Polski hip hop. Wydawnictwa oficjalne i nielegale. Recenzje i podsumowania. Możliwość odsłuchu i ściągnięcia nielegali. Baza dla polskich wydawnictw hip hopowych.
* Wszystkie oceny i opinie są moimi osobistymi i subiektywnymi, więc jeśli nie zgadzasz się z jakąś oceną, bądź uprzemy nie wyzywać od najgorszych, tylko dlatego, że mam inne zdanie od Ciebie.
1. Together we will live forever 2. Sex 3. Love 4. Hate 5. Skit 6. Forever...?
Lenzy to już firma na naszej scenie. Wszak produkował dla takich osób, jak Bisz, Pyskaty, Miuosh, czy Solar & Białas. Lenzy to fan nowoczesnych, nieco abstrakcyjnych brzmień. Właśnie wydał krótką, konceptualną i instrumentalną epkę. Wczoraj, tak się złożyło, że recenzowałem inną nowoczesną płytę instrumentalną - a jednak diametralnie różną. 'Infinity' nie jest przebojowym materiałem - wręcz przeciwnie. To album bardzo nastrojowy, opowiadający o rodzącym się uczuciu i o burzach, jakie przechodzi związek. Czasem tempo przyspiesza, jak w 'Love', atakując elektronicznym brzęczeniem, by zaraz rozmyć się w melodyjkę gitarową. 'Hate' rzeczywiście obrazuje zawirowanie i mocne uczucia, jest agresywne, pod koniec jest bójka, a brzmi to jak soundtrack do thrillera. Albumik ma swoje lepsze i gorsze momenty - najlepiej jest w środku, podczas starć miłosno-bitewnych, a najsłabiej, kiedy emocje opadają i muzyka po prostu płynie z wolna przez przestrzeń. Jest wtedy usypiająco i nudnawo, ale może ja mam ADHD i nie mogę przejść swobodnie nad takim klimatem. Nikt tu oczywiście nie rymuje, bo do takiej muzyki się po prostu nie da, za dużo skoków tempa, zmian klimatów, niespodziewanych przejść. 'Infinity' to opowieść o związku dwojga ludzi, którzy przeżywają wzloty i upadki swojego współżycia. Jak już wielokrotnie wspominałem, nie lubię tego typu muzyki, a Lenzy... mnie w tym utwierdza. Poza drobnymi wyjątkami, to nie dla mnie. doceniam klimat i wysiłek, jaki włożył producent w brzmienie, ale te 18 minut były co najmniej w połowie zbyt nudne, abym się tym jarał.
1. Pod Czachą 2. Co ja mam 3. Problemy 4. Się bawmy tym 5. Chłopaki jadą windą 6. Nie ma tego już 7. Nie wiem o co chodzi 8. Za pięć lat 9. Ale nuda ziom 10. Życie Carlita
Doktor Majk mnie bardzo do Peerzeta przekonał, dlatego z chęcią przyjąłem jego nowy mikstejp. Nie przepadam za płytami na kradzionych bitach, ale to przecież swego rodzaju pokaz skillsów rappera, więc czemu nie - zwłaszcza, że jest nim Przemek. Już okładka wprowadza nas w klimat - zapewne mocno żartobliwy. Każdy z bitów na albumie jest instrumentalem z jakiegoś znanego mniej lub bardziej numeru. Ale nie oszukujmy się, kiedy włączysz te bity, to nie ma nic tajemniczego w podkładach znanych z płyt 50 Cent, Obie Trice 'They wanna know' - jeden z moich ulubionych sampli!!), Method Man & Redman, Nate Dogg, Nipsey Hustle, czy Araab Muzik. Ale przecież na takich taśmach nie chodzi o samą muzykę - wiadomo przynajmniej, czego słucha rapper i co mu się podoba - przecież te bity wybiera sam osobiście. Większość fanów rapu, którzy są choć nieco obeznani z amerykańskim hip hopem, będzie znała te podkłady - ci którzy słuchają tylko polskiego, będą mieli coś nowego. I dobrego, bo to przecież fajna muza. 'Wiem że czekałeś na to jak na pierdolone lato \ wchodzę ci na banię jak kurator, jak prokurator synu \ masz fejm skurwysynu, lecz nawijasz jako-tako' - te wersy otwierają mikstejp i niejako są kwintesencją stylu i tematów przewodnich. Bragga, które należałoby brać raczej z przymrużeniem oka, bo Peerzet robi sobie tu często bekę, żartując nie tylko ze słuchacza, ale także z samego siebie. Takim pobocznym nurtem są życiowe 'Problemy', wspominki starych czasów, a także radosne najebki. Wszystko to nieco przez palce, z jajem i nie należy przyjmować tego, co tu słyszymy za pewnik. PRZ nabija z innych rapperów - zwłaszcza tych ze szczytów list Olis (dostało się Kaenowi...), lecz pamiętajmy, że mamy podchodzić do tego na luzie i bez spiny. Wszak to tylko pokaz skillsów, a tych Przemkowi nie brakuje. Fajny materiał, choć na kradzionych bitach, to jednak słucha się tego z przyjemnością, bo nie dość, że rapper wziął sobie dobre podkłady, to jeszcze... sam jest dobry. Do sprawdzenia, darmowe pociągnięcie na stronie Przemka.
1. Universum feat. NIKOLA PUSTAŁA 2. Pęd powietrza feat. ROVER 3. Jekaterina nie żyje 4. Siema hejter feat. PYSKATY 5. Dupy z LO 6. Nie mam już sił 7. Esperanto 8. Czy pozwolisz feat. MAGDA WAC 9. Mentalista feat. MIUOSH, MAM NA IMIĘ ALEKSANDER 10. OOBE 11. Sara 12. Mroczny rycerz 13. Wszystko znieść
Już kilka lat temu, kiedy wpadłem na nielegale Planet ANM byłem pewien, że to tylko moment, kiedy znajdzie się on na legalu. Z czasem moje wrażenie wydawała się dzielić rapowa społeczność. Po zeszłorocznym 'Pasie Oriona', Planet kontynuuje współpracę z Eljotem, a Aptaun wreszcie zdecydował się wypuścić krążek na legalne półki. W tym duecie Eljot w całości robi muzykę, która najwyraźniej odpowiada Planecie, bo pomimo pewnych tarć jakiś czas temu, kontynuują oni współpracę. Muzyka na tej płycie jest specyficzna i niekoniecznie strawna i łatwa dla wszystkich - mnie samemu zaczęła wchodzić dopiero za którymś razem, choć do pierwszego kawałka przekonał mnie dopiero wokal Nikoli, bo nie znoszę tych rozlazłych, bezperkusyjnych, astralnych podkładów. Ale tego jest tu najmniej (pierwszy i ostatni kawałek), na szczęście te bity są zrobione z uczuciem i choć przebija tu melancholia, mają one w sobie coś głębokiego, co trafia. Eljot operuje nie tylko elektroniką, ale również używa sporego spektrum instrumentów, głównie klawiszy, ale przecież nie tylko. Co więcej, nie stroni on od sampli - weź pęd powietrza z zatykającym samplem z 'Manii szybkości' od naszych klasycznych heavy metalowców z Fatum. Na tej planecie pada deszcz. Tak, można otworzyć parasol, czy schronić się pod daszkiem, ale w sumie nie zawsze jest po co. Wszak deszcz zasłoni spadające łzy - w zasadzie to jedno i to samo. A nie są to łzy szczęścia, raczej te gorzkie, bo większość materiału zajmuje roztkliwianie się nad damsko-męskimi tarciami. Pomiędzy emocje wchodzi czasem alkohol, czy pozwolenie sobie na jakieś szaleństwo, ale wszystko i tak kręci się wokół dupy. W płycie należy czytać jak w książce - wyrywanie poszczególnych wersów nie ma tu sensu, bo tworzą one pełną całość. Mimo, że trafiają się tu celne hasztagi i naprawdę dobre wersy, to są one tak połączone z przodem i tyłem, że cytować pojedyncze wersy jest bez celu. Planeta trzeba słuchać, bo jest tam tak wiele treści i często prawdy, nie tylko o nim samy, ale także w ogóle, że po jakmś czasie zaczynasz się utożsamiać z rapperem. To jakbyś oglądał dramat obyczajowy w rzeczywistości Sin City: czarno-białej i deszczowej, z dymem cygara itd. Do tego mamy tu kilku gości, którzy stoją na wysokości zadania i świetnie wkomponowują się w całość - zwłaszcza Rover, a i Nikoli słucha się wybitnie. Na pozór album melancholijny i romantyczny, ale to nie prawda. Jest głęboki, pełen osobistych emocji i bólu. To arcyciekawy materiał, dający dużo do myślenia. Taki, który wyszedł o idealnej dla siebie porze - latem nikt tego nie będzie chciał słuchać, chyba, że będzie ono wyjątkowo zimne i deszczowe. Bo na tej planecie tak jest permanentnie.
