nam, że muza będzie nowoczesna. No i, znając dokonania Gutjara, wiedziałem, że średnio to do mnie trafi. O ile Donatan i DNA robią zazwyczaj niezły shit na podkładzie, to część z tego zdawała mi się zbyt, hmmm... ambitna. No i niestety, moje obawy okazały się słuszne. Większa część bitów to plastik-fantastik, który absolutnie mnie nie przekonuje do siebie. Są, owszem, perełki: Teki, Kaersona, Donatan czasem dał fajny bit, ale ogólnie to płyta tylko dla fanów n.o.w.o.c.z.e.s.n.e.g.o. rapu. Muzycznie może i świeżo, ale ja inego typu świeżości oczekuję.
    Borygo \ BRX \ Rekin \ Marna Twarz i całe tysiąc innych imion - nie oszukujmy się, pod żadnym z nich Tomek dobrze nie rymował, co zostało mu do dziś. To znaczy, nie jest aż tak źle, ale żeby mnie położył na łopatki, to nie bardzo. Ani skillsem, ani liryką, bo teksty o dziwkach (czy też kurwach), garniakach Bossa i czerwonym Ferrari to chyba lekkie przegięcie. Nie wspomnę o 'jem codziennie witaminy, witaminy jem codziennie, bez nich czuję się beznadziejnie!' - refren dekady, naprawdę... Ale jak to sam Borys mówi - nie ma czasu na fajne refreny. Niga pliz, U ain't real wit dat. Nawet jeśli to tylko o śnie o Ferrari. Kasa - dziwki - koks, czyli co, powrót do świetlanych czasów RRX i Kozanostry, u którego wlewano w gardła i wciągano w nozdrza wszystko, co im się w dziurki zmieściło... Pomimo, że Kozakowi i takiemu Tedemu na płycie się dostało (pocisk!!! Był pocisk na Tedunia!!). Krótko mówiąc, takie tam pierdolenie. Jednak, jeśli skillsów nie starcza, to grunt, to zaprosić odpowiednich gości. Popek i Roman prezentują firmowy standard, Wini wypadł dosyć tragicznie, nieźle za to Mes (a jak) i Gedz, który zaczyna pozbywać się swojej maniery rymowania spod znaku tęczowego sztandaru i brzmi coraz ciekawiej.     
    No i co? Gdzie ta płyta roku, którą tyle osób już ogłosiło? Ochy i achy, jakie słyszałem i czytałem sprawiły, że oczekiwania miałem spore, a tutaj mamy po prostu nie najgorszą płytkę comebackową, jak na Borixona całkiem niezłą, ale nadal dość odległą od topu tegorocznych albumów, nawet jeśli 2012 nie obfituje w hity. Może być, ale do rewelacji brakuje sporo.

OCENA: 3\6


środa, 16 maja 2012

SOBOTAŻ - SOBOTA

Stopro 2009

1. Sobotaż    feat. MATHEO    
2. Z Buta Wjeżdżam                   
3. Życie    
4. Modlitwa 
5. Była Ideałem    
6. Tańcz Głupia  
7. Ty Jak Ja, Ja Jak Ty    feat. BEATA ANDRZEJEWSKA
8. Dzień W Dzień to Samo          
9. Mój Dekalog                            
10. Przed        
11. W Trakcie          
12. Po                
13. Numer Życia                   
14. Stoprocent 2    feat. KOOL SAVAS, DON GURALESKO, WALL-E, RYTMUS, BIGZ
15. Rusz Się     feat. MATHEO                                  
16. Stawka Większa Niż Życie  
17. International Ogarnijzation    feat. RENA, WINI, TONY JAZZU, SAGE
18. Upić Się Warto              
19. Moje Kurwa Mać Bragga 
20. Wbrew Wszelkim Prognozom 
21. Wyskocz Do Tego

