niedziela, 1 marca 2015

SKOR - NADZIEMIE


Bez Presji 2015
     
1. Intro 
2. Nadziemie
3. Impulsy   feat. MONA, ESTEO 
4. Jesteś moim powietrzem 
5. Płynę    feat. VIXEN, MAM NA IMIĘ ALEKSANDER
6. Cztery Litery 
7. Chciałbym Ci powiedzieć  feat. BUKA, PLANET ANM, PANIKA 
8. Emocje  
9. Tato    feat. MATI, T.R.Z. 
10. Mamy Najebane W Mózgach 
11. Miej świadomość    feat. MATI, ERIPE 
12. Obcy 
13. Upadam    feat. BUKA, ROVER   
14. Znaki 
15. Życzenie    feat. TMK aka PIEKIELNY, MASIA, OSA WL 
16. Zenit

    To już kolejny po Buce reprezentant Sumy Styli, wychodzącym na legal. Suma Styli to jeden z bardziej wpływowych podziemnych składów, a album Skora, jak to się mówi, zaczął być klasykiem jeszcze przed premierą. Zadowolonych i propsujących znalazło się mnóstwo, więc nawet się zaciekawiłem...
    Mamy tu tylko czterech producentów, co może zapewniać spójność i logiczną całość.  Mithal dał tu najwięcej bitów, on wprowadza nieco elektroniczny klimat, choć nie do końca przecież. Jego bity są zróżnicowane, choć łatwo jej odróżnić od pozostałych - to przez ten pierwiastek syntetyku. Jednak mamy tu i sample (czasem wyszukane i orientalne, jak w 'Płynę'), ale również brzęczące basy. Te podkłady są bardzo różne, ale bilans jest raczej na plus - choć wyznam, że 'Znaki', czy 'Życzenie' są raczej marne. R-Ice potrafi zrobić podkład zarówno klasyczny (tytułowe 'Nadziemie'), jak i nieco emocjonalne i cykające ('Emocje'). Od FeRu dostajemy nieco nijakie, nawet niezłe, ale bezduszne podkłady, zaś Eljot Sounds dał ten nudny, cloudowy podkład - ja wiem, że są fani tych rozlazłych podkładów, ale ja ni chuja nie umiem dopasować tego gówna do brzmienia hip hopu. To nie ma ani hip, ani hop. Dobrze, że są tu DJ Gondek i DJ Klasyk, którzy wprowadzają trochę ożywienia. Bo, no cóż, muzyka jest tu zróżnicowana i czasem zwyczajnie słaba. 
    Dobra, no wsłuchuję się po raz kolejny w tego Skora, ale czy on wywołuje we mnie takie pokłady wzruszenia? No ok, nie jest zły - dobra, inaczej, jest niezły, ale żeby się aż tak jarać? Skor ma fajne flow, niezłe teksty, ale tak naprawdę nie ma tu nic takiego, co wzięło by mnie za gardło. Owszem, te teksty z życia wzięte, czy bragga, są czasem nawet mocne ('Tato' jest jednym z tych, które potrafią dotrzeć do głowy z dużą siłą), ale czasem nie mają tej temperatury. Jest tu zatem dokładnie tak, jak z muzyką - bywa naprawdę dobrze, ale są również wejścia nijakie - te tyczą się często gości. O kim mówię? Takie bardzo przeciętne wersy dali Esteo, TRZ, TMK. Ujdzie Buka, który po pierwszym albumie szybko spada z piedestału, ujdzie Osa, daje radę MNIA. Na szczęście są tu również goście, którzy poprawiają wizerunek: jak zwykle świetny Vixen, zazwyczaj porządny Planet, niezły Mati - trzecia część SumyStyli, Eripe i Rover. Brak zapadających w pamięć wersów (poza wspomnianym 'Tato'), za to jest sporo zwyczajnie porządnych kawałków.
    No i ma teraz niezłą zagwozdkę. Bo to przecież nie jest zła płyta - taki rzemieślniczy krążek, który sprawia, że scena w Polsce żyje i ma się nieźle. Ale z drugiej strony niewiele się tu dzieje i doprawdy nie rozumiem zachwytów nad krążkiem, skoro tyle podobnych legali przepada w niebycie. Może być, ale ja się nie wzruszam za bardzo.

OCENA: 4-\6


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza