czwartek, 7 maja 2015

KYNIO - KILKANAŚCIE LAT

Siła-Z-Pokoju 2015

1. Witam 
2. Do 2 MC   feat. TRIBA
3. Nie Rozumiem 
4. Sensi
5. Pekin Reprezentant
6. Pamięć 
7. Z Życia Flash    feat. PLASTIK
8. Nie Chcę 
9. Podejdź Bliżej 
10. Wiara Wolność Nadzieja  feat. AICHA & ASTEYA
11. Nigdy Nie Zapomnij 
12. Obudź Się 
13. Siła Myśli Po Zmroku
14. Szoł 
15. Sen    feat. FEEL-X, MUSZKA

    Do wydawnictw sygnowanych znakiem Filiksa mam podejście bardzo ostrożne. Nie mam pojęcia, skąd facet bierze swoich wykonawców, ale zazwyczaj jest to totalna klapa, a on, nie zrażony tym, wydaje kolejną kupę. Bo popatrz na listę jego ostatnich albumów: Generacja Mocy i Grzana (totalny chłam), Wienzo & Magia, czy Ematei Duch (bardzo przeciętne), Miraho (nawet ok). Po takiej liście wydawnictw nie miałem złudzeń, że ten konecki kumpel Feel-X'a nie będzie rewelacją.
    Muzyka na albumie to nowoczesny rap, obdarzony mocnymi werblami i silnym elektronicznym wajbem. Za proidukcję odpowiada dość sporo osób: NoName, Bayerman, I'Scream, Tyssiak, Tha Wildeast, Piero, DJ Bart, MZG i Robako. I w tym całym klimacie jest sporo różnic - w końcu jest tu dość sporo bitmejkerów. Pomiędzy zwyczajnymi podkładami, trafiają się 'Do 2 MC' Bayermana - kawałek z zamierzenia riddimowy, mający mieć jamajski wajb, ale będący bardziej zwyczajnym trakiem, a owego wajba nadaje tam Triba. Fajnie wszedł Tyssiak z mocno orientalnym 'Sensi' - w ogóle okazuje się, że to całkiem sprawny producent, bo pozostałe traki też nie są złe ('Pamięć'). Na plus wychodzą tu też Tha Wildweast, zwłaszcza w gorących 'Z życia flash' i 'Nie chcę'. Zresztą, nie ma sensu wymieniać tu pojedynczych kawałków - muzyka jest konkretna i naprawdę udana. Oczywiście, DJ Feel-X pojawia się tu również na adapterach, czasem wspierany przez kompana Kynia z Pekin Składu: DJ Dżino, a także przez DJ Bart'a.
    Kynio podobno rapuje od początków XXI wieku, czyli ponad 10 lat. I owszem, to jest możliwe, bo właśnie tak brzmi, jakby nagrywał w 2004 roku. Owszem, ma fajny głos, ale flow jest archaiczne. W sumie nie zawsze to przeszkadza, zwłaszcza, jeśli będziemy pamiętać, że Kynio to w dużej mierze freestylowiec. Zatem na stylistykę możemy przymknąć oko, nawet jeśli coś tam może zgrzytać - ale przecież nie jest słabo. A co do treści - kawałki są o wszystkim, a co za tym idzie, o niczym. Takie typowe tematy na dowolną płytę: rapujemy, jaramy, reprezentujemy swoją miejscówkę, żyjemy własnym życiem. I o ile najczęściej w ogóle nie zwracasz uwagi na wersy, bo Kynio sobie płynie niczym kolejny instrument, to czasem wpadają w ucho jakieś bolesne strofy. To mały paradoks w rapie, gdzie liczą się nie tylko bity, ale i słowa ale... lepiej Kynia słyszeć, ale nie słuchać. Na gości również nie trzeba zwracać szczególnej uwagi - Tribę zauważysz tak, czy siak, bo toastuje on bardzo fajnie i ten jamajski rap zdecydowanie plusuje. Plastik? Obecny - tyle. Feel-X śpiewa w refrenie 'Snu' - nawet udanie, choć nieco wstydliwie. 
    Z jednej strony jest to krążek, który wcale nie jest zły - całość nakręca zwłaszcza praca producentów i djów - muzycznie jest naprawdę dobrze - nowocześnie, ale z szacunkiem dla korzeni. To najlepsza muzycznie płyta od Filiksa. Sam Kynio zaś... No właśnie, tu jest pies pogrzebany, bo Kynio też jakiś specjalnie straszny nie jest, ale ma czasem takie wejścia, że ręce opadają. Można sprawdzić, wcale nie jest to żaden badziew, jakiego się spodziewałem. Daje radę, obok Miraho jedyny pozytywny akcent wytwórni.