0. Narrenturm
1. Legion głosów
2. Mindfuck
3. Babel
4. Flaki
5. Podróż
6. Widziałem
7. Jurodiwy
8. Opowiedz mi o swoich planach
9. Nic przez c z kreską
10. Prometeusz
11. Deus ex machina
12. Miecz czy bicz
13. Pielgrzym
14. Brzytwa Ockhama
Bydgoscy muzycy (bo myślę, że B.O.K. to coś więcej, niż tylko 'ten rapowy skład') powracają z kolejnym syfem do wepchnięcia w twoje uszy. Album już zbiera poklask, choć nie brak głosów o tym, że hip hop to nie kurwa wieczorek poetycki i nikt nie rozumie, o czym Bisz pierdoli. Prawda jak zwykle zapewne leży po środku, ale ja to muszę obadać na własne uszy. 'W Stronę Zmiany' pozostawił po sobie dość pozytywne wrażenie, choć nie wracam często do tego krążka - znacznie częściej do solowego Bisza. I z tymi mieszanymi uczuciami wlazłem w ten 'Labirynt Babel'.
Muzyka, którą sprawił Oer nie jest czymś, do czego znajdziesz porównanie i odnośnik na całej naszej scenie. To złożona muzyka, grana na żywo przy użyciu instrumentów: perkusji, basu, gitar, skrzypiec, czy klawiszy. Wcale nie oznacza to, że dostajemy jazzowy flejwor spod znaku The Roots. O nie! Te bity są poskładane jak puzzle z 10.000 części. Ubarwione samplami, skreczami DJ Paulo, zmianami tempa, wokalami Kay'a. Nie jest to muzyka najłatwiejsza w odbiorze, często nieco może drażnić swoim brudnorockowym feelingiem, zbyt ambientowym wajbem, czy sznytem rodem z festiwalu w Kołobrzegu. Osobiście nie mogę strawić 'Widziałem', ale z drugiej strony jest bit od 'Opowiedz mi o swoich planach', który przeniósł mnie wręcz do ery cyberpunka. Równie nieprzyzwoicie brzmi osadzenie 'Podaruj mi trochę słońca' na tym pulsującym, syntetycznym basie, na bazie elektrycznych gitar i organów Hammonda. Jest tu bardzo równo, intrygująco, choć nie zawsze w pełni satysfakcjonująco.
Bisz rośnie na geniusza sceny, bez kitu. Nie dość, że jego nienaganna technika idealnie płynie po bitach, to jeszcze jego teksty są przemyślane i tak zgłębione, że ciężko to ogarnąć za pierwszym razem. Ile razy bym płyty nie słuchał, za każdym razem wpada mi w ucho coś nowego, kolejny hasztag, kolejny przytyk do szeroko pojętej kultury światowej. 'Wśród przeciętnych głów mam magiczną dynię #Kopciuszek \ Moja gwiazda nie prowadzi, lecz odsyła dalej #asterysk \ Chcesz chłodnych kalkulacji? - Odradzam Ci się jak Feniks \ Życie zamęczyło mnie, więc zamęczę je ja \ Przejdę do historii z klasą nim przejdę do Playa \ Jeśli ktoś Ci wciśnie bubel, jedno pewne: nie ja \ Nawet jeśli wbijam w Ciebie Babel, weź nie peniaj'. Przy tych tekstach warto mieć przed nosem tekst, żeby przyswajać to, co mówi Bisz. Rzeczywiście, jest to mocno intelektualne, ale nie powiem, żebym nie rozumiał, o co chodzi. Wręcz przeciwnie, przekaz wydaje się dość jasny, a hasztagi, choć często zaskakują, są przejrzyste. Jasne, jak ktoś nie skończył podstawówki to odniesienie do 'Idioty' Dostojewskiego nic mu nie powie - a może właśnie powinno... I doskonale, że nie ma tu gości, bo któż ma Biszowi dorównać kroku w tym labiryncie?
To płyta pełna, by nie rzec spełniona. Podoba mi się dużo bardziej, niż 'Pchamy ten syf', Bisz wzlatuje naprawdę wysoko. Kawałki, które wywarły na mnie największe wrażenie, to 'Mindfuck' i 'Opowiedz mi o swoich planach', ale dobrych jest tu sporo. To płyta, którą należy obadać, bo jest tego warta - zwłaszcza Bisz. Ale na pewno nie jest to płyta roku.
