środa, 30 kwietnia 2014

RUDI - GAME OVER

25 Punktów 2014

1. Start (Intro)
2. M.C.N.
3. Białasy Się Gapią    feat. DOLUN, HAŁAS
4. Granice    feat. EDIZZ
5. Przepraszam I Dziękuję
6. Leżeć     feat. SC
7. Brzdęk Szkła (Remix)   feat. EDIZZ
8. Game OveR (Outro)

    Wprawdzie ta epka to miała być tylko zajawka do pełnowymiarowego 'Cyrku', ale... tak się złożyło, że wpadła mi w ręce dużo później niż sam LP. Nie szkodzi, sprawdzę przecież i tak. 'Cyrk' mnie nie oszołomił, Rudi wywarł na mnie wrażenie rappera wtórnego, więc wiele się nie spodziewałem po tej epce.
    Całość bitów, składających się na 22 minuty, zrobił Edizz. Ja się można spodziewać, to bity nowoczesne, czasem wręcz klubowe albo trapowe, bo producent wyciąga z syntezatorów maksimum soków, jak z elektrycznej pomarańczy. Setki cykaczy, klumkające klawisze i popiardujące basy robią tę muzę, która wcale nie brzmi tak źle, jakby sobie ktoś mógł pomyśleć. To konkretne, syntetyczne pierdolnięcia, bangery, które doskonale sprawdzą się na imprezach, czy to w domu, czy w klubie.
    Bo i Rudy nie sili się na specjalne rozkminki. To przede wszystkim numery albo bragga albo imprezowe, z krótkim wyjątkiem na małe 'sorry' w kierunku rodziców i słuchaczy. Wszystko ok, ale przydałoby się jeszcze jakieś sorry za brzmienie jak kopia Szada, nie? Gdybym nie słyszał rappera z 3W, uznałbym na pewno, że Rudi jest naprawdę niezły, natomiast te przyspieszenia flow, specyficzne zawijanie wersów - to wszystko brzmi tak, że Rudiego odróżnisz od Szada tylko po tym, że ten pierwszy nawija do bitów syntetycznych, a drugi do klasycznych. Momentami Rudy przesadza i rymuje tak kosmicznie szybko, że nawet słowa się nie da odróżnić, ale ogólnie jest ok - pomijając fakt xero. Są tu też goście, wypadający nawet nieźle - rymujący za to normalnie i zrozumiale.
    Przyznam, że ten materiał podoba mi się znacznie bardziej, niż 'Cyrk' - może dlatego, że jest sporo krótszy i nie nudzi się i nie zlewa w papkę. Materiał jest również spójny, dlatego jak dla mnie, 'Game Over' ma się dużo lepiej niż album, który poprzedzał.

OCENA: 4-\6   


wtorek, 29 kwietnia 2014

BOGU - DĄŻĄC DO PERFEKCJI

nielegal 2014

1. Dzień po dniu
2. Coś pozytywnego
3. Sexy Vibe   feat. JUSTYNA JELEŃ
4. Daj mi odpłynąć
5. Nie wiem czemu...
6. Chciałbyś   feat. TYMI TYMS, KAZIOR
7. Tango
8. Show
9. Dążąc do...

    Bogdan już dał się poznać jako Młody Wilk Popkillera, wydał już jeden solowy 'Wdech i Wydech', a w tym roku daje nam przedsmak swojego pełnometrażowego albumu z Hyziem. Pomijam oczywiście njego występy w Prawda W Rymach i wcześniejszą epkę, bo te nagrania kojarzą pewnie tylko podziemne szczecińskie głowy. 
    Te pół godziny z Bogiem (brzmi doniośle, nie?) wykonał przede wszystkim Alex Da Great. Przyznam, że nie do końca trafia do mnie stylistyka tego producenta, bo z jednej strony to takie bujające wajby (czasem nawet seksi wajby), z drugiej bity mało mną wzruszyły, mocno ożywiły je dopiero wokale Justyny Jeleń w 'Sexy Vibe'. Jednak fajny klimat tego kawałka niszczy następny, elektroniczny i udziwniony, mało przyjemny, z perkusją, jakby ktoś klepał badylem po pustych puszkach po piwie. Nie wspominając o 'Nie wiem czemu...' gdzie rapper rymuje na podkładzie złożonym z dwóch klawiszy syntezatora i stukania chujem w lodówkę. Aby oddać sprawiedliwość, świetny jest 'Chciałbyś' - trap pełną gębą, zrobiony według najlepszych wzorców. Rzeza. Tak naprawdę dopiero ostatnie trzy numery wprowadzają jakieś urozmaicenie, bo zrobili je trzej inni producenci. Niezłe 'Tango' od Uraza, 'Show' od Eljota z samplem wokalnym z Queen. Na koniec mamy taki syntetyczno-regałowy bit od  Alianta. Parę fajnych rzeczy tu się znajdzie.
    Przyznam, że nieco mnie Bogu rozczarował. To bardzo osobisty album, Bogdan rymuje nieźle, ale... Jakaś oryginalność? Gdzie ona? Koleś jedzie swoje jazdy, że życie \ ludzie \ sytuacje są takie a nie inne i w ogóle. To zaczyna sie robić wtórne, jak te płyty z definicji uliczne: jest sobie rapper, wybiera nowoczesne - melancholijnie rozlazłe lub trapowe podkłady i gada na nich o swoim zjebanym życiu #swag i #wóda, #dziwko. ('napierdalaj hasztagi tak byś zbladł i padł na pysk bez równowagi') I nawet nie jest to złe, ale w sumie albo było albo jest bez wyrazu. Fajnie wypadają kawałki z gośćmi: bardzo dobry 'Chciałbyś', a także nieco inspirowany LL Cool Jem 'Sexy vibe' (sprawdź 'Doin it'), ale reszta nie porywa zbytnio i, jak wspomniałem, rozczarowała mnie.
    No cóż, to płyta ze średniej półki podziemnej. Nie ma tu nic odkrywczego, do czego bycie Młodym Wilkiem mogłoby zobowiązywać (lub też nie). Słucha się tego w miarę dobrze, ale nie powiem, żeby poza dwoma numerami zostało mi coś na dłużej. Nawet kiedy wróciłem raz, czy drugi, szybko przewinąłem na dwa najlepsze traki i tyle. Album ok, ale nie rozgrzał mnie zbytnio, aby chwycić za następny album, który bogu szykuje.

OCENA: 4-\6

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

SAJKO - DIAGNOZA CHOROBY PSYCHICZNEJ

nielegal 2014

CD 1/3:
01. Sesja I - Intro
02. Oszalałem
03. Rap Moja Religia
04. Love Story
05. Jestem Wariatem
06. Autodiss
07. Inny niż Inni
08. Prawdziwa Przyjaciółka
09. Uzależniony od Życia
10. Raper

CD 2/3:
21. Jak Zdiagnozowac Pacjenta
22. Ja Robię Rap
23. Miłosny List
24. Herszt Bandy Świrów
25. Nic Nie Umiem
26. Nie Jestem Jednym Z Tych
27. Dołek
28. Sposób na Życie
29. Dziwka

CD 3/3:
31. Nie Wiesz Kim Jestem
32. Historia Rapu w Mojej Bani
33. Razem aż po Grób
34. Szalony Szaleniec
35. Sturmok
36. Czym Jest Zło
37. Stracony Przez Przyjaciół
38. Jak Zniszczyć Sobie Życie
39. Ćpun
40. Sesja I - Outro
   
    Przerażają mnie płyty podwójne, nie tylko te podziemne, ale i te na legalu. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te dobre wydawnictwa dwupłytowe. A i z tym byłby kłopot. A tu nagle JEB! nielegal trzypłytowy. TRZYPŁYTOWY, kurwa. 104 minuty w psychiatyryku od mało znanego kolesia z undergroundu. W Krakowie powstaje coś o nazwie Dziwna Technika i ciężko o trafniejszą nazwę.
    Nie będę się tu rozpisywał o zaletach, czy wadach muzyki, bo to zawinięte, freeshare'owe bity, dostępne na serwerach. To podkłady w klimatach juggalo, horrorcore i melancholijne. Niektóre przypominają nagrania z płyt Insane Clown Posse, czasem nieco ubogiego Necro, czasem takie zwyczajne, podziemne bity w miarę klasyczne. W sumie nie ma tu na co narzekać w sferze muzycznej, bo to i tak zdecydowanie jest to część najlepsza, jakkolwiek i tak ze środkowej półki. 
    Dobry Boże dowolnej religii, słyszysz tego kolesia i nie grzmisz!!!!! Niestety dla Sajko, kompletnie nie da się go słuchać, cokolwiek by nie mówił. Z tych wszystkich nieszczęść, jakie spadają na ciebie z głośnika, ujdzie tylko głos. Od całej reszty można rzeczywiście dostać świra. Sajko gubi się na bitach, rymuje bardzo często nierówno, przestawia akcenty - tak chujowo zarymowanych numerów to dawno nie słyszałem. 'Od tego rapu mam stygmaty i dostaję astmy, ale wciąż wierzę, że rap jest moją religią' - ciężko się z tym nie zgodzić, bo mnie się też wszystkie stare kontuzje odzywały, kiedy starałem się słuchać tego materiału. Da radę przeżyć jakoś teksty w stylu 'mógłbym odłożyć na bok amory, bo życie to nie love story', ale są tu również numery, które przechodzą ludzkie pojęcie. Ja rozumiem, że 'Autodiss' ma być dowcipny i autoironiczny i że to żarty, ale wybaczcie, kiedy słyszę tekst 'lubię seks analny, gdy sam jestem zapinany' to nie daję rady się śmiać, zwłaszcza, kiedy za chwilę wchodzi wyznanie, że 'moja kuśka kuleje, bo od dawna nie była w cipie. Litości... I kiedy już myślisz, że przebrnąłeś najgorsze, za moment wjeżdża 'Prawdziwa przyjaciółka' i znowu zastanawiasz się, po chuj rymować na połamanych bitach, kiedy nie umie się tego zrobić nawet na najzwyklejszych?
    'Inny niż inni bo jestem oryginalny' - to na pewno, ale to wcale nie znaczy, że dobry. Ja nie dałem rady dobrnąć do części trzeciej, może znajdzie się ktoś, komu udało się przesłuchać CAŁEGO materiału? Chapeau bas wówczas. Tragedia, jedna z najgorszych płyt, jakie udało mi się usłyszeć i ubolewam nad tym.


PS: I on zrobił z tego jebane trzy płyty... TRZY KURWA!!!

OCENA: 1-\6 


niedziela, 27 kwietnia 2014

PROCEENTE - ZNAKI ZAPYTANIA 2

Aloha 2014

1. Intro 
2. Błysk   feat. IGORILLA
3. Śmiechu Warte
4. Plany
5. Znaki Zapytania 
6. Historia Złożona 
7. Proceente 
8. Pociąg    feat. SKAJSDELIMIT, KLEMENS 
9. P.S.T.    feat. MAXIM
10. Klisze 
11. Bez Cenzury    feat. SIÓDMY 
12. Dobre Chwile    feat. MIMI
13. Kac Manifest    feat. BLEIZ
14. Chcieć Umieć Zrozumieć   feat. ECHO 
15. Trzeba wierzyć    feat. SKORUP 