OCENA: 4-\6


środa, 6 maja 2015

KĘKĘ - NOWE RZECZY

Prosto 2015

1. Zmysły            
2. Młody Polak                        
3. W Dół Kieliszki (WuDeKa)
4. Niezrzeszony                  
5. Pamięć Zostaje                   
6. Świadomość                             
7. To Co Mam                     
8. Nie Bądź Zły             
9. Wyjebane (Tak Mocno)               
10. Sprawy Ważne            
11. Czasem Muszę         
12. Fajnie         
13. Było Blisko   

    Kękę wraca na scenę. Jak sam pisze na wkładce płyty, to jest płyta o nim samym dla siebie samego, a ty słuchaczu, możesz w tym uczestniczyć - albo nie, twoja sprawa. Ale, jak się okazało, w ciągu tylko pierwszego miesiąca znalazło się tylu chętnych do uczestnictwa w tych Nowych Rzeczach, że płyta pkryła się złotem. Ja natomiast przystąpiłem do sprawdzenia Kędziora z lekkim obsunięciem.
    Tak, nie jestem fanem większości producentów, obecnych na tej płycie. Sherlock, Uraz, Lanek, Donde, Johnny Beats, Matheo, Milion Beats i Pawbeats to zdecydowanie zbyt nowoczesne brzmienie, abym łykał je bez zastanowienia. I już wraz z pierwszymi dźwiękami się skrzywiłem, bo podkład Sherlocka, który zmierza zdecydowanie odwrotnym kierunku niż moje upodobania, nieco mnie skrzywił. Mimo to 'Pamięć zostaje' jego autorstwa jest skądinąd udanym kawałkiem, a 'Wyjebane' jest naprawdę świetny. Zaraz jako drugi wszedł Uraz z nieco połamaną perkusją, ale fajnym klimatem. Te połamane perki z czasem milionem uderzeń ciągną się potem przez chwilę - i wiecie co? Nie szkodzi, tym bardziej, że nie ma tu ich aż tak wiele. Rozwala Lanek z 'W dół kieliszki' - doskonałym barowym numerem, który idealnie pasuje do Kękiego, a także wybornym bitem do 'Niezrzeszonego'. Cymes. Podobnie udanie ogarnia bit Donde w dość typowym dla siebie stylu ('Świadomość') i w zasadzie poza wejściowym numerem, każdy bit jest co najmniej dobry. Ale za to każdy pasuje do Kękiego i przyznam, że muzyka jest dobrana bardzo spójnie. I może szkoda, że tylko w jednym kawałku pojawia się DJ Vazee na wosku...   
    Kękę zaczyna w taki sposób, który mnie nie rzucił na ziemię - powiem nawet, że wręcz przeciwnie. Co mnie tak odrzuciło? Na pewno nie emocje, szczerość, czy pasja i czasem ekshibicjonizm w opisach własnego życia. Nie spodobało mi się takie szczekanie, walenie tych wersów toporem - ale na szczęście był to tylko pierwszy trak, bo w pozostałych Kę biegnie tak, jak trzeba: płynnie i bardzo emocjonalnie. W ogóle mam wrażenie, że kawałek na wstęp nie został wybrany zbyt szczęśliwie, bo to nie jest fajny numer - już patriotyczny 'Młody Polak' jest dużo ciekawszy. Rap nacjonalistyczny jest ostatnio coraz bardziej popularny, ale to inna jazda - po prostu taki 'wake up call' dla młodzieży, zamiast 'bij Żyda, bo kradnie kebaby'. Czy coś jak to. Z drugiej strony, poza poważniejszymi tematami, Kękę znowu chla (trochę mniej, niż uprzednio) i rapuje, racząc wszystkich wokół mało wybrednymi, lecz kąśliwymi liściami w ryj. Ale i tak Kę ma na wszystko 'Wyjebane' - zresztą, w tym kawałku nieodparcie jego flow i swada kojarzy mi się nieco z Kazikiem. Z kolei w 'Czasem muszę' od Matheo jest tu sporo z klimatu płyt Winiego... Aj, elastyczny nam się ten Kęki zrobił. I, co ważne, nie ma gości. Jak wspomniałem na początku, to płyta od Kę dla Kę, a Ty czuj się zaproszony i tyle.      
    Szkoda  tego wejścia, bo 'Zmysły' nie są dobre na wejście - to najsłabszy numer na płycie - oczywiście według mnie. Dlatego nieco mnie tąpnęło w pierwszej minucie, ale potem było już tylko lepiej. Zatem po nieco nieudanym wejściu dostałem świetny album , sporo lepszy od debiutu. Tak, jest to jedna z lepszych płyt w tym półroczu, a może nawet w roku. I co Wy na to? Te nowe rzeczy są świetne! Go Radom!