    'Sobotaż' to debiut pana Soboty, mimo, że oficjalnie przy mikrofonie wystąpił już na drugiej płycie Snuz. W 2009 przyszła pora na to, żeby Sobota wyszedł ze swoim imprezowym gównem na szerokie wody. Płyta została doskonale przyjęta w środowisku i Sobociak zebrał masę propsów z całej Polski.
    Całą płytą od strony muzycznej zajął się nie kto inny jak tylko Matheo. Oczywiście znając jego produkcje nie należy się spodziewać stylu nowojorskiego, raczej południowej stylistyki - i tak właśnie tu jest. Do elektronicznych brzmień Matheo dodał trochę funkowych sampli, szczyptę jazdę w stylu David z Getta...yyy... Guetta znaczy - w sumie to na wskroś nowoczesny hip hop. Nie powiem, że jest to mój ulubiony kierunek w rapie, ale przyznać trzeba, że nie brzmi to źle. Praca didżeja nie powala w każdym kawałku, mimo, że za talerzami stoi sam DJ Feel-X - może po prostu jego skrecze średnio pasują do tego typu muzyki...
    Sobota ma charyzmę, styl i głos i sam wystarcza, żeby zapełnić płytę. Jednak, żeby nie było za nudno, znajdziemy tu dwa posse tracki. Pierwszy z nich to szalony, międzynarodowy 'Stoprocent 2' z udziałem Kool Savasa (Niemcy), Bigz'a (Szkocja) i Rytmusa (Czechy) - jeden z lepszych kawałków na płycie. Podobnie nieźle brzmi drugi posse track z ekipą szczecińską.
    W zasadzie płyta nie jest równa i pośród mocnych kawałków zdarzają się i klopsy i wpadki, które nic nie wnoszą i są jakby wypełniaczami na płycie. Rozumiem, czemu Sobota narobił tyle hałasu, ale nie rozumiem z drugiej strony aż takich ochów i achów... Przeciętne raczej.     

OCENA: 4-\6


poniedziałek, 27 lutego 2012

GORĄCZKA SOBOTNIEJ NOCY - SOBOTA

Stoprorap 2011

1. Intro
2. Zabroń mi
3. Mój czas feat. MATHEO, STARSZY
4. Mój dom
5. Nic się nie zrobi samo
6. Przedstawienie musi trwać
7. Ucieczka feat. RUFIJOK
8. Naprzód feat. PALUCH, SLUMS ATTACK, PANNA QUAN
9. Do góry łeb feat. CHÓR MONTU
10. Czuję się dobrze
11. Gorączka sobotniej nocy
12. Przekaz feat. TEDE
13. skit
14. Wolny mikrofon
15. Niech ktoś mi kurwa powie feat. SMAGALAZ, WINI
16. Zimny drań
17. Numer na życzenie
18. Era frajera feat. CZAPKA
19. Szczecin feat. SPÓŁDZIELNIA
20. Bez odwrotu feat. PIH, CHADA
21. Jesteś już mój, jesteś już moja

Po sporym sukcesie 'Sobotażu', szczeciński reprezentant wydał kolejny album, pragnąc rozgrzać sobotnią noc ponownie swoimi gorącymi, imprezowymi trakami. A że Sobota ma specyficzny styl i flow i nie boi się podśpiewywać - ma on swoich fanów zarówno jak i przeciwników.
Całą muzykę na płycie wyprodukował Matheo, dlatego jest jasne, czego można się spodziewać. Tak więc oczywiste, że królują tu basy, syntetyczne werble i elektroniczne brzmienia. To klimat gorącego południa Stanów, a nie NY, raczej Durrty Souf niż QB nigga. Za skrecze odpowiedzialny jest DJ Feel-X, który mocno związany ostatnio jest ze Szczecinem, a nie z rodzimym miastem Końskie, czy kalibrowymi Katowicami. W jednym kawałku dodrapał się Decks - oczywiście tam, gdzie na majku udziela się jego Partner-in-rhyme, Peja da Rychu.
Jak już wspomniałem, Sobota ma specyficzny styl, który nie musi być lubiany przez wszystkich. Mnie nie przeszkadza, w sumie to pasuje do obranej stylistyki i do bitów Matheo. Jest dobrze. Wbrew powszechnej opinii, Sobota nie gada tylko o imprezach, choć owszem, temat przewija się dość często. Jednak gospodarz potrafi nawinąć też o czymś innym, co jest dla niego ważne. Co więcej, goście (przynajmniej w większości) ogarniają temat jeśli nie na podobnym poziomie, to wręcz lepiej niż sam Sobota. Mam tu na myśli Palucha, Rufijoka (uwielbiam te ślunskie godonie Rufijoka!), Tede (wyjątkowo dobry, ironiczny trak!), Smagalaz (ehh, zjadają Sobociaka...)...
A jednak... impreza! No cóż, nie rozwaliła mnie ta płyta, ale muszę przyznać, że klimat jest i może się to podobać. Dla mnie jest ok, najbardziej jednak podobają mi się tu występy gości... Paradoks :) Nie szkodzi, nie szkodzi, jeżeli wróciłem do tego albumu, zły być nie może.