    Procent to jeden z najbardziej aktywnych hip hopowych działaczy na naszej scenie. Nigdy na plakatach, nigdy na przedzie stawki, ale zawsze konsekwentnie robi swoje i po swojemu. Jego label aloha ma na koncie sporo ciekawych wydawnictw i... spory szacunek. Dziś, na 10-te urodziny Aloha, Proceente wydał zrewitalizowaną płytę 'Znaki Zapytania'. To to samo, co dekadę temu, ale... wcale nie to samo. Przewrotny pomysł.
    Podkłady robili ci sami ludzie, co wcześniej: Malin, Kociołek i TMK Polej. Z jedną różnicą: pojawia się tu Zbylu - nie jest to bynajmniej hołd złożony producentowi, tylko po prostu dwa bity przepadły i ktoś musiał zrobić nowe. Zbylu wydawał się w takim razie nie dość, że idealny, to jeszcze pod ręką. Wpisał się on w klimat, choć jeśli wiesz, że to Zbylu, słychać, że to sporo nowsze podkłady. Wszystko to składa się na nieco obdrapany z patyny starości zestaw bitów, które, dobrze znane, brzmią wcale nieźle. No dobra, są momenty lepsze i gorsze, bo taki 'P.S.T.' nie wchodzi mi zupełnie i nic się w tym względzie nie zmieniło. Jedyne, co się zmienia, to praca DJ Te, który dodał skrecze i cytaty z przeróżnych źródeł.    
    Proceente jest rapperem dość specyficznym i albo lubisz jego styl albo cię denerwuje i nie ma innej siły - jest to emce charakterystyczny. 'Czerniakowski przyczajony cwaniak' podaje nam zaktualizowane teksty z części pierwszej, choć niektóre teksty zmieniły się totalnie i dostały nowy entourage, zachowując jednak stary sens. Procent zaprosił na ten projekt rapperów, z którymi często nagrywa, lub też lubi współpracować. Dlatego mamy tu różne gościnne zwrotki, z których część jest spoko, a części mogłoby nie być w ogóle. Fajnie ogarniają tu swoje wersy Igor, Pudel, naturalnie Skorup i może Bleiz, natomiast rozczarował mnie przede wszystkim Skajs.
    W sumie to taka ciekawostka - prezent na urodziny dla samego siebie. Dla sentymentu można sobie tego posłuchać - zresztą, nie jest to wcale zły mikstejp, bo słucha się tego lekko.  Osobiście wolę oryginał, ale i część druga bardzo nie kuleje. Ot, taki patent.
 
OCENA: 4-\6


sobota, 26 kwietnia 2014

ZORAK - SUPLEMENT ŚWIADOMOŚCI

Asfalt 2014

1. Introview   feat. KLIFORD 
2. Ważne   feat. KLIFORD 
3. Jeszcze jeden dzień
4. Historia zatacza krąg 
5. Suplement 
6. Nie ma takiego numeru 
7. Permanentna inwigilacja   feat. NTK
8. O dwóch takich   feat. KLIFORD 
9. My         feat. SARIUS          

    W zeszłym roku wyszła na legalu pierwsza płyta Zoraka, znanego z bitboxów i członkostwa w Tabasko. Protegowany Ostrego jawi się jako rapper powracający do korzeni hip hopu, próbując czystej wody rapu, co stara się udowodnić darmową taśmą, wrzuconą niedawno do internetu. Czyli hip hop nie dla kasy, tylko dla sztuki. Wow, poważnie.
    Nie zdziwiło mnie, kiedy popatrzyłem na to, kto produkował płytę. Bo jeśli Tabasko, to nikt inny, tylko Ostry. Albo sam albo, najczęściej, w brygadzie Killing Skills. Dają oni tyle bitów na naszą scenę, że chyba każdy wie, jak to brzmi. W teorii klasyczne podkłady, zagrane jednak z mocnym, świdrującym basem i często mało oczywistymi instrumentami. I fajnie, bo brzmi to dość ambitnie - wyraźnie słychać, że producenci kombinują z brzmieniem, starają się dać słuchaczom coś więcej niż bumbap bubumbumbap, owinięte prostym samplem. To posłkadane w pocie czoła (no, no...) numery, które świetnie brzmią na słuchawkach i bardzo dobrze się tego słucha - mnie szczególnie przypadły do gustu 'Nie ma takiego numeru' z wrzutem gitary akustycznej i sampla operowego oraz 'Suplement' z wokalnym refrenem. DJ Haem na wosku, płytka leci i jest dobrze. Tylko ostatni trak zostawiony został dla Salvare - najbardziej klasycznego i korzennego  wrzutu na albumie, stanowiącego fajne zamknięcie płyty.
    Zorak wprawdzie nie jest uznanym emce i słusznie. Jednak od czasów debiutu na Tabasko chłopię nam wyrosło. Doświadczenie, nabyte przy współpracy z Ostrym procentuje. Zorak wyszlifował flow, które stało się wystarczająco dobre, aby, nie oszukujmy się, przeciętność tekstów nabrała nieco innego wymiaru. Brzmi to już sporo lepiej niż na Tabasko i owe oszlifowanie stylu sprawia, że album wchodzi. Nawet jeśli Zorak bierze się z atak wyświechtany patent, jak wywiad z rapperem... Towarzyszy tu Zorakowi głównie jego ekipa NTK, a przede wszystkim Kliford, który również nie błyszczy. Tylko ten niedoceniany Sarius okazuje się być tu głównym zawodnikiem - ale o tym wiemy tylko 'my i Hitchcock'...
    No dobra, w sumie, to plusy przewyższają tu minusy. Może gdyby produkcja pochodziła spod paluszków innych ludzi, byłaby to kiła, ale słychać, że Killing Skills dobrze rozumieją się z Zorakiem i odwrotnie. To przede wszystkim muza sprawia, że jest to niezły album. Mnie się podoba, pomimo niejakiej miałkości tekstów.