1. PitStop 2. Szyby w dół 3. Rzuć już to 4. Mateusz 5. DID 6. Clark Kent 7. Akrofobia 8. God daaamn! 9. Status quo (prod. Świerzba)
Wprawdzie Pyski planuje od jakiegoś czasu swój pełnoprawny album, ale mimo to zdecydował się wydać na nielegalu materiał w formie epki, który stanowił odrębną całość: żadnych remiksów, żadnych odrzutów, czysty i świeży materiał. Nie trzeba być Sherlockiem, aby patrząc na traklistę, wydedukować, że te Beatz so drumaticznie nowoczesne. Owszem. Są. Do tego są nieco zróżnicowane, bo nie każdy bit jest fajny i nie każdy buja. Na wejście i tytułowy kawałek Pyskaty wybrał podkład EnZu, który jest akurat jednym z gorszych i nudniejszych. Na szczęście, zanim wyłączyłem album, wszedł 'Szyby w dół' na bardzo fajnym, trapowym bicie Ariela, który przywodzi na myśl scenę Memphis sprzed dobrej dekady. W ogóle, pozostałe kawałki również osadzone są w tym całkiem świeżym, a jednak trącącym przyjemnie myszką klimacie. I TMK i Eigus zrobili te fajniejsze podkłady, jednak w stronę tych mniej fajnych, które bardziej mnie nudziły, niż kiwały głową. Do takich należą 'DID od Lenzy'ego i od jakiegoś czasu nie mogę słuchać Sherlocka, bo te rozlazłe i przeromantyzowane techniawki nadają się raczej dla kwasobiorców, niż na hip hopową płytę. Sherlock zajmuje na mojej liście miejsce SoDrumatica, którego kiedy widziałem na liście producentów, krzyczałem 'god daaamn!, ale chujnia będzie'. A tutaj jest naprawdę 'God Daaam! Zajebiste', bo Drumatic odbija się od tych wymemłanych instrumentali z powrotem w stronę hip hopu - nowoczesnego, ale brzmiącego bardzo dobrze. Zeke aka Pyskaty miał czas ułożyć sobie i flow i technikę, a także nabrał doświadczenia przy mikrofonie - co doskonale procentuje i wyraźnie słychać to na tym materiale. Rapper chwyta nas za pysk i nie daje za bardzo oddychać, bo choć ogólnie tekstowo jest po prostu fajnie, to co parę wersów wpadają linijki typu 'olewam chichot i przyspieszam jak Zinedine \ a typom twardym jak G Shock będzie wstyd kiedy minę ich'. Tak, Pyskaty 'wraca tu, dla tej sceny jest jak tlen', aby udowodnić, że choć jest jednym z najstarszych typów w grze, to nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa i jest daleki od zawieszenia majka na haku. On tylko był na pit stopie, wymieniał opony, przetarł szyby. To tylko oddech. Zaraz bolid wyjedzie na trasę i zmiażdży wszystko jak tir. Owszem, będę czekał na pełny album Pyskatego. Nie wątpię, że ta epka jest bardziej osobista, niż będzie album - świadczy o tym choćby fakt, że nie ma tu żadnych gości, a teksty wychodzą prosto z serca. Niezła wprawka przed legalem.
1. Intro 2. Doktor Majk 3. Dwa cale od śmierci 4. Pan pospinany 5. Chwalisz się czy żalisz? 6. Jak Clark Kent, jak Bruce Wayne 7. Reinkarnacja 8. Nostradamus feat. PELSON 9. Chcę czegoś więcej 2 feat. BAZI, OXON, KOJOT 10. Adrenalina 11. Wyjaśnijmy to 12. Wszyscy jesteśmy martwi feat. PATOKALIPSA 13. Psychodela (Show musi trwać) 14. Nadejdzie dzień feat. SŁOŃ, ERIPE 15. 12 małp 16. Aptaun bejbi 17. Doktor majk Remix
Peerzet jest rapperem, który ostatnio zbiera wiele propsów. Może jego pierwszy legalny album nieco rozczarował, ale przecież nie był zły. Tutaj, w duecie ze zdobywającym coraz większą popularność TMK Beatz zrobili dla Aptaun kolejny materiał. Do tego piękne wydanie płyty (znowu Forin!) i mamy Doktora Majka. TMK sprawił, że płyta brzmi. Dudni basami, a elektronika, tak naturalna obecnie w rapie, ma bardzo fajny równoważnik w klasycznym hip hopie. TMK znalazł idealny balans pomiędzy rapem bumbapowym, a nowoczesnością. Cięzko znaleźć tu słaby podkład, praktycznie każdy z nich kiwa głową i nakręca tempo. Do tego bardzo fajną rzeczą jest zatrudnienie DJ Krótkiego, Pana Zimną Łapę i DJ Noriza na talerzach. Owszem, taki 'Jak Clark Kent, jak Bruce Wayne' jest mocniej syntetyczny, ale pasuje tu doskonale i nie boli. Zresztą, ma bardzo zabawny teledysk :) Bity są mieszanką wybuchową, wypadkową dnia dzisiejszego i Złotej Ery. Zapewne nie przypadnie do gustu wszystkim, ale na mnie te bity działają. Wyjątkowo fajna muza, taki 'njuskul, truskul, chujskul'. Po wspomnianym przeze mnie rozczarowaniu pierwszym legalem, Przemek wziął sieę ostro do roboty. No i faktycznie, może dziś o sobie powiedzieć 'jestem tak wspaniały, że powinno być siedmiu mnie', jak skromnie stwierdził. Ale może sobie pozwalać, bo rymuje naprawdę wybornie, do tego jego pancze zmiatają słabiznę ze sceny jak miotła Baby Jagi. 'Jeśli jestem kotem, to tylko sfinksem, nie przychodzą głaskać mnie, tylko podziwiać'. Ale naturalnie, album to nie tylko bragga, ale wypluwane wściekle frustracje, bo PRZ nie boi się mówić otwarcie o tym, co go wkurwia - a wkurwia go wiele rzeczy. I co lepsze, czujesz w którymś momencie, że ciebie również to irytuje i w pełni zgadzasz się z rapperem, który tnie przeciwności przy samej trawie. Peerzet zaprosił na album gości, którzy... No właśnie. Pelson ze swoim archaicznym flow wpisuje się tu całkiem nieźle i stanowi odskocznię dla agresywnego Przemka. Bo kiedy wchodzą goście z krakowskiego podziemia to jest różnie. Na dużym propsie wchodzi Kojot, ale również Eripe, podobnie jak Słoń, który wprawdzie skądinąd, ale również naprawdę nieźle. Reszta płynie na fali - raz wyżej, raz niżej, ale zazwyczaj gorzej niż sam Przemek. Niezłe bity i Peerzet w bardzo dobrej formie - choć wielu mówi, że się skończył. Nieprawda, PRZ ma się dobrze. Jego pancze wywalają zęby, a wersy tną łeb przy samej dupie. Do mnie ten album trafia dużo bardziej, niż poprzednia płyta - po prostu przeciętna. 'Doktor Majk' jest o wiele lepszy, nie tylko dzięki bitom, ale i dzięki samemu rapperowi.