OCENA: 5\6


wtorek, 5 maja 2015

PANCERNY - MÓJ OSOIBISTY DEBIUT

Kilotony 2015

1. My personal intro   feat. MOLLY WILLIAMS   
2. Anonimowy pasjonata
3. #Killing Floor   feat. KUBAS
4. I nawet jeśli
5. Fobia społeczna   
6. Zapamiętaj   feat. POETA
7. Nie mam pomysłu na życie II  
8. Głupcy   feat. PROSTA FORMA   
9. Jestem tylko dzieckiem    feat. TWARDY
10. Rzeczy nieistotne   feat. TRAUM DIGGS, BACIOR  
11. Gdzie wszyscy moi przyjaciele 
12. Sukces
13. Zdrowe podejście   
14. Schematy
15. Don't think about it    feat. CRYPTIC WISDOM, FREDDIE JACKSON

    Kim jest Pancerny? Dobre pytanie, bo przeciez nie można powiedzieć, że to znana postać na naszym podwórku. Ale jest on tu przecież nie od dziś, bo to jego w sumie trzeci materiał, udzielał się na fristajlowych bitwach, grał koncerty przed przedstawicielami sceny legalnej i nie tylko... Od jakiegoś czasu Kilotony wydobywają na światło dzienne lokalnych wykonawców z Bieszczad i okolic - i tak jest z Pancernym.
    Część z tych podkładów - w zasadzie nieco ponad połowa, to bity wzięte z instrumentali takich ludzi, jak Lanek, Rocket Beats, czy Salvare - ale część pochodzi również z oryginalnych źródeł. Mamy tu więc traki O.S.T.R., jest Wezyr (ciekawy pomysł na sample z Lady Pank 'Wciąż bardziej obcy' w Głupcach), Cdoz, Argon, ale także dwóch amerykańskich bitmejkerów: Madeauz oraz Mr. Carmack. Jest tu więc dość szerokie spektrum brzmień, od zupełnie klasycznych Ostrego, Cdoz i Rocket Beats, do elektronicznych brzmień Amerykanów - swoją drogą dość interesujących. Są to podkłady nawet ciekawe, choć nie wszystkie jakoś szczególnie porywają - w zasadzie nie porywa żaden, ale przynajmniej kilka jest całkiem porządnych.
    A Pancerny jest dokładnie taki sam, jak bity - niby ok, słucha się go w miarę dobrze. Głos ma spoko, dość oryginalny, flow daje radę - czasem zaszwankuje jakiś niezręczny zwrot, czasem wers się nie zmieści, czasem coś innego... To takie historyjki na temat życia zwykłego człowieka i tak naprawdę nie ma tu nic szczególnego i czegoś, co by dało radę wyciągnąć Pancernego na jakiś wyższy poziom. Ot, takie tam gadki. Nawet nie mam czego zacytować, bo wszystko jest dość płaskie, choć raczej w porządku - taki rzemieślniczy rap z podziemia, jakiego wiele. Z gości wyróżniają się przede wszystkim Amerykanie: nowojorczyk Traum Diggs, obdarzona anielskim głosem Molly Williams. Z Polaków dają sobie radę głównie Poeta, może jeszcze Kubas, bo na drugim biegunie są słabiutcy zawodnicy z Prostej Formy oraz Bacior, niepotrzebnie wjeżdżający po angielsku obok Diggsa.
    Ten album to trochę przerost formy nad treścią. Kilku amerykańskich graczy trzeciego sortu, bit od Ostrego i to wszystko podane w nieco przeciętnym sosie, z przeciętnym rapperem w roli głównej. Jest tu kilka ciekawych momentów, wartych sprawdzenia, ale ogólnie to mocny przeciętniak.

OCENA: 3\6 


poniedziałek, 4 maja 2015

TAZ - PLANETARIUM

nielegal 2015

1. Intro    feat. PRZYJACIELE 
2. Planetarium 
3. Ciśnienie atmosferyczne
4. Wodnik 
5. Hydra 
6. Jednoosobowa drużyna   feat. PROBLEM
7. Chemiczna dygresja 
8. Andromeda   feat. BNA, BIENIO 
9. Kształt snu 
10. Dzień za dwa złote
11. Myślokształty 
12. Szukam wolności 
13. Wir duchowy (break) 
14. Nieboskłon
15. Centrum wszechświata 
16. Mały WÓZ, wielki WÓZek 
17. Jazz ucieka 
18. Magiczny obraz
19. Miliony mil 2
20. Outro 

    Parę dni temu wyszła druga płyta podziemnego gracza z Tarnowa, Taza. Album nie odbił się na razie szerszym echem i w zasadzie pewnie pozostanie tylko kolejnym lokalnym produktem. Ale oczywiście sprawdzam, bo jakże by nie?
    Choć znajdziemy tu aż dwadzieścia tytułów, to jednak płyta trwa niecałe 50 minut. I tylko sześć numerów przekracza długością trzy minuty. Nad muzyką pracowało tu kilku producentów, z których najwięcej podkładów wykonał Kulavy. Obok niego, na trakach są tu też Ekii, Magnat (niezły 'Wodnik', ale zupełnie niestrawny 'Chemiczna dygresja'), 1Sort, Slidebeatz, Nyks (słabszy moment płyty w 'Myślokształtach'), Kuduaty, Lap, Kubuś, Wieszczu i Makówa. Wszystko w zasadzie ma tu podobny klimat: klasyczny, czasem nawet nieco funkujący (Ekii w tytułowym traku), czy jazzujący, podsycany fajnymi samplami. Do tego znalazło się tu kilka osób drapiących wosk: DJ Cut-A-Head, DJ Duduś i DJ Wake Up, co wzmaga wrażenie bumbapowe. Nie wszystkie podkłady tu są fajne i bujające - dobrą robotę robi Ekii, Kulavy również robi podkłady niekulawe, ale część podkładów jest zwyczajnie słaba niestety i wybitnie ciągnęło mi palec w kierunku przycisku skip. Ogólnie, jest średnio.   
    Taz ma nieco ciężki, taki 'przydymiony' wokal, zazwyczaj płynie swobodnie po bitach, choć czasem udaje mu się nie wyrobić, omsknąć, bądź nie zmieścić. Ale nie są to takie sprawy, które dyskwalifikowałyby Taza jako rappera i choć słychać je co jakiś czas, to jednak nie rzutują aż tak bardzo na odbiór. Jeśli chodzi o wersy, to Taz kontynuuje swój przekaz z pierwszego albumu: życiowe, nieco filozoficzne rozkminki, choć może więcej tu bragga i nawijania o rapie. Może trochę za dużo wpada tu słów rodem z encyklopedii, nieco zawoalowanych i zagmatwanych opowieści, które nie zawsze są wystarczająco zrozumiałe - ale któż rozumie to, co dzieje się w gwiazdach? Wydaje się chociaż, że Taz wie, o czym mówi.
    Od ostatniej płyty niewiele się tu zmieniło. Nadal klasyczne brzmienie, nadal filozoficzne rozkminki na temat wszechświata. Dobrze, że materiał jest dość krótki, bo w którymś momencie robi się nieco nużący i monotonny. Owszem, dobrze sobie posłuchać, bo nie jest to zła płyta, ale nie ma tu czegoś, co mogłoby zachwycić. Zatem kolejna rzecz z podziemia, która nie jest zła, ale przepadnie, bo nie ma tyle siły, aby zainteresować większe grono słuchaczy.