OCENA: 4\6 


czwartek, 24 kwietnia 2014

SEKTA 666 - HEREZJE


nielegal 2014

1. Mroczne Bractwo
2. Dark Mind
3. Chory Stan
4. Hell Yeah
5. 148 Obłęd Naćpusa
6. Zew Natury
7. Skacz
8. Ja wiem ze to jawa (Skit)
9. Modus Operandi
10. Krzyż
11. Free Die
12. Płonie Most
13. Dark Mind (Rmx Kachin)

    To już druga część demonicznego projektu, który pochłania coraz więcej osób. Do krakowskiego podziemia w osobach CN-oc, Młody Goh, NRK, Twister, Kozim czy Epitet, dołączają Nagash z Palmy Nagrania, czy Francuz Iguan. Do przyjęcia kolejnej odsłony psycho-horror rapu trzeba mieć sporo odwagi, bo już po samej okładce widać, że materiał jest ciężki i mroczny.
    Te bity wpierdolą cię jak głodny Sudańczyk kanapkę z tuńczykiem. Podkładami głównie zajął się CN-Loc, ale są tu również Nagash, Kozim i Chainsaw. Już samo wejście Nagasha, gdzie na traku współbrzmią wokale mnichów gregoriańskich z rockowymi samplami wprowadza nas doskonale w brzmienie albumu. Zresztą podkłady od Nagasha to zupełnie inny klimat, niż ten, do którego przyzwyczaił nas na płytach z Palm - są dużo mroczniejsze i takie... klasztorne. Drugi bit na płycie za to od Chainsaw'a to podkład, który brzmi jak zrobiony przy pomocy magnetofonu kasetowego i syntezatora Casio ze Stadionu (kiedy ten jeszcze istniał). Loc natomiast z bitami wchodzi gdzieś między produkcje Twiztid, a ścieżkę dźwiękową do filmu dla neurotycznych dzieci. Kozim w 'Krzyżu' dał równiez przyjemny podkład, trzymający zarówno poziom, jak i stylistykę. Produkcyjnie, najlepszy jest tu jednak Nagash, bo jego bity są czyste w formie, a zarazem pasujące do klimatu. W ogóle to ciężka rzecz, naprawdę konkretna jazda hardkorowa i horrorcore'owa, urywająca łeb i oblizująca nóż zaraz po wyjęciu go z twoich bebechów.       
    Wokalnie mamy tu dość spory rozstrzał stylistyczny i jakościowy. Twister jest nierówny i choć rymuje w miarę swoim chropowatym flow, to za dużo ma tu wpadek. Młody Goh to styl, który lubisz albo nienawidzisz, bo tego się ogarnąć nie da. Ale staje się on coraz lepszy i przez te wszystkie lata nagrywania wyrabia swój flow i naprawdę jest jednym z ciekawszych emce na scenie. NRK wydaje mi się często zbyt delikatny dla takich hardkorów, ale on uparcie udowadnia, że nie mam podstaw do uważania go za niepasującego tutaj. CN-Loc jest równie niestabilny co Twister i choć ma przyjemniejszy głos, to nie zawsze brzmi to dobrze. Ale generalnie stylistyka, jaką tu przyjęto, jest niezła - pod warunkiem, że lubi się ten klimat. Gdyby nakręcić do tego film, byłby naprawdę straszny. Narkotyczne jazdy, koszmary, choroby umysłowe i morderstwa splatają się tu w jeden węzeł wraz z setkami symboli religijnych i kulturalnych. Jest to dość ciężkie do ogarnięcia na pierwszy rzut ucha, nawet na drugi i trzeci.
    Album niszczy mentalnie. To nie jest muzyka dla wszystkich - wręcz powiem, że jest to akcja niszowa i przypuszczam, że większość fanów rapu postuka się tylko w głowę, jakim cudem można tego słuchać. Jednak, przyjmując ten klimat za dobrą monetę, okaże się, że w swojej kategorii to bardzo fajna propozycja. Ale zaznaczam jeszcze raz, nie każdy w to wejdzie. Prędzej wyjdzie.