1. Profesjonalny marzyciel feat. TALLIB 2. Victoria i Pokój 3. Dwa języki feat. KINGA PĘDZIŃSKA 4. Bill Hicks 5. !EGOFLY 6. Szklane niebo feat. ZEUS 7. SurVivat feat. FAT MATTHEW 8. Po co mi ten chłód feat. W.E.N.A. 9. Więcej świateł 10. Filmy w mojej głowie feat. TE-TRIS 11. Synergia 12. Życie jest dobre 13. Interlude 14. Morfina 2
Druga płyta lubelskiego rappera rozeszła się ze sklepu Aptaun jak świeże bułeczki na wyprzedaży w Biedronce. Diset podszedł niezwykle sumiennie do procesu tworzenia albumu, sprawował nad wszystkim osobistą pieczę i zaprosił do nagrania tylko gości, którzy w jego mniemaniu mogli coś wnieść do świeżości materiału. Muzycznie dominuje tu Nerwus, ale poza nim podkłady robili Młody GRO, Tetris, Bejotka, Milion Marek, Bob Air i voskovy. To przede wszystkim muzyka nowoczesna, w wiĘkszości pozbawiona sampli, choć napotkamy tu nieco wstawek, wykorzystujących najczęściej jazzowe, mało popularne ścieżki. No ok, Bejotka zrobił dość typowy, choć nakręcający tempo podkład w stylu nowojorskiej klasyki ('!EGOFLY'). Do tego producenci wykorzystują żywe instrumenty - nie raz i nie dwa gitarę, a także saksofon. Podkłady GRO coraz większy mają odchył w stronę syntetyczną, co przestaje mi się najczęściej podobać. Co więcej, tam gdzie łapy maczają Bober i Tet, poziom tego njuskulowego klimatu wydaje się przekraczać granice dobrego smaku. Milion Marek jest nieco popowo-nudnawy, a Voskovy . Najlepiej w moich uszach natomiast brzmi Nerwus, który potrafi idealnie scalić stare z nowym i daje radę zrobić tu najciekawsze, moim skromnym zdaniem, podkłady. Obiektywnie rzecz biorąc, Diset to rapper wielowarstwowy. Co tam rapper, to wokalista pełną gębą. Pomijając zarzuty o kserowanie niektórych innych wykonawców i podrabianie ich stylówki, trzeba przyznać, że chłopak ma coś w swoim stylu. Diset śpiewa, moduluje głos i jego flow jest wręcz idealne. Do tego teksty, które sa naprawdę przemyślane i mówią o czyms więcej, niż życie typka z osiedla. To raczej wewnętrzne wojny rappera: o adrenalinę w życiu 'Jadę miastem, widzę ciemne bramy, ciemnych obok typów \ Mam jaskrę od tej sennej chmary, bez krzty kolorytu \ Rozumiesz? Ślepnę od braku światła \ Ślepnę od braku wrażeń, tonę w rzece ciemności #katarakta' albo o szczerość przekazu i etykę 'Żaden ze mnie pustynnik filozof, ale wkurwia mnie motłoch \ Z jednej strony ambony i small-talk, z drugiej reklamy i talk-show \ Szanuj słowo, jak mnie ten wygadany chłystek wnerwia \ U mnie na bloku raz dwa schowałbyś se tę charyzmę w piętach \ Ludzie niewoleni coraz bardziej i sprawniej - jak tak zajrzeć w historię'. Zresztą, w tym kawałku wykorzystany jest fragment z występu kontrowersyjnego, zmarłego jakieś 10 lat temu komika amerykańskiego - tytułowego Billa Hicks'a. Z każdego wersu wychodzi obraz człowieka wykształconego, który zna się na ogólnie pojętej kulturze i świadomie wybierającego rzeczy dla siebie - bo ma świadomość. Do pary z Disetem jest kilku gości, choć tak naprawdę zastrzelił mnie Zeus swoim wejściem, bo reszta po prostu jest, a angielskie refreny Kingi Pędzińskiej sprawiają, że bolą mnie zębodoły. Najbardziej leżą mi kawałki 'Bill Hicks' i 'Szklane niebo', jednak sporo tu tej nowej (najnowszej) szkoły rapu, przez co mój odbiór nieco siada - a 'Morfina 2' jest dla mnie totalnie niestrawna, choć na bicie Nerwusa... Z jednej strony uzdolniony rapper, ze świetnym flow i niezłymi tekstami. Z drugiej te jebane syntetyczne melodyjki, wokalizery i autotuny - od wspomnianej 'Morfiny 2' dostałem jakiś pieprzonych drgawek nerwowych przy wyciu w końcówce i musiałem to wyłączyć. Niemniej jednak jest tu sporo dobrych rzeczy, jednak nie przesadzałbym z płytą roku. Dobry album, ale bez przesady.
1. Dzieci Czasu feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK 2. Strachy 3. Fejm feat. DJ IKE 4. Nero feat. GRIZZLEE 5. Ciary 6. Lista Życzeń feat. ZEUS, DJ KRUG 7. Chwilowe Part 1 feat. RZEŹNIK, DJ FLIP 8. Lunatyka 9. Polywood feat. DJ FLIP 10. Ciąg Dalszy 11. Halun feat. PYSKATY, RZEŹNIK, DJ NORIZ 12. Chwilowe Part 2 feat. RZEŹNIK, DJ FLIP 13. Mam feat. RZEŹNIK 14. Ludzie feat. GRUBSON 15. Mantry feat. RZEŹNIK
Ta kolaboracja rozgrzewała fanów polskiego rapu już od jakiegoś czasu i oto wreszcie jest. Wszak single nikogo nie oszołomiły, a przecież ten duet ma na pewno kolosalny potencjał. Świetnie wydana płyta, z dużym pomysłem i tak samo miało się okazać wewnątrz - pomysłowa płyta, nie wpisująca się w kanony. Ciekawostką tej płyty są tandemy, a nawet tryple (jakkolwiek źle by to nie brzmiało :P) producenckie: Nerwus i Bober, Welon, Starq i Bober, Welon i Bober, Młody GRO i BobAir, czy TMK, Młody GRO i (co za niespodzianka!) Bober. Pierwsza myśl: 'cholera, tyle tu Bob Air'a - a on nie należy do moich ulubionych producentów - a nawet wręcz przeciwnie...'. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko nowoczesnemu hip hopowi, ale po prostu koleś rzadko do mnie trafia. I właśnie tak tu jest. Tam gdzie nie ma Bobera - raptem jeden trak - 'Nero', jest dość ciekawie, bo Welon zrobił nam pełny atrakcji i energii kawałek, który brzęczy jak g-funk XXII wieku. Ale żeby być sprawiedliwym, reszta, która przynajmniej częściowo wyszła od Bob Aira, też może być dobra: 'Ciary', 'Halun', 'Ludzie' czy 'Polywood' - ciekawe, że to głównie kolaboracja z Młodym GRO. Tak, podkłady są dopieszczone i wszystko ma swoje miejsce, każdy dźwięk pada tam, gdzie powinien i każde brzmienie jest wręcz wymuskane, ale bądźmy szczerzy, to hip hop, a nie jebany Mozart. Dlatego często drażni mnie to melancholijne wychuchanie podkładów, wręcz popowe podejście do produkcji - rap gdzieś zgubił szorstkość - może nie tekstowo, ale muzycznie. To coraz większy crossover, przeciw któremu nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie szło to w stronę jak największego rozwodnienia gatunku. A niektóre kawałki w moim mniemaniu niebezpiecznie kroczą w kierunku Budki Suflera, czy Bajm ('Ciąg dalszy', oba 'Chwilove' - zadziwiająco wyprodukowane samodzielnie przez Bobera...). I te kurwa autotuny, gosh. Na szczęście są tu jeszcze rapperzy. Wprawdzie niekwestionowanym liderem duetu jest Tet, ale przecież Pogz nie odstaje aż tak bardzo - przynajmniej technicznie. Wprawdzie Tet mówi 'Wśród miliona marnych ekip, niebanalny styl to moja magia' i ma niezaprzeczalną rację, ale przecież 'Każdy detal, patrz na Pogza \ Miał być zwykły duet a wyszło nam paranormal'. Tak, Pogz, choć nieco słabszy, wcale to nie oznacza, że jest słaby - w duecie z większością sceny, okazałby się zwycięzcą spokojnie. Do tego co wers, to albo jeden albo drugi rzuca wersy, po których łapiesz się za głowę - taka qui pro quo sytuacja. Weź Tetrisa: 'marek belka w moim oku, zobacz swoją drzazgę, co?', i ta gra słów z twórcą Tetrisa (tej gry, dzieciaku!): 'Wspomnienia niech spowija język, liże każdy błąd \ Choć parzy to przez ogień rodzę się – Pażytnow'. Kurde. A zaraz po nim Pogz robi swoje: 'To nie boża iskra, to nie moja misja być pobłażliwym \ Ta gra jest zbyt niemrawa, czas dolać do niej Krzysztofa Oliwy' albo 'Wasza nić życia, cóż, Bóg był chyba niezbyt hojny \ Ja - Edward Nożycoręki wpuszczony pomiędzy Mojry'. Wyłap te hasztagi i followupy. Do tego są tu goście, którzy... w sumie powinienem po taki wstępie powiedzieć, że są zbędni, ale absolutnie tak nie powiem. Bo Pyskaty rozniósł tu bit swoją zwrotką, a Zeusowi tez nie można odmówić skillsów, choć nie porwał mnie swoim wejściem. Świetne refreny daje Rzeźnik, ale i Justyna Kuśmierczyk oraz Grizzlee również położyli swoje cegiełki. No, Grubson niekoniecznie tu pasuje, ale skoro bity mogą być popowe, to czemu nie fituringi? W końcu crossover. No i pewnie, gdyby nie było tu Bob Air'a, album podobałby mi się dużo bardziej. Niestety wnosi on za dużo popu do tej muzyki. Owszem, ja nie ujmuję mu talentu, ale do takiej muzyki to może śpiewać Dawid Podsiadło, bo z hip hopem to rzadko ma coś wspólnego. Na szczęście są tu Tet i Pogz, których skillsy ratują całość. No i pozostali producenci, wnoszący nieco hip hopu do tego hip hopu. Niemniej jednak, to udana płyta, choć pozostawiająca pewien niedosyt. Liryczny majstersztyk, nieco zepsuty muzyką. Ale to dość dobry materiał.