OCENA: 4-\6 


niedziela, 3 maja 2015

DZIERGI - LEPIEJ PÓŹNO NIŻ WCALE EP

nielegal 2015

1. Nie licz na cuda 
2. Rozliczenie   feat. MACIEJ MXL
3. Pokusa   feat. HERUŚ, IZABELA KAMELA 
4. Farbowany Lis 
5. Kim jesteś
6. Przestroga   feat. IZABELA KAMELA 

    Była kiedyś (w sumie nadal jest) piosenka zespołu Smokie: 'Dziergi, Dziergi, who the fuck is Dziergi'. Czy jakoś tak, w każdym razie pasuje jak ulał. Nie mam pojęcia, co to za koleś - wiem tylko, że to jego debiut, a on sam pochodzi z miasteczka spod samej granicy z Niemcami. Co gorsza, na kanale YT zawarta jest informacja, że 'Pierwsze zainteresowanie kulturą hip hopową zaczeło się na przełomie 2002/2003 za sprawą 8 mili - klasyka. Od tego momentu zaczęły powstawać pierwsze teksty (freestyle pisany)'. Nie mam nic przeciwko 8 Mili, od czegoś trzeba zacząć - ja zacząłem od Break Machine i ich 'Street Dance' w '84. Ale co to kurwa jest FREESTYLE PISANY? Oj, zaczęło się źle...
    Produkcją płyty zajął się Maciej MXL, koleżka Dziergiego. Znalazł się tu jednak jeden bit od Choiny ('Rozliczenie') - dokładnie taki sam, jak reszta, czyli nijaki. To wszystko takie niby nowoczesne podkłady, zagrane klawiszami - friszerowe serwery zatykane są podobnym badziewiem. Nie ma tu jakiejś inwencji, nie ma siły. Wszystko to są uliczno podobne podkłady, które raczej drażnią, niż bujają głową.  Na dwóch trakach producentów wspomaga DJ Hard Cut, ale on też dostosowuje się do przeciętności projektu. Nuda.
    Dziergi jest bardzo przeciętnym rapperem - w podziemiu jest takich na pęczki. Niczym szczególnym się nie wyróżnia, ma chyba delikatną wadę wymowy a może po prostu tak nawija - nie wiem. Często gubi końcówki, zbija sylaby w jedną, traci oddech. Nie słucha się go z wielką przyjemnością, tym bardziej, że teksty też są oklepane jak schaboszczaki w barze mlecznym. Typowa masówka: życie, zagrożenia, pogoń za pieniędzmi, reprezentuję Chojnę... A kiedy wchodzą goście... Cóż, robi się ciężko i zawiesiście. I choć Maciej jest w miarę ok na majku - tak samo średnim rapperem, jak producentem, to już drugi emce na majku, Heruś, to koleś wycięty z kaset PH Kopalnia z lat '90 - prezentuje on dramatyczny archaizm.
    Chujowa okładka doskonale obrazuje to, co dzieje się na tej epce. Do tego potwierdziły się moje najgorsze obawy wywołane opisem, przytoczonym we wstępie. To płyta, jakich pełno w szarej rapsferze. Jedynym kawałkiem, który nie wywoływał we mnie swędzenia palca w kierunku przycisku skip, był kończący numer 'Przestroga' - ale nawet ten trak nie trafił do mojej plejlisty. Słabo, ale może następny materiał będzie lepszy? Może...