OCENA: 4\6

środa, 22 lutego 2012

MÓJ MONOPOL - RENA

StoPro 2011

1. Gleba, gleba
2. Na medal
3. Miasto Boga feat. SHELLERINI, KOBRA
4. Niezapomniani
5. Parter
6. Piosenka o miłości
7. Złe dziewczyny feat. AŚKA
8. Mój monopol
9. To pierdolone życie feat. TONY JAZZU
10. Pompuj rap feat. WINI
11. Chcę tu zostać na zawsze feat. SAGE
12. Reagge nas Odry brzegiem feat. WINI, SOBOTA
13. Na patencie
14. Endorfina
15. Mam moc feat. TONY JAZZU, SOBOTA, SAGE, WINI
16. Na medal remix
17. Na pełnych obrotach feat. BUCZER, BROŻAS
18. Skit Wini
19. Requiem dla snu

Szczecińska ekipa postanowiła wydać album swojej ulicznej perełki, Reny. Na razie na nielegalu, ale za to z hukiem. Rena to dziewczyna mająca aspiracje na prawdziwą 'hoodstress' z Memphis, ale czy bluzgająca panna z bezkompromisowymi tekstami znajdzie swoich fanów? Cóż, każda potwora znajdzie swojego amatora, to oczywiste, ale ja podszedłem do płyty z taką pewną nieśmiałością.
Muzyka to bezpardonowe cykacze rodem z Memphis, których nie powstydziliby się DJ Paul i Juicy J. Czasem bit jest bardziej klasyczny, ale jest to rzadkość. Syntetyczny klimat wzmacniają sample z klasyków house'u takich jak 'Power (I've got)' SNAP czy 'Pump up the jam' Technotronic. Nad całością czuwa DJ Feel-X jako gospodarz mikstejpa, chociaż niespecjalnie można go tu usłyszeć tak na dobrą sprawę. I doprawdy nie wiem, co Feel-X tutaj robi na płycie takiej jak ta, bo stylem kompletnie tu nie pasuje. Ale nie moja to sprawa.
Rena to ulicznica i jebac hejterów. Tak. Jeśli nie zrazi Cię stek bluzgów, jakimi powita Cię rapperka w pierwszym traku, to będzie ok, ale nawet lody czekoladowe mogą się przejeść, kiedy jest ich za dużo. A Rena klnie iście jak stary szewc. Może ma jakieś skillsy, może i płynie po bicie, nie zawsze płynnie, ale co tam. Stylem Rena bardzo przypomina mi Gangsta Boo albo La Chat, nawet głos ma podobny. Ja generalnie lubię Prophet Posse ladies, polskie wydanie wydaje mi się nieco gorsze, ale ujdzie.
Gdybym nie lubił nagrań spod znaku Three 6 Mafia, rzygałbym tym materiałem jak po miksie wódy z winem i sałatki śledziowej. To nie jest dla fanów boombapu, klasycznych dźwięków, skreczy i soczystych bitów, o nie. Cykające syntezatory, automatyczne brzmienie i cała kanonada kurew. Płyta mocno osadzona w stylistyce południowych Stanów Ameryki. Wtórne, ale nadal rzadkie na naszym rynku, więc wpasowuje się w dziurę (heh, szparę? :P) na naszej scenie.

OCENA: 3+\6