1. Pas Oriona
2. Spal moje zdjęcia
3. Chiroptera
4. Nie odchodzę feat. BONSON, EKONOM
5. Panie
6. Nie rozmawiaj z duchami feat. BOGU BOGDAN, QUEBONAFIDE
7. Tańcząc w ciemnościach
8. Potrafię latać feat. RAHIM
9. Potrzebuję tego
10. Gdy opadnie popiół feat. DEVOICE
11. Lucid dream feat. DJ KRUG
12. 96
13. Wyżej
14. Spal moje zdjęcia remix feat. ZDUNO
15. Ku rozwidleniu rzeki
16. Lot nad kukułczym gniazdem
Poprzednia płyta Kapitana Planety... ups, sorry, Radka Planety, odbiła się szerokim echem i lud poznał, któż to taki jest ten Planet ANM. Okazało się, że ten rapper i producent ma spore umiejętności i potrafi nagrać ciekawą płytę. Dlatego z zainteresowaniem sięgnąłem po jego nową produkcję.
Jednak już z samego tytułu wiedziałem, że to może nie być dla mnie łatwe... 'Cośtam, gusta się skurwiły...' ot, co. Jaki był początek cytatu? Pewnie zaraz sobie przypomnę, chwila. Ale ten cytat jest bardzo znamienny, bo Eljot reprezentuje właśnie pewien rodzaj tych 'skurwionych gustów' - elektroniczne, melancholijne podkłady, niekoniecznie uzbrojone w perkusje, a jeśli już, często okazuje się, że są one połamane. Ja rozumiem, że te skurwiałe gusta odnoszą się do trapów i drejkowych pojękiwań, ale te bity, bardzo ambitne skądinąd, niebezpiecznie bliżej są do tych udziwnionych rapsów ostatniej dekady, niż do prawdziwego hip hopu. Czy to się może podobać, to kwestia gustu, jednak według mnie, ma coś w sobie, co nie pozwala przejść obok tej muzy obojętnie. Nie porusza mną to tak bardzo, ale nie powoduje ruchów palca w kierunku przycisku STAHP!!! Dwa ostatnie kawałki zrobili Matek i Foux.
A, już wiem, to leciało tak: 'teraz rap robią pedały, a gusta się skurwiły'. Planet udowadnia, że owym pedźkiem nie jest i robi konkretny rap z pokaźnym przekazem. Bo Radek nie dość, że ma konkretną nawijkę i świetne flow. Całość wzbogacają (to dobre słowo) wyśmienite teksty, które z jednej strony pasują do podkładów Eljota, z drugiej aż mnie kręci, żeby posłuchaĆ tego na podkładach np. Galusa albo Metro. Sporo trafnych hasztagów (ten o Radiu Maryja i medium (Medium) to 'bulls eye'!), mnóstwo sprytnie zakamuflowanych odnoŚników - to wszystko powoduje, że nie jest to rap dla idiotów, bo i tak nic nie zrozumieją. Do tego każdy z gości wszedł udanie w system i dźwigną zadanie, choć poprzeczka była wysoko.
Piąty album Planety to kawał porządnej dawki złożonego mózgotrzepa. Raz, że podkłady to elektronika i idą one w te nowe trendy, odchodząc od korzeni, choć pasują tu bez wątpienia. Dwa to te teksty, które kładą się gruba kołdrą na umysł i każą siedzieć pod nią, aż się zgrzejesz. I tak nie będziesz miał dość. Kurwa, z każdym kawałkiem wchodziłem w to głębiej i głębiej i po ostatnim traku czułem, że muszę puścić to raz jeszcze. I jeszcze i jeszcze. Przestała mi przeszkadzać ta muza - całość jest kompletna. To płyta, która wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Ja się zgrzałem pod tą kołdrą.
To już trzeci album (drugi legalny) Wudoe, chłopaka z warszawskiego Marymontu. Tym razem, Wena postawił na jednego producenta i krótszy materiał. Uwagę od razu zwraca ciekawe wydanie płyty, niejako każdy kawałek na kartkach pocztowych. Nie jest to zbyt czytelne, ale za to klimatyczne. Całość płyty zrobił Stona, znany producent na naszej scenie. Nie jest to jakiś wybitny bitmejker, ale potrafi często przykuć uwagę słuchacza do głośnika. Bo niby jest to klasyka, niby wszystko oczywiste, a tu jednak Stona zaskakuje niecodzienną perkusją, przycięciem sampla, czy aranżacją. A czasem nawet stylem, bo Stona nie boi się odejść nieco w stronę nowoczesności, ale bez posądzenia go o konformizm. Słucha się tego z przyjemnością, zwłaszcza, kiedy bit wspomagany jest przez skrecze od DJ Ike'a, czy DJ Technika. Tak, bity są tu bardzo ciekawe. Sam Wena jest. Zaznacza swoją obecność poprawnymi rymami i nienagannym flow. Opowiada o swoim życiu i scenach, które ma przed oczami. Nie ma bragga, obejdzie się bez bitewnych rymów. Tylko czysta rzeczywistość i przemyślenia w temacie życia, a czasem i snów. Wena przyspiesza, kiedy trzeba, rymuje w bit i nie potyka się na werblach - wszystko jest ok, nawet czasem aż tak poprawnie, że zbyt zwyczajnie. Ale nie ma się za bardzo do czego przyczepić. Za to goście... Najlepsze wrażenie zrobił na mnie Jarecki, który dał sporo kawałkowi 'Triumf', dobre wejście zaliczyli Ras i Ostry, a odgrzany Włodi i Tet, choć kawałek jest niezły, nie oszołomili mnie swoimi zwrotkami. Jak zwykle, miało być super, a jest... ok. Ale czy o to Wenie i szefom Aptaun do końca chodziło? Wątpię, zapowiadało się na to, że po tej płycie powstanie Nowa Ziemia, a tak? Jest dobrze. Tylko.
1. Intro 2. Trafiam 3. Jest Pieknie Dziś 4. Zrób Tak 5. Osiedloowa feat. NINAS, ANIA KANDEGER 6. Złamane Sny (44 Wersy) 7. Bez Talentu feat. ANIA KANDEGER, KOTZI 8. Działam feat. STRONG 9. Mnie To Jara feat. RUFUZ, JINX 10. Może Kiedyś feat. HUDY HZD, SATYR, MIKI 11. Do Tej Gry 12. Egzekucyjny Pluton feat. JWP, MIKI, BZYKER, MEAT, PIH 13. Śmiercionośnik
Ostatnia płyta Siwersa z Parzelem zupełnie do mnie nie trafiła. Tym razem Siwers bez ceregieli zabiera nas 'w podróż do lat '90 XX wieku'. Przyznam, że brzmiało to zachęcająco. Zwłaszcza kiedy zobaczyłem wydanie krążka - iście imponujące, komiksowo-graffitti-retrospekcyjne. Z niecierpliwością wrzuciłem płytkę do odtwarzacza. I zaczęła się podróż 20 lat wstecz, rzeczywiście. Siwers pozbierał piękne sample i pozapętlał je na fajnych perkusjach - czuć, że to tylko wzorowanie się, ale brzmi bardzo przyjemnie. Trochę jazzujących klimatów, trochę akcji typu warszawska scena '93-'94, trochę nowojorskich inspiracji. Muzyka zatem jest tu najjaśniejszą stroną tego krążka, a zyskuje ona jeszcze sporo dzięki pracy ludzi na talerzach. Skreczują tu DJ Ace, DJ Steez, DJ Kebs, DJ Def i DJ Noriz. Dziwić może ten przeskok stylowy z nowoczesnych bangerów na klimaty złotoerowe, ale... wcale to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Mnie się podoba znacznie bardziej, niż album z Parzelem. Gorzej nieco z rapem. Ok, Siwers ma porządny styl i flow, którego nie da się za bardzo czepić. w końcu podkłady robi sam dla siebie, to chyba powinien na nich jakoś wyglądać, nie? Jednak tekstowo wypada to nie do końca zachwycająco - jest dość blado, bo niewiele wersów się tu wybija. Ot, Siwers rymuje poprawnie, ale teksty mijają po jakimś czasie uszy. Do tego są goście, którzy nie wnoszą kompletnie nic, poza kolejnymi bezbarwnymi wersami i stylami. No, może poza Pihem i Bzykerem, w całkiem niezłym skądinąd posse traku 'Egzekucyjny pluton' - choć z uwagi na różny poziom emce, nie do końca godnym polecenia. Dziwnym zabiegiem było umieszczenie obok siebie typowego letniaka 'Osiedloowa' i 'Złamanych snów' - kawałka o powstaniu warszawskim. Trochę to nie na miejscu. Ogólnie to fajna płyta. Zdecydowanie robi ją muzyka i dje, nie da się ukryć. Warstwa liryczo-techniczna odstaje, ale nie przekreśla albumu. Miło posłuchać, pokiwać głową do bitów - i tak moim zdaniem, powrót Siwersa do korzeni jest znacznie lepszy niż jego modernistyczne wizje syntetyków.
1. Parę słów o autorze 2. Nigdy nie miałem czasu 3. Pewność siebie feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK 4. Nie mogę narzekać 5. Zawsze wierny feat. PARZEL 6. Magia 7. Już nie 8. Nie bawi mnie feat. PIH 9. Pokusy 10. Nie znaczysz już nic 11. Chyba nie jestem... feat. JUSTYNA KUŚMIERCZYK 12. Kraina absurdu feat. TE-TRIS, PYSKATY 13. Perspektywy feat. SATYR 14. Przemyślałem kilka spraw
Po płycie z 2010 z Siwersem, przyszedł obecnie czas na drugą, solową płytę Tomiko. To zbiór kawałków, którymi Tomek chciałby się pochwalić - sama nazwa albumu na to wskazuje - wszak to 'Portfolio'. Czyli, że powinien być wypas, tak? Może i powinien - pierwsze wrażenie jest intrygujące, bo płyta wydana w digipaku, zamiast książeczki, ma dla każdego numeru... oddzielną, kwadratową karteczkę z opisem piosenki. Tomiko, pomimo częstej współpracy z Siwersem, wziął od niego tylko trzy podkłady. Większość bitów zrobił Zbylu, ale także Echo Deal, 101 Decybeli, TMK Beatz, Sebastian Tomczyk, Zamot i Młody GRO. Oczywiście, fani polskiego rapu wiedzą, kto to jest Siwers, 101 Decybeli i Zbylu, kojarzą GRO i TMK, Sebastian Tomczyk zaś, Echo Deal i Zamot to zapewne postaci anonimowe... Choć, kto czytuje moje podziemne recenzje, może trafił na opis płyty Zamota. Płyta brzmi, owszem, nowocześnie, ale nie brak tu odwołań do klasyki, bo są sample, są wokalne cuty (weź bit do 'Kraina absurdu'!!). Bity jednak nie są jakoś szczególnie przekonujące - trochę fajnych, trochę nijakich. Spodziewałem się może takiej nieco bardziej ulicznej strony, ale nie. Tomiko, od czasu płyty z Siwersem, dołożył nieco pracy nad stylem i liryką, dzięki czemu dostajemy bardziej złożoną płytę. To takie życiowe portfolio, złożone z kart z różnymi życiowymi górkami i dołkami. Nic mnie tu mocniej nie przykuło do głośnika, ale również nie wywołało grymasu niesmaku. Jest kilka kawałków, które wybiły się spośród innych - przede wszystkim świetny 'Kraina absurdu' z Tetrisem i Pyskiem, fajny jest 'Nigdy nie miałem czasu'. Oprócz tego jest tu PiH, który dał zwrotkę bardzo typową dla siebie i ciekawy Satyr, a także Parzel, który mi przemknął niemal niezauważony. Aptaun po raz kolejny wydaje płytę, która jest dobra, ale brakuje jej czegoś, żeby była bardzo dobra. Po prostu Tomiko nie wysuwa nosa ponad tłum podobnych, niezłych płyt - nie ma tu punktu zaczepienia, cechy szczególnej, która wywindowałaby płytę wyżej. A tak, mamy porządną płytę, która ma szansę zginąć w zalewie podobnych.
1. Fatamorgana 2. Z miłości do gry feat. TE-TRIS 3. Dżus 4. Tylko ja 5. Buc 6. Dzień z mojego życia 7. Nad tłumem feat. KOJOT 8. Oszalej 9. Alibi 10. Iluzja zwana rzeczywistością 11. Zasada cierpliwości feat. PYSKATY, VNM 12. Kombosy 13. Robię co mówi serce 14. Szalony czas 15. Wolny dzień
Ileż osób na to czekało! Głodny kot z podziemia, który wciąż grzeje ławę, pomimo tylu lat na scenie, wreszcie ma szanse wyjść na legal. Tym bardziej, że jego występy podsycały ciekawość i nakręcały widownię. Osobiście nie uważam Przemka za super emce, ale jako obowiązkowe poczytałem sobie sprawdzenie, czy jego płyta powstała z 'miłości do gry'. TMK Beatz, Tyno, Donatan dali bity prosto z Krakowa i Gdańska (Tyno), które miąły zapewnić świeżość i klasyczne brzmienie. Celuje w tym przede wszystkim TMK, którego podkłady stanowią wypadkową Pete Rocka i DJ Premiera, choć brakuje mu tego błysku, jakim charakteryzują się mistrzowie. Tyno robi dość podobne rzeczy, ale w zasadzie najlepsze chyba rzeczy sprzedał Peerzetowi Donatan, ale na pozostałe bity też nie można narzekać. O skrecze zadbali DJ NoOne, DJ Medyk, DJ Noriz, chociaż nie epatują specjalnie setami - pozostają dość niewykorzystani, choć zaznaczają, że posiadają skillsy. Peerzet nie jest oszałamiającym emce. Jest porządny - powiedziałbym - rzemieślnik. Tak, ma flow. Owszem, ma dość dobre teksty. Na płycie udowadnia, że potrafi rymować na każdy temat: jest trochę bragga, coś o życiu, nieco o rap grze, jakiś storytelling... W sumie co chwila coś innego. I dobrze, przynajmniej się nie nudzi. Prawdę powiedziawszy, im dalej w płytę, tym lepiej to wszystko brzmi. Początek mnie trochę zniechęcił, ale począwszy od 'Dżus' poczęło robić się coraz ciekawiej. I w zasadzie trzyma aż do końca, bo album nie zwalnia tempa ani na chwilę. Nie czekałem na tę płytę. Nie szkodzi, jest niezła. Trochę mi tu brakuje jakiegoś bangera, który rzuciłby mną o ziemię. Wszystko jest wprawdzie porządne i dograne co do werbla, ale... brak tu jakiegoś szału. No, jest 'Oszalej', jest 'Tylko ja' i 'Buc', ale... Czegoś mi tu brakuje. Nawet nie potrafię uzasadnić czego. Jest coś nieuchwytnego, co przy tworzeniu uleciało. Ale co?
1. Infolinia 2. Mamy 3. Nie ogarniam 4. Dziennik 5. Jeszcze raz feat. DISET, HUCZUHUCZ, RAK RACZEJ 6. Odliczanie 7. Widzę maski feat. SUPERMLEKO 8. Zaniedbania 9. Zmiana gry feat. PEERZET 10. Pięć miejsc po przecinku 11. Znam swoje miejsce 12. Tanie dranie feat. SZOKAZ 13. Possecut feat. DESZCZU, SZOKAZ, OXON, 2STY, SUPRAN, KOT KULER 14. Wyłącz to
Tostera po raz pierwszy usłyszałem na suwalskiej wizji lokalnej. Kiedy go zobaczyłem, pomyślałem to co chyba wszyscy - co to za kurwa ksywa? Ale po jego wejściu przestałem rozkminiać, bo koleś okazał się naprawdę dobry - zresztą Suwałki mają jedną z lepszych wizji - aż dziw bierze, że suwalska scena jest tak mało znana szerzej w kraju. Wallcut, Galus, S-Back, SB, Wezyr, Kazet, Eigus, PTK i Bonny Larmes dali klasykę i nie można narzekać na sferę muzyczną. Narzekać nie można, ale choć bity łba nie upierdalają, niemniej jednak, słucha się tego bardzo dobrze. Fajne sample, pocięte ze znawstwem, stanowią doskonały podkład dla Tostera. Taki powrót do złotej ery, co mnie, człowiekowi TAMTYCH czasów, mocno taki wajb siada na głowie. Do tego DJ Krug sieka woskiem ze sporą swadą. Tak, muza jest... sympatyczna, to chyba dobre słowo. Protegowany Aptaun, prosto z bieguna zimna, potrafi rozpalić majka. To znaczy, jego flow i styl nie jest może odkrywczy, ale dzieje się to w momencie, kiedy ja przestaję wierzyć, że polscy raperzy potrafią rymować... Na szczęście Żyt umie i to całkiem nieźle. Nad tekstami można się pochylić i posłuchać, co ten człowiek ma do powiedzenia, bo to nie są zwyczajne frazesy z 75% płyt podziemnych. Toster to artysta pełną gębą. Wie po co staje za majkiem, nie po to, aby dać parę oklepanych rymów, ale żeby pokazać swoją finezję w pisaniu tekstów. Ową finezję pokazują jeszcze kolesie Tostera w passikacie o tytule, nomen omen, 'Possecut', ale... może i ma to ogień, tylko, że nie powoduje dreszczy emocji i trochę się zawiodłem. Znacznie bardziej urzekł mnie kawałek 'Tanie dranie' z Szokazem, storytelling o sensacyjnych proweniencjach, na klimatycznym bicie Wezyra, troszkę w stylu Kool G Rap, czy Sadat X. Po wizji lokalnej wiedziałem, że na tej płycie mogę liczyć na kawał dobrego, klasycznego rapu. I cieszę się, że się nie rozczarowałem, bo nie oczekiwałem na megahit, ale po prostu na porządny hip hop i tyle. I cieszę się, że nie nakręcałem się w nieskończoność na tę płytę - bo jak czytałem rozmaite recenzje, to przebijała z nich żałość, że spodziewania były wielkie, a efekt marny... Nie prawda. 'Pięć Miejsc Po Przecinku' to świetna płyta, którą spokojnie można wydać na legalu.
1. S.A.L.I.G.I.A.
2. Za Długo
3. Nie Ma Róży Bez Kolców
4. Czy?
5. Razem feat. SIWERS, PROXIMITE, TOMIKO, PEERZET, TE-TRIS, W.E.N.A.
6. Porozmawiajmy O Tym
7. Od Zera
8. Krzyk
9. Idź Dalej
10. Outsider
11. Mówią O Nim feat. WŁODI, BIG SHUG
12. Stowarzyszenie Umarłych Poetów
13. Mam Sen
14. Wdech, Wydech
Możesz nie znać albo nie pamiętać zespołu Edytoriał, możesz nie kojarzyć ksywki Zeke, która na przełomie XX i XXI wieku pojawiała się dość często na płytach, zazwyczaj dodawanych wówczas do rapowych magazynów wszelakiej maści. Możesz nie kojarzyć Skazanych Na Sukcezz. Dziś dzieciaki znają Pyskatego Skurwiela i jarają się jego kolejnym albumem.
Przynajmniej przy Pyskatym wiem, że nie dostanę tu zapętlonego brzęczenia wiertarki na popieprzonej perkusji. Zeke oddał bity w ręce takich producentów, jak Ostry, Oer, BobAir, Sherlock, Qciek, Zbylu, Kuoter, Stona, The Returners i Kudel i nawet Bober, nużący mnie często swoimi patetycznymi, elektronicznymi podkładami, zrobił całkiem porządny, acz wielopoziomowy podkład do 'Nie ma róży bez kolców' - w dodatku skrecze DJ Medyka niszczą system. Za to mnie zniszczył totalnie bit Sherlocka (jak to często z jego bitami bywa...) do 'Czy?', który nie dość, że jest wręcz magiczny i lekko trip hopowy, to jeszcze Pyskaty nagrał wyborne rymy... No i jeszcze 'Mam sen' Zbyla, również wyborny, jak i 'Stowarzyszenie umarłych poetów' Oera. Zresztą, sporo tu fajnych bitów i słabsze momenty się tu raczej nie zdarzają. Nie sposób również pominąć świetnej pracy drapaczy wosku: wspomniany DJ Medyk, DJ Ike, DJ Who?list, DJ Ace, DJ Noriz i Returnersi - oni wszyscy dali popis skreczowania i cięcia katów w refrenach - aż miło posłuchać.
Pyskaty zawsze miał niezły flow i skillsy - na szczęście ma je do dziś i je w dodatku rozwija. 'Pasja' nie jest jednak zwyczajnym albumem - to płyta koncept, coś w rodzaju rapowej drogi krzyżowej. Spodziewać się wykładów o Jezusie naturalnie nie należy,a le to jest coś o niesieniu swojego krzyża przez życie. Nie, moralizatorstwa też nie ma. Opowieści o życiu i świecie widzianych oczami Pyskatego potrafią wciągnąć, bo zaiste są naprawdę dobre. W zasadzie jest to na tyle osobisty album, że goście są zupełnie zbyteczni. Ale są i przyznam, że zauważyłem tylko Big Shuga - może dlatego, że lubię jego głos i rymował w innym języku. Reszta zdecydowanie stanowi tło dla gospodarza, i choć nie dali złych wersów, jakoś ich ominąłem uchem. Nawet ciężko wskazać najlepsze kawałki, bo jest tu ich ok. 14...
No i połowa roku mija i nareszcie pojawiają się płyty, na których warto zawiesić ucho! Już myślałem, że ten rok jest stracony dla polskiego rapu, ale na szczęście nie. Trochę tych ciekawych albumów powstało i cieszyć się wypada. Cieszyć może się też Pyskaty, bo w końcu nagrał jedną z lepszych płyt roku 2012.
1. Intro 2. Świadom Bądź 3. Gdzie Zniknęły Te Dni 4. Stawiam Wszystko feat. DDK 5. Warto Czekac 6. Nie Musze Być feat. MŁODZIAK 7. Nadzieja 8. Kalendarz feat. ALTER, YOGI 9. Koło Mnie 10. Zejdz Mi Z Drogi feat. PYSKATY 11. Kto Ma Władze 12. 24 13. Przychodzi Z Wiekiem feat. ERO 14. Tu Czy Tam 15. Zakoduj W Bani feat. SWRS, DDK, MŁODZIAK, PARZEL, JACENTY 16. Świadom Bądź (Remix - Złote Twarze)
Tomiko może być znany ze swojej współpracy z Siwersem i legalnie wydanej wspólnie płyty w 2010 pt. 'Ogień'. Płyta nie narobiła szumu, ale została dostrzeżona przede wszystkim przez fanów tzw. reality rapu. Tomiko uOpisywany jest przez muzyczne portale jako niezwykle zdolny warszawski, młody rapper i ogólnie się jarają jak...ogień. Ale Tomiko współpracował z Siwersem z Bez Cenzury już rok wcześniej, kiedy nagrywał swoją czwartą bodaj już w karierze solówkę. Ale nie tylko Siwy tu maczał palce w produkcji, bo jest tu też NWS, Złote Twarze i $wir. Wywnioskować można z tego zestawu, że bity będą mocne i energiczne, z dużą ilością klawiszy i smyczków. I tak jest. Zresztą, lista gości zapewnia nas również o tym, że będzie bardziej ulicznie, niż filozoficznie. W zasadzie do muzy ciężko się przyczepić, jeśli wiemy czego się spodziewać. Ale nie można powiedzieć, że to taki stricte uliczniczy styl, tylko coś pomiędzy RPK, a Bez Cenzury. To bardziej opowieść o życiu, a nie pseudo gangsterskie pierdy. Tomiko porusza treści patriotyczne, mówi o starych, dobrych czasach - nie jest porywający, ale i nie jest zły, słucha się go całkiem przyjemnie. Znajdzie się tu kilka kawałków, które są warte przesłuchania, mój faworyt to 'Warto czekać', ale i kilka innych traków też nie jest fatalne. I pomimo tego, że goście to głównie 'uliczne chopaky', dostosowali się do mniej ulicznej, a bardziej życiowej stylistyki Tomiko. Nie taka zła ta płyta, da się jej posłuchać, taka bardziej przemyśleniowa, bez głupich ulicznych wrzutów, jebania z policją, czy zbędnych bluzgów. Taka jaśniejsza strona ulicy, że tak powiem. Nie wybija się zanadto, nie zamula na dnie. Średnio na jeża, jest ok.
1. Kolejny raz 2. Trzeba żyć 3. Ile mogę? 4. Skóra 5. Prawo 2021 6. Ogień i Lód 7. Muzyka Moja 8. Teraz patrz 9. Pstryk, pstryk 10. Miłość i hałas 11. Lot 2011 12. W imię nas 13. Ostatnim 14. ...
No i mamy drugą oficjalną płytę Terisa, rappera i wolnostylowca ze 'Śledzikowa'. Album był oczekiwany przez środowisko z dość dużym napięciem, jako, że pierwsza płyta 'Dwuznacznie' przyjęta została bardzo dobrze, choć zostawiała nieco do życzenia. Nie jestem fanem muzyki BobAir'a, a to on zrobił większość bitów na tej płycie - i to z lekka mnie odrzuciło na wstępie. Kilka podkładów dali jeszcze DJ Tort, Qciek, Voskovy, a nawet sam Tet maczał paluszki w muzyce. Jeśli znamy produkcje Bobera, to wiemy, że sampli i klasyki nie należy się spodziewać. Nie mam nic przeciwko bardziej ambitnej muzyce, granej własnoręcznie, ale te traki są tak napuszone i nadęte, że nie daję rady. To co Bober odpierdala w 'Ogień i lód' to się nadaje na fituring z LOL27 czy innym Tatu. No nie daję rady. Sam Tetris zrezygnował już jakiś czas temu z morderczych panczy i zajął się życiem w swoich rymach. Zgodzę się, że rymuje bardzo dobrze, ma fajne rymy i flow, ale... przy tej muzyce kompletnie mnie to nie rusza. No i nawet wiadomo było, że Tet da radę bez żadnych gości i może byłby dał, ale... kurwa, tej muzyki nie dzierżę. Nie jestem w stanie tego słuchać. Całe skillsy gospodarza zostały zajechane bezlitośnie przez gówniane bity. Fajny koncept albumu, dobry rapper - wszystko to zarżnięte przez pseudo ambicje producentów - z drugiej strony to chyba Tetris dobierał bity, nie? Dla niektórych 'Lot2011' to jedna z najlepszych płyt 2011. Dla mnie jest jedną z gorszych. Sory Tet, nie w tym roku. Totalny klops.