OCENA: 2+\6 


sobota, 2 maja 2015

OPAŁ & PHONIC - OKO

Brain Dead Familia 2015

1. Intro
2. Ta sama katarynka
3. Kiczcore 
4. Gówno_Dauny   feat. ŚWISTAK
5. HCWPL
6. Zakład 
7. Monster   feat. WNUK
8. Energydrin   feat. KABAZECIK
9. Jungler
10. Zwłoki, Zwłoki - Skit
11. Psychiatryk  feat. WARA
12. BDF   feat. ARACH, DOMINIKA STASIUK

    Opał nie jest nowicjuszem w tej grze, bo jest to już chyba jego drugi solowy nielegal - o ile wszystkie do mnie dotarły. DJ Phonic jest jego stałym partnerem (jakkolwiek by to nie brzmiało) i najlepiej współpracuje im się w tandemie. Opał mówi, że 'Oko' to podsumowanie ich jazdy pod tytułem KiczCore: połączenie złośliwego bragga i horrorcore.
    Phonic umie wykonać takie podkłady, że nie masz wątpliwości, że chodzi tu o horrorcore. I nie mówię tu o wściekłych gitarach, ciężkich perkusjach i demonicznych wyciach na traku - wręcz przeciwnie. To swoiste połączenie melodyjek z pozytywek, klimatów wziętych od cyrkowych clownów, szalonych pomysłów - na przykład perkusja zrobiona z dźwięków otwierania puszki z energy drinkiem jest naprawdę mocną ideą. Ok, czasem takie piekielne bity (np. 'Jungler') z gitarowymi riffami i potępieńczymi dźwiękami się znajdą, ale to nadal nie jest tak bardzo oczywiste, jak można by sobie to wyobrażać. Phonic jest obdarzony fantazją i wyczuciem, łączy klimaty 'It' Stephena Kinga z demonicznymi 'The Exorcism of Emily Rose', co daje bardzo ciekawy wynik i słuchacz siedzi z otwartą gębą, aby nie dać się zaskoczyć muzyce. A, co najważniejsze, Phonic doskonale wie co zrobić, aby dopasować się do wokalu i stylu Opała. Dora robota.
    Nie wiem, co to jest, ale większość lubujących się w horrorach rapperów ma wysoki głos niczym dwunastolatek: weź Kaen, Pih, czy Opał właśnie. Jednak głos Opała nie przeszkadza tu aż tak bardzo, głównie z tego powodu, że ma on dobrą technikę i wspaniale pasuje do bitów Phonica. Jednak, odpowiadając na dictum postawione w jednym z kawałków: 'wymień mi chociaż jedną osobę która w Polsce nawija tak jak ja' - proszę, challenge accepted. Kaen? Owszem, trochę. Buka? Oj, miejscami tak. Nie twierdzę, że to ordynarna zrzynka, ale istnieje tu niewątpliwe podobieństwo. Wściekłe przyspieszenia, wysokie staccato słów, które w którymś momencie zaczynają się zlewać w jeden ciąg szalonych i czasem obleśnych porównań. To takie bragga połączone z obrazoburczymi opisami, pełną krwistych i mocno ironicznych rymów: 'KiczCore chory jak Hitchcock, power jak Kliczko \ Chciałbym być numerem jeden gdybym chciał być liczbą \ Przecież wiesz że jestem niezły robię w czaszkach wam odwierty \ Wiesz że jestem crazy maybe baby, weź do gęby \ Coś się święci, obleśny jak Conchita Wurst \ I am crazy crazy crazy #Looney Tunes'. Na gościnnych mikrofonach warto wymienić dzikiego Kabazecika, poza nim są tu jeszcze dość normalny Świstak, Wara, który brzmi jak wyjęty z gothic metalowego zespołu i całkiem porządny Arach. Przyznam, że Wnuka w ogóle nie zauważyłem i musiałem specjalnie uważać, żeby go nie zgubić.
    To bardzo ciekawy materiał i pomimo pewnych wad, plusy górują nad minusami i z chęcią powracam do 'Oka'. Jeśli ktoś szuka nietuzinkowego horrorcore, to właśnie znalazł. Świetna muzyka Phonica, ciekawy rapper - choć nie udało mu się uniknąć słabszych momentów, wszystko to sprawia, że mamy przed sobą naprawdę udaną rzecz.

OCENA: 4+\6 



piątek, 1 maja 2015

ERIPE - OPIUM LP

Patokalipsa 2015

1. ELO KURWA 
2. Opium 
3. Wiń siebie    feat. USZER zDP, KIJU, PENX
4. Trajektoria lotu 
5. Katiusza    feat. BAZI, ZYGSON 
6. Nie będziemy kolegami 
7. Jebać leszczy 
8. Dynks Club    feat. DELEKTA   
9. Diego Sanchez    feat. KOJOT   
10. Jestem podziemiem
11. Reperkusje  
12. Obrażenia zewnętrzne 
13. Tartakiada    feat. QUEBONAFIDE 
14. Czasem się zastanawiam    feat. OXON, REVO 
15. Hajduszoboszlo 
16. Bez dwóch zdań 

    Nadal ciekaw jestem, kiedy Eripe będzie dostępny na legalu - może nigdy? Dość, że rapper może być pewien, że ilu sztuk fizyka sobie nie puści, tyle pójdzie na pniu, lud będzie się zachwycał, a na Glamie rozpęta się kolejna fala hejtu. A RIP i tak zrobi swoje i będzie śmiał się w kułak, że narobił szumu.
    Trochę się obawiałem patrząc na producentów, że muzyka nie będzie miała jebnięcia i będzie rozlazła - na szczęście nic z tych rzeczy. Tu prawie każdy numer ma pierdolnięcie - najwięcej dał tu coraz bardziej popularny TMK, który pokazał, że umie robić naprawdę konkretne i walące w łeb bity ('Diego Sanchez', 'Katiusza'). Poza nim są tu również Mario Kontrargument (w sumie on tu wygrywa, bo ma świetne dwa wejścia), Ksywabezdja, NoTime, Eigus (nieco drum'n'bassowy 'Reperkusje'), Jhn (ze swoim nieco rockującym 'Dynks Club'), Lanek (mocno syntetyczny i połamany, choć ciekawy 'Jestem podziemiem'), Szur (świetne połączenie kawałka klasycznego z nowoczesnym - bit do 'Obrażeń zewnętrznych jest jednym z ciekawszych tutaj), Nastyk i Mithal. I choć dużo jest tu ludzi odpowiedzialnych za muzykę, to jednak całość brzmienia ma tu ręce i nogi. Jest nowocześnie i dość elektronicznie, ale przyjemnie łupiące po uszach. Nieco klasycznie hiphopowego blichtru dodają DJe: Avens, DJ Noriz, DJ Gugatch i DJ Simple. 
    Eripe wchodzi na szczyty samouwielbienia, kiedy gada, że 'Muszę nagrać płytę, bo nie mam czego słuchać' - ale bądźmy szczerzy, ma podstawy ku temu. Scena dziś jest Teksasem, a wokal Eripe piłą mechaniczną - w sumie niezła kurwa masakra. Można hejtować tego emce, ale zazwyczaj wynika to tylko z tego powodu, że ktoś nie kuma tych wersów - 'moje pancze są denne - zwykle dwu' - bo Eripe sypie panczami z rękawa jak Diego Sanchez (dobra, Diego na ringu nie ma rękawów). Dostaje się kilku rapperom w 'Nie będziemy kolegami', dostaje się w zasadzie wszystkim wokół - totalny rozpiździaj trwa od początku do końca. Eripe nagrał album, na którym nie ma momentu na oddech - musisz uważać cały czas, bo możesz dostać w pysk, dziwko. Nawet kiedy rapper robi letniaki ku czci węgierskiego 'Hajduszoboszlo', pancze lecą w losowo wybranym kierunku: 'Pani Hela z pod Lublina trzyma w torbie żubra \ I bardzo ją interesuje co mam w kąpielówkach \ Pyta czy ją nasmaruje, w głowie się nie mieści \ Na taką starą rurę tylko WD-40'. No kurwa. Tu nawet ciężko wspominać o gościach, bo co tu można dodać? Zapropsuję tylko Revo (przewyborna zwrotka!) i Baziego, ale w sumie każdy daje tu sobie radę bez wstydu.
    Mówcie co chcecie, ale Eripe rozjebał system tym krążkiem. Owszem, jest tu kilka drobnych minusów, które jednak nie maja większego wpływu na całość. Daleko mi do gimbusa, w życiu w gimnazjum nie byłem, oceniam to, co słyszę. A słyszę rappera obdarzonego nie tylko stylem i techniką, ale również kąśliwym językiem, który nafaszerowany jest trotylem. Jak dla mnie, jeden z lepszych nielegali 2015 i mówcie co chcecie.

OCENA: 5\6