OCENA: 4\6


środa, 23 kwietnia 2014

HARY - PETARDY

SB Maffija 2014

1. Tyle wygrać   feat. BIAŁAS
2. Everest
3. Pearl Harbor   feat. DANNY
4. Grawitacja 
5. 90
6. Jebać to 
7. Lugo 
8. Panie przodem   feat. BLEIZ
9. Impuls 
10. Bez presji

    SB Maffija to skład zrzeszający sporo propsowanych ostatnio wykonawców, zgrupowany wokół Solara i Białasa. Jednym z wielu członków składu jest Hary, który niedawno odpalił swoje petardy, które... zebrały dość różne recenzje w sieci.
    Hary, człowiek orkiestra. Nie ma to jak sam wykonawca produkuje sobie bity. Mówię to bez złośliwości i szyderstwa, bo czyje bity ma najlepiej czuć emce, jak nie swoje własne? Inna sprawa, że rapper niekoniecznie musi być dobrym producentem, prawda? Ale nie jest źle, bo te klasyczne bity Harego bardzo często mają ogień. Hary ma fajną umiejętność korzystania z sampli i zapętla je w taki sposób, że zabiera cię na przejażdżkę do '93 i z powrotem. Czemu z powrotem? Otóż taka 'Grawitacja' nie ma juz nic wspólnego ze Złotą Erą, bo jest raczej nowoczesnym, acz nie njuskólowym kawałkiem, z żywym pianinem, gitarą i symfonicznymi akcentami. Jednak takich wycieczek jest mało - w zasadzie ta jedna. Reszta to czysty, klasyczny hip hop płynący prosto z najlepszych czasów rapu. Bity wspomagane są skreczami od DJ Długiego. Jest dobrze.
        Hary mówi 'pierdolę truskul, chcę tylko bragga' i w zasadzie tyle w temacie. Tak, zaraz mówi, że 'w życiu nie liczą się tylko hasztagi i panczlajny', jednak te panczlajny i bragga to dominujący temat na albumie. Hary jedzie równo przy chodniku i tnie jak kosiarka Still. Nie ważne, czy to 'swag, niuskul, truskul, chujskul' - Hary nie boi się siarczystych klapsów na pupę frajerów. Czasem ociera się o granice dobrego smaku (jak choćby to z Jaruzelskim - niekoniecznie na miejscu), ale sporo jest tu wrzutów, które mnie albo ubawiły szczerze (pozytywnie) albo spowodowały kiwnięcie głową z uznaniem, jak choćby 'to jak nowe polskie komedie, tu nie ma żartów', czy o staruszce pokazującej cycka. Może Hary nie ma jakiegoś specjalnego głosu, ale spokojnie ogarnia majka i brzmi to fajowo. Z gośćmi bywa różnie, bo tak samo Białas, jak i Bleiz rymują tu bardzo nierówno i czasem dają niezłe wersy, by zaraz wykrzywić mi ryj nietrafionym rymem, czy potknięciem. Ale ogólnie plus.
    I okazuje się, że rapper może być również producentem i vice versa. Co lepsze, może obie sfery mieć na dość wysokim poziomie, dzięki czemu płyty słucha się z przyjemnością. Ma ona 25 minut, więc nie zdąży się znudzić, a Hary nie pozwala odetchnąć i pcha te swoje pancze w twą dupkę.

OCENA: 5-\6