
1. Imię, nazwisko, instrument
2. No to fajnie
3. Nie ma
4. Mądry człowiek
5. Furtka
6. Burdel czill
7. Japgaleria
8. Nie po to tu żyję
9. Wkręt
10. Pianola
11. Dżentelmen-łajza
12. Myślę, że znasz mnie
13. Kilo artystów proszę
14. A nawiń coś sobie
15. Miejska para
16. Duch czasu
Warszawski rapper i producent wydał po 4 latach wreszcie kolejna płytę. Ten kartkokreślarz i bitosklejacz znany jest z klasycznego i ciepłego brzmienia, opartego przede wszystkim na samplach. Pierwsze, co urzeka, to wydanie płyty. Laminowana okładka z datami, winylami, wszystko a la sampler. Fajnie.
Kubson to człowiek orkiestra, bo na płycie zrobił wszystko sam. Muzyka powstała przy pomocy samplera Roland SP-808 i tony starych kawałków, dzięki czemu muza ma niezwykły urok zakurzonego winylu. Wszystko w stylu muzyki z lat '70, która rozkołysze Ci głowę. Dęciaki, klawisze - to jest to, o co w hip hopie chodzi, a Kubson doskonale to czuje. Muzycznie ta płyta to cymesik.
Lirycznie? Nie jest najgorzej, choć sfera rymowania obniża nieco notę. Ale nie szkodzi, i tak jest nieźle. Kubson ma spokojny flow, zgrabne rymy, które potrafią wywołać uśmiech na twarzy. Gospodarz nie zaprosił na album nikogo - w sumie goście są niepotrzebni, bo traki nie są długie, a Kubson wystarcza za wszystko.
Hah, miło posłuchać czegoś innego, zrobionego bez zadęcia i z czystej miłości do rapu. Kubson jest artystą kompletnym, który potrafi zrobić wszystko, od okładki, przez muzykę, aż po rymy - i to na bardzo porządnym poziomie! Lubię takie płyty, które można wrzucić na słuchawki i łazić po ulicy, odmierzając kroki w takt muzyki. Świetna opcja.
OCENA: 5-\6
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz